Znajdziesz mnie tutaj

Podsumowanie czerwca

Czerwiec, a wraz z nim rok szkolny się skończył. Nie mogę sobie tego wyobrazić, dokładnie rok temu pocieszaliście mnie wszyscy, że będzie dobrze w nowej szkole. Jest, nawet lepiej, bo klasę mam super. Przepraszam, że ostatnio mało mnie na waszych blogach, ale ten weekend był zwariowany.
W tym miesiącu przeczytałam 10 książek. Zrecenzowałam 9. Mam 119 obserwatorów, a więc przybyło 5. Jeśli chodzi o Was to pobiliście samych siebie. Na liczniku jest 17577, a więc w tym miesiącu 1954. Prawie dwa tysiące. Dziękuję
P.S. Mała zmiana. Teraz wyświetleń jest już 17626, a więc muszę się pochwalić, ale to 2003 wyświetlenia. Nawet nie wiecie jak się cieszę 
Czytaj dalej...

108.Willa wśród róż

Tytuł: Willa wśród róż
Autor: Debbie Macomber
Stron: 315
Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2010
Moje zdanie: Książka ta to druga część serii opowiadającej o uroczym miasteczku Cedar Cove. Debbie Macomber powieści obyczajowe pisze od 1982 roku. Osiągnęły one nakład 60 mln egzemplarzy. Kolejny raz spotykamy tu znane nam z poprzedniej części postacie. 
Grace Sherman przeżywa najtrudniejszy okres w swoim życiu, gdy spotyka uroczego rozwodnika Cliffa. Jego też poznaliśmy już wcześniej. Tymczasem Olivia próbuje ułożyć swoje życie uczuciowe. Znów bardzo mi się podobało. Cieszy mnie to, że toczy się tu wiele wątków na raz. Jedne się zaczynają, inne kończą. Obserwujemy życie całego tego klimatycznego miasteczka. Razem z bohaterami odczuwamy wielkie namiętności, radości, ale też smutki i cierpienia. Książka jest niesamowicie ciepła i pozytywna. 
Cudowni są jej bohaterowie- mieszkańcy miasteczka, gdzie każdy każdego zna, a w razie potrzeby od razu przyjdzie mu z pomocą. Język jest bardzo prosty jak to w książkach tego typu. Okładka nie podoba mi się tak jak w pierwszej części, ale i tak jest bardzo ciekawa.
Ocena:5/6
P.S. Nie mogę uwierzyć, że skończył się rok szkolny. Tak szybko to minęło.
Czytaj dalej...

Bloglovin +haul

Chciałabym wam pokazać moje dzisiaj poczynione, małe zakupy. Jest to szampon Czarna Rzepa z Barwy. Bardzo lubię te szampony, bardzo plączą włosy, ale używam ich tylko raz w tygodniu. Świetnie nadają się do zmywania różnego rodzaju olejów. Do tego w Tesco kupimy je za 2,99 zł. Zmywacz z All about beauty. Ciekawe jak się spisze. Oliwka pielęgnacyjna Hipp. Czytałam wiele pozytywnych opinii, ma bardzo fajny skład, pięknie pachnie, właśnie mam ją na włosach. Wyobrażacie sobie, że niedługo wakacje? Ale będę miała czasu na pielęgnację włosów. Nie wiem kiedy to minęło. Rok temu wszyscy pocieszaliście mnie, że w nowej szkole nie będzie tak źle. Było nawet lepiej. :)
Teraz rzecz dla której głównie miał powstać ten post. 
Jak wiecie, a może nie od 1 lipca ma zniknąć Google Reader, podobno nie będzie można obserwować blogów i nie będziemy nic wiedzieli o nowych postach na ulubionych blogach. Przynajmniej tyle zrozumiałam, u mnie raczej nie po drodze z techniką. Postanowiłam założyć konto na Bloglovin. Obserwujecie mnie poprzez przycisk w prawym górnym rogu. Mam też wiele pytań. Czy gdy włączyło się coś do importowania blogów z Google Readera to automatycznie mam tam już wszystkie blogi? Nic więcej nie muszę robić?
Czytaj dalej...

107.Czekając na anioły

Tytuł: Czekając na anioły
Autor: Cathy Glass
Stron: 351
Wydawnictwo: Hachette
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Długo zwlekałam z wypożyczeniem książki z serii ,,Pisane przez życie”. Nie da się tutaj ocenić historii, dlatego w końcowej ocenie biorę pod uwagę raczej warsztat pisarski autorki. 
Cathy Glass jest tymczasową opiekunką dla dzieci. Daje im rodzinę i poczucie bezpieczeństwa w trudnych dla nich chwilach. Michael musi opuścić swojego ciężko chorego ojca Patricka, gdy ten idzie do szpitala. Obaj wiedzą, że nigdy mężczyzna z niego nie wróci. Zrozpaczony tata próbuje zapewnić swojemu synkowi przyszłość i opiekę. 
Wzruszająca, chwytająca za serce opowieść. Powstała na faktach, ponieważ autorka rzeczywiście zajmuje się taką adopcją dzieci. Wzruszyła mnie postawa Michaela. Chłopiec był dla swojego ojca opiekunem i podporą chociaż powinno być zupełnie inaczej. Miał on niesamowitą wiarę w Boga, która u tak małego dziecka była niewyobrażalna. Autorka pisze niesamowicie lekko. Używa prostych słów, dużo dialogów dzięki czemu szybko się czyta. Z pewnością sięgnę po inne książki z tej serii.
Ocena: 5+/6
Czytaj dalej...

Szampon Timotei with Jericho Rose- wymarzona objętość

Kolejny włosowy niewypał. 
Zacznę jednak od składu:
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Selaginella Lepidophylla Aerial Extract, Citrus Paradisi Fruit Extract, Trehalose, Gluconolactone, Sodium Sulfate, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Disodium EDTA, PPG-12, Propanediol, Benzophenone-4, BHT, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Cl 16255, Cl 47005, Cl 60730.
No cóż, nie powala na kolana. Wprawdzie nie znajdziemy tu silikonów, które niektórym włosom służą, innym nie, ale jednak są niewskazane. Parabenów też nie ma. Niestety nie odnajdziemy tu także zbyt dużo naturalnych ekstraktów, może ten  z grejpfruta, ale nie ma on jakiegoś zbawiennego wpływu na nasze włosy.
Jeśli chodzi o zapach to jest on obłędny. Świeży, cytrusowy, rzeczywiście możemy wyczuć tu grejpfruta. Konsystencja żelowa, pieni się bardzo dobrze, a więc jest wydajny. Potrzeba niewielkiej ilości, żeby umyć głowę.
Działanie już nie jest tak ciekawe. Według mnie szampon ma przede wszystkim myć, tutaj jednak producent pokusił się jeszcze o większą objętość włosów. Szampon chyba może to spełnić. W tym przypadku jednak w ogóle tak nie było.  Moje włosy po umyciu były wprost przeciwnie pozbawione objętości, takie przylizane, oklapnięte. Tego nie lubię najbardziej. Dodatkowo szybciej się przetłuszczały. Myję włosy codziennie, a więc szampon ten spowodował istną masakrę. Chyba już nigdy nie kupię szamponu z Timotei.
Opakowanie bardzo wygodne, pierwszy szampon z takim otwieraniem na mojej półce. Cena to coś około 11 złotych.

Czytaj dalej...

106.Strażniczka bramy

Tytuł: Strażniczka bramy
Autor: Michelle Zink
Stron: 383
Wydawnictwo: Telbit
Rok wydania: 2010
Moje zdanie: Drugi tom trylogii. Bliźniaczki muszą się rozstać. Lia wyjeżdża do Londynu, aby do końca poznać sens przepowiedni i odnaleźć pozostałe klucze. Alice zostaje w Nowym Jorku. Jak ostatecznie zakończy się ta rozgrywka? Odpowiedź na to pytanie uzyskamy jednak dopiero w trzecim tomie. 
Według mnie, ta część była jednak trochę gorsza od poprzedniej. Mam nadzieję, że w ostatnim pani Michelle Zink się rozkręci i zakończy trylogię z prawdziwymi fajerwerkami. Ma ona przecież bardzo duży potencjał, który w tym tomie chyba troszkę nie został wykorzystany. Historia, proroctwo,… klimat. Wszystko to jest bardzo ciekawe. W tym tomie jednak za mało się działo, autorka skupiła się na wątku miłosnym, który rozbudowała, dobrze, ale jednak przydałoby się więcej akcji. Wtedy byłabym bardziej usatysfakcjonowana. Teraz bohaterowie tylko podróżowali. Postacie przedstawione w książce bardzo lubię, nie rozumiem tylko zachowanie Amalii wobec Jamesa. Pomimo tego, że jednak było tu mało akcji przeczytałam ją w mgnieniu oka. Już niedługo zabieram się za kolejną część.
Ocena:4/6
Czytaj dalej...

105.Kwiaciarka tom 2

Tytuł: Kwiaciarka. Tom 2
Autor: Ksawery de Montepin
Stron: 572
Wydawnictwo: Damidos
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Z niecierpliwością czekałam na przeczytanie tego tomu. Autor bardzo mnie zaciekawił i pozostawił w wielkiej niepewności co jeszcze może się wydarzyć. 
Hrabina Marcela de Lagarde uknuła kolejny spisek, w który zamierza wmieszać swoją córkę Helenę, Rogera de Kervena, a nawet biedną kwiaciarkę z trudem wiążącą koniec z końcem. Przecież można zrobić wszystko jeśli w grę wchodzą wielkie pieniądze. Czy jej się uda? I najważniejsze. Czy zbrodnia wykonana z premedytacją wyjdzie na jaw?
 Jestem tymi dwoma tomami po prostu zauroczona. Niesamowicie spodobał mi się ten klimat. XIX-wieczna Francja. To chyba jeden z moich ulubionych historycznych okresów spotykanych w książkach. Kolejny raz obserwujemy wszystkie warstwy społeczne i poczynania ich przedstawicieli. Niektórym gorąco kibicujemy,  innych nie lubimy i tylko czekamy żeby w końcu powinęła im się noga. Czy tak się stanie? O tym musicie przekonać się sami. Jeśli chodzi o bohaterów o najbardziej polubiłam Gabrielę i Rogera de Kervena. Okładka niesamowicie mi się podoba, pozostaje tylko polecić wam te dwa tomy.
Ocena: 5/6
Czytaj dalej...

104.Dotyk mroku + mały haul

Tytuł: Dotyk mroku
Autor: Dorota Wieczorek
Stron: 301
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Jacek chodzi do trzeciej klasy gdańskiego gimnazjum. Jego największym marzeniem jest normalne życie. Nie chce być on czarodziejem, specjalistą od pogody. Będzie jednak musiał stanąć do walki z mrokami, sługami Ciemności, która coraz bardziej zaczyna panoszyć się na Ziemi. Książka to opowieść o naszym świecie, w którym niedostępna dla innych ludzi kryje się kraina magów, krasnoludów i mroków. 
Pomysł na książkę muszę zaliczyć do bardzo udanych. Mało jest książek fantastycznych mających miejsce akcji w Polsce, ta jest dodatkowo z przeznaczaniem dla młodzieży. Z powodzeniem jednak mogą ją czytać także dorośli. Z tematem płanetników, czyli czarodziejów walczących z nieprzyjemną lub niebezpieczną pogodą spotkałam się pierwszy raz. A więc coś nowego. Wykonanie jest jednak bardzo nieprzekonujące. Książka ciągnie się, dłuży, brak jej lekkości i polotu. Większa połowa to opisy przedstawiające historię czarodziejów i przygotowania do rozstrzygającej bitwy.
 Gdyby nie dużo dialogów i prosty język utkwiłabym przy niej na dłuższy czas, ponieważ nie czytało mi się z przyjemnością. Być może już wyrosłam z takich książek, ponieważ bohaterowie też wydali mi się bardzo naiwni. Nie przeszkadza mi to jednak dać autorce jeszcze jednej szansy. A może będzie lepiej?
Ocena:3/6
P.S. Chyba muszę iść na odwyk. Niby miałam już nic nie kupować, ale wybrałam się do Natury po stemple i oczywiście musiałam dobrać do tego jeszcze krem do rąk.
Padło na zachwalany krem Anida, który kosztuje tylko niecałe 4 złote, a mam duże nadzieje. 
Stemplowanie okazało się łatwiejsze niż myślałam, nie mam tylko odpowiedniego lakieru. Nie zwracajcie uwagi na pozostałości po poprzednim lakierze, ale spieszno mi było wypróbować nową zabawkę. :)

Czytaj dalej...

Odżywka do włosów normalizująca z ekstraktem z drożdży piwnych i chmielu. Joanna z Apteczki Babuni

Żeby nie było, że zawsze oceniam tak dobrze wszystkie kosmetyki, dzisiaj zaprezentuję wam coś co zupełnie się u mnie nie sprawdziło.
Zacznę od składu: Aqua, Cetyl alkohol, Cetearyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, PEG-40 Hydrogenated Castrol Oil, Polyquaternium-28, Faex Extract, Humulus Lupulus Extract, Propylene Glicol, Alcohol Denat., Panthenol,Triethanolamine,Parfum, Hexyl Cinnamal, DMDM Hydantion, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.
No cóż skład nie powala, trudno doszukać się w nim jakiś naturalnych składników. Gdzieś w środku rzeczywiście możemy znaleźć ekstrakt z drożdży piwnych, chmielu zwyczajnego. Pod koniec panthenol, o którym już kilka razy pisałam. Ogólnie jednak nie jest dobrze.
Może przejdźmy dalej. 
Odżywka zapakowana została w średnio miękki pojemnik, pod światło widać ile nam jej jeszcze zostało. Opakowanie jest kolorowe, przyjemne dla oka. Otwieranie zwykłe, łatwo ją wydobyć, ponieważ odżywka ta jest bardzo rzadka. Jak na odżywkę to aż za bardzo, nazwałabym ją raczej balsamem. Jest niewydajna przez swoją wodnistość. Trzeba jej trochę nałożyć, żeby zadziałała. Zapach jest bardzo świeży, ziołowy. Zaczął mi się podobać dopiero pod koniec opakowania. Cena to około 6 złotych za 200 g.
A teraz chyba to co was najbardziej interesuje, czyli działanie. Kupiłam ją z nadzieją znormalizowania przetłuszczania się moich włosów. Dodatkowo zawsze drożdże powodowały u mnie wysyp baby hair. Tu nic takiego nie było. Przez to, że odżywka jest tak wodnista długo nie mogłam jej wyczuć. Kiedy nałożyłam jej za dużo moje włosy już rano były przyklapnięte i tłuste, wzmagała przetłuszczanie. Jeśli użyłam jej mało efektu nie było żadnego. Gdy już wiedziałam ile jej nałożyć delikatnie pomagała rozczesać włosy. Nic więcej. 
Spodziewałam się dużo więcej. Ta odżywka się nie spisała, nie należy się jednak zniechęcać, ponieważ firma Joanna ma wiele prawdziwych perełek jeśli chodzi o kosmetyki.
Muszę wam też coś pokazać. Co roku w okresie wiosna-lato mój pokój zamienia się w dżunglę.  Szkoda, że nie możecie poczuć tego zapachu właśnie kwitną jaśminy i róże, które kiedyś rosły w czyimś ogrodzie, a teraz zrobiły się już prawie dzikie, i w tym ich urok. 



Czytaj dalej...

Stosik nr.12 i wygrana u Kolorkowanej

W bibliotece każda z osobna książki te wydawały się takie niepozorne, razem utworzyły jednak całkiem pokaźny stos.
1.Michelle Zink ,,Krąg ognia". Jestem bardzo ciekawa jak też zakończy się ta trylogia.
2.Martyna Wojciechowska,,Kobieta na krańcu świata". Książki podróżnicze lubię, Martynę też, jestem ciekawa jej książki.
3. Danielle Steel ,,Porwanie". Książki tej autorki też bardzo lubię, ta była w nowościach, więc wzięłam.
4. Jodi Picoult ,,Pół życia". Też nowość, książki tej autorki bardzo lubię, mam nadzieję, że ta też będzie super.
5. Clive Cussler ,,Dżungla". Kolejna nowość, głównie tam dzisiaj polowałam. Zdążyłam już polubić tego autora,
6. Isabel Allende ,,Portret w sepii. Ta autorka jest fenomenalna, jej książki zawsze wywołują we mnie spore emocje i przyprawiają o dreszcze.
7. Arthur Golden ,,Wyznania gejszy". Kocham inne kultury w książkach, myślę, że będzie ciekawie.
Przed chwilą odwiedził mnie też listonosz i przyniósł krem pod oczy z Avonu. Jest to wygrana u Kolorkowanej. Wiem, że wiele osób uczulił, już sprawdziłam ze mną tak się nie dzieje, a więc od dzisiaj zaczynamy testy.


Czytaj dalej...

103.Dom nad zatoką

Tytuł: Dom nad zatoką
Autor: Debbie Macomber
Stron: 315
Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2010
Moje zdanie: Pani Macomber to znana autorka romansów i powieści obyczajowych. Przeczytałam już kilka książek jej autorstwa. Jest to pierwsza część serii ,,Zatoka Cedrów”- opowiadającej o małym miasteczku blisko Seattle.
 Cecilia i Ian dopiero od roku są małżeństwem, a już chcą się rozwieść. Ich związek nie przetrwał, ponieważ mężczyzna służący w marynarce wojennej nie był obecny ani w czasie przedwczesnego porodu żony, ani na pogrzebie ich córeczki. Olivia Lockhart myśli, że ta para ma jeszcze przed sobą wspólną przyszłość i na rozprawie namawia ich do podarowania sobie drugiej szansy. 
Piękna, ciepła powieść obyczajowa. Jej głównym atutem jest właśnie Zatoka Cedrów. Urokliwe miasteczko gdzie wszyscy się znają, pomagają sobie w trudnych chwilach, są dla siebie mili i życzliwi. Obserwujemy tu nie tylko trudną sytuację w związku Cecili i Iana, ale też wielu innych ludzi. Bardzo ciekawy zabieg, ponieważ wplecenie tych kilku dodatkowych wątków urozmaiciło lekturę, a i tak główną osią była historia tego małżeństwa. Nie jest to bardzo ambitna powieść, ale ona po prostu pulsuje emocjami i ciepłem skrytym na jej kartach. 
Ocena: 5/6
Czytaj dalej...

Maska nawilżająca z glinką zieloną, Ziaja

Dzisiaj zaprezentuję Wam maseczkę kupioną na promocji -40 w Rossmannie. W regularnej cenie kosztuje ona 1,60 zł, ja upolowałam ją za 0,89 groszy. Postanowiłam od razu wypróbować.
Najpierw skład, który może nie jest idealny, ale jak na taką cenę to mnie zachwycił.
Skład: Aqua, Canola Oil, Cetearyl Ethylhexanoate, Illite, Octyldodecanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Glycerin, Cetyl Alcohol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Caesalpinia Spinosa Gum, Dimethicone, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Titanium Dioxide, Panthenol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1, 3-Diol, Diazolidinyl Urea, Parfum, Citric Acid, Cl 42090 (FD&C Blue No.1)
Zaraz po wodzie, już na drugim miejscu znajduje się Olej Canola, który odżywia i zmiękcza naskórek. Nie spodziewałam się go tak wysoko w składzie. Dalej emolient, który odpycha wodę tworząc film i chroniąc przed wysuszeniem. Illite to francuska glinka zielona, doskonale oczyszcza skórę. Kilka pozycji później mamy glicerydy kokosowe. Źródło kwasów omega6 i omega3, ochrona naskórka. Dalej modyfikowana guma z drzewa Tara. Wygładza naskórek.  Pod koniec możemy zauważyć też panthenol o właściwościach nawilżających. Niestety znalazły się tutaj też parabeny. Konserwanty przedłużające żywotność kosmetyków, ale są niebezpieczne dla zdrowia. 
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas używania tej maseczki to bardzo przyjemny zapach. Moja maseczka z Avonu, którą też kiedyś tu zrecenzuję pachnie tak intensywnie, że łzawią mi oczy. Tu nic takiego się nie działo. Ma ona delikatny, nienachalny, bardzo przyjemny zapach. Jest delikatnie zielonego koloru. Specjalnie dla was mały bonus.
Trochę rozmazane, ale widać. Jeśli chodzi o nakładanie to jest ona średnio gęsta, kremowa. Nie spływa z twarzy. Jeden z jej największych plusów to to, że nie zasycha tworząc taką nieprzyjemną skorupę. Robi się taka jakaś gumowata, pewnie przez gumę z tego drzewa Tara i bez problemu się ją zmywa. Właśnie przez to zmywanie nie lubiłam maseczek z glinką, teraz muszę zmienić o nich zdanie.
Najważniejsza część czyli działanie. Producent zaleca nam używanie jej 2-3 razy w tygodniu na 10-15 minut.  Rzeczywiście jedno opakowanie wystarczy na trzy cieńsze lub dwa grubsze użycia, a więc na tydzień. Ja jedna używałam jej raz w tygodniu i trzymałam ponad pół godziny. Skóra po użyciu była miękka, niesamowicie gładka. Delikatnie rozjaśniona, pory oczyszczone, ale bez jakiegoś efektu wow. Najlepiej była ona jednak nawilżona, już po pierwszym użyciu. Efekt ten długo się utrzymywał. Nie wiem jak byłoby na bardzo przesuszonej skórze, ale z moją sobie radzi. Po kolejnych użyciach efekt jest jeszcze lepszy. Myślę, że te maseczki na długo zagoszczą w mojej kosmetyczce. Wypróbuję jeszcze z glinką szarą i brązową. 
P.S.
A oto mój dzisiejszy nabytek. Wiem, że miałam już nic nie kupować, ale bez perfum się nie obędzie. Kiedyś go zrecenzuję, muszę tylko dobrze przetestować. Powiem tylko tyle, że to słodki, zmysłowy zapach, dość ciężki, taki jak lubię.


Czytaj dalej...

102.Cujo

Tytuł: Cujo
Autor: Stephen King
Stron: 349
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2008
Moje zdanie: Długo nie mogłam się przekonać, aby sięgnąć po książkę tego autora. Martwiłam się jak zareagują moje słabe nerwy. Czy słusznie?
 Chyba większość osób słyszało o tym autorze, królu horrorów. Wiele z jego książek zostało zekranizowanych. Jest bardzo płodnym pisarzem, napisał już ponad 60 książek, a jeszcze wiele opowiadań. 
Castle Rock to małe, ciche miasteczko. Ludzie żyją w nim spokojnie. Wszystko trwa jednak do czasu. Ogromny, ale bardzo spokojny bernardyn Cujo przez przypadek zaraża się wścieklizną i staje się żądnym krwi bezlitosnym potworem.
 Niesamowicie mi się podobało. O dziwo, nie bałam się na tyle, żeby nie zostawać sama w domu czy w nocy cierpieć koszmary. To nie znaczy jednak, że książka mną nie wstrząsnęła. Autor rozkręca się dość wolno i prawdziwa akcja rozpoczyna się dopiero w drugiej połowie. Nie sprawiło mi to jednak zupełnie problemu. Na początku bardzo dobrze zapoznajemy się z bohaterami, dokładnie poznajemy ich przeszłość, psychikę. Chyba nie spotkałam się z takim dopracowaniem w książce. Przez to tak utożsamiłam i zapoznałam się z niektórymi bohaterami, że było mi przykro kiedy byli oni w niebezpieczeństwie. Dodatkowo nie byłam pewna czy autor pozwoli im wyjść z tego cało. Ciekawy zabieg to też możliwość obserwowania niektórych wydarzeń z perspektywy chorego psa. Książka jest nieprzewidywalna. 
King jako autor horrorów mógł przecież postawić tylko na krew i wnętrzności na każdej stronie bez całej tej psychologicznej otoczki. On jednak tego nie robi nigdy i chyba na tym polega jego fenomen. Tak bardziej oddziałuje na psychikę. Bohaterowie przypadli mi do gustu. Zwłaszcza Donna, niesamowicie silna kobieta. Autor postawił ją w trudnej sytuacji i pokazał do czego zdolny jest wtedy człowiek, o czym myśli. W książce znajdziemy łatwy, plastyczny język, który niesamowicie działa na wyobraźnię. Momentami było mi duszno, czułam ten upał panujący w miasteczku Castle Rock. Książka pokazuje też jak zupełny przypadek może zadecydować o naszym życiu. Na uwagę zasługuje też przerażająca okładka, która przedstawia tytułowego Cujo. Moje pierwsze spotkanie z Kingiem uważam za niesamowicie udane. Jak widać jak książka się spodoba to jednak da się o niej więcej napisać.
Ocena:5+/6
Czytaj dalej...

101.Królestwo

Tytuł: Królestwo
Autor: Clive Cussler 
Stron: 350
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Clive Cussler to podobno jeden z najpopularniejszych pisarzy świata. Jego książki są publikowane w 105 krajach, a tłumaczone na 30 różnych języków. Do tej pory bardzo mało o nim wiedziałam i musiałam przekonać się na czym polega fenomen jego książek. 
Sam i Remi Fargo to zgodne małżeństwo, które wspólnie poszukuje skarbów. Niespodziewanie dostają propozycję od egoistycznego miliardera, aby odnaleźli jego ojca oraz detektywa, który podjął się tego samego zadania. Trafiają na tajemniczy kufer sprzed kilku wieków i rozpoczynają poszukiwania w Europie i Azji, od Tybetu po Bułgarię. 
Muszę się zgodzić, że ten autor bardzo słusznie jest chwalony i ceniony. Chyba nie zdarzyło mi się czytać tak dobrej książki przygodowej. Lubicie Indiana Jonesa? Tajemnicze kufry, sekretne mapy, pułapki prowadzące do skarbu. Tutaj było bardzo podobnie. Mnie taki klimat odpowiada niesamowicie. Clive Cussler pisze tak, że czujemy się wciągnięci w historię i razem z Remi i Sam’em szukamy skarbu. Bohaterowie też są bardzo ciekawi. Połączyła ich wspólna pasja, widać, że się kochają, mają poczucie humoru. Jak tu ich nie lubić? Przyznam, że z żalem musiałam się z nimi rozstać, ale wiem, że jeszcze kilka książek z ich udziałem jest w bibliotece. 
Opisy są bardzo plastyczne, z pewnością pobudzają wyobraźnię. Fabuła ciekawi i wciąga. W książce jest dość dużo dialogów, przez co łatwo i szybko się czyta. Polecam nie tylko fanom książek przygodowych.
Ocena: 5/6
Czytaj dalej...

Isana Krem do ciała z masłem shea i kakao

Dzisiaj zaprezentuję Wam kosmetyk, który zakupiłam z myślą o włosach. Olejowanie lubię, ale chciałam przekonać się jak to jest z kremowaniem. Dla niewtajemniczonych. Nakładamy na włosy krem lub balsam, w którym znajdziemy dużo odżywczych olejków, naturalnych składników. Trzymamy pod czepkiem. Niektóre dziewczyny stosują to nawet na całą noc, ja raczej po godzinie myję włosy. Jak wrażenia? O tym poniżej.
Na początek pobawimy się ze składem
Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylexyl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butylene Glycol, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Copernicia Cerifera Cera, Theobroma Cacao Butter, Sodium Cetearyl Sulfate, Parfum, Isopropyl Palmitate, Carbomer, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin.
Na pierwszym miejscu oczywiście, woda, później gliceryna. Już na początku widzimy olejek kokosowy. Znakomite działanie natłuszczające i nawilżające zarówno jeśli mówimy o włosach jak i skórze całego ciała.  Trochę dalej widzimy masło shea, które na te kilka moich recenzji przewinęło się już kilka razy. Bogate właściwości nawilżające. Panthenol- inaczej witamina B5.  Działa łagodząco i przeciwzapalnie. Jeśli chodzi o włosy to znakomicie je nawilża i pogrubia, zapobiega rozdwajaniu końcówek. Następny jest wosk Carnuba. Był też w pomadce z Lovely. Zapobiega wysuszaniu. Masło kakaowe. Dalej nic nie zauważyłam co by mnie zainteresowało. Zaznaczam, że nie jestem specjalistką od składów.
Nie widać zbyt dobrze, ponieważ już kończę ten krem, ale ma on delikatnie brązowawy odcień. Taka kawa z mlekiem, ale z raczej z tylko kilkoma kroplami kawy. Krem nie jest zbity, bardzo łatwo się rozsmarowuje i z lekkością sunie po skórze. Jest bardzo wydajny. Nie potrzeba go dużo, aby posmarować duży kawałek ciała. Nie wchłania się długo.  Jeśli chodzi o zapach to jest średnio słodki, przypomina budyń i mleko skondensowane. Znacie ciasto 3bit? To ma on identyczny aromat. Podoba mi się, jednak w trakcie stosowania zdążył mi się już trochę zużyć. 
Jeśli chodzi o nawilżenie to na skórze sprawuje się bardzo dobrze. Nogi po depilacji posmarowane tym kremem są ukojone. Nie wiem czy poradziłby sobie z mega przesuszoną skórą, ale u mnie daje radę. Na włosach jest jeszcze lepiej. Po umyciu są one miękkie, nawilżone, delikatnie odbite od nasady, nadaje im objętość. Świetnie się układają i niesamowicie błyszczą. Po żadnym innym specyfiku nie uzyskałam takiego blasku na włosach. Zapach delikatnie utrzymuje się do następnego mycia.
Jest zamknięty w dużym pojemniczku. Fajnie, że można wydobyć go do samego spodu, nic się nie marnuje. 
Podsumowując, krem będę bardzo miło wspominała. Na razie mi się znudził, ale kiedyś kupię go po raz kolejny. Jego oliwkowy brat już czeka na używanie. Cena też jest bardzo zachęcająca. Krem znajdziemy tylko w Rossmannach. Kupimy go za około 10 złotych, w opakowaniu znajduje się 500 ml. 



Czytaj dalej...

100.Gringo wśród dzikich plemion

Tytuł: Gringo wśród dzikich plemion
Autor: Wojciech Cejrowski
Stron: 302
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2011
Moje zdanie: Od dawna lubię czytać książki podróżnicze. Do tej pory miałam styczność tylko z Beatą Pawlikowską, teraz sięgnęłam po książkę pan Cejrowskiego. Jego program ,,Boso przez świat” jest bardzo ciekawy. Wiele osób nie lubi tego autora ze względu na jego poglądy, mi jednak one w niczym nie przeszkadzają. 
W książce przeczytamy o podróżach do Ameryki Południowej. Tam pan Cejrowski spotkał ostatnich dzikich Indian oraz wszedł do dżungli gdzie cywilizacja jeszcze nie dotarła. Czyta się bardzo lekko i szybko. Autor umieścił w niej wiele bardzo ciekawych historii, które czyta się z zapartym tchem. Przybliża on kulturę i mentalność Indian, która jest bardzo specyficzna. 
Nie dowiadujemy się tutaj zbyt wiele o zwierzętach i roślinach, ale o ludziach zamieszkujących te tereny. Poznajemy ich zwyczaje. Książka jest bardzo dobrze wydana, w twardej oprawie na tym śliskim papierze. Zdjęcia są piękne i bardzo dobrze się w niej prezentują. Ubolewam tylko nad tym, że jest ich tak mało. Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę i przeniesienia się w dzikie ostępy amazońskiej dżungli.
Ocena:5/6 
P.S. Nie wiem czy zauważyliście, ale to już setna recenzja. Sama nie wiem kiedy to minęło. 
Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka