Znajdziesz mnie tutaj

Podsumowanie sierpnia

Sierpień się kończy, wraz z nim wakacje. Jesień zbliża się wielkimi krokami. Dokładnie rok temu martwiłam się jak to będzie w nowej szkole, a wy mnie pocieszaliście. Od 2 września zaczynam prawdziwą naukę, nie wiem jak to będzie. Czy będę miała czas na czytanie i recenzowanie? Zobaczymy. Te wakacje mogę zaliczyć do bardzo udanych, wiele się w moim życiu przez nie zmieniło. 
W sierpniu przeczytałam 9 książek. Jestem zadowolona, zupełnie nie spodziewałam się takiego wyniku. Dodałam także 9 recenzji. Mam 130 obserwatorów. Przybyło 7, piękny wynik. Na liczniku mamy 21901. Pobiliście 20 tysięcy. W tym miesiącu to prawie 2400 wyświetleń.
Dziękuję :)
Czytaj dalej...

127.A między nami ocean...

Tytuł: A między nami ocean…
Autor: Susan Wiggs
Stron: 459
Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Po książki tej autorki chciałam sięgnąć od dłuższego czasu. Mój wybór padł właśnie na tę lekturę. Życie Grace, Steve’a i ich trójki dzieci z pozoru mogłoby wydawać się szczęśliwe. Przeżywa ono jednak głęboki kryzys, ponieważ mężczyzna pracuje w marynarce i w rodzinnym domu jest tylko rzadkim gościem. Wszystko jest na głowie jego żony od wielu lat aż nagle misterna konstrukcja ich małżeństwa zaczyna się chwiać w posadach. Czy mają jeszcze szansę na przetrwanie? Co, gdy życie Steve’a zostanie zagrożone? Spodziewałam się lekkiego czytadła przy którym nie musimy się nad niczym zastanawiać. Bardzo miło się rozczarowałam. Jest to wspaniała, ciepła opowieść, która zmusza nas do refleksji i zastanowienia się nad własnym życiem. Czy pomimo tego, że jesteśmy ze sobą razem nie żyjemy osobno? Czy poświęcamy sobie należytą uwagę? Mówimy o naszych marzeniach i pragnieniach? W książce znajdziemy wiele różnych wątków, nie tylko ten opowiadający o małżeństwie, ale dzieciach Bennettów i ich przyjaciołach. Uderzył mnie fakt jak trudne jest życie kobiet, których mężowie wyjeżdżają na tak długi czas. Książka od początku do końca była bardzo ciekawa, język autorki lekki i przyjemny w odbiorze. Miło spędziłam przy niej czas. Polecam! Z pewnością przeczytam inne książki tej autorki.
Ocena:5/6
Czytaj dalej...

Krem do rąk i paznokci, Kozie Mleko, Ziaja

Wiem, że niedawno był tutaj inny krem do rąk, ale ten prawie już się skończył, a więc wypada coś o nim napisać.
Skład: Aqua, Cyclomethicone, Dimethiconol, Cetearyl Alcohol, PEG-20 Stearate, Cyclomethicone, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Panthenol, Lactobacillus/Milk Solids/Glycine Soja Oil Ferment, Cyclodextrin, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Parfum, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Eugenol, Benzyl Salicylate, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin, Limonene, Citric Acid.
Na początku składu, zaraz po wodzie emolienty, które nawilżają naszą skórę. Dalej, dalej panthenol, który także nawilża, po nim bakterie mlekowe. Nie spodziewałam się. Możemy tu także zauważyć dużo parabenów i innej chemii, która w kosmetykach znajdować się nie powinna.
Opakowanie w miarę mi się podoba. Proste, ale bardzo estetyczne. Jest to niestety dość twardy pojemnik, z którego pod koniec używania nie możemy wydobyć kremu. Trzeba się dużo nawciskać i siłować. Sam krem jest delikatny, nie zbity. Bardzo szybko się rozsmarowuje na dłoniach, a jeszcze szybciej wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy, a więc od razu możemy wrócić do codziennych czynności.
Zapach jest mydlany, bardzo wyrazisty. Mi się nie spodobał, ale wiem, że wiele osób go uwielbia. 
Teraz trochę o działaniu. Zaraz po użyciu skóra jest idealnie wygładzona i wydaje się bogato nawilżona. Po jakimś czasie uczucie to znika i krem trzeba aplikować po raz kolejny. Tak w kółko. No nie powiem, że nie nawilża on wcale, ale jest to uczucie bardzo słabe i krótkotrwałe. Po około dwutygodniowym używaniu skórki wokół paznokci są delikatnie przesuszone. Krem ten jest raczej dla bardzo mało wymagających dłoni, te bardziej potrzebują czegoś lepszego. Wydajność jest tragiczna. Po niecałych dwóch tygodniach używania prawie się skończył. Jest go niby 80 ml, ale musimy go często używać. Kosztuje około 7 złotych, a więc możemy znaleźć coś tańszego, większego i lepszego.
Czytaj dalej...

126.Rezydencja nad urwiskiem

Tytuł: Rezydencja nad urwiskiem
Autor: Debbie Macomber
Stron: 315
Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2010
Moje zdanie: Kolejny już raz przenosimy się do Zatoki Cedrów. Rosie i Zach rozwiedli się, jednak sędzia Olivia po raz kolejny wybrała wspaniałe wyjście z sytuacji. Dla dobra dzieci to nie one przeprowadzają się do rodziców, ale oni do nich. Będą mieli dyżury, coraz częściej będę się spotykać, a rodzeństwo próbować będzie wśród nich zaprowadzić zgodę. Cały czas śledzimy również losy innych, dobrze nam znanych bohaterów.
 Nie opiszę jej zbyt długo, ponieważ to kolejna część z serii i wiele zostało już napisane. Książka ta to znakomita odskocznia od problemów dnia codziennego. Lekka, ciepła i przyjemna. Tak jak i Zatoka Cedrów. Bohaterowie są dla siebie życzliwi. Jednocześnie jak każdy mają też swoje tajemnice i przywary. Czyta się bardzo szybko. Polecam!
Ocena:5/6
Czytaj dalej...

125.Ocalone z Titanica

Tytuł: Ocalone z Titanica
Autor: Kate Alcott
Stron: 462
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Książkę tę wypożyczyłam zupełnie przez przypadek. Nigdy o niej wcześniej nie słyszałam, opis z tyłu mnie zaciekawił i postanowiłam przeczytać. 
Tess Collins na pokładzie słynnego Titanica zjawia się zupełnie przypadkiem. Jest młoda, biedna, ale jednocześnie ambitna, pasjonuje się krawiectwem, a na czas rejsu zatrudnia ją projektantka mody lady Lucille Duff-Gordon. Ma nadzieję, że w Ameryce zacznie nowe i lepsze życie. Dodatkowo zaczynają interesować się nią dwa mężczyźni. Którego wybierze? Czy katastrofa statku odmieni jej życie?
O Titanicu jeszcze przed tragedią krążyło wiele plotek i legend. Jedna z nich głosi, że było tam za mało szalup, w razie tragedii wszystkich ludzi i tak nie zdołano by uratować. Książka ta to bardzo nowatorskie, inne spojrzenie na katastrofę. Śledzimy tutaj proces, który toczył się już po wszystkim, a w samo jego centrum zostaje wciągnięta nasza główna bohaterka Tess. Jest to osóbka bardzo wygadana, nie boi się powiedzieć co myśli co w tamtych czasach nie było zjawiskiem często występującym. Polubiłam ją, tak jak i Pinky- redaktorkę, które zawsze wsadzała nos w nie swoje sprawy, ale była bardzo sympatyczna. 
Autorka w tej książce zastanawia się nad moralnością człowieka w obliczu katastrofy. Czy, gdy nasze życie jest zagrożone mylimy o innych lub zajmujemy się ich ratowaniem? Trudny temat do zastanowienia się nad nim zmusza ta opowieść przez pryzmat tragedii Titanica. Autorka nie wymyślała faktów, zostały one tylko trochę podkoloryzowane dla dobra powieści. Język jest lekki, przyjemny w czytaniu, okładka mi się podoba. Muszę więcej dowiedzieć się na temat tej autorki, ponieważ stworzyła szalenie wciągającą i ciekawą powieść.
Ocena: 5/6
Czytaj dalej...

Odżywka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych, Isana

Odżywka ta została wprowadzona w miejsce odżywki z olejem babassu. Tamtej niestety nie miałam okazji używać. Czy ten wariant się sprawdził?
Na początek skład.
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stereate Se, Propylee Glycol, Niacinamide, Panthenol, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Glycerin, Quaternium 87, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethyleamine, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxhide, Citric Acid.
Na samym początku zaraz po wodzie widzimy emolienty, które mają za zadanie nawilżać i zmiękczać włosy. Dalej możemy znaleźć witaminę B5. Wzmacnia ona cebulki włosów, jednocześnie szybciej one rosną. Dalej panthenol- silne nawilżenie, troszkę dalej ekstrakt z bawełny i aloesu. Swoją drogą myślałam, że będzie gorzej, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie, że skład ten chociaż nie jest idealny za taką cenę jest bardzo przyzwoity.
Nie znajdziemy w niej silikonów i parabenów.
Opakowanie jest plastikowe, dość twarde. Na początku odżywkę wydobywało się bez przeszkód, teraz mam jej już koniec i niestety nie jest tak łatwo. Wolałabym coś delikatniejszego, a nie takiego. Odżywka jest bardzo treściwa, gęsta, ciężko rozsmarować ją na włosach. Jest jednak przez to bardzo wydajna. Zapach wiele osobom się podoba, mi wcale. Pachnie proszkiem do prania, wiem, świeżo. Jednak niekoniecznie chcę czuć coś takiego na włosach, a więc dobrze, że się na nich nie utrzymuje. 
Przejdźmy do działania, bo ono jest najważniejsze. Odżywka nawilża włosy, ale tak średnio. Niesamowicie je zmiękcza, aż chce się ich ciągle dotykać. Nie obciąża, chociaż zawsze nakładałam jej duże ilości. Ułatwia rozczesywanie. Kosztuje coś około 6 złotych, ja zapłaciłam 3. 
Podsumowując jest to bardzo dobra odżywka do codziennego stosowania, do tego bardzo tania, dostępna w każdym Rossmannie.
Czytaj dalej...

124.Infekcja

Tytuł: Infekcja
Autor: Tess Gerritsen
Stron: 406
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Po thriller medyczny chciałam sięgnąć od dłuższego czasu, zawsze było mi jednak jakoś nie po drodze. W końcu skusiłam się na książkę znanej pisarki Tess Gerritsen. Jest ona z zawodu lekarzem internistą, a więc zna się na tym o czym pisze. Jej książki tłumaczone są na ponad 20 języków i od razu stają się bestsellerami. Gdzie tkwi jej fenomen?
Na ostry dyżur trafia staruszek Harry Slotkin, jest kompletnie nagi i zdezorientowany. Lekarze podejrzewają Alzhaimera. Nie przeprowadzają jednak potrzebnych badań, ponieważ staruszek znika. Niedługo po tym na ostrym dyżurze pojawia się następny starszy pan. Co się dzieje, czy Toby Harper się tego dowie? Czy ma na to jakiś wpływ związek z domem starców i lekarzem Wallenbergiem? 
Muszę przyznać, że książki z tego gatunku będę się odtąd dość często pojawiać na moim blogu. Lubicie doktora House’a? Takie książki są podobne, ale tutaj nie obserwujemy jednego, konkretnego pacjenta i jego chorobę, ale kilka niepowiązanych ze sobą wątków. Na koniec wszystko się wyjaśniło, zakończenie wgniotło mnie w fotel. Oczywiście niczego się nie domyśliłam, nie spodziewałam się takich potworności. 
Spotykamy się tu z wieloma różnorakimi chorobami, specjalistycznymi nazwami, ale nie zostajemy przez autorkę nimi zasypani. Wszystko jest podane wolno, spokojnie, aby się zaznajomić. Nie odnajdziemy tu tylko prób wydania prawidłowej diagnozy, ale śledztwo, zabójstwa. Dowiedziałam się też wielu ciekawych rzeczy, które zapadły mi w pamięć. Autorka czasami używa wulgaryzmów, które dodają uroku książce. Jest tu wiele chorób, sekcji zwłok, które są dość dokładnie opisane, a więc należy trzymać nerwy na wodzy. Bardzo polubiłam główną bohaterkę Toby Harper. Nie poddawała się i chociaż wszyscy byli przeciwko niej uparcie dążyła do celu. W książce jest dużo dialogów, akcja gna, więc czyta się niesamowicie szybko. Okładka prosta, estetyczna, ale ma w sobie to coś.
Polecam!
Ocena: 5+/6
Czytaj dalej...

Lakier piaskowy Paese nr.323

Szał na lakiery piaskowe musiał dopaść i mnie. Nie mogłam obyć się bez lakieru o takim wykończeniu. Czy przypadło mi do gustu?
Nie mogłam zdecydować się na kolor. W rzeczywistości ten to taka bardziej wojskowa zieleń. Aplikacja jest bezproblemowa. Pędzelek wygodny, lakier rozsmarowuje się na paznokciu, a za chwilę zaczynamy widzieć jego piaskową teksturę. Krycie już po pierwszej warstwie, dla pewności dołożyłam dwie. Schnie bardzo szybko, prawie od razu możemy przejść do domowych czynności. Trwałość dobra, po trzech dniach zauważyłam starte końcówki, później mi się znudził.
Wam też przypomina zielonkawy beton? Z pewnością to nie mój jedyny lakier o takim wykończeniu. 

Czytaj dalej...

123.Ostatnia piosenka

Tytuł: Ostatnia piosenka
Autor: Nicholas Sparks
Stron: 446
Wydawnictwo: Albatros
 Rok wydania: 2010
Moje zdanie: Nicholas Sparks to jeden z moich ulubionych autorów. Nie tylko mój. Tworzy on poruszające, wzruszające, a przede wszystkim niebanalne romanse. Jego książki czytam już od kilku lat. 
Rodzice Ronnie i Jonah’a są rozwiedzieni. Siedemnastoletnia dziewczyna nie jest zachwycona perspektywą spędzenia lata u ojca w małym, sennym miasteczku. Jest przyzwyczajona do drogich, modnych klubów i zabawy. Zupełnie nie spodziewa się, że pozna przystojnego siatkarza Willa, który być może nie będzie jej tak całkiem obojętny.
 Tym razem autor postawił na bardziej młodzieżową wersję, co wcale nie znaczy, że nie mogą jej czytać też starsi. Nicholas Sparks po raz kolejny przedstawia nam przepiękne uczucia, które możemy poczuć na własnej skórze. Jest tu o pierwszej miłości, niepokojach z nią związanych. Wspaniale została przedstawiona jednak relacja ojciec-córka po rozwodzie. Spodobało mi się jak bohaterowie się zmieniają, kilka razy byłam bardzo wzruszona tym co przeczytałam. Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, stopniowo ich poznajemy, zmieniają swoje postępowanie. Najbardziej spodobała mi się Ronnie i jej ojciec, chociaż o dziewczynie na początku lektury z pewnością bym tego nie powiedziała. Mamy tutaj też wątek wybaczania. Czy należy dać komuś drugą szansę? 
Nadmorski klimat i związane z nim wątki są urokliwe i magiczne, jak i cała książka. Język jak to u Sparksa jest bardzo prosty. Ma on dar, że właśnie tak wyraża bardzo głębokie uczucia. Okładka filmowa jednak mi się podoba. Książkę będę bardzo miło wspominać. Oglądaliście film? Ja nie. Warto?
Ocena: 5+/6
Czytaj dalej...

Stosik nr. 14

No wreszcie wybrałam się do biblioteki. Pewnie kilka z tych książek przeczytam już w roku szkolnym. Ciekawa jestem jak to będzie, teraz zacznie się prawdziwa nauka. 
1. Cormac McCarthy ,,Krwawy południk''. Książka autora słynnej ,,Drogi", której jednak w mojej bibliotece nie ma. Skusiłam się na tę, zobaczymy, podobno jest bardzo brutalna.
2. Martyna Wojciechowska ,,Kobieta na krańcu świata 2". Pierwsza część była fantastyczna, liczę na to, że ta też.
3. Cecelia Ahern ,,Gdybyś mnie teraz zobaczył". Polubiłam tę autorkę.
4. Shilpi Somaya Gowda ,,Sekretna córka". Kiedyś już o niej słyszałam, lubię takie historie.
5. Tess Gerritsen ,,Osaczona". Nie powiem wam jeszcze jak spodobała mi się moja pierwsza książka tej autorki, ale jak widzicie już sięgnęłam po następną :)
6. Luigi Guarnieri ,,Żydowska narzeczona". Miłość, sztuka, siedemnasty wiek? Ciekawe
7. Debbie Macomber ,,Hotel na rozdrożu". Czwarty tom serii.
8. Oliver Potzsch ,,Córka kata". Okazuje się, że Biedronka ma nie tylko świetne okazje jeśli chodzi o kosmetyki, ale książki też. Kupiłam za 9,99. 
Czytaj dalej...

122.Z innej bajki

Tytuł: Z innej bajki
Autor: Jodi Picoult, Samantha Van Leer
Stron: 310
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Moje zdanie: Książki Jodi Picoult bardzo lubię, zawsze porusza w nich ważne i aktualne problemy. Robi to z ogromną odwagą, ale też wyczuciem. Ta książka to jej debiut dla młodszych czytelników stworzony wraz z ukochaną córką. 
Deliah McPhee jest odludkiem. Nikt oprócz tak samo wyrzuconej ze społeczeństwa dziewczyny jej nie lubi, wszyscy się z niej śmieją, pochodzi z rozbitej rodziny. Najchętniej tylko by czytała. Pewnego razu trafia na bajkę o Oliverze, z którym zaczyna się identyfikować. Dziewczyna zaczyna słyszeć głos płynący z książki. Jak to wszystko się zakończy? 
Muszę przyznać, że na początku niezbyt mi się podobała. Uważałam, że książka jest dziecinna, infantylna. Po kilku kartkach moja opinia zmieniła się o 180 stopni i na szczęście pozostała taka do końca czytania. Jest to nowa wersja  baśni, gdzie rzeczywistość zaczyna zacierać granicę pomiędzy bajką. Co najważniejsze to podczas czytania zastanawiamy się ,,A jeśli było by tak naprawdę?”. Już nie uważam jej za dziecinną. Zostały poruszone tu problemy pierwszej miłości, znalezienia własnego miejsca w życiu. Baśń to tylko przykrywka w przekazaniu tych bardzo pozytywnych wartości. Bohaterów w miarę polubiłam, nie są jakoś szczególnie dopracowani, ale w tym wypadku to nie był duży błąd. Najbardziej polubiłam główną bohaterkę. 
Książka jest pięknie wydana. Są w niej śliczne obrazki. Jak zawsze historię śledzimy z perspektywy wielu osób, tutaj pokuszono się jeszcze o różne kolory czcionki i fragmenty bajki. Wszystko jest bardzo estetyczne i dopracowane. Okładka spodobała mi się średnio. Książkę polecam z całego serca! To piękna i uniwersalna, magiczna opowieść o sile miłości. Zarówno dla tych młodszych jak i starszych.
Ocena: 5+/6
Czytaj dalej...

121.Szubienicznik

Tytuł: Szubienicznik
Autor: Jacek Piekara
Stron: 456
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013
Moje zdanie: Książkę tę wygrałam u Książkówki. Po dzieła tego autora chciałam sięgnąć już od dłuższego czasu, teraz wreszcie mogłam coś przeczytać, w dodatku jego najnowszą powieść. 
Do dworu Hieronima Ligęzy trafiają bardzo dziwni szlachcice: Krzysztof Komarnicki, Albrecht Sperling, Paweł Broniewski i Jacek Zaremba. Trzej z nich dostali specjalne zaproszenia, o których ich nadawca nic nie wiedział. Czy mają ze sobą coś wspólnego?  Jakie tajemnice skrywają? Kto za tym wszystkim stoi? Te pytania będzie próbował rozwiązać Jacek Zaremba.
 Książka ta to początek serii. Dowiedziałam się tego dopiero gdy na końcu zobaczyłam napis ,,Koniec tomu pierwszego”. Czy mi się podobało? Przyznam, że było średnio. Znalazłam w niej zarówno mnóstwo plusów jak i minusów. Pomysł na historię jest bardzo ciekawy. To taki kryminał w bardzo burzliwych dla Polski czasach, czasach szlacheckich. Chociaż ich zachowanie mnie denerwuje to o tych ciągłych ucztach, balach, sarmackiej gościnności i jeszcze większej porywczości fajnie się czyta. Po prostu lubię tę epokę, jednak gdy ja już wiem do czego ona zaprowadzi to wydaje mi się straszna. 
Bohaterowie są ciekawie wykreowani. Obserwujemy tu różne postawy i charaktery. Najbardziej polubiłam Hieronima Ligęzę, z jego poglądami wiele razy się zgadzałam. Jacek Zaremba za to do gustu mi nie przypadł. Akcja wlecze się niemiłosiernie. Cały czas słuchamy tylko retrospekcji, bohaterowie opowiadają o swoim życiu. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, coś zaczyna się dziać dopiero na ostatnich 10 stronach. Przez to czytałam ponad tydzień, co mi się rzadko zdarza, jeszcze przy takiej objętości. Czas ten nie będę zaliczała do najprzyjemniej spędzonych. Mało tu dialogów, co też niczego nam nie ułatwiało.
 Zakończenie jest jednak bardzo obiecujące, myślę, że to tylko taki wstęp do prawdziwie pasjonującej lektury. Styl autora mi się spodobał, język został stylizowany na tamtą epokę, ale czytania akurat to mi nie utrudniało. Okładka dość mroczna, bardzo mi się podoba. 
Ocena:3+/6
Czytaj dalej...

Anida, Krem do rąk i paznokci z woskiem pszczelim i olejem makadamia

Jeszcze niedawno krem do rąk nie używałam wcale. Nagle skóra na dłoniach zaczęła się przesuszać, a wymagała ładnego wyglądu. Tak oto kupiłam ten krem. Na Wizażu można przeczytać mnóstwo pozytywnych recenzji, większość bloogerek kosmetycznych dobrze go zna. 
Zacznijmy od wiele obiecującego składu:
Skład: Aqua, Macadamia, Ternifolia Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ceteareth-20(and)Cetearyl Alcohol, Glycerin, Beeswax, Mineral Oil, Tocopheryl Acetate, D-panthenol, Polyacrylamide(and)Hydrogenated Polydecene(and)Laureth-7, Allantoin, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum, Hexyl Cinnamal, Lilial, Limonene.
Być może nie jest ona idealny, ale bardzo dobry. Widzę na drugim miejscu olej makadamia. Nie spodziewałam się. Polecany przy bardzo suchej, pękającej, wrażliwej i łuszczącej się skórze. 
Trochę dalej możemy zauważyć wosk pszczeli. Uelastycznia on i zmiękcza skórę.
Orzechy makadamia
Wosk pszczeli
Krem ma dość treściwą formułę, nie spływa z dłoni. Opakowanie jest dopracowane jednak nie powala. Proste, estetyczne. Przy mocniejszym naciśnięciu rozerwał mi się bok, a więc musiałam skleić je plastrem. Korek tradycyjny, na klik, mamy pewność, że krem w torebce nam się nie otworzy i nie wysmaruje zawartości.
Działanie jest niesamowite. Krem po aplikacji w miarę szybko się wchłania, zostawia po sobie jednak trochę lepką warstwę. Nie przejdziemy od razu do naszych codziennych czynności, ale po chwili jest już super. Pięknie pachnie, miodowo, kojarzy mi się właśnie z tym woskiem pszczelim. Pozostawia ręce gładkie, odżywione, nawilżone. Moje skórki jeszcze nigdy tak dobrze się nie prezentowały. Łagodzi wszystkie podrażnienia, zmiękcza skórę. Pozostawia ją ukojoną i zrelaksowaną. Jest do tego bardzo wydajny. Zostało mi go jeszcze na kilka dni intensywnego zużywania, a kupiłam go na początku czerwca. Niewielka ilość wystarcza do rozsmarowania na całych dłoniach. Jest wspaniały, nie wiem jednak czy do niego wrócę, ponieważ lubię testować nowości, chyba jednak kiedyś tak. Teraz najlepsze: krem kupimy w Naturze lub na DOZ za około 4 złote. Polecam! Podobno świetnie sprawdza się też przy kremowaniu włosów, nie wiem. 

Czytaj dalej...

120.Portret w sepii

Tytuł: Portret w sepii
Autor: Isabel Allende
Stron: 373
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2008
Moje zdanie: Aurora del Valle w swoim życiu wiele wycierpiała i doświadczyła. Najpierw wychowywała się w dzielnicy Chinatown w San Francisco, później przeniosła się do Chile. Szuka swoich korzeni, nie wie kim tak naprawdę jest. 
Piękna saga rodzinna, jednak nie spodobała mi się tak bardzo jak ,Dom duchów”. Według mnie trochę zabrakło w niej emocji. Pani Isabel Allende wspaniale pisze, przy czytaniu jej innych książek nie mogłam się na niczym innym skupić. Wiele razy przerywałam czytanie, ponieważ targały mną tak silne emocje. Tutaj tego niestety zabrakło, mam wrażenie, że przez to książka straciła mnóstwo ciepła. Reszta na szczęście jest już bez zmian. 
Obserwujemy burzliwe losy pewnej rodziny, jej wzloty, upadki, namiętności i zdrady. Jak zwykle tło historyczne jest dopieszczone i dopracowane w każdym calu, zostajemy zasypani mnóstwem informacji, które są jednak bardzo ciekawe i szybko się o nich czyta. Mamy tu mało dialogów, najczęściej wszystko pisane jest jednym ciągiem, jednak przy lekkim i niebywale ciekawym stylu autorki to nie problem. Okładka średnio mi się podoba, jednak książkę polecam.
Ocena:4/6
Czytaj dalej...

119.Wyznania gejszy

Tytuł: Wyznania gejszy
Autor: Arthur Golden
Stron: 462
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2007
Moje zdanie: Arthur Golden to absolwent między innymi Harvardu, wiele lat pracował w Chinach. Książka ta to literacki debiut autora, który od razu odniósł ogromny sukces na całym świecie. Przez kilka lat nie schodził z czołówek różnorodnych rankingów. Czy rzeczywiście to taka niesamowita książka? 
Dziewięcioletnia Chiyo zostaje sprzedana przez ojca do okiwa w Kioto, tam będzie pobierała nauki jak zostać gejszą. Życie jej siostry nie będzie tak łatwe, ponieważ ta trafi do domu publicznego. Czy jeszcze kiedyś się spotkają? Jak potoczy się ich życie?
 Spodziewałam się po tej książce bardzo dużo. Wiele osób wszem i wobec ją wychwalało. Podobała mi się, owszem, ale trochę się rozczarowałam i za arcydzieło uznać jej nie mogę. Jest to po prostu, a może aż niesamowicie wciągająca opowieść o gejszach. Przybliża nam wiele rytuałów i tradycji, tłumaczy kim tak naprawdę jest gejsza. Ja, aż do tej pory uważałam, że to prostytutka, okazuje się, że wcale nie. Zabrakło mi tutaj emocji, uczuć, namiętności. Myślałam, że będę często wzruszała się podczas jej czytania. Owszem, czasem trochę żałowałam bohaterów, ale liczyłam na coś zupełnie innego. Nie wczułam się w czytaną historię, nie byłam częścią wydarzeń, dlatego tak ją odebrałam.
 Bohaterowie zostali średnio wykreowani, autor mógłby bardziej popracować nad ich psychiką, ale to jego debiut. Najbardziej zaintrygowała mnie nie główna bohaterka, ale Hatsumomo. Miała niezwykły charakterek. Zdziwiło mnie życie gejsz. Jak można wyrzec się miłości, w zamian za popularność, ponieważ pieniądze zarabiał na nich kto inny. Czyta się dość szybko, dialogów jest taka raczej średnia ilość. Okładka bardzo mi się podoba. Książka udana, jednak myślałam, że będzie lepiej. To jednak niezwykła i pasjonująca opowieść.
Ocena: 5-/6
Czytaj dalej...

Błyszczyki Bell Air Flow, nr. 06 i 32(dużo zdjęć)

Jeśli chodzi o kosmetyki do ust to nie mam ich zbyt wiele. Dwa błyszczyki, które wam dzisiaj zaprezentuję i dwie pomadki. Dokupię coś, gdy już wykorzystam jeden błyszczyk, ponieważ nie lubię jak się kosmetyki marnują. Można je kupić w Biedronce przy okazji różnych ofert kosmetycznych za 6 złotych. Pierwszy kolor to numer 32, kupiłam go dzisiaj. Jest to taki delikatny koral(jakby mleczny) ze srebrnymi drobinkami, które widać tylko w opakowaniu, na ustach już nie. 
Aplikator to dość duża gąbeczka. Konsystencja na minus. Jest ona strasznie gęsta, lepiąca przez to ciężko się ten błyszczyk rozsmarowuje i potrzeba kilka warstw, aby pokryć usta. Po jakimś czasie lepkość znika.
Błyszczyk ma dodatkowe opakowanie, wiemy, że nikt przed nami go nie otwierał. Nie daje na ustach koloru, ale mamy tu efekt mokrych, błyszczących warg, które wydają się większe, pełniejsze. Niesamowicie mi się to podoba. Przy tym konsystencja przestaje mieć znaczenia, a ja z pewnością będę go bardzo często używała. Muszę jeszcze wspomnieć, że pięknie pachnie, podobno są to owoce tropikalne, bardzo możliwe. Trwałość jak to u błyszczyka, ale nie trzeba aplikować go przy lustrze, a więc to też nie problem. 
Przepraszam za jakość tego zdjęcia, mam nadzieję, że uchwyciło ten połysk i efekt mokrych warg, ale w dalszym ciągu nie doszłam do tego jak ładnie zrobić zdjęcie ust. 
Ten kolor to numer 06. Kupiłam go kilka miesięcy temu, mam go mniej niż połowę. Jest to fuksja, także z drobinkami. 
Konsystencja jest dużo rzadsza, wodnista, bardziej mi się podoba.  Kolejna różnica pomiędzy tymi kolorami to to, że ten trzeba aplikować przy lustrze, jednak kolor jest bardziej wyrazisty. Z resztą jest tak samo, ten delikatnie barwi usta. Kolor można stopniować przez kolejne warstwy, aż do pożądanego efektu.

Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka