Znajdziesz mnie tutaj

Podsumowanie września + wygrana na Dobre dla Urody

Pierwszy miesiąc szkoły już za mną. Niewiarygodne. U was też tak piłują? Ja z niektórych przedmiotów mam już po kilka ocen. Codziennie przynajmniej dwie kartkówki. Tragedia. Jak to się odbiło na blogu i czytaniu książek. We wrześniu przeczytałam 5 książek. Jestem mile zaskoczona, pamiętam, że rok temu była to tylko jedna książka, a nauki mniej. Byłoby więcej, ale Lalka mnie skutecznie zwolniła. Opublikowałam 8 recenzji. Przybyło mi 3 obserwatorów, teraz jest was 133. Odwiedziliście mnie 2365 razy. Na liczniku mam teraz 24266. Dziękuję.
Chciałabym też podziękować Tatianie z bloga Dobre dla Urody. Lubię wchodzić na jej bloga, a teraz dodatkowo wygrałam konkurs. 
Dziękuję, a Was zapraszam na jej bloga 
Czytaj dalej...

Masło do ust, Nivea, malinowe

Balsam do ust to u mnie tak jak krem do rąk podstawa. Nie wyobrażam sobie bez tych kosmetyków życia, zarówno latem jak i zimą. Dziś przedstawię wam masło do ust, które towarzyszy mi od kilku miesięcy. Jak widzicie zdjęcia zostały zrobione pod koniec maja. Wtedy było takie zużyciu. Teraz mamy październik, wreszcie widać dno, ale jeszcze około dwóch miesięcy mi posłuży. Nie myślcie sobie, że rzadko go używam. Z pewnością kilkanaście razy dziennie. Jest ono jednak bardzo wydajne.
Skład:Cera Microcristallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Aroma, CI 77891, CI 77492
Określiłabym go jako przyzwoity. Zaraz na początku parafina. Wiem, że niektórzy jej nie tolerują, mi w produktach do ust nie przeszkadza. Ma ona działanie pośrednio nawilżające, ponieważ zapobiega wyparowywaniu wody. Później możemy znaleźć masło shea ( od niedawna zaczynam je zauważać w prawie każdym kosmetyku, ale to dobrze), olej rycynowy i olej ze słodkich migdałów. Całkiem fajnie.
Nasze masełko ma lekko różowy kolor i przepiękny zapach. Kojarzycie malinową mambę- identyczny! Bardzo go lubię, a gdy używam w szkole wszyscy komplementują, ponieważ od razu unosi się w powietrzu. Masło ma lekką konsystencję, wystarczy potrzeć palcem, aby nabrać odpowiednią ilość. Trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić, ponieważ zbyt wiele może się zebrać w zagłębieniach ust i zabielić wargi. 
Działanie jest bardzo dobre. Wargi są lekko błyszczące. Usta są odpowiednio nawilżone, wygładzone, nie straszą suchymi skórkami, są natłuszczone. Minusem może być niehigieniczna aplikacja palcami, mi to jednak zupełnie nie przeszkadza. Masło nie zjada się od razu, utrzymuje się długo pozostawiając piękne i nawilżone usta. 
Słoiczek zawiera aż 19 ml kosmetyku, przez to wystarcza on na tak długo. Wtedy wydatek tych dziesięciu złotych przy wydajności ponad pół roku wcale nie jest duży. Opakowanie jest metalowe, mi łatwo się otwiera, ale wiem, że wiele osób ma z tym problem. Mamy do wyboru jeszcze warianty: bezzapachowe, wanilia i makadamia, karmelowe. Na to ostatnie z pewnością się skuszę, muszę tylko skończyć to i wypróbować masę innych balsamów i masełek do ust.
Czytaj dalej...

135.Gdybyś mnie teraz zobaczył...

Tytuł: Gdybyś mnie teraz zobaczył…
Autor: Cecelia Ahern
Stron: 349
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2008
Moje zdanie: Cecelia Ahern to znana irlandzka pisarka. Zadebiutowała ,,P.S. Kocham Cię!”. Reszta jej książek także cieszy się ogromną popularnością.
 Życie Elizabeth Egan jest do bólu pedantyczne i uporządkowane. Wychowuje siostrzeńca Luke’a, którego matka jest całkowicie nieobliczalna i nieodpowiedzialna. W jej życie pewnego dnia wkracza Ivan. Umie bawić się jak dziecko i będzie próbował nauczyć tego Elizabeth. Jednocześnie nie chce zdradzić kim jest i skąd pochodzi.
 Wiecie co? To jest najlepsza książka tej autorki jaką miałam przyjemność do tej pory czytać. To niesamowita opowieść o miłości i rodzinie. Pokazuje nam jak powinny wyglądać i funkcjonować prawdziwe uczucia i emocje. Nie jest to bynajmniej płytki romans, ale historia z podwójnym dnem wymagająca zastanowienia i namysłu. Pokazuje nam drogę. Wiele zdań idealnie nadają się do cytowania. 
Można się przy niej niesamowicie wzruszyć, chwyta za serce i gardło. Zakończenie chociaż odrobinę przewidywalne jest zwyczajnie piękne. Książka emanuje magią. Po prostu wylewa się ona z kolejno przewracanych stron. Nie wszystko będzie takie jak nam się wydaje i to w tej książce jest cudowne. Bohaterowie zmagają się z wieloma problemami i duchami z przeszłości.
Polecam!
Ocena:6/6
Czytaj dalej...

Zakupy

Dawno nie odwiedzałam Rossmanna. Dzisiaj trochę zaszalałam. Kończył się żel pod prysznic, a więc skusiłam się na Wellness and Beauty w dwóch zapachach: kakao i jojoba, pomarańcza i granat. Piękne zapachy. Tusz do rzęs z Wibo Growing Lashes. Pianka do golenia z Isany. Wszyscy ją polecają, więc się skusiłam. Do tego krem BB Soraya. Miałyście coś, jak się sprawowało?
Czytaj dalej...

Jedwab w płynie, Elfa, Green Pharmacy

Odkąd pamiętam zawsze miałam rozdwojone końcówki włosów. Teraz zaczęłam je zapuszczać, a więc postanowiłam, że czas coś z tym zrobić. Sięgnęłam po słynny jedwab Biosilk i rozdwoiłam sobie włosy jeszcze bardziej. Jak sprawdził się jedwab z Green Pharmacy?
Skład: Cyclopentasiloxane, Dimeticonol, Olea Europaea (Olive), Fruit Oil, Aloe Barbadensis Extract, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Camellia Sasanqua ( Camellia) Seed Oil, Pinus Sibirica Nut Oil, Parfum, Limonene, Citronellol, Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal
Skład jest całkiem ciekawy. Wiadomo, że znajdziemy tu silikony, które mają za zadanie obkleić nasze włosy i jednocześnie chronić w ten sposób przed uszkodzeniami. Co mnie jednak bardzo zdziwiło to to, że jest tu wiele naturalnych składników. Po dwóch delikatnych silikonach możemy dopatrzyć się oleju z oliwki europejskiej. Na włosy jest świetna. Dalej bardzo silnie nawilżający wyciąg z aloesu. Olej z kiełków ryżu, który zatrzymuje wilgoć we włosach. Olej sasankowy, cedrowy, dalej troszkę chemii. 
No jest super. 
Zapakowany jest w kartonik, który pokazałam na górze. Dalej mamy pompkę z korkiem. Jedno naciśnięcie i już mamy ilość gotową na wtarcie we włosy. Jest bezbarwny, konsystencja oleista, tłusta. Szybko się wchłania.
Zapach jest PRZEPIĘKNY! Słodki, ale nie ciężki, bardziej taki owocowy, pozostaje na włosach.
Teraz trochę o działaniu. Po Biosilku, który z moich włosów zrobił istną masakrę podchodziłam do niego ze sceptycyzmem. Zupełnie nie potrzebnie. Używam go od kilku miesięcy i stan moich końcówek wyraźnie się poprawił. Nie rozdwajają się tak jak kiedyś(odpukać), nie są spuszone, nie straszą. Nie są przetłuszczone i posklejane, ale tylko gdy jest używany na mokre włosy. Wcieram go po każdym myciu, a zostało mi jeszcze ponad pół buteleczki. Jest świetny, z pewnością kupię kolejne opakowanie, bo jak coś jest dobre to po co kombinować zwłaszcza z tą częścią włosów. Zapłaciłam za niego niecałe 8 złotych w małej drogerii, w Rossmannie też można znaleźć go w podobnej cenie. 
Czytaj dalej...

134.Sekretna córka

Tytuł: Sekretna córka
Autor: Shilpi Somaya Gowda
Stron: 407
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Moje zdanie: Po tę pozycję sięgnęłam przez zupełny przypadek. Po okładce spodziewałam się wzruszającej, życiowej opowieści z nutką egzotyki w tle. Czy coś takiego otrzymałam? Autorka urodziła i wychowała się w Toronto, jej rodzice są Hindusami. Pracowała kiedyś jako wolontariuszka w indyjskim sierocińcu gdzie mogłam na własne oczy zobaczyć tę biedę i ubóstwo. Ta książka szybko stała się bestsellerem i została przetłumaczona na 17 języków.
 Pewnego dnia na świat przychodzi maleńka Uscha. Jej matka Kavita musi ją jednak od razu oddać do sierocińca, gdyż w indyjskich wioskach wychowanie dziewczynki po prostu się nie opłaca. W tym samym czasie, a Ameryce Somer, która wydawać by się mogło powinna być szczęśliwa, bo przecież ma męża, dobrą pracę stara się o dziecko. Niestety jest bezpłodna i decyduje się na adopcję. Czu Uscha kiedykolwiek odnajdzie swoje korzenie? Czy te dwie rodziny będą mogły być kiedykolwiek szczęśliwe? 
Piękna, wzruszająca, niesamowita, pełna egzotyki, tak w kilku słowach mogłabym opisać tę książkę. Jest w niej niesamowity klimat, który wiele daje do myślenia. Indie z kolorowych gazet to piękne, tętniące życiem państwo. Obok przepychu i bogactwa są jednak żebracy, biedacy, kaleki. Slumsy obok pałaców. Kolorowe stroje, makijaże niedaleko brudu i smrodu. Smutny jest fakt, że klika lat temu dziewczynki były traktowane tam jak zwierzęta, teraz już się to zmienia. Historia przedstawia poszukiwania Uschy. Przeżycia jej biologicznych i adoptowanych rodziców. 
Oprócz tego oglądamy zderzenie dwóch kultur. Przeciętny Amerykanin czy Europejczyk nie jest w stanie zrozumieć zachowania mieszkańców Indii. I vice versa. Zostało to tu bardzo dokładnie przedstawione. Czyta się bardzo szybko, można się wielokrotnie wzruszyć. Autorka odwaliła kawał dobrej roboty. Przedstawiła Indie takimi jakie są naprawdę. Polecam!
Ocena: 5+/6
Czytaj dalej...

133.Osaczona

Tytuł: Osaczona
Autor: Tess Gerritsen
Stron: 299
Wydawnictwo: Harlequin Enterprise
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Od razu po przeczytaniu ,,Infekcji” tej autorki musiałam sięgnąć po jej kolejną pozycję.
 Mirinda Wood odnajduje w swojej sypialni zakrwawione zwłoki kochanka Richarda Tremaina. Od razu staje się pierwszą podejrzaną na liście. Zostaje zamknięta w więzieniu, ale ktoś wpłaca za nią ogromną kaucję. Kobieta nie wie co się dzieje, ktoś jeszcze chyba chce ją zamordować. Kto za tym wszystkim stoi? 
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to zwykły thriller, nie medyczny jak sądziłam. Nie wiedziałam, że autorka na początku swojej kariery pisała takie książki z wątkiem romansowym w tle. To nie oznacza jednak, że mi się nie podobało, zabrakło mi trochę tych opisów rodem z ostrego dyżuru. Martwiłam się jak autorka sobie poradziła, niepotrzebnie. Okazało się, że zrobiła to po mistrzowsku. 
Od pierwszej strony razem z główną bohaterką Mirindą, którą bardzo polubiłam zostajemy wplątani w zawiłą sieć kłamstw i intryg. Później akcja gna do przodu na łeb na szyję. Nie mogłam się oderwać od książki dopóki nie poznałam imienia osoby, która stała za wszystkimi krzywdami Mirindy. Wątek romansowy w książce jest bardzo subtelny, nadaje jej tylko dyskretny smaczek. Czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Nie domyśliłam się zakończenia. Być może nie jest to też lektura, którą na długo razem z wieloma szczegółami zapamiętamy, ale w długi, jesienny już wieczór możemy miło spędzić czas.
Ocena: 5/6
P.S. Jednak znalazłam trochę czasu i przepisałam recenzję. Ostatnio w mojej wyszukiwarce pojawiło się kilka ,,kfiatków", więc teraz wam je zaprezentuję.
1.Mentol z Meksyku Nie wiem, nie znam się może to jakaś specjalna odmiana. 
2.Czy książka dotyk mroku jest bezpieczna? Nie wiem, ale mam nadzieję, że żadne postaci z niej nie wyjdą i cię nie zaatakują.
3.Książka zostaje porwana rodzi dziecko Ale, że książka? Rodzi?
4.Chińskie kulki dopochwowe Rose ŻE CO! Padłam jak to przeczytałam. Oświadczam wszem i wobec, że na moim blogu takich rzeczy nie znajdziecie. Ale dlaczego chińskie?
Czytaj dalej...

132.Kobieta na krańcu świata 2

Tytuł: Kobieta na krańcu świata 2
Autor: Martyna Wojciechowska
Stron: 366
Wydawnictwo: G+J RBA
Rok wydania: 2010
Moje zdanie: Martynę Wojciechowską chyba każdy zna. Ta książka to druga część z cyklu ,,Kobieta na krańcu świata”. W swoich podróżach Martyna szuka wyjątkowo silnych i zaradnych kobiet z całego świata. Polskie czytelniczki z pewnością wiele razy przekonają się, że mogły by trafić gorzej. 
Tym razem poznamy między innymi: Macieng- ,,kobieta żyrafa”. W jej wiosce dziewczynkom zakłada się obręcze, które wydłużyły jej szyję już do 30 centymetrów. Kimichie- gejsza w Kioto, która tak naprawdę marzy o całkowicie innym życiu. Watanabe Kanae, która wygląda i żyje jak bajkowa księżniczka oraz Murę Adant z Etiopii, która idzie na operację oka, a tak naprawdę nigdy nawet nie była u lekarza.
 Podobało mi się, ale książka jest inna niż poprzednia część. Tam mieliśmy wiele historii o krzywdzie kobiet, tutaj takich historii jest o wiele mniej. Teraz czytamy o dość ekscentrycznych paniach. Najbardziej zaciekawiły mnie historie o gejszy i japońskiej księżniczce. Tamtejsza kultura zawsze mnie ciekawi. Zupełnie nie rozumiem japońskiego stylu, gdzie wszystko musi być kawaii. Oznacza to, że każdy przedmiot musi być milutki, uroczy, po prostu słodki. Strasznie to dziwne, ale ciekawe. Zdjęcia są piękne. Doskonale obrazują historie, jest ich idealna ilość. Martyna niezwykle barwnie i ciekawie przybliża nam zwyczaje, ciekawostki o tamtejszych miejscach. Polecam!
Ocena: 5/6
P.S. Przepraszam was za małe opóźnienia. Dopiero dwa tygodnie w szkole, a ja nie wyrabiam. Już tydzień temu miałam pełno sprawdzianów i kartkówek, a ocen mam jeszcze więcej. Książki czytam, recenzje piszę, ale nie mam czasu żeby je przepisywać na komputer, więc mogą być małe problemy. Zobaczymy jak to będzie, może niedługo wpadnę w rytm.
Czytaj dalej...

Stosik nr. 15

Wreszcie mogłam odwiedzić bibliotekę. Od góry
1. Katarzyna Michalak ,,Lidka". Ostatni tom Sklepiku z Niespodzianką. Już się nie mogę doczekać, a tu jeszcze kilka ksiąg ,,Pana Tadeusza" w kolejce.
2. Eric-Emmanuel Schmitt ,,Intrygantki". Otworzyłam zawartość i... serio? To jest dramat? Podział na akty? No zobaczymy.
3. Bolesław Prus ,,Lalka". Tom pierwszy. Kolejna lektura. Ciekawe czy mi się spodoba i czy w ogóle doczytam do końca. A wasze wrażenia jak?
4.Bolesław Prus ,,Lalka". Tom drugi
5. Karen Ranney ,,Miłość jedynego mężczyzny" Romans historyczny, mój pierwszy.
6.Debbie Macomber ,,Spokojna przystań". Już od kilku miesięcy w każdym stosiku pojawia się książka z tej serii.
7. Danielle Steel ,,Miłość silniejsza niż śmierć". Znów trafiłam na książkę o Titanicu.
8. Jodi Picoult ,,W imię miłości". Kocham książki tej autorki.
Stosik w tym miesiącu upłynie mi pod znakiem lektur i obyczajówek. W roku szkolnym to chyba nic ambitniejszego sobie nie poczytam.

Czytaj dalej...

131.Krwawy południk lub wieczorna łuna na zachodzie

Tytuł: Krwawy południk lub wieczorna łuna na zachodzie
Autor: Cormac McCarthy
Stron: 439
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2010
Moje zdanie: Cormac McCarthy tu znany i kultowy już autor. Jego ,,Droga” uważana jest za światowy bestseller, uhonorowana Nagrodą Pulitzera. Oglądacie westerny? Przyznam, że teraz gdy dla mnie telewizja mogłaby nie istnieć nie oglądam, ale dawniej mi się zdarzało. W tej książce panuje podobny klimat.
 Jest XIX wieku, Ameryka Północna. Banda okrutnego sędziego Holdena rabuje, morduje i gwałci okoliczną ludność. Są oni łowcami skalpów. Liczą się dla nich tylko pieniądze i przyjemności. Zupełnie przypadkowo trafia do nich samotny, młody chłopak. 
No trochę liczyłam na coś innego po tak wychwalanej książce. Nie było źle, ale czegoś mi zabrakło. Spodziewałam się jakiejś ciekawej fabuły, a tutaj praktycznie cały czas obserwujemy podróż tej upiornej bandy. Być może nie wyłapałam z niej głębszego sensu. Książka jest brutalna. W życiu nie czytałam lektury bardziej przesyconej okrucieństwem, przemocą, morderstwami, gwałtami i rabunkami. Autor nie daje nam długich, dokładnych opisów, wszystko zawiera w zaledwie kliku, kilkunastu prostych słowach, przez co chyba jeszcze bardziej to wszystko działa nam na wyobraźnię. Co jest jednak najgorsze to takie rzeczy działy się wtedy naprawdę. Grasowała taka banda. Ludzkie życie było mało warte, a z Indian bez problemu można było ściągać skalpy, traktowani byli gorzej niż zwierzęta, a na takim zachowaniu można było jeszcze nieźle zarobić. Okropieństwo. Z pewnością nie dla osób o słabych nerwach. 
Klimat gorącego Dzikiego Zachodu, to co zawsze lubiłam w westernach mi się podobał. Aż czułam to wszystko. Bohaterowie nie są dopracowani, o chłopaku bardzo mało wiemy, nie znamy nawet jego imienia. Czytało mi się średnio szybko. Czasami miałam dość okrucieństw, innym razem po prostu się nudziłam. Autor pisze chaotycznie, krótkimi i urwanymi zdaniami. Tak jakby wyrzucał z siebie natłok wyobrażeń. Podobało mi się średnio, przeliczyłam się, ale do autora się nie zniechęcam.
Ocena:4-/6
Czytaj dalej...

130.Samotnica

Tytuł: Samotnica 
Autor: Piotr Patykiewicz
Stron: 486
Wydawnictwo: BIS
Rok wydania: Piotr Patrykiewicz to autor wielu książek dla dorosłych z gatunku fantastyka i dwóch dla młodzieży. Oprócz ,,Samotnicy” dla młodszych czytelników jest jeszcze ,,Łukasz i kostur czarownicy”. Czy mi się spodobało? Nie było dziecinnie i schematycznie? 
Trzej najlepsi koledzy- Karoten, Pawian i Szufla bardzo się nudzą. Są ferie zimowe, śniegu brak, a jednak mróz. Od zbieracza złomu dostają szamański bębenek, który ma zapewnić im mnóstwo wrażeń. Niespodziewanie trafiają do mroźnej i nieprzyjaznej krainy, strzeżonej przez ogromną górę Samotnicę, z której to wydaje się nie być powrotu.
 Przyznam, że zaczynam mieć nadzieję co do polskich autorów. Ta książka jest po prostu fenomenalna. To powieść fantastyczna dla młodzieży. Od początku do końca trzyma czytelnika w napięciu, nie można się od niej oderwać. Chłopcy zostają przeniesieni do mrocznej krainy gdzie na każdym kroku czekają na nich jakieś niebezpieczeństwa. Temat jak dla mnie jest świeży. Wprawdzie przenoszenie się do innego świata już nie, ale spotkanie tam prostych plemion, magii, dziwnych stworzeń jest ciekawe i nowatorskie. 
Widać, że autor napisał wiele książek dla dorosłych tej tematyce, bo to po prostu kawał dobrej fantastyki, ale dla młodzieży. Nie oznacza to jednak, że starsi nie mogą jej przeczytać. Im z pewnością także się spodoba. Bohaterowie są bardzo dojrzali. Zdarzają się im chwile słabości, ale umieją sobie z nimi poradzić. Klimat jest niesamowity. Momentami, aż czułam ten mróz, ale w tegoroczne upały to rzecz jak najbardziej wskazana. Język jest niesamowicie prosty i przystępny. Okładka ładna, nie jest dziecinna.
Ocena: 5/6
Czytaj dalej...

129.Przeciwieństwo miłości

Tytuł: Przeciwieństwo miłości
Autor: Julie Buxbaum
Stron: 300
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2008
Moje zdanie: Autorka urodziła się w 1977 roku. Pracowała jako prawniczka w dużej, znanej firmie. Później zaczęła pisać książki. Ta pozycja to jej debiut. Czy udany? 
Życie Emily Pratt staje na zakręcie. Ma trzydzieści lat, pracuje jako prawniczka w renomowanej firmie, żyje tylko pracą. Dodatkowo nie umie okazywać uczuć, zrywa z narzeczonym, gdy ten chce się oświadczyć. Jeszcze większy zamęt wprowadza choroba najbliższej jej osoby- dziadka Jacka. Czy kobieta odnajdzie własne miejsce w życiu? 
Na początku nie byłam usatysfakcjonowana. Czytało mi się dość ciężko, nie mogłam wczuć się w opisywane sytuacje. Po kilku stronach wszystko się zmieniło. Teraz uważam, że to bardzo piękna i ciekawa opowieść o kobiecie, która przestała rozumieć siebie, słuchać swojego serca. Żyła tak jak wymagali od niej najbliżsi. Dusiła się.
 Czy z nami nie jest tak samo? Żyjemy w chorych sytuacjach, wiemy, że zmiany wyszły by nam na dobre, ale boimy się przykrych spojrzeń innych ludzi. Może czasami warto pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, w granicach rozsądku, które rozjaśni nudę. Czasami podczas czytania byłam bardzo wzruszona, autorka nie boi się trudnych tematów. Ma ona też niezwykłe poczucie humoru, wiele razy uśmiechałam się pod nosem. Polecam, z pewnością skłoni was do refleksji i zmusi do zajrzenia w głąb siebie.
Ocena: 5-/6
Czytaj dalej...

128.Córka fortuny

Tytuł: Córka fortuny
Autor: Isabel Allende
Stron: 451
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2008
Moje zdanie: Pani Allende to jedna z moich ulubionych autorek. Historię przedstawioną w tej książce miałam okazję już w dużym stopniu poznać w ,,Portrecie w sepii”, a więc radzę zaczynać od lektury przedstawianej przeze mnie dzisiaj. 
Eliza to panienka z dobrego domu, aż tu pewnego dnia zakochuje się bez opamiętania. Jej wybranek wyjeżdża do Kalifornii, którą właśnie ogarnia gorączka złota, a zrozpaczona dziewczyna podąża w ślad za nim. 
Tym razem niesamowicie mi się spodobało. Lubię w książkach odważne i silne bohaterki, a taka z pewnością była Eliza Sommers. Nie przejmowała się tym co myślą o niej inni, nawet najbliższa rodzina. W tamtych czasach kobiety musiały grzecznie siedzieć w domu, a nie wybierać się w takie dalekie i niebezpieczne podróże. Odnajdujemy tu też niezwykłe i tkliwe uczucia jakich mało. Zostały one opisane pięknie i ujmująco.
 Podróż Elizy to także niesamowita przygoda. Każdy kogo nadmiar polityki mógł odstraszać od książek tej autorki tutaj powinien być zadowolony. Klimat Kalifornii, gorączki złota został barwnie i plastycznie opisany. Muszę przyznać, że czytałam z wypiekami na twarzy o tych czasach. Wprost nie mogłam się oderwać.
Ocena: 5/6
Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka