Znajdziesz mnie tutaj

Podsumowanie listopada

źródło: pinterest
Listopad. Przez wiele osób miesiąc wprost znienawidzony. Ja zaczęłam go lubić i właściwie jakoś tak smutno, że już mija. Jeszcze tylko święta, miesiąc tego roku i 2016. Studia co dwa tygodnie sprawiają, że jakoś tak czeka się cały czas na te trzy dni i wydaje się, że czas pędzi jeszcze szybciej. Dlatego zaczęłam doceniać takie malutkie sprawy- jeden plus. Drugi plus to fakt, że studia nauczyły mnie cierpliwości. Wszyscy ze zniecierpliwieniem spoglądają na tablicę z rozkładami jazdy, a ja niewzruszenie czekam. I tak kiedyś przyjedzie. Nie przyspieszę go.

Nauki jest tyyyyle, pierwsze kolokwium za mną, pierwsza 4 + też. Emocje były niesamowite, radość jeszcze większa. Nie spoczywam jednak na laurach. Mam swój cel i tego się trzymam.

Co do podsumowania to zacznę chyba od książek. Wydawało mi się, że w tym miesiącu jest ich bardzo malutko. Zaczęłam liczyć i okazało się, że przeczytałam 10 książek. Wynik piękny. Jestem z niego dumna :)

Dużo w tym miesiącu kombinowałam z jedzeniem. Spróbowałam pieczonego tofu :( Może nie jest tak źle ze smakiem, przecież tofu nabiera smaku tego w czym akurat je zamarynujemy. Konsystencja jest taka gumowata, zupełnie mi nie odpowiada. Dalsze eksperymenty zakończyły się już powodzeniem. 


Jakość tych zdjęć mówi wyraźnie, że były robione kalkulatorem. Trudno, może mniej więcej zobrazuję o co mi chodzi.
Narzeczony kocha kurczaka z KFC. Praktycznie potrafi zjeść jeden kubełek całkiem sam. Żeby było troszkę taniej postanowiłam zrobić coś takiego w domu. Zabawy jest na kilka godzin, efekt satysfakcjonuje.
Pierś z kurczaka, może być też udko z indyka jak w moim przypadku kroimy na cieniutkie paseczki. Polewamy łyżką oleju, sypiemy ulubionymi przyprawami, wrzucamy zgnieciony ząbek czosnku, który później wyjmiemy.

Odstawiamy na kilka godzin. Robimy ciasto naleśnikowe. Troszkę mąki, mleka, soli, pieprzu, jajko. Ma być gęste. Na drugim talerzu rozsypujemy najzwyklejsze płatki kukurydziane. W małym garnku rozgrzewamy tłuszcz. Obtaczamy mięso najpierw w cieście, później w płatkach. Smażymy w głębokim tłuszczu :)

Do tego możemy zrobić sosy. U mnie był to ketchup + majonez oraz majonez+ jogurt + pieprz i sól + posiekany czosnek. 

 Też macie tak, że pierś z kurczaka jest dla was za sucha?
Ten przepis jest idealny, nigdy lepszej nie jadłam.
Pierś z kurczaka polewamy łyżką oleju, obtaczamy w ulubionych przyprawach.
Pomidory z puszki dusimy razem z podsmażoną cebulką i czosnkiem. Doprawiamy do smaku.
Pierś z kurczaka układamy w naczyniu żaroodpornym, każdą pierś polewamy dużą łyżką jogurtu naturalnego. Rozsmarowujemy. Na to wylewamy pomidory. Przykrywamy plasterkami boczku. Pieczemy 25 minut w temp. 200 stopni, później wysypujemy na wierzch starty ser i pieczemy kolejne 20 minut. W życiu nie jedliście bardziej soczystej piersi. 

Paluszki grissini. Pyszna przekąska do książki. Jedną czwartą drożdży rozpuszczamy w ciepłej wodzie, razem z łyżką cukru i szczyptą soli. odstawiamy na 10 minut. 
W tym czasie przesiewamy dwie szklanki mąki, pół łyżeczki soli. Można troszkę mniej. Dolewamy drożdże i wyrabiamy. Pod koniec dolewamy troszkę oleju. Wyrabiamy aż będzie gładkie. Czekamy do wyrośnięcia, około 2 godziny. 
Później na blaszce wyłożonej papierem robimy takie drobniutkie wałeczki z ciasta. Sypiemy ulubionymi przyprawami, startym serem, sezamem czy słonecznikiem. Pieczemy 10-15 minut w temp. 200 stopni :)

Miesiąc temu Chabrowa się zarzekała. Nie pije kawy, nie lubi. Do pierwszego kolokwium kiedy jasność umysłu była potrzebna, a nic już nie skutkowało. Popróbowałam troszkę ze zwykłymi kuchennymi przyprawami i zrobiłam kawę piernikową i cynamonową. O dziwo, mocno mi posmakowała :) Myślałam nad kawami smakowymi Douwe Egberts dopóki nie zobaczyłam ceny. Ponad 20 złotych za 95 gram? W internecie kawy są dużo tańsze. Ciekawi mnie jak z jakością. Tutaj moje pytanie do was. Kupowaliście kawy czy herbaty przez internet? Coś polecacie? Mnie zainteresował ten sklep. Oprócz najtańszych cen mają oni możliwość najtańszej przesyłki. Nie chcę mi się płacić więcej ze przesyłkę niż za produkt. Znacie ich?

To tyle na dzisiaj. Uciekam do jakże pasjonującej mykologii popijając tym razem nie kawę, a herbatę o pięknej nazwie Hiszpańska Mandarynka. Business & Culture mocno mnie zaskoczyło. Herbatka z różą i mandarynką jest delikatna i odprężająca :)
Przypominam, że jeśli chcecie możecie klikać w baner u góry strony.
Udanej niedzieli, kochani :)
Czytaj dalej...

Stosik #36

Ostatni stosik w tym roku, musi być dlatego wypasiony i bogaty w same dobre lektury.
1. Vanessa Greene ,,Sekretna herbaciarnia". Od dawna marzyłam o jakiejś książce z serii Leniwa Niedziela. Trochę się już ich chyba ukazało, a ja lubię wszelkie obyczajówki. Myślę, że spodoba mi się.
2. 365 stron życia.Niedawno pisałam o planowaniu, moich rozterkach i poszukiwaniach dobrego plannera. Post zyskał mnóstwo dyskusji i komentarzy, a ja nie spoczęłam na laurach. Naprawdę szukałam. Znalazłam ten od wydawnictwa Jedność. Po pierwszym przejrzeniu jest prawie idealny. Czemu prawie? Dowiecie się niebawem.
3.Nathaniel Philbrick ,,W samym sercu morza". Przy okazji recenzji innego thrillera napisałam, że Harper Collins to mój pewniak jeśli chodzi o mocniejsze lektury. Gdzieś podczas wyboru zawsze mnie do nich ciągnie. Teraz zapowiada się typowo męska książka. Nie mogę się doczekać :)
4. Sabina Waszut ,,Rozdroża". Książka została wydana już jakiś czas temu. W tym roku jej kontynuacja. Książka zapowiada się na taką typowo w moim guście.

5. Louise Candlish ,,Zniknięcie Emily Marr". Kolejna propozycja od WAB, która tak jak ,,Przemilczenia" kusiła mnie podczas przeglądania zapowiedzi. Obyczajówka.
6. Susan Jane Gilman ,,Królowa lodów z Orchard Street". Potężne tomisko. Myślę, że będzie to mocno niejednoznaczna i mądra lektura. Na to liczę.
7. Harper Lee ,,Idź, postaw wartownika". Kusi, chcę przeczytać. Dla niektórych największe odkrycie XXI wieku, a ja się boję. Tego, że tyle od niej wymagamy, a jednak nie będzie tak idealnie.
8. Lucy Ribchester ,,Sufrażystki"Kolejna głośna książka. Temat prawa kobiet, silne postacie to ciekawe połączenie. Ciekawe jaką tutaj mieszankę otrzymam?

Coś was zaciekawiło? Post miał zostać dodany w sobotę, oczywiście nie wytrzymałam. Muszę się pochwalić takimi kąskami. Przypominam, że będzie mi miło jeśli klikniecie w baner reklamowy u góry strony. Oczywiście jeśli go widzicie :)
Czytaj dalej...

Słowa niewypowiedziane

Wzburzone morze. Ciemna, butelkowa zieleń. Wyróżniająca się na tym tle kobieta. Owinięta w czerwony koc? Już okładka mówiła mi, że po raz kolejny w tym tygodniu otrzymam emocjonalny wstrząs. Jak było?

Susan Elliot Wright to brytyjska pisarka. Rzuciła szkołę, wyszła za mąż. Później przyszedł czas zastanowienia. Zaczynała do pisania do gazet. ,,Przemilczenia" to jej literacki debiut.

1964. Maggie budzi się pewnego dnia w szpitalu psychiatrycznym. Nie wie nic na temat swojego dotychczasowego życia.
2008. Jonathan to dobry mąż i nauczyciel. Właśnie dowiaduje się, że wkrótce zostanie ojcem- długo starali się o dziecko, a więc to dla niego prawdziwy szok. Jego spokój burzy też fakt, że on sam nigdy dobrze się ze swoimi rodzicami nie dogadywał. Jeśli okaże się taki sam? Wizyta detektywa wypytującego o zbrodnie sprzed lat także jest niepokojąca.

Dwie historie. Dzieli je po prostu wszystko. Temat, lata, w którym mają miejsce i bohaterowie. Nawet ich płeć. A jednak w pewnym momencie zaczynają się zazębiać. Coraz mocniej. Do tego stopnia, że możemy pogratulować autorce pomysłu jak to wszystko wykombinowała. Po raz kolejny odnalazłam wiele emocji. To opowieść o przeszłości, która wpływa na dotychczasowe życie i kształtuje każdego człowieka. O tych drobnych i większych przemilczeniach. Na początku prosto wypowiedzieć te kilka zdań, po jakimś czasie rosną do rangi wielkich kłamstw do których wstydzimy i boimy się przyznać. Najbardziej wstrząsający był jednak opis dawnego szpitala psychiatrycznego dla kobiet. Autorka pozbierała informacje i okazało się, że rzeczy, które miały tam miejsce są niewyobrażalne i nieludzkie. Aż włos się na głowie jeży. Ciekawe czy gdzieś w świecie w zamkniętych ośrodkach dalej praktykowane są podobne procedury?

Jedyny minus, który zabrał mi tę pełnię szczęścia to fakt, że troszkę zabrakło mi lepszego wczucia się w bohaterów i ich sytuacje. Chociaż były emocje to nie poczułam więzi z postaciami, czy to z Jonathanem czy Maggie. Tak jakby byli gdzieś boku. 

Przypominam jednak, że opisywana historia wywołała na mnie duże wrażenie i przeczytałam ją w jeden wieczór. Jak na debiut literacki to jest bardzo dobrze i będę polować na kolejne dzieła autorki.
To opowieść o tytułowych przemilczeniach, słowach, które gdy są niewypowiedziane ciążą nad całym naszym życiem. Jest w niej pewien smutek i nostalgia, pasujący do klimatu sztormu i wzburzonego morza z okładki.
Ocena: 5-/6
Tytuł: 248. Przemilczenia
Autor: Susan Elliot Wright
Stron: 398
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2015

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Księgarni Empik
Przypominam, że będzie mi bardzo miło jeśli klikniecie baner reklamowy u góry strony. Jeśli go oczywiście widzicie. W sobotę mam dla was stosik, a w nim same ciekawe lektury :)

Czytaj dalej...

,,Czy można żyć normalnie, kiedy dotychczasowe życie legło w gruzach"



Katarzyna Misiołek to polska autorka. W swoich powieściach stawia zwykłe kobiety w niezwykle trudnych i ekstremalnych sytuacjach. Mieszka w Krakowie. W 2014 roku ukazała się jej powieść ,,Niekochana".

Sylwestrowy wieczór. Wszyscy szykują się na bale. Kobiety robią błyszczące makijaże, niektórzy już zaczynają rozpakowywać fajerwerki i pierwsze trunki. Tak samo chce spędzić ten czas Magda. Jest młoda, studiuje, ma chłopaka, razem mieszkają. Nagle do mieszkania wpada rozgorączkowany szwagier i mówi, że jej siostra po prostu zapadła się po ziemię. Wyszła do sklepu i nie wróciła. Od tego pamiętnego wieczoru nic nie będzie już takie samo.

Ludzie giną codziennie. Po prostu. Wychodzą na zakupy, które miały trwać zaledwie pięć minut po czym już nigdy się nie odnajdują. Tak samo było z Moniką. Książka opowiada o destrukcyjnym w skutki wydarzeniu. O rodzinie, która kompletnie się rozsypuje. Każdy jej członek stara się na swój sposób radzić sobie z tą ogromną tragedią. Odsuwają się od siebie, ponieważ każdy przypomina o ukochanej Monice. Chwytają się też każdej poszlaki. Nie brakuje jednak ludzkich hien, które próbują tylko wyłudzić pieniądze jednocześnie rozbudzając uśpione nadzieje. 

To emocjonalny rollercoaster, który przez cały czas trwania książki nie odpuszcza. Autorka wczuła się w sytuację Magdy i jej rodziny, doskonale pokazuje tę ogromną niepewność. O zaginionej nie wiemy nic tak jak i oni. Nie wiedzą oni czy opłakiwać jej śmierć, czy to przystoi, czy szukać dalej. Zacząć normalnie żyć, czy w dalszym ciągu tkwić w zawieszeniu. Jak tu cieszyć się każdym kolejnym dniem skoro napięta sytuacje ciągle nie jest wyjaśniona. 

Magda to jedna z najciekawszych bohaterek jakie ostatnio spotkałam na mojej czytelniczej drodze. Pełna sprzeczności. Zmienia się, miota. Nie umie sobie z tym wszystkim poradzić chyba najmocniej z całej rodziny. Rzuca studia, łapie się dorywczych prac. A jej życie tak naprawdę stoi w miejscu- od pamiętnego Sylwestra.

To książka ważna i potrzebna. Zwróciła mi uwagę na przykry fakt. Czemu odsuwamy się od ludzi, którzy mają jakieś problemu? Zarazimy się?
Ta książka to taki jesienny niezbędnik. Przepiękna, klimatyczna okładka. Brawo. Do poczytania pod kocem z kubkiem herbaty. Do pomyślenia i przyspieszenia bicia serca z emocji.
Ocena:5/6

Tytuł: 247.Ostatni dzień roku
Autor: Katarzyna Misiołek
Stron: 445
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2015

Za egzemplarz książki i niezwykle pyszną herbatę- Hiszpańską Mandarynkę dziękuję Wydawnictwu Muza oraz Business & Culture
Oczywiście w dalszym ciągu zapraszam do klikania w baner reklamowy u góry strony :)

Czytaj dalej...

O humorach pewnego jamnika słów kilka

Gdy byłam mała to bez książki lepiej było po prostu do mnie nie przychodzić. Duża, mała. Więcej tekstów czy może jednak obrazków. Obojętnie. Zdziwiłam się jaką radość sprawiła mi ta książeczka dla dzieci.

 Wydawnictwo Adamada miało swoją oficjalną premierę na Targach Książki w Krakowie. Już teraz oferuje ono szeroki wybór książek dla dzieci w różnym wieku, mnóstwo historii i łamigłówek.

,,Humory Hipolta Kabla" to lektura dedykowana dzieciom powyżej czwartego roku życia. To osiem króciutkich opowieści o pewnym niezwykle sympatycznym i śmiesznym jamniku miewającym swoje humory- Hipolicie Kablu. Od rozpaczy aż po złość. Ma on najlepszego przyjaciela Kocioła. 

Pierwsze co w tej książce zachwyca to jej wydanie. Książki dla dzieci to bogaty rynek kolorów i urozmaiceń. Ta pozycja zwraca uwagę grubą okładką- nic nam się nie zniszczy podczas tysiąckrotnego oglądania i bardzo zabawnymi ilustracjami. Hipolit Kabel wyłania się nam jako postać bardzo pozytywna, mimo tych jego humorów. Każde dziecko go polubi. Ostatni obrazek przedstawiający naszego bohatera w czepku i zabawką do basenu to mistrzostwo świata. Przesłodkie. Dodatkowo sprytnie umieszczono tutaj numery stron- gdzieś w ilustracji. Dla mnie takie poszukiwania  były zawsze wielką frajdą.

Co do treści to jej ilość jest wyważona. Tak żeby opowiedzieć jakąś ciekawą historię, a jednak nie zanudzić zbyt dużą ilością tekstu pisanego. Urywki z życia jamnika poruszają wiele problemów, są lekkie, a jednocześnie trzeba mieć jakąś zdolność kojarzenia żeby się nad nimi zastanowić. Myślę, że nawet starsze dzieci będą usatysfakcjonowane.

Ja Hipolita Kabla mocno polubiłam. Mam nadzieję, że z waszymi dziećmi będzie tak samo. Swoją drogą chyba zacznę czytać więcej tego typu książek- naprawdę dobrze się bawiłam.
Ocena: 5/6

Tytuł: 246.Humory Hipolita Kabla
Autor: Roksana Jędrzejewska-Wróbel
Stron: 39
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Adamada

Czytaj dalej...

Drugie śledztwo Kruka




Pierwszy tom mnie zachwycił, dostarczył dawkę emocji kiedy to razem z detektywem Krukiem śledziłam przestępców handlujących ludźmi. Kolejna część to zawsze duży niepokój. Będzie równie dobrze? Lepiej? Może autor nie ma już o czym pisać, a książka powstała tylko na fali popularności. Jak było?

Michael Katz Krefeld to bardzo znany w książkowym świecie skandynawski autor. Kryminały pochodzące z tego regionu świata są mroczniejsze, mocniejsze. Po proste lepsze.

Ravn jeszcze niedawno zakończył prywatne śledztwo i odnalazł Maszę, a już zgłasza się do niego kolejna osoba. Piękna Louise poszukuje brata. Pewnego dnia cichy i spokojny księgowy ukradł z sejfu ogromną sumę i ślad po nim zaginął. Trop prowadzi aż do Berlina i w jakiś sposób łączy się z burzliwą historią muru berlińskiego.

Po raz kolejny jestem mocno usatysfakcjonowana. Duński autor zdecydowanie zasługuje na wszelkie pochwały i nagrody którymi jest obsypywany. Dlaczego?

Po pierwsze pisze bardzo dosadnie. Chyba nie znajdziemy tutaj nawet jednego zbędnego opisu. Wszystko jest na swoim miejscu, autor nie pisze emocjonalnie. Ten chłodny osąd wszystkich brutalnych czynów sprawi, że czytelnik otrzyma jeszcze więcej niepokoju i strachu. Nie znajdziemy tutaj lania wody. Przynajmniej jeśli chodzi o styl autora, ponieważ morderca będzie stosował okropne tortury połączone bezpośrednio właśnie z wodą.

Kolejny plus to główny bohater. Kiedyś gwiazda policji, po śmierci żony alkoholik nie mogący przeżyć jednego dnia bez małego piwka. To dobrze dopracowana postać, autor stawia na jego drodze piękną kobietę. Co z tego wyniknie?

Trzeci plus to dopracowanie całej historii i jej bogaty wątek historyczny. Śledzimy go dzięki licznym retrospekcjom sprzed upadku muru berlińskiego. Do końca nie mogłam domyślić się co łączy zwykłego duńskiego księgowego z tymi wydarzeniami. Okazało się, że to bardzo banalne.

Czytało mi się bardzo szybko. Rozdziały nie są długie, jest ich większa ilość- tak jak lubię. Jak najszybciej chcę przeczytać kolejny tom serii. Obiecuję, że z wami będzie tak samo. Jeśli poszukujecie dobrego kryminału na jesień to radzę wam wszcząć poszukiwania.
Ocena:5/6

Tytuł:245. Zaginiony
Autor: Michael Katz Krefeld
Stron: 413
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
Książka wpasowana w dzisiejszy klimat.
Zapraszam do klikania w baner reklamowy u góry strony. Ja uciekam do nauki na kolokwium z botaniki. 


Czytaj dalej...

A gdyby tak chrześcijaństwo przestało istnieć?


Paul L. Maier to autor, którego poznałam stosunkowo niedawno. ,,Coś więcej niż ślad" był zarazem moją pierwszą książką z wydawnictwa Promic i serii Corpus Delicti. Autor to amerykański pisarz i profesor. Napisał już wiele nagradzanych powieści i artykułów naukowych.

Po raz kolejny czytamy tutaj o naszym profesorze, doktorze Jonathanie Weberze. Jeszcze przed wydarzeniami, które sprawiły, że stał się tak sławny na całym świecie. Dopiero rozpoczyna wykopaliska. To właśnie na nich odkryje coś tak przerażającego, że wstrząśnie to ludzkością i rozsypie w proch całe chrześcijaństwo. 

Te książki mają w sobie coś takiego, że ilekroć byśmy ich nie czytali to nie możemy sobie wyobrazić, żę Promic- wydawnictwo, które opublikowało tę książkę jest katolickie. Tyle tutaj intryg, sprzeczności.  Dla kogoś kto tylko czyta, a nie wyciąga żądnych wniosków mogłyby być to nawet bluźnierstwa. Polecam ją osobom o chłonnych umysłach, ponieważ autor zawsze mąci, miesza i odwraca kota ogonem. Tylko po to, żeby zwykły czytelnik miał możliwość zastanowienia się nad sensem swojej wiary i całego chrześcijaństwa. Zwłaszcza w obliczu tego co aktualnie dzieje się na świecie.

Co jeśli raczej nie szukamy książki religijnej? Wtedy możemy potraktować ją po prostu jako świetny thriller. Religia, tajemnice Kościoła i wykopaliska archeologiczne to zawsze świetne połączenie. Intryguje bardziej niż podobne książki, a akcja gna do przodu jak szalona i nie pozwala nam nie polubić naszego sympatycznego pana profesora. To niezwykle dopracowana i dopieszczona lektura. Po prostu widać podczas czytania, że autor nie jest w tych dziedzinach laikiem. Na spokojnie i bez nadęcia wprowadza nas w świat archeologii, różnorodnych testów badawczych i odkryć. Miło i z zaciekawieniem się to wszystko czyta.

Lektura na jesienny wieczór, ciekawy, trzymający w napięciu thriller. Ucieczki, morderstwa, miłość i religijne refleksje. Po prostu mieszanka wybuchowa, które przecież mole książkowe lubią.
Ocena: 5/6

Tytuł: 244. Ślad życia, ślad śmierci
Autor: Paul L. Maier
Stron: 507
Wydawnictwo: Promic
Rok wydania: 2012
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Promic
Z recenzją akurat trafiłam w niedzielę, fajnie się złożyło. Zachęcam do klikania w baner reklamowy u góry strony. Dziękuję :)

Czytaj dalej...

Powody dla których uczę się planować


Co roku oglądam nowe kalendarze. Zawsze jakiś wybieram i kupuję. Później sobie leży, leży, czeka na lepsze czasy kiedy będę go używała. Tak było i tego roku. Jakoś ogarnęłam maturę bez notowania wszystkiego. Musiałam się nauczyć i już. Myślałam, że ten system mam wypracowany do perfekcji, wszystko zapamiętuję i po prostu to robię. Byłam w takim rytmie gdzie nic nie mogło pójść nie tak. Okazało się, że teraz coś jednak zgrzyta.
Powoli, spokojnie uczę się planowania. Jakie były powody mojej zmiany?
 Studia zaoczne. Nie chodzisz codziennie, a jednak egzaminów masz tyle samo. No fajnie. Zjazdy co dwa tygodnie. Wpadłam w coś takiego, że myślałam,, przecież to aż tyle czasu. Kończyłam ostatnie ćwiczenia i jechałam do domu ze świadomością, że od razu wyciągam zeszyt i chociaż poukładam sobie notatki. Po czym wracałam, szłam spać. W poniedziałek byli goście, przecież nie będę się uczyć. We wtorek zakupy, w środę sprzątanie całego domu, w weekend to w ogóle nie. Mam jeszcze tydzień, spokojnie. Po czym nagle tego tygodnia nie było, a ja jechałam z sercem w gardle bo się nie przygotowałam. 
Przełomem był dla mnie ten wpis Niebałaganki. Powpisywałam najważniejsze rzeczy do kalendarza. Od razu jest coś co mnie pilnuje. Chociaż nie jest to osoba to jednak wiem, że gdzieś tam na kartce czekają sprawy, które mam załatwić. Łatwiej mi się za to wszystko zabrać, już nie odkładam na kiedyś. 

Myślałam, że to głupie żeby zapisywać tam rzeczy oczywiste jak chociażby sprzątanie. Okazało się, że samo wykreślenie tego zdania w kalendarzu jest mocno motywujące.
A teraz chciałabym was zapytać jakie wy macie patenty na planowanie?
Robicie to dzień wcześniej, czy od razu na cały tydzień? Na osobnych kartkach czy macie jakieś swoje super kalendarze i planery? Preferujecie zapisywanie elektroniczne czy tradycyjnie na kartce? Podzielcie się ze mną :)
Zapraszam do klikania w baner na górze strony :)
Czytaj dalej...

Człowiek - samotna wyspa?

Eric-Emmanuel Schmitt to uznany na całym świecie autor. Mistrz jeśli chodzi o przekazanie maksymalnej treści w kilku prostych słowach. ,,Sekta egoistów" to jego pierwsza, nieopublikowana do tej pory w Polsce powieść. 

Gerard zupełnie przez przypadek natrafia na krótką wzmiankę o założycielu Sekty Egoistów. Czy taka grupa naprawdę kiedyś istniało? Czy człowiek jest w stanie żyć tylko i wyłącznie sam ze sobą? 

Filozofia. Według mnie najbardziej pokręcona i robiąca wodę z mózgu nauka. Gdy zaczniemy się w nią zagłębiać nic nie jest takie samo jak wcześniej. Wszystkie oczywiste na pierwszy rzut oka prawdy stają się bajką. Przecież może fakt, że napisałam tę recenzję, a wy ją właśnie czytacie jest tylko i wyłącznie projekcją mojego mózgu, a ja jestem Bogiem i sama sobie tworzę otaczający mnie świat. A może to wy śnicie o moim blogu? Przecież wszystko może dziać się w naszej głowie, a świat tak naprawdę może nie istnieć. Jesteśmy tylko my. Czy człowiek to samotna wyspa? Potrzebuje interakcji z drugą osobą? Życie bez społeczeństwa i miłości ma sens?

Właśnie takie problemy porusza w tej książce autor. Zastanawia się nad sensem życia, boskości i istnienia. Niezwykle ambitny temat jak na pierwszą powieść w dorobku. Książki, które czytałam były o miłości, śmierci, chorobie. Wiele jest takich powieści. Ta to zupełne nowatorstwo. Nic nie jest w niej jasne i wytłumaczone. To czytelnik musi się zastanawiać i głowić. Miesza w głowie, każe zastanawiać się nad wieloma sprawami, uświadamia i przekazuje najważniejsze tezy z zakresu filozofii. Po raz kolejny nie jest to długa powieść, zaledwie 200 stron. Przy dobrych wiatrach każdy jest w stanie przeczytać ją w ciągu dwóch godzin. Tylko tyle. Później będzie was męczyła przez kilka kolejnych miesięcy. Nawet po odłożeniu na półkę do niej się wraca, kartkuje ją. Zatrzymuje się nad jednym konkretnym zdaniem i zastanawia nad losem Gaspard'a Languenhaert'a- założyciela Sekty Egoistów.  Chyba każdy chociaż raz w życiu zastanawiał się jak to jest być na miejscu Boga i kreować świat.

Po raz kolejny dzieło Schmitta to zbiór mądrych cytatów i aforyzmów. Poleciłabym ją osobom, które już znają autora, wiedzą jaki ma styl. Do rozmyślania, czytania, wielokrotnego przeglądania i przegryzania.
Ocena:5/6

Tytuł: 243.Sekta egoistów
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Stron: 204
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak

Czytaj dalej...

Książka na jesienny wieczór


Gdy moda na wampiry przeminęła ja dopiero zaczynam o nich czytać. Jak zawsze odwrotnie, nie orientująca się w tych wszystkich nowych gatunkach, spin-off'ach i innych zagranicznych nazwach. O autorce słyszałam wiele dobrego, głównie za sprawą jej poprzedniej serii. Pochodzi ona za Stanów Zjednoczonych, mieszka w Teksasie. 

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział co to spin-off. Jest to zaprezentowanie nowych wątków i postaci drugoplanowych w całkowicie nowej odsłonie. Teraz to one grają tutaj główne skrzypce.

O ile w Wodospadach Cienia czytaliście o Kylie to teraz poznacie jej przyjaciółkę Dellę. Nie jest akceptowana przez swoją rodzinę. Dziwnie się zachowuje, a przecież nie powie im tak prosto z mostu, że jest wampirem. Mieszka w Wodospadach Cienia. Tam uczy się, trenuje aby dostać się do organizacji JBF. Wszystko się komplikuje gdy poznaje pewne rodzinne tajemnice, nie wie co czuje do Steve'a, a w obozie pojawia się przystojny Chase. No i jeszcze ogromnie boli ją głowa.

Najpierw bardzo chciałam ją przeczytać. Później zobaczyłam pierwsze recenzje, które twierdziły jasno, że jest ona infantylna. Na szczęście moje zdanie jest jak zwykle odmienne. Takie książki po prostu trzeba traktować jako zwykłą rozrywkę i do tego nadaje się ona wprost idealnie. Temat był ciekawy, a historia zgrabnie poprowadzona. Czytam bardzo mało o wszelkich paranormalnych istotach, więc dla mnie cała fabuła była świeża i ciekawa. 

Autorka wprowadziła wiele przeplatających się wątków. Tajemnicze morderstwa, kłopoty sercowe Delii, jej przyjaciółek oraz problemy ze zdrowiem naszej wampirzycy przeplatane z jej rodzinnymi tajemnicami. Ten ostatni zaciekawił mnie najmocniej, intrygowało mnie jak to wszystko zostanie wyjaśnione przez autorkę. Cały czas dzieje się tutaj zupełnie coś nowego, do końca nie wiemy jakie będzie zakończenie.

Czyta się niezmiernie szybko, w moim przypadku był to jeden wieczór. Della to zakręcona bohaterka. Może nie jest miła, raczej wredna to jest to taka pozytywna i śmieszna postać. Ma ikrę ( co zostało wiele razy powiedziane w książce) i dlatego da się ją lubić.
Jeśli ktoś tak jak ja nie czytał głównej serii to nie ma się czym przejmować- to całkowicie inna historia i wszystko zostało dokładnie w niej wytłumaczone. Poleciłabym ją zarówno starszym jak i młodszym czytelnikom. Nie jest to ambitne arcydzieło. Przecież nic tego nie zakłada. 
To świetna rozrywka w postaci fantasy z wątkiem romantycznym do miłego spędzenia czasu. Chociaż jednak temat jest lekki to niech nikt nie myśli, że coś tutaj kuleje językowo. To naprawdę przyjemne czytadło na jesienne wieczory. Na tyle, że najlepiej chciałabym mieć kolejny tom już na półce.
Ocena: 4+/6

Tytuł: 242. Odrodzona
Autor: C.C. Hunter
Stron: 420
Wydawnictwo: Feeria
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Feeria

Wróciłam do świata żywych. Kolejny zjazd na studia już za mną. Jestem wykończona. Teraz tylko do łóżka i czytać :) Wszystkich którzy widzą baner u góry strony zapraszam do klikania w niego. :)

P.S. Jesteście zainteresowani wyprzedażą książek po 5 złotych plus przesyłka. Szafki zaczynają trzeszczeć :)
Czytaj dalej...

Stosik #35

Na zdjęciu pierwszy powiew wiosny :)Cebulki hiacynta się podobno zasusza. Tak zrobiłam, później było malowanie. Cebulki zostały wyniesione na dwór, spadł deszcz i pomyślały sobie, że już wiosna. Będę miała piękne kwiaty na Boże Narodzenie :)
Jak obiecywałam tak też robię. Dwa tygodnie minęły ogromnie szybko. Jeszcze niedawno oglądaliście u mnie poprzedni stosik, który wywołał sporo komentarzy. Książki tam zebrane to same perełki. Te tutaj chyba też. Jak myślicie? 
W niedzielę po zajęciach możecie spodziewać się mojej recenzji ,,Odrodzonej'. Jeszcze z tamtego stosika. Ja i wampiry? Będzie się działo.
1.Eric-Emmanuel Schmitt ,,Sekta egoistów". Mój mistrz. Oj naczytałam się trochę jego książek i w dalszym ciągu uważam, że to pisarz idealny jeśli chodzi o ważną treść w krótkiej i prostej formie. Jego książka pójdzie na pierwszy ogień. Naprawdę mocno mnie kusi. Chyba nie tylko mnie.
2. Michael Katz Krefeld ,,Zaginiony" Duński kryminał. Pierwszy tom czytałam całkiem niedawno i była to mocna lektura. Bardzo wciągająca. Takie silne wejście w serię. Od drugich tomów wymagamy jeszcze więcej. Ciekawe jak tym razem autor się spisał.
3.Katarzyna Misiołek ,,Ostatni dzień roku" Ile osób dziennie wychodzi z domu żeby już nigdy do niego nie wrócić? Z pewnością dużo. O tym właśnie jest ta książka. Zbiera same pozytywne recenzje, mną pewnie też mocno wstrząśnie.
4.Susan Elliot Wright ,,Przemilczenia" Książka wyszła chyba w czerwcu jednak już od wtedy mocno mnie zaciekawiła. Temat historii w moim stylu, okładka piękna i zachęcająca. Mam nadzieję, że się spodoba.
5.Adrianna Trzepiota ,,Zwilczona" Magia, gusła i kobieta, czyli kolejna propozycja od Wydawnictwa Kobiecego. Opinie ma skrajne. Jak będzie w moim przypadku.
6.English Matters. Może nie każdy zauważył na spodzie najnowszy egzemplarz magazynu English Matters. Pobieżnie przejrzałam tematy i będzie pasjonująco.
Kolejny stosik pojawi się raczej za więcej niż dwa tygodnie. Już po ukazaniu się ostatnich recenzji z tego. Przypominam o klikaniu w baner na górze strony. Wierzę, że może za rok coś się z tego uzbiera. Za każde kliknięcie mocno dziękuję.
Pozdrawiam i uciekam do nauki z przysposobienia bibliotecznego. Nie spodziewałam się, że z kursu internetowego na studiach można nie zdać roku. A jednak. Bhp przeszło rzutem na taśmę. Teraz już muszę przeczytać co tam mądrego piszą.
Czytaj dalej...

Mocny i brutalny thriller w kobiecym wydaniu?

Mroczna literatura tworzy jesienny klimat. Lubię ją czytać bez względu na pogodę teraz jednak smakuje zdecydowanie najlepiej. Czy kobiety potrafią pisać takie mroczne i brutalne powieści? Nie są na to zbyt delikatne? Tym bardziej gdy piszą o przestępstwach popełnianych na kobietach. Słabszej płci, osobach, które mogłyby być ich córkami czy nimi samymi. 

Julia wyszła do klubu i już nigdy nie wróciła. Zostawiła po sobie burzącą się rodzinę. Ojca, matką i dwie siostry, które zerwały ze sobą kontakt. Po prawie 20 latach mąż jednej z nich- Clarie zostaje zamordowany. Kobieta odnajduje nagrania z brutalnymi gwałtami i zabójstwami. Postanawia odezwać się do siostry. Czy tajemnica sprzed lat wyjdzie na jaw?

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Czytacie niezwykle mocny i brutalny thriller o przestępstwach dokonanych na kobietach. Nie wierzycie, że napisała to kobieta. Co rusz zerkacie na okładkę, a tam patrzy na was drobna, a nawet filigranowa Karin Slaughter- autorka. Ja miałam tak wiele razy. Nic nie zostało tutaj ukryte czy zamaskowane. Autorka wyszła chyba z założenia, że albo zapewni czytelnikowi najwyższe emocje, takie, że będzie zamykał oczy przed tym co właśnie czyta, albo żadne.Opisy makabrycznych zbrodni, które bardziej przypominają szlachtowanie jakiegoś zwierzęcia były tutaj na porządku dziennym. Bardzo mocne, dosadne i przerażające.

Jednak ten thriller to nie tylko makabryczne sceny. To portret psychologiczny rodziny rozdartej przez tragiczne wydarzenie- zaginięcie ulubienicy. Tej osoby z rodzeństwa, którą wszyscy bezwarunkowo kochają i jest we wszystkim najlepsza. Widzimy ich stopniowe staczanie się w stronę przepaści, za sprawą listów ojca do córeczki śledzimy ich losy sprzed wielu lat.

Gdy już zacznie się ją czytać to po prostu od razu trzeba zakończyć, nie ma innego wyjścia. Za to zakończenie mocno trzyma w napięciu, to takie zwieńczenie tych wszystkich brutalności i makabry. Dla fanów mocnej literatury z rozbudowaną psychologią lektura idealna. W ogóle Harper Collins dobrymi thrillerami stoi. Taki mój comiesięczny pewniak jeśli chodzi o ten gatunek. Jeszcze tylko więcej dobrych obyczajówek i będzie idealnie.
Ocena: 5/6

Tytuł: 241.Moje śliczne
Autor: Karin Slaughter
Stron: 478
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Harper Collins
Pozdrawiam z blogowej bazy (czytaj łóżka zasypanego chusteczkami. Jestem jednak według zdania pani doktor całkiem zdrowa. Na oko, bez badania, bo i po co.) Miło mi będzie jeśli klikniecie baner reklamowy u góry strony :)

Czytaj dalej...

10 powodów dzięki którym polubiłam jesienno-zimowe dni

Pamiętacie te wypracowania w podstawówce zaczynające się od słów ,,Moją ulubioną porą roku jest..". Po polsku, po angielsku, niemiecku. Przerabialiśmy to miliony razy. U mnie zawsze w odpowiedzi padała wiosna. Przyroda budzi się do życia, ptaszki ćwierkają, te sprawy. Zielono, pięknie i kolorowo. Minęło parę lat, a ja chyba całkowicie się zmieniłam. Zaczęłam dostrzegać uroki spokojniejszych pór roku. Doceniam chwilę zadumy, może się starzeję. Odkąd poszłam do liceum nie pamiętam czasu żebym tak po prostu się nudziła. Wprost przeciwnie, więc teraz mimo natłoku spraw staram się odpoczywać. Dlaczego tak polubiłam jesień i zimę? Jakie są wasze typy? Chyba nie muszę pisać, że kocham pisać dla was takie posty.
1. Książki. Absolutny numer jeden. Długie wieczory trzeba czymś wypełnić. O ile latem znajdowało się tysiąc spraw w domu i na dworze, które trzeba było wykonać od razu to jesień i zima od wielu obowiązków nas zwalniają. Chyba całe życie zwalnia swoje tempo, a my znajdujemy czas na takie drobniutkie przyjemności. Jednocześnie zapraszam was do komentowania najnowszej recenzji. Coś was tam malutko. KLIK!
2.Rodzina. Zima i jesień to czas spotkań w najbliższym gronie. Wspólne picie herbaty, oglądanie filmów. Celebrowanie drobnych wydarzeń. Latem jeździmy, podróżujemy, żyjemy szybciej. Teraz miło po prostu porozmawiać przy świecach
3. No właśnie, świece. Ocieplają pokój, sprawiają niesamowity nastrój nie tylko do gadania. Miło się też przy nich uczy, czyta, słucha muzyki. 
4. Herbata. I inne ciepłe napoje. Ja akurat kawy nie piję, był moment, że się uczyłam, jednak nie wyszło. Czy to z cytryną, czy o jakimś zakręconym smaku każda jest pyszna i mam ich w domu kilkanaście rodzajów. Latem tak nie smakują, a teraz piję je hektolitrami.
5.Ciepły koc. Tylko teraz bez żadnych skrupułów mogę pod nim leżeć. Latem najczęściej wyrywałam te kilka chwil kiedy czułam się źle i miałam okres. Czekałam na ten czas żeby być usprawiedliwiona, że tak się wyleguję. Teraz praktycznie inaczej nie spędzam czasu. No tak, niby nie powinnam się uczyć na łóżku, ale ono jest takie mięciutkie, a tych notatek tak dużo. Inaczej nie dam rady
6.Swetry. Pasują do wszystkiego, są mega mięciutkie, a sklepy wprost prześcigają się we wzorach i kolorach. Mam w szafie kilka i z pewnością nie jest to wystarczająca liczba.
7.Czarne, grube rajstopy. Latem odpadają. Latem podobno w ogóle nie powinno się chodzić w rajstopach, ponieważ już są nie modne. Ja nie umiem bez. Te czarne są takie kobiece, w połączeniu z botkami i takie wygodne. Mogłabym chodzić dzięki nim codziennie w spódniczkach.
8. Czerwone, brązowe, burgundowe i granatowe lakiery. Ogólnie wszystkie ciemne. Kocham takie na paznokciach. Pastele to nie to.
9.Słonecznik i orzechy. Kto nie lubi skubać słonecznika? Ja kocham. Najlepiej mocno solony. To co, że moje usta są później spuchnięte. Mam botoks bez bólu, prawie za darmo, a związany jest z przyjemnością.
10. Blogowanie. Leżę sobie właśnie pod wspomnianym kocem. Popijam herbatkę z cytryną. Z katarem, bólem głowy i gardła. Jednak wybaczam to jesieni. I tak jest magiczna. Te 10 powodów to za mało. Mogłabym jeszcze wymienić mandarynki. Sezon zaczęłam już tydzień temu i już są słodkie i pyszne. Piękne jesienne liście. Zaduma i magia. Wbrew pozorom lubię też Wszystkich Świętych. Za to skupienie. Nie wtedy kiedy są tam wszyscy, patrzą jak jesteś ubrana. Wieczorem na polskich cmentarzach jest jakaś magia, łączność ze zmarłymi. Tego nikt nam nie zabierze. Może warto pielęgnować rodzime tradycje, a nie szturmem wdzierające się obce imprezy. Nie neguję, taka mała dygresja na koniec posta. Bo jesień i zima to jednak piękny czas. :)
Tych którzy widzą baner u góry strony zapraszam do klikania :)
Czytaj dalej...

Bez ciebie nie przeżyję

,,Collide" to książka, która spodobała mi się ogromnie. Pochłonęłam ją w jeden dzień, spowodowała u mnie szybsze bicie serca i drżenie rąk. ,,Pulse" leżało za to na mojej półce dość długo. Chciałam poznać dalsze losy bohaterów, a jednocześnie najlepiej żeby nigdy to się nie skończyło. Jednak uległam.

Wszystko się skomplikowało. Emily nie może być szczęśliwa z Gavinem, cały czas coś staje na ich drodze. Co zrobić jeśli tych dwoje nie może bez siebie żyć i szaleje gdy nie czują swojej bliskości i dotyku.

O ile w poprzednim tomie akcja gnała na łeb na szyję tot tutaj pędzi już bez żadnych zahamowań. Od pierwszej strony autorka funduje nam coraz nowsze rewelacje. Podczas czytania o niektórych po prostu przecierałam oczy ze zdumienia. Gail McHuhg po prostu nie ma litości dla czytelnika. W pewnym momencie wydarzyło się coś takiego, że wywołało u mnie emocje, a w konsekwencji rzut książką przez pokój. Osoby, które czytało wiedzą, że po prostu nie dało się inaczej. Te, które mają ją jeszcze przed sobą niech przygotują się na nieprzewidziane zwroty akcji.

Po raz kolejny są to ogromne emocje i namiętność. Miłość jaką każdy chciałby przeżyć w swoim życiu. Czasami po prostu zwykłe życie, jednak opisane w ten magnetyczny i zmysłowy sposób. Jak to tylko autorka potrafi. To opisy scen tak gorących, że czytelnika przechodzą ciarki. Mocne słowa, które nie są wulgarne,a subtelne. Książka, która od pierwszej kartki całkowicie zawładnie waszym sercem i umysłem.

Spodobała mi się zmiana Emily. To teraz bardzo dojrzała i niezależna bohaterka. Polubiłam ją w tej części znacznie bardziej. A Gavin? Takiego faceta nie można nie kochać i wielbić. On się nie zmienił, jednak jest to fakt na plus. Już jest idealny. 
Podsumować mogę śmiało jednym zdaniem. Chcę więcej takich książek. Teraz. Już. Co polecacie?
Ocena:6/6

Tytuł: 240.Pulse
Autor: Gail McHugh
Stron: 397
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2015
Wszystkich, którzy widzą baner na górnej części strony zapraszam do klikania.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Business & Culture Wydawnictwu Akurat

Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka