30 sie 2015

Podsumowanie sierpnia

Dzisiaj podsumowanie będzie dość długie. Chabrowa musi się wyspowiadać, może wygadać. Sierpień był dla mnie dziwnym miesiącem. Impreza tydzień po tygodniu, wesela do których jakoś zawsze trzeba się przygotować.
Pogoda najpierw upalnie ciepła, teraz może nie jest zimno ale już czuć zbliżającą się jesień. Liście już pomarańczowe, powoli spadają na ziemię. Czuć takie przygnębienie. Właśnie ono mnie dopadło. Nie wiem czy to z przemęczenia, czy z pierwszych objawów grypy, czy jakiegoś jesiennego przesilenia.
Na blogu zapanował jakiś chaos za który bardzo przepraszam. Recenzje pojawiały się rzadko, więcej było innych postów.
Recenzja miała pojawić się wczoraj ale oczywiście nie pomyślałam, że powinnam napisać ją wcześniej i wysłać do wydawnictwa, które w weekendy nie pracują.
Gdy to sobie uświadomiłam to jakoś kompletnie się załamałam. Teraz już jest dobrze. Myślę, że od nowego tygodnia, a jednocześnie praktycznie od nowego miesiąca z nową werwą ruszę do pracy.
Muszę uporządkować cały ten bałagan w swoim życiu. Może nie za dużo się u mnie w sierpniu nie zmieniło ale przez to wszystko straciłam równowagę i odczuwam nieuzasadniony niepokój.

W sierpniu przeczytałam 8 książek. Mimo wszystko to piękny wynik i jestem z niego dumna. Często mnie odwiedzaliście i komentowaliście. Dałam się trochę lepiej poznać dzięki różnorodnym postom, które z pewnością będą się tutaj pojawiać. Jutro możecie czekać na recenzję gorącego erotyku ,,Driven. Namiętność silniejsza niż ból". Właśnie w piekarniki siedzi ciasto, które też wam zaprezentuję. W najbliższym czasie będą recenzje dwóch książek kucharskich. Serdecznie zapraszam :)

28 sie 2015

Konkurs z ,,Cudzymi jabłkami"



Wydawnictwo Literackie sprawiło mi niespodziankę i przysłało dodatkowy egzemplarz książki ,,Cudze jabłka" Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej. 
Moją recenzję możecie tutaj, a ja oferuję wam jeden egzemplarz do wygrania.
Co należy zrobić?
Napiszcie mi jaką wartość mają dla was pieniądze? Dają szczęście czy nie? Co sprawia wam radość i szczęście? Rodzina, zdrowie, przyjaźń?
Konkurs trwa od 28.08 do 30.09.
Po tym czasie wybiorę najciekawszą odpowiedź i zgłoszę się po dane do wysyłki.
Organizatorem jestem ja, Chabrowa, nagrodę ufundowało Wydawnictwo Literackie 
Będzie mi bardzo miło jeśli zamieście na swojej stronie baner konkursu.
W zgłoszeniu należy podać adres swojej poczty i odpowiedź.
Powodzenia :)

Zapowiedź ,,Drżenie"


„DRŻENIE” - JUS ACCARDO
Premiera - 07.09.2015 r.
Trzecia część bestsellerowego „Dotyku” Jus Accardo.
Deznee Cross ma problemy. Niedługo osiemnastka, a ona stoi na skraju szaleństwa. To wszystko wina leków, którymi naszpikował ją Denazen – zbrodnicza organizacja dowodzona przez jej ojca – żeby wzmocnić jej naturalne umiejętności. Bliscy odwrócili się od niej i garstki pozostałych buntowników. Teraz walczą po złej stronie barykady. No, i jeszcze Kale... Gorzej już być nie może. 
A jednak jest. Denazen ma rozpocząć nowe badania, tym razem pod kryptonimem „Dominacja”. To oznacza, że trzeba się pozbyć dotychczasowych uczestników eksperymentu. Wydano rozkaz eliminacji wszystkich, którzy zostali jeszcze przy życiu – łącznie z Dez. 
Dobra wiadomość jest taka, że istnieje jeszcze ktoś z serii pierwszych, próbnych doświadczeń: kobieta, której krew może być lekiem dla drugiej generacji.
Tylko, że o jej istnieniu wiedzą nie tylko Szóstki z podziemia…
Cross jest gotów zrobić wszystko, aby Dez nie dostała antidotum.
Jest w stanie całkowicie złamać jej ducha. "

Tłumaczenie z j. angielskiego - Krzysztof Mazurek
Tytuł oryginału - Tremble
ISBN: 978-83-63579-65-4
Wydanie pierwsze - Seria Denazen
Oprawa miękka, 360 stron

27 sie 2015

Wiejska sielanka?

Tytuł: 312.Z dala od zgiełku
Autor: Thomas Hardy
Stron:475
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Wieś. Dla mnie ukochane i spokojne miejsce na Ziemi. Dla innych pola, nieprzyjemny zapach i wrażenie, że nie mogą spędzić tam nawet chwili. Thomas Hardy przenosi nas w realia dziewiętnastowiecznej wsi w Anglii. Powieść ta powstała w 1874 roku. W lipcu 2015 pojawiła się jej nowsza ekranizacja, a więc została wydana w pięknej filmowej okładce. 

Powieść traktuje o młodej Betsebie Everdene, która po zmarłym wuju dziedziczy farmę. Postanawia sama się wszystkim zajmować. Jest piękna, niezależna. Wielu chciałoby taką żonę. Dlatego o jej rękę zabiega trzech mężczyzn. Pasterz Gabriel Oak, farmer Wiliam Boldwood i żołnierz Franciszek Troy.

Pierwszy i najważniejszy plus, to co mnie najbardziej zdziwiło. Książka powstała już ładnych parę lat temu, a język jest dla nas lekki, zrozumiały, nie trąci myszką. W ogóle nie widać tej dużej różnicy czasowej. Widzę, że tłumaczenie na język polski też nie jest współczesne, a jednak tak wspaniałe i nowoczesne. Chylę czoła.

Co do powieści to dawno nie czytałam tak pięknej, sielankowej, a jednocześnie klimatycznej i wstrząsającej opowieści. Któż by nie chciał przenieść się do tych czasów. Mnóstwo tutaj pięknych opisów przyrody, które znakomicie rozpalają wyobraźnię i pokazują nam wspaniałości wsi. Emocje, namiętności, niespełnione miłości i smutek aż kipią ze stron. Zostały one opisane z kunsztem i smakiem.

Ta książka to taka niezwykle poprawna klasyka, po którą każdy fan gatunku powinien sięgnąć. Przeniesie was w inny świat, gdzie konwenanse i dobre imię były cenione nade wszystko.

 Polubiłam  pasterza Gabriela Oak'a. Chyba jeszcze nie spotkałam tak dobrego i bezinteresownego bohatera w literaturze. Betseba to kokietka. Czasami sytuacje wymykały jej się spod kontroli. W ogóle każdemu z bohaterów została tu poświęcona dłuższa chwila. Dokładnie poznałam ich historię i psychikę, nie spotkałam książki z tego okresu gdzie zostałaby użyta taka precyzja. 

Książka należy już do kanonu literatury. Trzeba ją przeczytać, to piękna opowieść o miłości. Szkoda, że jeszcze niedoceniona w Polsce. Na miarę Austen.
Ocena: 6/6
P.S. Kochani, pewnie dopiero niedawno wstaliście, a wasza Chabrowa od szóstej przerzuca zgrzewki w fabryce napojów. To mój pierwszy dzień w pracy. Proszę o cierpliwość zarówno wydawnictwa jak i czytelników. Damy radę :) Obym nie padła po pierwszym dniu.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia

25 sie 2015

Studencka wyprawka

Październik i pierwszy rok studiów zbliża się wielkimi krokami. Moje koleżanki już wpadły w szał zakupów. Super profesjonalne notatniki, długopisy za 100 złotych. Przecież będą dużo pisać, wspaniałe dzienniki i kolorowe kalendarze. Tyle będzie spraw do ogarnięcia. Ja w tym roku stawiam na minimalizm. Trochę mnie już poprzednie lata nauczyły, problemy z pieniędzmi też. Studia zaoczne to więcej nauki własnej więc postawiłam na taki właśnie tryb.

Pięć zeszytów na spirali z Biedronki po 4,99 każdy. Nie są mi potrzebne profesjonalne notatniki za 15 złotych, w roku szkolnym nawet więcej tylko po to żeby mieć w czym notować. Biedronka naprawdę postawiła na studentów i była dla nich świetna oferta. Zeszyty są naprawdę porządne, a napis ,,Dziewczyna jak malowana" totalnie mnie zauroczył. Ciężko go było dostać. Na 12 godzin wykładów z pewnością nie będę nosić tysiąca zeszytów. Jeden z możliwością wyrywania kartek musi dać radę.
Kolorowe karteczki z Biedronki po 2,49 każdy. Z pewnością się przydadzą. Już patrzyłam i są solidnie wykonane. Lubię takie bajery, różne kolory. Pisanie notatek z biologii i zaznaczanie na różne kolory pozwoliło mi świetnie zdać z niej maturę.

Teraz najdziwniejsza część zakupów. Bobrowanie po szafkach, strychu i pokojach mojego domu. Okazało się, że przez lata nachomikowałam tyle rzeczy, że muszę dokupić tylko kilka zakreślaczy i bloczków do wyrywania kartek w kratkę.
Foliowych koszulek znalazłam około 150. Wszystkie nowe i czyste. 
Długopisów prawie 20. Wszystkie nowe i piszące. Bałam się, że w trakcie matury mi się coś wypisze, nie będzie gdzie i jak kupić. No i kupiłam na zapas. Chyba co roku tak jest. Kupowaliśmy wszystkiego więcej, a później i tak zginęło to w czeluściach szafki. Zachęcam do przeglądania. Po co przepłacać?
Wizyta na strychu była jeszcze ciekawsza. Kto by pamiętał, że w podstawówce musieliśmy mieć kilka segregatorów na nasze prace i sprawdziany?
Są praktycznie nowe, nie widać na nich śladu używania, a do przechowywania notatek będą jak znalazł. Do tego w środku odnalazło się kilka nieużywanych teczek.

Sklepy oferują nam naprawdę ciekawe, kolorowe rzeczy. To wszystko kusi. Kocham przeglądania sklepowych półek i kompletowanie wyprawki na kolejny szkolny rok. Nie popadajmy jednak w przesadę. Gdy mi czegoś zabraknie to wyjdzie to w praniu. Na tę chwilę mam solidną bazę do studiowania. Żeby tylko nie zabrakło dobrego nastawienia. Zachęcam do zakupowego minimalizmu i odnalezienia złotego środka. 

21 sie 2015

Człowiek na skraju wytrzymałości

Tytuł: 311.Terror
Autor: Dan Simmons
Stron: 667
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Długo zajęło mi czytanie tej książki, oj długo. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Jest to jednak prawdziwa cegła, blisko 700 stron napisanych drobnym maczkiem z małą ilością dialogów. Dan Simmons to amerykański pisarz science-fiction. Jest autorem ,,Hyperionu" i ,,Endymionu". Wiele razy te tytuły obiły mi się o uszy. Zawsze było jakieś nie po drodze. 

,,Terror" opowiada o ekspedycji badawczej na statkach HMS Terror i HMS Erebus, która miała na celu znalezienie Przejścia Północno-Zachodniego. Statki zostają uwięzione w lodzie, panuje głód i strach potęgowany przez jakąś tajemniczą zjawę, która śledzi każdy ich ruch. 
Co to była za lektura. Kolejna męska opowieść, pisałam już kiedyś, że czasami lubię po takie sięgać, praktycznie postacie kobiece tu nie występują. Tematy marinistyczne są mi całkowicie obce, ale zupełnie nie przeszkadzało mi to w odbiorze tego dzieła. Rzekłabym nawet, że arcydzieła. Dan Simmons stworzył monumentalną opowieść, próbował odtworzyć przebieg jednej z najtragiczniejszych w skutkach ekspedycji na Ziemi. Marynarze pozostawili po sobie bardzo mało zapisków, a więc autor miał pewną swobodę działania. 

Nigdy nie czytałam mocniejszej opowieści. W nocy bałam się wyjść z pokoju. Autor stworzył nastrój grozy, klaustrofobii i niepokoju, który udziela się każdemu czytającemu. Historię możemy obserwować z wielu punktów widzenia. Wnikamy do umysłu komandora i zwykłego marynarza. Śledzimy gonitwę ich myśli.

Dan Simmons z niczym się nie spieszy. Wolno i dokładnie przedstawia wszystkie wydarzenia, nawet jeśli są wyjątkowo makabryczne. Czasami zastanawiałam się czy jestem na siłach aby to dalej czytać jednak druga strona mojej natury, ta bardziej drastyczna i odważna spijała każde słowo pisarza. To historia ludzi którzy zostali pozostawieni w ekstremalnych pod każdym względem warunkach. Pokazuje co człowiek jest gotowy zrobić w ostateczności. Makabra i masakra.

Podczas czytania wprost czułam ciarki na plecach. Nie wiem tylko czy ze strachu czy z wszechobecnego mrozu wyciekającego z kartek. Czyta się wolno jak już pisałam. Jest jednak jakaś granica dla człowieka czytającego o takich ilościach strachu i okropieństwa. Po prostu nie dałoby się tego przetrawić na jeden raz, trzeba zrobić kilka przerw. Uczucie grozy i niepokoju jest momentami paraliżujące. Polecam każdemu chociaż fragment. Niech chociaż kawałeczek tych słów odczuje na własnej skórze i umyśle. Mocna rzecz, która robi wrażenie. Ciężko po niej później ochłonąć.
Ocena:6/6
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper

20 sie 2015

Kolejny sukces czyli moja rekomendacja w ,,Pulse"

Jeszcze niedawno chwaliłam się poprzednim sukcesem, a już przyszedł czas na kolejny taki post. Pamiętacie jak chwaliłam ,,Collide"? Fragment tej recenzji pojawił się w wydaniu ,,Pulse". Jestem ogromnie z siebie dumna. Bliżej premiery będziecie mogli poznać moje zdanie na jej temat. 
Z pewnością będzie gorąco tak jak we wcześniejszym tomie.
Gdy widzę swoje nazwisko w kolejnych książkach po prostu szaleję ze szczęścia.
Ogromnie dziękuję wydawnictwu Akurat.
Jutro zapraszam was na recenzję ,,Terroru". :)

19 sie 2015

Ostatnio obejrzane #18

,,Terror" jest w dalszym ciągu czytany. Zostało jeszcze 150 stron, a więc bardzo malutko. Tymczasem ja przychodzę do was z mini-recenzją ostatnio obejrzanego filmu. Na następny raz postaram się mieć już więcej recenzji książek do przodu by nie wyszła taka sytuacja jak teraz. Myślę jednak, że blogowanie ma przede wszystkim mi sprawiać przyjemność. Czytanie książki na wyścigi tylko dlatego, że terminy gonią raczej nie ma sensu. Zabrakło by w tym wszystkim prostej radości z czytania. Ostatnio obejrzanym przeze mnie filmem jest ,,Wściekle szybcy". Parodia znanego cyklu ,,Szybcy i wściekli". Pierwowzoru nie oglądałam, potraktowałam ją jako komedię do obejrzenia wieczorem. 

Policjant Lucas White przenika go gangu samochodowego parającego się nielegalnymi wyścigami. Przestępcy planują właśnie skok na majątek bossa przestępczego. 

Okazała się naprawdę godna polecenia jeśli ktoś chciałby się trochę rozerwać. Pełno tu śmiesznych gagów. Naprawdę wywołają uśmiech na waszej twarzy. Co najważniejsze to żarty tutaj przedstawione nie są żenujące.  To idealny film na odmóżdżenie. Swoją drogą ostatnio tylko takie oglądam. Następnym razem będę musiała sięgnąć po jakąś bardziej wartościową produkcję. Lubicie parodie i komedie? Ja polecam. 
Zapraszam do klikania w baner reklamowy. Prawy górny róg.

17 sie 2015

Pomysł na dziś #39

,,Terror" się czyta. Jednak nie jest to wcale takie proste przeczytać 700 stron zapisanych gęstym maczkiem. Mogę wam tylko powiedzieć, że to bardzo mocna rzecz i należy się w nią powoli wgryźć. 

Matura już za mną, od paru miesięcy próbuję być Idealną Panią Domu. Z różnym skutkiem. Gdy się uczyłam pomagałam, jednak z całą pewnością nie tak jak teraz. Po maturze przejęłam większość obowiązków i właściwie nie wiem w co ręce włożyć. Malowania, gotowania, sprzątania, a mi zostaje bardzo mało czasu na czytanie. Najważniejsze jest jednak to, że właściwie lubię te domowe obowiązki. O ile domownicy nie krytykują na wszystkie możliwe sposoby to nawet obędzie się bez wpadki. Gdy zostałam wrzucona do wanny podczas wstawiania prania niestety prało się bez proszku do prania. Ogarniam powoli o co chodzi, próbuję to jakoś rozplanować. Czekam na wasze ciekawe patenty na usprawnienie domowych obowiązków.

Ostatnio mam bardzo dużo imprez i jednak trzeba użyć trochę tego znienawidzonego przeze mnie lakieru do włosów. Moje kłaczki są o tyle dziwne, że są niesamowicie cienki i plączące się. Po 18 były rozczesywane 2 godziny, po ostatnim weselu tylko 1,5. Wtedy też przypomniał mi się patent mycia włosów odżywką. Mianowicie w większości odżywek mamy składniki myjące. Polecam poczytać jeszcze na innych stronach. To podobno wybawienie dla kręconowłosych. Ja myję trzy razy odżywką, raz szamponem. Przez te cztery dni mogę się cieszyć gładkimi, niesplątanymi włosami. Jak to wygląda?
Mocno  moczymy włosy. Nakładamy dość dużą ilość odżywki. Myjemy całe ciało. W tym czasie odżywka sobie działa. Moczymy wodą jeszcze raz. Gdy będziemy masować to odżywka się spieni. Spłukujemy dużą ilością wody. Czekamy aż wyschną.
Macie problem z regularnym piciem wody? Zdradzę wam mój patent. Na szafce kurzył się nieużywany kubek termiczny. Został napełniony wodą i od tego czasu cały czas noszę go przy sobie. Spojrzę na niego.  Szybki ruch ręką. Klik. I mogę wypić łyka wody. Później tylko uzupełnić wodę i już nie zapominam o jej regularnym piciu.
Oby te imprezy jak najszybciej się skończyły, a ja mogła wrócić do czytania :)

14 sie 2015

Pieniądze szczęścia nie dają?(recenzja przedpremierowa)

Premiera 27 sierpnia
Tytuł: 310.Cudze jabłka
Autor: Agnieszka Krakowiak-Kondracka
Stron: 293
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Agnieszka Krakowiak-Kondracka to polska pisarka, scenarzystka ,,Na dobre i na złe". Jej debiutancka powieść ,,Jajko z niespodzianką" została uznana za ,,Najlepszą książkę na wiosnę" przez portal granice.pl.

 Ewa i Marek to typowe bogate małżeństwo. Stać ich na wakacje i urlopy w środku roku, ogrodnika, sprzątaczkę i prywatną szkołę dla dziecka. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Zostają bankrutami. Ewa musi podjąć pracę. Czy ich związek ma szansę przetrwać tę burzę?

 Gdy wszyscy czytali i polecali ,,Jajko z niespodzianką" ja mogłam tylko patrzeć i podziwiać. Ciężko mi było ją zdobyć. Ucieszyłam się przypadł mi zaszczyt zrecenzowania przedpremierowo tego dzieła.

 W obyczajówkach cenię sobie fakt, że odpowiadają o zwykłym życiu, nie są takie przekombinowane i nie kierują się w stronę baśni. Nie ubarwiają i niosą ze sobą jakieś wartości dla szarego czytelnika. Właśnie to wszystko znalazłam w tej książce. To niezwykle mądra opowieść o tym co powinno być dla nas w życiu najważniejsze. Z pewnością nie są to pieniądze o czym bardzo powoli i z pewnymi oporami przekonuje się rodzina Dragonów. Bohaterowie uczą nas, że szczęście nie jest zarezerwowane tylko dla bogaczy lecz dla każdego człowieka. Prawdziwą mądrością jest to wszystko dostrzec.

Bohaterowie nie są z pewnością płytcy czy papierowi. Mają wady i zalety. Jak każdy z nas. Szczególnie Ewa przypadła mi do gustu. Twarda z niej babka.

Wiele tutaj humoru, tego ,,pazura" i optymizmu obiecywanego nam od razu na okładce. Polecam, to słodko-gorzka opowieść o prawdziwym życiu i umiejętności trzymania się razem w trudnych sytuacjach. Obyczajówka na piątkę z plusem.
Ocena:5+/6
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
Zapraszam do klikania w baner reklamowy w prawym górnym rogu :)

13 sie 2015

Niedobra miłość, parszywa miłość

Tytuł: 309.Niedobra miłość
Autor: Jonathan Kellerman
Stron: 559
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Dziewczynka. Przejmujące i wystraszone oczy. Usta przyciśnięte przez dłonie z pewnością należące do dorosłego mężczyzny. Miałam możliwość zrecenzowania kilku książek. Ta okładka sprawiła, że wybrany został ten thriller.

Psycholog Alex Delaware często dostaje jakieś anonimy i pogróżki. Współpracuje z policją. Kaseta, na której dziecko powtarza słowa ,,niedobra miłość" bardzo go niepokoi. Tym bardziej, że uczestnicy konferencji, której tematem była właśnie ,,niedobra miłość" giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy Alex jest następny? 

Tak to już jest, że gdy czytam o dziecięcej krzywdzie książka działa na mnie i moje emocje dużo bardziej. Najmłodsi są jeszcze niewinni, nieskażeni problemami naszego świata. Ich można skrzywdzić najdotkliwiej. Ten thriller jest mroczny. Wywołał u mnie naprawdę wiele emocji. Wyobraźcie sobie klimat dawnych domów poprawczych, psychologów próbujących manipulować małymi dziećmi i ludzi z zaburzeniami psychicznymi. To musi zadziałać na wyobraźnię. Mnóstwo niepokoju wyziera z tej książki. Jednocześnie to właśnie ten fakt sprawia, że czytało się tak szybko i z takim przejęciem. 

Jest tu wiele dialogów, więc sto stron na jedno posiedzenie to absolutne minimum. Aby nie było zbyt ciężko autor wplótł w fabułę trochę przeżyć z życia głównego bohatera. Było lżej, a jednocześnie bardzo wesoło. Mogłam się trochę pośmiać. 

Wszystkim fanom szybkiej i wciągającej akcji mocno ten thriller polecam. Nie będziecie zawiedzeni. Zakończenie dawno mnie tak nie zaskoczyło. Kompletnie nie spodziewałam się, że te osoby mają coś wspólnego z jakąkolwiek zbrodnią. Thriller mocno działa na naszą psychikę, podobno autor jest w tym mistrzem. Będę miała jego dzieła na uwadze.
Ocena:5/6
Została wydana już parę lat temu. Premiera wznowienia ma miejsce dzisiaj 12 sierpnia.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins

11 sie 2015

Pomysł na dziś #38

Miała być dzisiaj recenzja, ale kompletnie się nie wyrobiłam. Weekend upłynął mi pod znakiem wesele. Zapowiadało się beznadziejnie. Wybawiłam się tak, że dopiero w poniedziałek koło 12 wróciłam do świata żywych.  Trochę dziwne było to, że jedna rodzina bawiła się cały czas, a druga siedziała za stołem i obgadywała. Kto by się nimi przejmował. W ten weekend kolejna impreza, a za tydzień następne wesele. Później na szczęście do września spokój.

Zainwestowałam w swoje pierwsze hybrydy do robienia samemu w domu. Muszę przyznać, że zabawa jest przednia, a lakiery piękne. Skusiłam się na Semilac. Mam praktycznie identyczny jak na tym zdjęciu neonowy róż. Cudownie się prezentuje na opalonej skórze i trzyma dłużej niż zwykłe lakiery. Już nie muszę codziennie malować żeby obudzić się ze zdartym i nieestetycznym lakierem.












Włosowy wodospad. Coś pięknego. Umie ktoś coś takiego upleść? Ja zatrudniłam swoją kuzynkę, mamę, ciocię i siebie. Niestety się nie udało.









 Gdy czytałam na różnych stronach o Chodakowskiej odebrałam ją jako wyjątkowo niemiłą prowadzącą. Zaczęłam z nią ćwiczyć i przepadałam. potrafi zmotywować do działania i chociaż czasami mam wrażenie, że umieram ona zmusza mnie do dalszego wysiłku.Ćwiczycie z nią? 

Lato w końcu przypomina lato, a ja powoli mam dość upałów. Właściwie nie wiadomo czego się napić. Szukałam jakiegoś kąpieliska gdzie można by się ochłodzić. Wszystkie pozamykane z powodu bakterii. Najsmutniejsze jest dla mnie jednak to, że gdy skończą się te upały pewnie zacznie się jesień. Przynajmniej klimat do czytania będzie. Ja lecę do czytania książki, której recenzja już jutro. Będzie thriller, który trzyma w napięciu. Zapraszam :)

10 sie 2015

Wielka miłość Stanisława Augusta Poniatowskiego

Tytuł: Kochanek carycy
Autor: Piotr Owcarz
Stron: 382
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Piotr Owcarz to polski autor książek historycznych, scenarzysta i producent filmowy. ,,Kochanek carycy" to jego piąta i najnowsza powieść.

Nie wiem jak to się dzieje, że chociaż historię lubię ogromnie to mało można u mnie spotkać książek stricte z tej dziedziny. Jakoś giną w natłoku wszystkich nowości i zapowiedzi.

O romansie Stanisława Augusta Poniatowskiego i Katarzyny słyszałam w gimnazjum. Takie historyczne smaczki zawsze lepiej zapadają w pamięć, więc  cieszę się, że na tej namiętności została oparta cała fabuła. Okazuje się, że ostatni król Polski był niezwykłym hulaką i bawidamkiem, miał liczne miłości i kochanki. Jego losy śledziłam z zapartym tchem, a momentami nawet wypiekami na twarzy. Pełno tutaj intryg, a sensacja goni sensację.

Rozumiem, że niektóre wydarzenia zostały po prostu wymyślone przez autora, ale i tak sądzę, że to niezły sposób na poznanie historii. Jedna osoba przez pryzmat tych pikantnych szczegółów z życia króla zapamięta jakąś ważną wiadomość, a druga zacznie bardziej interesować się losami bohaterów z kart opowieści. Mogłam sobie później z ciekawością szukać losów Stanisława i Katarzyny. Sprawdzać, które z wydarzeń były prawdziwe.

Cieszę się, że spotkałam na swojej czytelniczej drodze tę książkę. Spędziłam z nią naprawdę pasjonujące chwile. Nigdy nie myślałam, że przeczytam książkę o tym słabym i niechlubnym królu Polski. To nielubiana przeze mnie postać i ta książka tego nie zmieniła. Trzeba jednak przyznać, że nasz Staś miał ciekawe życie, a pan Owcarz podał nam je jak najsmakowitszy kąsek.
Ocena:5/6
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bellona

8 sie 2015

Czy czujesz się szczęśliwym człowiekiem?

Tytuł: 307.Widok z nieba
Autor: Clara Sanchez
Stron: 300
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Tak to już jest, że często książki, które otrzymały jakieś nagrody zupełnie na nie nie zasługują. Czytelnik zastanawia się co skłoniło jury do takiej, a nie innej decyzji. Jak jest z tą książką?

 ,,Widok z nieba" Clary Sanchez autorki ,,Skradzionej" otrzymał nagrodę Premio Planeta 2013.

 Patricia ma idealne życie. Jest piękna, pracuje jako modelka, dobrze zarabia, ma przystojnego męża. Pewnego dnia, lecąc samolotem spotyka Vivianę, kobietę, która doznaje wizji, że ktoś czyha na życie pięknej dziewczyny. Rzeczywiście wiele rzeczy za tym przemawia.

Kolejna książka literatury hiszpańskiej. Tym razem współczesna akcja i tematy. Co do tematu nagród przyznawanych książkom to jednak uważam, że ta pozycja nie jest zła, ale ja takiego wyróżnienia bym jej nie przyznała. Na początku była zakręcona, właściwie do końca nie wiadomo jak ta historia będzie się dalej rozwijać. Autorka pisze w taki sposób, że nic nie jest podane na tacy i to akurat jej atut, nie jest przewidywalna. Podczas czytania zastanawiałam się czy dalej potoczy się w kierunku romansu, powieści obyczajowej czy kryminału.

 Koniec końców to opowieść o poszukiwaniu szczęścia. Często jest tak, że do wielu sytuacji jeszcze nie dorośliśmy, myślimy, że jest idealnie. Jeden wypadek, a świat wali się w gruzy, a my przeglądamy na oczy. Wbrew pozorom to naprawdę mądra książka. Zabrakło mi czegoś w wykonaniu. Tej lekkości i zrozumienia dla bohaterów. Trochę więcej emocji żebym mogła ich polubić, nie traktować z całkowitą obojętnością. Można by to wszystko trochę ładniej ubrać w słowa. Wtedy oprócz wielu mądrości i rad przekazywanych czytelnikowi mógłby on poczuć prawdziwe emocje i więź z Patricią. Przecież każdy z nas jest trochę do niej podobny. Książka lepiej spełniłaby swoją rolę.

Bohaterkę da się lubić. Umie walczyć o swoje i chwała jej za to. Dobrym posunięciem było przeniesienie tej mądrej i zmuszającej do refleksji książki w świat modelek. Rzadko mogę czytać o tym zawodzie, zwłaszcza w takim kontekście.

 Podsumowując, dobrze się tu zapowiadało, ale okazało się gorzej. Książka jednak do przeczytania, godna polecenia.
Ocena:4/6
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak
Zapraszam do klikania w baner w prawym górnym rogu :)

6 sie 2015

Idylla zniszczona przez piekło

Tytuł: 306.Dom przy alei Rothschildów
Autor: Stefanie Zweig
Stron: 269
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Ta książka trochę poleżała na mojej półce. Naczytałam się jej negatywnych opinii i bałam się, że ze mną będzie tak samo. Jakie szczęście, że lubię takie książki i się na nią zdecydowałam. 

Stefanie Zweig to niemiecka pisarka żydowskiego pochodzenia. Spod jej pióra wyszło wiele powieści, a ekranizacja jednej z nich otrzymała Oscara.

 ,,Dom przy alei Rothschildów" to saga rodzinna opowiadająca o rodzinie Sternberg'ów. Betsy i Johann, młode małżeństwo w 1900 roku wprowadza się do bogatego domu przy alei Rothschildów 9. Mają już syna, wszystko dobrze się zapowiada. Do czasu gdy idyllę przerwie wojna. 

Nastrojowa, melancholijna opowieść. Pół książki to właściwie opowieść o zwykłym rodzinnym życiu. Dla wielu osób to właśnie była przeszkoda nie do przejścia. Dla mnie wprost przeciwnie. Opisy domowych czynności, wypadków, które zawsze zdarzają się przy gromadce dzieci, ich posiłki i sprzeczki. Zmieniające się jak w kalejdoskopie pory roku, piękne opisy miasta i przyrody. Na mnie wszystko to działało niezwykle kojąco. Za oknem była wtedy akurat zimniejsza pogoda, chora leżałam w łóżku. Właściwie czasami lubię taki klimat i na jesienne wieczory bym tę książkę poleciła. 

Druga część to gwałtowne przerwanie tego małego raju na ziemi przez I wojnę światową. Na początku było spokojnie i dlatego dalsza część wywołała u mnie dużo emocji. Rzadka mogę czytać książki z perspektywy niemieckich rodzin, które przecież też wysyłały na front swoich synów. Do tego szerząca się powoli fala antysemityzmu. Jestem ogromnie ciekawa jakie losy spotkają dalej tę rodzinę. Ja wam polecam.
Ocena:5-/6
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy
Przypominam o klikaniu w baner reklamowy w prawym górnym rogu. Serdecznie dziękuję :)

Wyniki konkursu z Ekstraktem z kwiatu orchidei
Nagroda główna: a.dabrowska94@wp.pl
Wyróżnienia: ksiazki.mitchelli@gmail.com
thewordlofbook@gmail.com
Serdecznie gratuluję :)

4 sie 2015

Przez chwilę byłam w niebie


Tytuł:305. Po schodach do nieba
Autor: Betty J. Eadie
Stron: 221
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Nigdy nie czytałam książki o śmierci klinicznej i przeżyciach osoby, która przez chwilę była w niebie. Głęboko w to wierzę, ponieważ starsza pani z mojej rodziny, która już umierała ocknęła się ze słowami ,,widziałam piekło i niebo". Później wyzdrowiała. 

Coś z pewnością w tym musi być, ponieważ takich książek pojawia się coraz więcej. Miejmy nadzieję, że nie jest to tylko spowodowane sukcesem ,,Niebo istnieje naprawdę". 

Betty J. Eadie miała przejść operację jakich wiele. Nic nie wskazywało na jakieś komplikacje, a jednak poczuła jakby została wyrwana ze swojego ciała. Zobaczyła światło, które ją do siebie zapraszało. Była przez chwilę w niebie. 

Jest to cudowna, kojąca i niebiańska opowieść. Świadectwo kobiety, która po tym doświadczeniu całkowicie zmieniła swoje poglądy. Po prostu stała się innym człowiekiem. Ogromna wiara i miłość autorki do Boga aż bije z tych stron. Znalazłam tu wiele faktów, których podobno w niebie dowiedziała się Betty. Czy to rzeczywiście prawda? Ja wierzę i to kupuję. 

Książka została napisana niezwykle prostym językiem. Miło i szybko się ją czyta. Jest optymistyczna. Daje nam nadzieję, mówi, że nie należy bać się śmierci. To fakt, który dopadnie każdego z nas, a życie na ziemi to zaledwie przedsmak. Tutaj uczymy się, poznajemy prawdę o cierpieniu, wzrastamy duchowo.
Ocena:5-/6
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak


Przypominam o kolejnym konkursie
W baner reklamowy też śmiało klikajcie :)

2 sie 2015

Ostatnio obejrzane #17

,,Disco polo" w reżyserii Macieja Bochniaka. W obsadzie oprócz wielu młodych aktorów Tomasz Kot. Film, który wywołał w całej Polsce mnóstwo dyskusji, obrzucania się błotem i wyzwisk. Jak to w naszym kraju bywa. Zarówno w świecie realnym jak i internetowym. 

W moim przypadku ta muzyka jest często odtwarzana, nie wstydzę się jej i uważam, że jednak jakąś część naszej historii zajmuje. Dawniej była popularna, teraz znów wchodzi na salony. To chyba nic złego. W innych krajach szczycą się rodzimą muzyką, promują ją, a w Polsce wprost przeciwnie. 

Film obejrzałam z czystej ciekawości, chciałam zobaczyć o co tyle szumu. Pierwsza refleksja, która pojawiła się jeszcze w trakcie oglądania to ,,Ale o co chodzi?". Disco polo, golfiści, którzy próbują zabić głównego bohatera, cofnięcia w czasie, kowboje. Nie wiem jak wy go oceniacie, ale dla mnie nic się nie trzymało kupy. Ścieżka dźwiękowa mi się spodobała, polskie klasyki, ale nic ponadto. Może go nie zrozumiałam, w ogóle się nie ubawiłam. Może raz się delikatnie uśmiechnęłam. Trochę zapożyczeń z innych filmów, ale topornie wykonane. Po prostu mnie znudził? A wy co sądzicie? Jaki jest wasz stosunek do takiej muzyki?

Tych, którzy przegapili zapraszam na ostatnią recenzję książki ,,Złote kolczyki"

Hiszpańska gorąca krew

Tytuł: Złote kolczyki
Autor: Belinda Alexander
Stron: 574
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Ostatnio można spotkać wiele książek gdzie historia w nierozerwalny sposób splata się z teraźniejszością. Dla mnie to dobrze, ponieważ ogromnie lubię takie książki. 

Autorka napisała już pięć powieści m.in. ,,Toskańską różę”. Często podróżuje, a swoje doświadczenia wpisuje na karty opowieści. 

Paloma Batton to wnuczka hiszpańskich uchodźców, córka jednej z najwybitniejszych baletnic. Sama też chce się dostać do Opery Paryskiej. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie spotyka ducha, która wręcza jej złote kolczyki. Co symbolizują? Jakie tajemnice skrywa jej rodzina? Kim jest la Rusa, tancerka flamenco? 

To ognista opowieść o tańcu, pasji i pożądaniu. Do tego rodzinne tajemnice, zdrady, sekrety i intrygi. Naprawdę nie spodziewałam się, że książka okaże się tak dobra. To kawał konkretnej literatury. Muszę pochwalić autorkę za jej styl, przyjemnie się to czyta, można się delektować jej słowami. Na tyle, że delikatnie przypominała mi ona Isabel Allende. To ogromne wyróżnienie i mam nadzieję, że o Belindzie Alexandrze też kiedyś będzie tak głośno. 

Jest to opowieść o bogatej rodzinie mieszkającej w Hiszpanii u progu wojny domowej. Przeniosłam się w okrutne czasy, gdzie nikomu nie wolno było zaufać. Nie czytałam jeszcze żadnej książki z akcją obsadzoną w tamtym czasie i miejscu, więc byłam bardzo zaciekawiona. Dobrze, że autorka rozbudowała i dopracowała tło historyczne. Oprócz rodzinnych zdrad i namiętności obserwujemy losy dwóch kobiet z Paryża XX wieku. Wnuczkę i jej babkę, które wspólnie obywają bolesną podróż w przeszłość. 

Mnóstwo tu magii, która aż kipi z kartek. Autorka niezwykle barwnie opisała ognisty taniec jakim jest flamenco. Na tyle, że zostałam zafascynowana, oglądałam filmiki, chciałam poczuć tego demona rządzącego tancerką. Rzeczywiście tkwi w nim jakaś ogromna siła. Naprawdę wam polecam. Z pewnością ta historia, w której rządzi magia i gorąca hiszpańska krew zajmie godne miejsce w mojej biblioteczce.


Ocena:5+/6
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Albatros

1 sie 2015

Ludzie jak samotne wyspy (recenzja przedpremierowa)

Tytuł: 303.Wyspa
Autor: Joanna Miszczuk
Stron: 432
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2015
Moje zdanie: Czytałam już jedną książkę tej autorki. Wtedy mimo tego, że wypożyczyłam część ze środka trylogii bardzo mi się podobało. Jak było tym razem?

 Joanna Miszczuk mieszka wraz z córką i pracuje w Berlinie. Wiele razy się przeprowadzała. To silna kobieta tak jak jej bohaterki. Maxime Dupont, mieszkająca we Francji ciastkarka wiele w swoim życiu przeszła. Straciła ukochane osoby, doznała wielu krzywd. Prowadzi ona podwójne życie i w wyniku splotu wydarzeń trafia na wyspę Lumię. Miejsce to jest ukryte przed resztą świata, a jej mieszkańcy prowadzą życie równoległe do naszego. 

Gdy zaczęłam czytać książkę byłam bardzo ciekawa jak autorka poradziła sobie tym razem. Pisze na tym samym czy lepszym poziomie? Ta książka udowodniła mi, że jej pięć minut właśnie nadchodzi. Może właśnie za sprawą tego dzieła? Po raz kolejny splotła wydarzenia z przeszłości i czasów nam współczesnych. Doskonale odnajduje się w obu realiach. Pisze z przekonaniem i potrafi przenieść czytelnika do swojej opowieści. 

Polubiłam Maxime i dlatego byłam wiele razy wzruszona jej losem i zastanawiałam się czym jeszcze doświadczy ją autorka. To ciekawa postać, pełna sprzeczności, nie jest czarno-biała. Jednocześnie jest silną wojowniczką, poznała swoją wartość. Wątek z wyspą Lumią przeniósł mnie w świat przodków i również był bardzo ciekawy. Wszystko jest na tyle prawdopodobnie opisane, że zastanawiałam się nad istnieniem takiego miejsca. Czas tam się zatrzymał, ludzie żyją w utopii. Oprócz intrygującej i ciekawie napisanej historii książka prowadzi do wielu refleksji. Autorka w mądry i dojrzały sposób przedstawia nam nasz świat.

 Wyspa Lumia to tylko symbol. Kontrastuje z naszym życiem pełnym bólu, przemocy i okrucieństwa. Pokazuje, że w kobietach drzemie ogromna siła, o której nawet nie wiedzą.

Ta książka to wstrząsająca i ciekawa opowieść, jednocześnie pełna okrucieństwa, a jakby utkana ze słów delikatnych jak pajęcza sieć. Alegoryczna opowieść o ludziach-samotnych wyspach, niedostępnych, niepotrafiących zaufać, naznaczonych piętnem okrucieństwa drugiego człowieka.
Ocena: 6/6
Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka
Fragment tej recenzji pojawi się w książce.
Premiera 11 sierpnia :)
Miała być recenzja codziennie, miała. Tymczasem Chabrowa walczy z jakimś paskudnym uczuleniem. Trzymajcie za mnie kciuki
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka