Znajdziesz mnie tutaj

Stosik #48

Co czytać?
W końcu odnalazłam patent na to jak mają wyglądać moje stosiki. Przede wszystkim nie za pokaźne - tak abym pokazywała wam to co rzeczywiście będę w przyszłości czytać. Dwie czy trzy książki to jeszcze liczba gdzie nic nie zamieniam w kolejności. Dalej różnie to bywa.

1.Małe wielkie rzeczy  Niezwykle mądra historia, zmuszająca do refleksji na temat rasizmu. Kontrowersyjna i przewrotna. Jodi Picoult na wysokim poziomie. Tutaj możecie przeczytać moją recenzję

2. Córka wiatrów  Jak się pewnie domyśliliście to właśnie ją zawierało cudne etui na książki. Magdalena Kordel to jedna z moich ulubionych polskich autorek. Pisze ciepłe i optymistyczne historie. Tutaj podobno pokazuje się z całkowicie innej strony - to opowieść tocząca się całkowicie w przeszłości.

3.Lirogon Cecelia Ahern. Polubiłam ją za sprawą powieści P.S. Kocham Cię. Wylałam wtedy morze łez podczas czytania. Później zachwycałam się jeszcze wiele razy. Ostatnio jednak zauważyłam u niej duży spadek formy, co nowsza powieść to jakoś słabiej, bez polotu, nijako. Mam nadzieję, że tutaj odczaruje te niepowodzenia i z powrotem pokaże, że potrafi pisać.
Co was najmocniej zaciekawiło? Jakąś może już znacie? Podzielcie się wrażeniami.
Czytaj dalej...

Niespodzianka od Wydawnictwa Znak :)

Wydawnictwo Znak
Otwieram paczkę od tu śliczne etui na książkę z jeszcze lepszą zawartością. W niebieskim kolorze, a więc nie mogłoby już być lepiej. Zawsze o czymś takim marzyłam, w podróży często książki mi się niszczyły. Zwłaszcza w torebce podczas zjazdu na studiach. Odstraszała mnie niestety tylko cena. Teraz mam takie solidne i piękne etui na własność. Z pewnością będzie wykorzystywane każdego dnia.

Przyznam, że tą paczką wydawnictwo poprawiło mi humor na wiele, wiele dni. Praktycznie każdy w rodzinie mógł ją już popodziwiać. Niektórzy nie podzielają mojego zachwytu, zupełnie mnie nie rozumieją. Tylko synuś od razu zajął się rozplątywaniem kokardki. Mu się podoba. 

Wykonanie tych zdjęć zajęło mi chyba pół dnia. Większość czasu ganiałam się z dzieckiem po pokoju na czworaka. Zaintrygowany pstrykaniem zdjęć chciał robić to samo co ja.

Świetna akcja, to mój prezent na Dzień Mamy i Dziecka też. Czuję się ogromnie rozpieszczona. Dziękuję <3
Ciekawi jaka była zawartość? Zgadujcie. A może już wiecie?
Czytaj dalej...

Cykliczny konkurs u Chabrowej


Chyba się ze mną zgodzicie, że Moje-ukochane-czytadełka potrzebują reanimacji. Czasy kiedy było tutaj mnóstwo czytelników i komentarzy pod każdym postem minęły po nieregularnym pisaniu po porodzie. Chciałabym żeby to wszystko wróciło. 

Pierwszym krokiem do reanimacji bloga jest zmiana wyglądu. Znów jest brzoskwiniowy kolor, trochę inny układ i czcionka. Mam nadzieję, że wam się podoba. Gdybyście mieli jakieś zastrzeżenia to piszcie.
Drugim krokiem ma być optymalizacja postów pod kątem SEO. Kreatywa w jednym z ostatnich postów uświadomiła mi jakie to ważne. Nie wygląda też na takie trudne.

Trzeci krok będzie chyba najprzyjemniejszy dla was. Postanowiłam, że raz w miesiącu będziecie mogli u mnie wygrać jedną z dwóch lub więcej książek. Mam nadzieję, że zadanie konkursowe nie jest trudne.

1. Organizatorem cyklicznego i comiesięcznego konkursu jest Chabrowa ( Klaudia Kasznicka), właścicielka bloga www.moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
2. Warunkiem przystąpienia do konkursu jest dodanie bloga do Obserwowanych, podanie adresu mailowego w komentarzu poniżej, napisanie którą książkę wybieracie oraz
udzielanie się. Oceniana będzie wasza aktywność. Chodzi mi o regularne komentowanie ukazujących się postów. Mam nadzieję, że będziecie mnie dzięki temu regularnie odwiedzać.
3.Jeśli będzie jakikolwiek odzew na kolejną odsłonę tego konkursu możecie liczyć za miesiąc, wtedy też opublikuję wyniki, a inny konkurs być może pojawi się jeszcze w tym miesiącu. Chcę w końcu was wynagrodzić za te wszystkie spędzone ze mną lata. Okazuje się, że niedawno minęło 5 :)
4.Do wygrana jest egzemplarz książki ,,Małe rzeczy" Jodi Picoult lub ,,Japoński kochanek" Isabell Allende do wyboru.
5.Konkurs trwa od 18.05 do 18.06.2017
6.Konkurs wyłącznie dla pełnoletnich
7.Koszty wysyłki na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pokrywam ja.
8. Zgłoszenie w rozdaniu jest równoważne z akceptacją warunków rozdania i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych.
Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.E-mail:
3.Wybieram:
A dalej według waszego uznania ślady działalności i aktywności na blogu. Jeśli będziecie aktywni to z pewnością to zauważę. Miło widziane udostępnienia tego posta czy blogowego facebook'a. Pełna dowolność.

P.S. Napiszcie czy taka forma konkursu jest dla was odpowiednia, czy podoba wam się odmieniony wygląd bloga?
Czytaj dalej...

Królowie Bourbona J.R. Ward

Pieniądze, alkohol, namiętności i tajemnice


Bradfordowie to niezwykle bogata rodzina trudniąca się produkcją bourbona. Świat bogaczy i służby nie powinien mieć ze sobą nic wspólnego. A jednak gdy ogrodniczka Lizzie zakochuje się w przystojnym Tulane Bradfordzie wszystko ma szansę się zmienić. Pytanie tylko czy na lepsze. Zwłaszcza, że w rezydencji jest pewna tajemnica, która tyka jak bomba i wraz ze swoim wybuchem na szansę ponieść ich wszystkich na dno. Wszelkie rodzinne konflikty i niesnaski tylko się zwiększą.

Wydawnictwo Marginesy


Już zdążyłam zauważyć, że wydają oni książki po prostu w moim guście, a więc fakt, że i tym razem mi się spodoba był tylko formalnością. Okładka utrzymana w żółto-bursztynowym tonie przywodzi na myśl przepych, bogactwo i bourbona. Idealnie pasuje do klimatu wszechobecnego w powieści.

Plastyczny język


Nie sądziłam, że już od pierwszych zdań będę się tak zachwycać i zostanę oczarowana warsztatem literackim autorki. Pisze niezwykle barwnie, działa na naszą wyobraźnię. Maluje przed naszymi oczami obraz niezwykle bogatej i luksusowej rezydencji będącej w posiadaniu największej w kraju produkcji ekskluzywnego bourbona. Snuje przed nami namiętną, rozgrzaną i uderzającą do głowy jak najlepszy trunek wizję. Zarówno opisy scen erotycznych jak jak i krajobrazów są niezwykle sugestywne i rozpalające zmysły, a przy tym delikatne i subtelne. Można się w tej powieści rzeczywiście rozsmakować i zatracić.

Rodzinne intrygi


Romanse, zdrady, porwania, wielkie kłamstwa i miłości doprawione szczyptą arogancji każdego z bohaterów tej powieści. W tym świecie niewyobrażalnych dla zwykłego człowieka, wręcz obrzydliwych i nieprzyzwoitych ilości pieniędzy praktycznie wszystko jest możliwe. To po prostu niezwykle ciekawa historia rodziny do granic możliwości zdeprawowanej i wynaturzonej. Liczy się tylko chęć zbicia jak największego majątku i władzy. Po trupach do celu aby realizować tylko swoje marzenia i przyjemności, a czytelnikowi zapewnić lekturę od której nie sposób się oderwać.


Wielowątkowość


Niektórzy zarzucają autorce, że wprowadziła do powieści za wiele wątków. Ja nie traktuję tego jako minus. Lubię historie gdzie śledzę losy większej liczby osób. A jeśli całość jest zrozumiała i nie zagmatwana jak w tym przypadku to ta wielowątkowość zupełnie nie przeszkadza w odbiorze i czytaniu.

Podsumowując


To pasjonująca historia o nieprzyzwoicie bogatej rodzinie ze znakomitym i rozpalającym zmysły, a jednak nie wysuwającym się na pierwszy plan wątkiem miłosnym i zakończeniem przez które kolejny tom chce się przeczytać jak najszybciej.
Tytuł: 319.Królowie Bourbona
Autor: J.R. Ward
Stron: 501
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2017

P.S. Poszalałam z wyglądem bloga. Jak wrażenia?
Czytaj dalej...

Bullet Journal po pół roku używania

Jak planować czas? Co zamiast kalendarza?

Bullet Journal po pół roku używania



Gdy pół roku temu opublikowałam post, w którym pisałam o Bullet Journal wiele osób było sceptycznie nastawionych. Zastanawialiście się czy na dłuższą metę będę go prowadzić.
Melduję wam, że prowadzę, zapisałam już pół zeszytu i mogę śmiało stwierdzić, że bez niego połowa postów w tym roku by się nie pojawiła.


Czym jest?

Dla niewtajemniczonych Bullet Journal to planner, który od podstaw rysujemy i rozpisujemy samodzielnie. Panuje tu pełna dowolność, to ty decydujesz co chcesz w nim mieć. Dla mnie to ogromny plus. Po pół roku znacznie zmodyfikowałam swoje BuJo. Całkowicie odeszłam od prezentowanych stron jakie możemy znaleźć na facebookowej grupie. Przede wszystkim do jego prowadzenia używam wyłącznie długopisu, ewentualnie cienkopisów. Żadnych ozdobnych taśm czy naklejek i tysiąca kredek. Takie dekorowanie jest po prostu nie dla mnie. Nie ma u mnie rysowanych od linijki tabelek czy pięknych obrazków. Tylko i wyłącznie moje odręczne bazgroły. Obserwator zobaczy w nim bałagan i brudnopis, na tyle, że nie pokażę zdjęcia wnętrza. To moje centrum dowodzenia życiowego, studenckiego i blogowego.


Jak wygląda mój Bullet Journal?

Dodałam nowe listy z pomysłami na kolejne posty na bloga. Zeszyt noszę ze sobą cały dzień, a więc na bieżąco zapisuję co mi tylko przychodzi do głowy. Kiedyś zebrałam się w sobie i spisałam też moje wszystkie kosmetyki co znacznie ułatwia mi zużywanie na bieżąco, do tego lista tego co chcę sobie kupić. Nie mogło zabraknąć spisanych premier książkowych.

Zupełnie zmieniłam rozkład tygodniówek. Każdy tydzień to najważniejsze zadania rozpisane na pół strony, kolejne półtorej strony to rozpisane dni, weekend razem ponieważ wtedy jest mniej zadań do wykonania. Przynajmniej u mnie. Do tego jeszcze tylko lista zakupowa na dany miesiąc. I już. Tylko tyle i aż tyle.

Dzięki temu już nie zapominam o witaminach swoich czy dziecka, a posty na blogu pojawiają się w miarę regularnie. Z pewnością BuJo będę prowadzić dalej, już poszukuję jakiegoś ładnego koniecznie grubego zeszytu. Mogę wam tylko polecić taką metodę prowadzenia kalendarza, plannera i notatnika w jednym. Polecam poszukać facebookowej grupy Bullet Journal ( mogę zainteresowanym podesłać linka w komentarzu), tam znajdziecie więcej szczegółów dotyczących prowadzenia BuJo.
Gdybym miała oceniać to zdecydowanie byłoby to 6/6 i mój ulubieniec tego roku :)
Czytaj dalej...

318.Caraval


Caraval

Wszystko co wydaje się rzeczywistością jest tylko grą. Jest ona organizowana raz do roku przez mistrza ceremonii - niezwykle tajemniczego Legendę. Nagroda to spełnienie jednego dowolnego życzenia. Scarlett i Tella upatrują w niej szansę na wyrwanie się ze szponów despotycznego ojca, który właśnie zaaranżował małżeństwo jednej z nich. Szybko okazuje się też, że stawką w grze jest życie sióstr. 


Iluzja

Stephanie Garber wprowadza nas do niezwykle magicznego i nieprzewidywalnego świata gdzie wszystko jest możliwe. Jest on ogromnie niebezpieczny ponieważ mąci zmysły, sprawia, że nie potrafimy oddzielić rzeczywistości od fikcji i obłudy. Tutaj wszystko zaczynając od zadań do wykonania aż po miłość może okazać się tyko makabryczną i perwersyjną grą. Podoba mi się sposób w jaki został wykreowany ten świat, fakt, że jeszcze nigdy w literaturze się z podobnym pomysłem nie spotkałam. Podobno producenci Niezgodnej też się już nim zainteresowali i mają w planach adaptację filmową. Z chęcią obejrzę ponieważ Caraval to prawdziwa uczta dla wyobraźni. Ten świat to mnogość kolorów i faktur, piękne i wyszukane stroje. Mieszanie się smaków i zapachów. Czy to tylko gra?


Wciągająca historia

Książkę szybko i łatwo się czyta. Autorka używa prostych słów, nic nie udziwnia, ani nie utrudnia. Świat Caravalu i rządzące nim prawa są przedstawione tak aby w każdym momencie lektury były dla nas zrozumiałe, a jednocześnie zostawiały miejsce na niespodzianki i zaskoczenie.


Wątek miłosny

Autorka pokusiła się również o romantyczną intrygę. Muszę jednak przyznać, że chociaż jest ciekawa i rozbudowana to jednak zabrakło mi w niej jeszcze większej dawki emocji. Tyle aby serce zaczęło szybciej bić, a na policzkach pojawiły się wypieki.


Podsumowując

To dobre czytadło na kilka długich wieczorów. Lekkie, z ciekawie wykreowanym światem, nieprzewidywalne i wciągające ale jednak tylko czytadło. Można przy niej miło spędzić czas. Dla młodzieży i wszystkich innych mających ochotę na uczestnictwo w magicznej grze Caraval.
Ocena:3+/6
Tytuł: 318.Caraval
Autor: Stephanie Garber
Stron: 414
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Ogromnie dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz tej powieści.
Czytaj dalej...

Podsumowanie kwietnia

Kwiecień już za nami, mam ogromną nadzieję, że razem  z majem przybędzie do nas ładna pogoda. Ogromnie brakuje mi słońca i ciepła, ciężko utrzymać dobry humor gdy za oknem ciągle pada deszcz. W kwietniu było u mnie pod względem czytelniczym tak sobie. Święta, mnóstwo przygotowań raczej nie sprzyjały wylegiwaniu się z lekturą. Długi majowy weekend przez tę pogodę już bardziej. Przeczytałam tylko lub aż 3 książki. 

1.Właściwie wczoraj skończyłam Małe wielkie rzeczy Jodi Picoult. Jeszcze nie ukazała się moja recenzja tej powieści na Czytamwszędzie, podrzucę wam później link. Myślę jednak, że to lektura do przeczytania dla każdego. Znów mądra, zmuszająca do refleksji, historia o tym czym jest współcześnie rasizm. Trudno przejść obok niej obojętnie i bez emocji. Zdecydowanie najlepsza książka tego miesiąca, 6/6

2.Dalej The Call. Wezwanie. Ciekawa fantastyka dla młodzieży  z którą bardzo miło spędziłam czas. Mroczna - jak już pisałam zasiała we mnie ziarno niepokoju. Szybko się ją czytało, wciągająca. Nie myślałam, że będzie tak dobrze. 5+/6

3.Na końcu plasuje się Azyl Diane Ackerman. Chyba dlatego, że jednak opis trochę nie zgadza się z zawartością i liczyłam na całkowicie co innego. A do tego z małą ilością dialogów, jednym ciągiem, czytało mi się dość ciężko, trudno było mi się skupić na lekturze. 3+/6
 U góry na zdjęciu Caraval i Królowie Bourbona. To takie moje założenie na maj. Pewnie wpadnie coś jeszcze - pokażę wam w stosiku.
Czytaj dalej...

Stosik #47

Książkowe stosiki to coś co najbardziej lubię oglądać na waszych blogach, a jednak ostatnio mało pojawiają się u mnie. Czas to nadrobić, ponieważ zbliża się majówka, z pewnością będzie więcej czytane. Do tego dostałam od męża cudowne kolorowe róże. Aż żal ich nie obfotografować ze wszystkich stron.
Dzisiejszy stosik to taki misz-masz. Trochę lektur które już dawno za mną. Dwie które pewnie będą umilać mi czas na początku maja. Tradycyjnie jeśli recenzja już się pojawiła po kliknięciu w tytuł zostaniecie do niej odesłani.
1.The Call. Wezwanie.  Zapowiadała się na taką typową młodzieżówkę, a sprawiła, że bałam się w nocy wyjść do łazienki. Dużo mi nie potrzeba żeby się wystraszyć, a tutaj autor wyjątkowo sugestywnie i barwnie opisuje te wszystkie okropności dokonywane na ludziach przez elfy. Ludzie-pająki czy konie. Coś przerażającego. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu.
2.Azyl Książka nie jest zła. Myślę jednak, że opis jest trochę mylący. Sugeruje nam, że to powieść o ukrywaniu Żydów gdzie możemy znaleźć tam zaledwie kilka kartek. Świat zwierząt i ludzi, historia Jana i Antoniny Żabińskich - właśnie to możemy tutaj odnaleźć.
3.Dekalog księdza Jana Kaczkowskiego.  Coś co każdy bezwzględnie powinien przeczytać. Ten wierzący jak i nie. Mądra, śmieszna, zmuszająca do refleksji.
4.Chemik. Byłam ogromnie ciekawa co też słynna autorka Zmierzchu wymyśliła. Powieść szpiegowska? Chyba jednak trochę przesadziła. Za dużo tu szczegółów i opisów przez co początek jest rozwleczony. Dużo bym wyrzuciła. Od razu byłoby lepiej.
A teraz to co będę miała przyjemność czytać w najbliższym czasie. 
5.Caraval. Chłopak, który smakował jak północ. Jestem już po wstępie i muszę powiedzieć wam, że szybko się czyta. Jak na razie wciągająca.
6. Królowie Bourbona. Wszystko co wychodzi spod szyldu wydawnictwa Marginesy jest dobre więc o to się nie martwię. Najbardziej chyba, że będę miała za mało czasu żeby naprawdę się w niej rozsmakować.
Coś was zaciekawiło?

Czytaj dalej...

317.The Call. Wezwanie

 
Nastolatkowie. Ludzie, którzy żyją beztrosko. W większości decydują o nich rodzice, a więc sami nie znają jeszcze życia, jego bólu i trosk. W świecie wykreowanym przez Peadar'a O' Guilin'a zaledwie nikły odsetek z nich ma szansę na dożycie wieku dorosłego. Zupełnie niespodziewanie każdy z nich budzi się w przerażającej krainie. Bezwzględni Łowcy wyruszają za nimi w pościg. Jeśli przez cały dzień, podczas gdy u nas mijają zaledwie trzy minuty i cztery sekundy nie da się zabić może wrócić do domu. Co z Nessą, która cierpi na porażenie nóg? Nie może biegać, a jednak kiedyś z całą pewnością zostanie wezwana i będzie musiała przejść swoją próbę. 

Elfy. Współczesna literatura wykreowała je na urocze, magiczne stworzenia w kusych spódniczkach. Autor tej powieści dla nastolatków sięga do dawnych i zapomnianych legend i na ich kanwie osadza tę naprawdę mroczną, a przy tym przede wszystkim dobra powieść. Elfy z The Call. Wezwanie to bezwzględni mordercy, którzy mszczą się na całym ludzkim rodzie. To człowiek odebrał im szansę na podziwianie piękna świata i wepchnął ich do Szaroziemia - nieprzyjaznej i przejmująco smutnej krainy. Jeśli jednak przepowiednie się spełnią będą oni mieli szansę wrócić na ziemię. 

Makabra i mrok. Nie spodziewałam się, że powieść ta wywoła ciarki na mojej skórze. Jest mroczna i makabryczna. Wystarczy wyobrazić sobie, że lud Sidhe to tacy specyficzni rzeźbiarze. Najlepszym materiałem jest dla nich ludzkie ciało. Stworzyli ludzi na podobieństwo koni czy pająków, a autor nie szczędzi nam tutaj dokładnych opisów. Z tego powodu nie polecałabym tej powieści za młodym czytelnikom, a tylko tym o naprawdę mocnych nerwach. 

Wciągająca historia. Praktycznie od pierwszej strony coś się dzieje. Trafiamy do szkoły przetrwania gdzie nastolatkowie uczą się jak przetrwać w Szaroziemiu. Jednocześnie uczniowie walczą miedzy sobą, zakochują się i nienawidzą. Otrzymują nowe Wezwania, a w powietrzu czuć widmo nadciągającej katastrofy. Przez to po prostu nie da się nudzić podczas czytania.

Ciągły niepokój. Autor nie oszczędza bohaterów. Nie są to obdarzeni nadprzyrodzonymi mocami herosi którzy cało wyjdą z każdej opresji. Wielu z nich odniosło poważne i przerażające obrażenia. Nie możemy być pewni, że nasza główna postać - Nessa przetrwa. Podoba mi się pomysł, że został tu przedstawiony ktoś ułomny, zdecydowanie nie idealny, a przez to prawdziwy i szczery. Pytanie tylko czy da sobie radę? 

Podsumowując. Ostatnio czytam mało książek i cieszę się, że mogłam trafić właśnie na nią. To kawał porządnej antyutopii z dobrze wykreowanym światem. Powiewem grozy i niepokoju. Na tyle, że czytając ją w nocy wypatrywałam jakiś małych ludzików pod łóżkiem. Makabryczna i trzymająca w napięciu. 
Ocena: 5+/6
Tytuł: The Call. Wezwanie
Autor: Pedar O' Guilin
Stron: 318
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki tej książki.
Czytaj dalej...

Ulubione herbaty po które sięgam podczas czytania

Wielkanoc ( a właściwie patrząc na pogodę za oknem Boże Narodzenie) już za nami. Po raz pierwszy nie złożyłam wam życzeń. Wpadłam w szał pieczenia ciast, siekania sałatek i jakoś obudziłam się dopiero dzisiaj. Synek kompletnie nie dopuszcza mnie teraz do komputera. Żadna przeszkoda nie jest nie do pokonania odkąd nauczył się raczkować, a oczywiście kable są dla niego najciekawsze. Przez święta czytałam niezwykle pasjonującą i ciekawą książkę. Napiszę o niej w piątek. Chciałam dodać recenzję dzisiaj ale oczywiście nie zdążyłam nic nasmarować. 
Dzisiejszy post to absolutnie nie żadna zapchaj dziura. Odkąd zaczęłam celebrować każdą chwilę i wypicie ciepłej herbaty przy dziecku stało się małym sukcesem moja kolekcja napojów ogromnie się rozrosła. Na tyle, że jeśli was zaciekawię wystarczy mi na wiele, wiele takich postów. Kawy nie piję, nie odpowiada mi jej smak. Próbowałam się do niej przyzwyczaić ale jednak nie wyszło.
Po co ostatnio sięgam gdy mam chwilę na czytanie?
1.Tekanne Magic Apple. Typowa owocowa herbata, jabłko z cynamonem. Kupiłam już na święta ale coś mi w niej nie pasowało. Była jakaś za intensywna, za mocna. Okazało się, że wiele zyskuje jeśli pije się ją gorzką. Wtedy jest delikatniejsza, a jednocześnie można w niej wyczuć świeże kwaskowe jabłka z cynamonem. Przez to jednak, że nie mogę jej osłodzić raczej nie kupię ponownie.
2.3.Green Hills. Walentynowa róża, Wiosenne orzeźwienie. Do kupienia w Biedronce. Green Hills ma ostatnio ciekawą akcję. Co miesiąc wypuszczają oni limitowany smak herbaty. Na Walentynki była to oczywiście zielona z różą. Marcowa edycja to zielona z miętą i różnymi ziołami i kwiatami, między innymi nagietkiem. Zieloną herbatę lubię pijam zwykle wtedy gdy chcę się obudzić ( działa zdecydowanie lepiej niż kawa) oraz gdy wiem, że mam jeszcze dużo nauki. Walentynkowa róża jest zdecydowanie cięższa, bardziej aromatyczna, pyszna do wypicia na obudzenie umysłu wieczorem. Marcowe wiosenne orzeźwienie piję rano na pobudzenie. Pięknie pachnie miętą i rzeczywiście ożywia. Teraz koniecznie muszę kupić sobie kwietniową wersję. Podobno z truskawką i melonem. Jeśli was zaciekawiły to są dostępne cały czas w Biedronkach jeśli nie zostały u was wykupione. Ogólnie sądzę, że to świetna akcja promocyjna, niektórzy kupią pewnie przez sam fakt, że co miesiąc jest dostępny inny, limitowany smak.
4.Green Hills. Rozgrzej się. Figa, imbir, suszona śliwka, cynamon. Teraz nie będę kupować już kolejnego opakowania ale skuszę się jesienią lub zimą. Owocowa, dość ciężka, rozgrzewająca. Dobra w zarówno słodzona jak i nie. 
A wy? Lubicie herbaty? A może bardziej kawy? Znacie którąś z z tych? 
Jak celebrujecie chwile?  Jaki jest wasz ulubiony napój do książki?
Czytaj dalej...

3 książki na wiosnę

Tak to już jest, że jedne książki bardziej lub mniej pasują nam do konkretnego klimatu i panującej na dworze pogodzie. Niektóre świetnie czyta się pod kocem przy kubku gorącej herbaty, a inne w pierwszym ciepłym powiewie wiatru. Jakie książki polecam wam na tę wiosnę szczególnie? Z czym mi się kojarzą?
Polecam wam nie tylko tę książkę ale każdą jaka wyszła spod pióra mojej ukochanej autorki Lucy Maud Montgomery. Czytałam ją w podstawówce, w domku na dworze. Pamiętam jak razem z tatą najpierw budowaliśmy domek, który miał być tylko mój, miałam tam nawet paprotkę wiszącą na ścianie i okienko. Później mama zagrabiała podwórko, a ja dosłownie przepadłam w całej serii o rudowłosej Anii. Jestem pewna, że gdyby fragment tej książki nie pojawił się w moim szkolnym podręczniku, a ja nie wpadłabym najpierw na pierwszą część, a później resztę serii być może nie byłabym takim zagorzałym molem książkowym. To wtedy zaczęła się moja miłość i pasja do książek, która trwa do dziś. W tym domku całą wiosnę - bo tyle zajęło mi przeczytanie tej serii przeżywałam całe życie Anii, narodziny jej dzieci, ich perypetie. Chciałabym kiedyś przypomnieć sobie te książki jednak boję się, że wtedy magia zniknie.
Autorstwa Michelle Paver. To one wprowadziły mnie w świat magii i fantastyki, a jednocześnie znów ogromnie rozbudzały wyobraźnię. Autorka zabiera nas do Epoki kamienia łupanego. Śledzimy losy Toraka, który staje się bratem dla pewnego wilka. Bardzo mądre i pewnie przyjdzie kiedyś czas, że podrzucę je synkowi.
Jeśli jeszcze nie znacie powieści Pearl S. Buck to absolutnie kiedyś musicie to zmienić. To laureatka Nagrody Nobla, pisała głównie o Chinach. Pamiętam, że jej książki nie należały dla mnie do najłatwiejszych kiedy czytałam je sześć lat temu. Z resztą miałam wtedy tylko 15 lat. Ukryty kwiat opowiada o miłości, różnicach kulturowych. Piękne opisy przyrody, trochę historii, cały wachlarz emocji. Nie było sześć lat miesiąca żebym nie skusiła się na jakąś powieść tej autorki.
Nie zastanawiałam się zbytnio nad tym zestawieniem. Po prostu są to książki, które akurat wiosną czytałam wiele lat temu i z tym okresem mi się kojarzą. Znacie któreś z nich? Czytaliście? A może was skusiłam do zapoznania się? Pojawiły się tutaj linki afiliacyjne. Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzają.
Czytaj dalej...

Podsumowanie marca

Wprost ciężko uwierzyć w to, że kolejny miesiąc już za nami. Działo się jak zwykle wiele, chyba już się do tego przyzwyczaję, że wprost nie mam czasu na nudę. W końcu pogoda zrobiła się wiosenna. Spacerujemy przynajmniej raz dziennie, czasami częściej i czuję jak życie we mnie wraca. Na tyle, że nawet zaczęłam regularne ćwiczenia.
Dzisiejsze podsumowanie będzie naprawdę króciutkie. Piszę je gdy obok mnie malutki leży na brzuszku w swoim samochodziko-macie. Muzyczka gra, a matce ciężko się skupić.
Pod względem czytelniczym było słabiutko. Tylko cztery przeczytane książki. Z czego dwie dziecięce gdzie naprawdę nie było dużo literek :)
Chata
Którą oceniam najlepiej? Zdecydowanie Chatę. Jeszcze podrzucę wam do niej link gdy pojawi się na Czytamwszędzie. Poleciłabym ją w czasie Wielkiego Postu. Zmusza do wielu refleksji. Gniew i świt zapewniło mi mnóstwo porywów serca i emocji.
Mam też dla was kilka pytań. Jak odbierzecie całkowitą zmianę formy recenzji? Ostatnio poproszono mnie o recenzję przekrojową, w formie jakiegoś słowa określającego książkę i uzasadnienia. Spodobało się.
Co wy na to żeby raz na jakiś czas pojawiało się tu zestawienie polecanych przeze mnie książek z linkami afiliacyjnymi?
Jaki był wasz marzec? Jak przygotowania do świąt?
Czytaj dalej...

316.Gniew i świt

Jest kilka typów książek. Takie, że wasze recenzje mnie zaciekawią, wyrażę chęć ich przeczytania, a później i tak zginą gdzieś w natłoku innych ważnych spraw. Są i takie lektury gdzie zobaczenie okładki, przeczytanie opisu sprawia, że wręcz obsesyjnie zaczynam o niej myśleć. Wiem, że to takie must read - do przeczytania koniecznie. Tak było właśnie z powyższą pozycją. Czy słusznie? A może wielkie oczekiwania okazały się porażką?

Chalid, osiemnastoletni kalif Chorasanu każdego ranka zabija swoje kolejne żony. Jest rządnym krwi potworem, wydaje się, że nie ma serca. Wkrótce jego kolejną ofiarą pada przyjaciółka szesnastoletniej Szahrzad, która przysięga zemstę. Wie, że musi być sprytna. Zamierza co noc opowiadać kalifowi baśnie by w dogodnym dla niej momencie odebrać mu życie. Co jednak gdy okazuje się, że Chalid skrywa wiele tajemnic i nic nie jest tym czym się wydaje.

Ostatnio mało u mnie czasu na czytanie. Dom, dziecko, egzaminy. A jednak coś jest w tej lekturze, jakiś przyciągający magnetyzm, który zmusza do odłożenia wielu spraw na bok i przeczytania chociaż kilku stron. Renee Ahdieh snuje przed nami magiczną baśń. Połączenie Tysiąca i jednej nocy z Piękną i bestią. Klimat Bliskiego Wschodu, otulające ciało i zmysły zapachy, potrawy i krajobrazy sprawiają, że wszystko wydaje się nam możliwe. A miłość pomiędzy piękną, szlachetną i utalentowaną dziewczyną, a potworem o ludzkim sercu czymś na miejscu. Długo biłam się z myślami i zastanawiałam jak ocenić Chalida. Jego postępowania nie da się niczym usprawiedliwić, a jednak świadomość tego, że to tylko fikcja literacka sprawiła, że postać przyciągnęła mnie do siebie. Kusi nas przecież to co tajemnicze i zakazane.

Jeśli chodzi o fabułę tej powieści to jej osią jest tajemnica kalifa Chalida. Zły urok, który na nim spoczywa. Spodobało mi się to, że w książce jest on dojrzałym mężczyzną, z pewnością nie zachowuje się jak osiemnastolatek. Trochę się tego wieku obawiałam, nie lubię gdy bohaterowie są za młodzi, niektóre zachowania im nie pasują, szczególnie w romansach. Tutaj nawet zapomniałam o jego rzeczywistym wieku.

Tak naprawdę przedstawiona historia to tylko preludium do dalszej opowieści. Wiele jeszcze nie zostało wyjaśnione. Pełno tutaj magii, klątw, tajemnic, intryg, a jednak nie powiedziałabym, że to trzymająca w napięciu powieść. Przynajmniej gdyby patrzeć na szybkość akcji i wydarzeń. Ona przyspiesza bicie naszych serc z innego powodu. To historia porywającej i zakazanej miłości. Zdrada własnych przekonań i wartości w imię krótkotrwałego szczęścia u boku ukochanego mężczyzny. Namiętność budząca grozę, rozpalające zmysły przywiązanie do drugiego człowieka, którego inni uważają za odrażającego potwora. Czy w tym ohydnym ciele bije ludzkie serce?
Ocena:5/6
Tytuł: 316.Gniew i świt
Autor: Renee Ahdieh
Stron: 461
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2017
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia
Czytaj dalej...

315.Nie chcę być duży

Kolejną lekturą, którą wybrałam do recenzji od wydawnictwa Adamada jest dość duża książka. Ma ona nietypowy rozmiar, który od razu zachęca nas do wygodnego rozłożenia się na brzuszku i wspólnego czytania oraz śledzenia tego co dzieje się na ilustracjach. A jest co oglądać.

Duże, kolorowe obrazki były moim głównym kryterium przy wyborze. Dziecko w wieku siedmiu miesięcy nie skupi się jeszcze przecież na samej historii. Dla niego najbardziej atrakcyjne są oglądane zwierzątka. Śledzimy tutaj mozolne próby mamy Kangurzycy nauczenia swojego dziecka samodzielności i spróbowania wyjścia z wygodnej maminej torby. Wędrujemy razem z nimi, oglądamy wesoło bawiące się zwierzątka, podziwiamy piękno otaczającej nas przyrody. Takie książeczki uczą dzieci wrażliwości, obserwacji. Żywe i intensywne kolory, roześmiane kangury, małpki i słoniki przyciągają wzrok dziecka. 

W tej historii drzemie też ogromny potencjał, który został w pełni wykorzystany. Niesie ona przez to ze sobą mnóstwo wartości, pokazuje jaki świat jest piękny. Absolutnie nie należy się go bać i drżeć ze strachu siedząc wciąż w maminej torbie, ponieważ wtedy po prostu wiele nam umyka. Pokazuje jak ważną sprawą w życiu małego człowieka jest samodzielność. Widzę to po swoim synku, który nieporadnie i na razie do tyłu próbuje dostać się do ulubionej zabawki. Jaką satysfakcję wywołuje fakt, że coś uda się samemu zrobić.

To chyba też mądra książka dla mam, które chciałyby wszystko przeżyć za swoje dzieci. Oczywiście należy się o nich troszczyć i martwić. Sedno tkwi jednak w tym aby wspólnie oglądać i poznawać świat, a nie przysłaniać swoją nadopiekuńczością cały krajobraz.
Ocena:5/6
Tytuł: 315.Nie chcę być duży
Autor: Guido von Genechten
Stron: 32
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2016
Dziękuję Wydawnictwu Adamada
Czytaj dalej...

314.Wszyscy ziewają

Na rynku jest obecnie całe mnóstwo książek dla dzieci. Z obrazkami do oglądania, bajkami do słuchania. Otwierane, rozkładane. Mój synuś od pewnego czasu zaczął przejawiać zainteresowanie ilustracjami w książeczkach, a więc przy wyborze kierowałam się obecnością jakiś ładnych i kolorowych zwierzątek.
Mój wzrok od razu padł na ,,Wszyscy ziewają”. Książeczka jest dedykowana dzieciom w każdym wieku. Jak możemy przeczytać na okładce jest ona polecana do czytania przed snem. Razem z synkiem musimy przyznać, że jej wybór był strzałem w dziesiątkę i będzie ona często użytkowana.
Pierwszym plusem są przede wszystkim duże i kolorowe ilustracje zwierząt. Mamy świnkę, króliczka, hipopotama. Wszyscy ziewają, a my możemy otworzyć ich buzie. Zajrzeć do środka, zobaczyć jakie mają języczki czy ząbki. Świetna sprawa. Dziecko z chęcią otwiera i zamyka kartoniki, jest zaintrygowane. 
Książka jest solidnie wykonana. Ma twardą oprawę, a jednak nie jest ciężka. W sam raz dla małych rączek. Co mnie bardzo ucieszyło ma też zaokrąglone rogi. Wcześniej pewnie nie zwróciłabym na to uwagi. Teraz gdy jestem mamą małego kręciołka nie mogącego poleżeć chwilę w miejscu tylko turlającego się dalej to naprawdę ważna sprawa. Okienka są dobrze przymocowane. Nic się tutaj nie popsuje ani nie odklei. Najbardziej podoba nam się chyba ostatnia rozkładana strona. Jest bardzo szeroka, są na niej wszystkie postacie z książeczki. Jest co oglądać.
Jak to jest z tym zasypianiem? Mój synuś jeszcze przy niej nie zasypia jednak na niego działa tylko wylegiwanie się przy piersi. Czytanie historyjki o zwierzętach i zasypianiu, oglądanie ilustracji, otwieranie okienek sprawia, że nawet mój wiercioszek się wycisza, uspokaja. Jest przygotowany do zasypiania. Z pewnością będziemy szukać więcej książeczek tego typu gdzie można coś otworzyć, pociągnąć. Z takich lektur jest największa frajda, a i rodzic świetnie się przy nich bawi.
Tytuł: Wszyscy ziewają
Autor: Anita Bijsterbosch
Stron: 
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2016

Czytaj dalej...

313.Obudź się, Kopciuszku

Kolejna lektura jaką wybrałam sobie do recenzji od księgarni Bookmaster. Okazuje się, że to strzał w dziesiątkę.

Alicja to samotna, młoda lekarka. Właściwie nie posiada innego życia niż praca. Spędza w niej każde Boże Narodzenie czy Nowy Rok, bierze każdy niechciany dyżur. Boi się otworzyć na ludzi. Ma kilkoro przyjaciół którzy praktycznie siłą zabierają ją na Sylwestra do Zakopanego. Tam zupełnie niespodziewanie poznaje przystojnego ratownika TOPR. Czy Kopciuszek obudzi się ze snu?

Książki obyczajowe to chyba najczęściej wybierany przeze mnie gatunek. Ta mnie po prostu urzekła, zachwyciła swoją prostotą, wywołała mnóstwo emocji. Sprawiła, że zaczęłam wiele myśleć nad moją życiową drogą. Wiem, że chcę więcej takich lektur. Najmocniejszy atut tej powieści to jej klimat. Większość akcji toczy się w Zakopanem. Autorka raczy nas działającymi na wyobraźnię i magicznymi opisami krajobrazów. Piękne ośnieżone szczyty, skrzące się w mrozie oszronione drzewa. Widoki idealnie pasujące do współczesnej baśni o Kopciuszku i Śpiącej Królewnie w jednym.

Historia pokazuje prawdziwą siłę miłości. Uczucia, które nie zdarza się często. Sprawia, że nasze całe życie się zmienia, a wszelkie kłopoty przestają mieć znaczenie gdy ta druga osoba jest obok. Nie jest przy tym płytka, a chociaż to taka baśń osadzona w czasach współczesnych nie jest dziecinna czy naiwna. Przypomina o tym, że chociaż w dzisiejszych czasach mogłoby się wydawać inaczej kariera to jednak sprawa podrzędna. Zdrowie, znalezienie drugiej połówki, założenie kochającej się rodziny. Losy Alicji były mi ogromnie bliskie- też chciałam zostać lekarzem. Wybrałam jednak rodzinę. Książka zmusiła mnie do refleksji czy jestem zadowolona z obrania takiej, a nie innej drogi. Uświadomiła, że szczęście zawsze wymaga zrezygnowania z czegoś, dokonania pewnego wyboru.

Alicja i Michał to postacie których nie da się nie polubić. Ona niezwykle zagubiona i wyobcowana. Straciła tak naprawdę oboje rodziców, nie ma żadnych bliskich. Tylko przyjaciół, których także stara się traktować na dystans.  Aby o tym nie myśleć ucieka w swoją odpowiedzialną pracę. Któż z nas nie zna takich osób? Michał to góral z krwi i kości. Przystojny, nie boi się ryzyka i niebezpieczeństwa. Która czytelniczka nie będzie nim zauroczona?

Podsumowując, to opowieść z rodzaju tak porywających, że mam ochotę rzucić wszystko, wyjechać do Zakopanego, usiąść z kubkiem herbaty i tam przeczytać ją jeszcze raz. Opowieść o miłości gwałtownej jak góralski charakter czy halny wiatr. Wyborze życiowej drogi, a wszystko to osadzone w cudownych krajobrazach. Mocno wam ją polecam.
Ocena: 5+/6
Stron: 320
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Czytaj dalej...

Podsumowanie lutego

Luty. Najkrótszy miesiąc w roku, który jednak spędziłam intensywnie najmocniej jak to tylko możliwe. Nie myślę tutaj nawet o tym, że zdążyłam być kilka razy chora. Ciężko mi wyobrazić sobie, że jeszcze parę lat temu zdarzało mi się narzekać na nudę.
Trochę spacerowałam. Zwłaszcza, że pogoda teraz robi się już delikatnie wiosenna. Mam nadzieję, że śnieg i siarczyste mrozy są już za nami. Uczyłam się na egzamin z fizjologii zwierząt, z sukcesem. Przede mną jeszcze fizjologia roślin, ekologia, immunologia i bieżące kolokwia. No cóż. Do tego w lutym miałam zjazdy w praktycznie każdy weekend. 
Tylko jeden aspekt mojego życia w lutym podupadł całkowicie. Dieta i treningi. Jak tutaj wytrzymać bez słodkości gdy Biedronka organizuje miesiąc francuski, a w nim takie rogaliki z nadzieniem czekoladowym? No jak? Kupiłam jednego i przepadłam. Później wpadły jeszcze  z nadzieniem morelowym i malinowym. Dobre. Tego czekoladowego jednak nie są w stanie pobić. Takie rogaliki to też ciekawy obiekt zdjęć. Będą się przewijać w zdjęciach z recenzjami. Na szczęście promocja się skończyła. Mam nadzieję, że te pyszności nie weszły do stałej oferty. W marcu obiecuję już poprawę.
Jak zwykle odbiegłam od tematu. W sprawach blogowych tak jak zakładałam na początku roku. Gdy tylko mam czas wtedy piszę na zapas ile tylko mogę. To podsumowanie jest moim drugim postem napisanym dzisiaj i będzie opublikowane jak zwykle - automatycznie. Czytam też więcej - 5 książek. Tyle samo co w styczniu. Wśród przeczytanych lektur jedna niezwykle mądra i zmuszająca do refleksji. Pokażę wam ją w najbliższym stosie. Jak wyglądał wasz luty? 
Czytaj dalej...

Selfie Project

Jakiś czas temu dostałam propozycję przetestowania produktów marki Selfie Project. Jest to całkiem niedawno powstała marka, skierowana głównie dla młodej cery. Selfie Project to kosmetyki stworzone przez specjalistów dla wyjątkowo wymagającej młodej cery. Stop niedoskonałościom, wypryskom, zaskórnikom. Profesjonalne preparaty pozwolą o nich zapomnieć.. Stop błyszczeniu się. Koniec nieustannego myślenia o skórze!
Otrzymałam płyn micelarny i matujący puder antybakteryjny.
Płyn micelarny jest zamknięty w zgrabnej, przezroczystej butelce. Wiemy ile kosmetyku nam jeszcze pozostało. Jest wytrzymała, praktycznie już wykorzystałam cały płyn, a wszystko jest tak jak na początku.

Płynu używałam do codziennego odświeżenia twarzy, przemycia cery po użyciu mleczka do demakijażu. Pierwsze co od razu zauważyłam to zdumiewający zapach. Jeśli ktoś nie lubi kosmetyków do pielęgnacji, które pachną to pewnie nie przypadnie mi do gustu. Mi się bardzo podoba. Jest delikatnie kwiatowy, świeży, wyczuwam też trochę aloesu. Nie pogniewałabym się gdyby gdzieś na rynku były takie perfumy.

#Jakie naturalne i botaniczne składniki aktywne znajdują się w płynie micelarnym Selfie Project?
Cynk PCA i Panthenol wspólnie przeciwdziałają niedoskonałościom. Cynk PCA zmniejsza produkcję sebum i hamuje wzrost bakterii odpowiedzialnych za trądzik. Panthenol działa nawilżająco i łagodzi podrażnienia.

Aloe Juice naturalny sok z aloesu ma właściwości przeciwzapalne i kojące podrażnioną skórę. Intensywnie nawilża, wspomaga gojenie niedoskonałości.


Jeśli chodzi o działanie to kosmetyk świetnie oczyszcza skórę, po użyciu mleczka i tego płynu na waciku już nic nie zostaje. Skóra pozostaje czysta, odświeżona i nawilżona. Po prostu świeża. Nie odnotowałam też żadnego negatywnego wpływu na moją skórę, nie zapchał, ani nie uczulił. Piękny zapach sprawił, że jego używanie było prawdziwą przyjemnością. No może jeden raz nie. Na opakowaniu nie pisze nic, że można używać go do demakijażu oczu. Z szybkości kiedyś to zrobiłam i to były jedne z najbardziej piekących i bolesnych chwil w moim życiu. Także lepiej nie eksperymentować. Jeśli coś nie jest to tego przeznaczone to nie kombinować.
Kosztuje 11,90 zł w każdym Rossmannie.

Selfie Project Matujący puder antybakteryjny
#4EverMatt
Matujący puder antybakteryjny #4everMatt maskuje niedoskonałości i nadaje skórze matowy, naturalny wygląd. To kombinacja substancji pochłaniających i wiążących sebum ze składnikami antybakteryjnymi, które zapobiegają namnażaniu się szkodliwych mikroorganizmów, oraz specjalnych pigmentów maskujących, wygładzających i wyrównujących koloryt skóry. Ultradrobno zmielony i sprasowany puder jest łatwy w aplikacji, skutecznie matuje na kilka godzin, daje efekt naturalnie zdrowej, świeżej skóry. Innowacja! Zawarte w Matującym pudrze antybakteryjnym #4EverMatt upiększające FotoCzułe Pigmenty to specjalne cząsteczki zapewniające skórze wizualny, optyczny efekt Glamour: gładszej, wyrównanej, piękniejszej cery, gotowej na selfie. Puder zawiera również antybakteryjny i gojący Cynk, antyoksydacyjną Witaminę E oraz wyciąg z Green Bamboo, który reguluje nadmierną aktywność gruczołów łojowych i działa na skórę matująco. Odcień naturalny.

Jeśli chodzi o puder matujący to także używam go każdego dnia. Najczęściej jest to ten marki Isana. Niektórzy lubią taki zdrowy błysk, a ja wprost przeciwnie. Uznaję tylko płaski mat. Nie lubię żadnego błyszczenia się mojej twarzy. Używałam go dwa razy dziennie. Po raz pierwszy rano aby wykończyć mój makijaż, później w ciągu dnia. Wystarczyła mi tylko jedna poprawka, gdybym się uparła nie musiałabym robić tego wcale. Puder robi to co ma robić - matuje. Nie sprawia, że na twarzy robią się plamy, ponieważ ma bardzo naturalny i neutralny kolor. Kosztuje on 12,99 czyli naprawdę niedużo. Po ponad miesięcznym używaniu jeszcze pewnie długo nie będzie widać dna.
Czy polecam? Zdecydowanie. To produkty na każdą kieszeń, łatwo dostępne. Robią to co mają robić. Nie odnotowałam jakiegoś ogromnego działania pielęgnującego moją cerę jednak w moim przypadku wszelkie niedoskonałości to albo wynik alergii, albo nerwów i rozdrapywania nierówności na twarzy. Najczęściej to wszystko się kumuluje. 
Czy kupię kolejne opakowania? Nad płynem się jeszcze zastanowię. Lubię gdy zmywa on jeszcze makijaż oka. Może jednak przekona mnie ten piękny zapach. Jednak jeśli chodzi o puder to kolejne opakowanie wpadnie do koszyka w Rossmannie od razu po wyczerpaniu tego. Dobry produkt w niskiej cenie.

Mam nadzieję, że post wam się podobał. Oczywiście, nie zacznę teraz pisać samych recenzji kosmetyków. To w dalszym ciągu blog książkowy. Myślę jednak, że to takie moje miejsce w sieci, a więc będą pojawiać się posty o wszystkim co mnie tylko w jakikolwiek sposób interesuje.
Czytaj dalej...

Zrób prezent swoim książkom

Jeśli odwiedzasz mojego bloga to w większym lub mniejszym stopniu jesteś molem książkowym, osobą uzależnioną od książek. Taką co to je wącha, kartkuje, przegląda ze wszystkich stron i generalnie bez czytanie nie wyobraża sobie życia. A gdyby tak tym uwielbianym przez ciebie przedmiotom zrobić niespodziewany prezent? W postaci pięknej zakładki magnetycznej na której są reprodukcje obrazów współczesnych malarzy. 



 DESA Modern przygotowała wyjątkową kolekcję magnetycznych zakładek do książek. Każda z nich prezentuje obraz jednego z najlepszych polskich artystów współczesnych.
Do współpracy zaproszono twórców, których prace były wielokrotnie doceniane w kraju i za granicą. Edward Dwurnik jest znany przede wszystkim z wyjątkowych wedut — cyklu „Podróże autostopem”, w którym maluje miasta z lotu ptaka. Plakaty i ilustracje Rafała Olbińskiego regularnie ukazują się na łamach takich magazynów jak „New York Times”, „New Yorker” czy „Time”. Jerzy Nowosielski jest jednym z najwybitniejszych współczesnych twórców ikon i autorem charakterystycznych aktów. Tutaj znajdziecie ofertę.


Lubię zakładki, raczej nie zdarza mi się używać luźnych kartek. Zawsze jest to zakładka, nigdy jednak nie miałam tak pięknej. Moja jest wzorowana na pracy Rafała Olbińskiego ,,Trzeci wymiar czasu". Kolory, które się na niej znajdują mają w sobie coś magicznego i magnetyzującego. Ostatnio zamiast czytać zdarza mi się wpatrywać w ten piękny obraz. Zakładka jest solidnie wykonana, posłuży nam na dłuższy czas. Nie niszczy książki, nie jest gruba, nie wylatuje nawet podczas noszenia książki luźno w torebce. To z pewnością miły prezent. Jeśli nie dla ulubionej książki to dla ukochanej osoby.
Dziękuję Bussiness & Culture za tę niezwykłą Walentynkę :)
Czytaj dalej...

312.Sezon na cuda

We współczesnym świecie każdy kolejny dzień to ciągła gonitwa za władzą, pieniędzmi, szczupłą sylwetką, szczęściem. A może warto się zatrzymać? Zanurzyć się w miękkim fotelu z kubkiem ulubionego napoju z książką, która jest niesamowicie ciepła i pozytywna. Która ma zdolność oblewania duszy i serca ciepłym, lepkim i miodowym optymizmem.

Majka już zadomowiła się w miasteczku Malownicze. Prowadzi mały pensjonat - Uroczysko, pracuje w szkole i przygotowuje swoją rozbrykaną klasę do matury, a jednocześnie chciałaby wielu osobom pomóc. Tak naprawdę niektórzy nawet nie chcą jej wyciągniętej dłoni ale Majka już taka jest - chciałaby zbawić cały świat. Czy jej się uda? A może zrobi to z udziałem pewnego sympatycznego anioła który ponoć co kilka lat pojawia się w miasteczku?

Co tu dużo mówić. Ja po prostu ogromnie lubię i sobie cenię prozę tej autorki. To jedna z najciekawszych postaci na naszym polskim pisarskim firmamencie jeśli chodzi o powieści obyczajowe. Ma ona dar do pisania niezwykle zabawnych, kojących duszę i serce powieści które otulają i oczarowują swoim ciepłem. Trochę w nich magii, przesądów, a przede wszystkim zwykłe ludzka życzliwość która potrafi czynić cuda. Sprawia, że nawet najbardziej zatwardziałe serca otwierają się na świat.

Występuje tutaj uwielbiany przeze mnie motyw - małe górskie miasteczko gdzieś w Sudetach. Gdzie śnieg potrafi zasypać całe drzwi, a ludzie znają się nawzajem i interesują absolutnie każdym sąsiadem. Lubię takie małe, zamknięte społeczności. Sama z podobnej pochodzę, panuje w nich ten specyficzny, swojski klimat.

,,Sezon na cuda" to historia o zwyczajnym życiu jakie uczestnikami jesteśmy codziennie. Ktoś ma problemy w pracy, inni cierpią z powodu błędów młodości. Zbliża się Boże Narodzenie, spada puchaty śnieg. Czas zmian, odkupienia i wybaczenia sobie nawzajem win.

Główna bohaterka - Majka to idealistka aż do bólu. Coś mi jednak w tej postaci nie grało. Można być dobrym dla świata ale ta dziewczyna chciała rozwiązać problemy absolutnie każdego. Za idealnie, a przez to nawet trochę naiwnie i nieprawdopodobnie. Zgrzytało mi to jej zachowanie przez całą lekturę przez co niestety nie ocenię jej maksymalnie. 

Czyta się ją lekko i szybko jak zwykle w takich historiach tego typu. To ciepła, optymistyczna opowieść. Może czasami nawet trochę naiwna ale zdarzają się w życiu takie chwile, że taka powieść działa na zranioną duszę jak opatrunek i jest w stanie przynieść jej ukojenie.
Ocena: 4/6
Tytuł: 312.Sezon na cuda
Autor: Magdalena Kordel
Stron: 393
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak
Czytaj dalej...

311.Pax

Czym jest prawdziwa przyjaźń? Występuje jeszcze w naszych czasach pełnych interaktywnych i cyfrowych znajomości? A może to tylko wymysł literatury? Po przeczytaniu tej niesamowitej historii w głowie kłębi mi się jeszcze wiele pytań tego typu.

Pax to opowieść o chłopcu i jego oswojonym lisie. Czasy są ciężkie, nieuchronnie zbliża się wojna, Peter musi wyprowadzić się do dziadka i nie może zabrać ze sobą dzikiego zwierzęcia. Ale przecież prawdziwi przyjaciele są ze sobą na dobre i na złe. 

Gdy tylko miałam możliwość wybrania sobie jakiejś książki z księgarni internetowej Bookmaster od razu pomyślałam o Pax. Czytałam całe mnóstwo opinii i porównań do Małego Księcia. Rzeczywiście mają one ze sobą coś wspólnego. Między innymi to, że obie zostały utrzymane w klimacie baśni, wszechobecnej magii, są to również lektury zarówno dla młodszych jak i dorosłych. To ci drudzy więcej z niej zrozumieją i wyciągną odpowiednie wnioski. Myślę jednak, że w Małym Księciu jest więcej alegorii, domysłów. Możemy niektóre sprawy i prawdy dowolnie interpretować. W Pax wszystko zostało bardziej wyłożone kawa na ławę. Nie myślcie jednak, że straciła ona przez to swój magiczny klimat tajemniczości i urok.

Ta historia to taki pomnik który autorka postawiła przyjaźni. Szczerej i bezinteresownej. Gdzie jej członkowie nie wyobrażają sobie bez siebie życia i są w stanie skoczyć za sobą w ogień. Z punktu widzenia lisów obserwujemy też czym jest człowieczeństwo. U zwierząt wszystko jest niezwykle proste i wyraźne. Nie pozwalają sobie na zdrady i kłamstwa. My żyjemy w ciągłym fałszu, chcemy posiąść jak największą władzę, wybuchają wojny gdzie giną nie tylko ludzie. Zostają przecież zniszczone ogromne połacie ziemi gdzie przecież przebywało całe mnóstwo żywych istot. Myślę, że wiele osób nigdy się nad czymś takim nie zastanawiało.

Pax to też trzy niezwykłe postacie. Peter - chłopak, który do tej pory żył w błogiej nieświadomości. Nie wiedział co to wojna, zajmował się swoim lisem i chodzeniem do szkoły. Lis Pax, przedstawiciel gatunku raczej nie lubianego przez człowieka. I wreszcie Vola. Charakterna, dziarska staruszka, która nie umie poradzić sobie ze swoimi demonami i klnie jak szewc. Książkę czyta się naprawdę szybciutko, umilają nam to piękne ilustracje Jon'a Klassen.

Podsumowując, to naprawdę niezwykła opowieść o przyjaźni. Klimatyczna, nastrojowa, zmuszająca do refleksji. O wojnie, przyrodzie i ludziach. Relacjach pomiędzy nimi panujących.
Ocena: 5/6

Tytuł: 311.Pax
Stron: 291
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2016

Możecie kupić tutaj :)
Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka