Znajdziesz mnie tutaj

Milion odsłon Tash Kathryn Ormsbee

Książki dla młodzieży to gatunek po który nie sięgam zbyt często. W Milion odsłon Tash od początku jest coś takiego, że przyciąga do siebie wielu. Może to fakt, że opowiada o życiu przeciętnego książkowego mola, którego życie wypełnione jest blogiem lub vlogiem, Instagramem i czekaniem na tłum fanów.

Natasha jest zakochana w tym jedynym. Szkoda, że nie żyje on już ładnych parę lat i ma na imię Lew Tołstoj. Wraz z paczką przyjaciół Tash tworzy serial internetowy oparty luźno na Annie Kareninie - Nieszczęśliwe rodziny. Wkrótce za sprawą polecenia pewnej znanej youtuberki amatorska epika filmowa zostaje zauważona, z dnia na dzień rośnie liczba subskrybentów oraz followersów. Niestety ile fanów tylu hejterów. Czy młodzi ludzie poradzą sobie z niespodziewaną sławą?

Milion odsłon Tash to bez dwóch zdań młodzieżówka godna polecenia. Nie, nie zmieni ona waszego życia, pozwoli za to miło spędzić czas i o czym dowiecie się za chwilę nie jest też bez wartości i ciekawych problemów. Pod płaszczykiem dość żartobliwej historii o niespodziewanej sławie skrywa się mądra opowieść o dojrzewaniu, miłości i seksie. Chyba jednak nie spotkałam się w literaturze z bohaterką, która miała by takie podejście do seksualności jak Tash. Autorka poruszyła temat o jakim nie sposób coś przeczytać w powieści dla młodzieży, a przecież takie osoby z pewnością są w każdym środowisku. Młodzi ludzie atakowani są na każdym kroku tematem seksu. Co jednak jeśli dla kogoś miłością jest wyłącznie przytulenie się do bliskiej osoby i spędzanie z nią czasu. Bez stosunku seksualnego. Akceptowanie swoich wad i dziwactw. Tylko tyle i aż tyle.

Milion odsłon Tash to też historia o nas. Blogerach, vlogerach. O ciągłej pogoni za jeszcze większą ilością komentarzy, polubień i obserwujących nas osób. Przyznam się wam, że mam bzika na punkcie tego co do mnie piszecie. Mam powiadomienia na telefonie o każdym komentarzu. Miałam nawet swoich hejterów. Tak jak Tash nie potrafiłam zająć się normalnym życiem po przeczytaniu kilku obraźliwych słów na swój temat. Wiele lat prawie poszło by wtedy na marne.
To powieść o tym, że w internecie czujemy się anonimowi, czas płynie inaczej. Wszystko jest w zasięgu ręki. Bardzo łatwo wniknąć w ten świat kosztem tego internetowego. Później już trudno go opuścić.

Podsumowując, Milion odsłon Tash to młodzieżówka skierowana do wszystkich błogerów i vlogerów. To oni najmocniej się w niej odnajdą. O naszym codziennym życiu, robieniu zdjęć książkom, myśleniu nad recenzjami. Prowadzeniu ciekawych projektów. O trudnym czasie dojrzewania, odróżnianiu przyjaźni od miłości, seksualności. Momentami niezwykle poważna, innym razem śmieszna. Do przeczytania w dwa upalne dni.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 337.Milion odsłon Tash
Autor: Kathryn Ormsbee
Stron: 347
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Otwarte
Czytaj dalej...

Rozłąka Dinah Jefferies

Dinah Jefferies to autorka, która ma na swoim koncie między innymi bestseller jakim stała się Żona plantatora herbaty. Swoje powieści umieszcza w egzotycznych sceneriach w czasach kolonialnych

Jest rok 1955. Właściwie koniec epoki kolonialnej. Na Malajach Brytyjskich trwa powstanie. Lydia żyje tam z mężem i dwiema córeczkami. Niestety, okazuje się, że kobieta po powrocie z podróży zostaje dom bez śladu swojej rodziny. Wpada na trop prowadzący do odległego o wiele kilometrów miasta. W rzeczywistości mąż uprowadził dzieci do Anglii. Czy jeszcze kiedyś zrozpaczona matka odnajdzie dzieci?

Czasy kolonialne to niezwykle wdzięczny temat jeśli chodzi o literaturę. Rozpalają zmysły swoją egzotyką, a jednocześnie wzbogacają ją ciekawą warstwą historyczną. Tak było i w tej powieści. Malaje Brytyjskie to kraj tętniący życiem, pulsujący energią. Dziki i niebezpieczny z całą masą zwierząt czyhających na życie człowieka. Działających podstępnie, często zupełnie niezauważalnie i bezszelestnie. Do tego brutalne i krwawe powstanie jakie trwało w tamtym okresie na Malajach. Wątek ten nie dominuje w tej powieści, jednak jest jej osią bez której rozgrywające się wydarzenia nie miały by sensu.

Powieść Rozłąka to piękna historia o miłości panującej pomiędzy matką, a jej dziećmi. O tym szczególnym rodzaju uczucia, które chociaż narażone na mnóstwo trudności nigdy nie wygasa i zawsze pozwala mieć nadzieję. Ani Lydia, ani jej starsza córka nawet przez moment nie wierzyły, że mogą się już nigdy w swoim życiu zobaczyć. Mimo podrzucanych im kłamstw i tropów tliła się w nich iskierka nadziei. Jedyne czego mi w niej zabrakło to jeszcze większej dawki emocji. Autorka skupiła się na miłosnych relacjach głównej bohaterki. Równie dobrze mogłaby sprawić, że rozłąka matki i dzieci wywołała by u czytelnika potok łez. 

Na całe szczęście zbyt mała dawka emocji została zrekompensowana silną kobiecą postacią jaką z całą pewnością jest Lydia. Brakowało mi ostatnio bohaterek, które po prostu działają. Bez użalania się nad sobą. Z pewnością jako przedstawicielka płci pięknej było jej ciężko w tym egzotycznym kraju ogarniętym powstaniem. Jej starsza córka to wierna kopia matki. Osóbka, która po prostu nie da sobie w kaszę dmuchać.

Podsumowując, to historia o kobiecej sile i determinacji oraz miłości panującej między matką, a dzieckiem. Porywająca opowieść z ciekawym tłem historycznym i egzotycznym klimatem.
Ocena: 4+/6
Tytuł:336. Rozłąka
Autor: Dinah Jefferies
Stron: 446
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu 
Czytaj dalej...

Ariol. Jak ostatnie prosię Emmanuel Guibert i Marc Boutavant

Generalnie komiksy to zupełnie nie moja bajka. Muszę wam się przyznać, że przed tym nigdy żadnego nie przeczytałam. Gdy Pani z wydawnictwa Adamada zapytała mnie czy razem z inną książką chcę otrzymać też tą, pomyślałam, że czemu nie. Na początek może lepiej zaczynać od czegoś przeznaczonego dla dzieci, później synuś z pewnością będzie ją przeglądał. Już teraz przejawia takie zapędy tylko musi być nadzorowany, aby w szale czytania nie wyrwać większości stron.

Tytułowy Ariol to niezwykle zabawny niebieski osiołek, który wspólnie ze swoimi kolegami i koleżankami przeżywa wiele przygód. To już trzeci tom z jego udziałem, który cieszy się niesłabnącym zachwytem czytelników na całym świecie. Ariol zakochuje się, psoci i rozrabia.

Miło spędziłam czas przy tym komiksie. Zupełnie nie odczułam, że jest od dedykowany głównie dzieciom. Myślę nawet, że nie poleciłabym go takim całkiem najmłodszym. Raczej troszkę starszym dzieciom i dorosłym. To oni odnajdą te ukryte w wypowiedziach aluzje i odniesienia kulturowe.

Podoba mi się, że pod postaciami zabawnych w swoim wyglądzie zwierzątek, kryją się prawdziwe postacie. Takie życiowe i nie odrealnione. Mają wady i zalety. Psocą i się kłócą. Rozmawiają o rzeczach o jakich raczej nie powinni. Piersi siostry jednego z nich nie są raczej odpowiednim tematem dla małych chłopców.  Pomyślcie sobie jednak jak wyglądało wasze dzieciństwo. Czyż rzeczy zakazane i te, o których nie mieliście zielonego pojęcia nie rozgrzewały umysłów najmocniej i nie były najciekawsze? Ich rodzice także nie są idealni. Mogą mieć gorszy dzień i zły humor.

Ariol. Jak ostatnie prosię to dość oszczędne rysunki. Prosta kreska i kolory, które ze sobą współgrają. 

Podsumowując, trzeci tom przygód Ariola to komiks dla dzieci, który ostatnio skutecznie poprawił mi humor. Myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do zabawnych przygód osiołka i jego kolegów, a za parę lub paręnaście lat pokażę ją synkowi.
Ocena:4+/6
Tytuł: 335.Ariol. Jak ostatnie prosię
Autor: Emmanuel Giubert, Marc Boutavant
Stron: 125
Rok wydania: 2017
Czytaj dalej...

Majorka w niebieskich migdałach Anna Klara Majewska

Zupełnie tego nie rozumiem czy to okres w moim życiu gdzie powieści obyczajowe kompletnie mi nie podchodzą, czy może czytam więcej i po prostu statystycznie raz na jakiś czas coś nie musi się tak do końca spodobać. Tym razem znów nastawiłam się na niesamowicie lekką historię jednak okazało się, że czyta się szybko jednak z resztą nie jest już tak różowo.

Anna Klara Majewska ma na swoim koncie już kilka powieści. Między innymi pisanych razem z Hanną Bakułą i Anną Ibisz. Majorka w niebieskich migdałach to tom zamykający trylogię. Czytałam już jej inne opinie i tamte powieści są podobno dużo lepsze. Myślę, że sięgnę i się przekonam.

Magda w końcu prowadzi ustatkowane życie. Jest mąż, córeczka, dorastający syn. Gdyby tylko nie ta seksowna opiekunka, Oksana, matka, która pisze wulgarne powieści erotyczne przypominające życie Magdy i jej męża wszystko było by dobrze. Czy ma on romans z nianią? Przecież dowody zdrady same wpadają do rąk. Trzeba to przemyśleć na Majorce i tam właśnie udaje się nasza główna bohaterka.

Majorka w niebieskich migdałach to lekka powieść obyczajowa. Mam jednak wrażenie, że główna bohaterka przeszła ogromną transformację i całkowicie zmieniła się w ostatnim tomie. Przynajmniej taki obraz wyłania mi się po przeczytaniu recenzji poprzednich powieści autorki, ponieważ sama ich nie czytałam. W tej historii Magda nie działa racjonalnie, jest bohaterką, którą trudno polubić, ciężko się z nią utożsamić. Doskonale rozumiem, że zdrada to najboleśniejsza rzecz jaką można zrobić drugiej osobie i wtedy wiele rzeczy robi się pod wpływem emocji. Jak można jednak mając za dowód jedynie książkę erotyczną wątpliwej jakości praktycznie zażądać od męża rozwodu i wyjechać do innego państwa, a tam myśleć tylko o tym, że skoro on mnie zdradził to ja nie mogę być mu dłużna. Nie rozumiem takiego postępowania, nie odnajduję się w nim. Wiem, że nie trzeba brać tej powieści całkiem na serio. Myślę jednak, że takie zachowanie sprawia, że postać staje się nieprawdopodobna i papierowa.

Nie jest oczywiście tak, że wszystko kompletnie mi się nie spodobało. Książkę przeczytałam dość szybko za sprawą lekkiego stylu autorki. Do tego pełno w niej komicznych sytuacji, które skutecznie poprawiły mi humor i wywołały szeroki uśmiech na twarzy. Myślę, że gdybym miała trochę inne podejście do życia, związków i świata podobało by mi się może mocniej. 

Podsumowując, czytam obecnie o wiele więcej książek, może mam zbyt wysokie oczekiwania. Nie spodobało mi się postępowania głównej bohaterki, które zaważyło na odbiorze całej powieści. Myślę jednak, że autorka ma niezwykle lekki i przyjemny styl, który zachęca mnie do sięgnięcia po inne jej powieści.
Ocena:3/6
Tytuł: 334.Majorka w niebieskich migdałach
Autor: Anna Klara Majewska
Stron:317
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Wielka Litera


Czytaj dalej...

Indeks szczęścia Juniper Lemon Julie Israel

Lato to idealny czas na czytanie lekkich powieści. Podczas panujących obecnie tropikalnych upałów mamy raczej ochotę na coś co nas nie zmęczy, przeczyta się praktycznie samo, a jednocześnie będzie niosło ze sobą wartości. Taka właśnie jest ta historia.

65. Właśnie tyle dni minęło odkąd siostra Juniper Lemon zginęła w wypadku. Dziewczyna zupełnie nie może sobie z tym poradzić. Nie ma żadnego wsparcia, a jej rodzina praktycznie już się rozpadła. Na domiar złego w szkole nikt nie wie jak z nią rozmawiać po tak strasznej stracie. Pewnego dnia gubi cenną dla siebie karteczkę, jedną z kilkudziesięciu nazwanych przez nią Indeksem szczęścia. Odnajduje za to list swojej zmarłej siostry do tajemniczego chłopaka. O czym jeszcze nie wiedziała? Czy grzebanie w cudzych śmieciach ma szansę przerodzić się w coś dobrego?

Indeks szczęścia Juniper Lemon to powieść młodzieżowa, którą pochłonęłam w ciągu jednego dnia, To chyba o czymś świadczy. Chociaż porusza trudny i ważny temat jakim jest nieumiejętność poradzenia sobie ze stratą najbliższej osoby to jednak ogromnie przyjemnie mi się czytało. Juniper to młoda dziewczyna, która nigdy nie powinna doznać tak ogromnej straty jaką jest śmierć siostry. Jak każde rodzeństwo czasami się kłóciły, obrażały na kilka dni. Wiadomo jednak, że skoczyłyby za sobą w ogień. Powieść pokazuje rodzinę, która rozpada się, ponieważ każdy chce przeżywać swoją własną, prywatną żałobę zupełnie zapominając o innych. Tutaj nikt nie radzi sobie z poczuciem niesprawiedliwości i niemożnością cofnięcia czasu. Juniper nie ma żadnego wsparcia w domu, w szkole nikt z nią nie rozmawia, ponieważ nie chce jej urazić. Jednocześnie dziewczyna chce jakoś naprawić pewien błąd względem swojej siostry i próbuje pomagać innym. W dość nieudolny i nachalny sposób. Ta książka pokazuje jak kruche relacje panują między ludźmi i jak łatwo je zniszczyć. O tym, że w naszych czasach lubimy uszczęśliwiać kogoś na siłę jeśli tak naprawdę go nie znamy i nie orientujemy się w jego marzeniach i pragnieniach. 

Książka ta to powieść, w której pod pozorem lekkiego czytadła skryła się naprawdę wartościowa historia. Jest pełna sprzeczności, ponieważ traktuje o śmierci i żałobie, a jednak sprawia, że czasami uśmiechamy się pod nosem ze słownych przekomarzań bohaterów.Możemy odnaleźć w niej delikatnie zaznaczony wątek miłosny, który niesie ze sobą wiele tajemnic. Dodaje książce smaczku, a jednocześnie nie odwraca uwagi od tego co najważniejsze.

Podsumowując, Indeks szczęścia Juniper Lemon to słodko-gorzka powieść dla każdego. Jest kierowana głównie dla młodzieży. Myślę jednak, że ma szansę spodobać się każdemu. Może nie odmieni waszego życia, nie wywoła całej gamy emocji czy nie wylejecie w trakcie jej czytania wiadra łez. To po prostu idealna lektura na wakacje, która pod pretekstem lekkości przemyca w sobie mnóstwo wartości. Traktuje o żałobie, przyjaźni, miłości rodzicielskiej i takiej pomiędzy rówieśnikami. Oprócz tego zwraca uwagę na nieumiejętność akceptacji siebie i przemoc w rodzinie. Mocny pakiet, który mógłby sprawić, że książka staje się za ciężka i niezjadliwa, a jednak tak się nie stało. Wszystko za sprawą lekkiego stylu autorki. Muszę jeszcze koniecznie napisać, że to jej debiut. A ja z chęcią skuszę się na kolejne jej dzieła. 
Tytuł: 333.Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Stron:372
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz tej powieści dziękuję wydawnictwu Iuvi :)
Czytaj dalej...

Podsumowanie lipca

Lipiec już za nami. Lato w tym roku jakieś kapryśne. Jednego dnia trzeba chodzić w kurtkach, drugiego tropikalne upały. Pierwszą połowę lipca spędziłam najpierw na szukaniu dobrego laptopa do pisania pracy licencjackiej oraz próbach zwrotu wadliwego towaru. Zamówiłam laptopa przez internet z odbiorem do salonu Komputronika. Okazało się, że działa on dużo gorzej niż mój dziesięcioletni sprzęt, wiatraczek buczy jak odkurzacz. Powiedziano mi, że tak ma być. Gdy jednak okazało się, że moje dziecko zdąży się wyspać kiedy ten komputer się uruchomi postanowiłam go zwrócić. Znów były przeprawy ze zwrotem, kurierem. Generalnie już teraz będę kupować wszystko w sklepie. Ciekawa jestem jak rozwiąże się ta sprawa, ponieważ od tygodnia cisza, zero kontaktu ze strony sklepu, ani komputera, ani pieniędzy ze zwrotu. Pracę musiałam zacząć pisać na starym laptopie. Pewnie myślicie sobie, że kto pisze pracę we wakacje. :) Ja. W roku akademickim może być z moim dzieckiem ciężko, trzeba coś nadgonić.
Oprócz tego w lipcu miały być wakacje, a mąż wyjechał w delegację. Nawet nie czuję, że rymuję. :) No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mam więcej czasu na czytanie i gotowanie.
W lipcu przeczytałam 8 książek. Wynik, który przebił wszystkie miesiące tego roku. Jestem z niego bardzo dumna i cały czas chcę więcej. Ostatnia powieść tak rzutem na taśmę została skończona praktycznie o północy. 
Książką, która najbardziej mi się spodobała. Wywołała najwięcej emocji. Na tyle, że ciężko było napisać mi jakąś konkretną recenzję. Pewnie domyślacie się, że to wspaniałe Bez serca.
Tradycyjnie gdy klikniecie w tytuł zostaniecie przeniesieni do recenzji.
Dalej dwie powieści. Jedna to niesamowicie dopracowana saga rodzinna opowiadająca o rodzie warszawskich hotelarzy. Z tajemnicami, zdradami i klątwami rzuconymi na cały ród. Hotel Varsovie
A do tego zmuszająca do refleksji książka o życiu na emigracji i Londynie - Jutro będzie koniec świata
W lipcu przeczytałam też niesamowicie zwariowaną, ciepłą powieść obyczajową - Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej
Próbowałam również zastąpić drogeryjne kosmetyki tymi domowymi z Sekretami urody babuszki
Wprawdzie trochę nie w temacie, ale od 21 sierpnia w Rossmannie będzie promocja -49 na kosmetyki do pielęgnacji ciała. Ja już nie mogę się doczekać, na taką okazję czekałam. Myślę, że warto kupić olejki Alterry, które wykorzystam do olejowania włosów oraz kremy do ciała Isany. Wysmarowałam już kilka opakowań i bardzo sobie chwalę. Napiszcie w komentarzu to jeszcze dokładnie pokażę, które polecam.
W lipcu odbyłam też podróż do Gruzji za sprawą Gruzja. W drodze na Kazbek i z powrotem
Ostatnią książką przeczytaną w lipcu były Oczy Eugena Kallmanna. Ciekawy thriller, który kompletnie porwał mnie swoim klimatem. Muszę zacząć czytać więcej skandynawskich powieści, jak dawniej.
Jedyną książką, która nie przypadła mi bardzo do gustu, kompletnie się w niej nie odnalazłam jest Srebrny widelec. Oby w sierpniu nie było nawet jednego takiego zgrzytu.

W lipcu za sprawą książki Bez serca, która zmusiła mnie do słodkich wypieków znalazłam przepis na idealne ciasto kruche. Jest nie tylko proste w przygotowaniu, świetnie smakuje, ale też nie ma w nim białek jaj, a więc może je jeść mój synek.
Na taką większą formę do tarty potrzebujecie tylko jedno opakowanie margaryny lub masła, 3/4 szklanki cukry pudru, pół małej łyżeczki proszku do pieczenia, trzy szklanki mąki, 2 małe żółtka. Margarynę ucieramy z cukrem. Gdy zwiększy swoją objętość powoli dodajemy żółtka. Ucieramy. Dodajemy proszek do pieczenia i mąkę. Miksujemy. Wykładamy na formę. Dziurkujemy widelcem. Pieczemy w 180 stopniach przez 25 minut, do suchego patyczka. Dobre zarówno do położenia na nim jakiś owoców jak na zdjęciu wyżej, na ciasta. Ciekawe czy będzie tak samo smaczne w spodzie sernika?
Jak minął wasz lipiec?

Czytaj dalej...

Bez serca Marissa Meyer

Prosta, a zarazem przyciągająca uwagę, niezwykle estetyczna okładka. Serce utworzone z plątaniny łodyg najeżonych kolcami. Mocno mnie przez nią ta powieść zaintrygowała. Później doczytałam jeszcze, że ta sama autorka napisała słynną Sagę Księżycową, którą mam nadzieję uda mi się przeczytać. Marissa Meyer kocha baśnie co możemy doskonale odczuć w jej powieściach. Mieszka w Stanach Zjednoczonych z mężem i dwójką dzieci. Jej książki znalazły się na szczytach list bestsellerów.

Bez serca to prequel Alicji w Krainie Czarów. Dość przewrotnie główną bohaterką jest Catherine - zła Królowa Kier, postrach całej Krainy Czarów. Okazuje się, że kiedyś  była ona zwyczajną dziewczyną, która miała marzenia o prawdziwej miłości i otworzeniu cukierni z ciastami najpyszniejszymi w całym królestwie Kier. Podczas królewskiego balu, gdy wszyscy spodziewają się, że król oświadczy się Catherine, dziewczyna zapoznaje niezwykle przystojnego nadwornego błazna. Tutaj historia niezwykle się komplikuje.

Przyznam, że ciężko napisać mi dzisiejszą recenzję, ponieważ nawet nie spodziewałam się, że spodoba mi się tak mocno. To powieść, którą z jednej strony chciałam przeczytać jak najszybciej, a z drugiej mogłabym delektować się przebywaniem w tym świecie i klimacie jeszcze kilka dni dłużej. Na uznanie zasługuje fakt, że główną bohaterką zostaje tu postać, która uważana jest raczej jako czarny charakter. Królowa Kier, która przez swoją bezduszność intryguje czytelników na całym świecie. Autorka łamiąc wszelkie schematy udowadnia, że ona też miała kiedyś uczucia i marzenia. Marissa Meyer robi to z prawdziwym kunsztem. Tak, jakby przebywała w głowie Carroll'a Lewis'a przez kilka dni i oczyma jego wyobraźni zobaczyła Krainę Czarów. Utrzymała w tej powieści ten specyficzny klimat tajemniczości, dziwności, oniryzmu i balansowania na krawędzi prawdy i obłudy.

Catherine kocha wypiekać słodycze, a autorka pięknie o nich pisze i wpływa na wyobraźnię. Na tyle, że czułam na języku smak pysznych cytrynowych tart. Sama muszę upiec coś w podobnym stylu gdy tylko mąż wróci z delegacji.

Co do historii to od początku podczas czytania czułam w niej nutę melancholii i nostalgii. Wszyscy dobrze wiemy, że wszystkie wydarzenia prowadzą do tragicznego końca i z rosnącym napięciem i niepokojem śledzimy losy bohaterów, których zdążyliśmy już polubić. Zakończenie mimo iż tragiczne to z pewnością usatysfakcjonuje wielbicieli rozwiązań wbijających w fotel. 

Bez serca to wzruszająca opowieść o marzeniach. O dziewczynie, która miała odwagę walczyć o swoje pragnienia, nie potrafiła z nich zrezygnować. To też piękna historia miłości, która jest sensem całego życia, a każde niepowodzenie może przełamać serce na pół. Melancholijna, przejmująca, momentami wręcz smutna. Klimatyczna i oniryczna. Porywająca i zajmująca myśli. Na tyle, że z ciężkim sercem odkładam ją przeczytaną na półkę. Nie chcę rozstawać się z tym klimatycznym światem gdzie rządzi przeznaczenie. Na pocieszenie napiszę wam, że wydawnictwo Papierowy Księżyc planuje wkrótce wydać Sagę Księżycową, która została urwana ku rozczarowaniu fanów przez inne wydawnictwo. Ja czekam. A wy?
Ocena:5+/6
Tytuł: 332.Bez serca
Autor: Marissa Meyer
Stron: 509
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję serdecznie wydawnictwu Papierowy Księżyc
Czytaj dalej...

Gruzja. W drodze na Kazbek i z powrotem. Grzegorz Kapla

Kochani, dzisiaj zabiorę was w podróż. Do Gruzji. Kraju, gdzie biesiadowanie urosło do poziomu sztuki i obrzędu. Gdzie każdy kolejny toast jest podyktowany przez tradycję. Kraju, gdzie ludzie żyją spokojnie, powolnie. Mimo bolesnej historii. Wszystkich tych, którzy tak jak ja nie mogą aktualnie pozwolić sobie na dalekie wyprawy pozostaje poznawanie świata przez książki podróżnicze. Właśnie ten fakt skłonił mnie do sięgnięcia po dzieło Grzegorza Kapli.

Grzegorz Kapla to podróżnik, który w swoim życiu imał się już wielu prac. Między innymi produkował papier czy malował kominy. Opublikował już setki reportaży ze swoich podróży.

Muszę wam przyznać, że książkę Gruzja. W drodze na Kazbek i z powrotem pochłonęłam w dwa dni. Nie spodziewałam się, że zostanę tak wciągnięta w ten kraj, mentalność ludzi tam mieszkających. Ich wierzenia, tradycje, przesądy i legendy. Niezwykle bogatą historię. Wszystko to napisane w lekki i przystępny sposób. Książka przemyca mnóstwo informacji, które zapamiętujemy jakby mimowolnie. Nie traci przy tym lekkości, czyta się ją przyjemnie i z zaciekawieniem, jak świetną powieść przygodową.

Oprócz świetnej historii znalazłam tu też prosty przepis na to jak żyć. Grzegorz Kapla wiele razy przypomina nam, że ważne jest tylko to co tu i teraz. Trzeba chwytać małe chwile, właściwie drobnostki i błahostki. To z nich składa się szczęście w życiu. Przepiękny zachód słońca, czyjś uśmiech lub dotyk, powiew wiatru przed burzą. Magia, która może się już nigdy nie powtórzyć. Odpowiednie nastawienie pozwoli nam właściwie wszystkie te chwile przeżywać. Niby to znana każdemu prawda, jednak ja potrzebuję czasami małego przypomnienia. Zwłaszcza gdy nic nie idzie tak jak sobie zaplanowałam, napięty grafik się rozjeżdża. Warto wtedy usiąść i pokontemplować z kubkiem gorącej herbaty. Od razu wraca się na właściwe tory.

Grzegorz Kapla to postać, która dość szybko zyskała moją sympatię. Wejście na Kazbek wymagało odwagi i bohaterstwa. Mnóstwo brawury i szaleństwa, ponieważ dokonał on tego właściwie bez jedzenia i przygotowania. W przemoczonych, zmarzniętych ubraniach podczas gdy ludzie spotkani na szlaku mieli wyposażenie jak podczas wspinaczki na Mount Everest. Udowodnił tym, że marzeń nikt nam nie odbierze i jeśli w coś mocno wierzymy, będziemy dążyć do celu to wszystko się spełni. Dla mnie z lękiem wysokości wejście na Nosal czy nad Czarny Staw było przeżyciem nie do opisania. Po wszystkim czułam jednak ogromną dumę i radość z oglądanych widoków. Mogę sobie tylko wyobrazić jak dumny jest autor.

Podsumowując, mam nadzieję, że w najbliższym czasie sięgnę po kolejną książkę tego typu. Przeniosła mnie do innego kraju. Pozwoliła zapoznać się z jego kulturą, historią i religią. Przypomniała o sile marzeń.
Ocena:5-/6
Tytuł: 331.Gruzja. W drodze na Kazbek i z powrotem
Autor: Grzegorz Kapla
Stron:311
Wydawnictwo: National Geographic
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Burda Książki

Czytaj dalej...

Stosik #51

Praktycznie nie odpisałam jeszcze na wszystkie komentarze z poprzedniego stosika, a tutaj już kolejny. Same smakowite kąski. Sama nie wiem, która mocniej mnie kusi i z którą wiążę większe nadzieje. Od góry:
Powieść, która zbiera absolutnie same pozytywne opinie. Fantastyka opowiadająca o złej Królowej Kier z Alicji z Krainy Czarów. Już podoba mi się fakt, że została w niej przedstawiona nie postać o której każdy mówi, a ta, która mocniej fascynuje - czarny charakter. Autorka stworzyła słynną Sagę Księżycową. Mam nadzieję, że będę miała okazję ją przeczytać.
A tutaj liczę po prostu na przyjemną, lekką, wakacyjną lekturę. Taką przy której miło spędzę czas, odprężę się i poczuję wakacyjny klimat.
Historia dla dzieci przy której na razie lepiej pobawi się mama. Dziecko jest zainteresowana mnóstwem obrazków.
Kolejna wakacyjna propozycja tym razem od wydawnictwa Wielka Litera. To kolejna część jednak podobno można czytać je oddzielnie. Czy ta obyczajówka mi się spodoba?
Czytałam Ostatnią noc w Tremore Beach tego autora i byłam nią absolutnie zachwycona. Umie budować niezwykły klimat grozy. Wtedy było to nadmorskie miasteczko, teraz Prowansja. Ogromnie jestem ciekawa jakie wrażenie u mnie wywoła.
Co zainteresowała was dzisiaj najmocniej? Powieści młodzieżowe, fantastyka, mroczny thriller czy obyczajówki? Na którą recenzję będziecie czekać?



Czytaj dalej...

Srebrny Widelec Wanda Majer-Pietraszak


Wanda Majer-Pietraszak to autorka między innymi powieści Kwitnący krzew tamaryszku. Ogromnie mi się ta książka spodobała, miło ją wspominam, chociaż czytałam dwa lata temu. Jak odebrałam jej najnowszą powieść?

Srebrny widelec to historia Laury i Antoniny. Dwóch byłych aktorek, które obecnie prowadzą restaurację z domowymi obiadami ,,Srebrny widelec". Zmęczone życiem, niemożnością znalezienia drugiej połówki z mozołem zaczynają każdy dzień. Czy ich los może się jeszcze zmienić?

Podchodzę do tej recenzji już kolejny raz. Między innymi dlatego mam spore opóźnienie. Niestety coś mi w tej powieści nie zagrało. Mimo naprawdę pozytywnych opinii, przepięknej okładki ja zupełnie nie potrafiłam wczuć się w tę historię i utożsamić z bohaterami. Zacznę może od tego, że postacie wydają mi się za bardzo wyidealizowane. Przez to nie wyobrażam sobie żebym mogła spotkać je w zwyczajnym życiu. Laura i Antonina obracają się w środowisku aktorskim. Miałam cały czas wrażenie, że one nigdy nie zeszły ze sceny i dialogi jakie między sobą prowadzą są typowo sceniczne i przesadzone. Takie wymyślne i wyszukane. Przez to gdy czytałam już wieczorem i byłam zmęczona, wiele razy traciłam wątek i musiałam zastanawiać się o czym nasi bohaterowie tak naprawdę rozmawiają. Nie wiem czy zwyczajni zjadacze chleba odnoszą się do siebie tak na co dzień. W wyniku tego wszystkiego przepaść pomiędzy mną, a postaciami tylko się pogłębiała.

Drugim mankamentem, który znów utrudniał mi czytanie jest pewna chaotyczność tej historii. Bohaterka przypomina sobie historie z dzieciństwa lub sprzed lat, czas się zmienia, a to nie jest w żaden sposób zaznaczone. Przez to miałam taki moment podczas  czytania, że sama już nie wiedziałam w jakim okresie toczy się główna fabuła. Czasy nam współczesne czy PRL? Później wszystko się wyjaśniło jednak konsternacja pozostała. 

Podsumowując, myślę, że możecie zobaczyć sami jak ta powieść przypadnie wam do gustu. Zbiera pozytywne opinie gdzie wszyscy chwalą jej ciepło i wspaniały klimat. Kwitnący krzew tamaryszku tej autorki też bardzo pozytywnie wspominam. Po prostu tutaj nie zgrałam się z tą odrobinę zakręconą, nierealną historią, która wywołała u mnie mętlik w głowie. 
Ocena:3/6
Tytuł: 330.Srebrny widelec
Autor: Wanda Majer-Pietraszak
Stron: 316
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza oraz Business & Culture

Czytaj dalej...

Cykliczny konkurs u Chabrowej #3 i wyniki

Kolejny miesiąc już za nami. Przechodzicie samych siebie. Tym razem bardzo ciężko było wybrać mi tylko jedną osobę, liczyła się kolejność zgłoszenia do konkursu.
Gosiaczek  otrzymuje ode mnie egzemplarz książki Pakistańska córka.
Ponieważ dużo osób zgłaszało się również po Behawiorystę postanowiłam dać wam kolejną szansę. Tym razem możecie wybierać wśród książki Katarzyny Bondy i Remigiusza Mroza.
1. Organizatorem cyklicznego i comiesięcznego konkursu jest Chabrowa ( Klaudia Kasznicka), właścicielka bloga www.moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
2. Warunkiem przystąpienia do konkursu jest dodanie bloga do Obserwowanych, podanie adresu mailowego w komentarzu poniżej, napisanie którą książkę wybieracie oraz
udzielanie się. Oceniana będzie wasza aktywność. Chodzi mi o regularne komentowanie ukazujących się postów. Mam nadzieję, że będziecie mnie dzięki temu regularnie odwiedzać.
3.Do wygrana jest egzemplarz książki ,,Behawiorysta" Remigiusza Mroza lub ,,Lampiony" Katarzyny Bondy do wyboru ( obie raz czytane)
4.Konkurs trwa od 19.07 do 19.08.2017
5.Konkurs wyłącznie dla pełnoletnich
6.Koszty wysyłki na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pokrywam ja.
7. Zgłoszenie w rozdaniu jest równoważne z akceptacją warunków rozdania i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych.
Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.E-mail:
3.Wybieram:
A dalej według waszego uznania ślady działalności i aktywności na blogu. Jeśli będziecie aktywni to z pewnością to zauważę. Miło widziane udostępnienia tego posta czy blogowego facebook'a. Pełna dowolność.
Czytaj dalej...

Jutro będzie koniec świata Justyna Posłuszna

Wyobraźcie sobie, że za kilka godzin nastąpi koniec świata. Ziemia pod naszymi nogami popęka w taki sposób, że każdy człowiek będzie na swojej prywatnej samotnej wyspie. Warto się starać skoro i tak wszyscy umrzemy? Właśnie takie myśli kłębią się w głowie pewnego staruszka - Henry'ego. Cierpi on na agorafobię - lęk przed przebywaniem wśród ludzi, wyjściem z domu. Od lat przebywa on w swoich czterech ścianach, słuchając ciągle kolejnych prognoz pogody mających przybliżyć mu datę końca świata. Niespodziewanie spotyka on Pawła - młodego Polaka, który w Londynie szuka pracy, a tak prywatnie ucieka przed prawdziwym życiem i własnymi lękami. 

Justyna Posłuszna to młoda autorka, mieszkająca obecnie w Genewie gdzie wychowuje dwójkę dzieci. Miałam przyjemność otrzymać od autorki przepiękną pocztówkę z tego urokliwego miasta. Justyna Posłuszna mieszkała także w Londynie, czuć w książce mnóstwo jej doświadczeń z tym miastem.

Książka Jutro będzie koniec świata to dla mnie historia o naszych lękach i słabościach. Pozwoliła mi wywlec te najbardziej skrywane na wierzch i zastanowić się czy są warte poświęcania im więcej czasu. Być może okaże się później, że lęk był tylko i wyłącznie w naszej głowie.  Niektórzy boją się krwi lub pająków. Inni czują lęk przed prawdziwym życiem. Nic w swoim otoczeniu nie zmieniają, ich kolejne dni wyglądają tak samo, nie potrafią podjąć żadnej decyzji. Ta książka zmusza nas do działania. Każdy z nas ma jakieś słabości, nie ma ludzi idealnych. Ja tak jak Paweł panicznie boję się wody, zawsze podczas mycia głowy pilnuję, żeby nawet kropla nie dostała mi się do oczu czy uszu. Mam nadzieję, że kiedyś ten lęk przezwyciężę. Tak jak bohaterowie. 

Paweł i Henry to para bohaterów, która chyba nie mogła być już bardziej niedopasowana. Polak i Anglik, z całkowicie odmiennymi charakterami. Jeden w podeszłym wieku, drugi mający jeszcze całe życie przed sobą. Obu polubiłam. Są charakterystyczni, mają swoje wady i zalety. 

Ogromnie spodobało mi się też pokazanie w tej książce Londynu od podszewki. Nigdy tam jeszcze nie byłam, nie znam charakteru tego miasta. Dla wielu jawi się ono jako spełnienie marzeń. Szybkie życie, pulsujący energią i ciągle zmieniający się tygiel kulturowy. Autorka pokazała, że to miasto potrafi wyssać całą energię, zmęczyć. Sprawić, że wspaniale zapowiadająca się kariera kończy się gdzieś na zmywaku w podrzędnej restauracji. Smutna prawda wielu naszych rodaków na emigracji. 

Podsumowując, książka jest specyficzna przez swoich odrobinę zwariowanych bohaterów. Szubko się ją czyta, zmusza do wielu refleksji i przemyśleń, a do tego bez ubarwiania pokazuje jak wygląda prawdziwe życie wielu naszych krewnych na emigracji. O tym się często nie mówi. Polacy już tacy są, że jeśli komuś nie idzie to się z niego śmieją, a więc po co przyznawać się do swoich porażek. Należy wspomnieć też, że to literacki debiut pani Justyny Posłusznej. Z chęcią przeczytam kolejną jej książkę, zwłaszcza jeśli znów będzie zahaczać o tematy emigracji.
Ocena:4+/6
Tytuł: 329.Jutro będzie koniec świata
Autor: Justyna Posłuszna
Stron: 261
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Za książkę dziękuję autorce :)
Czytaj dalej...

Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty Sylwia Zientek

Sagi rodzinne to gatunek, który cenię sobie jak żaden inny. To one wywołują u mnie najwięcej emocji, uprzyjemniają mnóstwo chwil. Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty to pierwszy tom sagi opowiadające o rodzie warszawskich hotelarzy.
Sylwia Zientek to autorka powieści obyczajowych i historycznych. Mieszka w Wilanowie z mężem i trójką dzieci.

Ostatni tydzień podczytywałam sobie taką oto powieść. Muszę wam przyznać, że zarwałam dla niej kilka nocy co bardzo rzadko mi się zdarza - sen przy małym dziecku jest kilkukrotnie cenniejszy.
To pasjonująca i rozbudowana saga rodzinna, której akcja toczy się aż w trzech okresach historycznych. W XVII wieku kiedy to lutnista królewskiej kapeli Laurenty Żmij marzy skrycie o zbudowaniu własnego zajazdu w Warszawie. Ciąży jednak na nim klątwa - ma on nigdy nie doczekać się zdrowego, męskiego potomka. W XIX wieku gdy Eleonora Żmijewska musi wziąć na swoje barki samodzielne zajmowanie się rodzinnym hotelem Varsovie. Jest panienką z dobrego domu jej ojciec popełnił samobójstwo, a reszta członków rodziny rozjechała się po świecie. Wreszcie czasy współczesne. Dana Spakowski przyjeżdża do Warszawy by odzyskać rodzinną działkę, na której przed laty mieścił się hotel Varsovie.

Fabuła jest ogromnie rozbudowana, a mnogość wątków i bohaterów mogłaby wprowadzić w konsternację. Na szczęście autorka pokazała prawdziwy kunszt, który sprawia, że dla czytelnika wszystko staje się zrozumiałe. Nowe wątki i postaci zostają wprowadzone stopniowo. Mamy czas na dokładne zapoznanie się z nimi. Każdy z bohaterów się wyróżnia, nie sposób ich ze sobą pomylić. Wątki im dalej w przeszłość tym stają się bardziej rozbudowane, ten współczesny został potraktowany po macoszemu. To dobrze, nasze czasy nie posiadają takiego klimatu jak te kilka wieków wcześniej. Historia z XXI wieku ma jednak potencjał na rozwinięcie się w kolejnym tomie ze względu na jego ciekawe zakończenie, 

Chylę czoła przed autorką. Przed jej zaangażowaniem, oczytaniem i przygotowaniem się do pisania tej powieści. Widać podczas czytania, że musiała włożyć w nią ogrom pracy. Każdy okres historyczny został fachowo i dokładnie odwzorowany. Mamy wrażenie, że przenieśliśmy się do Warszawy z tamtych czasów, a naturalistyczne opisy tylko to uczucie pogłębiają. Warszawa to bohater przedstawiony na równi z Eleonorą czy Laurentym. Piękne dzielnice z jednej strony dzielnicy, a po drugiej rynsztoki z ludzkimi odchodami, resztkami jedzenia i leżącymi trupami w fazie rozkładu. Nic nie ubarwione, pokazujące fakty takimi jakie były przez co można poczuć klimat XVII czy XIX wieku.

Nie napisałam jeszcze o samej historii, a to przecież ona spaja całą powieść. Pełno tu intryg, rodzinnych niesnasek i kłótni. Wielkich namiętności i romansów. Nad tym wszystkim wiszące widmo strasznej klątwy. Po prostu kawał intrygującej literatury.

Podsumowując, to dopracowana z precyzją godną jubilera perełka na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Trzeba jej poświęcić trochę czasu jednak procentuje to w postaci satysfakcji z przeczytania porządnej literatury. To barwna i klimatyczna saga rodzinna z pulsującą energią Warszawą w tle i krzyżującą wszelkie plany rodową klątwą.
Ocena:5+/6
Tytuł:328. Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty
Autor: Sylwia Zientek
Stron: 605
Wydawnictwo: W.A.B
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

P.S. Macie czasami takie dni, że wszystko jest na nie? Najprostsze czynności nie wychodzą, cały plan dnia zaczyna się sypać. Jakie znacie sprawdzone patenty na poprawę humoru w takim okresie? Liczę na wasze propozycje, a ja ogarniam się i wracam powolutku do działania. 
Czytaj dalej...

Sekrety urody babuszki Raisa Ruder Susan Campos

Pewnego pięknego dnia przyszła do mnie tajemnicza przesyłka. Odpakowałam i moim oczom ukazał się przepiękny egzemplarz Sekretów urody babuszki - słowiański elementarz pielęgnacji. Kosmetyki rosyjskie znam i chwalę sobie od dawna, prawdziwy bum na nie był już kilka lat temu, a więc z przyjemnością ją przejrzałam. Jak ją oceniam?

Pierwsze o czym po prostu nie sposób nie wspomnieć to wydanie. Książka jest w miękkiej oprawie jednak jest ona tłoczona w drobniutkie kropeczki. Poradnik ten miło trzyma się w rękach, jest solidnie wykonany. Nie ma w nim żadnych zdjęć, raczej rysunki przywodzące na myśl stary podręcznik do botaniki. Do tego pomarańczowo-brązowa kolorystka i mamy przepis na bardzo klimatyczną książkę.

Raisa Ruder mieszka obecnie w Kalifornii jednak pochodzi z Ukrainy. To tam razem ze swoją babcią wypróbowywała przepisy na kosmetyki z naturalnych składników, takich, które każdy z nas może odnaleźć w swojej kuchni. To z pewnością gratka dla wszystkich tych, którzy choć raz w życiu szukali maseczek z domowych składników. Ja robiłam to wiele razy, miałam nawet pomysł na stworzenie własnego segregatora z przepisami i pomysłami. Tutaj mam wszystko w jednym miejscu, dokładnie wytłumaczone i ciekawie napisane. Raisa Ruder z powodzeniem stosuje te wszystkie przepisy w swoim salonie, w Kalifornii, gdzie klientki są raczej wybredne. Obecnie wszędzie otacza nas chemia, a więc może niepotrzebnie truć się jeszcze kosmetykami, które są nią naszpikowane? Ja sama odeszłam od znanych marek kosmetyków po uczuleniu na lakier hybrydowe gdzie prawie pozbyłam się paznokci. Wróciłam do dokładnego czytania i analizowania składów. Ta książka tylko przypomniała mi jak lubię tworzyć wszystko sama i nakierowała na temat pracy licencjackiej. Będą to naturalne wyciągi z roślin.

Raisa Ruder pogrupowała swoje przepisy na kosmetyki nie tylko ze względu na obszar, na który je stosujemy czy problem, który nas dotyka, ale też ze względu na rodzaj dnia, na który chcemy wyglądać szczególnie. Znajdziemy tu więc maseczki na randkę czy ważne spotkanie. To co podoba mi się w tych przepisach to fakt, że wykona je nawet kompletny laik. Nie tworzymy samodzielnie kremów, do wykonania specyfiku najczęściej potrzebny jest nam blender i jakieś naczynie. Nasze składniki to jajka, owoce, warzywa, mleko. Wszystko to czego używamy praktycznie każdego dnia. Do tego autorka przekonuje nas do urządzania sobie od czasu do czasu domowego spa. Okazuje się, że możemy nie tylko wykonać je w swoim domu, ale też użyć własnoręcznie zrobionych kosmetyków. Satysfakcja podwójna. 

Czy polecam? Jeśli masz problemy z cerą, a drogeryjne specyfiki już nie działają, a może po prostu nie chcesz używać tej całej chemii na swoim ciele lub po prostu interesujesz się naturalnymi kosmetykami warto po nią sięgnąć. Pozaznaczać ciekawe przepisy i stosować. Autorka podkreśla, że czerpanie z natury musi być regularne i dość częste. To sposób może nie na natychmiastową poprawę wyglądu, ale na taką, która jest długotrwała. We mnie ta książka obudziła pasję do samodzielnego tworzenia kosmetyków i być może w przyszłości napiszę wam coś więcej o tym co właśnie stosuję.
Ocena:5/6
Tytuł: 327.Sekrety urody babuszki
Autor: Raisa Ruder, Susan Campos
Stron: 301
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak
Czytaj dalej...

Stosik #50


Czerwiec i lipiec obfitują w taką ilość wspaniałych nowości i zapowiedzi, że sama nie wiem co czytać. Najlepiej chciałabym mieć na swojej półce wszystko. O czym poczytacie u mnie w najbliższym czasie?
1.Gruzja. W drodze na Kazbek i z powrotem.  Nigdy nie byłam za granicą. Zawsze brakowało pieniędzy. Później zbieraliśmy na wesele, byłam w ciąży, a teraz mam malutkiego synka. Dalekie wojaże muszę odłożyć na inny termin. Na razie odbywam podróże książkowe, na własnej, prywatnej bujanej huśtawce. Pobieżnie przejrzałam i myślę, że też będę zadowolona.
2.Srebrny widelec Mam ogromną nadzieję, że wydawnictwo Muza po raz kolejny mnie nie zawiodło i ta powieść obyczajowa mocno mi się spodoba. Czytałam debiut tej autorki - Kwitnący krzew tamaryszku i bardzo miło ją wspominam. 
3.Jutro będzie koniec świata  Propozycję recenzji tej powieści otrzymałam od samej autorki. Zgodziłam się chociaż ostatnio rzadko sięgam po powieści dla młodzieży. Zaciekawił mnie jej opis i fakt, że została wydana w serii Gorzka czekolada. Wiele o niej dobrego słyszałam i od dawna chciałam przeczytać powieść spod jej szyldu.
4.Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty  Pisałam wam kiedyś, że kocham sagi rodzinne? Pewnie jakieś tysiąc razy i napiszę to dzisiaj po raz kolejny. Mogę w nich zżyć się z bohaterami, przeżywać ich namiętności i intrygi. Mam nadzieję, że podczas czytania tej powieści też tak będzie.
5.Sekrety urody babuszki  Która z nas nie słyszała o rosyjskich kosmetykach? Wiele z nich znam i bardzo sobie cenię. W tej książce autorka proponuje nam jednak użycie tego co mamy aktualnie w kuchni. Poniekąd dzięki niej wybrałam temat mojej pracy licencjackiej. Odrzuciłam wszystko to o czym myślałam od pierwszego roku. Mikrobiologia, biologia komórki odeszły w niepamięć, a ja skłoniłam się w stronę botaniki i kosmetyki. Na recenzję tej powieści zapraszam was już w poniedziałek.
6.Najmroczniejszy sekret  Naczytałam się o tej autorce samych zachwytów. Ostatecznie nie było źle, podobało mi się. Nie spodziewałam się jednak, że tak szybko domyślę się zakończenia.
7.Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej  Wakacyjny sprawca mojego dobrego humoru. Historia, która sprawia, że zaczynamy widzieć świat przez różowe okulary, a więc zdecydowanie polecam. Recenzja ukazała się w środę.
Co was najmocniej zaciekawiło? Będziecie czekać na jakąś recenzję? A może coś byście mi podkradli?

Zakończył się konkurs z Teorią zakalca Dagny Przybyszewskiej. Najchętniej nagrodziłabym kilka osób jednak zwycięzca musi być tylko jeden. 
Jest nim Julia87- Juglarnia:) Gratuluję :)

Czytaj dalej...

Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej Anna Broda

Wiele jest powieści, że bohaterka rzuca wszystko, zmienia swoją dotychczasową pracę i postanawia całkowicie odmienić swoje życie. Coś mnie jednak do tej powieści przyciągało. Coś co mówiło, że tym razem będzie inaczej. Nie będzie schematycznie. Fragment, który miałam okazję przeczytać obiecywał, że to lekka i pozytywna lektura. Jak było rzeczywiście?

Anna Broda to z wykształcenia socjolog. Lubi dobrą kuchnię, często prowadzi badania terenowe w cukierniach i restauracjach gdzie kosztuje potraw. Oczywiście w imię nauki. Mieszka w Warszawie, a Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej to jej literacki debiut. 

Marta ma bogatego narzeczonego, który pracuje w telewizji i zajmuje się najnowszymi trendami w modzie. Sama pisze książkę, ma szansę na wspaniałą karierę. Z pozoru jej życie jest sielankowe. Nie do końca - dziewczyna nie ma pojęcia o tym w co ma się ubrać, suknia rodem z teatralnego schowka założona na ważne przyjęcie, a do tego resztki zaschniętej maseczki z zielonej glinki na twarzy to dla niej codzienność. Z tą książką też nie jest tak idealnie - tak naprawdę każde wydawnictwo ją odrzuciło, a narzeczony po przeczytaniu nie tylko nie wie kto jest zabójcą, ale też kto został zabity. Jak tu odmienić swój los?

Już na wstępie muszę wam napisać - takie debiuty chciałabym czytać jak najczęściej. Z pewnością już po przeczytaniu opisu zauważyliście, że nie jest to powieść, którą mamy brać tak całkiem na serio. Wszystkie wydarzenia dzieją się jakby w krzywym zwierciadle, są komediowe i tragiczne zarazem. Z tego połączenia nie wyszedł zakalec, raczej pyszne ciastko, które potrafi uprzyjemnić nam dzień i sprawić, że humor od razu staje się lepszy i weselszy. Liczne dość absurdalne sytuacje w jakie wpadała nasza główna bohaterka sprawiały, że wiele razy śmiałam się w głos wywołując zmieszane spojrzenia mojego pierworodnego. Przyznam, że nie spodziewałam się, że tak się przy niej ubawię. Cieszę się, że czytałam ją akurat w trakcie nauki do egzaminów. Świetnie sprawdziła się jako powieść, przy której znakomicie się zrelaksowałam.

Bohaterowie tej powieści zostali przedstawieni w karykaturalny sposób. O ile w wielu powieściach by to nie uszło to tutaj nie mogło być inaczej. W taki przesadzony absurdalny sposób autorka mówi nam jasno i wyraźnie, że życie mamy tylko jedno i kiedy je zmieniać jak nie teraz. Mnóstwo łez wylanych ze śmiechu jest przyjemnym dodatkiem. Marta jest ogromnie zagubioną osobą. Nie żyje, a wegetuje poprawiając cały czas książkę, której nikt nie chce wydać. Jej narzeczony wydaje się jej gwiazdką z nieba, tak naprawdę, kompletnie do niej nie pasuje, traktuje ją w protekcjonalny sposób. Oprócz niej znajdziemy tu jeszcze wiele osobistości : starszą panią, która zaczyna dzień od szklaneczki czegoś mocniejszego czy damę w ciąży z toną makijaży na twarzy i długimi tipsami. Nie wyobrażam sobie bez nich tej historii.

Podsumowując, może powieść ta w znaczący sposób nie odmieniła mojego życia, zasiała tylko ziarno niepokoju, że może warto coś odmienić i wpłynąć na swój los. Wywołała jednak mnóstwo uśmiechu na ustach, łez płynących po policzkach i poprawę humoru. Jestem autorce za to wdzięczna i oświadczam, że z wielką chęcią przeczytam jej kolejną powieść. Myślę, że będzie idealna jako wakacyjna lektura.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza oraz Business & Culture
Tytuł: 326.Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej
Autor: Anna Broda
Stron: 378
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2017
Czytaj dalej...

Podsumowanie czerwca

Zdjęcie z wypadu do Borysewa. Jeśli będziecie gdzieś w okolicach centralnej Polski wystarczy odbić od Łodzi. Według mnie jest tam dużo lepiej niż w tradycyjnym zoo, co też odbija się na trochę droższym bilecie. Przede wszystkim nie ma tam zbyt dużo tradycyjnych krat, raczej dużo drewna, siatki, szkła. Zwierzęta mają naprawdę duże wybiegi i gdy akurat schowają się w pomieszczeniu, w którym mieszkają mamy do dyspozycji tyle dróg, że zawsze gdzieś je obejrzymy. Do tego świetne mini-zoo gdzie wchodzimy sobie pomiędzy króliki, kózki i owieczki i możemy do woli je głaskać. Białe lwy i tygrysy, których nie zobaczymy w zbyt wielu miejscach. Oraz prawdziwy hit, który doceniłam dopiero mając dziecko - domek matki i dziecka. Miejsce gdzie możemy w spokoju się przewinąć, odpocząć czy na nakarmić w bujanym fotelu. Niedzielny wypad uważam za udany i mam nadzieję, że w lipcu też coś takiego się trafi.

Jeśli chodzi o książkowe podsumowanie to czytam dużo więcej. Wszystkie egzaminy mam dopiero teraz - w lipcu, a więc mogłam do woli spędzać wolny czas przy powieściach. Oczywiście mogłam się też uczyć, ale się nie udało.W czerwcu przeczytałam 6 książek. Ostatni taki wynik odnotowałam chyba rok temu, przed porodem, a więc jestem bardzo zadowolona. 
Zaszczytne miejsce najlepszej książki tego miesiąca przypada powieści Sarah Lark Nadzieja na końcu świata. To saga rodzinna, mój ulubiony gatunek, autorka, którą sobie mocno cenię, a więc nie mogło być inaczej. Jest tu wszystko co najlepsze w powieściach : miłość, namiętność, rodzinne losy w wojennej zawierusze. Czegóż chcieć więcej? 5+/6

Drugie miejsce to Tysiąc pocałunków. Książka, przy której płakałam jak bóbr. Powieść, która potrafi rozłożyć człowieka na łopatki pod względem emocjonalnym. O miłości, emocjach, rozstaniach, powrotach i życiu. 5+/6

Lirogon i Pakistańska córka to też dwie dobre powieści. Jedna baśniowa, opowiadająca o dźwiękach, druga do bólu szczera i prawdziwa, o terroryzmie, kobiecości i świecie. Lirogon oceniam na 5/6, Pakistańską córkę nie mnie oceniać, to życie Marii Toorpakai. Możecie wygrać ją u mnie tutaj.
Krąg to świetna antyutopia, która pokazała mi jak ważne jest być czasami offline. Odciąć się od wszystkich urządzeń elektrycznych i przeżywać ważne i niezwykłe chwile swojego życia.
Kolejne 5/6
Okazuje się, że w tym miesiącu nie tylko dużo przeczytałam, ale były to powieści, które spodobały mi się. Niektóre mocno mną wstrząsnęły, wzruszyły mnie i pozwoliły spędzić wiele miłych chwil. Inne sprawiły, że nad czymś się zastanowiłam i choć trochę zmieniłam swoje życie. Aby nie było tak dobrze na moim czerwcowym koncie jest też Debiutant. Erotyk, który miał rozpalić zmysły, a okazał się kompletną porażką, którą raczej nikomu bym nie polecała. Dawno nie miałam okazji czytać powieści gdzie bohaterowie byliby tak płascy i sztuczni. 2/6

Jaki był wasz czerwiec? Co ciekawego robiliście? Przypominam, że w czwartek kończy się konkurs z książką Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej. W środę ukaże się moja recenzja tej książki i mam nadzieję, że dzięki niej jeszcze więcej osób się zgłosi.

Czytaj dalej...

Nadzieja na końcu świata Sarah Lark


Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach informację o tym, że jedna z moich ulubionych autorek napisała kolejną książkę wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Czy było warto?

Nadzieja na końcu świata  to historia młodej Polki - Heleny. Jest rok 1944 i dziewczyna właśnie wraz z siostrą dociera do Persji. Są po deportacji na Syberię, bez wizji na przyszłość. Ich jedyną szansą wydaje się być azyl w Nowej Zelandii. Niestety tylko jedna z sióstr może wyjechać.
James McKenzie to urodzony lotnik. Chce walczyć z nieprzyjacielem na wojnie czym budzi niechęć reszty rodziny. Sądzą oni, że jest potrzebny w Nowej Zelandii, w domu i na farmie.
Co stanie się gdy losy Heleny i James'a niespodziewanie się przetną?

Piszę tę recenzję świeżo po lekturze. W głowie kłębi mi się jeszcze wiele myśli, jednak nie mogę powstrzymać się przed natychmiastowym przekazaniem wam swojej opinii. Książka ma jeden dość duży minus - ma zdecydowanie za mało stron i zbyt szybko się kończy. Chciałoby się tkwić w tym klimacie całymi dniami, jest tak ciepły, optymistyczny i bezpieczny, że skutecznie poprawia humor i koi duszę. Nie bez powodu tak lubię czytać prozę tej autorki, tkwi w niej jakaś magia.

Zawsze przenosi nad do ciekawych czasów. Tło historyczne jest rozbudowane, ale nie wysuwa się na pierwszy plan. Jest ważne, ponieważ to wydarzenia historyczne często zmieniają ludzkie plany na przyszłość i sprawiają, że toczą się nie tak jak każdy by chciał. Najważniejsi są jednak ludzie. Bohaterowie, którzy mogliby żyć obok nas, tacy z krwi i kości. Z wadami i zaletami, pełni niepokoju o czekający ich los. To ich autentyczne przeżycia ogrywają tu najważniejszą rolę.

Po raz kolejny otrzymałam dużą dawkę emocji. Młoda Polka - Helena zostaje rzucona w wir nieprzewidywalnych wydarzeń. Drży o swoje życie, jest w ciągłym niepokoju o dalsze losy jakie przewidział dla niej ktoś w górze. Przeżywa namiętną miłość o jakiej marzy każdy z nas. Jej historia jest ogromnie zajmująca i pasjonująca. Książkę jesteśmy w stanie pochłonąć w ciągu kilku niezwykle mile spędzonych godzin.

Podsumowując, zachęcam do jej przeczytania każdego z was. Autorka wspomina tu bohaterów ze swoich poprzednich powieści, jednak nieznajomość tych książek w żaden sposób nie wpływa na jakość czytania. To porywająca, pełna pasji saga rodzinna. Osadzona w przepięknych realiach Nowej Zelandii, w czasach II wojny światowej i zaraz po niej, z kulturą maoryską w tle. Sarah Lark jest prawdziwą mistrzynią w opisywaniu zapierających dech w piersiach krajobrazów. Znajdziecie w niej wszystko to co powinna zawierać wspaniała saga rodzinna. Mnóstwo emocji, optymizm na poprawę humoru, gorącą i namiętną miłość, burzliwe rodzinne losy i zapowiedź równie wspaniałego kolejnego tomu.
Ocena: 5+/6
Tytuł: 325.Nadzieja na końcu świata
Autor: Sarah Lark
Stron: 309
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga
Czytaj dalej...

Tysiąc pocałunków Tillie Cole

Tysiąc pocałunków to książka, która przyciągała mnie do siebie już od pojawienia się w zapowiedziach. Piękna okładka zapowiada nam mnóstwo wzruszeń i emocji przy niebanalnej historii. Później przeczytałam pierwsze recenzje i wiedziałam, że tak poruszająca książka będzie musiała poczekać na półce na odpowiedni moment, tak bym poświęciła jej jak najwięcej czasu.

Poppy i Rune znają się odkąd chłopak przyprowadził się do sąsiedniego domu w wieku pięciu lat. Od tej pory byli nierozłączni, a ich przyjaźń szybko przerodziła się w miłość. Gdy Rune musi wyjechać do rodzinnej Norwegii wszystko się sypie, a dziewczyna przestaje się do niego odzywać. Dlaczego? Czy mają oni szansę na zapełnienie słoika ofiarowanego przez babcię Poppy tysiącem pocałunków?

Ci, którzy pisali w swoich recenzjach o Tysiącu pocałunków przynajmniej z jednym mieli rację. To poruszająca historia. To nawet mało powiedziane, ponieważ musimy się przygotować, że podczas jej czytania zużyjemy przynajmniej paczkę chusteczek higienicznych do ocierania łez. To niezwykle emocjonalna i poruszająca powieść. Taka, przy której czytaniu nie możemy zachować obojętności i po prostu musimy wczuć się w role bohaterów, odczuwać wszystko razem z nimi, ich niezwykłą miłość,  namiętność, rozgoryczenie i smutek. Mam wrażenie, że brakuje tu tylko więcej nadziei i optymizmu. Powieść porusza niezwykle ważne tematy jakim jest pierwsza prawdziwa miłość i rozstanie. Myślę jednak, że nawet smutne sprawy powinny mieć w sobie małe promyczki słońca, aby pokazać, że zawsze jest jakiś nowy początek. Przez fakt, że tego zabrakło książki potrafi nieźle wyczerpać psychicznie. Mi to jednak nie przeszkadza, od czasu do czasu lubię przeczytać coś co sprawi, że mocno się wzruszę, zasmucę i zastanowię nad niektórymi sprawami.

Ogromnie podoba mi się pomysł jaki wymogła na Poppy jej babcia. Ofiarowała jej słoik z tysiącem małych serduszek. Na każdym serduszku dziewczyna miała zapisywać jeden pocałunek. Nie jakiś zwykły buziak jaki pary dają sobie każdego dnia, ale taki, przy którym serce wyrywa się z piersi, a umysł nie myśli racjonalnie. Romantyczne. Powieść pokazuje nam, że czasami nasza druga połówka znajduje się blisko nas. Musimy dbać o rozkwitającą miłość, sprawiać, że każde wspomnienie, każdy kolejny dzień będzie wyjątkowy i taki, że zapamiętamy go na całe życie i z przyjemnością opowiemy o nim wnukom. To też piękna historia o marzeniach. Ona same nie mają szansy na spełnienie, sami musimy o nie walczyć.

Poppy i Rune to dwa zupełnie przeciwieństwa. On - zamknięty w sobie. Każdy zauważa, że jedyne co popycha do każdego dnia to gniew do całego świata i ogromna miłość do dziewczyny. Ona - piękna i eteryczna, gra na wiolonczeli. Żyje tak aby każdy dzień był jak najpiękniejszym i najwspanialszym wspomnieniem. Takie bohaterki przypominają mi o tym, aby otworzyć się na piękno przyrody. Wyjść wcześnie rano na dwór, obejrzeć wschód słońca, pójść do lasu tylko po to aby posłuchać śpiewających tam ptaków. Jest to bardzo dojrzała bohaterka, do naśladowania.

Po przeczytaniu mojej opinii chyba nie wątpicie, że mi się podobało. To historia dla romantyczek. Osób, które naprawdę czasami lubią sobie popłakać przy powieściach, przeżyć wielkie emocje. Często jest tak, że łzy w książkach przychodzą w finale powieści - tutaj takie przeżycia gwarantowane są od pierwszych stron. Do mnie to przemawia, chcę więcej powieści, które sprawią, że serce wyrywa się z piersi.
Ocena:5/6
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Filia
Tytuł: 324.Tysiąc pocałunków
Autor: Tillie Cole
Stron:433
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2017
Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka