Znajdziesz mnie tutaj

Plany i cele na jesień

Niby właśnie widzę za oknem słońce, ale jednak już czuć nadchodzącą jesień. Jakoś tak zawsze po 15 sierpnia, po długim weekendzie powietrze robi się ostrzejsze, czuć zapowiedź nadchodzącego mrozu. A mi jako molowi książkowemu taka pogoda pasuje. Można zakopać się pod kocem z kubkiem herbaty i czytać jeśli tylko dziecko poszło spać. Zakupiłam już jeden gruby i za duży sweter, a więc jesienny klimat uważam za rozpoczęty. 
Nie chcę jednak tego czasu zmarnować. Przy małym dziecku czas przecieka przez palce. Masz tyle do zrobienia, że gdy utkniesz na jednej rzeczy za długo cały misternie ułożony plan od razu się sypie. 
Myślę, że jeśli na forum publicznym nie podzielę się swoimi niektórymi planami to w życiu nie uda mi się ich wykonać. Taki post będzie co kwartał, przecież zmieniające się pory roku i pogoda nierozerwalnie wpływają na nasze życie.

Dla bloga
✔ publikować posty regularnie trzy razy w tygodniu, w poniedziałek, środę i piątek. Widzę, że taki system się sprawdza, jest was wtedy więcej, zauważyłam też dużą ilość komentarzy. Chciałabym, aby moi czytelnicy wiedzieli na pewno, że w te dni mogą u mnie coś nowego przeczytać.
✔czytać więcej. Nie na wyścigi, nie starać się przeczytać każdej nowości. Gospodarować jednak więcej czasu zamiast bezmyślnego przeglądania Facebooka czy telewizji. 
✔ odpisywać dość regularnie na maile
✔częściej bywać na Instagramie i czerpać inspiracje z tych cudownych zdjęć

Dla rodziny
✔ spędzać więcej czasu na czytaniu dziecku bajek. Pomyśleć jak zaciekawić go książkami, na razie chwile posłucha, później już by biegł dalej.
jak najwięcej razem spacerować
✔ jeździć w ciekawe miejsca, które są blisko nas, a o których często nie ma się pojęcia. Mąż w końcu nie pracuje w delegacji, a więc mamy większe możliwości.
✔ ogarnąć ubranka małego, z których już wyrósł. To bardziej dla domu, jednak nie chciałam już tworzyć nowej kategorii
✔ uporządkować nasze ubrania, które mieszczą się w trzech szafach. Niektóre oddać, inne wyrzucić.
✔ stworzyć przytulny klimat naszej przestrzeni. Jesteśmy na takim etapie, że mały ściąga nie tylko wszystko co dosięga, ale też stara się łapać to co w zasięgu wzroku. Wszystkie książki i ozdoby zostały schowane, a ja zostałam z pustymi półkami, które strasznie mnie męczą. Sprawiają, że ten nasz pokój jest po prostu zimny. Muszę postarać się jakoś to wrażenie ocieplić.

Dla siebie
✔zadbać o twarz i ciało. Raz w tygodniu maseczka, dwa razy peeling. Kupiłam ostatnio całą serię normalizującą Vianek, a więc cierpliwie z niej korzystać. Przynajmniej dwa razy w tygodniu użyć balsamu i tyle samo razy olejować włosy
✔dalej planować w Bullet Journal. Kilkudniowa przerwa sprawiła, że kompletnie się rozsypałam.
✔raz w miesiącu udać się na manicure. Domowe hybrydy to nie dla mnie. W końcu dojrzałam do stwierdzenia, że nie potrafię absolutnie wszystkiego i czasami warto oddać się w ręce specjalisty.
✔minimum trzy razy poćwiczyć. Nawet te 10 minut z Mel B jest lepsze niż całodniowe siedzenie
 ✔ jeść mniej słodyczy. Najlepiej tylko raz w tygodniu
absolutnie najważniejsze. Cieszyć się każdą małą chwilą
A wy jakie macie plany na jesień?


Czytaj dalej...

Milion odsłon Tash Kathryn Ormsbee

Książki dla młodzieży to gatunek po który nie sięgam zbyt często. W Milion odsłon Tash od początku jest coś takiego, że przyciąga do siebie wielu. Może to fakt, że opowiada o życiu przeciętnego książkowego mola, którego życie wypełnione jest blogiem lub vlogiem, Instagramem i czekaniem na tłum fanów.

Natasha jest zakochana w tym jedynym. Szkoda, że nie żyje on już ładnych parę lat i ma na imię Lew Tołstoj. Wraz z paczką przyjaciół Tash tworzy serial internetowy oparty luźno na Annie Kareninie - Nieszczęśliwe rodziny. Wkrótce za sprawą polecenia pewnej znanej youtuberki amatorska epika filmowa zostaje zauważona, z dnia na dzień rośnie liczba subskrybentów oraz followersów. Niestety ile fanów tylu hejterów. Czy młodzi ludzie poradzą sobie z niespodziewaną sławą?

Milion odsłon Tash to bez dwóch zdań młodzieżówka godna polecenia. Nie, nie zmieni ona waszego życia, pozwoli za to miło spędzić czas i o czym dowiecie się za chwilę nie jest też bez wartości i ciekawych problemów. Pod płaszczykiem dość żartobliwej historii o niespodziewanej sławie skrywa się mądra opowieść o dojrzewaniu, miłości i seksie. Chyba jednak nie spotkałam się w literaturze z bohaterką, która miała by takie podejście do seksualności jak Tash. Autorka poruszyła temat o jakim nie sposób coś przeczytać w powieści dla młodzieży, a przecież takie osoby z pewnością są w każdym środowisku. Młodzi ludzie atakowani są na każdym kroku tematem seksu. Co jednak jeśli dla kogoś miłością jest wyłącznie przytulenie się do bliskiej osoby i spędzanie z nią czasu. Bez stosunku seksualnego. Akceptowanie swoich wad i dziwactw. Tylko tyle i aż tyle.

Milion odsłon Tash to też historia o nas. Blogerach, vlogerach. O ciągłej pogoni za jeszcze większą ilością komentarzy, polubień i obserwujących nas osób. Przyznam się wam, że mam bzika na punkcie tego co do mnie piszecie. Mam powiadomienia na telefonie o każdym komentarzu. Miałam nawet swoich hejterów. Tak jak Tash nie potrafiłam zająć się normalnym życiem po przeczytaniu kilku obraźliwych słów na swój temat. Wiele lat prawie poszło by wtedy na marne.
To powieść o tym, że w internecie czujemy się anonimowi, czas płynie inaczej. Wszystko jest w zasięgu ręki. Bardzo łatwo wniknąć w ten świat kosztem tego internetowego. Później już trudno go opuścić.

Podsumowując, Milion odsłon Tash to młodzieżówka skierowana do wszystkich błogerów i vlogerów. To oni najmocniej się w niej odnajdą. O naszym codziennym życiu, robieniu zdjęć książkom, myśleniu nad recenzjami. Prowadzeniu ciekawych projektów. O trudnym czasie dojrzewania, odróżnianiu przyjaźni od miłości, seksualności. Momentami niezwykle poważna, innym razem śmieszna. Do przeczytania w dwa upalne dni.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 337.Milion odsłon Tash
Autor: Kathryn Ormsbee
Stron: 347
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Otwarte
Czytaj dalej...

Rozłąka Dinah Jefferies

Dinah Jefferies to autorka, która ma na swoim koncie między innymi bestseller jakim stała się Żona plantatora herbaty. Swoje powieści umieszcza w egzotycznych sceneriach w czasach kolonialnych

Jest rok 1955. Właściwie koniec epoki kolonialnej. Na Malajach Brytyjskich trwa powstanie. Lydia żyje tam z mężem i dwiema córeczkami. Niestety, okazuje się, że kobieta po powrocie z podróży zostaje dom bez śladu swojej rodziny. Wpada na trop prowadzący do odległego o wiele kilometrów miasta. W rzeczywistości mąż uprowadził dzieci do Anglii. Czy jeszcze kiedyś zrozpaczona matka odnajdzie dzieci?

Czasy kolonialne to niezwykle wdzięczny temat jeśli chodzi o literaturę. Rozpalają zmysły swoją egzotyką, a jednocześnie wzbogacają ją ciekawą warstwą historyczną. Tak było i w tej powieści. Malaje Brytyjskie to kraj tętniący życiem, pulsujący energią. Dziki i niebezpieczny z całą masą zwierząt czyhających na życie człowieka. Działających podstępnie, często zupełnie niezauważalnie i bezszelestnie. Do tego brutalne i krwawe powstanie jakie trwało w tamtym okresie na Malajach. Wątek ten nie dominuje w tej powieści, jednak jest jej osią bez której rozgrywające się wydarzenia nie miały by sensu.

Powieść Rozłąka to piękna historia o miłości panującej pomiędzy matką, a jej dziećmi. O tym szczególnym rodzaju uczucia, które chociaż narażone na mnóstwo trudności nigdy nie wygasa i zawsze pozwala mieć nadzieję. Ani Lydia, ani jej starsza córka nawet przez moment nie wierzyły, że mogą się już nigdy w swoim życiu zobaczyć. Mimo podrzucanych im kłamstw i tropów tliła się w nich iskierka nadziei. Jedyne czego mi w niej zabrakło to jeszcze większej dawki emocji. Autorka skupiła się na miłosnych relacjach głównej bohaterki. Równie dobrze mogłaby sprawić, że rozłąka matki i dzieci wywołała by u czytelnika potok łez. 

Na całe szczęście zbyt mała dawka emocji została zrekompensowana silną kobiecą postacią jaką z całą pewnością jest Lydia. Brakowało mi ostatnio bohaterek, które po prostu działają. Bez użalania się nad sobą. Z pewnością jako przedstawicielka płci pięknej było jej ciężko w tym egzotycznym kraju ogarniętym powstaniem. Jej starsza córka to wierna kopia matki. Osóbka, która po prostu nie da sobie w kaszę dmuchać.

Podsumowując, to historia o kobiecej sile i determinacji oraz miłości panującej między matką, a dzieckiem. Porywająca opowieść z ciekawym tłem historycznym i egzotycznym klimatem.
Ocena: 4+/6
Tytuł:336. Rozłąka
Autor: Dinah Jefferies
Stron: 446
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu 
Czytaj dalej...

Ariol. Jak ostatnie prosię Emmanuel Guibert i Marc Boutavant

Generalnie komiksy to zupełnie nie moja bajka. Muszę wam się przyznać, że przed tym nigdy żadnego nie przeczytałam. Gdy Pani z wydawnictwa Adamada zapytała mnie czy razem z inną książką chcę otrzymać też tą, pomyślałam, że czemu nie. Na początek może lepiej zaczynać od czegoś przeznaczonego dla dzieci, później synuś z pewnością będzie ją przeglądał. Już teraz przejawia takie zapędy tylko musi być nadzorowany, aby w szale czytania nie wyrwać większości stron.

Tytułowy Ariol to niezwykle zabawny niebieski osiołek, który wspólnie ze swoimi kolegami i koleżankami przeżywa wiele przygód. To już trzeci tom z jego udziałem, który cieszy się niesłabnącym zachwytem czytelników na całym świecie. Ariol zakochuje się, psoci i rozrabia.

Miło spędziłam czas przy tym komiksie. Zupełnie nie odczułam, że jest od dedykowany głównie dzieciom. Myślę nawet, że nie poleciłabym go takim całkiem najmłodszym. Raczej troszkę starszym dzieciom i dorosłym. To oni odnajdą te ukryte w wypowiedziach aluzje i odniesienia kulturowe.

Podoba mi się, że pod postaciami zabawnych w swoim wyglądzie zwierzątek, kryją się prawdziwe postacie. Takie życiowe i nie odrealnione. Mają wady i zalety. Psocą i się kłócą. Rozmawiają o rzeczach o jakich raczej nie powinni. Piersi siostry jednego z nich nie są raczej odpowiednim tematem dla małych chłopców.  Pomyślcie sobie jednak jak wyglądało wasze dzieciństwo. Czyż rzeczy zakazane i te, o których nie mieliście zielonego pojęcia nie rozgrzewały umysłów najmocniej i nie były najciekawsze? Ich rodzice także nie są idealni. Mogą mieć gorszy dzień i zły humor.

Ariol. Jak ostatnie prosię to dość oszczędne rysunki. Prosta kreska i kolory, które ze sobą współgrają. 

Podsumowując, trzeci tom przygód Ariola to komiks dla dzieci, który ostatnio skutecznie poprawił mi humor. Myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do zabawnych przygód osiołka i jego kolegów, a za parę lub paręnaście lat pokażę ją synkowi.
Ocena:4+/6
Tytuł: 335.Ariol. Jak ostatnie prosię
Autor: Emmanuel Giubert, Marc Boutavant
Stron: 125
Rok wydania: 2017
Czytaj dalej...

Majorka w niebieskich migdałach Anna Klara Majewska

Zupełnie tego nie rozumiem czy to okres w moim życiu gdzie powieści obyczajowe kompletnie mi nie podchodzą, czy może czytam więcej i po prostu statystycznie raz na jakiś czas coś nie musi się tak do końca spodobać. Tym razem znów nastawiłam się na niesamowicie lekką historię jednak okazało się, że czyta się szybko jednak z resztą nie jest już tak różowo.

Anna Klara Majewska ma na swoim koncie już kilka powieści. Między innymi pisanych razem z Hanną Bakułą i Anną Ibisz. Majorka w niebieskich migdałach to tom zamykający trylogię. Czytałam już jej inne opinie i tamte powieści są podobno dużo lepsze. Myślę, że sięgnę i się przekonam.

Magda w końcu prowadzi ustatkowane życie. Jest mąż, córeczka, dorastający syn. Gdyby tylko nie ta seksowna opiekunka, Oksana, matka, która pisze wulgarne powieści erotyczne przypominające życie Magdy i jej męża wszystko było by dobrze. Czy ma on romans z nianią? Przecież dowody zdrady same wpadają do rąk. Trzeba to przemyśleć na Majorce i tam właśnie udaje się nasza główna bohaterka.

Majorka w niebieskich migdałach to lekka powieść obyczajowa. Mam jednak wrażenie, że główna bohaterka przeszła ogromną transformację i całkowicie zmieniła się w ostatnim tomie. Przynajmniej taki obraz wyłania mi się po przeczytaniu recenzji poprzednich powieści autorki, ponieważ sama ich nie czytałam. W tej historii Magda nie działa racjonalnie, jest bohaterką, którą trudno polubić, ciężko się z nią utożsamić. Doskonale rozumiem, że zdrada to najboleśniejsza rzecz jaką można zrobić drugiej osobie i wtedy wiele rzeczy robi się pod wpływem emocji. Jak można jednak mając za dowód jedynie książkę erotyczną wątpliwej jakości praktycznie zażądać od męża rozwodu i wyjechać do innego państwa, a tam myśleć tylko o tym, że skoro on mnie zdradził to ja nie mogę być mu dłużna. Nie rozumiem takiego postępowania, nie odnajduję się w nim. Wiem, że nie trzeba brać tej powieści całkiem na serio. Myślę jednak, że takie zachowanie sprawia, że postać staje się nieprawdopodobna i papierowa.

Nie jest oczywiście tak, że wszystko kompletnie mi się nie spodobało. Książkę przeczytałam dość szybko za sprawą lekkiego stylu autorki. Do tego pełno w niej komicznych sytuacji, które skutecznie poprawiły mi humor i wywołały szeroki uśmiech na twarzy. Myślę, że gdybym miała trochę inne podejście do życia, związków i świata podobało by mi się może mocniej. 

Podsumowując, czytam obecnie o wiele więcej książek, może mam zbyt wysokie oczekiwania. Nie spodobało mi się postępowania głównej bohaterki, które zaważyło na odbiorze całej powieści. Myślę jednak, że autorka ma niezwykle lekki i przyjemny styl, który zachęca mnie do sięgnięcia po inne jej powieści.
Ocena:3/6
Tytuł: 334.Majorka w niebieskich migdałach
Autor: Anna Klara Majewska
Stron:317
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Wielka Litera


Czytaj dalej...

Indeks szczęścia Juniper Lemon Julie Israel

Lato to idealny czas na czytanie lekkich powieści. Podczas panujących obecnie tropikalnych upałów mamy raczej ochotę na coś co nas nie zmęczy, przeczyta się praktycznie samo, a jednocześnie będzie niosło ze sobą wartości. Taka właśnie jest ta historia.

65. Właśnie tyle dni minęło odkąd siostra Juniper Lemon zginęła w wypadku. Dziewczyna zupełnie nie może sobie z tym poradzić. Nie ma żadnego wsparcia, a jej rodzina praktycznie już się rozpadła. Na domiar złego w szkole nikt nie wie jak z nią rozmawiać po tak strasznej stracie. Pewnego dnia gubi cenną dla siebie karteczkę, jedną z kilkudziesięciu nazwanych przez nią Indeksem szczęścia. Odnajduje za to list swojej zmarłej siostry do tajemniczego chłopaka. O czym jeszcze nie wiedziała? Czy grzebanie w cudzych śmieciach ma szansę przerodzić się w coś dobrego?

Indeks szczęścia Juniper Lemon to powieść młodzieżowa, którą pochłonęłam w ciągu jednego dnia, To chyba o czymś świadczy. Chociaż porusza trudny i ważny temat jakim jest nieumiejętność poradzenia sobie ze stratą najbliższej osoby to jednak ogromnie przyjemnie mi się czytało. Juniper to młoda dziewczyna, która nigdy nie powinna doznać tak ogromnej straty jaką jest śmierć siostry. Jak każde rodzeństwo czasami się kłóciły, obrażały na kilka dni. Wiadomo jednak, że skoczyłyby za sobą w ogień. Powieść pokazuje rodzinę, która rozpada się, ponieważ każdy chce przeżywać swoją własną, prywatną żałobę zupełnie zapominając o innych. Tutaj nikt nie radzi sobie z poczuciem niesprawiedliwości i niemożnością cofnięcia czasu. Juniper nie ma żadnego wsparcia w domu, w szkole nikt z nią nie rozmawia, ponieważ nie chce jej urazić. Jednocześnie dziewczyna chce jakoś naprawić pewien błąd względem swojej siostry i próbuje pomagać innym. W dość nieudolny i nachalny sposób. Ta książka pokazuje jak kruche relacje panują między ludźmi i jak łatwo je zniszczyć. O tym, że w naszych czasach lubimy uszczęśliwiać kogoś na siłę jeśli tak naprawdę go nie znamy i nie orientujemy się w jego marzeniach i pragnieniach. 

Książka ta to powieść, w której pod pozorem lekkiego czytadła skryła się naprawdę wartościowa historia. Jest pełna sprzeczności, ponieważ traktuje o śmierci i żałobie, a jednak sprawia, że czasami uśmiechamy się pod nosem ze słownych przekomarzań bohaterów.Możemy odnaleźć w niej delikatnie zaznaczony wątek miłosny, który niesie ze sobą wiele tajemnic. Dodaje książce smaczku, a jednocześnie nie odwraca uwagi od tego co najważniejsze.

Podsumowując, Indeks szczęścia Juniper Lemon to słodko-gorzka powieść dla każdego. Jest kierowana głównie dla młodzieży. Myślę jednak, że ma szansę spodobać się każdemu. Może nie odmieni waszego życia, nie wywoła całej gamy emocji czy nie wylejecie w trakcie jej czytania wiadra łez. To po prostu idealna lektura na wakacje, która pod pretekstem lekkości przemyca w sobie mnóstwo wartości. Traktuje o żałobie, przyjaźni, miłości rodzicielskiej i takiej pomiędzy rówieśnikami. Oprócz tego zwraca uwagę na nieumiejętność akceptacji siebie i przemoc w rodzinie. Mocny pakiet, który mógłby sprawić, że książka staje się za ciężka i niezjadliwa, a jednak tak się nie stało. Wszystko za sprawą lekkiego stylu autorki. Muszę jeszcze koniecznie napisać, że to jej debiut. A ja z chęcią skuszę się na kolejne jej dzieła. 
Tytuł: 333.Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Stron:372
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz tej powieści dziękuję wydawnictwu Iuvi :)
Czytaj dalej...

Podsumowanie lipca

Lipiec już za nami. Lato w tym roku jakieś kapryśne. Jednego dnia trzeba chodzić w kurtkach, drugiego tropikalne upały. Pierwszą połowę lipca spędziłam najpierw na szukaniu dobrego laptopa do pisania pracy licencjackiej oraz próbach zwrotu wadliwego towaru. Zamówiłam laptopa przez internet z odbiorem do salonu Komputronika. Okazało się, że działa on dużo gorzej niż mój dziesięcioletni sprzęt, wiatraczek buczy jak odkurzacz. Powiedziano mi, że tak ma być. Gdy jednak okazało się, że moje dziecko zdąży się wyspać kiedy ten komputer się uruchomi postanowiłam go zwrócić. Znów były przeprawy ze zwrotem, kurierem. Generalnie już teraz będę kupować wszystko w sklepie. Ciekawa jestem jak rozwiąże się ta sprawa, ponieważ od tygodnia cisza, zero kontaktu ze strony sklepu, ani komputera, ani pieniędzy ze zwrotu. Pracę musiałam zacząć pisać na starym laptopie. Pewnie myślicie sobie, że kto pisze pracę we wakacje. :) Ja. W roku akademickim może być z moim dzieckiem ciężko, trzeba coś nadgonić.
Oprócz tego w lipcu miały być wakacje, a mąż wyjechał w delegację. Nawet nie czuję, że rymuję. :) No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mam więcej czasu na czytanie i gotowanie.
W lipcu przeczytałam 8 książek. Wynik, który przebił wszystkie miesiące tego roku. Jestem z niego bardzo dumna i cały czas chcę więcej. Ostatnia powieść tak rzutem na taśmę została skończona praktycznie o północy. 
Książką, która najbardziej mi się spodobała. Wywołała najwięcej emocji. Na tyle, że ciężko było napisać mi jakąś konkretną recenzję. Pewnie domyślacie się, że to wspaniałe Bez serca.
Tradycyjnie gdy klikniecie w tytuł zostaniecie przeniesieni do recenzji.
Dalej dwie powieści. Jedna to niesamowicie dopracowana saga rodzinna opowiadająca o rodzie warszawskich hotelarzy. Z tajemnicami, zdradami i klątwami rzuconymi na cały ród. Hotel Varsovie
A do tego zmuszająca do refleksji książka o życiu na emigracji i Londynie - Jutro będzie koniec świata
W lipcu przeczytałam też niesamowicie zwariowaną, ciepłą powieść obyczajową - Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej
Próbowałam również zastąpić drogeryjne kosmetyki tymi domowymi z Sekretami urody babuszki
Wprawdzie trochę nie w temacie, ale od 21 sierpnia w Rossmannie będzie promocja -49 na kosmetyki do pielęgnacji ciała. Ja już nie mogę się doczekać, na taką okazję czekałam. Myślę, że warto kupić olejki Alterry, które wykorzystam do olejowania włosów oraz kremy do ciała Isany. Wysmarowałam już kilka opakowań i bardzo sobie chwalę. Napiszcie w komentarzu to jeszcze dokładnie pokażę, które polecam.
W lipcu odbyłam też podróż do Gruzji za sprawą Gruzja. W drodze na Kazbek i z powrotem
Ostatnią książką przeczytaną w lipcu były Oczy Eugena Kallmanna. Ciekawy thriller, który kompletnie porwał mnie swoim klimatem. Muszę zacząć czytać więcej skandynawskich powieści, jak dawniej.
Jedyną książką, która nie przypadła mi bardzo do gustu, kompletnie się w niej nie odnalazłam jest Srebrny widelec. Oby w sierpniu nie było nawet jednego takiego zgrzytu.

W lipcu za sprawą książki Bez serca, która zmusiła mnie do słodkich wypieków znalazłam przepis na idealne ciasto kruche. Jest nie tylko proste w przygotowaniu, świetnie smakuje, ale też nie ma w nim białek jaj, a więc może je jeść mój synek.
Na taką większą formę do tarty potrzebujecie tylko jedno opakowanie margaryny lub masła, 3/4 szklanki cukry pudru, pół małej łyżeczki proszku do pieczenia, trzy szklanki mąki, 2 małe żółtka. Margarynę ucieramy z cukrem. Gdy zwiększy swoją objętość powoli dodajemy żółtka. Ucieramy. Dodajemy proszek do pieczenia i mąkę. Miksujemy. Wykładamy na formę. Dziurkujemy widelcem. Pieczemy w 180 stopniach przez 25 minut, do suchego patyczka. Dobre zarówno do położenia na nim jakiś owoców jak na zdjęciu wyżej, na ciasta. Ciekawe czy będzie tak samo smaczne w spodzie sernika?
Jak minął wasz lipiec?

Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka