26 lut 2016

Z wizytą w Manchesterze i wiele, wiele innych

Jak pewnie wiecie już ładnych kilka miesięcy czytam sobie English Matters. To dwumiesięcznik, a więc trzeba na niego zawsze troszkę poczekać, a jednocześnie nie trzeba się spieszyć można na spokojnie przetrawić każdy z artykułów. Jak zawsze jest ich bardzo dużo, podzielone tematycznie. Jedne podobają mi się mniej, inne bardziej. Zauważyłam, że mam swoje pewniaki jeśli chodzi o kategorie i wiem, że tam zawsze będzie dla mnie super.
Gusta są oczywiście różne.

Wiele osób często pisze mi, że w dziedzinie języka angielskiego są kompletnie zieloni. Magazyn ten przyda się zarówno początkującym jak i tym doświadczonym. Wszystko jest dobrze wytłumaczone, nie trzeba się bać.

Magazyn znajdziecie w kioskach Ruchu i Empiku. Dostępne są również inne języki.
W tym wydaniu mamy szereg bardzo ciekawych artykułów. Między innymi troszkę o Angelinie Jolie, opowiadanie, które zajęło pierwsze miejsce w konkursie ogłoszonym w numerze 55. Nie dość, że ciekawe to jeszcze pięknie napisane i do tego w obcym języku. Jestem pełna podziwu dla laureatki. A może ktoś chce dowiedzieć się czegoś na temat poszukiwania drugiej połówki? Wywiadu udzielił trener personalny. Mogłam dowiedzieć się też trochę o kulturze Szkocji, podatkach i Erasmusie. 

Jak zawsze lekko się czyta, artykuły są na wysokim poziomie i po prostu podczas czytania uczymy się. Myślę, że zawsze jakieś słówko nam w głowie zostanie i przypomni się w najmniej niespodziewanym momencie. Dodatkowo jak zwykle do niektórych artykułów jest darmowy plik MP3 do pobrania, a więc możemy poćwiczyć naszą wymowę. 
Magazyn bardzo lubię, polecam i z pewnością będę czytać kolejne wydania.

Tytuł: 272. English Matters #56
Autor: Praca zbiorowa
Stron: 42
Wydawnictwo: Colorful Media
Rok wydania: 2016
Za egzemplarz dziękuję Colorful Media

Na portalu Czytam Wszędzie pojawiła się też moja kolejna recenzja. Niby thriller psychologiczny jednak nie spodziewałam się, że wywoła u mnie takie emocje i polecę ją absolutnie każdemu. Dlaczego?

24 lut 2016

Polowanie na czarownice


Temat mrocznych dziejów w naszej historii dotyczących okrutnych tortur i polowania na czarownice zawsze mnie do siebie przyciąga. Jest wstrząsający jak mało który. Przecież ginęły wtedy kobiety, które po prostu odważyły się być mądrzejsze od mężczyzn. 

Luz Gabas pochodzi z Francji, jest wykładowcą uniwersyteckim. Jej debiutancka powieść ,,Palmy na śniegu" odniosła duży sukces. 

W ,,Czarownicach z Pirenejów" śledzimy dwa równoległe wątki. Ten historyczny opowiada o dziewczynie imieniem Brianda z Lubicha. Spadkobierczyni wielkiego bogactwa, która w skutek knowań przeciwników nie tylko straciła wszystko ale została też oskarżona o czary. Współcześnie też żyje pewna Brianda. Ma senne koszmary, dziwne wizje. Szuka spokoju w rodzinnym miasteczku gdzie spotyka tajemniczego nieznajomego.

To znaczy: ,,Wszystko noszę ze sobą".

O tej książce czytałam same pozytywne opinie. Okazuje się, że ja odczułam dokładnie to samo i przykro mi, że już kilkanaście dni po premierze, a o niej tak cicho. Jest warta tego aby zarwać dla niej niejedną noc. Emocje gwarantowane.

To wielowątkowa i wielowymiarowa opowieść. Historia nierozerwalnie łączy się z teraźniejszością. Losy współczesnej dziewczyny przenikają się z postacią z przeszłości. To chyba mój ulubiony zabieg w powieściach. Wydarzenia, które nawiązują do tego co dzieje się współcześnie. Odrobina magii.
 Widać, że autorka jest dobrze oczytana, zna się na rzeczy. Nie jest ciężko, brak w jej pisaniu zadęcia, a jednak bardzo dobrze odwzorowała nam klimat Pirenejów sprzed kilku wieków. Czasy historyczne zostały odmalowane bardzo szczegółowo i dokładnie. Mam wrażenie, że nawet lepiej niż wątek współczesny.

Autorka snuje piękną baśń, która stopniowo oplata nasz umysł. To opowieść o wielkiej pasji, namiętności, klątwach i rodzinnych sporach. Walki, zdrady i porywy serca. Wszystko napisane bardzo poetyckim i kwiecistym językiem.

Nie napisałam jeszcze o najważniejszym, a mianowicie osi spajającej całą historię. Polowanie na czarownice, które wzbudziło we mnie ogromne emocje. Autorka zaserwowała nam makabryczne opisy. Wszystko to trafiło do mnie na tyle, że uroniłam wiele łez nad okrutnym losem, który spotkał te kobiety. Zżyłam się z nimi, polubiłam je, a je spotkało coś takiego.

Mogłabym jeszcze wiele o tej książce napisać. Mnóstwo słów kłębi mi się w głowie, a to znak, że książka jest dobra, po przeczytaniu nie pozostawia czytelnika obojętnym. Poczułam w trakcie jej czytania wiele emocji. Ten magnetyzm, który przyciągał do siebie bohaterów, namiętność i rozgoryczenie tym co ich spotykało. To świetnie dopracowana historia, romans wywołujący rumieńce na policzkach. Rozbudowane tło historyczne. Tajemnice z przeszłości, odrobina magii. Kawał wspaniałej powieści, nie tylko dla kobiet.
Dawno nie przyznałam tak dobrej oceny jednak czuję, że po prostu jest tego warta.
Ocena: 6/6

Tytuł: 271.Czarownice z Pirenejów
Autor: Luz Gabas
Stron: 477
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business & Culture

21 lut 2016

Harlan Coben, Nieznajomy

Mam nadzieję, że nie zrazi was fakt, że dzisiaj możecie poczytać mnie w troszkę innym miejscu niż zazwyczaj. Harlan Coben to autor, którego lubię czytać. Czy tym razem także mi się spodobało?
Liczę na to, że z chęcią wejdziecie na stronę Czytamwszędzie.pl i poczytacie moją recenzję.
To dla mnie ogromny zaszczyt gdy widzę tam swój tekst i mam nadzieję, że razem z wami portal będzie się rozwijał.
A więc zapraszam na thriller.
Takie posty będą się tutaj od czasu do czasu pojawiać, oczywiście nie zrezygnuję z recenzji blogowych. Lada dzień możecie wypatrywać ,,Czarownic z Pirenejów". Jednocześnie rezygnuję ze wszelkich zapychaczy, postów ogólnych. To wszystko zbiorę w czasie comiesięcznego podsumowania. Podobają się wam takie zmiany?
P.S. Teks bez ładu i składu. Widok swojego zdjęcia w zakładce Piszą dla nas wywołał zbyt wielkie wzruszenie :)

18 lut 2016

Walcz i samemu nie daj się zabić

Garth Nix to australijski autor zdobywca wielu nagród. Sławę przyniosła mu seria o Starym Królestwie. Jego książki przetłumaczono na czterdzieści języków. ,,Zagubieni książęta" to pierwsza część nowej serii.

Panuje tam całkowicie inny świat niż nasz. Rządzi nim Imperium. Osoby bardziej sprawne i mądrzejsze przechodzą całkowitą zmianę ciała na bardziej wytrzymałe, ich umysłom zostaje przekazane mnóstwo informacji i stają się Książętami. Jedyny problem w tym, że jest ich dziesięć milionów. A tron? Jeden. Trzeba jak najszybciej wykończyć przeciwników i samemu nie dać się zabić. To musi zrobić nasz główny bohater Kemri. Tylko, że dostaje on dość nietypową misję. 

Długi ten dzisiejszy opis. Chciałam troszkę przybliżyć wam ten niezwykły świat i prawa nim rządzące. Autor stworzył jednak o wiele więcej, to zaledwie mały ułamek. Zawsze podczas czytania fantastyki najbardziej zdumiewa mnie fakt, że trzeba tu praktycznie od zera stworzyć inną historię, inne stworzenia i mechanizmy działania. Do tego w taki sposób żeby logicznie do siebie pasowały. Tutaj nie tylko zetknęliśmy się z całkowicie inną technologią i cywilizacją to jeszcze wszystko zostało dobrze wytłumaczone. Bez żadnych zgrzytów. Informacji jest ogrom co mnie zupełnie nie przytłoczyło za sprawą niezwykle wciągającej historii głównego bohatera.

Z recenzji książek z serii o Starym Królestwie wnioskuję, że ta książka to całkowita nowość, powiew świeżości. To taki kawał fantastyki z kosmicznymi bitwami i podróżami dziwnymi statkami kosmicznymi. Od początku do końca czyta się ciekawie. Główny bohater opowiada swoją historię z perspektywy czasu i intryguje tym, że wie troszkę więcej od nas. Trochę tu humoru, mnóstwo akcji i pędzących wydarzeń. Wiele osób poluje na naszego księcia, który musi się jeszcze wiele nauczyć.

Trzy razy umarłem i trzy razy się odrodziłem, chociaż nie skończyłem nawet dwudziestu lat, odmierzanych według czasu ziemskiego zgodnie z nadal obowiązującą tradycją.
Kemri na początku mocno mnie irytował. Uważał się za najważniejszą i najmądrzejszą osobą na świecie. Może jednak dlatego wplątywał się w taki historie i książka mogła być ogromnie ciekawa. Kartki płyną dość szybko. Gdy zaczęłam czytać obawiałam się, że taka typowa literatura fantastyczna może mnie przytłoczyć. Nic bardziej mylnego. Autor wszystko po kolei wytłumaczył, wprowadził wiele wątków pobocznych, nawet romantyczny co nadało tej historii lekkości. Dawno się tak dobrze nie bawiłam przy powieści tego typu. Z pewnością ten kawał porządnej lektury zmusi mnie do poszukiwań innych książek autora.

miłość bardzo przypomina zmieniający się nieustannie problem taktyczny, który wymaga ciągłej pracy
Ocena:5/6
 Tytuł: 270.Zagubieni książęta
Autor: Garth Nix
Stron: 359
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2016
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu

Mam dla was pewną dobrą wiadomość. Niedługo niektóre moje recenzje będziecie mogli czytać też na portalu Czytam wszędzie. Serdecznie was na niego zapraszam. Wszystko dopiero się rozwija, brakuje komentatorów i dyskusji. Mam nadzieję, że zajrzycie na tę stronę i wspomożecie. Oczywiście poinformują was też kiedy ukaże się tam coś mojego :)
Dla mnie to ogromne wyróżnienie i wskaźnik, że nie stoję w miejscu. Cały czas się coś dzieje co strasznie mnie cieszy.



12 lut 2016

Co naprawdę lubimy czytać?


Największy plebiscyt dla czytelników w Polsce startuje już 1 lutego. Prawie 3 miliony internautów wybierze Książki Roku 2015. Głosowanie odbędzie się za pośrednictwem lubimyczytać.pl – najpopularniejszego serwisu dla miłośników książek.
O miano Książki Roku będzie ubiegać się blisko 200 dzieł z 63 wydawnictw. Wśród nominowanych znajdują się książki polskich i zagranicznych autorów wydane w minionym roku w Polsce m.in.: Michaela Houellebecqa, Harukiego Murakamiego, Stephena Kinga czy Katarzyny Bondy. Zwycięzców poznamy pod koniec lutego. Aby oddać głos należy wejść na stronę www.ksiazkaroku.pl.
Książka Roku zostanie przyznana w 10 kategoriach, m.in.: literatura piękna, literatura faktu czy kryminał. Na podstawie głosów i ocen użytkowników największego serwisu społecznościowego dla polskich czytelników – lubimyczytać.pl. Organizowany po raz pierwszy plebiscyt, już w chwili startu, jest największym głosowaniem dla czytelników w Polsce.
Do tej pory społeczność portalu wystawiła już milion recenzji i oceniła 11 milionów książek. Codziennie serwis lubimyczytać.pl odwiedza blisko pół miliona osób. Prawie 3 miliony użytkowników miesięcznie tworzy prywatne rankingi najlepszych książek wydawanych w Polsce.
Serwis lubimyczytać.pl udowadnia, że w Polsce istnieje naprawdę duża liczba stałych czytelników. Codziennie dyskutują, komentują aktualności ze świata książki, przeczesują imponującą bazę uzupełniając swoje internetowe biblioteczki, piszą recenzje, śledzą nowości wydawnicze, a przede wszystkim pochłaniają i kupują książki. Teraz po raz pierwszy będą mieli okazję wybrać Książkę Roku.
Plebiscyt Książka Roku portalu lubimyczytać.pl
głosowanie 1-28 lutego 2016 roku 
Jakie są moje typy? Jak myślicie?
W kategorii Kryminał, Sensacja, Thriller jest to książka Karin Slaughter ,,Moje śliczne". Mnóstwo emocji, to taki kawał mocnej literatury.
Autobiografia, biografia, wspomnienia i ,,Dziewczyny z Syberii" Anny Herbich. Także mocna i prawdziwa książka, którą powinien znać absolutnie każdy.
W dziedzinie książka historyczna nie mogę się zdecydować. Anthony Doerr ,,Światło, którego nie widać" czy może ,,Mrok i mgła" Stefana Turschmida. Obie ciekawe, jednak chyba ta pierwsza niesie ze sobą większe przesłanie.

10 lut 2016

Ta noc będzie twoją ostatnią

Od czasu do czasu nawet ja potrzebuję sięgnąć po coś mroczniejszego. Takiego, że nocna wędrówka do łazienki będzie prawdziwą mrożącą krew w żyłach wyprawą. Mikel Santiago jest nazywany hiszpańskim Stephenem Kingiem. Właściwie nie lubię takich porównań, a to stwierdzenie jest wyjątkowo mocne. Czy nie zostało zapisane na wyrost?

Peter Harper przeżywa życiowy kryzys. Rozwód, brak weny w pracy co w przypadku kompozytora muzyki do filmów i seriali jest prawdziwą klęską. Wyprowadza się do odludnego miejsca, ma tak odzyskać wewnętrzny spokój, a na jego nieszczęście trafia w niego piorun. Nie ma obrażeń tylko przerażające wizje gdzie widzi swoje dzieci, najbliższych i dziewczynę z którą zaczyna się spotykać. Okazuje się, że każdy z jego otoczenia ma jakieś tajemnice.

Poczułem coś w skroniach. I ból w oczach porażonych światłem rozżarzonym do białości. 

Tego było już za wiele Moje zmysły nie wytrzymały. Oślepłem i ogłuchłem, znalazłem się w całkowitej pustce. 

Piorun. Historia osoby, która przeżyła spotkanie bliskiego stopnia z tą siłą natury sama w sobie jest przerażająca. Nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa i zdarzająca się w naszym codziennym świecie. Oglądałam w internecie zdjęcia dziwnych śladów ze spalonych naczyń włosowatych, które zostają wtedy na ciele. Nasz mózg to też niezbadany organ. Co stanie się jeśli piorun sprawi, że jakaś zapadka odkryje najbardziej przerażające wizje z twojej głowy? Niepokojące, a co najważniejsze strasznie możliwe.

Mikel Santiago dawkuje nam napięcie praktycznie na każdej stronie co sprawia, że strach odczuwany podczas całego czytania. Jakieś takie spięcie. Nie rozwija się tak wolno jak King jednak możemy równie dobrze wniknąć do umysłu bohatera. Czujemy jego strach. To, że sam nie wie co się z nim dzieje. Czy makabryczne wizje są prawdą czy tylko wytworem jego chorego umysłu? Brak weny w połączeniu z rozwodem sprawił, że stał się wariatem? Włoski jeżyły mi się na karku gdy wyobrażałam sobie, że też wyobrażam sobie takie rzeczy z udziałem moich najbliższych. Jak bym zareagowała? Naprawdę książka robi ogromne wrażenie.

Do tego wszystkiego klimat Tremore Beach. Sztormy, gwałtowne burze i ulewy. Huk wody uderzającej o skały i domy leżące w dużym oddaleniu od siebie. Całe to połączenie przy czytaniu w nocy daje piorunujące wrażenie. Do końca właściwie nie zdawałam sobie sprawy jaką rolę odgrywają wizje i mroczne tajemnice bohaterów. Wyjaśnienie jest całkiem prawdopodobne, takie zwieńczenie historii. 

Nie wiem czy nazwałabym autora hiszpańskim Kingiem. Zbyt małe doświadczenie. Po takich porządnych lekturach myślę jednak, że zacznę częściej spotykać się z taką literaturą. Mogę jeszcze napisać, że spodobała mi się ta snująca się jak mgła w Tremore Beach barwna psychologiczna gra z czytelnikiem. Nie makabra, ale właśnie działanie na nasze najczulsze struny, umysł i wyobraźnię. Wszystko to sprawia, że kartki przerzucamy z rosnącym zaciekawieniem. Dla lubiących się bać- pozycja do poszukania.
Ocena: 5+/6

Tytuł: 269. Ostatnia noc w Tremore Beach
Autor: Mikel Santiago
Stron: 389
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2016

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

8 lut 2016

Zapowiedź ,,Papierowe serca"

„Papierowe serca” Courtney Walsh
– premiera 14.02.2016 r.
Wydawnictwo Dreams proponuje nam idealną na Walentynki lekturę. Myślę, że osobom, które lubię romanse mocno się spodoba. 
Czy z utraty wielkiego marzenia może wyniknąć szczęśliwe zakończenie?
Abigail Pressman nigdy nie myślała, że odręczne liściki miłosne napisane przez anonimową parę na sercach z papieru zmienią jej podejście do miłości. Dziewczyna prowadzi małą kawiarenkę w osobliwym miasteczku i marzy o rozwinięciu biznesu. Jednak ostatnimi czasy unika swatek z lokalnej grupy Walentynkowych Wolontariuszek, które zbierają się u niej, by pielęgnować tradycję przybijania na listach romantycznych znaczków i stempli, z których słynie Love’s Park. Kiedy wbrew sobie zostaje wciągnięta w działalność Wolontariuszek, przypadkowo natrafia na papierowe serca, coś, czego w tym momencie zupełnie nie potrzebuje. 
Tymczasem trudny do zniesienia lekarz został nowym właścicielem budynku, w którym mieści się jej kawiarnia i grozi jej rozwiązaniem umowy. Walcząc z rodzącym się uczuciem do mężczyzny, który chce zniszczyć jej marzenie, Abigail postanawia powiesić znalezione serca w swoim sklepie, co wywołuje zainteresowanie całego miasta. Nowa porcja serduszek wskazuje, że coś strasznego przydarzyło się tajemniczej parze. Czy odkrycie ich historii potwierdzi wątpliwości Abigail? Czy może uratuje jej marzenia? 
COURTNEY WALSH – autorka, artystka i scenograf. Jej debiutancka powieść A Sweethaven Summer  znalazła się na liście bestsellerów „New York Timesa” i „USA Today”. Pisarka mieszka w Illinois wraz z mężem i trójką dzieci. Więcej na www.courtneywalshwrites.com

Jesteście zaciekawieni? 

7 lut 2016

Beztroskie lata dzieciństwa

Autorka jest już dobrze znana czytelnikom w Polsce. Miałam przyjemność czytać już dawno temu jej młodzieżówkę ,,13 poprzeczna", a później słynną ,,Cukiernię pod Amorem". ,,Kalendarze" to z pewnością książka bliska jej sercu, to w niej opisuje swoje dzieciństwo. Chodzi do przedszkola, chłopcy wymyślają jakieś dziwne gry w całowanie. Wokół tego szaleją trudne czasy gdy wszystko jest na kartki, a ludzie jednak jakoś bardziej ze sobą związani niż współcześnie.

A dla mnie to miejsce, niczym raj utracony, już na zawsze pozostanie święte. Wiem jednak, że nawet gdyby udało mi się wejść na podwórko, nie odnajdę tamtej dziewczynki.
Dzieciństwo. Jakie by nie było kształtuje człowieka jakim później się staniemy, nasz charakter i osobowość. Czy chcielibyśmy przeżyć je jakoś inaczej? Może dać jakieś rady młodszej wersji siebie? Miałam trochę refleksji podczas jej czytania i myślę, że powiedziałabym ,,Bądź taka jaka jesteś. Co co mówią, że wszystkiego się boisz zostaną gdzieś daleko w tyle".

Retrospekcje ukazujące dzieciństwo autorki zostały skonfrontowane z trudnym dla niej czasem kiedy jej dzieci opuszczają rodzinne gniazdo. Ten wątek dużo ciężej mi się czytało. Być może dlatego, że jeszcze mnie to nie dotyczy. Jestem za młoda. Natomiast czasy PRL-u mocno przypadły mi do gustu. Śledziłam losy zupełnie zwyczajnej rodziny jakich wtedy było mnóstwo, ich patenty i sposoby na lepsze życie. Osobom, które lubią szybką akcję ta książka nie ma prawa się spodobać. Powoli ciągnie się do przodu i zabiera nas w podróż do przeszłości. Nie ma tu wielkich wydarzeń, mała nutka melancholii, nostalgii i pewnie żalu za bezpowrotnie utraconym dzieciństwem. Kiedy ono się kończy?

To książka o tym jak ważne i cenne są wspomnienia. Gdy jest dla nich czas teraźniejszy to nie widzimy w nich nic ważnego, a jednak za jakiś czas nabierają głębi. Chociażby podczas przeglądania starych fotografii. To takie odgrzebywanie dawnych lat.
Ciesze się, że autorka przeniosła mnie w ten klimat, podzieliła się własnymi wspomnieniami i opisała to tym swoim poetyckim językiem. Chociaż zdarzały się momenty kiedy czytało się gorzej to taką sentymentalną podróż w przeszłość będę miło wspominać. Chyba lubię takie powolne lektury.
Do autorki się nie zniechęcajcie, jej inne książki to prawdziwe perełki.
Ocena:4-/6

Tytuł: 268. Kalendarze
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Stron: 284
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu

4 lut 2016

Podsumowanie stycznia


Post, który by właściwie nie powstał. Ostatnio moje życie kręci się wokół chemii, bezkręgowców, kolejnych badań u lekarza i załatwiania różnorodnych formalności. Wszystko pędzi, a ja jeszcze bardziej doceniam wolne chwile, w trakcie których mogę po prostu usiąść i odsapnąć. Praktycznie zapomniałabym o podsumowaniu co w moim przypadku jest ogromnie dziwne. 


Styczeń rozpoczęłam z wielkimi planami, jak każdy. Może nie jest ich wiele. Żyć dalej w zgodzie ze sobą, mniej się przejmować innymi ludźmi i ich chorą krytyką.
Więcej spacerować. Styczeń to miesiąc, w którym pogoda była zmienna jak w kwietniu. Najpierw atak zimy, który prawie uniemożliwił mi powrót do domu ze studiów, ponieważ droga była jedną szklanką i jechało się 20 na godzinę. Gdy już wróciłam to jednak zimowe spacery w śniegu były strasznie miłe. Jeszcze bardziej cieszy mnie jednak wiosenna pogoda, która pojawiła się teraz. Gdyby tylko nie ten wiatr :(
Od razu odżyłam, czuję radość z życia. Jednak brakowało tych ciepłych promieni słońca na buzi. Spacery to takie chwile kiedy mogę pobyć tylko ze swoim umysłem, trochę pomyśleć o wszystkich sprawach, tam mogę się najlepiej skupić.
Rozgadałam się dzisiaj :)
O studiach nie będę wam pisać. Egzaminy rozbili mi na kolejne miesiące w trakcie kiedy będą te z tego semestru. Nieciekawie. Na nowy plan, który zakłada trzy godziny nauki w piątek do 20, a później 12 w sobotę i prawie 12 w niedzielę nie nastraja optymistycznie. 

Styczniowy ulubieniec, który ciocia otrzymała na urodziny, a jednak wiedziała, że mi spodoba się bardziej. Niebieski kubeczek. Kolejnym postanowieniem noworocznym jest ciągłe ulepszanie bloga i nauczenie się robienia zdjęć. No nie wiem co z tego wyjdzie. Staram się :)

Ambitne osoby dotrwały właśnie do podsumowania książkowego. Przeczytałam 9 książek. Bardzo mnie ten wynik cieszy i okazuje się, że im więcej mam na głowie tym więcej czytam. Jak to się dzieje?
Książką, która spodobała mi się najbardziej i wstrząsnęła do głębi jest Emma i ja. Jeśli ktoś jeszcze nie widział recenzji wystarczy kliknąć w tytuł. Mocna rzecz, która uderza w samo serce.
Dzisiejsze podsumowanie wyszło mi w formie takich ulubieńców. Przyznam, że tak bardzo mi się podoba. Co jeszcze mnie zachwyciło? Cukierki Halls o smaku owoców leśnych. Oczywiście na zdjęcie nie zdążyły się załapać. Z kosmetycznych spraw zaczęłam oglądać Red Lipstick Monster. Chodziło mi przede wszystkim o konturowanie. Jak robić to poprawnie? Pokombinowałam w domowym zaciszu i zdobyłam wiele komplementów za makijaż.

Pomadka w fioletowym kolorze z Makeup Revolution gościła na moich ustach praktycznie podczas każdego wyjścia. Może raz zamieniłam ją na róż z Avonu. Pomadka ochronna z Isany dawała radę. Podoba mi się jej masełkowata konsystencja. Nie jest twarda ani tępa, a jednocześnie nie roztapia się. Z sucharkami sobie nie poradzi jednak jeśli chodzi o kogoś kto nałogowo jej używa radzi sobie.

Sudocrem. A może Cudocrem? Stosowany na ugryzienie komara( tak już mnie znalazły), ogromne pryszcze wyrastające na brodzie, dziwne czerwone przebarwienie na nodze. Wysuszy, podsuszy, podgoi. Na podrażnienia po depilacji. Tani i jak dla mnie pięknie pachnie.

Oliwka Babydream dzięki której wróciłam do olejowania. Tania z przyjemnym składem. Zostawia włosy nawilżone, mięciutkie, zdyscyplinowane i błyszczące. Do smarowania ciała, teraz w szczególności brzuszka. Pachnie pięknie, jak małe dziecko :) Działa :)

Krem do rąk o zapachu wiśni japońskiej z Czterech Pór Roku. Dwa dni bez kremu w moim przypadku to masakra. Może nie było by tak źle gdyby nie korciło mnie ciągłe skrobanie skórek. Używany regularnie daje radę. Zachwycił mnie jeden zapach. Od razu go nie czuć. W miarę rozsmarowywania na dłoniach wydziela się silny kwiat wiśni. Piękny :)
Słyszysz jakąś piosenkę podczas jazdy samochodem i właściwie przelatuje koło ciebie bez większego echa. Z ciekawości odpalasz ją w domu. Słuchasz kilka razy. Podoba ci się coraz bardziej. Przy 20 masz ciarki, które z każdym kolejnym przesłuchaniem stają się silniejsze. Dawno tak nie odczułam żadnej piosenki :) Słucham jej już kilka nocy :)

Coś was zaciekawiło?

1 lut 2016

Zagadka mrocznego sierocińca

Nowa książka to zawsze przeglądanie i kartkowanie. Tutaj już od początku w oczy rzuciła mi się okładka. Przywodzi mi na myśl dawne, bogato zdobione księgi. Ogólnie książka jest bardzo nietypowo wydana. Zachwyca. Każdy rozdział został poprzedzony pięknym ornamentem, niektóre strony mają całkowicie inny kolor. Szczegóły, które jednak zwracają naszą uwagę i cieszą. Gdzieniegdzie znajdziemy też mroczne zdjęcia, które doskonale wpasowują się w klimat powieści.

Matka Emmy zginęła w wypadku i wkrótce po nim dziewczyna otrzymuje dość nietypową przesyłkę. Zdjęcie i polecenie, które kieruje ją na obóz młodzieżowy gdzieś w górach. Czy znajdzie morderców swojej matki? Czy sama zdoła ujść z życiem? 

Od pierwszej strony mamy tu wiele zagadek, niewyjaśnionych i niedokończonych spraw. Na większość jakąkolwiek odpowiedź poznamy dopiero na koniec. Książka naprawdę wciąga, szybciutko się ją czyta, a główna bohaterka ciągle wpada w jakieś tarapaty. Nie można się nudzić. 

I znowu, jak ostatnio coraz częściej, będzie musiała wziąć sprawy we własne ręce; w końcu miała pod swoją opieką cały ośrodek i nie mogła pozwolić, by w jej trzódce pojawiła się choćby jedna demoniczna iskra buntu.
Spodobał mi się panujący w tej książce klimat. Rodem z horrorów jednak w wygładzonej, ugrzecznionej wersji- przecież to z założenia książka dla młodzieży. Znajdziemy tu ponure zamczysko, rodzinne tajemnice i sierociniec prowadzony przez demoniczną przełożoną nie szczędzącą swoim wychowankom wymyślnych tortur. Chociaż nie jest groźnie jak w horrorach dla dorosłych to jednak cały czas czujemy na karku atmosferę ciągłego niepokoju i grozy. 

Nie jest jednak idealnie. Kilka rzeczy mi zabrakło. Po pierwsze bohaterowie mogliby być bardziej dopracowani, więcej charakteru i skomplikowanej psychiki, która tkwi w każdym z nas. Chociaż działo się wiele to jednak momentami historia traciła na wiarygodności. Jednak najlepsza książka grozy to taka, w którą bez mrugnięcia okiem uwierzymy.
Podsumowując, miło spędziłam czas. Jest to lekka lektura na dwa klimatyczne wieczory. Do odprężenia.
Ocena:4/5

Tytuł: 267.Stigmata
Autor: Beatrix Gurian
Stron: 381
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza i Business & Culture
Spokój ze studiami na kolejne dwa tygodnie. Kocham ten stan :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.