XIX-wieczny Nowy Jork. Miasto, które w tym czasie rozkwita, rozrasta się. Pojawiają się w nim elektryczne latarnie. Dla większości ludzi, którzy do niego wtedy przyjeżdżają jawi się jako miejsce ze snów. Nie dla wszystkich, ponieważ pod płaszczykiem dobrych chęci, przy udziale korupcji i oszustw stworzono miejsce przypominające piekło na Ziemi. Wyspa Blackwell to wąski skrawek lądu, na którym wybudowano szereg zabudowań mających na celu odizolowanie osób obłąkanych, kryminalistów, chorych i ubogich od reszty społeczeństwa. Ludzie, którzy każdego dnia doznawali upokorzeń i cierpienia mogli tylko obserwować tętniące życiem miasto podczas gdy sami byli zamknięci na wyspie. Reportaże, literatura faktu to nie jest coś po co sięgam często. Na takie książki muszę mieć odpowiedni nastrój, chęć, ale zwykle jeśli już na coś trafię okazuje się dobre i wywołujące sporo emocji. Najczęściej smutnych i dołujących. Wyspa potępionych. Prawdziwa historia wyspy Blackwell zdecydowanie należy do ...
Moje miejsce w sieci, w którym od lat dzielę się przeczytanymi książkami.