29 sty 2016

Stosik #38

U większości pewnie sesja pełną parą. U mnie? Zastój. To co było do zdania już za mną. Z egzaminami czekamy aż wszyscy pozaliczają ćwiczenia. Czyli koło kwietnia. Może :) Chemia nieorganiczna na cztery to mój największy sukces tych studiów. Spodziewałam się raczej poprawek aż do kampanii wrześniowej. Miła niespodzianka. Można się teraz rozpieszczać książkowo i dużo, dużo czytać. 
Aktualnie czytam przedpremierowo ,,Raven", zaraz po niej biorę się za ,,Kalendarze". Tę książkę już podziwialiście w poprzednim stosiku. 
W tym trochę nowości, trochę książek z tamtego roku.
1. Mikel Santiago ,,Ostatnia noc w Tremore Beach". Autor, który podobno swoim stylem, kunsztem i klimatem przypomina samego mistrza Kinga. Mam nadzieję, że taki tytuł nie przypadł mu niezasłużenie i z wielką chęcią niedługo zabiorę się za lekturę. Czy będzie mrocznie?
2. Garth Nix ,,Zagubieni książęta". Tyle się o tym autorze już naczytałam. Każda jego książka oceniania była najwyżej jak się da. Nie mogłam odmówić sobie jego nowej serii.
3. Luz Gabas ,,Czarownice z Pirenejów". Chyba samo słowo czarownice działa na mnie kusząco. Jeśli dodatkowo proponowany jest płomienny romans w pięknej scenerii i dawnym klimacie wiem, że będę czytać. A do tego jeszcze ładna okładka. Jak tu się nie skusić?
4.Jarosław Rabenda ,,Kiedy ślepiec płacze". Polski, do tej pory mało znany autor. Obiecywana ballada gangsterska. Jak to z nią będzie?
5.Ann Brashares ,,Tu i teraz". Przychodzi listonosz i wręcza ci książkę. Otwierasz. Nie pytałaś o nią. Gdy widzisz wzmiankę, że to powieść autorki ,,Stowarzyszenie wędrujących dżinsów", wiesz, że teraz weźmiesz ją w ciemno. A gdy czytasz opis to już w ogóle wpadasz całkowicie.
6.Katrzyna Kebernik ,,Wściekły". Książka z wieloma recenzjami. Różnymi. Dlatego właściwie wiele razy już, już miałam czytać, a jednak zawsze znalazłam sobie coś innego. Teraz już nie odpuszczę. A nóż widelec mi spodoba się bardziej niż niektórym z nas. Tego sobie życzę :)
Co tam was dzisiaj zaciekawiło? A może co aktualnie czytacie? W jakim klimacie jesteście?

28 sty 2016

Rodzinny dramat

O tej książce dość dużo już słyszałam. Pierwsze wydanie ukazało się w Polsce kilka lat temu i od tamtej pory zachwyciło wielu czytelników. Wydawnictwo postanowiło ją odświeżyć w nowej i mogłoby się wydawać nawet słodkiej okładce. Po przeczytaniu zdacie sobie sprawę, że wszystko tutaj pasuje, a jednocześnie jakie robi wrażenie w połączeniu z treścią.

Carrie Parker to z pozoru zwyczajna ośmiolatka. Lubi zabawy, zwłaszcza na świeżym powietrzu, ciągle wymyśla coś nowego, ma bujną wyobraźnię i młodszą siostrę Emmę. Ich ojciec został zamordowany, mają teraz ojczyma, który się nad nimi znęca i traktuje je jak zwierzęta. Wszystko to po prostu musi doprowadzić do tragedii.

Dzieci to bezbronne istoty, które nie mają tyle siły i sprytu żeby przeciwstawić się krzywdzącym je dorosłym. Chyba właśnie dlatego książki o ich cierpieniu poruszają najmocniej. Zastraszane nie mają nawet odwagi aby opowiedzieć o horrorze, który codziennie od nowa przeżywają w domu. 
Gdy Richard uderzył mnie po raz pierwszy, zobaczyłam przed oczami gwiazdy, całkiem jak w kreskówkach. 
To pierwsze zdanie. Dalej jest już tylko gorzej. W książce zostało opisane takie bestialstwo, że wiele razy musiałam przerwać lekturę i dojść do siebie. Powieść uderza w najczulsze struny ludzkiej duszy, przewierca ją na wylot, działa na naszą psychikę i emocje. Porusza jeden z najważniejszych problemów świata, a mianowicie przemoc w rodzinie. Coś co było już dawniej, a teraz po prostu łatwiej to naświetlić przez media. Pokazuje, że ofiary często nie chcą litości. Nie chcą aby ktoś z zewnątrz dowiedział się co się tam dzieje. To czasami zbyt wstydliwe wyznanie.

Zestawienie retrospekcji z czasów kiedy wszystko było idealnie, a ojciec Carrie i Emmy żył z tym co obecnie dzieje się w ich domu sprawia, że historia jest jeszcze bardziej wyrazista i trafiająca do każdego serca. To historia dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach. Czasami gdy czytałam o matce dziewczynek miałam ochotę po prostu rzucić książką o ścianę. Co nią kierowało? Nie mogła postępować inaczej? Z drugiej strony nikt jesteśmy na jej miejscu i do końca nie wiadomo jak inaczej mogłaby potoczyć się ta historia. 

Zakończenie to zwieńczenie całej powieści, jest genialne. Takie, że łzy płyną ciurkiem, a wy w życiu byście na to nie wpadli. Gwarantuję. Czyta się szybko z przerwami na ochłonięcie, a zaraz później sięgacie po nią znowu. Wstrząsająca, wzruszająca i trafiająca w głąb  duszy. Niezwykła, do bólu prawdziwa i zapadająca w pamięć.
Ocena:6/6

Tytuł: 266. Emma i ja
Autor: Elizabeth Flock
Stron: 303
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2016
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Harper Collins

25 sty 2016

Bo u kogoś trawa jest zawsze bardziej zielona

,,Trawa bardziej zielona" to kolejna nowość wydawnictwa Feeria. Magdalena Kołosowska to autorka powieści obyczajowych. Na swoim koncie ma już trzy książki. 

Życie Marii, znanej jako Maja potoczyło się bardzo szybko. Ślub w wyniku zakładu i obowiązek na wiele lat. Teraz jest już po trzydziestce, mąż wyjechał do Szwecji i tam układa sobie życie, a ona czeka na lepszy los. Pewien wypad na Mazury razem z przyjaciółką zupełnie odmieni ich los i rzuci nowe światło na życie. 

Opis może nie jest zbyt odkrywczy. Ot, obyczajówka. Życie w stagnacji. Wyjazd, który zmienia światopogląd. Coś jednak tkwi w prozie tej autorki, że udało jej się stworzyć absolutnie wyjątkową opowieść, którą będzie się przyjemnie czytało zarówno w zimowy wieczór jak i na plaży. 
Znowu trawa u sąsiada wydawała się bardziej zielona, gorzej, u mnie nie było żadnej trawy!
Świetnym pomysłem jest z pewnością umieszczenie tutaj wątku z cytatem, który mówi nam, że trawę u sąsiada postrzegamy jako tę bardziej zieloną. Życie wybrało nam określone role. Nieudane życie towarzyskie, praca, która nie daje nawet najmniejszego cienia satysfakcji, brak życiowej pasji. Zazdrościmy innym, a tak naprawdę brakuje nam siły i ambicji żeby odmienić swój los.Nie czujesz się szczęśliwym człowiekiem? Zrób coś aby było odwrotnie. Do mnie ten przekaz trafia. Mam coraz więcej pomysłów na siebie i to w jakim kierunku chcę się rozwinąć. Czy się uda? Nie wiem. Przecież nic nie tracę. 

Historia Majki i Moniki, dwóch przyjaciółek jest niezwykle rozgrzewająca i kojąca, taka swojska i ciepła. Mogłaby przydarzyć się każdemu z nas. Autorka nic nie przekombinowała. Daje nadzieję i sprawia, że chcemy wziąć życie za bary.Polubiłam główną bohaterkę. Nie miotała się tak jak jej przyjaciółka. Ona naprawdę przeszła wielką przemianę. 

Czytało się szybko choć w książce nie ma tak wielu dialogów. Okładka jest mocno wakacyjna. Podoba mi się jednak może być trochę myląca jeśli chodzi o treść i przekaz książki. ,,Trawa bardziej zielona" to mądra, ciepła i otulająca obyczajówka z przesłaniem.
Ocena:5/6

Tytuł: 256. Trawa bardziej zielona
Autor: Magdalena Kołosowska
Stron: 309
Wydawnictwo: Feeria
Rok wydania: 2016
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Feeria

23 sty 2016

Francja z innej perspektywy


Do tej książki wiele mnie przyciągało. Wystarczy zerknąć na bardzo udaną i klimatyczną okładkę z winoroślami, notatnikami. Opis kuszący nas połączeniem historii miłosnej oraz przywiązania do pewnego miejsca. Francja to przecież miejsce gdzie kiedyś chciałabym się znaleźć. Jedno z moich marzeń.

Martin Calder jako młody mężczyzna postanowił wybrać się do Gaskonii. Do pomocy w pewnym gospodarstwie, a jednocześnie szlifując swój francuski. Poznał tam niezwykłą blondynkę i zakochał się w regionie jakim jest Gaskonia.

Ta książka to taka powieść o uroku wsi. O miejscu gdzie każdy każdego zna, rytm dnia i roku jest wyznaczany w dużej mierze przez Matkę Naturę, a cała rodzina gromadzi się przy suto zastawionym stole. Chociaż zdarzają się niesnaski to jednak wszyscy godzą się i razem ciężko pracują.

Gaskończycy mają specyficzny, trudny do określenia i opisania charakter. Są przesiąknięci lokalnymi tradycjami i dlatego mogą być odbierani w sposób stereotypowy. 
Autor przybliża nam Gaskonię. Muszę przyznać, że do tej pory bardzo mało o niej wiedziałam.To kraina typowo wiejska, z tradycjami i zawodami, które ludzie wykonują tam z dziada pradziada. To nieodkryty przez wiele osób region.  Autor przytacza jego burzliwą historię, tradycje, legendy, opisuje miejscowe potrawy. Opowiada o barwnej społeczności. Rozdziały są krótkie, a informacji w nich zawartych w sam raz dlatego czytało się błyskawicznie i z zaciekawieniem. Wiele się dowiedziałam.

Mam jednak wrażenie, że wyszła z tego świetna powieść podróżnicza, opisująca pewne miejsce. Bez naszego wychodzenia z domu możemy zwiedzać ten zakątek Francji i poznawać lokalny koloryt. Gdzieś w tym wszystkim zabrakło mi głównego bohatera. Niby opowiada całą historię, a nic o nim nie wiemy. Kompletnie nie znamy jego odczuć. Trochę też liczyłam na bardziej rozwinięty wątek miłosny. Tyle naczytałam się o młodości i miłości na okładce, a jednak w środku zupełnie tego nie odnalazłam.

Książka nie jest zła. Jest klimatyczna, lekko się ją czyta, poznałam inną kulturę i obyczaje. Chyba jednak liczyłam na coś innego i nie czuję się usatysfakcjonowana.
Ocena:3/6

Tytuł: 264.Lato w Gaskonii
Autor: Martin Calder
Stron: 347
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza oraz Business & Culture


20 sty 2016

Top 5 aplikacji na Androida

Smartfony to urządzenia, które w większości ma już każdy z nas. Oferują one wiele możliwości, przede wszystkim dzięki aplikacjom, które dotyczą już praktycznie każdej dziedziny naszego życia. Jakie są moje ulubione? Post, który planowałam już długo, a jakoś ciężko było go wcisnąć w napięty grafik. Teraz gdy wszystko mocno przyspieszyło i książka dopiero się czyta przychodzę do was z luźniejszym postem.
Kolejność w dużej mierze zależy od częstotliwości użytkowania. Nie piszę o takich typowych już aplikacjach typu Gmail, Instagram czy Bloglovin. Znam, lubię i przeglądam często. 

Znacie Pomodoro? To technika, która zakłada, że najefektywniejsza nauka trwa tylko 25 minut. Później nasz mózg nie działa już tak sprawnie, coraz częściej się rozpraszamy. Inni naukowcy mówią nawet, że zapamiętujemy najlepiej tylko początek i koniec partii materiału. Warto robić sobie bloki czasowe w trakcie, których uczymy się, a później chwila odpoczynku. Pomodoro wszystko to za nas ogarnie. Ustawiamy sobie tryb pracy na 25, później 5 minut przerwy. Tak cztery razy aż do długiej przerwy. Na mnie to rzeczywiście działa i jestem w stanie zrobić więcej w ciągu dnia kiedy ta aplikacja trzyma nade mną kontrolę.
Fitatu, czyli licznik kalorii. Może w moim przypadku nie chodzi teraz o spalanie ale o dostarczanie organizmowi jak największych ilości witamin i potrzebnych składników. Możemy tam wpisać praktycznie każdą potrawę, a licznik podpowie nam ile jest w niej wapnia, magnezu, witamin czy tłuszczy. Nie wierzę jej ślepo, ale jednak pewnie wiele prawdy w tym jest. 
Durszlak. Największa w Polsce baza blogów kulinarnych. Wpisujemy interesujący nas przepis czy korzystamy z podpowiedzi na dany dzień? Możemy być pewni, że zawsze ugotujemy coś smacznego.
Moja ulubiona drogeria internetowa zawsze przy mnie. Mogę przeglądać wszystkie nowości i promocje. Zamawiać produkty.
Jeśli chodzi o gry to gram tylko w jedną. Candy Crush Saga. Tak sobie kiedyś myślałam co może być fajnego w rozbijaniu cukierków? Okazuje się, że jest to okropnie wciągające. Tak bardzo, że jestem praktycznie na 150 poziomie.
Co was zaciekawiło? Coś znacie? A może coś ogromnie polecacie? Niedługo zapraszam was na recenzję.

18 sty 2016

Toksyczny trójkąt miłosny (recenzja przedpremierowa)

Collide i Pulse. Dwie książki, które rozpalały i zaprzątały moje myśli w te wakacje. Jak było teraz?
,,Amber" to pierwszy tom nowego cyklu Torn Hearts. Gail McHugh to autorka, która już osiągnęła wielki sukces, jej książki są znane na całym świecie, a ona wypracowała swój specyficzny styl gdzie czytelnik cały czas podczas czytania musi gorąco kibicować ulubionemu bohaterowi, a dzieje się zupełnie inaczej. 

Amber Moretti to dziewczyna, która w swoim dzieciństwie przeżyła okropne wydarzenia. Nie ma przyjaciół, myśli, że studia będą przełomowym momentem w jej życiu. Już pierwszego dnia spotyka dwóch facetów, kolegów. Brock'a - przystojnego dżentelmena i Ryder'a. Tego złego, całego w tatuażach. Czy można zakochać się w obu na raz? Kto jest naprawdę tym złym?

Gdy zaczniecie czytać to radzę wam jedno. Wymarzcie sobie z pamięci ,,Collide" i ,,Pulse". Tam było gorąco, ale tu jest jeszcze mocniej, wulgarniej, namiętniej i niebezpieczniej. Książka od pierwszej kartki to jazda bez trzymanki. Wiele się dzieje, autorka miesza wydarzeniami w taki sposób, że nigdy nie możemy być pewni tego co stanie się po odwróceniu kolejnej strony. Jest mnóstwo emocji nie tylko ze strony postaci, ale też czytelnika. Zastanawiamy się czy chcielibyśmy coś takiego przeżyć i czy to moralne. To taka podróż po najbardziej brudnych i grzesznych fantazjach seksualnych.
Mnóstwo niewiadomych i refleksji na temat na co jest w stanie zgodzić się człowiek w imię odczucia tej niewyobrażalnej rozkoszy. 

Ona to poraniona przez życie studentka. Poruszyła mnie jej bolesna przeszłość, a denerwowały niektóre wybory. Tak jest zawsze w prozie McHugh. Biedny czytelnik kibicuje jednemu bohaterowi, a ona rzuca mu wszelkie kłody pod nogi. Mocno polubiłam Ryder'a- ci źli mają zawsze wyższe noty. 

Jeśli chodzi o opisy to są one mocno namiętne, momentami nawet wulgarne. To coś dla osób poszukujących mocniejszej literatury erotycznej z dużą dawką emocji. Jedyne do czego po prostu muszę się przyczepić to nadużywanie słowa ,,pieprzyć". Nie wiem jak jest w oryginale. W polskiej wersji jest go za dużo nawet jak na standardy mocnej książki można by troszkę nad tym słownictwem popracować. Tym bardziej, że nienawidzę takiego określenia stosunku seksualnego, który jaki by nie był w tej książce był czymś więcej niż tylko pieprzeniem. Raczej ucieczką od rzeczywistości.
Bo to właśnie zamierzam zrobić. Zamierzam cię pieprzyć. Będę cię pieprzyć tak, jak nigdy nikt cię nie pieprzył.
Za to ogólnie opisy mocno mi się podobają. 
On wpatruje się we mnie pociemniałymi oczami. Boże, wygląda niczym upadły anioł- piękny i przerażający. Krew pulsuje mi w żyłach, całe ciało krzyczy o więcej. 
Zakończenie jest takie, że już teraz chcę kolejną część na półce. Gail McHugh doskonale wie jak zachęcić do sięgnięcia po jej książkę. To opowieść o toksycznej miłości, z której żaden uczestnik nie wyjdzie bez szwanku. Burza namiętności i prawdziwy huragan emocji.
Ocena:5-/6
Tytuł: 263. Amber
Autor: Gail McHugh
Stron: 590
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania:  3 lutego 2016
Za egzemplarz dziękuję Business & Culture i Wydawnictwu Akurat
 

Miło mi poinformować, że fragment mojej recenzji ukaże się w książce. To mój kolejny sukces, z którego jestem niesamowicie dumna :)

15 sty 2016

Nawrócony przestępca

Jens Lapidus to szwedzki autor powieści kryminalnych. Z wykształcenia prawnik. Jego nazwisko jest wymieniane zaraz po Stiegu Larssonie.Niestety ten ostatni argument zupełnie do mnie nie przemawia, za dużo go na okładkach. 

Teddy właśnie wychodzi z więzienia. Raz na zawsze chce odciąć się od tego brudnego świata. Otrzymuje nawet zlecenie. Ma pomóc w poszukiwaniu biznesmena. Jego rodzina zamiast na policję zwróciła się do zaprzyjaźnionego biura adwokackiego. Razem z prawniczką Emelie zostają wciągnięci w brutalne rozgrywki.

Coś jest w tym mroźnym szwedzkim i ogólnie skandynawskim klimacie, że kryminały, które tam powstają mają w sobie pewną specyfikę. Z pewnością nie jest to szybkość rozwiązywania zagadki. Fani szybkiej akcji nie będą zbyt usatysfakcjonowani. Książka zaczyna się spokojnie. Może nawet za bardzo. Zapoznajemy się bliżej z Teddym, Emelie i ofiarą porwania. Czasami miałam nawet ochotę delikatnie wszystko przyspieszyć. Brnęłam jednak dalej i zupełnie nie wiem od którego momentu zaczęła mnie wciągać w swój brudny i brutalny świat. To, że bohaterowie są dopracowani i mogę się z nimi bliżej poznać pozwoliło na szersze spojrzenie na całość historii, a retrospekcje z więzienia Teddy'ego były jedną z najlepszych części. 

Ten bohater to wielki plus całej historii. Przestępca, który chce jakiejś odmiany i skierowania się na dobrą ścieżkę życia. Zagadkowy, sam nie wie jaki jest do końca i co w pewnym momencie przyjdzie mu do głowy. Tworzą z Emelie dziwną i mogłoby się wydawać wyjątkowo niedopasowaną parę. Wyczuwam między nimi romans, ciekawe co okaże się w kolejnym tomie.

Bez problemu wywołał u siebie płacz. Nie dalej jak w nocy, kiedy odcięli mu palec, łzy były autentyczne. 
Zagadka prowadzi do mrocznych zakamarków ludzkiego umysłu i biednych emigrantów z innych krajów zamieszkujących ulice. Kto stoi za porwaniem? Dlaczego rodzina nie chce zgłosić zaginięcia na policję? Z pewnością się tego dowiecie. 

Polecam ją osobom lubiącym leniwie rozwijającą się akcję i każdemu kto ceni sobie skandynawskie kryminały.
Ocena: 4+/6 

Tytuł: 262. Vip Room
Autor: Jens Lapidus
Stron: 491
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Marginesy

W trakcie gdy czytacie tę recenzję wasza Chabrowa jedzie aby stoczyć nierówną walkę z chemią nieorganiczną. Kolejna bitwa już jutro, a w niedzielę mykologia :) Trzymajcie kciuki żebym szczęśliwie wróciła do was w niedzielę.

14 sty 2016

Niebezpieczny układ

Laurelin Paige ma trzy córki i kocha całować się z mężem. Lubi oglądać seriale m.in. The Walking Dead. Książki spod jej pióra to w tej chwili już wielki sukces. Pamiętam, że wiele osób nie czekało nawet na polskie tłumaczenie tylko czytało ją w oryginale już kilka lat temu. Naprzeciw czytelnikowi wyszło Wydawnictwo Kobiece i już w marcu możemy spodziewać się kolejnej części. Co jest w niej takiego niesamowitego?

Alayna Withers właśnie obroniła dyplom na nowojorskiej uczelni. Jest niezwykle piękna i inteligentna. Marzy o stanowisku menadżera klubu nocnego i nie chce wdawać się w żadną bliższą relację z mężczyznami- za dużo przeżyła. Hudson Pierce- bogaty i przystojny proponuje jej nieprzyzwoity i pokręcony układ, w którym dziewczyna ma udawać jego wybrankę serca. Czy się zgodzi?

Przeczytałam w ciągu kilku godzin i jestem zachwycona. Zastanawia mnie jednak fakt dlaczego ta książka tak mocno do siebie przyciąga. Niby fabuła nie jest jakoś niezwykle wyszukana. Nieziemsko seksownego i bogatego bohatera mogliśmy podziwiać już wiele, wiele razy. To wszystko już gdzieś było, a jednak książka zaciska na nas swoje szpony i nie pozwala nawet na chwilę oderwać się od lektury. Może to ten elektryzujący styl pisania autorki. Mocne, a jednocześnie subtelne i zmuszające do myślenia opisy. 

Westchnęłam z zachwytu, czując delikatne ciarki rozchodzące się po moim ciele. 
 Może to ten rozpalający ciało i zmysły układ. Czy da się udawać miłość i przywiązanie bez żadnego uczucia? Kolejnym atutem są postacie i ich mroczna przeszłość. Oboje zmagają się z czymś nad czym nie mogą zapanować, co jest od nich silniejsze. Motają się w swoich uczuciach i tak naprawdę nie znają samych siebie. Boją się tego co znajdą w głębi swojej duszy. 

Okładka jest to bardzo gorąca i po przeczytaniu nawet nie wyobrażam sobie innej. Podsumowując, to kawał emocjonującej literatury erotycznej. Właściwie ta część tylko rozpaliła moją ciekawość, a w kolejnych emocje będą pewnie jeszcze większe. Mocno na to liczę i Obsesja sądząc po tytule będzie prawdziwą jazdą bez trzymanki. Jeszcze większą dawką rozterek bohaterów.
Ocena:5/6

Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Kobiecemu

Tytuł: 261. Uwikłani.Pokusa
Autor: Laurelin Paige
Stron: 355
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2015

10 sty 2016

Śmierć, zakon, jeż i demony

Chyba większość moli książkowych i blogerów jednocześnie lubi czytać książki młodych polskich autorów. Jeszcze lepiej gdy mamy możliwość śledzenia debiutu, a zaraz po nim kolejne dzieła. Poprawił się czy wprost przeciwnie?
Kojetan Woźnikowski to młody autor, który zadebiutował recenzowaną przeze mnie książką ,,Myślodsiewnik". Wtedy były to krótkie formy. Teraz zmierzył się z powieścią.

Zastanawialiście się czasem co czuje Śmierć? Młoda i szczupła- ze swoją figurą mogłaby być współczesną modelką. Ona jednak musi oddzielać dusze od ciała, zjawiać się przy każdym umierającym. Tylko praca i praca, samotność. Co łączy tę bohaterkę z pewnym jeżem, zakonem i młodym zblazowanym mężczyzną?

Książka mocno dziwna i kontrowersyjna. Zabieg postawienia Śmierci w roli głównej bohaterki wokół której toczy się cała historia to według mnie strzał w dziesiątkę. Dodaje smaczku i pikanterii. W postaci tej odnalazłam chyba jednak metaforę naszego współczesnego świata. Praca, samotność, nieumiejętność zauważenia drugiego człowieka i rozmowy z nim. Odnalazłam tutaj wiele takich symboli i pewnie ile czytelników tyle przemyśleń. Autor po raz kolejny zawarł w historii wiele swoich poglądów, a ja po prostu nie mogłam się z nim nie zgodzić.
Ludzie, zamiast zmieniać świat, siedzieli na dupach i oglądali telewizję.
Ludzie nie zwracali na nią specjalnej uwagi. Byli tak dostosowani do czasów, w których przyszło im żyć, że traktowali z obojętnością wszystko. Nawet Śmierć. 
Bardzo dosadnie i mocno napisane, chyba to jednak najbardziej trafia do czytelnika.

 Historia sama w sobie to mieszanka magii, okultyzmu, tajemnych rytuałów. Czasami jest niezwykle mrocznie, a za kilka kartek zaśmiewałam się w głos tak było absurdalnie. Tekst został przepleciony licznymi fragmentami piosenek, na końcu została nawet umieszczona lista utworów. Pasują, fajnie słucha się ich w trakcie czytania w tle. Tworzą klimat i dopowiadają historię. Podczas czytania jednak nie dosłuchałam ich do końca, ponieważ książka skończyła się w kilka godzin. 

Dla fanów absurdu, ludzi interesujących się magią, zastanawiających się nad sensem współczesnego rozpędzonego świata. Może nie wejdzie do kanonu klasyki- autor potrafi użyć wulgarnego języka i była by za mocna. Mi ta jego specyficzna proza odpowiada. Zgadzam się z nim w wielu sprawach, a to raczej nie zdarza się często. 
Ocena:5/6
 Za egzemplarz książki dziękuję autorowi.

Tytuł: 260. Śmierć, zakon, jeż i demony
Autor: Kajetan Woźnikowski
Stron: 251
Wydawnictwo: Self Publishing
Rok wydania: 2015

8 sty 2016

Zaginięcie pięknej sufrażystki

Lucy Ribchester urodziła się w Edynburgu. Za pierwsze rozdziały ,,Sufrażystek" w 2013 roku otrzymała nagrodę.
Frankie George to chłopczyca, kobieta w spodniach co w roku 1912 było raczej ekstrawagancją niż codziennością. Jest dziennikarką i ma napisać artykuł o Ebony Diamond- akrobatce łączonej z ruchem sufrażystek, która niespodziewanie znika podczas swojego występu. Tak nasza dziennikarka trafia na ślad brutalnego mordercy i za wszelką cenę chce go zdemaskować.

Sufrażystki. Kobiety walczące z nierównością i niesprawiedliwością społeczną. Wyklinane przez mężczyzn. Protestujące w swojej sprawie za co były aresztowane i brutalnie karane. Organizujące strajki głodowe. Zdumiał mnie fakt, że były one przymusowo karmione. Nigdy się bardziej w ten temat nie zagłębiałam. Już opis przyrządu do tych tortur budzi grozę.
Primrose zauważył przyrząd, który lekarz trzymał w dłoniach: lejek przymocowany do długiej rurki, która lśniła nawet w słabym świetle, jakby nasmarowano ją ropą naftową albo jakimś innym nawilżaczem.
Wbrew pozorom przemiany społeczne w londyńskim świecie to tylko rozbudowane i dopracowane tło historyczne. Im dalej zagłębiamy się w książkę tym więcej w niej dobrego kryminału. Razem z Frankie George przemierzamy brudne zaułki Londynu. Wpadamy na nowe tropy, grozi nam niebezpieczeństwo, poznajemy prawdę o sufrażystkach, cyrkowych dziwolągach i ludzkich perwersjach. Główna bohaterka trochę nie pasuje do swoich czasów. Polubiłam ją za jej ekscentryczność, ostatnio mam szczęście do takich postaci. 

Równolegle ze śledztwem dziennikarki śledzimy poczynania policji i inspektora Primrose. Czyta się przez to naprawdę szybko, książka potrafi wciągnąć na długie godziny. Zakończenie jest nieprzewidywalne, zdecydowanie z tymi oczekiwanymi przez każdego czytelnika fajerwerkami. 

To pasjonująca historia przeniesiona w czasy walki kobiet o podstawowe prawa człowieka. Z bogatymi i rozbudowanym tłem historycznym, można się z niej naprawdę dużo dowiedzieć. Mieszanka historii, obyczajówki i kryminału. Gatunki te przeplatają się ze sobą przez całą książkę, sprawiają, że książkę czyta się z ogromną przyjemnością. Niezwykle klimatyczna z tym cyrkowym półświatkiem. Nie mogę nie wspomnieć o okładce. Czyż to połączenie kolorów nie jest niezwykle udane?
Ocena:5/6

Tytuł: 259. Sufrażystki
Autor: Lucy Ribchester
Stron: 429
Wydawnictwo:Marginesy
Rok wydania:2015

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Marginesy

5 sty 2016

Stosik #37

Jakiś ciemny ten dzisiejszy stosik. A może mi się wydaje? W każdym bądź razie tego możecie spodziewać się w najbliższych recenzjach. Będzie trochę erotycznie, troszkę mrocznie i obyczajowo. Czyli jak zwykle.  Sufrażystki jeszcze kończę czytać. Mrozy w moim przypadku objawiają się jakimś brakiem chęci do wszystkiego. Muszę przywyknąć.
1. Kajetan Woźnikowski ,,Śmierć, zakon, jeż i demony". Tytuł bardzo dziwny, z pewnością wnętrze książki będzie takie samo. Czytałam ,,Myślodsiewnik tego autora i wtedy aż zdziwiłam się, że mamy niezwykle podobne poglądy. Teraz liczę na to samo.
2.Laurelin Paige ,,Uwikłani. Pokusa".  Troszkę erotyki na dobry początek roku, rozgrzeje największy mróz. Zapowiada się bardzo dobrze.
3. Jens Lapidus ,,Vip room". Kolejna propozycja od wydawnictwa Marginesy. Tym razem kryminalna.
4. Martin Calder ,,Lato w Gaskonii". A tutaj liczę na romans i letni klimat.
5. Beatrix Gurian ,,Stigmata". Troszkę mroku.
6. Małgorzata Gutowska-Adamczyk ,,Kalendarze". Autorka znana mi z powieści zarówno dla dorosłych jak i dla młodzieży. Ciekawe jak się tutaj spisała :)
Trochę książek się tutaj nie pojawiło, a także możecie spodziewać się ich recenzji.  ,,Amber" zostanie zrecenzowana przedpremierowo, czekajcie też na ,,Trawa bardziej zielona" czy ,,Emma i ja".
Co was zaciekawiło?

4 sty 2016

Wartownik ludzkiej duszy

Książka nazwana największym literackim powrotem XXI wieku. Jednocześnie mocno chciałam ją przeczytać i bałam się, że oczekiwania będą duże, a rozczarowanie jeszcze większe. Jak było naprawdę?

Harper Lee urodziła się w stanie Alabama.. Jej powieść ,,Zabić drozda" jest ceniona na całym świecie, otrzymała Nagrodę Pulitzera i na stałe weszła do kanonu światowej klasyki. 
Jean Louise Finch ma dwadzieścia sześć lat i wraca z Nowego Jorku do rodzinnego Maycomb w Alabamie. Jej ojciec jest poważnie chory. W tym czasie w kraju miejsce mają liczne przemiany społeczne. Ludność czarnoskóra jest traktowana jak gorszy ludzki gatunek nie mający żadnych praw. Jean Louise będzie musiała zmierzyć się z wyobrażeniem o swoim bliskich i wspomnieniach z beztroskiego dzieciństwa. 

Postanowiłam w trakcie jej czytania zupełnie nie kierować się wspomnieniami i wrażeniami z ,,Zabić drozda". Potraktowałam ją osobno chociaż jest tutaj trochę odwołań do wcześniejszych wydarzeń to jednak nie rzutują one całkowicie na tę powieść i mam wrażenie, że kolejność ich czytania nie będzie sprawiać różnicy.

Autorka porusza same ważne i niezwykle mądre problemy.
Murzyni, daj im Boziu zdrowie, nic nie mogą poradzić na to, że są gorsi od białych, gdyż ich czaszki są grubsze, a puszki mózgowe- cokolwiek to znaczy- płytsze.
Segregacja rasowa w w czasach naszej bohaterki świeciła w Ameryce triumfy. Obie strony napędzały się wzajemnie w nienawiści. W czasach nam współczesnych jest chyba całkiem podobnie, a człowiek wyróżniający się z tłumu jest po prostu gorszy.
Temat ten jest jednak tylko takim preludium i wstępem do dalszych rozważań. Tytułowym wartownikiem jest ludzkie sumienie i to właśnie w jego głąb weszła autorka. Poruszyła najczulszą strunę w naszej duszy, zmusiła do przemyśleń i refleksji. 

Uprzedzenie- to brudne słowo - oraz wiara- słowo jakże czyste- mają ze sobą wiele wspólnego: zaczynają się tam, gdzie kończy się rozum.  
To też historia o dorastaniu. Jean Louise ma wprawdzie dwadzieścia sześć lat jednak chyba jeszcze nie ma głosu i przekonania w wielu sprawach. Autorka dojrzałością nazywa umiejętność obrony własnego zdania, a nie myślenia kategoriami naszych bliskich czy całego społeczeństwa. Sztuką jest być innym nawet jeśli przez to gorzej traktowanym. Bohaterka przeżywa bolesne zderzenie z wspomnieniami z dzieciństwa, które swoim klimatem przypominają przygody Tomka Sawyera. 

To z pewnością ważna i mądra książka, która odrobinę zamiesza w głowie, zatrzęsie światopoglądem. Chyba właśnie tego szukamy w lekturach. Nie czegoś co biernie przeczytamy, ale coś o czym będziemy długo pamiętać. W moim przypadku tak będzie. Myślę, że gdy już się z nią oswoję i przegryzę zagłębię się w nią po raz kolejny. 

Prosta okładka z ognisto pomarańczowym kolorem to strzał w dziesiątkę. Czy to odkrycie XXI wieku? Raczej nie. Mam wrażenie, że szał na książkę szybciutko przycichł. Chyba nie dobrze, ponieważ niesie ona ze sobą wartości, które nigdy nie przemijają.   
Ocena:5/6
Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.
Tytuł: 258. Idź, postaw wartownika
Autor: Harper Lee
Stron: 360
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia i Business & Culture
 

3 sty 2016

Królowa lodowego imperium

Kolejna gruba książka spod znaku Czarnej Owcy. Kolejna historia, która pasjonuje wielu ludzi na całym świecie. Susan Jane Gilman ma na swoim koncie już kilka bestsellerów nie wydanych jeszcze w Polsce. Pisuje dla gazet, jest laureatką wielu prestiżowych nagród literackich.

Tytułowa Królowa Lodów to Malka Treynovsky znana później jako Lillian Dunkle- założycielka ogromnego imperium lodziarskiego. Jej życie od wyjechania z Rosji do Nowego Jorku, aż po poznanie przystojnego Alberta miało wiele wzlotów i upadków. 

Dawno nie czytałam książki z tak silną, nieugiętą i dominującą postacią kobiecą. Lillian Dunkle to bizneswoman, która nie dała sobie w kaszę dmuchać, potrafiła rozpychać się łokciami w świecie biznesu. Została niezwykle dobrze dopracowana i dopieszczona przez autorkę, ona żyje koło nas. To główny atut, który spaja całą historię i bez tej postaci nic nie byłoby już takie samo. 

Niezwykle ciekawe retrospekcje pokazują za to liczne w tych czasach emigracje. Bydlęce warunki panujące na statkach. Ameryka jawiła się wtedy jako kraj miodem i mlekiem płynący. Później wszystko okazywało się tylko wielkim rozczarowaniem. 
Śledzimy losy dziewczyny, które ściśle splatają się z bogatą historią kraju. Wiele zmian społecznych i kulturowych. Widzimy, które wydarzenia ukształtowały tę ekscentryczną i nieprzewidywalną starszą panią, która trzęsie przemysłem lodziarskim, cały czas ma nowe pomysły i nikomu swojego tronu nie odda. 

To opowieść o sprycie i zaradności, umiejętności radzenia sobie i przystosowania się do każdej, nawet najbardziej przykrej sytuacji. To też wspaniałe tło historyczne Ameryki. Ten klimat zawsze rzutuje na plus. Sen o bogactwie, przedsiębiorcach i piknikach. Chociaż na chwilę mogłam poczuć się jakbym tam była. Marzy mi się podroż jednak do czasów, które już bezpowrotnie minęły. Tylko książki mogą mi to zapewnić.
Okładka dość prosta, klimatyczna. Czyta się leciutko, historia wciąga mimo wielu stron. To taki kawał dobrej literatury.
Ocena:5/6

Tytuł: 257. Królowa Lodów z Orchard Street
Autor: Susan Jane Gilman
Stron: 596
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Czarna Owca



Kochani jak tam po Sylwestrze? U mnie kameralnie i na spokojnie, w klimacie Polo TV :) Dzisiaj wypoczęta, podczas gdy pewnie niektórzy umierają zabieram się za Idź, postaw wartownika :) Takie chwile cenię :)
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.