30 kwi 2019

Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko Tom Phillips

Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko to książka, która zaintrygowała mnie już podczas przeglądania zapowiedzi. Dużą rolę odegrał tu pewnie kontrowersyjny tytuł. Doczytałam dokładnie o czym ona jest i już wiedziałam, że to lektura dla mnie.

Podczas lekcji historii najbardziej czekałam na luźniejszy czas, gdy nauczyciel dzielił się z nami swoją pasją i opowiadał anegdoty, ciekawostki. Nie tylko ja, ale cała klasa siedzieliśmy wtedy zasłuchani. I właśnie o tym jest ta książka. Interesujące historie o tym, co poszło ludziom nie tak. Gatunek ludzki ma to do siebie, że niestety uważa się za najmądrzejszy na kuli ziemskiej, a niestety dość często udowadnia, że jest inaczej. Ponadto nie uczy się na swoich błędach i pewnie bez wielu z opisanych tutaj katastrof bylibyśmy obecnie na zupełnie innym poziomie cywilizacyjnym. Czy lepszym?

Czy da się przegrać bitwę, o której przeciwnik nie miał zielonego pojęcia? A zmienić bieg rzeki tak, aby wyschło jezioro? A może przenieść gatunki roślin i zwierząt do innego środowiska i ze spokojem patrzeć jak wypierają te rodzime? Niechlubne to osiągnięcia, ale każdego z nich jesteśmy autorami. Tom Phillips to brytyjski dziennikarz, komik, absolwent studiów filozoficznych, archeologicznych, antropologicznych i historycznych. Każdy z tych tytułów potwierdza się w trakcie czytania, ponieważ ma rozległą wiedzę z wielu dziedzin, a ponadto podaje ją w skondensowanej, lekkiej i bardzo ironicznej formie. Sypie anegdotami i ciekawostkami jak z rękawa – przy tej książce nie sposób się nudzić i nie bawić dobrze. To literatura popularnonaukowa, która nie znuży żadnego czytelnika, coś dla osób, które po książki sięgają raczej dla rozrywki, ale jednak chcą się czegoś z nich dowiedzieć. Ja podczas czytania bawiłam się przednio i nie raz wprost parskałam ze śmiechu. Z drugiej strony byłam ciągle zaskakiwana czytając o katastrofach, o których nie miałam pojęcia.
Czy polecam? Oczywiście, a ze względu na jej lekkość jest wprost idealna na majówkę. Sprawdzi się jako zabawna i przyjemna, ale jednak niegłupia książka na zrelaksowanie się.
Ocena: 4/6
Tytuł: 489.Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko
Autor: Tom Phillips
Stron: 318
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Albatros 😊

26 kwi 2019

Nowe przygody Bolka i Lolka

Myślę, że bajki o Bolku i Lolku to już prawdziwa klasyka. Ikony minionych czasów, coś co wspominamy z rozmarzeniem. Okazuje się, że cały czas powstają nowe, współczesne historie o tych psotnych, ale jakże rezolutnych chłopcach i gdy tylko się o tym dowiedziałam wiedziałam, że będzie to coś co muszę przeczytać synkowi.

Nowe Przygody Bolka i Lolka to zbiór dziesięciu dłuższych i krótszych historii napisanych przez czołowych polskich autorów książek dla dzieci zilustrowanych przez Sarę Szewczyk. Są tu teksty między innymi Wojciecha Widłaka, Joanny Olech, Michała Rusinka. Każdy z nich całkowicie inny, połączone tylko postaciami Bolka i Lolka. Chłopcy przeżywają całą masę przygód, zostają dosłownie wciągnięci w grę komputerową, przeprowadzają remont mieszkania i dokonują spektakularnego odkrycia czy odnajdują skarb Ali-Baby.

Każda z tych opowieści jest nowoczesna, z współczesnymi realiami, a jednocześnie ma w sobie echo przygód, które przeżywa się w dzieciństwie i te, które pamiętamy z bajek o Bolku i Lolku. Jak to w każdym zbiorze opowiadań, tym bardziej napisanych przez różnych autorów teksty są bardzo nierówne. Jedne ciekawsze, inne mniej. Szczególnie dobrze bawiłam się razem z dzieckiem podczas czytania ,,Dom, w którym straszy” czy ,,Skarb pradziadka”. Te historie były szczególnie intrygujące, z nutką grozy i tego dreszczyku emocji. Oprócz dobrej zabawy każda z tych historii porusza współczesne nam kwestie. Gra komputerowa może dosłownie wciągnąć w swój świat, jeśli nie dba się o umiar, a kolega poznany przez Internet może okazać się kimś znacznie innym. Każdy pretekst do podjęcia z dzieckiem takich ważnych tematów jest dobry, a to wykonanie ze szczyptą magii i humoru zasługuje na szczególną uwagę.

Podsumowując, dla mnie ta książka to powrót do dzieciństwa, dla synka ciekawe przygody dwóch łobuziaków jakimi z pewnością są Bolek i Lolek.
Ocena: 4/6
Tytuł: 488.Nowe przygody Bolka i Lolka
Autor : Wojciech Bonowicz, Grzegorz Gortat, Wojciech Widłak, Ewa Karwan-Jastrzębska, Joanna Olech, Anna Onichimowska, Michał Rusinek, Maciej Wojtyszko, Rafał Kosik
Stron: 224
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

24 kwi 2019

Zostały po niej sekrety Diane Chamberlain

Bardzo lubię serię Kobiety to czytają, ale zawsze wybierałam z niej przede wszystkim dobrze mi znaną twórczość Jodie Picoult. Wszystko do czasu zapoznania się ze Skradzionym małżeństwem Diane Chamberlain, po której obiecałam sobie czytać każdą kolejną powieść autorki.

Keith i Maggie znają się od dawna, razem spędzili swoje dzieciństwo i jak się okazuje są krewniakami. Teraz wyrósł pomiędzy nimi mur wzajemnej nienawiści, ponieważ dziewczyna jest winna pożarowi kościoła, w którym zginęły dzieci, a Keith został dotkliwie poparzony. Cierpi on nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, ponieważ blizny i przenikliwy ból wykluczają go ze społeczeństwa. Gdy matka Keitha wchodzi do sklepu i jakby rozpływa się w powietrzu dość szybko okazuje się, że chłopak może liczyć tylko na siebie. Lub na znienawidzoną Maggie, która jest jego najbliższą rodziną. Co się stało? Czy matka porzuciła niepełnosprawnego syna? Jakie tajemnice skrywają rodzice Maggie i Keitha?

Zostały po niej sekrety to historia z ogromnie rozbudowaną fabułą. W trakcie czytania nie ma problemu ze zrozumieniem następujących po sobie wydarzeń, ale jednak gdy opisuje się powieść tak by nie zdradzić ważnych informacji wszystko staje się szalenie trudne. Jak to w książkach tego typu, śledzimy wydarzenia z punktu widzenia wszystkich istotnych bohaterów. Pozwala to na naprawdę szerokie spektrum zobaczenia tego co się wydarzyło. Zmusza do myślenia, a jednocześnie autorka cały czas podrzuca nam tropy, które zmieniają nasze odczucia i gdy zostają skonfrontowane z rzeczywistością sprawiają nam nie lada zaskoczenie.

Gdyby tego było mało, Diane Chamberlain prowadzi całą opowieść równolegle w kilku przedziałach czasowych. Z jednej strony obserwujemy Maggie i Keitha – dwoje zagubionych nastolatków, a z drugiej losy ich rodziców, które rzuciły cień na życie każdego z bohaterów. Lubię takie zabiegi, cenię sobie retrospekcje przenikające się z współczesnością, ale jednak nie potrafię wybrać wśród licznych wątków tego najciekawszego, najważniejszego. Sara i historia jej niespełnionej miłości? Jej zaginięcie i zastanawianie się nad faktem czy matka jest w stanie porzucić niepełnosprawnego syna czy jednak spotkało ją coś strasznego? Powrót Maggie do rzeczywistości po roku w więzieniu? A może wyraźnie zaznaczony wątek dotyczący Andy’ego – chłopca z Płodowym Zespołem Alkoholowym, który odbiera rzeczywistość zupełnie inaczej niż reszta postaci i pokazuje tę powieść z innej, przewrotnej strony? Jedno jest pewne, każdy bohater, nawet poboczny, który na pierwszy rzut oka wydaje się urozmaiceniem treści jest naprawdę ważny, ma do powiedzenia coś istotnego co ostatecznie zwiąże się w całość.
Zostały po niej sekrety to historia, która od początku do końca utrzymuje uwagę czytelnika. Nie nudzi, nie nuży. Autorka co jakiś czas podrzuca nam niejasne tropy, które wywołują chęć jak najszybszego poznania zakończenia. To naprawdę poruszająca opowieść o rodzicielstwie, o młodych ludziach, którzy zupełnie sami siebie nie akceptują. Choć wydaje się, że różni ich absolutnie wszystko – ilość pieniędzy, status społeczny, to tak naprawdę są tacy sami. To też historia o miłości, która jednak nie wysuwa się na pierwszy plan, jest raczej fundamentem całej powieści.

Z całego serca wam tę książkę polecam. Diane Chamberlain po raz kolejny udowodniła mi, że potrafi pisać niezwykle poruszające i wciągające powieści z ogromną ilością wątków, które pokazują temat z każdej strony, a w odpowiednim momencie splatają się w całość. Pod gęsto utkaną siatką wydarzeń odnajdziemy tu delikatną opowieść o akceptacji, odrzuceniu, pożegnaniu i miłości. O tym, że nie można poznać nikogo do końca i zawsze na dnie duszy pozostają jakieś sekrety…
Ocena: 5+/6
Tytuł: 487.Zostały po niej sekrety
Autor: Diane Chamberlain
Stron: 584
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

18 kwi 2019

Kruczogranatowe Adriana Lisboa

Po śmierci mamy trzynastoletnia Vanja decyduje się na dość radykalny krok. Wyjeżdża z Rio de Janeiro do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu ojca, którego nie tylko nigdy nie widziała, ale nawet nie zna jego tożsamości. Odbywa dziwną podróż razem z jeszcze bardziej zaskakującym składem: byłym mężem mamy Fernandem i małym chłopcem Carlosem. Ze strzępów informacji dziewczyna stara się odnaleźć biologicznego ojca, ale tak naprawdę składa z nich na nowo siebie i swoją tożsamość.

Lektura książki Kruczogranatowe była dla mnie sporym wyzwaniem. Ma ona zaledwie 221 stron, ale nie jest to lektura, którą szybko się czyta. To historia opowiedziana z punktu widzenia dorosłej już głównej bohaterki. Jej monolog, przemyślenia. Autorka pisze niezwykle ciekawie. Konstruuje zdania w zaskakujący, bardzo nietypowy i poetycki sposób. Z tego powodu należy tę historię czytać tak jak poezję. Z maksymalnym skupieniem pozwalającym na zrozumienie każdego słowa, jego miejsca w całym tekście. Nic tu nie jest przypadkowe, każde zdanie jest mocno wyważone, przemyślane. Dlatego czytelnik też musi poświęcić na nią sporo czasu.

Czytania nie ułatwia zupełnie fakt, że istotną rolę odgrywa w niej burzliwa brazylijska historia. Bądźmy szczerzy – to wydarzenia zupełnie nie znane mi i pewnie większości z was. W żaden sposób nie zmienia to jednak odbioru całej lektury. Emocje, trudne moralne wybory i wątpliwości zawsze pozostają takie same.

Mimo, że nie była to prosta lektura to jestem z niej zadowolona. To wyjątkowa opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o emigracji. Każdy z nas stał kiedyś na rozstaju dróg i próbował odkryć kim tak naprawdę jest. Nawet jeśli nie ma się tak nietypowych stosunków rodzinnych jak Vanja to jednak nasi przodkowie, ich życiorysy odgrywają istotną rolę w tym kim jesteśmy obecnie. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że Kruczogranatowe to powieść drogi i rzeczywiście, ale z pewnością nie w dosłownym znaczeniu tego słowa, a metaforycznym jak cała ta historia. To droga do odkrycia tego co nas definiuje, do uświadomienia sobie, że więzy krwi nie zawsze są najważniejsze. Pełno w tej powieści symboliki, której znaczenie zależy tylko i wyłącznie od czytelnika i jego refleksji.  Myślę jednak, że ta metaforyczność, poetyckość i piękno języka to najważniejsze aspekty tej powieści. To one wyróżniają ją na tle innych.
Mieliście kiedyś do czynienia z literaturą brazylijską? A może szerzej- iberoamerykańską? Ja mam na swoim koncie już kilkanaście takich lektur i ta była zdecydowanie jedną z najtrudniejszych. W związku z tym polecam ją osobom, które chcą się z nią zmierzyć, są ciekawe języka autorki i zaskakującej konstrukcji zdań. To powieść do powolnego czytania, wgryzania się w nią, przegryzania jej słów, zastanowienia się nad nimi. Opowieść o tożsamości, historii, emigracji, rodzinie. O tym co definiuje każdego z nas.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 486.Kruczogranatowe
Autor: Adriana Lisboa
Stron: 221
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

13 kwi 2019

100 % smaku s. Salomea Łowicka, s. Jana Drzymała

Książki kucharskie zajmują w moim domu jedną, dużą półkę. Można tam znaleźć zarówno przepisy na ciasta, dania bez glutenu, wegańskie czy typowo polskie i zdecydowanie nie fit. W tym wszystkim jest jeden rodzaj książek kucharskich, po które sięgam szczególnie chętnie. Są to wszystkie te, które zostały wydane przez wydawnictwa katolickie. Dlaczego? Mam do nich szczególne zaufanie. Któż nie zna przepisów na ciasta siostry Anastazji? Nawet jeśli ktoś się uchował to jeśli tylko je tradycyjne ciasta zaręczam, że z pewnością jadł coś z jej książek. Są tak popularne i smaczne.
Zwykle są to proste przepisy. Takie gdzie w trakcie pieczenia czy gotowania używamy znajomych nam technik. Nie musimy mieć jakiś specjalnych urządzeń do ich przyrządzenia.
Są z dobrze znanych nam, polskich produktów, które znajdziemy w najbliższym sklepie. Nie oszukujmy się, wiele nowych na rynku książek kucharskich jest na tyle nowoczesna i z takich składników, że zanim je znajdę objeżdżając połowę miasta to dawno przejdzie mi już ochota na gotowanie. Próbowanie nowych smaków jest świetne, ale czasami nieekonomiczne, gdy mamy kupić dany produkt tylko na jedno użycie. Książka 100 % smaku idealnie spełnia te dwa punkty, jej ideą jest prostota w wykonaniu i produktach, choć niesie ze sobą powiew świeżości i z pewnością nie będziemy się z nią w kuchni nudzić.

Dla każdego coś dobrego

100 % smaku to przepisy dla każdego. Odnajdziemy tu inspiracje na dania wegetariańskie i typowo mięsne, z glutenem i bez niego, zupy, słodkości, dania dla dzieci i na rodzinne uroczystości. Ponad 100 przepisów na ciekawe dania, które z pewnością zagoszczą na moim tegorocznym wielkanocnym stole. Dlatego też tak bardzo spieszę się dla was z tą recenzją – może jeszcze kogoś przez ten tydzień przekonam. Babka obłoczek, zupa cygańska, rolada serowa, różnorodne chlebki, lekka tortilla z warzywami. Czyż to nie brzmi wspaniale? Dla mnie zdecydowanie tak, ponieważ planem na ten rok jest robienie sobie kilku dni w tygodniu bez mięsa, które nie smakuje mi tak jak dawniej i inspiracji znalazłam tutaj mnóstwo. Jednocześnie dla męża jeden dzień w tygodniu bez mięsa jest już sporym poświęceniem, a więc dla niego też jest tu mnóstwo ciekawych przepisów.


Dla kogo jest ta książka?

Dla osób, które lubią eksperymentować w kuchni, szukają wiosennej lekkości, świeżości, nowych smakowych połączeń, ale jednocześnie chcą pozostać w naszej rodzimej tradycji kulinarnej. 100 % smaku to nowoczesność w postaci bananowego czy migdałowego ciasta, a jednocześnie tradycyjność, ponieważ okazało się, że niektórych przepisów podobno używała moja babcia. Cieszę się, że ta książka trafiła w moje ręce, z pewnością będzie często używana, a żeby nie być gołosłowną spójrzcie na zdjęcie. Jest tam babka z przepisu ze strony 250.
Ocena:5/6
Tytuł: 485.100 % smaku. Oczaruj swoich gości
Autor: s. Salomea Łowicka, s. Jana Drzymała
Stron: 335
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAM

10 kwi 2019

Dziewczynka z atramentu i gwiazd Kiran Millwood Hargrave


Legenda wyspy Moya

Lubicie książki z baśniowym klimatem? Ja dawniej czytałam sporo takiej literatury, z jakiś niewiadomych przyczyn przestałam i zaczęłam do nich wracać rok temu. Niektóre czytam synkowi, innymi delektuję się sama. W odpowiednim czasie też mu je podrzucę. Dziewczynka z atramentu i gwiazd to właśnie taka książka, choć niestety w tym przypadku nie jest to lektura bez wad.

Isabella ma trzynaście lat, jest córką kartografa. Razem z ojcem są dla siebie najważniejszymi i jedynymi ludźmi na świecie. Każdego dnia rozpoczynają dzień od ubogiej, przypalonej owsianki, a dziewczyna szlifuje swój talent do rysowania map pod czujnym spojrzeniem ojca. Isabella chciałaby być taka odważna jak Arinta - dziewczyna, która według legend uratowała wyspę Moya od zniszczenia przez okrutnego demona.  Nie zdaje sobie sprawy, że jej odwaga zostanie dość szybko wystawiona na próbę.


Tym razem niestety coś nie zagrało

Do książki Dziewczynka z atramentu i gwiazd podeszłam z ogromnym zaciekawieniem. Ostatnio czytane przeze mnie książki utrzymane w baśniowym tonie były po prostu świetne i tutaj też na to liczyłam. Zaczęłam czytać i niestety nie zostałam wchłonięta w tę historię na miarę moich oczekiwań.  Nie mogę napisać, że mi się nie podobało, ponieważ byłoby to spore kłamstwo. Książka jest ciekawa, wnętrze zostało urozmaicone ilustracjami, a więc szybko się ją czyta, jednak podczas czytania cały czas w głowie miałam takie trudne do uchwycenia wrażenie, że czegoś mi brakuje, coś jest nie tak. Taka trudna do zdefiniowania przeszkoda, która sprawia, że nie jesteśmy częścią opowieści, nie możemy emocjonalnie zżyć się z bohaterami. Tak jakby wszystko toczyło się obok nas. Właśnie to mi się przydarzyło z Dziewczynką z atramentu i gwiazd. Pomysł na historię jest mocno intrygujący, legenda wyspy Moya też, a jednak nie była to historia, którą przeczytałam z wypiekami na twarzy. Nawet tę opinię pisze mi się niezwykle ciężko, ponieważ nie była to dla mnie historia ani wybitna, ani zła. Raczej poprawna. Myślę, że to też wina mojego wieku. Książka jest dedykowana młodszym czytelnikom i im spodoba się znacznie mocniej. Porusza ważne problemy i wartości takie jak solidarność, przyjaźń, odwaga i poświęcenie. Wszystko to zespojone z odrobiną magii, baśni i legend wyspy Moya. Jeszcze 5-6 lat temu byłabym takim połączeniem zachwycona.

Są i zalety

Dzisiejszą opinię zaczęłam od błędów, ale w książce znalazłam też kilka wielkich plusów, które znacznie uratowały tę powieść w moich oczach. Przede wszystkim jej mroczny klimat, którego zupełnie nie spodziewałam się po genialnej i przepięknej okładce oraz jeszcze staranniej wykonanemu wnętrzu. Nie jest to historia jakich wiele, bohaterowie zostają wystawieni na mnóstwo ciężkich prób, są ścigani przez wysłanników demona, nie wszystko zawsze idzie po ich myśli. Zakończenie jest zaskakujące i smutne, ale jednocześnie daje nadzieję. Gdyby całość wywołała u mnie takie słodko-gorzkie emocje to byłoby idealnie. Kolejnym pozytywnym aspektem tej powieści są jej dwie żeńskie postacie. Główna bohaterka Isabella oraz Lupe- córka gubernatora. To wspaniałe, że dziewczynki są osadzane w tak ważnych książkowych rolach. Są odważne, walczą o siebie i swoich bliskich. Myślę nawet, że to Lupe jest ciekawszą i bardziej zagadkową postacią, która z pewnością zaskoczy was swoim postępowaniem.


Podsumowanie

Podsumowując, znacznie łatwiej pisze mi się opinie o książkach, które wywołują u mnie skrajne emocje. Ten tekst narodził się w bólach i z pewnością można to odczuć. Dziewczynka z atramentu i gwiazd nie jest złą powieścią, po prostu przeczytałam ją w nieodpowiednim dla mnie czasie. Polecam ją młodszym czytelnikom. Im ten mroczny i magiczny klimat powinien się spodobać. Zwłaszcza dziewczynkom, które w postępowaniu Isabelli i Lupe odnajdą siebie. Na uwagę zasługuje też fakt, że jest to debiut Kiran Millwood Hargrave, chętnie dowiem się jak rozwinie się w swoich kolejnych powieściach. Starszym czytelnikom też nie odradzam, książka zbiera raczej dobre opinie i ma szansę też wam się spodobać.
Ocena: 3/6
Tytuł:484.Dziewczynka z atramentu i gwiazd
Autor: Kiran Millwood Hargrave
Stron: 272
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu

3 kwi 2019

Ogrom bólu i cierpienia, czyli książka Kobiety z bloku 10.


Ogrom bólu i cierpienia, czyli książka Kobiety z bloku 10.

Blok numer dziesięć w Auschwitz. Zamknięty dla zwiedzających, a jednak wzbudzający mnóstwo kontrowersji i emocji. To w nim odbywały się pseudonaukowe eksperymenty medyczne nazistów. Ogrom cierpienia, strachu i bólu jaki musiały wchłonąć te mury jest dla mnie niewyobrażalny.
Hans Joachim Lang w swojej książce Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz porusza temat doświadczeń na ludziach, które się tam odbywały, oddaje głos ofiarom. Odnajdziemy tu losy nie tylko kobiet, ale jednak ta płeć poddawana była najcięższym i najbardziej brutalnym próbom. Blok o całkiem zwyczajnym numerze 10 był z jednej strony ucieczką od pewnej śmierci w komorze gazowej, ale z drugiej drogą do piekła, gdzie niepodzielne rządy pełnili lekarze SS. Zajmowano się zarówno badaniami nad sterylizacją, rakiem szyjki macicy czy krwią. Jedne z eksperymentów były lżejsze, mniej obciążające ofiary, a inne zupełnie bezduszne i bezlitosne. Łączyło je jedno, żadna z osób poddanych eksperymentom nie wyraziła na nie jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ najczęściej nawet nie zdawała sobie sprawy co się z nią dzieje. Nikt nic nie mówił, nikt nie czuł żadnego obowiązku, aby informować o przebiegu operacji czy zabiegu. Czasem kobiety dopiero po kilkudziesięciu latach dowiadywały się, że usunięto im jajnik czy część macicy i to jest dla mnie nie do pojęcia.


Trudna i bolesna książka

Kobiety z bloku 10. to szalenie trudna lektura. Warto się z nią kiedykolwiek w swoim życiu zmierzyć, ale jeśli ktoś nie czuje się na siłach to doskonale go rozumiem. U mnie wywołała dziwne drżenie serca, mnóstwo refleksji i przerażenie, ponieważ w głowie nie mieści mi się taki ogrom cierpienia. Kobiety były traktowane tam jak zwierzęta, króliki doświadczalne, w przypadku śmierci zastępowane nowymi. Przedmioty, które gdy się zepsują po prostu się wyrzuca. Nie da się tego czytać bez emocji, ponieważ dynamiczne, pełne bólu i cierpienia relacje ofiar boleśnie mocno kontrastują z bezdusznymi i opanowanymi zeznaniami i zachowaniem lekarzy. W chwilach gdy kobiety jęczały z bólu, krzyczały, profesor Clauberg zachwycał się tym jak zastrzyk sterylizacyjny pięknie przepływa przez organizm. To jest nieludzkie i pokazuje jak odrobina władzy nad drugą osobą odczłowiecza i sprawia, że stajemy się potworami. W imię nauki? Chęci zaistnienia? Sławy? Prestiżu? Chorej ideologii? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania, ale mam nadzieję, że po tę książkę kiedyś sięgnięcia i sami sobie je zadacie. Teraz została wznowiona, poprawiona, jest do niej większy dostęp. Naprawdę warto.


Zaskakujący styl pisania autora

Jeśli ktoś wzbraniał się przed tą książką, ponieważ myślał, że jest dla niego za trudna, to też czym prędzej może po nią sięgnąć. Jest trudna pod względem ładunku jaki niesie ze sobą ten temat, ale całkiem sprawnie się ją czytało. Liczyłam raczej na ciężkie i mozolne przebijanie się przez tekst, ale autor pisze płynnie i przystępnie, i pod tym względem mocno mnie zaskoczył. Czasami powtarza dość istotne fakty, ale przy takiej książce nie jest to dla mnie minus.


Podsumowanie

Nie mogę się skupić podczas pisania tej opinii, w głowie jeszcze krążą mi fragmenty książki, chociaż skończyłam ją kilka dni temu. Jeśli ktoś z was czuje się na siłach to jak najbardziej polecam i zachęcam. Takie książki warto znać. Całą resztę namawiam do zmierzenia się z nią, zapamiętania tytułu, może kiedyś przyjdzie na nią czas. Kobiety z bloku 10 dzięki relacjom kobiet będących ofiarami, opisem ich późniejszych losów jest rzetelną i ekstremalną lekcją historii, która trzeba przeżyć.
Tytuł: 483.Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz
Autor: Hans Joachim Lang
Stron: 363
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

1 kwi 2019

Podsumowanie marca

Poniedziałek rozpoczął się z przytupem od domowych, wiosennych porządków, później planuję robienie kopytek, a na koniec jeszcze przesadzanie pomidorów do większych doniczek. Zupełnie nie miałam też wczoraj ochoty na pisanie jakiejkolwiek opinii, tym bardziej o książce Kobiety z bloku 10., której wydźwięk sprawia, że nie da się napisać o niej cokolwiek, na kolanie. Dlatego dzisiaj podsumowałam sobie mój marzec. Przeczytałam 8 książek. Ciężko wybrać mi najlepszą. Świetnie czytało mi się Kolor milczenia, ale to Kobiety z bloku 10. i Szklany klosz wywołały najwięcej emocji. Nie pozostawałam też obojętna przy czytaniu książek Wymazać siebie czy Sól morza. Jakby nie patrzeć ten miesiąc był niezwykle udany i oby stan ten utrzymał się w ciągu pozostałych miesięcy. A wy? Ile przeczytaliście książek? Która was zachwyciła? Planujecie w kwietniu jakieś konkretne lektury?
Mieliście już okazję zaczerpnąć wiosny? Ja staram się każdego dnia wybrać na długi spacer, pooddychać tym cudownie pachnącym powietrzem, wsłuchać się w śpiew ptaków. Nic mnie tak mocno nie relaksuje.

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.