31 sie 2018

Przyjaciele bez bonusu Penny Reid

Przyjaciele bez bonusu to drugi tom serii Kółko Singielek Miejskich autorstwa Penny Reid. Tym razem głos został oddany najbliższej przyjaciółce Janie – Elizabeth Finney. Jest ona lekarką i twierdzi, że jedyne co interesuje ją w kontaktach z  mężczyznami to seks bez zobowiązań. Już kiedyś była zakochana i los potwornie z niej zadrwił. Twierdzi, że w miłości nie ma kolejnych szans. Gdy na jej drodze staje jej dawny znajomy z dzieciństwa, a obecnie gwiazda telewizyjnego show – Nicco Manganiello nic już nie będzie takie samo.

Na drugich tomach zawsze ciąży ogromna odpowiedzialność. Oczekiwania są zawsze ogromne i tak było też ze mną i moimi odczuciami co do tej książki. Liczyłam na mnóstwo humoru, płacz ze śmiechu i lekką lekturę. Dlatego też nie mogłam się wgryźć w książkę Przyjaciele bez bonusu, ponieważ okazuje się, że tym razem jest to klasyczny romans. Nie jest to żaden minus, po prostu liczyłam na coś innego. Po około 100 stronach zostałam wciągnięta w historię na tyle, że ukończyłam ją podczas jednego wieczoru.

W powyższej książce jest z pewnością znacznie mniejsza ilość sytuacyjnych żartów i wpadek. Wynika to z pewnością z charakteru Elizabeth, zupełnie odmiennego niż poznana w pierwszym tomie Janie. Nasza główna bohaterka jest świetną lekarką, piękna z niej kobieta, a jednak twierdzi, że jedyne co się jej od życia należy to seks bez żadnych uczuć i przywiązania. Dlaczego ma o sobie takie zdanie? Co ma z tym wspólnego jej pierwsza, młodzieńcza miłość? Penny Reid postawiła tutaj na znacznie poważniejsze poprowadzenie historii. Bohaterowie muszą poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby, przepracować problemy i zastanowić się nad kwestią kilkukrotnego zakochania się w życiu. Przecież w miłości nie ma tylko jednej szansy, tak, że wraz z odejściem najbliższej osoby ucieka też nasza szansa na szczęście.
Nie zrozumcie mnie źle, książka znów mocno mi się spodobała, ponieważ po wkręceniu się w całą historię z każdą stroną było już tylko lepiej, a opowieść o Elizabeth i przystojnym Włochu swoją romantycznością wywołuje rumieńce, przyspieszone bicie serca i emocjonalne motyle w brzuchu. Po raz kolejny książka jest pieprzna, ale w subtelny i wyważony sposób, który podkręca emocje, a jednocześnie nie jest wulgarna czy nieprawdopodobna. Styl autorki bardzo mi się spodobał już w pierwszym tomie. Lubię go za inteligencję i fakt, że książka jest cudownie lekka, ciepła i przyjemna, a przy tym nie głupia. Bohaterek nie da się nie polubić. Każda z nich ma zupełnie inny charakter, a w jednej książce poznajemy lepiej jedną z nich. Elizabeth ma cięty język i wydaje się być kobietą, której żaden mężczyzna nie jest nawet popsuć humoru. Okazuje się jednak, że to tylko zewnętrzna powłoka, w środku to wrażliwa i niepewna siebie dziewczyna. Za to jeśli chodzi o męskie kreacje to po raz kolejny stwierdzam, że w takim książkowym facecie można się zakochać.

Lekka forma, plastyczne opisy, które sprawiają, że chętnie obejrzałabym ekranizację tej książki we filmie lub serialu. Fakt, że dzięki tej książce można zapomnieć o codzienności, problemach i troskach. Wszystko to sprawia, że jeśli chodzi o powieści obyczajowe chcę czytać takich książek jak najwięcej. Mimo tych zgrzytów na początku albo może ze względu na nie, polecam – przecież to też sztuka sprawić, aby kolejny tom miał zupełnie inny wydźwięk i charakter pasujący do przeżyć głównych bohaterów, a po prostu ja byłam nastawiona na klimat identyczny jak Randka z homo sapiens. Myślę, że po przeczytaniu pierwszego tomu, lektura tego to konieczność.

Ocena: 4/6
Tytuł: 433.Przyjaciele bez bonusu
Autor: Penny Reid
Stron: 429
Wydawnictwo: Poradnia K.
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Poradnia K 😊

27 sie 2018

Błękit Maja Lunde

Woda. Jest dla nas oczywista. Jeszcze nigdy nie zaznaliśmy realnego niedostatku, w każdej chwili możemy kupić sobie w sklepie butelkę z tym płynnym złotem. Korzystamy z niej z beztroską, nie myślimy o jakichkolwiek konsekwencjach. Maja Lunde pokazuje, że jeśli w tej chwili się nie opamiętamy skutki będą opłakane i marne dla całej ludzkości.

Dwie historie. Rok 2017 i 2041. Nie dzieli je zbyt wiele lat, a jednak nasza planeta wygląda w ich trakcie zupełnie inaczej. Signe i David. Ludzie, którzy nigdy się nie poznali, a jednak połączyło ich tak wiele. Signe to aktywistka środowiskowa. Żyje w czasach nam współczesnych, jest świadoma topnienia lodowców, zmian klimatycznych i faktu, że zasoby wody pitnej są na wyczerpaniu. Podąża swoją ścieżką mającą chronić Ziemię jak najlepiej. Wyrusza w niebezpieczną podróż do swojego ukochanego i dostarcza mu pewien niezwykły ładunek. David podróżuje ze swoją małą córeczką do obozu dla uchodźców klimatycznych. Ziemia jest nękana przez pożary i susze. Ludzie nie mają co jeść i pić. Pewnego dnia ojciec i córka odnajdują starą łódź.

Już na wstępie muszę to jasno i wyraźnie napisać – jestem oczarowana Błękitem i chciałabym, aby każdy ją przeczytał. A jeśli nie to przynajmniej zastanowił się i docenił jakim skarbem jest możliwość codziennej kąpieli i picia wody wtedy tylko gdy tego zapragniemy. Tutaj mogłabym już zakończyć, ale koniecznie muszę wam napisać dlaczego książka mi się tak spodobała.

Przede wszystkim to historia, która mocno i dosadnie zwraca uwagę i otwiera oczy na jeden z najważniejszych problemów trapiących ludzkość – brak wody pitnej. Autorka robi to w dość wstrząsający sposób, ponieważ pokazuje jak będzie wyglądał nasz świat za kilkadziesiąt lat. Nie ma tutaj odległej i trudnej do wyobrażenia sobie dla przeciętnego człowieka Afryki. Są za to nasze realia i olbrzymia susza, która sprawia, że ludzie umierają z pragnienia i tracą wszelkie moralne zachowania. Myślę, że to mocno poruszy czytelnika. Zaletą tej powieści jest też jej ogromna wartość dydaktyczna. Niesie ona ze sobą ogrom treści i informacji na poziomie książki popularnonaukowej, a jednocześnie to pasjonująca powieść, która mocno działa na wyobraźnię i skłania do licznych refleksji. Historie Signe i Davida są po prostu ciekawe i jeśli kogoś odrzucają tematy proekologiczne to niech zastanowi się nad tą powieścią jako pasjonującą wizją naszego świata za kilkadziesiąt lat.

Książkę szybko i lekko się czyta, jest w niej znaczna ilość dialogów, a jednak niesie ze sobą spory ładunek emocjonalny. W trakcie jej czytania byłam zasmucona, zdołowana i chociaż zakończenie daje nam nadzieję to jednak całość wywołuje spore wrażenie. Wiedziałam o tych problemach, uczyłam się o nich, a jednak mieszkając w miejscu gdzie wody jest dostatek, a w razie awarii na podwórku studnia, bardzo trudno wyobrazić sobie skalę problemu. Woda to życie dla całego środowiska i jestem ciekawa i przerażona jak będzie wyglądał świat gdy dorośnie moje dziecko lub wnuki. Ludzkość jest obecnie krótkowzroczna, nastawiona na korzyści pieniężne i kiedyś niestety woda będzie dla nas cenniejsza niż złoto.

Kolejnym plusem tej opowieści jest jej piękno, liryczno-metaforyczny sposób w jaki została napisana. Chyba tylko ta autorka potrafi w tak poetycki sposób pisać o wodzie czy pszczołach. Podobają mi się też kreacje głównych bohaterów. Poszczególne historie są opowiadane właśnie przez nich. To dwie różne postacie, odmienne charaktery i to mocno można odczuć. W książkach z taką narracją często granice między postaciami często się zacierają, a tutaj czujemy jakbyśmy czytali o prawdziwych bohaterach z krwi i kości, którzy czują i mają swoje przekonania i style życia.

Podsumowując, w swojej drugiej książce autorka udowadnia, że potrafi świetnie pisać i popularność jej powieści nie jest dziełem przypadku. Porusza trudne problemy, jej książki są czymś absolutnie wyjątkowym na rynku. Błękit to opowieść o ludziach, wodzie i tłumionych emocjach. Liryczna, poetycka i przy tym trzymająca w napięciu książka z ważnym przekazem.

Ocena: 6/6
Tytuł: 432.Błękit
Autor: Maja Lunde
Stron: 428
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu

24 sie 2018

Randka z homo sapiens Penny Reid

recenzja książki
Po spokojnych lekturach przeszedł czas na coś lekkiego i odrobinę zwariowanego. Sięgnęłam po książkę o zabawnym tytule Randka z homo sapiens i wpadłam po uszy w świat Janie Morris.

Janie Morris poznajemy w dość nieprzyjemnych okolicznościach w trakcie trwania najgorszego dnia w jej życiu. Rozstała się z chłopakiem, straciła pracę, mieszkanie. Utknęła w toalecie bez papieru toaletowego. Co jeden problem to poważniejszy. Gdyby tego było mało całe jej upokorzenie widzi obłędnie przystojny ochroniarz Quinn, który ma dla niej pewną propozycję.

Kapitalna powieść obyczajowa do przeczytania przez każdego w gorszym okresie życia. Poprawa humoru gwarantowana. Ja nawet nie zliczę ile razy podczas jej lektury wprost płakałam ze śmiechu. Już od pierwszej strony zostajemy wciągnięci w zabawne i momentami absurdalne wydarzenia. Ta książka to po prostu lekka, napisana bez zadęcia powieść, która dostarczy nam wiele godzin rozrywki.

Sama historia, wydawać by się mogło, nie ma w sobie nic odkrywczego. On – bogaty, czarujący, magnetyczny i tajemniczy. Mężczyzna, który działa w twardym i brutalnym świecie i ma wiele na sumieniu. Ona to zakompleksiona szara myszka. Nie umie dziergać, a jednak raz w tygodniu spotyka się ze swoimi przyjaciółkami tworzącymi klub pasjonatek robienia na drutach. Ma mnóstwo dziwactw, a tym najważniejszym jest zasypywanie rozmówcy informacjami niczym z Wikipedii. Tych dwoje nic nie łączy, są zupełnie odmiennymi światami. Takie romanse już przecież były, a jednak styl pisania autorki, mnóstwo humoru i specyficzny charakter Janie sprawiają, że książka staje się na swój sposób wyjątkowa i ta schematyczność absolutnie w niczym nie przeszkadza.

Randka z homo sapiens nie jest też z całą pewnością głupiutką historią. Często zdarza się, że lekkie obyczajówki właśnie takie są, a zachowanie bohaterów działa nam na nerwy. Tutaj świetnie się bawiłam, śmiałam do łez i szczerze polubiłam głównych bohaterów. Powyższa książka to zabawna opowieść o miłości. Autorka nie upchnęła w treści zbyt wielu opisów scen miłosnych, nie są one jak to często się zdarza osią historii. Jest to dla mnie ogromny plus, ponieważ niejednokrotnie mam przesyt scen łóżkowych. W książce dzieje się naprawdę sporo, historia jest ciekawie poprowadzona. Nie znalazłam tu nawet jednego akapitu, który zostałby napisany na siłę.

Nie przedłużając – po prostu wam polecam. Czasami warto sięgnąć po książkę, która jest lekka i ma na celu zapewnienie nam dobrej rozrywki i zabawy. Ta jest jedną z najlepszych jaką przeczytałam w tej kategorii. Autorka pisze bardzo szczerze, swobodnie i bez zadęcia. Widać, że po prostu świetnie się bawi podczas tworzenia swoich historii. Ja już nie mogę doczekać się czekającego na półce drugiego tomu Kółka Singielek Miejskich.

Ocena: 5/6
Tytuł: 431.Randka z homo sapiens
Autor: Penny Reid
Stron: 411
Wydawnictwo: Poradnia K.
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Poradnia K

22 sie 2018

3 klimatyczne książki do czytania jesienią

Zrobiło się już troszkę chłodniej. Sierpień, a wraz z nim wakacje powoli dobiegają końca. W tym roku chyba nikt nie ma prawa narzekać, że lata nie było, że nie zdążył się opalić i wygrzać na słoneczku. Staram się cieszyć każdą chwilą, porą roku, ale jednak już nie mogłam się doczekać tego specyficznego klimatu jaki niesie ze sobą jesień i pierwsze miesiące zimy. W styczniu i lutym jakoś tak zawsze tęsknię już za pierwszymi zielonymi akcentami, a więc ciężko mi szukać klimatu. Może teraz będzie lepiej.

Zaparzcie sobie kubek ulubionego napoju. W moim przypadku herbata w szarym kubku z Tesco, jedynym, który ostał się przez huragan jakim jest moje dziecko. Siądźcie wygodnie w fotelu. Odpalcie ulubioną muzykę do czytania. Słuchacie w ogóle muzyki do czytania? Ja zakochałam się w playliście Easy Acustic Hits na Spotify. Możecie zapalić świeczkę, a ja zaproponuję wam trzy książki, które podkręcą klimat i którymi będziecie się mogli rozkoszować.

Tak się składa, że trzy zaprezentowane przeze mnie książki to historie, które zostały po prostu dobrze napisane. Świetnie się je czyta, komfortowo, chociaż nie mają sporo dialogów i ich akcja nie pędzi w zastraszającym tempie. Tutaj główną zaletą jest ich klimat. Dwie z nich Ziemia kłamstw i Pół życia to literatura skandynawska, którą bardzo lubię. Bardziej cenię ją sobie za powieści obyczajowe przedstawiające specyficzną mentalność ludzi zamieszkujących Skandynawię niż za modne kryminały i thrillery. Obie książki są o rodzinie. O tajemnicach, kłamstwach, poszukiwaniu własnej życiowej drogi. Wątki, które nigdy mi się nie znudzą. Tekst oddziałuje na wyobraźnię, a plastyczne opisy pozwalają przenieść się nam do Szwecji czy Danii. Ziemia kłamstw zachwyciła mnie obrazem wsi, zapachami, odczuciami. Po roku jestem jeszcze pod jej wrażeniem. 

Trzecią książką, którą wam proponuję jest Morderstwo przy Rue Dumas.  Kryminał, ale różny od tych obecnie modnych, popularnych i promowanych tak jak to tylko możliwe. Akcja znów toczy się swoim, powolnym rytmem. Bohaterowie są prawdziwymi smakoszami, którzy obok prowadzenia śledztwa rozwodzą się nad jedzonymi potrawami. Dla jednej osoby będzie to nudne. Dla mnie to echo dawnych kryminałów i działanie słowem na wszystkie zmysły. 
Coś wpadło wam w oko? Cieszycie się na zbliżającą się jesień? O jakich trzech książkach napisać kolejnym razem? Mroczniejsze klimaty, czyli thrillery czy wprost przeciwnie - romanse?

20 sie 2018

Mój wieloryb, Cudowna wyspa dziadka Benji Davies

Mój wieloryb i Cudowna wyspa dziadka to dwie książki napisane i zilustrowane przez mieszkającego w Londynie autora. Benj Davies jest ilustratorem, reżyserem, ojcem i mężem. Jego przepiękne rysunki zachwycają już w momencie zobaczenia okładek książek, a co dopiero po otwarciu. Naszym oczom ukazuje się wypełniony szczegółami, kolorowy świat, do którego chciałoby się wniknąć. Ulubioną zabawą mojego dziecka związaną z tymi książkami było wyszukiwane kotów, które zostały ukryte tak zręcznie, że nawet ja miałam problem z ich odnalezieniem.

Przejdźmy jednak do treści tych książeczek, ponieważ to tutaj zostałam najmocniej zaskoczona. Gdy ktoś przejrzy książki bez czytania stwierdzi pewnie, że nie niosą one ze sobą żadnej wartości, treści ani przesłania. Na pojedynczej stronie znajduje się często tylko jedno zdanie napisane prostym językiem. Okazuje się jednak, że autor w tych kilkunastozdaniowych opowieściach zawarł więcej emocji niż niejedne książki z olbrzymią ilością stron i treści. To kolejne książki, które mogą być doskonałym wstępem do rozmów z dzieckiem.

Mój wieloryb opowiada o chłopcu, którego ojciec każdego dnia wstaje wcześnie rano, wypływa w morze i ciężko pracuje na kutrze rybackim, aby jego ukochane dziecko miało co jeść i w co się ubrać. Przemęczony mężczyzna nawet nie zdaje sobie sprawy jaki jego syn jest samotny. Gdy chłopiec znajduje wyrzuconego na brzeg małego wieloryba bez wahania przenosi go do swojej wanny i nazywa przyjacielem.
Przepiękna historia o samotności i potrzebie przyjaźni. Każdy z nas potrzebuje drugiego człowieka, aby rozkwitnąć i móc cieszyć się życiem. Najmniejsze dziecko potrzebuje bliskości i obecności rodzica. Myślę, że tę opowieść można przenieść też na nasze, współczesne realia gdzie rodzice gonią za pieniędzmi, karierą, a życie dzieci kręci się wokół zajęć dodatkowych i ekranów smartfonów czy komputerów.

Cudowna wyspa dziadka to bardzo uniwersalna, metaforyczna historia o odchodzeniu, żegnaniu się z bliskimi. Tytułowa wyspa to miejsce, które dziadek pokazuje wnuczkowi. Pełna roślin, zwierząt i kolorów. Pewnego dnia dziadek samotnie wyrusza na wyspę i już z niej nie wraca. Poruszające i mądre przedstawienie tematu, którego nikt z nas nie chce z dziećmi poruszać. Odchodzenie, pożegnanie to jedyna pewna w naszym życiu sprawa, a jednak najtrudniejsza do podjęcia. Benji Davies w delikatny i subtelny sposób wprowadza nas w te kwestie.
Podsumowując, te dwie książki to nie tylko przepiękne ilustracje, ale też mądra i poruszająca treść podana w kilku prostych zdaniach. Dobra jako pierwsza czytanka, nie nudzi, pozwala bawić się w wyszukiwanie szczegółów na obrazkach. O samotności, przyjaźni i pożegnaniach dla małych dzieci.

Ocena: 5/6
Tytuł: 429.Mój wieloryb, 430.Cudowna wyspa dziadka
Autor: Benji Davies
Stron: 32, 32
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarze dziękuję wydawnictwu Znak 😊

18 sie 2018

Pół życia Mats Strandberg

recenzja książki
Tajemnice. Każdy z nas jakieś ma. Często wpływają na całe nasze życie, umiejętność wyrażania uczuć i relacje. Tajemnice są jak rana, która nie może się zagoić i niemożność wyrzucenia z siebie wszystkiego drażni i denerwuje. Właśnie na takich kłamstwach i niedopowiedzeniach zostało zbudowane życie Violi. Gdy kobieta jest już umierająca postanawia spisać swoje wspomnienia i wytłumaczyć wnuczce – Jessice dlaczego jej dzieciństwo i rodzinne relacje wyglądały tak, a nie inaczej. Jessica też ma pewną niedokończoną sprawę z przeszłości. Jej ukochany pewnego dnia po prostu zniknął. Z takim bagażem ciężko zbudować jakąkolwiek przyszłość.

Szwecja, Skandynawia. Po raz kolejny udowodniono mi, że to nie tylko dobre kryminały, ale też świetne powieści obyczajowe i sagi rodzinne, które są niezwykle klimatyczne. Podoba mi się wyraźna w tej historii ascetyczność w wyrażaniu emocji, surowość klimatu i charakterów wynikająca z mentalności Skandynawów. Viola i Jessica, babcia i wnuczka to dwie ofiary tajemnic i ciągnącej się za nimi jak cień przeszłości. Każdy z nas wie, że z bagażem niedopowiedzeń nie jesteśmy w stanie cieszyć się z życia i być sobą. Ciekawym zabiegiem było z całą pewnością wplecenie w historię retrospekcji w postaci listów Violi do swojej wnuczki. W latach jej młodości dbano o wszelkie pozory i konwenanse. Często zupełnie zapominano o miłości. Małżeństwa były z góry aranżowane, a ślub był transakcją pomiędzy dwiema rodzinami gdzie najmniej korzyści otrzymywali główni zainteresowani. Powstawały twory, które trudno było nazwać małżeństwami. Mąż i żona tkwili w relacji, która nie dawała satysfakcji. Lubię czytać o tych czasach i podoba mi się, że z tej historii wyłania się słodko-gorzki obraz minionych lat. Obecne były te wszystkie bale i piękne suknie, o których tak lubimy czytać, ale często kryła się za nimi fałsz i obłuda.
Za pośrednictwem Pół życia przenosimy się do malowniczej Solbacki, do nietypowego domu, który przetrwał mnóstwo remontów i dobudowań. Myślę, że symbolizuje on trochę rodzinę naszej głównej bohaterki. Posklejaną z różnych jej członków, gdzie po poznaniu wszystkich tajemnic nic nie będzie już takie samo. Historia ta pokazuje jak ogromną rolę odgrywają w naszym życiu najbliżsi.

Mats Strandberg pisze lekko, prosto, spokojnie. Książkę czyta się po prostu płynnie, nie wszystkie tajemnice zostają rozwikłane, sporo pozostaje dla naszej wyobraźni. Czy polecam? Nie tylko dla osób, które tak jak ja mają bzika na punkcie rodzinnych tajemnic i zagadkowych. Lubię też ten specyficzny klimat, który idealnie czyta się pod kocem z kubkiem herbaty w dłoni. Myślę, że na nadchodzące długie wieczory to powieść idealna.

Ocena:4/6
Tytuł:428.Pół życia
Autor:Mats Strandberg
Stron:304
Wydawnictwo:Marginesy
Rok wydania:2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy 😊

15 sie 2018

Depresja i inne magiczne sztuczki Sabrina Benaim

recenzja książki
Poezja. Jeden z gatunków, który przez wiele lat był traktowany przez zwykłego, przeciętnego czytelnika po macoszemu, a za sprawą współczesnych tekstów przeżywa ogromny wzrost zainteresowania. Dlaczego to dla nas tak trudny gatunek? Czy lekcje języka polskiego w niektórych szkołach skutecznie zabiły w nas umiejętność samodzielnego interpretowania wierszy? Ze mną z pewnością tak było. Szymborska, ks. Twardowski, te postacie broniły się same i szczerze je polubiłam. Reszta poezji to tylko bezsensowne karty pracy i uzupełnianie zgodnie z kluczem. Dlatego bez wahania sięgnęłam po ten tomik i przez ostatni czas zaznajamiałam się z tekstami Sabriny Benaim.

Jak to w każdym tomiku, zbiorze różnych tekstów bywa znajdują się tutaj lepsze i gorsze utwory. A może po prostu poziom jest taki sam, ale jedne trafiają do mojego serca bardziej, inne znacznie mniej. Zachwyciły mnie przede wszystkim utwory, z których wyłania się bardzo wyrazisty obraz depresji. Autorka jest w nich tak przejmująca i szczera, że aż chwyta za serce, a gardło ściskają łzy wzruszenia. Pisze bardzo prosto, dosadnie, ale specyficznie i nowocześnie. Stosuje różnorodne formy wyrażenia swoich myśli. Podczas czytania czujemy się jakbyśmy byli w głowie osoby chorej na depresję. Myślę, że warto poznawać co czują inne osoby i szukać sposobu na ich zrozumienie i okazanie wsparcia. Z tego tomiku wyłania się ogromna samotność, niezrozumienie i potrzeba bliskości. W naszych nowoczesnych czasach choroby kardiologiczne czy nowotworowe są poruszające, ale jednak zrozumiałe dla społeczeństwa. Depresja, jakakolwiek choroba psychiczna, która przecież także została wywołana jakąś nieprawidłowością w działaniu organizmu jest stygmatyzowana. Budzi przerażenie. Osoba chora zostaje ze swoim problemem sama, co z całą pewnością nie pozwala w powrocie do zdrowia. Dlatego warto chociaż bliżej przyjrzeć się powyższemu tomikowi i spróbować postawić się na miejscu drugiej osoby.

Z powyższego tomiku wyłania się również obraz nieszczęśliwej, platonicznej miłości. Tutaj zupełnie nie mogłam odnaleźć cząstki siebie, ale myślę, że jeszcze kilka lat temu płakałabym podczas czytania. Wszystko zależy od odbiorcy i życiowego miejsca w jakim się znajduje.

Czy polecam? Każdy z was musi zastanowić się sam czy ma siłę zmierzyć się z wniknięciem do umysłu osoby chorej na depresję. Ktoś odnajdzie w niej cząstkę siebie, inny zupełnie jej nie poczuje. Ja z całą pewnością nie poprzestaję na tym jednym tomiku i sięgam po kolejne.

Ocena: 4-/6
Tytuł: 427.Depresja i inne magiczne sztuczki
Autor: Sabrina Benaim
Stron: 90
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu 😊

13 sie 2018

O drzewach, które wybrały Tatry Tomasz Skrzydłowski, Beata Słama

recenzja książki
Drzewa fascynowały ludzi od zawsze. Przypisywano im boską moc, nadprzyrodzone zdolności. Czczono je i wykorzystywano praktycznie w każdej dziedzinie życia i gałęzi przemysłu. Przez to wiele z olbrzymich lasów zostało doszczętnie zniszczone, a jednocześnie nieodnowione przez obsadzanie gatunkami obcymi dla ekosystemu. Książka O drzewach, które wybrały Tatry to opowieść o gatunkach rodzimych dla Tatr. O drzewach, które przywędrowały w to miejsce po ustąpieniu lodowca. Często ich nie zauważamy. Stoją przy szlakach. Ciche, milczące i tak charakterystyczne dla danego miejsca, że mijamy je bez spojrzenia. Książka ta pokazuje, że warto się zatrzymać, podziwiać ich piękno i zastanowić się nad walką, którą toczą każdego dnia. Drzewa kojarzą nam się z długowiecznością, stagnacją. Mało kto zdaje sobie sprawę, że rośliny walczą ze sobą o pokarm i światło każdego dnia.

Sosna, świerk, brzoza. To tylko 3 z 16 przedstawionych w książce gatunków drzew. Każdemu z nich zostało poświęcone należne my miejsce, ponieważ każdy jest ważny i zajmuje w swoim środowisku określoną rolę. Odnajdziemy tu naprawdę ogrom informacji podanych w lekki, ciekawy i przystępny sposób. Tyle się teraz mówi o leśnych kąpielach, czerpaniu siły i spokoju z natury, a jednak w książkach tego typu jest zwykle mało informacji. Tutaj, wprost przeciwnie, odnalazłam wiele rzetelnych wiadomości i ciekawostek. Opowieść o każdym z drzew zaczyna się krótkim wstępem jak dany gatunek przywędrował do Tatr, jakie są jego życiowe strategie. Autorzy uzupełnili ją także o motyw drzew występujący w literaturze, religiach, wierzeniach. Nie sądziłam, że każda religia w jakiś sposób czciła lub czci drzewa. To tylko pokazuje jak ważne dla nas są.

Koniecznie muszę wspomnieć też o fakcie, że książkę tę czyta się jak najlepszy, trzymający w napięciu thriller. Naprawdę. Te wszystkie strategie przeżyciowe, ciągła walka o słońce, bo bez niego przecież nie ma fotosyntezy i życia zostały opisane w tak pasjonujący sposób, że czyta się ekspresowo i ogromnym zaciekawieniem. Mówię to nie tylko jako studentka biologii. Po prostu właśnie tak należy pisać o przyrodzie. Szkoda tylko, że premiera książki przeszła bez większego echa. Tyle teraz podobnych publikacji zagranicznych autorów, które są szeroko promowane, a nasze polskie perełki zanikają w natłoku.

Warto wspomnieć też o wydaniu. Przepiękne zdjęcia, okładka imitująca korą w czterech wariantach do wyboru i intrygująca obwoluta. Przyjemnie się ją czyta i przegląda.

Książka przyrodnicza o drzewach, którą czyta się jak intrygującą powieść sensacyjną? Tak, to jest możliwe. O drzewach, które wybrały Tatry to pasjonująca opowieść o drzewach, które mijamy na górskich szlakach.

Ocena: 5/6
Tytuł: 426.O drzewach, które wybrały Tatry
Autor: Tomasz Skrzydłowski, Beata Słama
Stron: 245
Wydawnictwo: Wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego
Rok wydania: 2018

8 sie 2018

Życie bez ciebie Katie Marsh

recenzja książki
Lubicie książki z serii Kobiety to czytają? Ja ogromnie. Wiem, że nawet jeśli nie będzie to arcydzieło to z pewnością mi się spodoba, poruszy we mnie jakąś czułą strunę i wywoła mnóstwo refleksji. Po te historie sięgam po prostu w ciemno, a więc ogromnie ucieszyłam się z możliwości przeczytania powieści Życie bez ciebie.

Życie Zoe jest przemyślane w każdym calu. Własna firma, przystojny mężczyzna, który ma właśnie zostać jej mężem. Nie pasuje tu tylko matka, która właśnie została aresztowana za zupełnie dziecinny wybryk. Dziewczyna straciła z nią kontakt już kilka lat temu i odbudowywanie relacji jest ogromnie trudne. Okazuje się, że Ginny zaczyna tracić pamięć. Stopniowo nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości, ale wraca wspomnieniami do przeszłości. Na światło dzienne wyjdą teraz dawno pogrzebane rodzinne historie i tajemnice.

Alzheimer. Mieliście kiedyś styczność z tą chorobą? Ja niestety tak. Przez kilka lat opiekowałam się babcią, która stopniowo przestawała poznawać swoich najbliższych. Książka Życie bez ciebie porusza ważny problem jakim jest utrata pamięci i demencja, ponieważ dotyka on mnóstwo osób. Historia ta pokazuje niezwykle ważną prawdę. Opieka jest uciążliwa, ale najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że nie ma poprawy samopoczucia chorego, jest tylko gorzej. Najpierw jakieś drobne pomyłki, by na koniec zapomnieć jak włącza się telewizor czy gotuje herbatę. Jak zwykle w powieściach z tej serii nic nie jest jednoznaczne. Istnieją różne punkty widzenia, odmienne racje i czytelnik naprawdę musi zastanowić się i pogłówkować jakie stanowisko w sprawie zajmie. Tutaj nic nie jest czarno-białe i według mnie jest to największy plus. Książka nie moralizuje, nie mówi, że jeden punkt widzenia jest dobry, a drugi zły. Pomyślmy chociaż o domach opieki. Alzheimer zmienia życie całej rodziny i niektórzy rzeczywiście nie mogą pozwolić sobie na zapewnienie całodobowej pomocy. Czy wtedy oddanie chorego jest pozbyciem się problemu czy zapewnieniem mu jak najlepszego komfortu? Trudne pytanie i ile osób tyle opinii.

W Życiu bez ciebie odnalazłam też przepiękną opowieść o wspomnieniach. Magia jednej chwili na zawsze zapisana w naszym umyśle. Coś co zawsze przywołuje uśmiech na twarzy, a w sercu ciepło. Wspólny posiłek, wyjazd nad morze. Osoba chora na Alzheimera w pewnym momencie traci kontakt z rzeczywistością, a żyje wspomnieniami. Historia ta udowadnia, że naszym celem jest kolekcjonowanie takich drobnostek, pięknych chwil i tylko one dają nam w życiu siłę. Powieść Katie Marsh to także ukazanie trudnej miłości małżeńskiej i relacji matki z córką. Ojciec Zoe był żołnierzem. Nie przeszkadzały mu ciągłe przeprowadzki, nie umiał okazywać miłości, a jednocześnie wymagał żołnierskiego spokoju i porządku od żony i dzieci. To musiało odbić się na wzajemnych relacjach rodzinnych. Jedyne do czego chciałabym się doczepić to fakt, że bohaterowie mogliby zostać jeszcze porządniej wykreowani. Tak aby ich przeżycia wywołały większe emocje. Ostatnio trafiam na książki, które poruszają ważne problemy, ale nie sprawiają, że serce szybciej mi biję i nie mogę otrząsnąć się po lekturze.

Życie bez ciebie to wielowątkowa opowieść poruszająca realne problemy, które mogą spotkać każdego z nas. Choroba, trudne rodzinne relacje. Ta naturalność i prawdziwość to główna zaleta powieści. Lubię czytać historie, które mogę odnieść do siebie, swoich przeżyć i odczuć. Jeśli wywołują przemyślenia i refleksje, które u każdego człowieka mogą być inne to jest to kolejny sukces. Trochę zabrakło mi w niej emocji i lepszej kreacji postaci. Myślę jednak, że mnóstwo osób będzie usatysfakcjonowane tematem i lekkim, płynnym językiem, który sprawia, że czyta się wprost ekspresowo.

Ocena:4/6
Tytuł: 425.Życie bez ciebie
Autor: Katie Marsh
Stron: 413
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 10.04.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

3 sie 2018

Wszystkie kwiaty Alice Hart Holly Ringland

recenzja książki
Australia. Dziewięcioletnia Alice mieszka na farmie razem ze swoją łagodną, kochaną matką oraz brutalnym i despotycznym ojcem. Niespodziewany wypadek sprawia, że musi przenieść się do babci, której jeszcze nigdy nie poznała. Pamięta tylko pożar i ogromny gorąc co jest dla niej tak traumatycznym przeżyciem, że traci mowę. Uczy się języka kwiatów i za jego pomocą porozumiewa się z otoczeniem. Gdy jest już dorosła w dalszym ciągu nie zna wszystkich rodzinnych tajemnic, które ciążą nad nią i utrudniają odnalezienie własnej, życiowej drogi. Czuje się rozgoryczona i zdradzona, postanawia uciec na pustynię i tam rozpocząć nowe życie.

O wiktoriańskiej mowie kwiatów dowiedziałam się już jakiś czas temu za sprawą innej powieści. Kocham rośliny, kwiaty, a więc ogromnie ucieszyłam się, że ten wątek został wykorzystany też tutaj. Odgrywa on naprawdę ogromną rolę. Spaja historię i jednocześnie zajmuje sporą jej część. Nawet cała konstrukcja powieści została oparta na symbolice kwiatów. Każdy rozdział rozpoczyna się opisem konkretnej rośliny, jej znaczeniem, które ściśle współgra z wydarzeniami opisanymi w historii i życiorysem Alice. To z pewnością coś innego niż mamy okazję czytać codziennie, a więc za to nowatorstwo pierwszy i ogromny plus.

Wszystkie kwiaty Alice Hart to wycinek z dzieciństwa dziewczynki oraz jej dorosłości. Pokazuje jakie ważne znaczenie odgrywa w naszym życiu przeszłość, nasza tożsamość i rodzina. Bez poznania historii naszych przodków, bez szczegółowego wniknięcia w nasze dzieciństwo jesteśmy niepełni, wybrakowani. Alice nie potrafiła zacząć normalnie żyć, nie umiała wybrać własnej drogi, którą chce podążać. Kierowała się tylko wyborami i oczekiwaniami innych. Człowiek bez przeszłości nie jest w stanie zbudować przyszłości, zwłaszcza jeśli chodzi o miłość. Jak wiecie ogromnie lubię takie klimaty, rodzinne zagadki, tajemnice, wielka namiętność, która z góry skazana jest na porażkę. Przez to książka musiała mi się spodobać. Mam jednak wrażenie, że autorka trochę tę historię przegadała. Było w niej kilka momentów, które mnie znużyły, a przez to osłabiły moje odczucia względem historii i bohaterów. W takiej powieści zawsze zwracam uwagę na emocje, a tutaj mi ich zabrakło. Przecież poszukiwania własnej drogi, miłości muszą wywoływać w czytelniku drgnienie serca. Przez to po prostu nie mogę dać jej najwyższej oceny.

Piękne opisy, doskonała sceneria Australijskiej pustyni czy roślinności troszkę zrekompensowały mi brak emocji i zżycia się z bohaterami. Jak wiecie lubię za sprawą działających na wyobraźnię opisów przenosić się do danego miejsca i właśnie to tutaj odnalazłam. Mam nawet wrażenie, że autorka postawiła na motyw kwiatów, ich symboliki i tego jak mogą być ukojeniem w każdym momencie naszego życia. Po przeczytaniu tej książki mam ogromne plany, aby kiedykolwiek w moim życiu pojechać do Australii, zobaczyć te cuda natury. Na razie zwiedzam tylko podczas literackich podróży.

Wszystkie kwiaty Alice Hart to oprócz opowieści o kwiatach, poszukiwaniu tożsamości i tajemnicach książka z silnym wątkiem dotyczącym przemocy domowej. Kobiety z rodu Alice zwykle spotykały na swojej drodze wyjątkowo brutalnych mężczyzn, którzy dla otoczenia wydawali się bardzo mili, grzeczni i nawet szarmanccy. To przerażające, że pod fasadą normalnego związku mogą kryć się lata przemocy, wyzwisk, bicia. Najgorsze jest jednak w tym, że najczęściej maltretowane kobiety całą winę widzą w sobie. To one zwykle zrobiły coś nie tak, że rozgniewały męża i usprawiedliwiają potworne czyny jakich się dokonał.

W podsumowaniu muszę koniecznie napisać, że książka ta to literacki debiut autorki. Dlatego myślę, że warto ją przeczytać i poczekać jak dalej rozwinie się ze swoją twórczością. Wszystkie kwiaty Alice Hart to książka ciekawa, wyjątkowa, po prostu dobra. Holly Ringland nie uniknęła kilku potknięć jak kilka przegadanych momentów czy nienasycenie książki jeszcze większą ilością emocji, tak abyśmy poczuli z bohaterami silniejszą więź. Myślę jednak, że warto po nią sięgnąć. Zwłaszcza wszyscy ci, którzy tak jak ja lubują się w rodzinnych tajemnicach. I kochają kwiaty.

Ocena:4/6
Tytuł: 424. Wszystkie kwiaty Alice Hart
Autor: Holly Ringland
Stron: 413
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.