31 sty 2017

Podsumowanie stycznia

Mijają te dni jak szalone. Przeraża mnie to ogromnie, ani się nie obejrzę, a kolejny dzień za mną. Styczeń był bardzo intensywny, a luty zapowiada się jeszcze gorzej ponieważ będę chodzić teraz na studia co tydzień, piątek, sobota, niedziela. Pewnie po 12 godzin dziennie. Do tego cztery egzaminy do których myślę dobrze się przygotować. Dziecko, które coraz mniej śpi, wymaga więcej czasu i uwagi. Chciałabym też w końcu zgubić mój ciążowy brzuszek, zaczęłam ćwiczyć. Gdyby nie prowadzenie Bullet Journal, o którym już wam kiedyś pisałam mam mam wrażenie, że mój dzień całkowicie by się posypał. Nie pogniewałabym się gdyby moja doba miała jeszcze z 40 godzin więcej. Wtedy może ze wszystkim bym zdążyła. Może...

Jeśli chodzi o podsumowanie czytelniczo-blogowe to jest bardzo dobrze. Zaczęłam pisać posty na zapas. Chyba zauważyliście, że w styczniu było mnie tutaj dużo więcej. Przeczytałam 5 książek, z czego cztery praktycznie w jednym tygodniu. Na luty mam książkę Magdaleny Kordel, Caraval, pewnie wpadnie też jakaś obyczajówka. Zapowiada się ciekawie, będę jeździć na studia autobusem, teraz wcześniej robi się widno, z pewnością będę umilać drogę czytaniem. Jak wasz styczeń?

25 sty 2017

Zimowi ulubieńcy


Zima w pełni i z pewnością pobędzie z nami jeszcze trochę czasu. Po raz pierwszy od trzech lat mamy dużo śniegu, który długo się utrzymuje, mróz. Raczej nie przepadam za taką pogodą więc praktycznie od miesiąca mam ciągle katar i niewesoły humor. Jak z tym walczę? Co choć na chwilę sprawia, że jednak te mroźne miesiące są do przeżycia? Kolejność zupełnie przypadkowa.

1. Smoothie do którego w końcu się przekonałam. Dopóki nie miałam blendera, który miałby naprawdę dużo mocy zupełnie nie rozumiałam tego fenomenu. Na te święta zażyczyłam sobie od męża ten z Boscha. On nie tyle mieli co ubija to wszystko. Miałam już trochę wpadek i nieudanych połączeń. Te sprawdzone to przede wszystkim banan+borówka amerykańska+napój owsiany (w zastępstwie mleka), banan+jabłko+sok z cytryny, banan+mango+sok z cytryny+ napój owsiany. Po wypiciu takiego napoju moje zachcianki na słodkie znikają.

2.Samplery Bridgewater Candle.

Szukałam czegoś co mogę palić przy dziecku. Te są sojowe, a więc bezpieczne i do tego wypalają się absolutnie do ostatniej kropli i pięknie pachną.

3.Kwiaty w pokoju. Od zawsze uważałam, że chociaż jedna roślinka w pokoju potrafi zrobić świetny nastrój i wprowadzić atmosferę takiej przytulności. Ostatnio praktycznie zasypałam się kwiatami. Na ławie stoi jeszcze ogromny Amarylis, na parapecie jeszcze jeden storczyk. Kolorowe płatki, ciekawa doniczka i jest idealnie. 

4.Kolorowe pomadki i pięknie pachnący krem do rąk. Mocne i kolorowe usta noszę już od kilku lat. Czystki w kosmetykach spowodowały, że zostałam z dwiema pomadkami, a więc koniecznie musiałam coś dokupić (no nie musiałam, miałam tylko pretekst). Wiedziałam, że będę polować na coś z Golden Rose, wybór padł na niezwykle klasyczną czerwień i burgund. Pierwsza to mój sprawdzony kolor, do tej drugiej z miejsca się przekonałam. Jest bardzo ciemna, odrobinę mroczna. Nie maluję jednak oczu codziennie, a więc przy tylko jednym wyrazistym elemencie makijażu daje radę. Wychodzę w niej do ludzi, a więc to tłumaczy wszystko. Polubiłam się nawet w takim mroczniejszym wydaniu co widać po zużyciu.

Jeśli chodzi o ten krem do rąk to jest to wersja wygładzająca z Kolastyny o pięknym, perfumowanym zapachu. O dłonie dbałam zawsze, gdy zaczęłam malować paznokcie hybrydą jakoś nawet bardziej, a one i tak są w opłakanym stanie. Ten krem trochę łagodzi świąd i podrażnienia, problem nie minie jednak póki nie zmienię płynu do mycia naczyń. Mowa ty o popularnym Fairy, robi spustoszenie na skórze, a jeśli ktoś nie umie zmywać w rękawiczkach i nie posiada zmywarki wyjścia czasami nie ma. Mama i ciocia też skarżą się na ekstremalnie zniszczone dłonie.
5.Pielęgnacja twarzy bez użycia wody
Strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o mój tłusty i trądzikowy typ cery. Ostatnio w Skarbie przeczytałam jak prawidłowo używać mleczka do twarzy. Najpierw trzeba je rozgrzać w dłoniach, wmasować w twarz, wytrzeć wacikami. Później płyn micelarny, tonik, krem. Przy takiej pielęgnacji moja skóra poprawiła swój koloryt, jest nawilżona. Gdybym czegoś nieodpowiedniego nie zjadła nie było by też na niej żadnych niespodzianek :)
Co was dzisiaj zaciekawiło?

21 sty 2017

310.Miś Uszatek

Miś Uszatek to już postać kultowa. Znają ją dzieci i dorośli, obecnie też cieszy się sporym uznaniem wśród najmłodszych widzów i czytelników. Co sprawia, że ten miś jest tak słynny i popularny?

Miałam wraz z moim synkiem dzięki księgarni internetowej Bookmaster okazję zapoznać się z najnowszym wydaniem opublikowanym przez Naszą Księgarnię. Zostały tutaj zebrane najpopularniejsze książki o przyjaznym Misiu Uszatku co klapnięte uszko ma. Od jego najwcześniejszych przygód aż po czas kiedy jego ludzcy przyjaciele poszli do przedszkola.

Wydawnictwo już po raz kolejny udowodniło, że po prostu zna się na publikacjach dla najmłodszych i nie ma w tej dziedzinie sobie równych. Wydanie zachwyca. Jest w twardej oprawie, z grubymi kartkami, porządnie wykonane. Doskonale spisze się jako prezent, a jednocześnie dzięki swej solidności będzie towarzyszyć dziecku wiele lat. Ilustracje Zbigniewa Rychlickiego znakomicie się tutaj prezentują, uatrakcyjniają odbiór książki i będą przyczyną wielogodzinnego przeglądania opowiadań.

Co do samych historii to muszę się przyznać, że Misia Uszatka znałam wcześniej tylko i wyłącznie z bajki, która była wyświetlana na dobranoc. Historyjki są króciutkie, czasami to zaledwie dwie strony. Dzięki temu z pewnością nie znudzą i będą się podobać. To co wzbudza moją sympatię to fakt, że dotyczą codziennego życia, traktują o polskich tradycjach i obyczajach. Przemycają też dobre wartości takie jak grzeczność, umiejętność odpowiedniego zachowania się w określonych sytuacjach czy życzliwość.

Podsumowując, to kolejna bajka przy której mój maluszek się wycisza i uspokaja. Jeszcze wiele lat będziemy ją przeglądać i wspólnie czytać bajeczki o Misiu z klapniętym uszkiem.
Ocena: 6/6

Tytuł: 310. Miś Uszatek
Stron: 240
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2016

18 sty 2017

309.Gloria

Obecna sytuacja polityczna na świecie nie zapowiada niczego dobrego. Konflikty, które pojawiają się coraz bliżej granic Polski. Szerzący się terroryzm, coraz częstsze ataki gdzie giną dziesiątki osób. Autorka tej powieści posunęła się jeszcze dalej. 

Przenosi nas do roku 2025. Unia Europejska jest tylko wspomnieniem. Polska jest oddzielona od Rosji pasem spalonej ziemi- Ukrainą. Mała Gloria musi przenieść się do ciotki do Francji by za 10 lat poznać przystojnego Asłana Zuradowa i wrócić do kraju. W tym samym czasie na odległej planecie Trion, Trojlo Oril zostaje poinformowany o swojej karze. Ma zamieszkać na Ziemi, a co najważniejsze posługiwać się wyłącznie pokojowymi metodami. Jak sobie poradzi? Kim są Sprawiedliwi i jakie zadanie ma do wykonania Gloria?

Miałam związanych z tą książką wiele obaw. Z jednej strony ogromnie lubię wszelkie dystopie i fantastykę. Z drugiej w książce zostało połączone dość dużo wątków. Zniszczone państwa, hulający w nich terroryzm, a tu jeszcze obcy, który zostaje zesłany na Ziemię w celu odbycia kary. Czy autorka za bardzo nie popłynęła? Okazuje się, że w tym szaleństwie jest metoda i stworzyła naprawdę ciekawą mieszankę. Jeszcze wiele można by stylistycznie dopracować, podkręcić tempo akcji jednak spędziłam z nią wiele udanych chwil.

Podoba m się jej temat, nawiązuje do współczesnych nam wydarzeń i przez to w czytelniku zostaje zasiane ziarno niepokoju. Do czego doprowadzi nas agresywna polityka rosyjska i rozlew terroryzmu na cały świat? Czy jeszcze kiedyś będąc w dużym skupisku ludzi poczujemy się bezpiecznie? Mimo takich poważnych tematów to w dalszym ciągu lekka i przyjemna opowieść dla młodzieży i dorosłych.

Ma bardzo ludzką bohaterkę. Taką zwyczajną nastolatkę, może ma trochę lepszą kondycję niż ktoś kogo moglibyśmy spotkać w sklepie spożywczym. Ma wiele słabości, nie wie co się stało z jej rodzicami i mimo tych ciężkich czasów i zwariowanego życia chciałaby spotkać prawdziwą miłość. Kandydatów ma pod dostatkiem, aż trzech.Wybór niezwykle trudny, każdy z nich zyskuje trochę sympatii po zapoznaniu.

Ta historia to tak naprawdę tylko wstęp, preludium do dalszych wydarzeń. Gloria odnajduje odpowiedzi na niektóre z pytań przed nią jeszcze wiele niewiadomych.
Do czego się doczepię to fakt, że powieść nie ma jakiejś niesamowicie porywającej akcji. Co najważniejsze to cały czas z chęcią się czyta, nawet te spokojniejsze momenty i jeśli będę miała okazję to skuszę się na kolejny tom.
Ocena: 4/6
Tytuł: 309.Gloria
Autor:Monika Błądek
Stron: 477
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2016
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture
Melduję, że powolutku ogarniam życie, studia, dom, bloga. czytanie. Zaczęłam nawet ćwiczyć i uczyć się do egzaminów. Małe sukcesy, a cieszą :)

8 sty 2017

Podsumowanie roku 2016

Zwykle takie podsumowania robiłam jeszcze przed końcem roku. Teraz już prawie połowa stycznia za nami, a ja dopiero znalazłam na niego czas. To najlepiej obrazuje jak wiele się zmieniło. Pierwotnie to podsumowanie miało pojawić się w Trzech Króli. Kawałek nawet się opublikował, więcej nie dałam rady napisać :)
Rok 2016 był przełomowy w moim życiu. Pierwsza połowa aż do czerwca upłynęła mi na ostatnich przygotowaniach do ślubu. Półtora roku minęło ogromnie szybko i później nie wiadomo było za co się zabrać. Jednocześnie zdawałam egzaminy na pierwszym roku studiów, a ciążowy brzuszek rósł coraz bardziej. Później były dwa miesiące względnego odpoczynku aż do końca sierpnia kiedy na świecie pojawił się nasz mały skarb. 
Nie wyobrażam sobie bez niego życia.


Za to jeśli chodzi o podsumowanie książkowe i blogowe to mam nadzieję, że ten nowy rok będzie przełomowy. Wiele zmienię, ulepszę moją pisaninę. Przynajmniej takie mam założenia.
w 2016 przeczytałam 85 książek. Myślę, że wynik jest bardzo udany i satysfakcjonujący.

Jakie mam plany na rok 2017?
-utrzymać ten wynik czytelniczy
-lepiej organizować sobie życie. Nie zawieszać się gdy mam czas wolny i nie spędzać go na bezmyślnym przewijaniu facebooka czy patrzeniu się w jeden punkt.
-nie pisać na odwal się, tylko wtedy kiedy naprawdę mam wenę
-ćwiczyć!
-zdać na trzeci rok studiów. :) Gdy patrzę na te przedmioty biofizyka, biochemia czy fizjologia to czarno to widzę :)
-Cieszyć się życiem  :)
A jak jest z wami?

2 sty 2017

Każda kobieta powinna od czasu do czasu pomyśleć tylko o sobie

Dzisiaj post zupełnie inny niż zwykle. Tak to już jest, że my- kobiety troszczymy się o wszystkich dookoła, a gdzieś zapominamy o sobie. W ciąży dbałam o swój organizm i chuchałam na zimne. Później kompletnie o sobie zapomniałam. Karmienie piersią, które już jest dużym wysiłkiem energetycznym dla organizmu w połączeniu z alergią mojego maluszka na białko mleka krowiego, rybiego i białko jaj kurzych sprawiały, że troszkę podupadłam na zdrowiu. Musiałam odrzucić nabiał, wszystko co z jajkami i rybami. Zostało bardzo mało rzeczy, które właściwie mogłam zjeść. 

Pierwsze objawy, które zauważyłam to wzmożone wypadanie włosów. Oczywiście po ciąży pewna ich ilość musi wypaść jednak nie prawie wszystkie. Później pogorszenie widzenia, sucha skóra, łamliwe paznokcie. Zaczęłam szperać w internecie poszukując opinii o jak najlepszym preparacie dla kobiet w podobnej do mojej sytuacji.

O Mumomega czytałam jednak muszę przyznać, że cena kazała mi szukać dalej. Na drugi dzień wierzcie lub nie ale otrzymałam na pocztę propozycję ich przetestowania. Nadawcę tej wiadomości już znałam, a więc długo się nie wahałam. Po zażyciu całego opakowania mogę stwierdzić, że teraz jestem w stanie kupić ten preparat w cenie regularnej w aptece. Mają one w składzie olej z ryb morskich, olej z wiesiołka ( dobrze wpływa na stan cery) i witaminę E. Są to źródła naturalnych kwasów tłuszczowych potrzebnych w czasie karmienia piersią, ciąży czy późniejszym czasie. 

W moim przypadku podziałały przede wszystkim na mój wzrok. Mgła na oczach zniknęła. Oczywiście do okulisty i tak trzeba się wybrać ale  przynajmniej widzę jakąś poprawę. Do tego na głowie zostaje mi trochę więcej włosów. Skutek o którym nie pomyślałam to zwiększona laktacja jednak to tylko i wyłącznie plus. Może kogoś przekonam. Warto jednak aby kobiety będące w ciąży najpierw zapytały się o możliwość zażycia tych tabletek swojego lekarza prowadzącego. Później na wypisie ze szpitala są już dowolne witaminy. 

Nie o tym tylko chciałam jednak dzisiaj napisać. Uświadomiłam sobie, że my kobiety musimy po prostu o sobie pamiętać. Kiedy zrobiłyście coś tylko i wyłącznie dla siebie? Może wieczór z książką pod kocem? Domowe spa? Trening ciała czy spacer? Często o tym zapominamy, a jednak to ważne dla pogody i równowagi ducha. Moim wyzwaniem na rok 2017 jest właśnie robienie sobie takich małych przyjemności. Zapalenie świeczki, wypicie na spokojnie pysznej herbaty gdy dziecko śpi.
Co ostatnio zrobiłyście tylko dla siebie?
W piątek zapraszam was na podsumowanie tego roku, później recenzję książki Gloria.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.