9 gru 2017

Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół Mikołaj Nosov


Recenzja książki. Wydawnictwo Literackie
Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół to prawdziwa klasyka literatury dziecięcej. Powstała już ponad 70 lat temu, jednak z pewnością nie można odmówić jej ponadczasowości.

Historia napisana przez Mikołaja Nosova opowiada o świecie karzełków. Grzyby są dla nich tak ogromne, że podczas zbiorów muszą ciąć je piłą na kawałki. To samo z malinami czy jagodami. Najsłynniejszy karzełek to Nieumiałek - czego by się nie podjął, to z całą pewnością zrobi to źle. Pewnego dnia, nasze ludziki wyruszają balonem w daleką podróż. Pech chciał, że dochodzi do pewnych komplikacji i ostatecznie do krainy pełnej dziewczynek trafia sam Nieumiałek. Czy wśród dziewczynek da się żyć? Z jakiej strony pokaże się Nieumiałek? Będzie udawał kogoś kim nie jest?

Bajki sprzed kilkudziesięciu lat po prostu mają klimat i tego nie można im odmówić. Współczesne lektury dla dzieci często traktują zupełnie nie o tych tematach i wartościach, o jakich chciałabym czytać dziecku. Tutaj w zaledwie kilku zdaniach autor przenosi nas do magicznego świata karzełków rodem z Krasnoludków i Sierotki Marysi. Nie jest to żadna mistyczna kraina, tylko świat jaki znamy, a jedna z perspektywy maleńkich ludzików nabiera bajkowej otoczki. Kwiaty są wysokie jak domy. Maliny, orzechy i grzyby trzeba ścinać piłą. Ogromnie spodobał mi się ten świat jako dorosłej już osobie. Z wielką przyjemnością czytałam synkowi o wybrykach Nieumiałka i jego przygodzie życia. W całej książce znajdziemy trzydzieści rozdziałów liczących sobie średnio po kilka stron, a więc naprawdę jest co czytać i mamy okazję spędzić z nią wiele zimowych wieczorów. 

Oprócz naprawdę znakomitego bajkowego klimatu odnajdziemy tu proste życiowe mądrości i nauki. Przyjaźń, skromność... Cechy, które są ponadczasowe i nigdy nie ulegają przedawnieniu. Na uwagę zasługuje też styl pisania Mikołaja Nosova i znakomite tłumaczenie. Podczas czytania opowieści dla dzieci, które powstały kilkadziesiąt lat temu zawsze jest niepewność czy lektura nie będzie za ciężka i napisana niezrozumiałym językiem. Nie musicie się o to martwić. Jest przystępnie i lekko. Jakbyśmy słuchali opowieści babci siedząc jej na kolanach.
Nieumiałek to bohater działający na nerwy całej krainie karzełków, lubi się przechwalać, a jednak jest przy tym niezwykle zabawny i pocieszny. Nie sposób go nie polubić i nie zakochać się w jego przygodach. We mnie wywołały mnóstwo pozytywnych uczuć.

Czy polecam? Oczywiście! Poleciłabym ją jednak nie tylko do czytania dzieciom, ale też pielęgnowania wewnętrznego dziecka, które jest głęboko w każdym z nas. Gwarantuję wam przypływ nostalgii, pozytywnych emocji i dziecięcej beztroski.
Ocena: 5/6
Tytuł: 369.Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół
Autor: Mikołaj Nosov
Stron: 177
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

6 gru 2017

Dzikusy Upiór nawiedził Europę Sabri Louatah

Recenzja książki. Zima. Wydawnictwo W.A.B
Pierwszy tom Dzikusów - Francuskie wesele zakończył się w taki sposób, że od razu musiałam sięgnąć po kolejny tom. Oczekiwania były bardzo duże, wiele osób twierdzi, że drugi tom jest znacznie ciekawszy i lepszy. Jakie były moje odczucia?

W chwili zamachu na arabskiego kandydata na prezydenta cała Francja wstrzymała oddech. Teraz rozpoczęły się uliczne bójki i zamieszki. Zapanował chaos, a francuskie służby mają wiele kłopotów, aby złapać osoby kierujące całą akcją. Kto tak naprawdę za wszystkim stoi i które ze służb policyjnych stoją po stronie prawa?

Poprzedni tom był preludium, wstępem do reszty historii. W nim mogliśmy niezwykle dokładnie poznać każdego z bohaterów, dowiedzieć się jakie nastroje panują we francuskim społeczeństwie. Druga połowa Francuskiego wesela obfitowała już w mnóstwo wydarzeń, akcja znacznie przyspieszała, aż do zaskakującego finału. Wraz z rozpoczęciem czytania drugiego tomu zostajemy od razu rzuceni na głęboką wodę, w sam wir wydarzeń. Możemy odczuć tę pulsującą energię i siłę, tak jakbyśmy w ogóle nie odkładali tej historii. 

O ile w poprzednim tomie autor postawił raczej na subtelne pokazanie nastrojów panujących we Francji, poczucia wyalienowania jakie towarzyszy każdemu imigrantowi, o dowolnym kolorze skóry, to ten tom jest raczej pasjonującym politycznym thrillerem. Razem z licznymi przedstawicielami służb bezpieczeństwa rozwiązujemy zagadkę jaką jest tajemniczy zamach. Wiadomo kto pociągnął za spust, jednak nazwisko mózgu całej operacji już nie jest tak pewne. Oprócz tego toczą się walki o wpływy, ścierają liczne komórki mające na celu zachowywanie ładu i bezpieczeństwa w państwie. Każdy chciałby rozwiązać tę sprawę, aby zdobyć prestiż, czy może nie chce aby obciążające go fakty wyszły na jaw. Upiór nawiedził Europę sporo wyjaśnia, jednak zakończenie pozostawia nas z jeszcze większą ilością pytań.

Autor znów zasypuje nas mnogością bohaterów i wątków. Gdyby nie umieszczony z tyłu książki spis skrótów nazw służb policyjnych z pewnością bym się w niej nie odnalazła. To nie powieść dla każdego. Czasami warto się wczytać, poświęcić na lekturę więcej czasu. Ja jestem usatysfakcjonowana, a każda komu spodobał się pierwszy tom pewnie sięgnie i po ten.

Czy jest lepszy? Trudno tutaj coś stwierdzić, ponieważ jest z pewnością inny. Więcej w nim thrillera i polityki niż powieści o problemach społecznych. Sabri Louatah zachował w nim swój charakterystyczny już styl krótkich, przypominających kadry filmowe wątków. Myślę, że warto sprawdzić czy takie pisarstwo ma szansę się nam spodobać.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 368. Dzikusy. Upiór nawiedził Europę
Autor: Sabri Louatah
Stron: 413
Wydawnictwo: W.A.B
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

1 gru 2017

Podsumowanie listopada 2017

Recenzja książki
Listopad to dla mnie niezwykle intensywny pod każdym względem miesiąc. Rozpoczął się spokojnie, moimi urodzinami, a później już gnał jak szalony. Mnóstwo się działo, jeszcze więcej czytałam, zarywałam noce. Postanowiłam sobie, że grudzień będzie już spokojniejszy. Spadające właśnie z nieba płatki śniegu przypominają mi, żeby czasami się trochę zatrzymać. Złapać dystans i równowagę. Bloga nie zaniedbuję, po prostu pewnie będzie mnie tutaj mniej.

W listopadzie przeczytałam 14 książek. Abstrakcyjna liczba. W życiu nie przypuszczałabym, że udało się aż tyle. Wszystko dzięki zarwanym nocom z książkami. Pewnie już nie będę tego powtarzała.

Trafiały się pozycje słabsze i gorsze. O większości mogliście poczytać na blogu. Dzisiaj chciałabym napisać wam o książce, której moją recenzję możecie przeczytać na Czytam Wszędzie. Pomiędzy nami góry to moje pierwsze spotkanie z Charlsem Martinem. Niezwykle udane i owocne. To historia ludzi, którzy z ogromnymi obrażeniami ciała po katastrofie lotniczej zostają odcięci od świata. Zdani tylko na siebie, w górach w czasie srogiej zimy.  W takich warunkach z człowieka wychodzą najgorsze cechy charakteru. Mnóstwo tu o miłości, małżeństwie. Książka do refleksji.
Oprócz niej w tym miesiącu zachwycałam się też pierwszym tomem Dzikusów czy Lab girl.
Jakie są wasze listopadowe wyniki? Zapraszam was też na mojego Instagrama. Tam jestem codziennie. Chętnie poznam też wasze profile. Wystarczy kliknąć w zdjęcie poniżej :)

29 lis 2017

4 propozycje na książkowe prezenty dla dzieci

Książka dla dzieci. Wydawnictwo Literackie
O tym, że dzieciom warto czytać nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Przekonać może was ten wymachujący rączkami mistrz drugiego planu. :) Na swoim przykładzie mogę napisać, że zaczęłam się uczyć dopiero w liceum, do matury. Wcześniej po prostu wszystko pamiętałam po jednokrotnym przeczytaniu tekstu. Myślę, że to właśnie książki i wczesne czytanie tak rozwinęły moją pamięć i wyobraźnię.

Tak się złożyło, że otrzymałam propozycję zrecenzowania książki Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół. Od razu stwierdziłam, że to idealny pomysł na prezent pod choinkę. Później dotarły do mnie też Wszystkie przygody Amelii Bedelii, Amelia Bedelia i Boże Narodzenie oraz Wszystkie przygody Żabka i Ropucha. Tutaj macie link do Wydawnictwa Literackiego, spod którego szyldu wyszły, a ja już spieszę wam opowiedzieć dlaczego według mnie to takie dobre pomysły na prezent.
Ponadczasowe historie
Wiedzieliście, że te opowieści powstały już kilkadziesiąt lat temu? Ja też wcześniej o tym nie wiedziałam. To ponadczasowe historie, w których czuć klimat dawnych lat. Gdy przejrzałam biblioteczkę mojego synka to jedno rzuca się w oczy. Jeśli coś mu kupuję to najczęściej są to książki, które sama znam ze swojego dzieciństwa. Niektóre z obecnie wydawanych bajek poruszają zupełnie nie te tematy i problemy, o których powinno słuchać czy czytać dziecko. Tutaj mamy proste wartości jakimi kierować się w życiu. Wszystkie przygody Żabka i Ropucha to przede wszystkim historia o rozczulającej przyjaźni. Amelia Bedelia to historia o gosposi, która bierze wszystko zbyt dosłownie. Gdy jej pracodawczyni nakazuje jej zdjąć firanki ta poszukuje aparatu. Sama świetnie się ubawiłam podczas czytania opowieści z jej udziałem, a za kilka lat mój synek będzie wyłapywał z tekstu te odniesienia i słowne gry. Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół to opowieści, które klimatem przypomniały mi Konopnicką. O świecie małych karzełków gdzie dynia jest traktowana jak olbrzymi dom. O Nieumiałku, który do czego się nie weźmie zrobi to źle.
Przepiękne wydania
Tak to już jest, że książki dedykowane na jakikolwiek prezent powinny mieć piękne wydanie. Wszystkie prezentowane dzisiaj przeze mnie są w twardych, porządnych oprawach. Małe łapki będą mogły je wiele razy przeglądać. W środku odnajdziemy piękne ilustracje. Subtelne, proste. Nie bombardujące krzykliwymi kolorami, a jednak potrafiące wzbudzić ciekawość dziecka.  Bardzo spodobała mi się też czcionka, którą zastosowano w historiach o Amelii Bedelii oraz Żabku i Ropuchu. Jest duża, a więc starsze dziecko może rozpoczynać samodzielne czytanie właśnie na tych bajeczkach. Nie są długie, a więc sprawdzą się w tej roli idealnie. Przygody Nieumiałka są już dłuższe.

Szersze recenzje każdej z tych pozycji będą się jeszcze pojawiać. Jedna tygodniowo aż do świąt. Dzisiaj chciałam wam je przybliżyć, przecież grudzień już za pasem. Pora rozejrzeć się za prezentami, a książki dla maluszków to zawsze dobry wybór. Te tutaj to prawdziwa klasyka literatury dziecięcej, każdy powinien ją poznać. 



27 lis 2017

Dzikusy Francuskie wesele Sabri Louatah

Wydawnictwo W.A.B Recenzja książki
Tego popołudnia wszyscy zachowywali się nieco dziwacznie; wieść niosła, że goście ze strony rodziny panny młodej liczą się na setki, a w ogóle jak na piątego maja było zdecydowanie za gorąco.
Francja. Trwa właśnie zacięta kampania wyborcza i po raz pierwszy w historii prezydentem ma szansę zostać imigrant z Algierii. Cały kraj żyje tylko nadchodzącymi wyborami. W tym samym czasie ma miejsce pewien ślub. Dziewczyny arabskiego pochodzenia z chłopakiem wywodzącym się z Kabylów. Każdy z nas był kiedyś na takim weselu. Mnóstwo jedzenia, alkoholu i głośnej muzyki. Dwie rodziny próbujące z lepszym lub gorszym skutkiem wspólnie się zintegrować. Wybuchające kłótnie i spory. Gorączkowe podniecenie. Tylko Karim - świadek pana młodego wydaje się być myślami gdzie indziej. 

Już na wstępie muszę napisać jedno. Dzikusy to z pewnością lektury, które nie mają szans spodobać się każdemu czytelnikowi. Sabri Louatah rzuca nas od razu na głęboką wodę. Stosuje krótkie, urwane wątki, zmienia opisywanych bohaterów co kilka stron. Zostało tutaj umieszczone drzewo genealogiczne, które ma nam pomóc w czytaniu, jednak dla niektórych zrozumienie kto tutaj jest kim będzie po prostu niewykonalne. Pewnie nawet ktoś powie, że ta powieść nie ma sensu. Mi się ten cały rozgardiasz spodobał, a im więcej stron przeczytałam tym szerszy obraz całej historii wyłaniał się z kartek. Na czytelnika zostaje przeniesiony ten chaos i bałagan towarzyszący bohaterom podczas wesela i na kilka godzin po nim. 

 Autor w pierwszej części tej sagi rodzinnej zaledwie subtelnie zaznacza nastroje jakie panują w społeczeństwie. Porusza niezwykle aktualny temat. Problem imigracji z punktu widzenia Kabylów. Chociaż mieszkają tam od dziesiątek lat to w dalszym ciągu nie są pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, na których rodowici Francuzi nie patrzyliby z niesmakiem. Dodatkowo na weselu ścierają się nie tylko dwie nieznane sobie rodziny, ale też różne grupy etniczne. Wszyscy są imigrantami, jednak jedni są pochodzenia arabskiego, drudzy kabylskiego. Przyniesie to mnóstwo nieporozumień i otwartej wrogości, która nie powinna mieć tam miejsca, przecież wesele to święto miłości.

Mam wrażenie, że w tym tomie Dzikusów mieliśmy okazję zaledwie poznać bohaterów. Każdy z nich jest inny, każdemu zostało poświęcone należyte miejsce w historii, jednak jestem w stanie napisać coś więcej tylko o Karimie, świadku pana młodego. Chciałby by uważano go za dorosłego mężczyznę, jednak w środku to jeszcze dzieciak. Odegra naprawdę ważną rolę w całej historii i jestem ciekawa jak zmieni się wraz z kolejnymi tomami. 

W połowie powieści akcja zaczyna się zagęszczać. Coś wyraźnie wisi w powietrzu. Mniej tu już subtelnych opisów nastrojów tego wielokulturowego społeczeństwa, a znacznie więcej ciekawej powieści sensacyjnej, która doprowadzi do wbijającego w fotel zakończenia. Po jego przeczytaniu już koniecznie sięgniecie po kolejny tom. 

Podsumowując, Francuskie wesele to powieść bardzo specyficzna. Splątane wątki i mnóstwo bohaterów z pewnością nie ułatwiają lektury. Na pocieszenie napiszę wam, że autor posługuje się naprawdę lekkim i przyjemnym stylem. Przez strony się po prostu płynie i stopniowo obserwuje rosnący nastrój niepokoju i łączenia się wszystkich wątków w jedną całość. To powieść o rodzinie, problemach politycznych i imigracji. Do przeczytania i wyciągnięcia refleksji. Dla fanów nieoczywistych historii. Osób lubiących powieści polityczne i sagi rodzinne. Ja jestem na tak, ponieważ dawno nie czytałam tak zagadkowej i specyficznej historii. Kocham też sagi rodzinne, a więc moja ocena była z góry przesądzona.
Ocena:5-/6
Tytuł: 367.Dzikusy I Francuskie wesele
Autor: Sabri Louatah
Stron: 297
Wydawnictwo: W.A.B
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

26 lis 2017

Niedzielnik #4/2017

Niedziela.
Dzień dobry!
Zrobił się mały misz-masz z recenzjami. W nadchodzącym tygodniu opublikuję tylko dwie, ponieważ będę miała dla was świetne propozycje na świąteczne prezenty.
Jak podoba wam się rozmiar zdjęć, które ostatnio się tutaj pojawiają. Są dużo większe, mam nadzieję wyraźniejsze.
W poniedziałek i piątek będziecie mogli przeczytać moje recenzje dwóch pierwszych tomów Dzikusów. Wasze opinie są niezwykle kuszące i pozytywne. Jestem wielbicielką sag rodzinnych. Myślę, że się nie zawiodę.
W środę chciałabym pokazać wam nowości z Wydawnictwa Literackiego. To klasyka dziecięca. Myślę, że to książki idealna ma gwiazdkowe prezenty. Ciekawe czy coś wam się spodoba tak jak mi :)

24 lis 2017

Psiego najlepszego W. Bruce Cameron

Recenzja książki. Boże Narodzenie. 
Życie Josha to stagnacja. Odkąd został sam każdy kolejny dzień w jego życiu wygląda tak samo. Odgrzanie jakiegoś gotowego jedzenia w mikrofalówce, praca, czasami wyjście do baru. Gdy sąsiad podrzuca mu ciężarną suczkę jest po prostu wściekły. Wystarczyło jednak spojrzeć w ufne oczy Lucy i jej niesfornej gromadki i początkowa niechęć zaczęła szybko topnieć. Poszukiwania pomocy w schronisku zaowocują zapoznaniu jeszcze kogoś. Pięknej Kerri, która kocha zajmować się czworonogami. Jak to się zakończy?
Gdzieś kiedyś słyszał, że kobiety w ciąży lubią masaże, zaczął rozcierać suczce grzbiet.

Spójrzcie tylko na tę okładkę. Patrzy się z niej na nas uroczy szczeniaczek. Oczy przewiercają nas na wylot, a jednocześnie sprawiają, że topnieje nam serce. Słodycz w czystej postaci. Taka właśnie jest ta książka. Słodka i ciepła jak gromadka szczeniaczków. Niech was jednak nie zmyli to porównanie. Nie jest przy tym infantylna czy nieprawdopodobna. To po prostu lektura, z której stron wylewa się mnóstwo rozgrzewającego serce ciepła. Jest lekka, przyjemna w odbiorze. Przywołuje klimat świąt Bożego Narodzenia. Czasami nic więcej nie potrzeba.

Psiego najlepszego to przede wszystkim piękna opowieść o psach. Zawsze byłam bardziej psiarą niż kociarą, a więc ucieszyłam się z możliwości przeczytania tej historii. Psy to zwierzęta, które rozumieją czasami więcej niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Za okazaną im wdzięczność i pomoc odpłacają nam bezgraniczną ufnością i obroną. Jestem właścicielką owczarka podhalańskiego. Wiele razy udowodnił jak zależy mu na naszej rodzinie. Książka przypomina, że zwierzęta to nie zabawki, które można podrzucać innym osobom. Myślę, że to ważne zwłaszcza w okolicach Bożego Narodzenia.

Powyższa książka to też historia o miłości i poszukiwaniu drugiej połówki. Josh nie jest typem faceta spotykanego często w książkach. Czasami jest wręcz rozbrajająco nieporadny i niezdarny. Gdyby był to typowy romans lub co gorsza erotyk zupełnie nie spodobałby mi się taki typ postaci. Na szczęście w tej ciepłej, optymistycznej historii to zachowanie było rozczulające. Czasami wręcz śmiałam się w głos z tego co też Josh wymyślił. Z Kerri już nie miałam żadnych dylematów. Nie da się jej nie lubić.

Podsumowując, Psiego najlepszego to kolejna ciekawa propozycja na tegoroczne święta. Są w niej niewyczerpane pokłady ciepła i optymizmu. Przyjemnie się ją czyta, wywołuje uśmiech na ustach. Dodatkowo z okładki kusi was taki słodki szczeniaczek. Chyba mu nie odmówicie?
Ocena:5/6
Tytuł:366.Psiego najlepszego
Autor: W. Bruce Cameron
Stron: 280
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

22 lis 2017

Lab girl Hope Jahren

Książka o kobiecie naukowcu. Książka o roślinach. Recenzja książki.
Była już książkowa moda na wampiry, paranormal romance, literaturę erotyczną. Obecnie obserwuję szerzący się trend gdzie prym wiodą wszelkie powieści dotyczące świata przyrody. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, ponieważ podczas lektury takiej książki można naprawdę wiele się dowiedzieć. Dodatkowo studiując biologię staram się czytać nie tylko podręczniki akademickie o tematyce botanicznej czy zoologicznej. 

Drewno jest wytrzymałe, lekkie, giętkie, nietoksyczne i odporne na warunki pogodowe; potrzeba tysięcy lat, by ludzka cywilizacja była w stanie stworzyć lepszy uniwersalny budulec.
Jeszcze przed rozpoczęciem czytania wiedziałam, że to lektura dla mnie. Od zawsze interesowałam się roślinami, studia pozwoliły mi tę pasję rozwinąć. Wraz z rozpoczęciem powieści zdumiał mnie jednak fakt jak przepięknie autorka o nich pisze. Drzewa, krzewy, rośliny zielne to całe jej życie. Poświęciła wiele lat na mnóstwo rozmaitych badań z ich udziałem, wiele razy kosztem życia prywatnego. Opisuje je z ogromną czułością i delikatnością. Nawet miłością. Pokazuje nam, że roślinom zawdzięczamy wszystko. Bez tych jedynych w swoim rodzaju nie byłoby na Ziemi żadnego życia, a jednak codziennie tyle drzew jest przez nas brutalnie zabijanych. 
Autorka postarała się, aby przeczytanie jej powieści było czasem spędzonym produktywnie. Tak aby wynieść z niej jak najwięcej. Dobrze znane mi procesy zostały przedstawione w ciekawy, obrazowy sposób. Gdyby takim językiem napisać podręczniki wszystko od razu stałoby się łatwiejsze i bardziej zrozumiałe nawet dla laika. 

Lab girl to też opowieść o naukowcu. O powtarzaniu kilkadziesiąt, a czasami nawet kilkaset razy tego samego doświadczenia by uzyskać jak najdokładniejsze wyniki. Znużenia, zmęczenia. Spędzania w laboratorium czasu przeznaczonego na rodzinę i obowiązki domowe. Ogromnej satysfakcji z faktu, że dokonało się odkrycia, które być może zapisze się w historii. Radości z dobrze wykonanej pracy. Hope Jahren to też kobieta. W świecie naukowców panują jeszcze skostniałe przekonania sprzed lat, że płeć piękna nie nadaje się do laboratorium. Autorka tak jak wiele jej podobnych musi to udowadniać każdego dnia.

Podsumowując, myślę, że każdy z was powinien przeczytać tę książkę, jedyną w swoim rodzaju autobiografię kobiety-naukowca. To przepiękny, napisany z czułością traktat o świecie roślin i jego współistnieniu z światem ludzi. Z pewnością sprawi, że inaczej spojrzycie na otaczające nas drzewa i krzewy.
Ocena:5/6
Tytuł: 365.Lab girl
Autor: Hope Jahren
Stron: 432
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

20 lis 2017

Kuchenny Kredens. Polska kuchnia przedwojenna Monika Śmigielska

Książka kucharska. Polskie przepisy przedwojenne.
Od niepamiętnych czasów lubię spędzać czas w kuchni. Gotować i sprawiać uśmiech na twarzy bliskich jakąś pyszną potrawą. Brakuje mi jednak czasami pomysłów. Wtedy z pomocą przychodzą książki kucharskie, których ostatnio na rynku pojawiają się dziesiątki.
Możemy do woli przebierać w książkach o kuchni orientalnej, włoskiej, francuskiej, wegetariańskiej, a nasze polskie, rodzime dania gdzieś giną w tym całym natłoku nowości. Ta pozycja jest dla wszystkich osób, którym już znudziły się te nowoczesne, modne smaki. 

Ja jestem zachwycona tą książką kucharską. To odpowiedź na moje oczekiwania. Wspólnie z mamą przekartkowałyśmy ją już kilkakrotnie. Nie wyląduje na półce z innymi książkami, zostaje w kuchni, aby być pod ręką. To chyba najlepsza z możliwych rekomendacji. 
Przed wojną jadano inaczej, myślę jednak, że ówczesne dania były bardziej wyrafinowane i eleganckie niż to co przygotowujemy obecnie. Paradoksalnie wtedy dostępność składników była mniejsza, a jednak na stół trafiały wyrafinowane i smaczne potrawy. Dzięki tym przepisom mogłam przenieść się do czasów z opowieści mojej babci. Podobno jej kuzynka przyrządzała właśnie takie dania.

Aby nie być gołosłowną od razu przygotowałam dwa dania. Były przepyszne i bajecznie proste. Myślę, że praktycznie każdy jest w stanie poradzić sobie z prezentowanymi przepisami, czasami wystarczy trochę praktyki. Zdecydowałam się na leniwe, możecie widzieć je na powyższym zdjęciu. Zdecydowanie nie wyglądają tak jak na zdjęciu w książce, były jednak bardzo smaczne. Przypadły do gustu mojemu synkowi, a to najobiektywniejszy degustator.

Każdy przepis został dokładnie opisany. Autorka wprowadza nas w historię powstania tego dania, później tłumaczy jak je przygotować. Każdy rozdział także został poprzedzony niezwykle ciekawymi opowieściami i anegdotami z historii przedwojennej kuchni. Jak na dłoni widać, że wyszukiwanie starych receptur i odwzorowywanie smaków z tamtych lat to pasja autorki.

Podsumowując,Kuchenny kredens to książka kucharska, która będzie przeze mnie intensywnie użytkowana. Znalazłam w niej polskie i smaczne przepisy, które cała moja rodzina zje bez marudzenia. To dania ze składników, które praktycznie zawsze mamy pod ręką. Wystarczy otworzyć lodówkę. Uczy oszczędnego i ekonomicznego gotowania, a przy tym prezentuje sycące dania jakie pamiętamy z wakacji u babci.
Ocena:5/6
Tytuł: 364.Kuchenny kredens. Polska kuchnia przedwojenna
Autor: Monika Śmigielska
Stron: 299
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

19 lis 2017

Niedzielnik #3/2017

Kuchenny Kredens. Lab girl. Dzikusy.
Dzisiejszy dzień spędzam praktycznie w całości na studiach, a więc ten post musiał powstać dużo wcześniej. Kocham funkcję planowania postów do przodu i mam nadzieję, że uda mi się napisać kilka recenzji do przodu. Tak, aby zawsze się tutaj coś pojawiało, a ja nie poczułabym, że czytam na siłę czy na wyścigi.
Wydawnictwo Znak przysłało mi już jakiś czas temu książkę kucharską Kuchenny kredens. To właśnie o niej będziecie mogli poczytać w poniedziałek. Mogę wam zdradzić jedynie to, że ugotowane z tych przepisów leniwe czy naleśniki były cudowne.
Środa to recenzja Lab girl. Może wiecie, a może nie, ale studiuję biologię. Zawsze ciekawiła mnie anatomia, zoologia. Po dwóch latach studiów okazało się, że chyba swoją dalszą drogę zwiążę z roślinami, botaniką. Tak jak bohaterka tej książki. Mam nadzieję, że dzięki temu mi się spodoba :)
W piątek będę miała dla was recenzję pierwszego tomu Dzikusów. Francuskie wesele. Drugi już czeka na półce, trzeci i czwarty jeszcze nie zostały wydane. Na blogach i na Instagramie święcą triumfy. Myślę, że fance sag rodzinnych powinny przypaść do gustu.

Książkowy Instagram już kilka miesięcy szaleje na punkcie lampeczek na druciku. Ja sprawiłam sobie troszkę inne, większe, na baterie i jestem nimi zachwycona. Jest ich tylko 10, a potrafią wyczarować w pokoju magiczny klimat. Ja już czuję Boże Narodzenie. :)

17 lis 2017

Z popiołów Martyna Senator

Recenzja książki
Jeszcze cztery lata temu nie sądziłam, że można jednocześnie żyć i być martwym.
Dotychczasowe życie Sary to właśnie wegetowanie, stagnacja. Chodzi na zajęcia, uczy się, wypija hektolitry kawy. Wydarzenie sprzed lat odcisnęło na niej tak silne piętno, że przysięgła już nigdy nikomu nie zaufać. Zwłaszcza mężczyźnie. Czy ma szansę wytrwać w tym postanowieniu gdy los postawi na jej drodze przystojnego i troskliwego Michała?

Ona po przejściach, skrzywdzona przez los. Nie potrafi już nikomu zaufać. On niezwykle czarujący, typ niegrzecznego chłopca, który ma na swoim koncie wiele miłostek. Gdy ktoś przeczyta ten opis może stwierdzić, że to wszystko już było. To prawa, jednak z tej historii tchnie młodzieńcza siła i energia, która sprawia, że czyta się ją w ekspresowym tempie. Autorka zapowiedziała już, że jest to pierwszy tom trylogii. Z jednej strony jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, a z drugiej to życzę im jak najlepiej i nie chciałabym by w ich życiu się namieszało, co pewnie jest nieuniknione jeśli mają powstać druga i trzecia część tej historii.

Z popiołów to historia, która spodobała mi się dzięki swojej autentyczności. Sara i Michał to postacie, których długo nie musimy szukać w naszym otoczeniu. A może jak w moim przypadku sami się z nimi utożsamimy? Ich losy sprawią, że jak wydawać by się mogło, dawno zapomniane wspomnienia i emocje wrócą do nas ze zdwojoną siłą. 

Powyższa książka to opowieść o sklejaniu roztrzaskanego serca. O młodych ludziach po traumatycznych przejściach. Pokazuje, że potrzeba mnóstwo czasu, wyczucia i troskliwości by ktoś skrzywdzony przez los mógł znów zaufać drugiej osobie. Jest realistyczna. Miłość to zawsze nie grom z jasnego nieba - takie może być zauroczenie. To mozolne budowanie, cegiełka po cegiełce związku pomiędzy dwojgiem ludzi. Tylko tak można stworzyć coś trwałego. Pani Martyna Senator pięknie konstruuje uczucie rodzące się między Sarą, a Michałem. Przez całą opowieść możemy odczuć magnetyczne napięcie panujące pomiędzy bohaterami, namiętność, która wywołuje przyspieszone bicie serca.

Podsumowując, Z popiołów to książka, którą jesteście w stanie przeczytać w ciągu jednego wieczoru. Wywołuje emocje, sprawia, że wszystko wydaje się możliwe - nawet zapomnienie o trudnej przeszłości. Udowadnia, że kobiety to wcale nie taka słaba płeć, wiele zależy od poczucia pewności siebie. Będę bardzo miło wspominać tę historię i z całą pewnością sięgnę po kolejne tomy opowiadające o Sarze i Michale.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 363.Z popiołów
Autor: Martyna Senator
Stron: 335
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

15 lis 2017

Raki pustelniki Anne B. Ragde

recenzja książki, Saga rodu Neshov
Nie znała swojego ojca. Nie miała pojęcia kim on jest.
To już drugi tom sagi rodu Neshov - książek na którym punkcie oszalał świat blogów książkowych. Co jest w nich tak szczególnego, że tak mocno podobają się czytelnikom. Poprzedni tom mnie zachwycił. Jak było tym razem?

Członkowie rodu Neshov dopiero niedawno nawiązali ze sobą jakikolwiek kontakt. Córka jednego z braci - Torunn nie potrafi pogodzić życia, które już sobie urządziła w Oslo z próbami pomocy na rodzinnej farmie. Jej ojciec zupełnie nie zauważa, że gospodarstwo popadło w ruinę. Margido także chciałby ułożyć kiedyś swoje życie osobiste, a przed Erlenem stoi obowiązek dokonania wielu ważnych życiowych wyborów.

Nie wiem czy to możliwe, ale drugi tom słynnej już sagi podobał mi się jeszcze mocniej. Zdaję sobie sprawę, że to specyficzny typ literatury i z pewnością każdemu nie przypadnie do gustu. Jest to literacka pochwała życia. Prostej, zwyczajnej egzystencji, której uczestnikami jesteśmy każdego dnia. Nie znajdziemy tutaj sensacyjnej i pędzącej z zawrotnym tempem akcji. Jej fani nie będą usatysfakcjonowani. Nie trzeba jednak bać się nudy, ponieważ autorka posługuje się słowem w taki sposób, że codzienne problemy Torunn czy Erlena czyta się jak najznakomitszą powieść sensacyjną. 

Bohaterowie stają przed wieloma życiowymi wyborami. Po raz kolejny autorka z niecodzienną dbałością o szczegóły i delikatnością pozwoliła nam wniknąć w skórę każdej z postaci. Każdy z nich ma rozbudowaną psychikę, nie jest tylko papierową postacią. Wydarzenia z poprzedniego tomu wywróciły ich uporządkowane życia do góry nogami. Żadne z nich sobie z tym nie radzi. Ich najsłabszą stroną jest umiejętność zdrowej międzyludzkiej komunikacji, co doprowadzi do mnóstwa nieporozumień i wypadków.

Raki pustelniki to historia o rodzinie i domu. O tym, że każdy z nas chciałby mieć piękne i bezpieczne dzieciństwo. Dom rodzinny, który będzie wspominał przez całe życie i na jego wzorze budował swoje własne dorosłe gniazdo. Autorka utkała przepiękną opowieść o ludziach, których dzieciństwo w olbrzymi sposób wpłynęło na ich dorosłe życie. 

Po raz kolejny mogłam się z niej rozsmakowywać, upajać się czytaniem tak pięknej i prostej prozy. Poczuć ten surowy, Skandynawski klimat. Surową zimę, która spaja ziemię okowami mrozu. Polecam ją każdemu z was! Dodatkowo jeśli już ją przeczytacie to po tym co autorka zaserwowała nam w zakończeniu jestem pewna, że czym prędzej sięgniecie po kolejny tom.
Ocena:6/6
Tytuł: 362.Raki pustelniki
Autor: Anne B. Ragde
Stron: 312
Wydawnictwo: Smak Słowa
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa

13 lis 2017

Gdy tu dotrzesz Rebecca Stead

No więc dziś mama dostała upragnioną pocztówkę.
Miranda to dziewczyna jakich wiele. W jej domu się nie przelewa, chodzi do szkoły, psoci i ma najlepszego przyjaciela. Od jakiegoś czasu coś jednak zaczyna się pomiędzy nimi psuć, a Sal się odsuwa. Do tego klucz do ich mieszkania zostaje skradziony, a zaraz po tym wydarzeniu dziewczynka zaczyna dostawać tajemnicze liściki. Niepokoi się, ponieważ według nich ich autor wie co wydarzy się w przyszłości i przepowiada, że ktoś umrze. Czy można w to uwierzyć?

Masz te 11, 12 lat. Dziecinna beztroska i naiwność zaczynają zanikać, a ty widzisz coraz więcej. To, że twoje koleżanki mają więcej pieniędzy od ciebie. Ich mieszkania wyglądają inaczej niż twoje. Najlepszy przyjaciel zaczyna się od ciebie odsuwać, a przecież przysięgaliście sobie, że będziecie obok siebie na zawsze. Dorosłość może jeszcze nie szturmem, ale małymi kroczkami zaczyna wdzierać się w twoje codzienne życie. Właśnie w takiej sytuacji jest obecnie Miranda. Te wszystkie nowości sprawiają, że kręci jej się w głowie, jest zdezorientowana. 

Gdy tu dotrzesz to odrobinę magiczna, z pewnością zakręcona, a dla niektórych dziwna opowieść dla młodszych czytelników. Podsunęłabym ją właśnie dzieciom w wieku głównej bohaterki. Niektórzy starsi mogą się w niej nie odnaleźć, chociaż nie twierdzę, że tak będzie z każdym czytelnikiem. Ja oceniam ją pozytywnie. To magiczna historia o przyjaźni. Te drobne gesty, które wpływają na fakt, że z niektórymi osobami lubimy spędzać czas bardziej niż z innymi. Też o tym, że bardzo niewiele potrzeba by takie z pozoru niezwykle silne i trwałe uczucie zaczynało się kruszyć. Nowi znajomi Mirandy to cała gama różnorodnych postaci. Jest chora dziewczyna, która chciałabym zacząć żyć normalnie, bogaczka, która tak naprawdę jest samotna i romantyk. Podoba mi się sposób w jaki subtelny i delikatny sposób autorka przedstawiła ich problemy. Na zaledwie 200 stronach zdołała umieścić naprawdę mnóstwo mądrych i ważnych rzeczy, a przy tym nie zrobiła tego na siłę.

Autorka w tej książce, której blisko do powieści fantastycznej porusza również wątek przyszłości. Kto to wie kim będziemy za 20 lat. W Gdy tu dotrzesz ważną postacią jest mężczyzna śpiący na ulicy. Z całą pewnością kilkadziesiąt lat temu wyobrażał sobie swoje życie zupełnie inaczej. 

Przyznam się wam, że im dalej brnę w tę recenzję tym stwierdzam, że ta historia podobała mi się mocniej. Jest prościutka, ale jest skierowana do młodszych czytelników, a więc powinniśmy mieć to na uwadze. Jest też pełna emocji, z ogromną dozą empatii pochyla się nad zwyczajnymi problemami. Wymaga przegryzienia, użycia szarych komórek i zastanowienia się nad tym co autorka chciała przekazać. Myślę, że mogłaby też być dobrą bazą do dyskusji dla rodziców i dzieci. Nie jest to historia, która mną wstrząsnęła i do tego jest tak dobra, że ocenię ją na najwyższą ocenę. Porusza jednak struny duszy, a to ważne w każdej historii.  Polecam ją zarówno młodszym i starszym czytelnikom. Ci drudzy muszą jednak pamiętać do kogo jest docelowo skierowana. Ja poświęciłam na jej czytanie niecałe trzy godzinki. To naprawdę niedługo, a można odnaleźć w niej przepiękne przesłanie. 
Ocena:4/6
Tytuł:361.Gdy tu dotrzesz
Autor: Rebecca Stead
Stron: 213
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu IUVI

Przyszedł czas na rozwiązanie konkursu z Sercem z piernika. Swoim przepisem najmocniej zaciekawiła mnie Karolina XYZ. :)

12 lis 2017

Niedzielnik #2/2017

Czas mija po prostu ogromnie. Jeszcze niedawno zastanawiałam się nad sensem dodawania takiego cyklu jak Niedzielnik, a tu już drugi post. Listopad przyszedł do nas z pełną mocą, robi się zimno. Ja już zakupiłam piękne lampki, które ozdabiają pokój, a w przyszłości pewnie zdjęcia z książkami. 
W poniedziałek możecie spodziewać się recenzji książki Gdy tu dotrzesz. Po pierwszych opiniach trochę się jej obawiam. Dowiedziałam się, że niektórzy uważają ją za infantylną.
Środa to recenzja Raków pustelników. Z drugim tomem sagi rodu Neshov wiążę ogromne oczekiwania. W końcu pierwszy tom otrzymał ode mnie 6/6
W piątek przyjdę do was z recenzją romantycznej historii Z popiołów. Oj, coś czuję, że mocno się spodoba.
Pewnie jeszcze nie w przyszłym, a w kolejnym możecie spodziewać się rozdania z kryminałem jako nagrodą. Myślę, że będzie warto uczestniczyć :)


Zakochałam się w tej piosence już kilka miesięcy temu dzięki Spotify, a dzięki temu świątecznemu teledyskowi miłość rozpaliła się jeszcze mocniej. Polecam wam przesłuchać refren, to w nim jest najwięcej magii. 

10 lis 2017

Wybory Niny Anna Kekus

Wydawnictwo Lira to stosunkowo młode wydawnictwo na naszym rynku. Książki z przepięknymi okładkami spod ich szyldu możemy znaleźć w wielu miejscach. Specjalizują się w powieściach dla kobiet. Miałam okazję przeczytać kiedyś Wernisaż. Byłam zadowolona z lektury. Jak było teraz?

-What the fuck?! - krzyknął, mocno naciskając na hamulec.
Dość ciekawie rozpoczyna się ta historia. Mieszkający na Florydzie Damian odnajduje na poboczu drogi nieprzytomną kobietę. To Nina, w Stanach Zjednoczonych znalazła się podczas poszukiwania pracy, chciałaby pomóc schorowanym rodzicom. Damian myśli za to nad karierą polityka. By być bardziej wiarygodnym potrzebna mu żona. Nina wydaje się być idealną kandydatką na małżeństwo na pokaz.

Książka, o której chciałabym wam dzisiaj troszkę opowiedzieć to lektura idealna na jeden wieczór. Jest po prostu lekka i przyjemna w odbiorze tak jak te przedstawione na jej okładce delikatne makaroniki. Słodka, udowadniająca, że jeśli czegoś mocno pragniemy to jest to możliwe, ciepła opowieść o miłości. Po przeczytaniu opisu może się komuś wydać, że historia jest banalna i wiele podobnych zostało już napisane. Lekki styl autorki, liczne zwroty i zawirowania akcji oraz zakończenie obiecujące równie ciekawy kolejny tom sprawiły, że ta powieść jest naprawdę wyjątkowa. Czasami jest tak, że o wartości jakiejś książki nie decyduje sama historia, a styl jej wykonania i tutaj autora trafiła ze wszystkim w punkt. Miała być to lekka, rozrywkowa powieść dla kobiet i doskonale spełnia swoje zadanie. Nie jest literaturą, która odmieni wasze życie, nie zawsze o to chodzi w powieściach.

Bohaterowie powieści Wybory Niny przypadli mi do gustu. Podoba mi się fakt, że Nina potrafi walczyć o swoje. Jeśli w grę wchodzi jej dobro to nie boi się sama powziąć odpowiednich kroków. Za to Damian to taki typowy bad boy. Przystojny, bogaty, szarmancki. Mało która kobieta by się nim nie zainteresowała.

Podsumowując, myślę, że tę powieść spod szyldu Wydawnictwa Lira oceniam jeszcze lepiej niż Wernisaż. Miło spędziłam z nią czas. Nie sądziłam nawet, że pochłonę ją w trakcie jednej dłuższej drzemki dziecka. Myślę, że warto się za nią rozejrzeć i tegoroczne Boże Narodzenie spędzić na gorącej Florydzie - właśnie w tym czasie toczy się akcja książki.
Ocena: 5/6
Tytuł: 360.Wybory Niny
Autor: Anna Kekus
Stron: 296
Wydawnictwo: Lira
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lira

8 lis 2017

Cała prawda o szczęściu Sawyer Bennett


Czasami sam dziwię się głupotom, które robię.
Właśnie takimi słowami rozpoczyna się powieść Cała prawda o szczęściu Sawyer Bennett.  Christopher Barlow jest zdruzgotany i zrozpaczony tym, że jego życie rozpadło się na kawałeczki. Miał wspaniałą dziewczynę i pracę we wojsku, który wyrwała go z monotonnego życia w rodzinnej miejscowości. Jeden nieudany ruch i na minie traci nogę i część ręki. Trudno po czymś takim dojść do siebie, a chłopak jest jeszcze obrażony na cały świat. Popada w konflikt z prawem i musi odbyć przymusowe zajęcia w grupie wsparcia. Poznaje tam ludzi takich jak on, nieumiejących poradzić sobie z tym co przygotował dla nich los. Zupełnie niespodziewanie, wbrew sobie, wyrusza z nimi w podróż po Stanach Zjednoczonych. Czy wspólnie spędzony czas nauczy ich czym jest szczęście?

Sawyer Bennett to autorka mało znana jeszcze w Polsce, ale odnosząca już mnóstwo sukcesów za granicą. Pomysł na tę książkę zrodził się przez przypadek z życia. Autorka naprawdę spotkała kiedyś weterana wojennego, któremu chciała podziękować za służbę. Została bardzo obcesowo potraktowana, chłopak nie chciał jej wdzięczności.

Muszę przyznać, że podczas czytania tej książki wiele razy biłam się z myślami i aż do ostatniej strony nie wiedziałam jaka będzie moja ostateczna opinia. To dobrze, ponieważ to znaczy, że nie pozostawia obojętnym, a to w powieściach jest chyba najważniejsze. Zupełnie nie wiedziałam jak ocenić głównego bohatera Christophera. To z jego punktu widzenia śledzimy całą historię. Gdy zaczynamy czytać jest on ogromnie irytujący, obrażony na cały świat i uprzykrzający życie każdemu kogo spotka. Później zastanowiłam się, że przecież jego życie całkowicie się zmieniło. Stracił nogę i część dłoni, przeżył mnóstwo bólu i cierpienia. Tak traumatyczne przeżycia muszą zostawić ślad na psychice każdego człowieka. Nie chcę go usprawiedliwiać, czasami zachowywał się po prostu podle. Myślę jednak, że miał prawo do zgorzknienia i rozczarowania swoim losem.

Cała prawda o szczęściu to powieść tocząca się praktycznie całkowicie w drodze. Bohaterowie odbywają swoją podróż życia. Przebywają ze sobą mnóstwo czasu, ich charaktery się ścierają. Mamy tutaj całą paletę różnorodnych charakterów. Christopher, o którym pisałam wam już wcześniej. Wiecznie upalona gotka. Chłopiec chorujący na raka, który wkrótce umrze oraz dziewczyna wiecznie zadowolona z życia. Te zupełnie odmienne postaci mają szansę wiele się od siebie nauczyć, sprawić, że łatwiej im będzie znieść przeciwności losu. Ich psychika nie została mocno rozudowana. Mamy jednak tyle ile potrzeba by zrozumieć sens tej opowieści o szczęściu i wzruszyć się tym co spotkało nasze postacie.

To historia o tym, że szczęście jest czasem na wyciągnięcie ręki. Czasami wystarczy tylko po nie sięgnąć, przestać być zgorzkniałym i obrażonym na cały świat. O tym, że naszym celem jest stawianie czoła przeciwnościom losu. Nie warto marnować tych kilku chwil naszego cennego życia na umartwianie się. Myśleliście, że recepta na szczęście będzie bardziej wyrafinowana? Nic bardziej mylnego. Po prostu to niezwykle oczywiste, a jednak zbyt często o tym zapominamy. 

Podsumowując, mimo tego trudnego dla mnie początku powieść mi się spodobała. Pozwoliła uronić kilka łez, zastanowić się nad tym czym dla mnie jest szczęście. Trzeba czytać ją z pewnym dystansem do głównego bohatera, brać poprawkę na jego traumatyczne przeżycia. W innym wypadku popsujemy sobie radość płynącą z tej lektury. Czyta się niezwykle szybko, jeden, góra dwa wieczory, a zakończenie może wbić nas w fotel. Czegóż chcieć więcej?
Ocena: 4+/6
Tytuł: 359.Cała prawda o szczęściu
Autor: Sawyer Bennett
Stron: 301
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2017
Za niespodziankę dziękuję wydawnictwu Filia

6 lis 2017

Współcześni kochankowie Emma Straub

Nowy Jork to miasto, które fascynuje mnóstwo ludzi. Ja mam możliwość przenieść się do niego tylko podczas literackich podróży. Pewnie jednak tak szybkie i intensywne życie nie byłoby dla mnie odpowiednie.

Właśnie w tym mieście Emma Straub umieszcza akcję swojej powieści. W samym centrum Brooklynu mieszkają zbliżający się do pięćdziesiątki przyjaciele, którzy działali kiedyś w jednym zespole muzycznym i ich dzieci, które ku przerażeniu swoich rodziców zaczynają ze sobą sypiać. Z tego musi wyjść niezły galimatias.

Współcześni kochankowie to przede wszystkim opowieść o miłości, dojrzewaniu, pierwszym zauroczeniu i kryzysach jakie zdarzają się w każdym związku. Wszystkie te tematy zostały po mistrzowsku przedstawione, z punktu widzenia ludzi w kwiecie wieku i licznych retrospekcji opowiadających o czasach młodości oraz z perspektywy ich nastoletnich dzieci. Chociaż czasy się zmieniają, technologia gna do przodu na łeb na szyję to jednak niektóre uczucia towarzyszące wkraczaniu w dorosłość pozostają niezmienne.

Elizabeth i Andrew znali się od lat. Występowali razem w zespole. Właściwie wiedzieli, że kiedyś zostaną małżeństwem. Obecnie mają stabilną sytuację finansową, syna. Okazuje się, że takie spokojne życie bez trosk i szaleństw nie zawsze jest pozytywne dla związku. Zaczyna panować nuda, po pewnym czasie rozgoryczenie. Zoe i Jane to kobiety żyjące w sformalizowanym związku lesbijskim. Mają córkę, są o siebie czasami ogromnie zazdrosne, a ich uczucie właśnie przechodzi kryzys. Rozwód często pojawia się rozmowach. Jest jeszcze Ruby i Harry. Dzieci obu małżeństw. Dopiero wkraczają w dorosłość. Ona lubi manipulować mężczyznami, a on zupełnie nie ma w tych sprawach doświadczenia. Czy taki związek ma szansę przetrwać?

Podsumowując, to niezwykle lekka, napisana z ogromnym poczuciem humoru książka o problemach dotykających każdego z nas. Realia w niej panujące są zupełnie inne niż nasze, polskie, u nas nie ma takiego wyzwolenia i tolerancyjności to jednak problemy towarzyszące wkraczaniu w dorosłość czy kryzysowi w związku zawsze będą aktualne. Współcześni kochankowie pulsują energią i dobrym humorem. Zupełnie jak Nowy Jork.
Ocena:4/6
Tytuł:358.Współcześni kochankowie
Autor: Emma Straub
Stron: 473
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

5 lis 2017

Niedzielnik #1/2017 czyli tygodniowy rozkład jazdy

Brakowało mi postów gdzie mogłabym się po prostu wygadać. O tym co mnie wkurzyło. Co bym chciała zmienić na blogu. Czasami taka potrzeba jest na początku miesiąca, nie mogę czekać do podsumowania. Comiesięczne stosiki też przestały mieć znaczenie gdy w międzyczasie czytam coś innego i inne książki pojawiają się w recenzjach. Cotygodniowe niedzielniki będą o tym czego możecie się spodziewać w nadchodzącym tygodniu.
Czy dla was też 1 listopada stracił swój urok? Wolę pojechać odwiedzić najbliższych w normalny dzień, bez tej całej otoczki. Strasznie smutne sytuacje miały miejsce w mojej miejscowości. Każdy chciał podjechać jak najbliżej cmentarza. Samochody parkowano po obu stronach drogi, kierowcy jechali też w obie. Oczywiście nikt nie chciał ustąpić, wszystko się zablokowało. A tu pan miał udar. Karetka jechała 45 minut, bo nikt nie chciał jej przepuścić. Smutne to wszystko. Wstrząsnęła mną ta cała sytuacja, bo jeszcze kilka lat temu było chyba inaczej. A może to ja mniej widziałam, gdy byłam młodsza? Dobrze, kończę te moje wywody.

Czego możecie spodziewać się w przyszłym tygodniu?
Poniedziałek to recenzja książki Współcześni kochankowie. 
W środę poczytacie o Całej prawdzie o szczęściu. Jak ja podskakiwałam z radości gdy odebrałam ja od listonosza. 
Piątek to recenzja Wyborów Niny

3 lis 2017

Podsumowanie października

Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi ile przeczytam w październiku to bym mu nie uwierzyła. Pierwszy miesiąc studiów, gdzie miałam aż trzy zjazdy. Pisanie pracy licencjackiej. Mnóstwo obowiązków domowych. Okazuje się, że im mniej czasu tym więcej przeczytanych książek. Miejmy nadzieję, że w listopadzie też to zadziała, ponieważ znów będzie dużo się działo. W październiku przeczytałam 11 książek. Odkąd urodziłam dziecko nie było jeszcze tak dobrze. Było też mnóstwo naprawdę udanych lektur.
Pierwsza w październiku była Sztuka oddechu. Znakomita pozycja, aby na chwilę zachwycić się otaczającym światem i odetchnąć. Później przeczytałam obyczajówkę. Bez fajerwerk, a jednak niezwykle przyjemną Nie mój jedyny. Zaraz po niej była ogromna dawka emocji czyli Consolation oraz Zanim wstanie dla nas słońce. Po te dwie po prostu musicie sięgnąć. Serce z piernika to ciepła opowieść utrzymana w bożonarodzeniowym klimacie. Jest szansa na jej wygranie, odwiedźcie recenzję. Listy do utraconej to już kolejna mądra młodzieżówka na mojej czytelniczej drodze. Fajnie, że takie się pojawiają. Damy, dziewuchy, dziewczyny to coś dla młodszych czytelników. O znanych i nieznanych Polkach. Na pokuszenie miało być porywającym thrillerem okazało się klimatyczną obyczajówką z ciekawym tłem psychologicznym. Recenzja Prawdziwej Ginny Moon ukazała się w środę, odsyłam was do niej. Oprócz tego przeczytałam dwie książki dla portalu Czytamwszędzie. Himalaistki to portrety słynnych polskich himalaistek. O kobiecości we wspinaczce, o tym jak to wszystko na przestrzeni lat się zmieniło. We dwoje to najnowsza powieść Nicholasa Sparksa. Taka inna niż to co do tej pory przeczytałam. Spodobało mi się.

Chciałabym też ogłosić, że egzemplarz Lirogona wygrywa Natalia :)
Muszę też poinformować, że na razie muszę zawiesić cykliczny konkurs. Będą za to konkursy we współpracy z wydawnictwami :)

Październik to też całkowita zmiana wyglądu mojego bloga. Podoba wam się? Możecie spodziewać się też nowego, blogowego cyklu :)

2 lis 2017

Prawdziwa Ginny Moon Benjamin Ludwig

Jestem Ginny Moon. Mieszkam w Niebieskim Domu razem z Na Zawsze Mamą i Na Zawsze Tatą. Mam czternaście lat. Jestem chora na autyzm. Troszkę inaczej widzę otaczający mnie świat niż ty, czy twoi znajomi. Muszę włożyć elektroniczne dziecko do walizki. Przykryję je kocami. Może wtedy przestanie płakać i będę miała spokój.

Prawdziwa Ginny Moon to książka, którą się po prostu połyka. Ja przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, podczas drzemek dziecka. Miałam mnóstwo obowiązków na głowie, a jednak nie mogłam się od niej oderwać. Co jest w niej takiego niesamowitego?

Największą zaletą powieści stworzonej przez Benjamina Ludwiga jest sposób w jaki została napisana. Myślę, że żaden autor nie jest w stanie idealnie odwzorować co może myśleć i czuć osoba dotknięta autyzmem, jednak w tej historii w dużym stopniu się to udało. Całość została przedstawiona z punktu widzenia głównej bohaterki - Ginny. Czytelnik ma szansę odczuć na własnej skórze ten chaos panujący w głowie. Nieumiejętność wyobrażenia sobie spraw, które dla nas są oczywiste jak chociażby upływający czas i starzenie się. Ciągły niepokój jaki dziewczynka odczuwa w związku z zakodowanym w mózgu obowiązkiem opiekowania się Lalką. Zupełnie inne postrzeganie świata i odbieranie wszystkiego dosłownie, takie jakim jest. Gdybyśmy obserwowali postępowanie Ginny z punktu widzenia któregokolwiek z bohaterów to z pewnością byśmy jej nie polubili. Nie bronię jej, czasami rzeczywiście postępowała źle. Ta książka pokazuje jednak, że osoby z autyzmem często zupełnie nie widzą swojej winy. Trzeba ogromnych pokładów taktu i cierpliwości ze strony rodziców wychowujących takie dziecko.

Książka porusza problem jakim jest autyzm. Fakt, że takie dzieci są często ogromnie krzywdzone. Sprawiają trudności, a więc są karane co prowadzi do jeszcze gorszego zachowania, psychicznych traum, które zostają w nich na całe życie. Oprócz tego zastanawiamy się jeszcze nad rodzicielstwem i adopcją. Adoptując dziecko zobowiązujemy się, że będziemy traktować je jak nasze rodzone potomstwo. Okazuje się, że to niezwykle trudna sztuka wymagająca mnóstwo pracy i konsekwencji  ze strony całej rodziny. 

Prawdziwa Ginny Moon to historia, która zostaje w nas. Nie da się łatwo przejść po jej lekturze do innych powieści, trzeba jakoś przepracować ładunek emocjonalny, który ze sobą niesie, a jej fragmenty pewnie niejednokrotnie do nas powrócą. Ogromnie poruszająca, dotykająca ważne problemy, nie tylko autyzm. Napisana w ciekawy sposób, który zaważył o całej jej wartości. Warto po nią sięgnąć.
Ocena:5+/6
Tytuł: 357.Prawdziwa Ginny Moon
Autor: Benjamin Ludwig
Stron: 351
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Harper Collins
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.