30 sty 2019

Moja mała myszka. Moja mała kaczuszka Britta Teckentrup

Ostatnie lata to według mnie boom na ekologiczny, jak najbardziej naturalny i prozdrowotny styl życia. To ważne, bo w tym pędzącym do przodu świecie człowiek zapomniał o wielu wartościach i troska o naszą planetę była na ostatnim miejscu jego priorytetów. Mnóstwo jeszcze do zrobienia, ale super, że coś w ogóle się ruszyło. Aby było jeszcze znacznie lepiej i by wychowywać dzieci, które będą w przyszłości świadomymi ekologicznie dorosłymi warto wpajać im pozytywne nawyki już od najmłodszych lat. Nasza Księgarnia wychodzi tym wszystkim postulatom naprzeciw i wydaje właśnie książeczki dla najmłodszych, które nie tylko opowiadają o życiu dzikich zwierząt, ale zostały w całości wykonane z papieru z recyklingu, a farba użyta do ich produkcji jest ekologiczna.
Muszę przyznać, że już po wyjęciu książeczek z paczki się zachwyciłam. Moim oczom ukazały się piękne ilustracje na wyraźnie ciemniejszym papierze, z pewnością innym niż ten do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Obrazki zwierząt są barwne, niepozbawione ostrości i wyrazistości, ale też różnią się od tych tradycyjnych. Troszkę obawiałam się jak do takich ekologicznych nowości podejdzie moje dziecko. Okazało się, że książeczki tak się spodobały, że były przeglądane tego dnia już do samego wieczora i do dziś nie ma dnia bez zapoznania się z przygodami kaczuszki i myszki. To naprawdę strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o proste książeczki dla najmłodszych, które jednak uczą i pokazują świat dzikich zwierząt. Poznajemy w nich myszkę i kaczuszkę, z którymi spędzamy dzień. Zwierzątka spotykają swoich przyjaciół, bawią się, jedzą swoje przysmaki. Na ilustracjach jest mnóstwo kwiatów, biedronek, motyli i ślimaków, które można odszukiwać i pokazywać. Cała historia składa się z kilkunastu prostych zdań, a jednak właśnie w tej prostocie tkwi cały jej urok i podoba się to nawet temu mojemu rozbrykanemu dwulatkowi.

Podsumowując, myślę, że warto bliżej przyjrzeć się właśnie tym książeczkom i już od najmłodszych lat sprawiać, aby dzieci były blisko natury. Oprócz tego mała myszka i kaczuszka są po prostu słodkie i myślę, że takich postaci po prostu nie sposób nie pokochać.Ocena: 5/6
Tytuł: 468.Moja mała myszka. Moja mała kaczuszka
Autor: Britta Teckentrup
Stron: 14
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Za egzemplarze dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia

28 sty 2019

Sprawa dla koronera John Bateson

Koroner, pewnie każdy z nas słyszał kiedyś o takim zawodzie, ale w związku z nie występowaniem takiego stanowiska w naszym kraju pewnie nie do końca zdawał sobie sprawę z zakresu obowiązków jakie musi wykonywać. Ja po przeczytaniu książki Sprawa dla koronera stwierdzam, że myliłam go z patologiem sądowym, który jest pewnie jego polskim odpowiednikiem. Okazuje się, że w Stanach Zjednoczonych koroner to nie tylko osoba prowadząca śledztwo w sprawie zabójstwa. Praca ta powinna wymagać znajomości medycyny sądowej, batalistyki, a najmocniej ludzkiej psychiki, ponieważ to na bohaterze naszej książki spoczywa niechlubny obowiązek poinformowania i wsparcia rodziny ofiary.

Sprawa dla koronera to książka bardzo lekka jeśli chodzi o odbiór oraz płynność i szybkość czytania, ale wprost przeciwnie gdy mamy na myśli jej trudny temat jakim jest ludzka śmierć. Już na wstępie muszę przyznać, że chociaż przeczytałam ją praktycznie w dwa wieczory i kolejne kartki po prostu przepływały mi przez palce to ma ona zdecydowanie słabsze, nudniejsze momenty, których nie czyta się z wypiekami na twarzy. Zaliczyłabym do nich wstęp i zakończenie, gdzie autor skupił się głównie na aspektach prawnych pracy koronera czy wymaganych umiejętnościach i kształceniu, aby móc wystartować w wyborach na takie stanowisko. Z jednej strony pokazuje to realia Stanów Zjednoczonych, pozwala wgryźć się w temat, z drugiej zawód koronera nie ma idealnego odzwierciedlenia na naszym polskim podwórku i przez te pierwsze 50 stron musiałam po prostu przebrnąć. Dalej rozpoczął się już prawdziwy makabryczny rollercoaster, ponieważ Sprawa dla koronera to najciekawsze ze spraw prowadzonych w całej karierze kalifornijskiego koronera Kena Holmesa. Przebywający obecnie na emeryturze koroner podzielił się tymi wydarzeniami, które najmocniej go poruszyły, zapadły w pamięć lub nastręczyły najwięcej trudności. Opowiada zarówno o okropnych zabójstwach, seryjnych mordercach, gwałcicielach, sprawach rozwiązanych nawet po 40 latach i tych bez zakończenia. Porusza kwestię ogromnej liczby samobójstw na moście Golden Gate czy po prostu śmierci naturalnych, które zapamiętał w szczególny sposób. Tutaj czyta się naprawdę ekspresowo, na każdą sprawę poświęcono kilka – kilkanaście stron i co najważniejsze w takim przypadku – nie brakuje szczegółów dotyczących ofiary, jej rodziny oraz zakończenia postępowania. Nie można odczuć niedosytu.
Nie sądziłam, że zawód koronera to taka wielowymiarowa praca, którą udźwignąć może tylko naprawdę silny człowiek. Życie w ciągłej gotowości, ogromny stres i obcowanie ze śmiercią. Postać Kena Holmesa, a właściwie jego poglądy dotyczące rozwiązywania spraw to najmocniejsza zaleta tej książki. Według bohatera najbliżsi członkowie rodziny ofiary zawsze powinni dowiedzieć się co dokładnie się stało, aby pomóc im przepracować ich żałobę. W dzisiejszych czasach, gdzie niektórych spraw nie rozwiązuje się, ponieważ brakuje czasu lub pieniędzy taka postawa jest czymś wyjątkowym, godnym podziwiania i naśladowania. Takie zwyczajne ludzkie zrozumienie i wsparcie, a jednak obecnie nieczęste. Według Holmesa koroner to też osoba, która powinna nieść wsparcie i możliwie jak najdelikatniej przekazać rodzinie druzgoczącą wiadomość o śmierci ukochanej osoby.

Podsumowując, osoby lubiące makabryczne klimaty zbrodni, przestępstw i rozwiązywania zagadek powinny sięgnąć po tę książkę. Nie jest bez wad, ale dzięki realnej postaci koronera Kena Holmesa, jego ogromnej wrażliwości, a jednocześnie błyskotliwości mnóstwo zyskuje. Ja po takie trudne i makabryczne tematy sięgam rzadko, a jednocześnie interesuję się medycyną sądową, sposobami odkrywania śladów, dowodów i jestem po prostu tą lekturą usatysfakcjonowana.Ocena: 4-/6
Tytuł: 467.Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć
Autor: John Bateson
Stron: 416
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 28.01.2019!
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

25 sty 2019

Księga zwierząt niemalże niemożliwych Caspar Henderson

Księga zwierząt niemalże niemożliwych to lektura utrzymana w tonie bestiariuszy, z tą ogromną różnicą, że organizmy w niej opisane żyją naprawdę i niektóre z nich moglibyśmy spotkać od razu po wyjściu z domu. Jak widać rzeczywistość obrazująca przystosowania zwierząt do życia jest znacznie bardziej intrygująca i niesamowita niż najbardziej szalone wyobrażenia.

Autor opracował swoją książkę na podstawie luźnych skojarzeń opisujących wspaniałość i niezwykłość danej grupy zwierząt. Czasami jest to niewielka częstotliwość ich występowania, która poprzez niszczycielską działalność człowieka maleje każdego dnia. Innym razem jest to przystosowanie do życia w ekstremalnych warunkach czy niezwykły wygląd. Po przeczytaniu całości wiem, że w takiej książce mógłby znaleźć się każdy żywy organizm zamieszkujący naszą planetę, ponieważ absolutnie każdy jest wyjątkowy i piękny. Jednocześnie autor otwiera czytelnikowi oczy na traumatyczną kondycję każdego ze środowisko i zwraca uwagę na fakt, że jeśli człowiek się nie opamięta nie będzie już czego ratować. Temu tematowi autor poświęcił najwięcej miejsca, ponieważ większość z tych niezwykłych zwierząt jest jednocześnie bardzo wrażliwa i skrajnie zagrożona. To przerażające, że kiedyś w morzach zabrakłoby wielorybów i koralowców, a na lądzie orangutanów czy żółwi.
Książka ta to z pewnością nie lektura na wieczór, dwa czy nawet tydzień. Trzeba jej poświęcić trochę czasu, wgryźć się, zrozumieć. Myślę, że osoby, które dopiero zaczynają z książkami popularnonaukowymi mogą nie być usatysfakcjonowane, ponieważ będzie dla nich po prostu za trudna. Autor nie skupia się tylko na opisie danego gatunku, swobodnie lawiruje między dziełami sprzed kilkudziesięciu lat, cytuje nawet starożytne i średniowieczne teksty, omawia je. Jego książkę jednym słowem opisałabym jako treściwa. Podejmuje temat z wielu różnorodnych stron, rozważa kwestie ewolucji, początków życia na Ziemi, filozofii, współczesnych problemów ochrony środowiska. Aż tyle się w niej nie spodziewałam i było kilka mniej ciekawych i zawiłych momentów. Niech was to jednak nie zraża, bo autor nie dość, że poprawnie pisze, to nie stroni też od humoru i anegdot, które rozładowują poważny temat.


Koniecznie muszę wspomnieć wam też o wydaniu. Już sama okładka jest bardzo estetyczna, ale wnętrze zachwyca jeszcze bardziej. Ilustracje, ryciny, zdjęcia, przypisy. Lubię książki gdzie ciekawa treść idzie w parze z oryginalnym i przyciągającym wzrok wydaniem, a tutaj tak zdecydowanie jest.

Podsumowując, nie jest to książka dla każdego. Za to wszyscy ciekawi świata, przyrody i tacy, którzy mogą poświęcić trochę czasu na rozważania na temat niezwykłych zwierząt, ewolucji i genezy życia muszą koniecznie po nią sięgnąć.Ocena: 4/6
Tytuł: 466.Księga zwierząt niemalże niemożliwych
Autor: Caspar Henderson
Stron: 439
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

21 sty 2019

Podniebna pieśń Abi Elphinstone

Erkenwald to mroczna, zimowa kraina rządzona przez okrutną Królową Lodu. Kiedyś tętniła życiem i była zamieszkiwana przez trzy zaprzyjaźnione ze sobą plemiona: Plemię Futer, Piór i Kłów. Dziś nikt nikomu już nie ufa, panuje nienawiść i kłamstwo. Eska jest cennym więźniem Królowej Lodu, zamknięta w szklanej pozytywce nie może poruszać swoim ciałem bez woli jej oprawczyni. Flint to jeden z członków plemienia Futer, wynalazca. Okazuje się, że tylko oni mogą obalić rządy Królowej. Najpierw muszą tylko ujść cało z wielu przerażających prób.

Książkę zaczęłam czytać jeszcze w samochodzie, od razu po odebraniu jej z rąk kuriera. Rzadko mi się to zdarza, powieści muszą u mnie najczęściej swoje odczekać, a więc zauważcie jak mocno wciągnęła mnie od pierwszych stron. Od razu zostajemy przeniesieni do przepięknej, ale mroźnej krainy, gdzie istnieje pradawna magia gwiazd, żyją niedźwiedzie polarne, rosomaki i orły. Ludzie żyli dawniej w prostocie i zgodzie z naturą, ich polowania wiązały się z rytuałem dziękującym zwierzętom za ich ofiarę. Myślę, że oparcie powieści fantastycznej dla młodzieży na motywach wierzeń ludów polarnych to strzał w dziesiątkę i jedna z najmocniejszych zalet tej historii. To wszystko naprawdę mocno działa na wyobraźnię. W głowie rysują się fascynujące obrazy lodowych gór, śnieżnych zamieci i polarnych zwierząt, a wszystko to osnute migotliwą mgiełką pradawnej magii. Jestem naprawdę szczerze zachwycona tym zimowym klimatem i właściwie jedyne do czego bym się doczepiła to zbyt szybkie poprowadzenie wydarzeń. Książka ma zaledwie 300 stron i w ich trakcie bohaterowie popadają w całkiem sporą ilość tarapatów. Z drugiej strony może to sposób na utrzymanie uwagi docelowego odbiorcy jakim jest młody człowiek? Tutaj trzeba odpowiedzieć sobie samemu, ja jedno wiem na pewno – dla mnie taka szybka akcja to minus, ponieważ z chęcią zostałabym jeszcze w tym świecie.
Powyższa powieść to oprócz szybkiej akcji i magicznego klimatu, opowieść o przyjaźni. Eska i Flint spotykają się w czasie, gdy wzajemne zaufanie istnieje tylko w niewyraźnych strzępach wspomnień. Panuje nienawiść, zagubienie, strach. Czyż nie taki jest nasz świat? Historia tych dwojga bohaterów udowadnia, że bez lojalności, oddania i wzajemnego zrozumienia nie jesteśmy w stanie zrobić nic i każdy musi dać z siebie coś cennego. Czasami jest to dobra rada, słowo wsparcia lub bliskość. Bez drugiego człowieka jesteśmy bezsilni. 

Podniebna pieśń to książka, którą z całą pewnością podrzucę dziecku za kilka lat. Jest mądra, wrażliwa, pod pozorem wartkiej, ciekawej akcji przemyca proste wartości: przyjaźń, oddanie, lojalność, szacunek do przyrody i drugiego człowieka bez względu na jego wygląd i pochodzenie. Poza tym naprawdę świetnie się ją czyta, a klimat zimy, wierzeń ludów polarnych i magii dodaje jej mnóstwo uroku, charakteru i skrzącego się jak śnieg w mroźny poranek piękna.Ocena: 4+/6
Tytuł: 465.Podniebna pieśń
Autor: Abi Elphinstone
Stron: 317
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 16..01.2019

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Wilga

18 sty 2019

Tu i teraz 1/2019, czyli u mnie prym wiodą książki popularnonaukowe

Jak każdego roku, tak i teraz spisałam sobie kilka celów, do których chciałabym przez te 12 miesięcy dążyć. Jednym z nich było prowadzenie na blogu cyklu okołoksiążkowego, który będzie przerywnikiem pomiędzy recenzjami. A więc jest – Tu i teraz. O tym co aktualnie czytam, co będziecie niedługo mogli zobaczyć na blogu.

A trochę tego będzie, jeszcze kończę książki z ubiegłego roku, a nowości już płyną do mnie szerokim strumieniem. Zauważyłam, że jestem bardziej ostrożna w wyborach i chyba robi się u mnie coraz trudniej i poważniej z czego ogromnie się cieszę. Taki przerywnik rzeczywiście się tutaj przyda.

Co czytam?

Obecnie zagłębiam się w Księdze zwierząt niemalże niemożliwych i zdradzę wam tylko tyle, że zachwycam się absolutnie każdym aspektem tej książki. Dwa lata temu nie miałam na swoim koncie żadnej popularnonaukowej lektury. Teraz tylko wypatruję ich w zapowiedziach, ponieważ czuję, że na moich zaocznych studiach taka forma rozwoju jest po prostu idealna. To dla mnie tylko i wyłącznie przyjemność, gdy w trakcie czytania takiej książki mnóstwo się uczę albo przypominam sobie zakurzone już fakty. Teraz zagłębiam się w tematy zoologii, ewolucjonizmu, by pewnie jeszcze w tym tygodniu przeskoczyć do medycyny sądowej za sprawą książki Sprawa dla koronera. Lubicie takie makabryczne i mroczne klimaty? Ja bardzo, ale nie w dużych ilościach. Jedna książka raz na jakiś czas. Zaraz po niej poczytam premierę z 30 stycznia – Hello world. To książka o tym jak ogromną rolę i przestrzeń w dzisiejszym świecie zajmują maszyny. Przejrzałam fragmenty – mądra książka, napisana przez kobietę. Jestem osobą, która każdego wieczoru wyłącza Wi-fi i wszystkie urządzenia w pokoju, ponieważ staram się choć w takim stopniu ograniczać ich wpływ na nas, a więc taka rzetelnie przygotowana lektura to coś dla mnie. Której książki jesteście najmocniej ciekawi? A może podacie tytuł jakiejś ciekawej książki popularnonaukowej?

16 sty 2019

Jesienny poniedziałek Stanisław Krzemiński

Jesienny poniedziałek to drugi tom cyklu Drogi do wolności Stanisława Krzemińskiego. Pierwsze spotkanie z rodziną Biernackich ogromnie mi się spodobało, a więc z miłą chęcią zagłębiłam się w ich dalsze losy.

Jest rok 1918. Do społeczeństwa dociera coraz więcej nieśmiałych wiadomości o końcu Wielkiej Wojny. Siostry Biernackie konsekwentnie realizują swój wielki cel jakim jest prowadzenie pierwszej wydanej przez kobiety gazety w Krakowie o znamiennej nazwie Iskra. Dziewczyny będą miały mnóstwo problemów, ponieważ dopiero przecierają szlaki i płeć piękna nie jest w dziennikarstwie mile widziana. Oprócz tego w ich życiu namieszają też porywy serca i niewyjaśnione rodzinne tajemnice.

Stanisław Krzemiński bez dwóch zdań ma smykałkę do tworzenia bardzo zgrabnej, lekkostrawnej i ciekawej fabuły. Przekonałam się o tym już po raz drugi, gdy z prawdziwą przyjemnością zapoznawałam się z zawiłymi losami sióstr Biernackich. Dzieje się u nich sporo – próbują sił jako wydawczynie nowej krakowskiej gazety. Autor delikatnie nakreślił społeczne przemiany i nastroje jakie towarzyszyły końcowi I wojny światowej. Kobiety nie miały jeszcze określonych praw i pomysł z gazetą wydawaną przez kobiety czy uzyskanie przez nie praw wyborczych traktowane były z lekceważeniem i przymrużeniem oka. Historia to jednak tylko tło, główne wydarzenia to rozterki sióstr i rodzinne tajemnice, które kiedyś musiały nie tylko wyjść na światło dzienne, ale i sporo namieszać w życiu bohaterek. W poprzedniej opinii porównałam tę sieć intryg jaką snuje autor do drobnych pajęczynek i teraz również wiele razy nasuwało mi się to skojarzenie. Podoba mi się jak wdzięcznie autor splata ze sobą wszystkie wątki i czasem nawet mało znaczące wydarzenie okazuje się przełomowe. To zapętlenie sprawia, że książkę po prostu chce się czytać i trudno się od niej oderwać.
Jeśli chodzi o główne postaci to tutaj na pierwszy plan wysuwają się już ostatecznie siostry Biernackie, przedstawicielki młodego pokolenia. Nie ma tu dopracowanych portretów psychologicznych,  rozbudowanych kreacji, raczej lekko nakreślone charaktery, które je pomiędzy sobą różnią. Każda ma coś szczególnego, ale to chyba najbardziej roztrzepana Lala z artystyczną duszą skradła moje serce i myślę, że jest zdecydowanie najciekawsza i najbardziej charakterna.

Podsumowując, to lekka powieść obyczajowa na tle końca I wojny światowej i ważnych przemian w naszym kraju. Niewymagająca, wciągająca i intrygująca. Na rozładowanie napięcia i relaks idealna.
Ocena: 5-/6
Tytuł: 464.Jesienny poniedziałek
Autor: Stanisław Krzemiński
Stron: 400
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak 😊

9 sty 2019

Przygody Mikołajka René Goscinny, Jean-Jacques Sempé

Jakimi dziećmi byliście? Tymi spokojnymi czy łobuzami? Ja byłam zdecydowanie bardzo grzeczną i ułożoną dziewczynką. Może dlatego od pierwszego rozdziału tak pokochałam opowieści o Mikołajku - moim przeciwieństwie i w dzieciństwie przeczytałam wszystkie dostępne tomy w bibliotece. Teraz ogromnie się cieszę, że mogę wracać do tych historii razem z synkiem.

Mikołajek to znany na całym świecie łobuz. Razem ze swoimi kolegami: Alcestem, który kocha jeść, Euzebiuszem, który jeszcze mocniej kocha się bić, szalenie bogatym Gotfrydem, Kleofasem, który jest najgorszy w klasie, czy Annaniaszem – pupilkiem pani ciągle przeżywa jakieś śmieszne przygody. Jego rodzice mają z nim mnóstwo zmartwienia i nadszarpnięte nerwy, ale jedno jest pewne – to właśnie dlatego Mikołajka kochają dzieci i dorośli na całym świecie.

Mikołajek. Jestem ogromnie ciekawa czy już go znacie. Jeśli nie – koniecznie musicie poznać. Książki opowiadające o tym sympatycznym łobuzie to już prawdziwa klasyka, po którą może sięgać absolutnie każdy. Dla dziecka będzie to przede wszystkich opowieść o wspaniałych przygodach, o czasach gdy dzieci bawiły się raczej tylko na dworze, a wyjście na szkolny dziedziniec na przerwie i pogranie w zbijaka to coś na co czekało się z utęsknieniem. Nasz główny bohater wraz z kolegami są ogromnie niegrzeczni, ciągle się biją, z nosa leci im krew, mają poobdzierane kolana i są źródłem ciągłego utrapienia dla swoich rodziców. Myślę jednak, że takie właśnie powinno być dzieciństwo. Beztroskie i kreatywne. Spędzone na wymyślaniu zabaw i rozwijaniu swojej wyobraźni. Mikołajek to tak sympatyczny i pozytywny bohater, że dzieci go pokochają. Do tego opowieści o nim uczą wpajają przecież takie wartości jak koleżeńskość, solidarność i przyjaźń. Koledzy Mikołajka to tacy muszkieterowie - ,,Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Biją się, kłócą podczas każdej zabawy, ale gdy po drugiej stronie barykady staje dorosły od razu jednoczą siły.

Dla dorosłych książki te będą z pewnością wspaniałym powrotem do dzieciństwa. Dla każdego, kto tak jak ja czytał je kilka lub kilkanaście lat temu będzie to jeszcze silniejsze uczucie. To dorosły ma szansę zrozumieć tu najwięcej i pośmiać się z żartów. Ja wraz z mężem, który słuchał mojego czytania dziecku na dobranoc, śmialiśmy się z głównie z rozmów rodziców Mikołajka, których dobija fakt, że w domu jest ciągle bałagan, a ich ukochany synek znów wrócił z rozkwaszonym nosem. Jakie to wszystko stało się prawdziwe gdy mam swojego własnego, prywatnego łobuza, któremu zdarzyło się już podbić oko czy nabić guza na głowie.
Świetnie się bawię czytając te opowieści. Czasami czytam dziecku na dobranoc, a innym razem podkradam książeczki z szafki i śmieję się do rozpuku gdy wszyscy domownicy już śpią. Wam też polecam. Mikołajek zostanie chyba moim lekarstwem na wszelkie smutki i chandry, już jedna historyjka zilustrowana tak charakterystyczną kreską Jean’a-Jacques’a Sempé może poprawić humor. Koniecznie przekonajcie się czy na was też to działa, tym bardziej, że zostały wznowione przez wydawnictwo Znak w tak pięknych i eleganckich twardych okładkach.

Ocena: dla jednego z moich ulubionych bohaterów nie może być inaczej niż 5
Autor: René Goscinny, Jean-Jacques Sempé
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarze dziękuję wydawnictwu Znak

7 sty 2019

Pejzaż z aniołem Magdalena Kordel

Magdalena Kordel. Kto mnie już trochę zna, dobrze wie, że bardzo lubię tę polską autorkę i z chęcią czytam jej powieści, a zwłaszcza te bożonarodzeniowe. W tym roku wyszło tak, że z czytaniem wyrobiłam się dopiero na pierwsze dni nowego roku. Myślę, że to żaden problem. Takie książki można czytać cały czas i w zależności od humoru i nastroju przywoływać sobie ten wspaniały klimat.

Adrianna pragnie odmiany. Co roku święta Bożego Narodzenia to dla niej ogromny stres, smutek i trauma. Ostatnią piękną Gwiazdkę spędziła gdy jej tata jeszcze żył, później cały grudzień kojarzył jej się z samotnością, odrzuceniem i kłótniami. W tym roku wszystko ma się zmienić, a dziewczyna postanawia uciec od tego całego zgiełku do cichej chatki w górach w miejscowości Malownicze. Nie spodziewa się, że Boże Narodzenie znajdzie ją i tam, i wpadnie w sam środek przygotowań i zawieruchy.

Po raz kolejny stwierdzam, że Magdalena Kordel ma naturalny dar do pisania bardzo prostych opowieści, które od pierwszej strony chwytają za serce i nie wypuszczają go ze swoich papierowych rąk aż do zakończenia. Historia Adrianny jest smutna, ale jednocześnie ciepła i kojąca. Ktoś powie, że zakończenie sprawiło, że można o niej powiedzieć bajkowa. Czy to minus? Myślę, że potrzebujemy opowieści, które pozwolą nam uwierzyć odrobinę w magię, nie tylko od święta. W to, że ktoś się o nas troszczy i nad nami każdego dnia czuwa, a Boże Narodzenie jest tylko takim okresem, gdzie tę opiekę można odczuć mocniej.
Autorka poruszyła tu problemy, które chociaż istnieją przez cały rok, to jednak w grudniu są dotkliwsze i bardziej bolesne niż latem w promieniach palącego słońca. Zimą mocniej doskwiera samotność, nikt nie chce we Wigilię zostać sam. Adrianna to młoda dziewczyna, która cały swój żal za odejście ojca i nieczułą matkę przelała na Boże Narodzenie, przez to ten czas jest dla niej tak trudny. Za to Stefan i Mateusz to starsi panowie, którzy przeżyli powstanie, ale starość i związana z nią samotność są dla nich nie do przeskoczenia. Podoba mi się ukazanie tematu z perspektywy tak różnych osób i dzielącej ich sporej różnicy wieku.

Pejzaż z aniołem to książka na jeden, góra dwa wieczory. Rozdziały są krótkie, ilość dialogów spora, a język lekki i poetycki, pełen pięknych słów, nad którymi warto się zastanowić. To ciepła, kojąca jak balsam opowieść o rodzinie, bliskości, samotności, świętach Bożego Narodzenia i aniołach, które chronią każdego z nas i tak często występują w powieściach tej autorki. Miło było powrócić do optymistycznego Malowniczego, niektórzy bohaterowie to dla mnie już starzy znajomi, z którymi dawno się nie widziałam. Polecam, nie tylko do czytania w grudniu, ale za każdym razem gdy chcemy poczuć ciepło na serduszku i uwierzyć w ludzką dobroć.

Ocena: 5/6
Tytuł: 463.Pejzaż z aniołem
Autor: Magdalena Kordel
Stron: 357
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak 😊

4 sty 2019

Szukając przystani Anna Karpińska

Szukając przystani to ostatnia książka jaką udało mi się przeczytać w 2018 roku. Przyznam, że cieszę się, że wypadło akurat na nią. Dawno nie czytałam tak ciepłej i życiowej historii. O Annie Karpińskiej jeszcze nigdy nie słyszałam, nie czytałam żadnej z jej książek. Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, ale mocno skusił mnie intrygujący opis i postać dziewczynki na okładce. Odkąd zostałam matką tak już mam, że takie tematy mocno mnie poruszają i chce ich czytać jak najwięcej.

Wanda wkrótce przechodzi na emeryturę i tylko marzy o odpoczynku i zagranicznych wojażach z mężem. Dość szybko okazuje się, że jej plany swoje, a życie swoje. Spada na nią opieka nad malutką wnuczką, prowadzenie restauracji i ogarnianie rodzinnych burz i zawieruch. O czas będzie bardzo trudno, a w takim kołowrocie zdarzeń bardzo łatwo zgubić samego siebie. Czy Wanda da radę przezwyciężyć kłody rzucane przez los?

Szukając przystani to pierwszy tom cyklu o bardzo trafnym tytule Rodzinne roszady. Właśnie o rodzinnych burzach i zawieruchach opowiada ta historia. O tym co każdego dnia nam się przydarza. Czasami panuje spokój i harmonia, a innym razem w codzienność wkrada się śmierć bliskiej osoby, choroba i kłótnia. Gdy dobrze się zastanowimy to nasze życie wygląda tak samo i właśnie ta realistyczność mocno mi się spodobała. Główna bohaterka – Wanda zostaje mocno doświadczona przez los. W chwili gdy chce odpocząć na emeryturze dowiaduje się, że jej wychuchana i wymuskana najmłodsza córka zachodzi w ciążę. Wszystko było by w porządku, gdyby Kasia poczuła do swojej córeczki jakikolwiek instynkt macierzyński. Tak się jednak nie dzieje i cała odpowiedzialność za dziecko spada na babcię. Pojawienie się Poli na świecie pociąga za sobą mnóstwo wydarzeń – autorka zdecydowanie nie oszczędza swojej głównej bohaterki, ale rozciąga wszystko w czasie, tak abyśmy mieli wrażenie, że czytamy o zwierzeniach naszej dobrej przyjaciółki.

Cieszę się, że autorka tak nietypowo ukazała tutaj miłość macierzyńską i miłość babci do wnuczki. Obserwujemy tu życiorysy kilku pokoleń kobiet, zwłaszcza Wandy, jej córki Kasi i Poli. Z jednej strony czytamy o nieodpowiedzialnej i rozpieszczonej młodej dziewczynie, która zostaje matką i zupełnie się w tej roli nie odnajduje. Z drugiej o babci, która za wnuczką oddała by swoje życie, ale jest też przecież matką i nie potrafi tak do końca odwrócić się od Katarzyny, bo jako kobieta, która nosiła ją pod sercem nie jest obiektywna. Myślę, że tylko rodzic jest w stanie zrozumieć tę specyficzną, zaborczą i wielowymiarową miłość. Mnie ten wątek bardzo mocno poruszył, wywołał sporo emocji i burzę w głowie. To chyba największa zaleta tej powieści – nie pozostawia obojętnym. Nawet na tyle, że mamy ochotę udusić jednego z bohaterów.
Muszę też przyznać, że nie spodziewałam się, że autorka będzie nas tak często zwodzić i zawracać akcję, ta książka po prostu trzyma w napięciu, a plastyczny, prosty i bardzo poprawny język tylko to wrażenie potęguje. Anna Karpińska w odpowiednich momentach wprowadza do opowieści nowe postaci i wątki, stosuje retrospekcje. Po przeczytaniu całej historii byłam zdumiona ile zdążyła na tych 400 stronach przekazać, a jednocześnie nie przesadzić i nie przytłoczyć czytelnika

Podsumowując, rok zakończyłam z ciepłą, słodko-gorzką opowieścią o rodzinie i wielu kolorach i aspektach macierzyńskiej miłości. Nie spodziewałam się, że odnajdę w niej aż tyle wydarzeń, postaci i treści, a jednocześnie jestem usatysfakcjonowana faktem, że była życiowa i realistyczna. Coś czuję, że rok 2019 upłynie pod znakiem poznawania twórczości tej autorki, tym bardziej, że kolejny tom już w przygotowaniu.

Ocena: 5/6
Tytuł: 462.Szukając przystani
Autor: Anna Karpińska
Stron: 431
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

2 sty 2019

Podsumowanie roku 2018

Rok 2018 powolutku odchodzi już w niepamięć. Wieczorami słychać jeszcze ostatnie wystrzały fajerwerków, szum, gwar i blichtr związany z Sylwestrem cichnie. Muszę wam przyznać, że o ile nie lubię tej sztucznej atmosfery ostatniego dnia w roku, tak kocham pierwsze dni stycznia. Wiecie, poczucie tej pustej kartki, którą mogę wypełnić tylko ja i tylko ode mnie wszystko zależy. W ciągu roku jeszcze nie raz okaże się, że jednak wiele spraw przebiegło poza moim udziałem, ale w styczniu czuję się po prostu panią swojego losu. Mogę wszystko! Robicie noworoczne postanowienia? U mnie w tamtym roku były to raczej cele na rok 2018 i stwierdzam, że wiele z nich udało się wykonać. Przede wszystkim powolutku zaczęłam akceptować siebie. Chociaż nie podziałałam zbyt wiele jeśli chodzi o regularność ćwiczeń to jestem na dobrej drodze do wielu zmian. Byłam nawet u dietetyka, skończyło się to dla mnie ogromnym uczuleniem, ale przekonałam się co jest najlepsze dla mojego organizmu i w tym roku myślę powolutku zmieniać siebie i swoje otoczenie. Z Alliexpress zmierza nawet do mnie sportowy biustonosz, a więc będzie się działo.

Jeśli chodzi o bloga to niestety obrona pracy licencjackiej, dziecko, dom i tysiąc spraw na głowie sprawiły, że nie mogłam poświęcić mu tyle czasu ile bym chciała. Mam nadzieję, że w 2019 uda mi się wypracować regularność w dodawaniu postów i pisanie na zapas.

W 2018 przeczytałam 99 książek. Myślałam, że będzie to równe 100, ale się nie udało. Co cieszy mnie najbardziej? Fakt, iż ten oszałamiający wynik osiągnęłam nie przez czytanie na wyścigi, a po prostu wtedy kiedy miałam czas ( zwykle wieczorami i w nocy) oraz chęci ( czasami byłam tak zmęczona, że zasypiałam w ubraniach). Mam nadzieję, że w tym roku też tyle się uda, ponieważ już mam na swojej półce kilka tegorocznych premier, a jeszcze więcej perełek się zapowiada. Jaka książka wywarła na mnie największe wrażenie, a jaka najmniejsze?

W 2018 zakochałam się w baśniowych książkach i to o nich chciałabym najwięcej wam opowiedzieć. Dziewczynka, która wypiła księżyc oraz Niedźwiedź i słowik to dwie historie, które mnie w sobie rozkochały i swoją baśniowością, tajemniczością poruszyły jakieś bardzo czułe struny duszy. Ogromnie cieszę się, że je przeczytałam, a wam zdradzę w sekrecie, że Wydawnictwo Literackie w kwietniu szykuje dla nas premierę podobną do Dziewczynki, która wypiła księżyc 😊

W 2018 przeczytałam też sporo książek popularnonaukowych: Człowiek i błędy ewolucji, Architekci natury, O drzewach, które wybrały Tatry, Rzecz o sowach, Pszczoły.
Za najsłabsze książki uważam Czerwonego pająka Katarzyny Bondy czy Dwanaście życzeń duetu Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska.
Jaki był wasz 2018? Ile książek przeczytaliście i czy macie jakieś plany na nowy rok?
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.