15 sie 2018

Depresja i inne magiczne sztuczki Sabrina Benaim

recenzja książki
Poezja. Jeden z gatunków, który przez wiele lat był traktowany przez zwykłego, przeciętnego czytelnika po macoszemu, a za sprawą współczesnych tekstów przeżywa ogromny wzrost zainteresowania. Dlaczego to dla nas tak trudny gatunek? Czy lekcje języka polskiego w niektórych szkołach skutecznie zabiły w nas umiejętność samodzielnego interpretowania wierszy? Ze mną z pewnością tak było. Szymborska, ks. Twardowski, te postacie broniły się same i szczerze je polubiłam. Reszta poezji to tylko bezsensowne karty pracy i uzupełnianie zgodnie z kluczem. Dlatego bez wahania sięgnęłam po ten tomik i przez ostatni czas zaznajamiałam się z tekstami Sabriny Benaim.

Jak to w każdym tomiku, zbiorze różnych tekstów bywa znajdują się tutaj lepsze i gorsze utwory. A może po prostu poziom jest taki sam, ale jedne trafiają do mojego serca bardziej, inne znacznie mniej. Zachwyciły mnie przede wszystkim utwory, z których wyłania się bardzo wyrazisty obraz depresji. Autorka jest w nich tak przejmująca i szczera, że aż chwyta za serce, a gardło ściskają łzy wzruszenia. Pisze bardzo prosto, dosadnie, ale specyficznie i nowocześnie. Stosuje różnorodne formy wyrażenia swoich myśli. Podczas czytania czujemy się jakbyśmy byli w głowie osoby chorej na depresję. Myślę, że warto poznawać co czują inne osoby i szukać sposobu na ich zrozumienie i okazanie wsparcia. Z tego tomiku wyłania się ogromna samotność, niezrozumienie i potrzeba bliskości. W naszych nowoczesnych czasach choroby kardiologiczne czy nowotworowe są poruszające, ale jednak zrozumiałe dla społeczeństwa. Depresja, jakakolwiek choroba psychiczna, która przecież także została wywołana jakąś nieprawidłowością w działaniu organizmu jest stygmatyzowana. Budzi przerażenie. Osoba chora zostaje ze swoim problemem sama, co z całą pewnością nie pozwala w powrocie do zdrowia. Dlatego warto chociaż bliżej przyjrzeć się powyższemu tomikowi i spróbować postawić się na miejscu drugiej osoby.

Z powyższego tomiku wyłania się również obraz nieszczęśliwej, platonicznej miłości. Tutaj zupełnie nie mogłam odnaleźć cząstki siebie, ale myślę, że jeszcze kilka lat temu płakałabym podczas czytania. Wszystko zależy od odbiorcy i życiowego miejsca w jakim się znajduje.

Czy polecam? Każdy z was musi zastanowić się sam czy ma siłę zmierzyć się z wniknięciem do umysłu osoby chorej na depresję. Ktoś odnajdzie w niej cząstkę siebie, inny zupełnie jej nie poczuje. Ja z całą pewnością nie poprzestaję na tym jednym tomiku i sięgam po kolejne.

Ocena: 4-/6
Tytuł: 427.Depresja i inne magiczne sztuczki
Autor: Sabrina Benaim
Stron: 90
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu 😊

13 sie 2018

O drzewach, które wybrały Tatry Tomasz Skrzydłowski, Beata Słama

recenzja książki
Drzewa fascynowały ludzi od zawsze. Przypisywano im boską moc, nadprzyrodzone zdolności. Czczono je i wykorzystywano praktycznie w każdej dziedzinie życia i gałęzi przemysłu. Przez to wiele z olbrzymich lasów zostało doszczętnie zniszczone, a jednocześnie nieodnowione przez obsadzanie gatunkami obcymi dla ekosystemu. Książka O drzewach, które wybrały Tatry to opowieść o gatunkach rodzimych dla Tatr. O drzewach, które przywędrowały w to miejsce po ustąpieniu lodowca. Często ich nie zauważamy. Stoją przy szlakach. Ciche, milczące i tak charakterystyczne dla danego miejsca, że mijamy je bez spojrzenia. Książka ta pokazuje, że warto się zatrzymać, podziwiać ich piękno i zastanowić się nad walką, którą toczą każdego dnia. Drzewa kojarzą nam się z długowiecznością, stagnacją. Mało kto zdaje sobie sprawę, że rośliny walczą ze sobą o pokarm i światło każdego dnia.

Sosna, świerk, brzoza. To tylko 3 z 16 przedstawionych w książce gatunków drzew. Każdemu z nich zostało poświęcone należne my miejsce, ponieważ każdy jest ważny i zajmuje w swoim środowisku określoną rolę. Odnajdziemy tu naprawdę ogrom informacji podanych w lekki, ciekawy i przystępny sposób. Tyle się teraz mówi o leśnych kąpielach, czerpaniu siły i spokoju z natury, a jednak w książkach tego typu jest zwykle mało informacji. Tutaj, wprost przeciwnie, odnalazłam wiele rzetelnych wiadomości i ciekawostek. Opowieść o każdym z drzew zaczyna się krótkim wstępem jak dany gatunek przywędrował do Tatr, jakie są jego życiowe strategie. Autorzy uzupełnili ją także o motyw drzew występujący w literaturze, religiach, wierzeniach. Nie sądziłam, że każda religia w jakiś sposób czciła lub czci drzewa. To tylko pokazuje jak ważne dla nas są.

Koniecznie muszę wspomnieć też o fakcie, że książkę tę czyta się jak najlepszy, trzymający w napięciu thriller. Naprawdę. Te wszystkie strategie przeżyciowe, ciągła walka o słońce, bo bez niego przecież nie ma fotosyntezy i życia zostały opisane w tak pasjonujący sposób, że czyta się ekspresowo i ogromnym zaciekawieniem. Mówię to nie tylko jako studentka biologii. Po prostu właśnie tak należy pisać o przyrodzie. Szkoda tylko, że premiera książki przeszła bez większego echa. Tyle teraz podobnych publikacji zagranicznych autorów, które są szeroko promowane, a nasze polskie perełki zanikają w natłoku.

Warto wspomnieć też o wydaniu. Przepiękne zdjęcia, okładka imitująca korą w czterech wariantach do wyboru i intrygująca obwoluta. Przyjemnie się ją czyta i przegląda.

Książka przyrodnicza o drzewach, którą czyta się jak intrygującą powieść sensacyjną? Tak, to jest możliwe. O drzewach, które wybrały Tatry to pasjonująca opowieść o drzewach, które mijamy na górskich szlakach.

Ocena: 5/6
Tytuł: 426.O drzewach, które wybrały Tatry
Autor: Tomasz Skrzydłowski, Beata Słama
Stron: 245
Wydawnictwo: Wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego
Rok wydania: 2018

8 sie 2018

Życie bez ciebie Katie Marsh

recenzja książki
Lubicie książki z serii Kobiety to czytają? Ja ogromnie. Wiem, że nawet jeśli nie będzie to arcydzieło to z pewnością mi się spodoba, poruszy we mnie jakąś czułą strunę i wywoła mnóstwo refleksji. Po te historie sięgam po prostu w ciemno, a więc ogromnie ucieszyłam się z możliwości przeczytania powieści Życie bez ciebie.

Życie Zoe jest przemyślane w każdym calu. Własna firma, przystojny mężczyzna, który ma właśnie zostać jej mężem. Nie pasuje tu tylko matka, która właśnie została aresztowana za zupełnie dziecinny wybryk. Dziewczyna straciła z nią kontakt już kilka lat temu i odbudowywanie relacji jest ogromnie trudne. Okazuje się, że Ginny zaczyna tracić pamięć. Stopniowo nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości, ale wraca wspomnieniami do przeszłości. Na światło dzienne wyjdą teraz dawno pogrzebane rodzinne historie i tajemnice.

Alzheimer. Mieliście kiedyś styczność z tą chorobą? Ja niestety tak. Przez kilka lat opiekowałam się babcią, która stopniowo przestawała poznawać swoich najbliższych. Książka Życie bez ciebie porusza ważny problem jakim jest utrata pamięci i demencja, ponieważ dotyka on mnóstwo osób. Historia ta pokazuje niezwykle ważną prawdę. Opieka jest uciążliwa, ale najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że nie ma poprawy samopoczucia chorego, jest tylko gorzej. Najpierw jakieś drobne pomyłki, by na koniec zapomnieć jak włącza się telewizor czy gotuje herbatę. Jak zwykle w powieściach z tej serii nic nie jest jednoznaczne. Istnieją różne punkty widzenia, odmienne racje i czytelnik naprawdę musi zastanowić się i pogłówkować jakie stanowisko w sprawie zajmie. Tutaj nic nie jest czarno-białe i według mnie jest to największy plus. Książka nie moralizuje, nie mówi, że jeden punkt widzenia jest dobry, a drugi zły. Pomyślmy chociaż o domach opieki. Alzheimer zmienia życie całej rodziny i niektórzy rzeczywiście nie mogą pozwolić sobie na zapewnienie całodobowej pomocy. Czy wtedy oddanie chorego jest pozbyciem się problemu czy zapewnieniem mu jak najlepszego komfortu? Trudne pytanie i ile osób tyle opinii.

W Życiu bez ciebie odnalazłam też przepiękną opowieść o wspomnieniach. Magia jednej chwili na zawsze zapisana w naszym umyśle. Coś co zawsze przywołuje uśmiech na twarzy, a w sercu ciepło. Wspólny posiłek, wyjazd nad morze. Osoba chora na Alzheimera w pewnym momencie traci kontakt z rzeczywistością, a żyje wspomnieniami. Historia ta udowadnia, że naszym celem jest kolekcjonowanie takich drobnostek, pięknych chwil i tylko one dają nam w życiu siłę. Powieść Katie Marsh to także ukazanie trudnej miłości małżeńskiej i relacji matki z córką. Ojciec Zoe był żołnierzem. Nie przeszkadzały mu ciągłe przeprowadzki, nie umiał okazywać miłości, a jednocześnie wymagał żołnierskiego spokoju i porządku od żony i dzieci. To musiało odbić się na wzajemnych relacjach rodzinnych. Jedyne do czego chciałabym się doczepić to fakt, że bohaterowie mogliby zostać jeszcze porządniej wykreowani. Tak aby ich przeżycia wywołały większe emocje. Ostatnio trafiam na książki, które poruszają ważne problemy, ale nie sprawiają, że serce szybciej mi biję i nie mogę otrząsnąć się po lekturze.

Życie bez ciebie to wielowątkowa opowieść poruszająca realne problemy, które mogą spotkać każdego z nas. Choroba, trudne rodzinne relacje. Ta naturalność i prawdziwość to główna zaleta powieści. Lubię czytać historie, które mogę odnieść do siebie, swoich przeżyć i odczuć. Jeśli wywołują przemyślenia i refleksje, które u każdego człowieka mogą być inne to jest to kolejny sukces. Trochę zabrakło mi w niej emocji i lepszej kreacji postaci. Myślę jednak, że mnóstwo osób będzie usatysfakcjonowane tematem i lekkim, płynnym językiem, który sprawia, że czyta się wprost ekspresowo.

Ocena:4/6
Tytuł: 425.Życie bez ciebie
Autor: Katie Marsh
Stron: 413
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 10.04.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

3 sie 2018

Wszystkie kwiaty Alice Hart Holly Ringland

recenzja książki
Australia. Dziewięcioletnia Alice mieszka na farmie razem ze swoją łagodną, kochaną matką oraz brutalnym i despotycznym ojcem. Niespodziewany wypadek sprawia, że musi przenieść się do babci, której jeszcze nigdy nie poznała. Pamięta tylko pożar i ogromny gorąc co jest dla niej tak traumatycznym przeżyciem, że traci mowę. Uczy się języka kwiatów i za jego pomocą porozumiewa się z otoczeniem. Gdy jest już dorosła w dalszym ciągu nie zna wszystkich rodzinnych tajemnic, które ciążą nad nią i utrudniają odnalezienie własnej, życiowej drogi. Czuje się rozgoryczona i zdradzona, postanawia uciec na pustynię i tam rozpocząć nowe życie.

O wiktoriańskiej mowie kwiatów dowiedziałam się już jakiś czas temu za sprawą innej powieści. Kocham rośliny, kwiaty, a więc ogromnie ucieszyłam się, że ten wątek został wykorzystany też tutaj. Odgrywa on naprawdę ogromną rolę. Spaja historię i jednocześnie zajmuje sporą jej część. Nawet cała konstrukcja powieści została oparta na symbolice kwiatów. Każdy rozdział rozpoczyna się opisem konkretnej rośliny, jej znaczeniem, które ściśle współgra z wydarzeniami opisanymi w historii i życiorysem Alice. To z pewnością coś innego niż mamy okazję czytać codziennie, a więc za to nowatorstwo pierwszy i ogromny plus.

Wszystkie kwiaty Alice Hart to wycinek z dzieciństwa dziewczynki oraz jej dorosłości. Pokazuje jakie ważne znaczenie odgrywa w naszym życiu przeszłość, nasza tożsamość i rodzina. Bez poznania historii naszych przodków, bez szczegółowego wniknięcia w nasze dzieciństwo jesteśmy niepełni, wybrakowani. Alice nie potrafiła zacząć normalnie żyć, nie umiała wybrać własnej drogi, którą chce podążać. Kierowała się tylko wyborami i oczekiwaniami innych. Człowiek bez przeszłości nie jest w stanie zbudować przyszłości, zwłaszcza jeśli chodzi o miłość. Jak wiecie ogromnie lubię takie klimaty, rodzinne zagadki, tajemnice, wielka namiętność, która z góry skazana jest na porażkę. Przez to książka musiała mi się spodobać. Mam jednak wrażenie, że autorka trochę tę historię przegadała. Było w niej kilka momentów, które mnie znużyły, a przez to osłabiły moje odczucia względem historii i bohaterów. W takiej powieści zawsze zwracam uwagę na emocje, a tutaj mi ich zabrakło. Przecież poszukiwania własnej drogi, miłości muszą wywoływać w czytelniku drgnienie serca. Przez to po prostu nie mogę dać jej najwyższej oceny.

Piękne opisy, doskonała sceneria Australijskiej pustyni czy roślinności troszkę zrekompensowały mi brak emocji i zżycia się z bohaterami. Jak wiecie lubię za sprawą działających na wyobraźnię opisów przenosić się do danego miejsca i właśnie to tutaj odnalazłam. Mam nawet wrażenie, że autorka postawiła na motyw kwiatów, ich symboliki i tego jak mogą być ukojeniem w każdym momencie naszego życia. Po przeczytaniu tej książki mam ogromne plany, aby kiedykolwiek w moim życiu pojechać do Australii, zobaczyć te cuda natury. Na razie zwiedzam tylko podczas literackich podróży.

Wszystkie kwiaty Alice Hart to oprócz opowieści o kwiatach, poszukiwaniu tożsamości i tajemnicach książka z silnym wątkiem dotyczącym przemocy domowej. Kobiety z rodu Alice zwykle spotykały na swojej drodze wyjątkowo brutalnych mężczyzn, którzy dla otoczenia wydawali się bardzo mili, grzeczni i nawet szarmanccy. To przerażające, że pod fasadą normalnego związku mogą kryć się lata przemocy, wyzwisk, bicia. Najgorsze jest jednak w tym, że najczęściej maltretowane kobiety całą winę widzą w sobie. To one zwykle zrobiły coś nie tak, że rozgniewały męża i usprawiedliwiają potworne czyny jakich się dokonał.

W podsumowaniu muszę koniecznie napisać, że książka ta to literacki debiut autorki. Dlatego myślę, że warto ją przeczytać i poczekać jak dalej rozwinie się ze swoją twórczością. Wszystkie kwiaty Alice Hart to książka ciekawa, wyjątkowa, po prostu dobra. Holly Ringland nie uniknęła kilku potknięć jak kilka przegadanych momentów czy nienasycenie książki jeszcze większą ilością emocji, tak abyśmy poczuli z bohaterami silniejszą więź. Myślę jednak, że warto po nią sięgnąć. Zwłaszcza wszyscy ci, którzy tak jak ja lubują się w rodzinnych tajemnicach. I kochają kwiaty.

Ocena:4/6
Tytuł: 424. Wszystkie kwiaty Alice Hart
Autor: Holly Ringland
Stron: 413
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

30 lip 2018

Podsumowanie lipca

Lipiec powoli dobiega końca. Jak pisałam wam miesiąc temu, po obronie miałam w planach tylko czytanie i pisanie recenzji na bloga. Życie jak zwykle mnie zweryfikowało i praktycznie od 1 lipca synek zachorował. Dostałam opiernicz od lekarzy, bo jeśli dziecko w wieku 6 miesięcy - 2 lata gorączkuje to z pewnością ząbkowanie. U nas okazało się to zapaleniem płuc i trzy kolejne tygodnie spędziłam na pielęgnowaniu synka. Praktycznie nie mogłam odstąpić od niego na krok, a więc sporo czytałam, ale nie mogłam pisać recenzji na komputerze. Teraz mogę, ale przez to upały nie mam kompletnie weny na napisanie jakiejkolwiek opinii. W lipcu przeczytałam mnóstwo, ponieważ aż 14 książek. Z tego 5 dziecięcych na głos synkowi. Które poleciłabym wam najmocniej?
Z pewnością przeczytaną niedawno Oblubienicę morza. Przepiękna historia o konflikcie izraelsko-palestyńskim. O miłości, marzeniach. Powieść, która przez opis pełne okrucieństwa długo pozostaje w pamięci.
Pokój służącej to powieść, która urzekła mnie swoim kolorytem i barwnością. Opowiada o współczesnym niewolnictwie, filipińskich pomocach naukowych wynajmowanych do pracy w Singapurze. Czyta się ją po prostu ekspresowo. 
Trzecią opowieścią, którą chciałabym wam polecić jest Czas próby. Książka polskiej autorki, która urzekła mnie swoją realnością i ciepłem, które rozlewa się na duszy i sercu podczas czytania.
Jakie są wasze lipcowe wyniki?

27 lip 2018

Oblubienica morza Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj

wydawnictwo SQN
Sara, Ameer, Rebeka i Yousef. Cztery osoby, tyle samo różnych historii. Ameer to chłopak mieszkający w obozie dla uchodźców w Libanie. Jest niezwykle mądry. Chciałby się uczyć i rzeczywiście – udaje mu się wyjechać do Stanów Zjednoczonych i zostać naukowcem.
Sarę poznajemy w 1932 roku, w Rosji. Jej matka zostaje brutalnie zamordowana, a ona wraz z ojcem z powodu żydowskiego pochodzenia musi uciekać do Palestyny. Tam na jej drodze staje Yousef.
Rebeka ma osiemnaście lat, bogatego narzeczonego i ogromne szanse na przyszłość w dostatku. Dziewczyna żyje jak pod kloszem i nie zauważa jak jej ukochany wraz z żydowskim społeczeństwem brutalnie traktuje Palestyńczyków. Postanawia zakończyć ten związek. Nie wie tylko jak bolesne niesie to ze sobą konsekwencje.

Oblubienica morza to historia napisana przez Michelle Cohen Corasanti – autorkę słynnego już Drzewa migdałowego i Jamala Kanj – Palestyńczyka, inżyniera, który w dzieciństwie mieszkał w obozie dla uchodźców. Jego życiorys pozwala domyślać się, że niektóre wątki wykorzystane w książce są prawdziwe i fakt ten sprawia, że trudno znaleźć słowa na opisanie tej książki. O takim okrucieństwie i niesprawiedliwości zawsze ciężko się mówi, a toczący się od wielu lat konflikt izraelsko-palestyński to szczególny przypadek. Od tylu lat po obu stronach barykady giną ludzie, każdy ma swoje racje i właściwie nie zanosi się na szybkie rozwiązanie wszystkich problemów. To ważne, że powstają takie książki, gdzie oprócz naprawdę ciekawej historii i wywoływania mocnych emocji poszerzamy także swoje horyzonty i dowiadujemy się jak żyją ludzie w innych krajach.

Sara, Ammer, Youself, Rebeka. Cztery osoby w różnym wieku. Nawet żyjący w innych czasach, ponieważ powieść swobodnie lawiruje między rokiem 1932 czy np. 1990. Gdy zaczynamy czytać wydaje się nam, że życiorysy te nie mają ze sobą żadnego związku. Później zazębiają się coraz mocniej, przenikają, a zakończenie wyjaśnia wszystkie wątki i powiązania i daje nam ogromną siłę i nadzieję. Mimo zawartego w niej cierpienia, smutku i okrucieństwa książka nie dołuje, a ma nawet pozytywny wydźwięk. Jednocześnie przedstawienie przekroju ludzkich losów z tak odmiennych czasów jak te zaraz po II wojnie światowej, a nam współczesnych jest bardzo ciekawym zabiegiem. Pokazuje jak rozległy czasowo to konflikt i jak wiele krzywd już wyrządzono.

Jak już napisałam książka to ma pozytywny wydźwięk, ponieważ opowiada o sile miłości. Związek Żydówki i Palestyńczyka był i w dalszym ciągu jest czymś niedopuszczalnym. Prawdziwa miłość nie zawsze ma dobre zakończenie, ale to ona daje siłę do niepoddawania się losowi. Oblubienica morza to też opowieść o marzeniach. O tym, że trzeba samemu walczyć i ciężko pracować, aby osiągnąć w życiu upragniony cel. Tak jak Ameer, który chciał zostać naukowcem, wynalazcą i miał na swojej drodze naprawdę masę przeszkód do pokonania.

Dzisiaj skupiam się głównie na emocjach, które wywołała we mnie ta powieść, ale muszę wspomnieć wam jeszcze o samej jej konstrukcji i stylistyce. Jest zbudowana z krótkich, kilku stronnicowych rozdziałów, dzięki którym od powieści trudno się oderwać. Dodatkowo ma bardzo lekki, prosty język, który chyba najmocniej odpowiada mi w powieściach traktujących o tak trudnych i ważnych tematach. Nie trzeba poetyckiego języka, aby pisać o wojnie. Proste słowa mają znacznie mocniejszy wydźwięk w takich przypadkach.

Oblubienica morza to przepiękna, mocna, wywołująca emocje opowieść o miłości i marzeniach w czasie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który trwa do dziś. O splątanych ludzkich losach, pokazująca, że miłość i rodzina to coś czym należy się kierować niezależnie od okoliczności. Polecam!

Ocena: 5+/6
Tytuł: 423.Oblubienica morza
Autor: Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj
Stron: 416
Wydawnictwo: SQN
Data premiery: 04.07.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN

25 lip 2018

Morderstwo przy Rue Dumas Mary Lou Longworth

Recenzja książki
Uniwersytet Aix-en-Provence. Wydział Teologii. Wszyscy studenci i wykładowcy żyją w gorączkowym podnieceniu, ponieważ dziekan ma wkrótce ogłosić swojego następcę oraz nazwisko laureata prestiżowego stypendium. Oba te zaszczyty niosą ze sobą bogactwo i życie w dostatku, a więc gdy dziekan zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie motyw wydaje się być oczywisty. Sędzia Verlaque i jego ukochana Marine mają twardy orzech do zgryzienia – lista podejrzanych jest naprawdę długa.

Podczas czytania tej książki do głowy przyszła mi do głowy myśl, że to idealna lektura na niedzielę. Oczywiście czytałam ją też w inne dni, ale chodzi mi o ten niezwykły klimat jaki można w niej odnaleźć i otulić się nim jak kokonem, chociaż gatunek jakim jest kryminał raczej tego nie zapowiada. Kubek ciepłego napoju, coś słodkiego i ta dobra proza to idealna połączenie i sposób na zrelaksowanie się po całym tygodniu. To się po prostu świetnie czyta i chociaż akcja nie gna na łeb na szyję to w tej opowieści można się rozsmakować. To już kolejne odczucie tego typu związane z powieściami wydawanymi przez Smak Słowa, a więc swoją nazwę noszą oni nie bez powodu.

Zagadka kryminalna dotycząca śmierci dziekana na chwilę przed ogłoszeniem ważnych nazwisk jest intrygująca, ale wolno się rozwija. Kolejne tropy w śledztwie sędziego Verlaque poprzecinane są wstawkami zawierającymi jego życie prywatne i bolesną przeszłość, która nie pozwala mu normalnie żyć. To bardzo ciekawa postać, ma w sobie coś magnetycznego. To już druga część serii Verlaque i Bonnet, ale w żaden sposób nie przeszkadzało mi to w odbiorze powieści. Myślę jednak, że z chęcią zapoznam się z poprzednim tomem i kolejnym, który już został napisany i będzie nosił tytuł Morderstwo w winnicy.

Jednym z ważniejszych aspektów książki Morderstwo przy Rue Dumas jest dobre jedzenie i jeszcze lepsze wino. Zajmuje ono kluczową rolę w życiu bohaterów. Dla jednego czytelnika fragmenty te będą przegadane i niepotrzebne. Dla mnie stworzyły ten charakterystyczny klimat i dzięki nim kryminał ten jest smakowitym wypełniony zapachami i doznaniami. Na tyle wpływającymi na czytelnika, że mam ogromną ochotę wybrać się w zakątki opisane w powieści.

Morderstwo przy Rue Dumas to historia, która mogłaby powstać kilka, kilkadziesiąt lat temu. Niesie ze sobą delikatne i trudne do uchwycenia echo powieści Agathy Christie czy Artura Conan Doyle. To ten aspekt sprawił, że tak mi się spodobało. Nie ma w niej tej szybkości, pędzenia wydarzeń, którą lubię, ale przez to, że znajduję ją praktycznie w każdej książce tego typu staje się już nudna. Powieść Mary Lou Longwort jest miłą odmianą i odskocznią od popularnych obecnie kryminałów i thrillerów.

Czy polecam? Oczywiście! To coś innego niż powieści, które czytacie codziennie. Z ciekawym klimatem, zagadką kryminalną i bohaterami. Dodatkowo czyta się ją ekspresowo, mi lektura zajęła dwa dni.

Ocena: 5-/6
Tytuł: 422.Morderstwo przy Rue Dumas
Autor: Mary Lou Longworth
Stron: 299
Wydawnictwo: Smak Słowa
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa

23 lip 2018

Momo nie lubi podróży Beata Sadowska

recenzja książki
Poznajcie Momo. To pies rasy Rodezjan, ma trzynaście lat i nie lubi podróży. To znaczy nie znosi samego przemieszczania się z miejsca na miejsce samochodem, samolotem czy pociągiem. Kocha za to zwiedzać nowe miejsca, poznawać różnorodne kultury, smakować nowych potraw. Razem ze swoimi opiekunami odwiedza wiele krajów i miast od Zakopanego aż po Tokio. Wyrusza też w podróż, aby zobaczyć lodowiec czy mongolskie stepy.

Momo nie lubi podróży to kilka opowiadań o przeuroczym psiaku Momo zwiedzającym razem z opiekunami cały świat. Spodobało mi się przede wszystkim dlatego, że to książeczka, która bawi i uczy. Przygody Momo są po prostu interesujące, lekkie, potrafią zaciekawić dziecko i utrzymać jego uwagę. Poza tym autorka mimochodem wrzuca do opowieści mnóstwo ciekawostek na temat danego miasta, kraju, jego krajobrazu, charakterystycznych potraw czy kultury. Myślę, że najmłodsi naprawdę wiele się z niej dowiedzą o świecie, podróżach i podróżowaniu.

Koniecznie muszę jeszcze wspomnieć o ilustracjach. Zostały utrzymane w popularnej ostatnio stylistyce, która znakomicie rozwija spostrzegawczość u dzieci. Jest na nich naprawdę mnóstwo szczegółów przedstawiających przedmioty, czynności i aktywności. Przy przeglądaniu tych obrazków można wsiąknąć na długie godziny.

Czy polecam? Mi książka Beaty Sadowskiej bardzo się spodobała. Czytaliśmy ją z dzieckiem każdego wieczoru jako czytankę na dobranoc, a teraz przeglądamy bogate w szczegóły ilustracje. Twarda okładka sprawia, że książka sprawdzi się też jako pomysł na prezent.

Ocena: 5/6
Tytuł: 421.Momo nie lubi podróży
Autor: Beata Sadowska
Stron: 32
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak

20 lip 2018

Bogini niewiary Tarryn Fisher

recenzja książki
Z autorką Tarryn Fisher miałam ogromny problem. Kilka lat temu przeczytałam Mimo moich win i zraziłam się do tego stopnia, że miałam już nie sięgać po książki pani Fisher. Po tym czasie Wydawnictwo SQN wydawało kolejne książki pisarki. Każda z lepszą oceną. Nie mogłam się już dłużej boczyć i Bogini niewiary trafiła na moją półkę.

Yara. Dziewczyna, która każdy większy problem rozwiązuje ucieczką, przeprowadzką, nowym życiem. Jest barmanką i pewnego dnia, właśnie w barze spotyka przystojnego Davida. Pewny siebie facet, który na wstępie mówi jej, że kiedyś zostanie ona jego żoną. Tak rodzi się wzajemna fascynacja. Czy David odnajdzie w Yarze swoją muszę, dzięki której jego muzyka poruszy więcej ludzkich serc? Czy dziewczyna potrafi stworzyć normalny związek i przestanie uciekać od problemów?

Zaczęłam czytać tę książkę i stwierdziłam, że jej początek to zwyczajna opowieść o chłopaku i dziewczynie i rodzącemu się właśnie uczuciu. Im więcej stron było już przeczytanych, atmosfera stawała się gęstsza, cięższa, a główną emocją wyłaniającą się z kart powieści była przytłaczająca, chorobliwa zazdrość. Autorka po prostu lubi trudne tematy i jeśli już przedstawia miłość to z zupełnie nieszablonowej i nieoczywistej strony.

Odnalazłam tu opowieść o tym, że zdrowy, normalny związek jesteśmy w stanie stworzyć tylko po ukochaniu samych siebie. To swoje piękno musimy w sobie dostrzec i by budować przyszłość należy odciąć się od przeszłości. Yara miała bardzo trudne dzieciństwo. Jej matka interesowała się tylko poszukiwaniem kolejnych mężczyzn, a nie swoim dzieckiem. Przez to dorosła już dziewczyna nie potrafi uwierzyć w siebie, w to, że może być dla kogoś dość dobra i każdy kolejny związek już na początku spisuje na straty. Spodobała mi się ta historia, ponieważ odnalazłam w niej cząstkę siebie. We mnie tkwi ogromny brak poczucia własnej wartości. To też rzutuje na relacje z ludźmi. Dlatego historia Yary i jej nieumiejętność zaakceptowania siebie sporo namieszały mi w głowie i pozwoliły spojrzeć na wiele spraw z innej strony.

Jedyne czego mi w niej brakowało to jeszcze większej dawki uczuć, poruszenia. Po książce o miłości spodziewałam się trzepotania serca i przyspieszonego pulsu. W skrajnych przypadkach łez i rzucenia książką z nadmiaru wrażeń. Iskry, która sprawi, że będę przerzucać kolejne kartki z niecierpliwością. Tutaj emocje były, ale spowodowane złymi wyborami bohaterów, przez które trudno obdarzyć ich sympatią. Myślę jednak, że po prostu tak wygląda styl Tarryn Fisher. Ona lubi wyrywać nas ze swojej strefy komfortu i serwuje nam takie szalone historie.

Bogini niewiary to z pozoru lekka książka, szybko się ją czyta, ale jednak zostaje w głowie i wymaga zastanowienia się nad nią i przegryzienia się ze słowami. Bohaterowie są ciekawi, a Tara to bardzo skomplikowana postać wywołująca emocje, niekoniecznie pozytywne. To najważniejsze, bohater nie musi być zbiorem cnót i zalet, a jego zachowanie nie pozostawia nas obojętnymi.
Czy polecam? Myślę, że każdy może się na nią skusić i przekonać na własnej skórze czy mu się spodoba i jakie wnioski z niej wyniesie. Czytałam już mnóstwo skrajnych opinii. Jej powieści są kontrowersyjne, dotykają różnorodnych i trudnych tematów. Mnie urzekło przedstawienie miłości, związku w całkowicie niekonwencjonalny, szalony sposób.

Ocena:4/5
Tytuł:420. Bogini niewiary.
Autor: Tarryn Fisher
Stron: 345
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN

11 lip 2018

Pokój służącej Fiona Mitchell

recenzja książki, wydawnictwo Literackie
Jeśli chodzi o literaturę traktującą o rasizmie i dyskryminacji rasowej to mocno mnie do niej przyciąga. Czarne skrzydła, Białe zęby, Połówka żółtego słońca. Chyba nie bez powodu wszystkie te tytuły zawierają w sobie nazwy kolorów. Pokój służącej to też historia niezwykle barwna nie tylko dzięki pięknej okładce.

Dolly i Tala to siostry, Filipinki pracujące w Singapurze jako pomoce domowe. Mają na swoim utrzymaniu rodziny i tylko dlatego zgadzają się na niewolnicze traktowanie ze strony pracodawców. W tym samym czasie wszyscy mówią tylko o Blogu Vandy. Nieznana kobieta pisze tam jak powinno się traktować służbę, m.in. zabierać im paszporty, nie pozwolić korzystać z tych samych łazienek. Tala od zawsze lubiła pisać, więc w tajemnicy zakłada bloga i pisze prawdę o życiu w Singapurze. Niedługo jej głos staje się niezwykle ważny w społeczeństwie, a jej zdemaskowanie grozi wieloma konsekwencjami na czele z deportacją.

Pokój służącej to historia, które od pierwsze strony zachwyca swoim kolorytem, pulsującą energetycznością i siłą kobiet. Ogromnie spodobał mi się styl pisania autorki – barwne opisy singapurskiego krajobrazu i codziennego życia z dużą ilością dialogów, które sprawiają, że kolejne strony po prostu się połyka. Oprócz tego tu po prostu wiele się dzieje. Znajdziemy tu ludzkie dramaty, niespodziewane wydarzenia i zagadki. Poza Dolly i Talą w powieści niezwykle ważne miejsce zajmuje Jules – Angielka starająca się z mężem od wielu lat o dziecko. Kobieta dopiero uczy się życia w Singapurze i jest przerażona traktowaniem swoich pomocy domowych przez bogate damy. Losy tych trzech kobiet splatają się ze sobą nierozerwalnie. Każda z nich została inaczej wykreowana, ma inny charakter i kręgosłup moralny.

Pokój służącej to przede wszystkim książka o współczesnej dyskryminacji na tle rasowym i niewolnictwie. Zwraca uwagę na ważną kwestię. O ile w czasach historycznych niewolnictwem było przede wszystkim niezwykłe okrucieństwo, o tyle teraz na porządku dziennym jest przemoc psychiczna. Żarty, drwiny, docinki. Zabieranie przedmiotów codziennego użytku, paszportów. Gorsze jedzenie. Spanie w miejscach urągających godności drugiego człowieka. Wykorzystywanie przez pracodawców w celach seksualnych. To niewyobrażalne jak niektórzy potrafią upodlić i zgnębić drugiego człowieka, choć dla tych bogatych dam takie zachowanie nie wydawało się czymś złym. Właśnie takie jest współczesne niewolnictwo. Przykre, że ludzie nic się nie zmienili przez te lata od czasów wielkich plantacji. Cały czas istnieją podziały w wypadku gdy ktoś ma inny kolor skóry, religię czy po prostu odmienne poglądy. Pokój służącej przez poruszenie tak współczesnych wątków staje się ważną historią, którą warto poznać.

Historia ta to też opowieść o macierzyństwie, miłości matki do dziecka. Tala opuściła prawie dorosłych synów, Dolly maleńką córeczkę. Jules pragnie dziecka najmocniej na świecie, a jednak jej ciało zawodzi. Każda z nich tęskni za uściśnięciem najsłodszej osóbki w postaci własnego dziecka.

Jedyne do czego się doczepię to za mała dawka emocji jaką zafundowała mi ta książka. Liczyłam na łzy, przyspieszone bicie serca, zadumanie się nad wydarzeniami. I chociaż współczułam bohaterkom, to jednak zabrakło mi w niej iskry. To cały czas bardzo dobra lektura i ocenię ją ,,tylko” na 5, a nie 6 jak w przypadku większości podobnych historii.

Podsumowując, Pokój służącej to wciągająca historia filipińskich pomocy domowych. Ciekawa ze względu na ukazanie problemu współczesnego niewolnictwa praktykowanego przez bogate, wytworne damy. Kolorowa, gorąca od rozedrganego powietrza Singapuru. Jego kultury i krajobrazów.

Ocena:5/6
Tytuł: 419.Pokój służącej
Autor: Fiona Mitchell
Stron: 320
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu 😊


9 lip 2018

Wielka księga wartości Teresa Blanch, Anna Gasol

recenzja książki
Wielka księga wartości napisana przez Teresę Blanch oraz Annę Gasol to zbiór szesnastu opowiadań o najważniejszych w życiu każdego człowieka wartościach. To coś, czym każdy z nas powinien się kierować. Bez względu na narodowość, miejsce zamieszkania, kolor skóry czy wyznawaną religię. Te proste prawdy są ponad tym wszystkim, ponieważ są uniwersalne i wynikają z moralności człowieka. Mamy tu tolerancję, wysiłek, życzliwość, solidarność czy empatię.

Każde z opowiadań zostało stworzone na podstawie pewnego schematu. Bohaterami są często dzieci, rówieśnicy naszych pociech, z którymi można się utożsamiać. Przeżywają oni różnorodne przygody prowadzące zarówno do złego jak i dobrego postępowania. Właśnie to podoba mi się najmocniej. Książka nie moralizuje, czego ogromnie nie lubię. Nie mówi, że jedno postępowanie jest słuszne, drugie nie i tylko, i wyłącznie tak trzeba postępować. Pokazuje możliwe wyjścia z każdej sytuacji. To do dziecka i jego rodzica należy najważniejsza rola. Te historie są wstępem do rozmów i rozważań dlaczego dana sytuacja była zła i jak należy postąpić. Jednocześnie opowiadania są na tyle proste i zrozumiałe dla każdego, że nawet dziecko będzie w stanie zastanowić się nad sensem, który pomiędzy wierszami przekazuje nam historia.

Kolejnym plusem jest ogromna wartość dydaktyczna płynąca z tej książki. Te opowieści widziałabym w podręcznikach dla dzieci w szkole. Ogromnie poszerzają horyzonty i wyobraźnię, ponieważ autorki swobodnie lawirują między czasem i miejscem swoich historii. Są tu zarówno teksty z akcją toczącą się współcześnie jak i podczas wojny. Niektóre w ogóle nie mają żadnego konkretnego czasu. Odnajdziemy tu też takie miejsca wydarzeń jak dżungla czy obóz dla uchodźców pięknie nakreślone kreską Valenti Gubianas.
 
Podsumowując, Wielka księga wartości to wywołujące mnóstwo emocji, wzruszenia i po prostu piękne i ciepłe opowiadania dla dzieci i dorosłych. Myślę, że są w stanie każdego zmusić do rozmyślań i wysnucia odpowiednich refleksji. Wielka księga wartości to książka, którą WARTO przeczytać niezależnie do wieku.

Ocena:5/6
Tytuł:418.Wielka księga wartości
Autor: Teresa Blanch, Anna Gasol
Stron: 144
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia 😊



6 lip 2018

Czas próby Wioletta Sawicka

recenzja książki
Czas próby. Trudny okres w życiu, który musimy po prostu przetrwać. To on pokazuje czy dana relacja ma szansę na przetrwanie. Sprawia, że stajemy się silniejszy, wytrzymalsi, odporni na to co przyniesie nam jeszcze przyszłość. W najnowszej książce Wioletty Sawickiej obserwujemy życiowe próby, które spotykają każdego bohatera. Niektóre trwają kilka miesięcy i niosą ze sobą lepszy los, inne rozciągają się na całe życie i uczą pokory i radości. Jak postacie przetrwają swój czas próby?

Wioletta Sawicka to autorka, o której słyszałam już wiele dobrego. Lubię literaturę kobiecą, obyczajową, niosącą ze sobą emocje, a podobno właśnie tak pisze ta pani. Czy w rzeczywistości tak było?

Joanna przechodzi właśnie przez piekło. Jej mąż – Tomasz zostawił ją samą z dzieckiem i ogromnymi długami, a teraz jeszcze sprawia problemy podczas kolejnych spraw rozwodowych. Ukochany Joanny – Wiktor także nie potrafi uporać się ze swoją przeszłością, o której przypomina mu każde spojrzenie w lustro i widok ciągnącej się przez policzek blizny. Czy uda się im przetrwać wszystkie próby jakie przyniesie los? Najtrudniejszą z nich będzie zaufanie do siebie nawzajem w obliczu nieczystych gierek prowadzonych przez pewnego obrzydliwie bogatego biznesmana – Daniela.

Ostatnio bardzo odbiłam od moich ulubionych gatunków książkowych. Jednym z nich jest z całą pewnością literatura kobieca. Czas próby przypomniał mi, że muszę po nie sięgać zdecydowanie częściej i, że takie lektury jak żadne inne potrafią wywołać emocje. Historia Joanny i Wiktora, jak się okazało dalsze losy z książki Wyspy szczęśliwe to po prostu ogromnie życiowa lektura. Nie ma tu niczego co nie mogło by się wydarzyć w realnym życiu i chyba dlatego tak mocno mi się spodobała, a jej czytanie sprawiło prawdziwą przyjemność. To przede wszystkim opowieść o gorącej i namiętnej miłości pomiędzy Joanną i Wiktorem, która musi przejść wiele prób. Pokazuje jak trudne jest to uczucie. Jak wiele potrzeba wyczucia, zaufania i zrozumienia, aby miało szansę się rozwinąć i przetrwać. Jak to w prawdziwym życiu. Nic nie dzieje się jak w bajce, są wzloty i upadki. Najczęściej nasze problemy wynikają z chorych ambicji i zazdrości innych ludzi, a najważniejszą zaletą charakteru jest oddzielić plotki od słów osoby, którą kochamy. To też historia miłości niespełnionej. Ogromnie spodobał mi się wątek Marty i Ludwika. Dwojga niemłodych już ludzi, których rozdzieliła wojna i którzy nigdy już ponownie się nie spotkali. Czy taka pielęgnowana w sercu miłość ma sens? Czas próby to jednak nie tylko gorące uczucia, bo nie samą miłością człowiek żyje. Jest trudny rozwód, który zawsze kosztuje mnóstwo stresu i bólu, są też ojcowie nie mogący znaleźć wspólnego języka ze swoimi dziećmi. Jest też trudny wybór, przed którym zostaje postawiona główna bohaterka. Jak widzimy autorka postawiła na wielowątkowość, poruszenie różnorodnych problemów i aspektów życia. Nie przesadziła, wszystko jest zrozumiałe, a poszczególne wątki szybko składają się w jedną całość.

Na tych ponad 600 stronach obserwujemy życie realnych osób, z którymi każdy z nas chciałby spędzić czas. Zżyłam się z nimi, pewnie sięgnę po poprzedni tom. Mam też nadzieję, że jeszcze kiedyś o nich przeczytam. Joanna to twarda kobieta, której los nie oszczędza. Najpierw mąż okazał się zwykłym, podłym oszustem. Teraz jeszcze jej związek z Wiktorem wisi na włosku. Postacią, którą jednak polubiłam najmocniej jest Marta. Starsza pani, pochodząca z Mazur. Los boleśnie ją doświadczył, a jednak jej mottem życiowym są słowa ,,Kocham cię, życie”. Każdy z nas powinien sobie przypominać to zdanie, zwłaszcza w trudnych chwilach.

Jeśli myślicie, że życiowa historia może nie być ciekawa to pomyślcie sobie o swoich burzliwych związkach i znajomościach. W tej opowieści jest tak samo. Wydarzenia cały czas zmieniają się jak w kalejdoskopie, autorka zdecydowanie nie oszczędza bohaterów, mnóstwo się tu dzieje, a czytelnik wiele razy zastanawia się czy te wydarzenia mają szansę skończyć się dobrze.

Podsumowując, to ciekawie napisana, ciepła i kojąca opowieść o zwyczajnych ludziach takich jak każdy z nas. Świetnie są ją czyta, ponieważ w trakcie lektury robi się po prostu komfortowo i przyjemnie na serduszku i duszy. To lektura dla wszystkich fanów mądrych powieści obyczajowych.

Ocena:5/6
Tytuł: 417.Czas próby
Autor: Wioletta Sawicka
Stron: 637
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

2 lip 2018

Podsumowanie czerwca

Czerwiec. Chyba jeden z najtrudniejszych miesięcy w tym roku. Wszystko z powodu mojej obrony. Udało się obronić na 5, a więc bez żadnych skrupułów mam plan na trzymiesięczne odpoczywanie razem z dzieckiem i mnóstwo czytania. Być może to dla mnie ostatni taki czas przed pracą na etacie, a więc muszę wykorzystać go maksymalnie. Konieczne będzie pisanie recenzji do przodu. Mam nadzieję, że w październiku będę mogła pochwalić się czterema lub pięcioma opiniami napisanymi na zapas.
Aby nie przedłużać. W czerwcu przeczytałam 9 książek. Nic nowego. Od stycznia moje wyniki jeszcze się nie zmieniły. Myślę, że to genialna liczba jeśli chodzi o okoliczności. Przez wakacje chcę zredukować moje stosy wstydu do zera, a więc liczę na więcej.
Przeczytałam między innymi Dziewczynkę, która wypiła księżyc oraz Pamiętasz tamto lato. Myślę, że każdy może się na nie skusić we wakacje.
Jak wasze czerwcowe wyniki?

29 cze 2018

Pamiętasz tamto lato Bogna Ziembicka przedpremierowo

Recenzja książki, wydawnictwo Znak
Lubicie powieści, których akcja toczy się w czasie II wojny światowej? Ja ogromnie. To niezwykle trudny czas i zarówno powieści oparte na faktach, jak i te fikcyjne, lżejsze potrafią wywołać sporo emocji.

Bogna Ziembicka to krakowianka. Napisała sagę Różany, która zbiera bardzo pozytywne opinie. Pamiętasz tamto lato swoją premierę ma dopiero 18 lipca, ale chcę was już teraz zainteresować tą powieścią, ponieważ myślę, że to opowieść idealna na wakacje.

Jest lato 1939 roku. Jurata. Cztery kobiety spędzają swoje ostatnie przed wojną wakacje nad morzem. Hrabina Olga Mężyńska jest tu wraz z synem Teofilem i synową Bisią. Towarzyszy im służąca Lorcia. Najważniejszym corocznym wydarzeniem w Juracie jest bal maskowy, na którym pojawia się piękna, czarnowłosa Klementyna. Co łączy te kobiety? Dlaczego na wspólnym zdjęciu wszystkie wpatrzone są tylko w Teofila? Jak ich plany zweryfikuje wojna?

Miłość, splątane przez wojną ludzkie losy i kobiece postacie. Wy już dobrze wiecie, że cenię sobie takie historie, a w Pamiętasz tamto lato odnalazłam każdy z tych trzech czynników. To opowieść poprowadzona z punktu widzenia czterech kobiet. Każda z nich w jakiś sposób związana z osobą Teofila. Hrabina Mężyńska – jego matka z niepokojem patrzy na magnetyzm, który aż iskrzy pomiędzy młodymi. Śledzimy jej losy w trakcie wojny i podczas trwania komunizmu. To władcza, pewna siebie postać, której nie jest w stanie złamać nawet areszt.
Bisia – żona Teofila to delikatna, eteryczna postać. Ze swoim mężem razem dorastali, z wielkiej przyjaźni zrodziła się miłość. Czy jednak związek, w którym już nic nie zaskakuje ma jeszcze szansę na przetrwanie?
Lorcia pojawia się w domu hrabiny jako biedne, ubogie stworzenie, które zostaje przez nią przygarnięte. To Teofil przekonuje ją do podjęcia nauki, zdania matury, a więc służąca już zawsze będzie widziała w nim wybawiciela. Może kogoś więcej? Kim tak naprawdę jest Lorcia?
Klementyna to najbardziej charakterna postać. Ma ten pazur, którego zabrakło Bisi i który sprawił, że polubiłam ją najmocniej mimo tego, że jest w tej historii czarnym charakterem. Silna, piękna i zmysłowa pani chirurg. Kobieta w świecie mężczyzn. Lubię takie postacie i cieszę się, że autorka tak ciekawie je zaprezentowała. Każda jest inna, mają różnorodne charaktery i odgrywają w życiu Teofila odmienne role. Przedstawienie całej historii poprzez subtelne przenikanie się i połączenie ich życiorysów wydaje się dla mnie strzałem w dziesiątkę i sprawia, że tej historii tak szybko nie zapomnę.

Pamiętasz tamto lato to historia, przez którą się po prostu płynie. Podczas kartkowania po wyjęciu z paczki przeczytałam pierwsze 50 stron. To historia o ludzkich splątanych losach w czasie wojny i komunizmu. Spotykano się okrucieństwem i prześladowaniami, często zmieniano miejsca zamieszkania, a jednak cały czas kochano. Próbowano żyć normalnie bez względu na trudne okoliczności. Wiem, że tak to właśnie wyglądało, ponieważ moi dziadkowie przeżyli wojnę i wiele razy mi o niej opowiadali. Teraz już nie ma ich ze mną, ale podczas czytania tej powieści czułam się tak jak podczas słuchania ich wspomnień. Dla takich emocji warto po nią sięgnąć.

Pamiętasz tamto lato to powieść o wielkim uczuciu do jednego mężczyzny, przyciąganiu i magnetyzmie w czasie II wojny światowej. Lekki styl autorki sprawia, że nie tylko od historii trudno się oderwać, ale mimo trudnych czasów w jakich toczy się akcja, cała książka jest ciepła i kojąca.

Ocena:5/6
Tytuł: 416. Pamiętasz tamto lato
Autor: Bogna Ziembicka
Stron: 375
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak :)

25 cze 2018

Zielnik. Jedzenie i domowe kuracje z łona natury Lisen Sundgren

recenzja książki
W ostatnim czasie panuje niezwykle silny trend na ekologiczny styl życia. Naturalne kosmetyki, jedzenie i lekarstwa. Ziołolecznictwo to  pasja, którą tak jak autorce zaszczepił mi mój dziadziuś. Potrafiliśmy godzinami szukać na łące roślin, które są nie tylko przepiękne, ale też można je zjeść, a zawarte w nich składniki aktywne działają pozytywnie na różnorodne dolegliwości.

Od razu po wypakowaniu książki z koperty zachwyciło mnie przepiękne wydanie i to o nim wspomnę na początku. Twarda oprawa, delikatne, szczegółowe ryciny cieszą oko. Wszystko to sprawia, że ta książka będzie idealnym prezentem dla najbliższych.

Po krótkim wstępie dotyczącym uwag na temat zbierania roślin i miejsc w jakich to robimy, naszym oczom ukazuje się charakterystyka wielu roślin, które można spotkać od razu po wyjściu z domu. Klon pospolity, bluszczyk kurdybanek czy babka zwyczajna. Pewnie wielu z was nie zdaje sobie sprawy jak często mija te rosnące pospolicie w szacie Polski rośliny. Każda charakterystyka zawiera podstawowe informacje o morfologii, miejscu występowania, sposobie wykorzystania w kuchni, przechowywaniu i na jakie dolegliwości może dana roślina zadziałać. Myślę, że ziołolecznictwa mogłoby być tu znacznie więcej, ale i tak z książki można się sporo dowiedzieć. Na końcu książki zostały zamieszczone przepisy na dania z roślin oraz domowe kosmetyki.

Zielnik ten nie jest książką do przeczytania od deski do deski i odłożenia ją na półkę. To lektura do przeglądania, wertowania, odnajdywania w niej za każdym razem czegoś nowego. Można zabrać ją w teren, na spacer i gwarantuję, że zupełnie inaczej spojrzycie na swoją najbliższą okolicę, odnajdziecie rośliny, które mijaliście każdego dnia nie wiedząc o ich istnieniu.

Podsumowując, Zielnik polecam na prezent podarowany od serca najbliższej osobie. Jako lekturę, która pomoże nam wykorzystać w kuchni czy domowej apteczce drzemiącą w roślinach siłę. Jako książkę, która pomoże nam otworzyć się na przyrodę i poznać otaczające nas rośliny.

Ocena:5/6
Tytuł:415. Zielnik. Jedzenie i domowe kuracja z łona natury
Autor: Lisen Sundgren
Stron: 256
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.