14 gru 2018

Iskra światła Jodi Picoult

Jodi Picoult to jedna z moich ulubionych autorek, to od jej powieści już ładnych parę lat temu rozpoczęłam przygodę z serią Kobiety to czytają. Przeczytałam już kilka powieści jej autorstwa, niektóre były lepsze, inne gorsze, ale generalnie wiem, że nie mogę przepuścić żadnej jej książki. Jak było tym razem? W której grupie znalazła się Iskra światła?

Ośrodek. Pomarańczowy budynek, w którym codziennie krzyżują się losy wielu ludzi. Pracowników, kobiet i ich rodzin. To tutaj codziennie lekarze nie tylko dokonują wielu aborcji, ale też po prostu badają kobiety. Każdego dnia pod budynkiem zbierają się też Obrońcy Życia, którzy są raczej nieszkodliwi, tylko protestują. Czasami pojawia się jednak ktoś owładnięty wściekłością. Jak nieznajomy napastnik, który wchodzi do budynku, zabija kilka osób i bierze zakładników. Okazuje się, że wśród zatrzymanych siłą ofiar znajduje się też Wren – córka policyjnego negocjatora. Dlaczego znalazła się w Ośrodku i co popchnęło napastnika do takich czynów?

Aborcja. Jeden z najtrudniejszych tematów jaki możemy podjąć, można powiedzieć, że jest ,,na czasie" już od kilku lat. Ile osób tyle racji, opinii, a pewnie w zależności od sytuacji, która spotkałaby nas w życiu nasze zdanie także byłoby odmienne. Podoba mi się sposób w jaki Jodi Picoult porusza ten niezwykle delikatny i drażliwy temat. Ona po prosto ma wyczucie, takt i te ciężkie sprawy w powieściach to jej znak rozpoznawczy. Nikogo nie ocenia, pokazuje różnorodne punkty widzenia, skrajne zdania i opinie. W jej powieści obok siebie jest kobieta, która przed chwilą właśnie dokonała aborcji i taka, która działa w ruchu Obrońców życia, lekarz, który dokonuje zabiegów i dziewczyna, która znalazła się po prostu w nieodpowiednim miejscu o zdecydowanie złym czasie. Jedno jest pewne, chociaż dla każdej z tych osób moment stwierdzenia, że zarodek jest człowiekiem jest zupełnie inny to jednak sam zabieg usunięcia ciąży jest zawsze trudny i wiąże się z ogromnymi emocjami, bez względu na przekonania. Podoba mi się fakt, że autorka wymyśliła taką historię, że tych wszystkich przeciwników i zwolenników stłoczyła w małej przestrzeni gdzie mają oni wspólnego wroga jakim jest napastnik. To ciekawy zabieg i kolejna zaleta tej powieści, która nikogo nie ocenia, a zmusza do wysnucia wielu wniosków i refleksji jak zwykle w przypadku Jodi Picoult, jednak tym razem moja ulubiona autorka nie obyła się również bez potknięć i muszę przejść do wad.
Czytałam mnóstwo  opinii, w których zarzuca się autorce schematyczność. Mam wrażenie, że tym razem chciała coś zmienić, podać czytelnikom coś nowego, świeżego i o ile zostawiła swój znak rozpoznawczy – trudny temat i przedstawienie go z punktu widzenia wielu bohaterów to namieszała w narracji. Ta książka jest dziwna i wyjątkowa, ponieważ toczy się od końca. Rozpoczyna się w momencie gdy zakładnicy są przetrzymywani w budynku, a stopniowo czytamy o drodze, która zaprowadziła ich do Ośrodka. Ten nietypowy zabieg wprowadził jednak sporo chaosu, tym bardziej, że momenty, w których bohaterowie prowadzący narrację się zmieniali nie były zaznaczone. Czytałam i w pewnym momencie byłam wrzucona w chaos myśli jakiejś innej postaci, przez co rytm mojego czytania był często rujnowany. Z jednej strony trochę mnie to irytowało, a z drugiej doskonale rozumiem fakt, że po napisaniu tylu powieści autorka chce zmieniać i zaskakiwać czytelnika. Tym razem chyba przekombinowała.

Podsumowując, książka mi się podobała, chociaż forma narracji gdzie wydarzenia się cofają mocno mnie zaskoczyła i zaburzała rytm mojego czytania. Myślę, że ta powieść może nie sprawdzić się w przypadku osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tą autorką. Z drugiej strony przedstawia szalenie trudny temat aborcji, w tak ciekawy i taktowny, zmuszający do przemyśleń sposób, że być może się mylę. Decyzja należy do każdego z was. Zostawię was tylko z cytatem autorki, który moim zdaniem idealnie podkreśla cały sens tej historii.
Ustawy są czarne i białe. Życie kobiet to tysiąc odcieni szarości.
Zgadzacie się z tym stwierdzeniem?
Ocena:4/6
Tytuł: 460.Iskra światła
Autor: Jodi Picoult
Stron: 413
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

12 gru 2018

Człowiek i błędy ewolucji Nathan H. Lents

Ludzki organizm to niezwykła maszyneria, w której każdego dnia zachodzą miliony różnorodnych i skomplikowanych procesów. Gdy zaczniemy zagłębiać się ile czynników musi dojść w trakcie zapłodnienia, aby powstał nowy człowiek, czy pomyślimy o dokonaniach ludzkości to pewnie stwierdzimy, że jesteśmy wspaniali, wyjątkowi i od zwierząt różnimy się praktycznie wszystkim. Nie jesteśmy do końca tak doskonali, a Nathan H. Lents w swojej książce przekornie zwraca uwagę na to co w naszym ciele poszło nie tak.

Jak się okazuje tych nieprawidłowości i potknięć jest całkiem sporo. Przecież ogromna część naszego genomu jest całkowicie bezużyteczna, mamy kości, które nie pełnią żadnej funkcji, a miliony osób na całym świecie mają problem z niepłodnością. Autor zagłębia się zarówno w tematykę nieprawidłowości naszej anatomii, procesów biochemicznych zachodzących w komórkach człowieka aż po błędy w działaniu mózgu. Ma specyficzny dla siebie, ironiczny styl, który idealnie pasuje do tego niezwykłego tematu jakim jest nie opisywanie naszej gatunkowej doskonałości, ale podkreślenie pomyłek zachodzących w ciele człowieka. Barwnie opisuje naszą ewolucję, uzupełnia rozdziały o przykłady z anatomii zwierząt, która niejednokrotnie jest znacznie bardziej przystosowana do środowiska niż nasza. To przerażające, a jednocześnie zdumiewające, że z taką ilością błędów, na które można natknąć się w każdym zaułku ludzkiego organizmu jako gatunek po prostu zawojowaliśmy świat. To niezwykły przykład jaka natura jest plastyczna i jak potrafi na przestrzeni lat zmieniać się, przystosowywać i wymyślać różnorodne kompromisy.
Główną zaletą tej książki jest styl pisania autora. Mało kto potrafi w tak ciekawy i przystępny sposób dzielić się swoją wiedzą. To lektura, którą czyta się z wypiekami na twarzy, czego pewnie nikt nie spodziewa się po książce popularnonaukowej. Myślę, że gdyby podręczniki do nauki biologii były napisane takim językiem to uczniowie mieliby znacznie mniej problemów ze zrozumieniem niektórych zagadnień i zapamiętaniem ich. Autor niejednokrotnie przekłada mechanizmy działania ludzkiego organizmu na sytuacje z życia wzięte dzięki czemu wszystko staje się banalnie proste.

Czy polecam? Zdecydowanie. Mam nadzieję, że kogoś zachęcę do jej przeczytania, ponieważ dla mnie jedynym minusem jest chyba fakt, że za szybko się skończyła. To taka lektura, która przez swoją lekkość i przystępność ma ogromną szansę spodobać się zupełnym laikom oraz osobom, które raczej nie czytają książek popularnonaukowych. Gwarantuję, że od samego początku zostaniecie wciągnięci i zaskoczeni faktem jakie te nasze organizmy są nieporadne w swoich działaniach. A może przekonacie się, żeby w nowym roku czytać więcej podobnych książek? Ja sama kilku już nie mogę się doczekać i z niecierpliwością czekam na ich premiery.Ocena: 5/6
Tytuł: 459.Człowiek i błędy ewolucji
Autor: Nathan H. Lents
Stron: 291
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

10 gru 2018

Nowe przygody Kubusia Puchatka

Któż z nas nie kocha Kubusia Puchatka? Misia, który co prawda ma mały rozumek, ale za to o ogromnym serduszku. Miś Puchatek powraca z czterema nowymi przygodami napisanymi przez Briana Sibleya, Jeanne Willis, Kate Saunders oraz Marka Bungessa, po jednej historii na każdą porę roku.

Razem z Kubusiem Puchatkiem, Prosiaczkiem, Krzysiem i resztą przyjaciół przeżywamy cztery przygody, poznajemy pingwinka, bierzemy udział w poszukiwaniach Innego Osiołka i smoka. Dobra zabawa gwarantowana. Za największą zaletę tej książki uważam zdecydowanie fakt, iż te cztery powieści są ,,w punkt”, typowo ,,puchatkowe”, z zachowaniem tego dość specyficznego klimatu. To naprawdę wielka sztuka napisać coś swojego i nowego, ale jednak zachować tę wrażliwość i dopisać do pierwowzoru dalszą część. Bohaterowie są tacy jak ich zapamiętaliśmy. Kubuś wciąż kocha miodek i przekręca słowa. Nasz Prosiaczek jest strachliwy, a Kłapouchy to uosobienie pesymizmu.
Ci bohaterowie mają w sobie po prostu to coś i nie sposób pokochać ich całym sercem, tak jak wcześniej zrobiło to już wiele pokoleń. Opowiadania nie są długie, przyjemnie się je wieczorem czyta. Mają przyjazną, dużą czcionkę. W sam raz do  nauko czytania dla starszych smyków. Są urozmaicone pięknymi, kolorowymi ilustracjami. Bardzo klasycznymi, które przywodzą mi na myśl stary, pożółkły egzemplarz Kubusia Puchatka, który wypożyczałam ze szkolnej biblioteki. To dla mnie powrót do dzieciństwa, wspomnienia wracają.

Myślę, że każdy zgodzi się, że warto zapoznać dzieci z tak klasycznymi książkami dla najmłodszych jak te o Kubusiu Puchatku. W tym wypadku na uwagę zasługuje piękne wydanie, ciekawe ilustracje, klimat sprzed lat, ale w nowszej odsłonie.

Ocena: 5/6
Tytuł: 458.Nowe przygody Kubusia Puchatka
Autor: Brain Sibley, Jeanne Willis, Kate Saunders, Mark Bungess
Stron: 136
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

3 gru 2018

Pani od obiadów Marta Stokfisz

Odważna i charyzmatyczna? Kąśliwa i przebojowa? Jaka była Lucyna Ćwierczakiewiczowa znana ze swojej bestsellerowej książki kucharskiej 365 obiadów za 5 złotych? Jedno jest pewne – zupełnie nie pasowała do swoich czasów, ponieważ znacznie je wyprzedzała. Kobiety w XIX wieku miały być dobrze wychowane, grzeczne i ułożone, a próby samodzielnego decydowania o sobie i wyrażania głośno swoich poglądów spotykały się z niezrozumieniem. Silny charakter oraz pewność siebie sprawiły, że Ćwierczakiewiczowa miała tyle samo przeciwników co zwolenników i wiele razy musiała spotykać się z przykrościami.

Marta Stokfisz to publicystka, wykładowca, autorka wielu książek biograficznych. Jestem jej ogromnie wdzięczna za podjęcie próby przybliżenia nam fascynującej osoby jaką była Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Muszę przyznać, że to nazwisko obiło mi się kiedyś o uszy, ale o bohaterce nie wiedziałam nic. Taka osoba nie może zostać zapomniana i mam nadzieję, że kogoś zachęcę do tej lektury. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o niezwykle energicznej kobiecie, której praca paliła się w rękach, a czego by się nie dotknęła zamieniało się w złoto. Jak napisałam na początku, Lucyna Ćwierczakiewiczowa znacznie wyprzedziła swoje czasy i dlatego spotykała się z tak wieloma przykrościami. Chciała na swój sposób zmieniać nasze społeczeństwo, a skoro znała się na gotowaniu i prowadzeniu domu to próbowała odmienić te płaszczyzny życia. Jej bestsellerowa książka kucharska była praktycznie w każdym domu i jej głównym zadaniem było nauczyć kobiety samodzielnego gotowania tak, aby jak najmniej marnować, a jednocześnie jedzenie było smaczne, wykwintne i zdrowe. Dodatkowo nasza bohaterka interesowała się zdrowiem, higieną, mikrobiologią i próbowała przekazać te wszystkie informacje jak najliczniejszej grupie osób. Zachęcała kobiety do tworzenia jednoosobowych przedsiębiorstw, co w tamtych czasach było traktowane jak wymysł i fanaberię. Była też bardzo hojnym darczyńcą wspierającym mnóstwo rodzin żyjących na granicy ubóstwa. Prawdziwy człowiek-orkiestra, a społeczeństwo Warszawy często widziało w niej tylko przechwalającą się babę nie widząc ogromu dobra jakie ze sobą niosła. Dodatkowo jestem po prostu zachwycona jej postrzeganiem jedzenia i gotowania. Zdrowo, wykwintnie, a jednocześnie tanio i tak aby nic się nie zmarnowało. Jej książka kucharska uwzględniała nie tylko święta czy post, ale też dostępność składników w danym miesiącu. Ile pracy trzeba było wykonać, aby stworzyć coś takiego?
Bardzo rzadko sięgam po książki biograficzne i zwykle ciężko mi się je czyta. Tutaj też trochę się tego obawiałam. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ książkę Marty Stokfisz po prostu pochłonęłam. Myślę, że główną zaletą jest tutaj styl pisania autorki. Pisze ciekawie, barwnie, urozmaica tekst o przepisy Lucyny Ćwierczakiewiczowej, jej wypowiedzi, anegdoty związane z jej osobą. Maluje przed naszymi oczyma klimatyczną Warszawę XIX wieku, opisuje realia tamtych czasów, wystawne obiady u Ćwierczakiewiczowej i jej życiorys, który na tamte czasy był dość ekstrawagancki. Przez tę lekturę się po prostu przepływa i zupełnie nie można odczuć faktu, że to książka biograficzna. Szybkość w jakiej czytałam kolejne strony porównałabym do tej podczas czytania jakiegoś niezwykle pasjonującego thrillera. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie przypuszczałam też, że zostanę tak zafascynowana życiorysem Ćwierczakiewiczowej, jej poglądami i reakcjami społeczeństwa Warszawy.

Podsumowując, chociaż pewnie na pierwszy rzut oka nie jesteście przekonani do takiej lektury to ja wam z całego serca polecam. Jest ciekawie i pasjonująco, a to przecież książka biograficzna. Lucyna Ćwierczakiewiczowa to postać kobieca godna naśladowania i jak najwięcej osób powinno ją poznać. Dodatkowo jest przepięknie wydana, a każdy rozdział opatrzony zdjęciem. Myślę, że dla pasjonatów gotowania lub osób interesujących się przemianami naszego społeczeństwa i kwestią życia kobiet w XIX wieku będzie to świetny prezent od Mikołaja.

Ocena:5/6
Tytuł: 457.Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia
Autor: Marta Stokfisz
Stron: 381
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

30 lis 2018

Iskra Stanisław Krzemiński

Kto z was zna serial Drogi do wolności? Ja, przyznam szczerze, obejrzałam połowę odcinka. Nie po drodze mi z telewizją i często jest u mnie tylko tłem do czytania. Za to jeśli chodzi o książki z akcją toczącą się w czasie ważnych wydarzeń historycznych to zawsze chętnie po nie sięgam. Takie powieści po prostu dobrze się czyta, wywołują emocje. Jak było tym razem?

Iskra to pierwszy tom cyklu Drogi do wolności. Jest lato 1914 roku. Ignacy Biernacki właśnie jedzie na dworzec po żonę i ukochane córki, które wracają z Lanckorony. O wojnie mówi się coraz głośniej, a i nad rodziną Biernackich zaczynają zbierać się czarne chmury. Córki Ignacego dojrzewają. W ich życiu powoli pojawiają się mężczyźni. Szymon, przystojny lotnik Ludwig czy Jerzy. Wybuch wojny sprawi, że nic nie będzie już takie samo, a one będę musiały szybko stać się kobietami.

Jak ja lubię takie książki! Chyba już na tyle mnie znacie, że wiecie, że gdy pojawia się książka wielopokoleniowa, o kobietach, rodzinie i na ciekawym historycznym tle to ja prędzej czy później ją przeczytam. Tutaj nie mogło być wyjątku. Cieszę się, że tym tłem jest I wojna światowa, która jest w literaturze trochę marginalizowana, zwykle jednak występuje II wojna światowa. Wielka Wojna przecież także niosła ze sobą wiele cierpienia, śmierci, ale też wynalazków i istotnych zmian. Cykl ten upamiętnia 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości i myślę, że dla wielu osób będzie doskonałą lekturą, dzięki której będą mogli wczuć się w klimat tamtych lat. Gdzieś spotkałam się z opinią, że znalazło się tu zbyt mało historii. Myślę, że jej dawka jest idealna, ponieważ autor skupił się bardziej na ludzkich losach, realne wydarzenia są tylko wplecione i stanowią ważne tło do działań bohaterów. Ta mieszanka realności z wyobraźnią autora stworzyła bardzo ciekawą i pasjonującą historię, którą się po prostu połyka. Gdybym chciała poszerzyć swoją wiedzę na temat tamtego okresu pewnie przeczytałabym bardziej fachową literaturę.

Stanisław Krzemiński maluje nam przed oczami barwny obraz życia w Krakowie na początku XX wieku. Razem z nim przemierzamy uliczki, wstępujemy do hoteli, restauracji i lunaparów. Jak przez szkiełko obserwujemy życie gazeciarzy, dorożkarzy i bogatszych przedstawicieli społeczeństwa Krakowa. W tym wszystkim są one. Nestorka rodu Emilia, jej córka Janina, synowa Anna i wnuczki: Alina, Halina i Marynia. Przekrój przez charaktery i osobowości. Każda inna, nie da się ich pomylić, siostry Biernackie to podlotki, które muszą bardzo szybko dorosnąć, ale drzemie w nich młodzieńcza siła i bunt, których nie ugasił nawet wybuch wojny. Za to losy Janiny, Anny i Emilii wywołują sporo emocji, ponieważ każda z nich skrywa pewne tajemnice i ma swoje życiowe demony.  
Podoba mi się sposób w jaki autor prowadzi całą fabułę. Te małe drobne szczegóły, które dopiero po jakimś czasie nabierają sensu i znaczenia, a początkowe wydarzenia łączą się w jedną całość. Tak jakby cała powieść składała się z różnokolorowych poplątanych ze sobą nitek, które niby różne, a jednak w pewnym miejscu subtelnie się zapętlają i stają całością. Aż nie mogę się przez to doczekać kolejnych tomów.

Iskra to opowieść o silnych, charakternych, młodych kobietach, dla których wojna była przyspieszoną lekcją dojrzewania. To książka o miłości, namiętności, wielkich rodzinnych tajemnicach na tle I wojny światowej i klimatycznego Krakowa. Napisałabym, że ta powieść jest po prostu bardzo przyjemna, idealna do owinięcia się w koc z kubkiem herbaty i czytania. Ja kompletnie wniknęłam w ten świat i jestem ciekawa co przyniosą kolejne tomy.

Ocena: 5/6
Tytuł: 456.Iskra
Autor: Stanisław Krzemiński
Stron: 442
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

28 lis 2018

Podsumowanie listopada

Nie wiem jak wy, ale ja właśnie uświadomiłam sobie, że za miesiąc o tej porze będziemy myśleć o Sylwestrze i podsumowaniach roku 2018. Nie wiem kiedy minęło, mam wrażenie, że od października odkąd wróciłam na studia czas zaczął płynąć trzy razy szybciej. Też tak myślicie? Podsumowanie robię trochę wcześniej niż zwykle, ponieważ jestem pewna, że nie uda mi się już skończyć rozpoczętych książek. Książek, no właśnie. Nigdy nie czytałam kilku na raz, ale myślę, że to świetna sprawa gdy czyta się pozycje o różnym ładunku emocjonalnym i odrębnej tematyce. Czasami powieść nam się podoba, ale po przeczytaniu 50 stron czujemy, że musimy ją już odłożyć. Wtedy taka zmiana klimatu mocno się przydaje. Koniec mojego wywodu, pora policzyć ile udało mi się przeczytać.
W listopadzie przeczytałam 6 książek. Fajny wynik, satysfakcjonujący, ponieważ mam w tym miesiącu na koncie lekturę, którą nie dało się czytać szybciej i musiałam poświęcić jej sporo czasu. Mowa o książce Przemilczane Joanny Ostrowskiej. Mam nadzieję, że nowy rok zaowocuje w więcej tak trudnych i poważnych tematów obok tych lekkich powieści. 
Z lżejszych były dwie książki dla dzieci Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt oraz Miś zwany Paddington. Oprócz tego powieść obyczajowa Spadek, książka kucharska Więcej warzyw na talerzu, książka o skandynawskim modelu wychowania dzieci Nie ma złej pogody na spacer oraz powieść z gatunku fantastyki Księżniczka popiołu. Dopiero teraz widzę jaki ten miesiąc był ciekawy i różnorodny pod względem gatunków i tematów.
Jaki był wasz listopad? Czujecie już klimat świąt? 

26 lis 2018

Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt Emilia Dziubak

Czym jest dla was przyjaźń? Relacją, z której czerpie się korzyści w postaci bliskości z drugą osobą czy tylko daje się z siebie jak najwięcej? Z pewnością ile osób tyle racji i definicji. Jesteście ciekawi czy wśród roślin i zwierząt też panują takie relacje? Przecież występujące wśród nich współzależności można zaprezentować jako różne rodzaje przyjaźni i Emilia Dziubak zrobiła to w lekki i ciekawy dla dziecka sposób.

Na lekcjach uczyłam się o symbiozie czy komensalizmie. Nigdy nie wpadłam na pomysł, aby te relacje pomiędzy organizmami przełożyć na specyficzną przyjaźń. Jest przyjaciel-opiekun, fałszywy przyjaciel czy współpracownik z pracy. Bardzo podoba mi się pomysł na takie przedstawienie świata roślin i zwierząt. Myślę, że wiadomości w niej zawarte zostaną szybko wchłonięte przez młody umysł. Osią całej książki jest kot Homer i jego poszukiwania przyjaciela. Pewnego dnia stwierdza on, że jest bardzo samotny, miska z jedzeniem pusta, a kuweta nieposprzątana. Musi czym prędzej znaleźć bratnią duszę. Po drodze spotyka np. mrówki i mszyce gdzie jedne zyskują bezpieczeństwo, a drugie słodką spadź czy znaną wszystkim kukułkę, która podrzuca swoje jaja do gniazd innych ptaków. Przykładów jest mnóstwo, jedne są znane, a o niektórych nie słyszałam nawet na studiach. Wszystkie opatrzone ciekawymi, pełnymi szczegółów ilustracjami. To świetna lekcja przyrody, która nie tylko uczy bawiąc, ale też ćwiczy spostrzegawczość i rozbudza ciekawość tego co nas otacza.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła doszukiwać się głębszego sensu i nie stwierdziłabym, że ta książka to fajne narzędzie do podyskutowania z dzieckiem na temat przyjaźni. W świecie roślin i zwierząt jest tak samo jak i u ludzi. Czasami ktoś oszukuje, a innym razem ktoś nie wyobraża sobie bez kogoś życia. Myślę, że dzieciom znacznie łatwiej będzie zrozumieć relacje z książki niż te panujące w naszym świecie.

Podsumowując, to kolejna bardzo ciekawa książkowa pozycja dla dzieci. Cieszę się, że mamy obecnie taki wybór mądrych książek, które rozbudzają w dzieciach ciekawość świata i przyrody. Tutaj autorka na warsztat wzięła relacje i powiązania panujące w przyrodzie i myślę, że nawet dorośli mają szansę wiele się z niej dowiedzieć. A ponadto książka ma sympatycznego kociego bohatera, którego mój synek lubi odszukiwać na każdej ze stron.

Ocena:5/6
Tytuł: 455.Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt
Autor: Emilia Dziubak
Stron: 28
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia

23 lis 2018

Księżniczka popiołu Laura Sebastian

Fantastyka to nie moja bajka. Sięgam po nią raz na kilka miesięcy. Czasami jednak coś mnie przyciąga. Tutaj główną rolę zagrał chyba intrygujący opis, przepiękna okładka i zachwyty na zagranicznych i polskich blogach. Książkę przeczytało już mnóstwo osób i koniecznie musiałam przekonać się czy mi też się spodoba.

Tytułowa Księżniczka Popiołu to Theodosia, dziewczyna, której kraj został opanowany przez najeźdźców, a matka, Królowa Ognia zamordowana. Sadystyczny Kaiser każdego dnia przypomina dziewczynie jak mało znaczy, torturuje, surowo karze za każde przewinienie jej ludu, a na przyjęciach rozkazuje jej nakładać na głowę koronę z popiołu, która rozsypuje się z każdym jej krokiem. Pewnego dnia miara się przebiera, Theo otrzymuje tak surową karę, że w jej umyśle zachodzi przemiana popychająca ją działania. Czy jej naród zostanie wyzwolony?

Księżniczka popiołu to powieść z gatunku fantastyki. Już od pierwszej strony mamy możliwość wniknięcia do ciekawie wykreowanego przez autorkę świata. Zawsze zdumiewa mnie jak bogatą trzeba mieć wyobraźnię, aby odmalować przed oczyma czytelnika wszystkie realia, historię tak aby wszystko było dopracowane i do siebie pasowało, a jednocześnie aby nikt się nie pogubił i nie zapanował nieporządek. Laurze Sebastian to naprawdę dobrze się udało. Wykreowała świat gdzie mieszkają różnorodne nacje. Jedne są niezwykle pokojowo usposobione, inne znacznie mniej. Kalovaxianie to waleczny naród, który podbija kolejne ziemie, doszczętnie je plądruje, niszczy i pozostawia. To właśnie oni podbili kraj Theodosi i po latach cierpienia i upokorzeń dziewczyna zyskuje nadzieję na wolność swoją i swojego ludu. Musi być bardzo ostrożna, jest cały czas pilnowana, a cały dwór oplata gęsta sieć wzajemnych intryg i powiązań. Bohaterka zdobyła moją sympatię, chociaż wiele razy nie pochwalałam jej postępowania. W książce spotykamy się z dość stereotypowym wątkiem miłosnym. Ona i ich dwóch, każdy z nich zupełnie inny, kierujący się w życiu odmiennymi wartościami. Theodosia musi dokonać trudnego wyboru. Mi to jednak zupełnie nie przeszkadzało, być może dlatego, że jednak rzadko czytam książki tego typu i miło czytało mi się o rozterkach głównej bohaterki gdy próbowała wybrać pomiędzy sercem, a rozumem, a jednocześnie jeszcze zastanawiała się czy dobro kraju przełożyć nad własne szczęście. Uważam też, że ten wątek nadał całej opowieści mnóstwo kolorytu.

Księżniczka popiołu to opowieść, którą lekko i przyjemnie się czyta, a więc nie myślałam, że niesie ze sobą aż tyle okrucieństwa. Zawiera kilka naprawdę mocnych scen, których chyba się nie spodziewałam i przez które ta książka mocno do mnie przemówiła. Opowiada o cierpieniu, utracie rodziny, przyjaciół, własnej narodowości i tożsamości, a przy tym to utrzymująca naszą uwagę od pierwszej do ostatniej strony książka na długi wieczór.
Muszę stwierdzić, że nie spodziewałam się, że zostanę tak wciągnięta w akcję, liczne intrygi, wystawne bale i zwroty akcji. Laura Sebastian pisze lekko, sprawnie, a jednocześnie bardzo barwnie. Nie szczędzi epitetów, a jej opisy pobudzają wyobraźnię. Myślę, że tutaj na uwagę zasługuje też dobre tłumaczenie. Przez powieść się po prostu płynie, czytałam ją dwa długie wieczory, a więc to pokazuje jak mocno chciałam poznać zakończenie tej barwnej historii. Wiele wątków się wyjaśniło, jeszcze więcej stoi pod znakiem zapytania. Mam nadzieję na szybkie pojawienie się kolejnego tomu na naszym rynku.

Po raz kolejny okazało się, że książka z zupełnie nie mojego gatunku bardzo mi się podoba. To lekka, ciekawa powieść niepozbawiona emocji. Wiadomo, nie jest to arcydzieło  światowej literatury, ale przyjemna historia, która ma za zadanie wciągnąć nas w swój świat, klimat, sprawić, że na tyle polubimy bohaterów, że z niecierpliwością będziemy przerzucać kartki, aby sprawdzić czy udało im się ujść cało. To wszystko wyszło tutaj znakomicie.

Ocena: 4+/6
Tytuł: 454.Księżniczka Popiołu
Autor: Laura Sebastian
Stron: 415
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

21 lis 2018

Przemilczane Joanna Ostrowska

Przemilczane to książka trudna z wielu powodów, to trzeba przyznać już na samym wstępie. Po pierwsze ma niełatwy, kontrowersyjny oraz niewygodny temat jakim jest przymusowa praca seksualna w czasach II wojny światowej. Na całość tej książki składają się cierpienia wielu setek kobiet różnych narodowości, a tak naprawdę nigdy nie dowiemy się ile było ich dokładnie. Tutaj nigdy nic nie było czarno-białe, kobiety trafiały do burdeli z różnych powodów. Niektóre popchnął do tego głód, strach czy nędza. Inne niewłaściwie się zakochały, a przecież gdy ktoś zobaczył je z niemieckim żołnierzem droga do domu publicznego była już bardzo prosta. Jeszcze inne znalazły się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i ich trudna historia rozpoczynała się podczas łapanki. Później były już tylko dni, które zlewały się w jedną całość. Odwiedziny w ciasnych pokoikach, badania na obecność chorób wenerycznych, upokorzenie i strach. Ogrom cierpienia, o którym się nie mówi, bo jest niewygodny i niejednoznaczny, a przez to nie pasuje do wojennego stereotypu ofiary. Przyznam, że fakt, że o pracy kobiet w domach publicznych nie mówiło się w czasie samej wojny mogłabym zaakceptować, ale tego, że nie zrobiono tego również później już nie. Nikt nigdy nie zastanawiał się jakie decyzje kierowały tymi kobietami, nie zapytał jak trafiły do burdelu. Seks z wrogiem traktowany był jednoznacznie – jako zdrada. Prościej było próbować zepchnąć te dni w głąb umysłu i nie szukać żadnego wsparcia, by przypadkiem nikt nie dowiedział się o ich przeszłości.
W związku z tym, że praktycznie nie zachowały się żadne relacje ofiar z życia w domach publicznych czy o okolicznościach pojawienia się w nich autorka wykonała ogrom pracy, aby napisać tę książkę. Ze skrawków, strzępków informacji, książek, wspomnień udało jej się choć w małym stopniu przywrócić głos wielu ofiarom. Ta książka pełna jest liczb, raportów. Krótkich, bezdusznych i bezosobowych. Jakie to przerażające. Istniał cały aparat do werbowania prostytutek, określone regulaminy, zasady działania, a jednak oprócz kilku nazwisk, raportów z badań na obecność chorób wenerycznych i rozkazów nie zostało prawie nic.  Autorka wiele razy podkreśla obecność tych luk w naszej historii. Właśnie dlatego ta książka jest tak trudna. Nie może opisywać losów kobiet, a więc skupia się na samej metodzie działania nazistów. Nam pozostaje zastanowienie się nad ich życiem. Ile z nich do samej śmierci nie powiedziało nawet swoim najbliższym o tym co przeżyło?

Ta książka nie jest dla każdego, ja czytałam ją ponad tydzień. Przerywałam, zaczęłam nawet czytać coś innego, prostszego. Mnóstwo tu dat, miejsc, liczb. Trzeba ją czytać z maksymalnym skupieniem. Myślę jednak, że skoro to pierwsza książka podejmująca temat seksualnej pracy przymusowej II wojny światowej to warto ją przeczytać ze względu na ofiary. Nigdy nie dowiemy się o nich wszystkiego, a więc chociaż w takim stopniu zainteresujmy się przez co przeszły. Najgorsze to zostać zapomnianym. Dzisiaj wyjątkowo bez oceny, nie wiem jak miałabym przyznać jej jakąkolwiek notę.
Tytuł: 453.Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej
Autor: Joanna Ostrowska
Stron: 461
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

16 lis 2018

Miś zwany Paddington Michael Bond

Miś Uszatek, Kubuś Puchatek czy właśnie Miś Paddington. Dzieci kochają misie, a więc nic dziwnego, że powstaje o nich tak wiele różnorodnych opowieści. Ostatnio mieliśmy z synkiem okazję poznać Misia Paddingtona, niedźwiedzia pochodzącego z najmroczniejszego zakątka Peru, który zupełnie przypadkiem znalazł się na stacji Paddington i spotkał małżeństwo Brownów. Nasz świat jest dla misia pełen niespodzianek i nowości, a więc przeżywa on mnóstwo przygód i wypadków. Prawie zatapia dom podczas kąpieli i stawia na równe nogi wszystkich pracowników domu handlowego. Jedno jest pewne, dzieci razem z nim przeżyją mnóstwo ciekawych historii.

Miś Paddington. Myślę, że to książka dla dzieci, ale równie mocno docenią ją dorośli. Opowieści mają świetny klimat, który znakomicie oddaje to specyficzne angielskie poczucie humoru i przesadną grzeczność i uprzejmość. Czytanie opowieści przed snem razemz z dzieckiem sprawiało mi ogromną przyjemność. Za sprawą misia, który w tym roku obchodzi już 60 urodziny poczułam się przez chwilę jak mała dziewczynka, która przeniosła się do Anglii. Jakbym zwiedzała razem z nim zatłoczone dworce kolejowe, wybierała się na zakupy.

Dla dzieci będzie to z kolei książka o uroczym, odrobinę gapowatym i śmiesznym niedźwiadku, który zawsze przeżywa jakieś śmieszne przygody. Pod pozorem tych historii dziecko uczy się podstawowych wartości, zasad grzeczności i dobrego wychowania. W książce odnajdziemy osiem opowieści o misiu kochającym marmoladę, jedną czytaliśmy przez dwa lub trzy wieczory.

Na uwagę zasługuje również wydanie. Twarda oprawa, delikatne ilustracje. Właśnie jest czas na poszukiwanie takich książek. Jedyne do czego mam zastrzeżenia to obwoluta. Jest przepiękna, robi wrażenie i oczarowała mnie od razu po wyjęciu z paczki. Niestety po dłuższym użytkowaniu się ściera.

Podsumowując, Miś zwany Paddington to prawdziwa klasyka książek dla dzieci i myślę, że spodoba się zarówno najmłodszym i dorosłym. Zwłaszcza dzięki prawdziwemu angielskiemu klimatowi i uroczemu bohaterowi jakim jest miś Paddington.

Ocena: 4/6
Tytuł:452.Miś zwany Paddington
Autor: Michael Bond
Stron: 142
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak


12 lis 2018

Nie ma złej pogody na spacer Linda Åkeson McGurk

Żyjemy w dziwnych czasach. Praktycznie całe dnie spędzamy przed ekranami. Najpierw w pracy, w domu przenosimy się przed telewizor, smartfon czy komputer. Wyjście na dwór nie jest już dla dzieci atrakcyjne. Przecież w domu mogą oglądać bajki czy grać w gry. Nie ma złej pogody na spacer to książka szwedzkiej autorki mówiąca o skandynawskim modelu wychowania dzieci i ich dość radykalnych poglądach. Autorka przeprowadziła się ze Szwecji do Stanów Zjednoczonych i tam urodziła dwoje dzieci. Dzięki swojemu powrotowi do Skandynawii miała ogromną szansę na zaobserwowanie jak różni się model wychowania dzieci w tych dwóch regionach świata w wielu aspektach.

Mam dwuletniego synka i staram się każdego dnia wyjść z nim na spacer. Teraz nawet nie mam wyboru, bez spaceru nie ma drzemki, a bez niej cały dzień schodzi na płaczu i marudzeniu. W tym roku pogoda jest dla nas łaskawa, ale już zaliczyliśmy mżawkę, deszcz i zimno. Na tyle, że zainteresowali się nami sąsiedzi zaniepokojeni naszymi codziennymi podróżami. Jestem ogromnie ciekawa jak zareagowaliby gdybym wprowadziła wszystkie ze skandynawskich poglądów na wychowanie dzieci na łonie natury. Niektóre z nich są, delikatnie mówiąc, radykalne. Drzemki na dworze podczas gdy mama gotuje w domu obiad, zostawianie wózka przed sklepem czy samotne wędrówki małych dzieci do parku i z powrotem. Przyznam, że przecierałam oczy ze zdumienia. Zauważyłam jednak, że wynika to z mentalności Skandynawów i chociaż pewnie nie wprowadzę tych zasad u siebie w domu to zgadzam się, że niosą ze sobą wiele pożytku. Za to pod tymi mniej kontrowersyjnymi poglądami podpisuję się całą sobą. Przebywanie na dworze ma zbawienny wpływ, nie tylko na dzieci. Na dorosłych także i powinniśmy jak najwięcej czasu poświęcać zabawie na powietrzu. Sama zauważyłam, że dziecko dość szybko przywiązuje się do ekranu. Bajki, gry są dla niego ogromnie atrakcyjne, a więc to rodzice powinni wymyślać na tyle ciekawe zajęcia na dworze, aby przebywać na nim jak najczęściej. Czasami wystarczy posłuchać dziecka i razem z nim zachwycić się kamyczkiem lub motylem. Taka nauka wpłynie na rozwój bardziej niż wożenie dziecka na niekończące się dodatkowe zajęcia. Tutaj kolejne zdanie, z którym bardzo się zgadzam. W Skandynawii dzieci bawią się jak najwięcej, nawet w przedszkolach, bo przecież na tym polega dzieciństwo. My dążymy raczej do wychowania idealnych ludzi, którym wtłoczymy do głowy jak najwięcej książkowej wiedzy już od najmłodszych lat. Niestety przynosi to więcej szkody niż pożytku, ponieważ najmłodsi nie mają czasu na ciekawość świata i odkrywanie swoich talentów. Ogromnie podoba mi się też podejście Skandynawów do natury. Dzieci są wychowane jako część przyrody. Mogą wszystkiego dotknąć, poznać, na wiele się im pozwala. Dzięki temu czują się odpowiedzialne za środowisko. Od najmłodszych lat znają zasady ekologii, segregują i sprzątają śmieci, dbają o lasy, wodę i zwierzęta. Czy taka nauka ma sens? Wystarczy spojrzeć na wyniki. Skandynawowie tak skutecznie segregują śmieci, że muszą je kupować, aby wykorzystać w spalarniach.
Jak widzicie można by mnożyć przykłady opisujące pozytywne cechy tego modelu wychowania najmłodszych. Olbrzymią zaletą jest fakt, że wszystko to zostało potwierdzone odpowiednimi naukowymi badaniami. Autorka musiała przeprowadzić naprawdę szeroki research. Powołała się na różnorodne opinie naukowców, zarówno z dziedzin biologicznych, psychologicznych czy społecznych. Wszystkie one zgodnie twierdzą, że jako świat dążymy w złym kierunku i musimy zmienić nasze podejście.

Komu polecam tę książkę? Myślę, że rodzice chcący wychować świadomych, wrażliwych i mądrych ludzi mogą czerpać z tych modeli i wzorów pełnymi garściami. Od Skandynawów można się wiele nauczyć, zwłaszcza podejścia do przyrody. Nie ma złej pogody na spacer to też możliwość wniknięcia w inną kulturę, poznanie mentalności i kontrowersyjnych poglądów. Jestem usatysfakcjonowana lekturą i podbudowana, ponieważ czuję, że moje rodzicielstwo podąża w naprawdę ciekawym kierunku.

Ocena: 5/6
Tytuł: 451.Nie ma złej pogody
Autor:  Linda Åkeson McGurk
Stron: 380
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu

9 lis 2018

Więcej warzyw na talerzu Magdalena Gembacka

O tym, że warzywa warto, a nawet trzeba jeść wszyscy wiemy, a jednak w praktyce nie jest to wcale tak oczywiste. Zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Ja na szczęście mam synka, który je praktycznie wszystko i nie jest jakoś szczególnie wybredny, ale nie chciałabym popaść w rutynę w kuchni. Z resztą jeśli chodzi o warzywa to najczęściej występują u nas jako dodatek, nie grają głównych skrzypiec. Dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po Więcej warzyw na talerzu Magdaleny Gembackiej.
Magdalena Gembacka to autorka bloga ammniam.pl, którego prowadzi już 8 lat. Jest psychologiem społecznym, pasjonatką zdrowej żywności. Prywatnie jest żoną i matką dwójki dzieci.

Więcej warzyw na talerzu to książka kucharska, która na początku zauroczyła mnie rzetelnym i ciekawym wstępem. Autorka dzieli się w nim sposobami i trikami mającymi na celu wprowadzenie do naszej codziennej diety większej ilości warzyw i zachęcenia do nich dzieci. Tłumaczy też jakie produkty wybierać w sklepie, oswaja nas z niektórymi ,,egzotycznymi” produktami. Dalej przechodzimy do przepisów podstawowych, które są bazą do tych zaprezentowanych dalej. Znajdziemy tu zarówno warzywne śniadania, pasty do chleba, zupy, dania główne oraz surówki i sałatki. Ogromnie spodobały mi się przepisy na słodkości, ponieważ to z nimi mam największy problem jeśli chodzi o zdrowe gotowanie. Na uwagę zasługują też wszelkie pasty do chleba i dania główne, przecież nie musimy zawsze jeść dań mięsnych, co w moim domu jest jeszcze do wypracowania.
Przepisy są proste, ich przygotowanie dokładnie i zrozumiale wytłumaczone. Każdy przepis został opatrzony wskazówkami dotyczącymi zamienników niektórych składników i trikami na ich przygotowanie. Przepisy są naprawdę ciekawe, połączenia smakowe niekiedy zaskakujące i na pierwszy rzut oka nawet do siebie nie pasujące, ale okazuje się zupełnie inaczej. Jedyne co muszę zaznaczyć to dość duża ilość ,,egzotycznych” składników. Kiedyś jakiś czytelnik mojego bloga pisał mi, że dla niego najważniejszym kryterium jest fakt czy przepisy można wykonać praktycznie od razu, czy trzeba robić jakieś szczegółowe zakupy i poszukiwać składników. Podczas kartkowania odnajduję od razu tahini, daktyle czy syrop klonowy. Produkty znane, ale jednak nie w każdym domu możemy je tak od razu znaleźć. Dla jednej osoby będzie to duży minus, dla innej zaleta. Ja byłabym bardziej usatysfakcjonowana gdyby znalazło się w niej jeszcze więcej naszych, polskich smaków, ale w jakiś innych odsłonach. Takie pół na pół. Z drugiej strony to może egzotyczne klimaty sprawią, że warzywa nam rzeczywiście zasmakują. W tych aranżacjach nabierają zupełnie nowej głębi i wyrazu, które zbyt szybko się nie znudzą i z pewnością będzie to kopalnia pomysłów dla rodziców niejadków. Tutaj wszystko pozostaje do waszej decyzji i tego co mocniej wam w kuchni odpowiada.

Podsumowując, Więcej warzyw na talerzu to książka kucharska, która odczarowuje warzywa i rzeczywiście ma ogromny potencjał na zwiększenie ich udziału w naszej diecie. Ja namiętnie kolekcjonuję takie pozycje, ponieważ to dla mnie zawsze ogromna inspiracja na codzienne dania, by zawsze nie gotować tylko zwykłej zupy jarzynowej czy by warzywa nie pojawiały się na obiad tylko pod postacią puree ziemniaczanego.

Ocena: 4/6
Tytuł: 450.Więcej warzyw na talerzu
Autor: Magdalena Gembacka
Stron: 229
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

7 lis 2018

Spadek Kasia Bulicz-Kasprzak

Spadek kojarzy nam się przede wszystkim z majątkiem dziedziczonym po ukochanych bliskich. Pieniądze, nieruchomości, kosztowności. W książce Kasi Bulicz-Kasprzak tytułowy spadek nabiera zupełnie innego znaczenia.

Dorota jest na życiowym zakręcie. Właśnie rozstała się z chłopakiem, a do tego zgłasza się do niej pani z opieki społecznej twierdząca, że musi zająć się dziadkiem. Jest tylko jeden problem. Nigdy nie miała okazji tego człowieka poznać. Z resztą identyczna sytuacja dotyczy jej biologicznego ojca. Co przyniosą te wszystkie zmiany?

Listopad, grudzień to dla mnie zwykle czas powieści obyczajowych, a gdy w opisie przeczytałam, że w historii znajdę rodzinne tajemnice i pokręcone losy już wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Co otrzymałam? Bardzo zgrabną, życiową i realistyczną opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Spadek w tej powieści to nasz wygląd, cechy charakteru i upodobania, które dziedziczymy po naszych przodkach. Chyba nie ma na świecie człowieka, którego nie ciekawiłyby jego korzenie. Historia Doroty pokazuje, że taka niewiedza rzutuje na całe życie, a zwłaszcza relacje z ludźmi. Trudno nawiązać trwałą przyjaźń, solidny związek. Łatwo wtedy odsunąć się od bliskich, ponieważ być może oni wiedzą więcej i coś przed nami ukrywają. Jak matka głównej postaci. Cała książka została napisana w narracji pierwszoosobowej z perspektywy głównej bohaterki. Nie przepadam za taką formą, a tu nie tylko nie miałam żadnych zastrzeżeń, ale nawet czerpałam z lektury ogromną przyjemność. Dorota to typowa dziewczyna z miasta. Ma pracę, która nie przynosi jej satysfakcji i trudne relacje z matką, która nie chce zdradzić jej zbyt wiele na temat jej biologicznego ojca. Punktem zwrotnym staje się poznanie dziadka mieszkającego w ubogim domu na wsi na Lubelszczyźnie. Podobało mi się przedstawienie ich szorstkiej, opryskliwej relacji i powolne dokopywanie się przez Dorotę do przeszłości. Spadek pokazuje prawdziwe życie z jego smutkami i radościami, ale jednocześnie nie gra na naszych emocjach tanimi dramatami. To taka historia, która mogłaby się przydarzyć każdemu. Prosta, ale jednak niepozbawiona głębi powieść.
Ogromnym plusem tej książki i pewnie też całej twórczości autorki jest jej język. Gdy powieść już z założenia ma być lekka czasami słownictwo autora staje się proste, by nie napisać prostackie. Tutaj było wprost przeciwnie. Lekko, poetycko i płynnie. Opisy z przepiękną, bardzo poprawną polszczyzną, a dialogi wzorujące się na naszej potocznej mowie. Czytanie opisów klimatycznej i charakternej Lubelszczyzny po prostu sprawia czytelnikowi przyjemność.

Spadek to książka o odkrywaniu siebie, swojej tożsamości i korzeni. Te tematy mogłyby wydawać się schematyczne gdyby nie sposób napisania jej przez autorkę. Książkę się zachłannie pochłania i nie chce się opuszczać tej historii. Na uwagę zasługuje również fakt, że kładzie nacisk na wartość jaką jest rodzina, a wątek miłosny jest tu jedynie subtelnie zaznaczony. To całkiem miła odmiana.

Ocena: 5-/6
Tytuł: 449.Spadek
Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak
Stron: 310
Wydawnictwo: Edipresse
Data wydania: 03.10.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki

5 lis 2018

Dwanaście życzeń Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska

Od kilku lat na przełomie października i listopada zostajemy wprost zasypani książkowymi opowieściami z bożonarodzeniowym klimatem. Ja ogromnie je lubię, jednak wiem, że wiele osób twierdzi, że są za słodkie i mdłe. Dwanaście życzeń to odpowiedź na takie roszczenia. Dlaczego tak uważam?

Boże Narodzenia zbliża się wielkimi krokami. W mediach magia świąt to rodzinne spotkania, uśmiechnięte twarze i pyszne jedzenie. Tak naprawdę ten czas odziera nas z fałszu. Bardziej widać dzielące wiele rodzin spory. W większości domów przygotowywanie świąt to mnóstwo pracy i frustracji. Gdzieś w tym wszystkim jest Dagna, Bogusia, Pola, Basia, Rita i Róża. Każda w innym wieku, prowadząca zupełnie inne życie. A jednak tyle je łączy…

Dwanaście życzeń to książka, która zaskoczyła mnie świeżym pomysłem i wydźwiękiem. Tym posmakiem goryczy jaki zostaje po jej przeczytaniu, a który możemy odczuć już od pierwszych stron. Boże Narodzenie w mediach czy w większości lektur zostaje przedstawione w polukrowany sposób. Dla niektórych osób takim historiom brakuje charakteru. Tutaj autorki odarły ten czas ze słodyczy i przedstawiły prawdziwe ludzkie losy. Niektóre rodziny toczą ze sobą kłótnie, inni ludzie są niezwykle samotni i boleśnie odczuwają każdy upływający dzień. Jeszcze ktoś przeżywa właśnie największe rozczarowanie w swoim życiu. Niestety, ale los sprawia nam wiele niespodzianek. Często nie jest tak jakbyśmy sobie życzyli dzieląc się opłatkiem. Ta książka właśnie to udowadnia i myślę, że to jej największa zaleta. Jej prawdziwość, fakt, że w pokazanym w niej obrazie możemy się przejrzeć jak w lustrze co wywołuje w nas rozdrażnienie i dyskomfort.
A teraz muszę przejść do wad. Tego co podobało mi się znacznie mniej, a mianowicie mnogości wątków i bohaterów. Autorki miały wiele pomysłów, które są rzeczywiście ciekawe, ale dla mnie ta różnorodność była po prostu przesytem. Książka ma 400 stron i aż sześć bohaterek, z których każda ma do powiedzenia równie ważną kwestię i odgrywa szczególną rolę. Każdej z nich poświęcono kilka rozdziałów, jednak na początku postacie mieszały mi się i zacierały w głowie. Zwłaszcza gdy musiałam odłożyć książkę na kilka godzin. Gdyby poszerzyć poszczególne wątki o lepsze dopracowanie charakterów i historii postaci to śmiało powstałyby z tych pomysłów dwie lub trzy książki. Wady, o których wspominam nie zmieniają faktu, że gdy zobaczę kolejną powieść tego duetu sięgnę po nią bez wahania.

Czy polecam? Sami musicie zdecydować. Książka ma wady, ale czas z nią spędzony nie został zmarnowany. Poleciłabym ją zwłaszcza tym wszystkim osobom niecierpiącym lukrowanych powieści o Bożym Narodzeniu. Tutaj znajdziecie samo życie, które nigdy nie jest proste. Dla mnie Dwanaście życzeń to książka ze świetnym pomysłem, który ucierpiał przez natłok wątków i postaci. Historie tych bohaterek są na tyle ciekawe, że aż prosi się by je rozwinąć i lepiej poznać. Jestem ciekawa czy autorki dalej będą zaskakiwać nas tak świeżymi pomysłami na swoje powieści.

Ocena:3/6
Tytuł: 448.Dwanaście życzeń
Autor: Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska
Stron: 400
Wydawnictwo: W.A.B
Data wydania: 03.10.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu W.A.B

2 lis 2018

Podsumowanie października

Ja zdecydowanie nie umiem w pozowanie, ale skoro już tyle czasu poświęciliśmy z mężem na te jesienne zdjęcia postanowiłam dodać jedno z okazji podsumowania października. Czuję, że w końcu odnalazłam równowagę jeśli chodzi o prowadzenie bloga, czytanie książek, studiowanie i ogarnianie domu. Jestem ciekawa jak to wszystko wyjdzie w praniu, w listopadzie i grudniu. Przeczytałam 8 książek. Całkiem ładny wynik, który mnie satysfakcjonuje, a jednocześnie nie miałam żadnego poczucia czytania na siłę czy przez przymus. Zdarzyły mi się dni w trakcie których nie udało przeczytać się nawet jednej strony i takie gdzie połknęłam połowę lektury. Mam wrażenie, że przez to trafiłam na naprawdę ciekawe pozycje, które będę miło wspominać i polecać dalej. 
Miałam opisać tylko trzy - te, które najmocniej mi się podobały, ale nie umiem wybrać spośród całej ósemki. Burka w Nepalu nazywa się sari była dla mnie bardzo mocnym przeżyciem. Zaraz później pocieszałam się świetnymi obyczajówkami - Szczęście za horyzontem i Pocieszkami by przejść do trudnej i emocjonalnej lektury jaką okazało się Skradzione małżeństwo. Wszystko za K2 sprawiło, że na nowo zakochałam się w literaturze górskiej. Przez połowę października czytałam też dziecku Dobranocki na Gwiazdkę. Piszcie jak wasze wyniki. Znacie którąś z moich lektur?
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.