19 cze 2018

Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator Andy Riley

Wydawnictwo Literackie
Poznajcie króla Edwina, który jest władcą idealnym. W każdy piątek kupuje ogromną ilość słodyczy i rozdaje je swoim poddanym. Gdy pewnego dnia królewski skarbiec okazuje się pusty na dworskich doradców pada cień strachu. Imperator Urwison tylko czeka na potknięcie Edwina i przejęcie jego tronu.

Dawno nie ubawiłam się tak podczas czytania książki razem z synkiem. Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator to pierwsza część serii o królu Edwinie – małym chłopcu, który tak jak nasze dzieciaczki kocha słodycze i zabawę. Różni go tylko jedno – nosi na głowie koronę i musi sprawować rządy nas swoim państwem. Dzielnie wspierają go trzy dorosłe kobiety. Minister Julia, która ma na głowie królewskie wydatki, Trefnisia Marysia zajmująca się rozbawianiem króla i Centurion Alicja – dowódca straży. Wszystkie przedstawione dość stereotypowo, absurdalnie i po prostu śmiesznie. Jednym z kluczowych zalet tej opowieści jest humor autora. Na tyle prosty, aby trafić do dziecka, jednak będący dla dorosłego miłą odskocznią po całym dniu pracy.

Oprócz rozrywki znajdziemy tu też problem, który musimy wraz z bohaterami i naszym dzieckiem rozwiązać i przedyskutować. Bez niego opowieść byłaby pusta i bezwartościowa. Wszystkie problemy Edwina rozpoczynają się przez jego rozrzutność. Pieniądze wydane na słodycze, a pusty skarbiec to tylko pretekst do ataku dla Imperatora. Może to wstęp do rozmów o pieniądzach i o tym, że czasami warto oszczędzać, aby kupić sobie coś atrakcyjniejszego. Nie mogę się doczekać takich dyskusji z moim synem.
Myślę, że ta książka to też dobra pierwsza czytanka. Duża czcionka, ciekawe ilustracje, podkreślone wyrazy dźwiękonaśladowcze urozmaicające tekst – wszystko to sprawia, że historia jest po prostu atrakcyjna dla dziecka. Podczas czytania rodzic też może się wykazać i ciekawie ją zaprezentować.

Podsumowując, Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator to rozrywka dla dużych i małych. Jest śmiesznie, ciekawie, akcja pędzi do przodu, a ilustracje autora urozmaicają lekturę. Pora abyście wy dowiedzieli się czemu Edwin zyskał przydomek Jaskrawe Gatki.

Ocena:4/6
Tytuł:414. Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator
Autor: Andy Riley
Stron: 206
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu

15 cze 2018

Dziecko dla odważnych Leszek L. Talko

wydawnictwo Znak
-Twoje dziecko jest niegrzeczne. Wchodzi ciągle na stół, krzesło, szafkę i wszystkie zabawki jeśli zdoła na nich postawić stopę. Nie to co moja córcia. Grzecznie się bawi i jeszcze później przesypia całą noc. Jako matka urwisa mam czasami ochotę zapytać się czy ta idealna córcia też sprząta, pierze i gotuje, ale zazwyczaj gryzę się w język. Razem z mężem zastanawialiśmy się wiele razy gdzie robimy błąd. Po przeczytaniu tej książki wiem jedno. Nie jesteśmy osamotnieni w swoich rozterkach, a idealne dzieci idealnych rodziców to tylko mit.

Media wykreowały obraz szczęśliwego rodzicielstwa gdzie zawsze jest zdrowe, pyszne jedzonko na stole, dziecko nie ogląda telewizji tylko bawi się zabawkami edukacyjnymi. Tak też się zdarza, ale Leszek Talko obala wszystkie mity i opowieścią o swoich dzieciach zwraca uwagę, że trzeba znaleźć balans, który pozwoli też nie zwariować w tym rozgardiaszu rodzicom, a ich pociechom być po prostu szczęśliwym.

Dziecko dla odważnych to blisko 70 opowieści z życia autora. Od pojawienia się na świecie pierwszego dziecka – Pitulka, aż po narodziny Kudłatej i wspólne życie z dwójką dzieci. Rodzicom nie jest łatwo, ale nam czytelnikom z całą pewnością przezabawnie. Wiele razy po prostu płakałam ze śmiechu. Gdzieś czytałam, że historie są absurdalne. Tak, ale przebywanie z małym dzieckiem właśnie czasami takie jest. Zdarzają się chwile gdy po prostu nie wierzysz co taki mały człowiek jest w stanie wymyślić.

Ogromnym plusem tej książki jest jej szczerość i jednocześnie fakt, że trzeba traktować ją z przymrużeniem oka. Myślicie pewnie teraz, że coś mi się pomieszało, a wszystkie te stwierdzenia się wzajemnie wykluczają. Już wyjaśniam.
Szczera, ponieważ nie jest niczym dziwnym, że rodzic jest zmęczony, czasami zasypia szybciej niż dziecko i ma czasami po prostu wszystkiego dość. Powiedzenie tego na głos często spotyka się jednak z krytyką innych ludzi. Jak to? Przecież chciałeś dziecka, a teraz masz dość? Autor zupełnie nie boi się dezaprobaty ze strony społeczeństwa i po prostu mówi to co myśli. 
A czemu trzeba traktować ją z przymrużeniem oka? Ponieważ nawet jeśli mamy ochotę wystrzelić swoje dziecko w kosmos to za chwilę się opamiętamy i znów kupimy batonika lub lizaczka i po raz 50 tego dnia złapiemy nasze dziecko spadające ze stołu. Wcześniejsze myśli były tylko wyrazem emocji.

Warto też wspomnieć o ilustracjach Ksenii Potępy. Jej kreska jest tak charakterystyczna, że nie musiałam zerkać na okładkę, aby wiedzieć kto jest autorem. Obrazki znakomicie pasują do tych lekkich, humorystycznych, a jednak życiowych opowieści.

Komu poleciłabym tę książkę? Każdemu.
Osobom, które mają dzieci. Niech się pocieszą, że nie są idealnymi rodzicami, bo tacy nie istnieją i najważniejsze to zachować rozsądek i pozwolić dzieciom być po prostu dziećmi.Ci, którzy planują dzieci niech wiedzą co ich czeka. Autor twierdzi na swoim Facebooku, że ta książka to najlepszy środek antykoncepcyjny. Myślę, jednak, że nie będzie tak źle. Trzeba tylko czytać ją z dystansem i poczuciem humoru.Wszystkim innym polecam jeśli chcą przeczytać coś lekkiego co skutecznie poprawi im humor. Polecam i zmykam do mojego szkraba, który ćwiczy nową umiejętność – skok na główkę do wanny. Pustej!

Ocena:5/6
Tytuł:413. Dziecko dla odważnych
Autor: Leszek L. Talko
Stron: 414
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

11 cze 2018

Dziewczynka, która wypiła księżyc Kelly Barnhill

Wydawnictwo Literackie
Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami, mieścił się Protektorat. Miejsce, gdzie ludzie każdego roku składają najmłodsze niemowlę w ofierze okrutnej czarownicy. Okazuje się jednak, że wiedźma jest dobra i ratuje każde dziecko przed niechybną śmiercią. Pewnego dnia jednej z uratowanych dziewczynek podaje do wypicia światło księżyca. W taki sposób mała Luna zostaje wypełniona magią, która może być zagrożeniem dla niej samej i jej bliskich.

Kelly Barnhill to amerykańska pisarka. Ma na swoim koncie już kilka powieści, które zostały bardzo dobrze przyjęte na całym świecie, jest laureatką kilku prestiżowych nagród.

Lubicie powieści z baśniowym klimatem? Ja sięgam po nie ostatnio coraz częściej i ogromnie mi się podobają. Dziewczynka, która wypiła księżyc to historia, która zajęła moje serce i myśli na kilka dni. To piękna, magiczna opowieść o dziewczynie, w której drzemie ogromna moc i ma ona szansę na uratowanie całego Protektoratu od strasznego losu. Powieść łączy w sobie wiele znanych nam z dzieciństwa wątków. Są dzieci składane w ofierze złej wiedźmie. Jest magia, smoki i potwory. Z tym wyjątkiem, że nasza czarownica – Xan okazuje się być niezwykle prawą i uczciwą kobietą, a cała historia zostaje poprowadzona w zaskakującym kierunku. Właśnie ta innowacyjność spodobała mi się najmocniej. Nie jest to kolejny odgrzewany kotlet w dziedzinie fantastyki dla dzieci i młodzieży, ale historia, która może zachwycić wiele osób, niezależnie od wieku. Baśń o złej czarownicy została opowiedziana na nowo i całkowicie inaczej niż byśmy się spodziewali.

Bohaterowie również zasługują na osobny akapit. Polubiłam Xan – czarownicę, która poświęciła swoje życie na ratowanie dzieci składanych w ofierze w lesie. Jakie niebezpieczeństwo grozi niemowlakom będziecie musieli dowiedzieć się w trakcie czytania książki.
Mieszkaniec Protektoratu – Antain to również bardzo ciekawa postać, która odgrywa ważną rolę w całej opowieści.
Polubiłam ich jednak chciałabym, aby byli jeszcze lepiej wykreowani, dostarczyli mi większej dawki emocji swoim udziałem w tej opowieści. Nie jest to jednak minus, ponieważ nie zapominajmy, że to powieść skierowana do dzieci i młodzieży. Psychologiczne niuanse charakterów postaci tu raczej nie występują.
 
Kolejnym ważnym aspektem tej powieści jest jej piękny, urzekający baśniowy klimat. Magia oblepia nas jak drobne pajęcze sieci, jak te nici księżycowego światła i sprawia, że chcemy pozostać w tej historii i delektować się każdym jej rozdziałem. Autorka pisze prostym, niewyszukanym językiem, który jednak mocno wpływa na wyobraźnię. Miałam wrażenie, że cała historia toczy się przed moimi oczami, a ja jestem uczestnikiem wydarzeń.

Oprócz ciekawej historii fantasy znalazłam tu piękną, liryczną i nostalgiczną opowieść o miłości matki i dziecka. O tym, że takie uczucie zawsze trwa, nigdy nie słabnie i nie jest w stanie zniszczyć go choroba czy rozłąka. Odkąd sama jestem matką częściej zauważam takie wątki, ale sprawiło to, że z chęcią poczytam ją razem z moim synkiem.

Czy polecam? Oczywiście! Każdemu kto szuka mądrej, wciągającej i lirycznej baśni dla dzieci i dorosłych. Jej nostalgiczny, magiczny klimat sprawia, że lektura to prawdziwa przyjemność. Ja czytałam ją w idealnych warunkach, wieczorem przy otwartym oknie słuchając odgłosów burzy i stukających o parapet kropel deszczu. Historia się toczyła, a magiczna nić łącząca matkę i dziecko przybliżała główną bohaterkę Lunę i jej rodzicielkę do siebie. Chwila idealna.

Ocena:5+/6
Tytuł: 412.Dziewczynka, która wypiła księżyc
Autor: Kelly Barnhill
Stron: 355
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu :)

6 cze 2018

Wyhoduj i zjedz Barbara Chronowska-Cholewa

uprawa warzyw i owoców na balkonie

W życiu każdego człowieka przychodzi prędzej czy później taki moment, że chce żyć zdrowiej, bardziej świadomie podchodzić do kwestii odżywiania. W moim przypadku wielkie zmiany przyszły wraz z pojawieniem się na świecie mojego synka. Zbiegło się to też z moimi biologicznymi studiami, dowiedziałam się mnóstwo o wykorzystywanych do uprawy nawozach i ich tragicznym wpływie na organizm człowieka i nasze środowisko. Nie wyobrażam sobie karmić dziecko tylko kupionymi warzywami i owocami, a więc zażyczyłam sobie od męża szklarnię.

Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki Wyhoduj i zjedz wiedziałam, że to lektura idealna dla mnie. Wprawdzie ja nie hoduję warzyw na balkonie, mam znacznie więcej miejsca, ale możecie być pewni, że po tę książkę może sięgnąć każdy kto tylko chce rozpocząć z samodzielną uprawą warzyw i owoców. Niezależnie od miejsca gdzie chcecie to robić.

Ten poradnik to prawdziwe kompendium wiedzy o uprawie warzyw i owoców dla każdego, nawet zupełnego laika, który nie ma o tym żadnego pojęcia, ale jednak chce zacząć żyć zdrowo lub po prostu szuka swojego hobby. Jednocześnie jeśli już znacie się trochę na uprawie roślin to jestem pewna, że ta książka znacznie poszerzy waszą wiedzę. Autorka niezwykle jasno i przystępnie przeprowadza nas przez cały proces. Od wyboru odpowiedniego miejsca na nasze uprawy, przecież niektóre rośliny lubią rosnąć w pełnym słońcu, a inne jednak w cieniu. Po pielęgnację roślin, odpowiednie podlewanie czy stosowanie różnorodnych ekologicznych nawozów i środków do ochrony i wzmacniania roślin. Ten rozdział zaciekawił mnie chyba najmocniej. Wyprodukowałam nawet gnojówkę z pokrzyw z przepisu autorki. Zapach zdecydowanie niezapomniany dla całej mojej rodziny i pewnie sąsiadów też, ale pomidory rosną. Myślę, że jeszcze w czerwcu spróbuję pierwsze dojrzałe sztuki. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Satysfakcja, że z małej roślinki powstał pyszny owoc wyhodowany samodzielnie przez nas, a nie kupiony w sklepie.
Wyhoduj i zjedz to nie tylko poradnik o uprawie owoców i warzyw. Autorka przekonuje nas, że takie hobby może być świetnym pretekstem do nawiązania sąsiedzkich relacji czy wspólnej zabawy z dziećmi. Potwierdzam, moje dwuletnie dziecko siało i sadziło razem ze mną większość warzyw. Nie mogę się doczekać gdy wspólnie spróbujemy pierwszych plonów.
Podsumowując…
Na potrzebę recenzji przeczytałam Wyhoduj i zjedz od deski do deski, jednak jest to poradnik do którego będę jeszcze mnóstwo razy wracać. Pewnie za rok też i za kolejne. Autorka przemyciła w nim tyle informacji, że za pierwszym razem zdecydowanie ich wszystkich nie zapamiętam. Polecam ją każdemu kto chciałby rozpocząć własną uprawę owoców i warzyw, zwłaszcza pomidorów, bo to one są ulubionymi roślinami autorki. Barbara Chronowska-Cholewa udowadnia, że nie trzeba mieć wcale ogromnego ogródka, wystarczy mały balkonik, aby cieszyć się latem pysznymi, zdrowymi i ekologicznymi darami natury.
Ocena:4/6
Tytuł:411. Wyhoduj i zjedz
Autor: Barbara Chronowska-Cholewa
Stron: 255
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak 

31 maj 2018

Podsumowanie maja

Dzień dobry kochani!
Pora na podsumowanie maja, który okazał się najgorszym jak dotąd czytelniczo miesiącem. Stres związany z obroną pracy licencjackiej daje o sobie znać i po prostu mnie paraliżuje. Nie potrafię za bardzo o niczym innym myśleć, a więc o czytaniu też. W maju przeczytałam 7 książek. 
Dodałam recenzje kilku z nich.
Kto wypuścił bogów i Po prostu misja to książki, które sprawiły, że na kilka godzin zapomniałam o troskach i zaśmiewałam się do łez. Kocham mitologię grecką, a więc musiało mi się spodobać.
Architekci natury to piękna książka opowiadająca o sposobach zwierząt na przetrwanie i przedłużenie gatunku dzięki budowaniu wymyślnych domów i fortyfikacji.
Shinrin-yoku przypomina, że warto regularnie zażywać leśnych kąpieli i relaksować w lesie.
Niedźwiedź i słowik to perełka, w której się zakochałam. Polecam ją absolutnie każdemu. Koniecznie przeczytajcie recenzję, ponieważ mam nadzieję, że jak najwięcej osób do niej przekonam. Okazuje się, że jeśli sprzedaż będzie słaba to kolejne tomy nie zostaną opublikowanie w Polsce. Bardzo bym nad tym ubolewała.

28 maj 2018

Po prostu misja Maz Evans

książka dla dzieci
Po kontynuację książki Kto wypuścił bogów sięgnęłam gdy tylko pojawiła się w moim życiu chandra i stres związany ze zbliżającym się wielkimi krokami terminem obrony. Czy drugi tom też był tak dobry? Ciążyła na nim duża odpowiedzialność, ponieważ poprzeczka została naprawdę wysoko postawiona.

            Po wypadkach z poprzedniego tomu Bogowie Olimpijscy stracili swoje moce i zostali uziemieni na farmie Elliota. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Tanatos nie połączył sił ze swoją matką – boginią mroku, a sąsiadka Elliota i jego historyk jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa w rzucaniu mu kłód pod nogi. Matka chłopaka jest coraz bardziej chora i nawet nadprzyrodzone moce na nic się tu nie zdadzą.

            Jak już pisałam na początku na drugich tomach książek zawsze ciąży duża presja oczekiwań. Tutaj praktycznie od pierwszej strony wiedziałam jedno – Po prostu misja jest jeszcze lepsza od poprzedniczki. Po raz kolejny jest tu mnóstwo humoru, który bardzo do mnie trafia i wiele razy sprawił, że płakałam ze śmiechu. Stwierdziłam nawet podczas czytania, że te książki można by zapisywać na receptę zamiast antydepresantów. Tak skutecznie i długotrwale poprawia humor.

            Oprócz dużej ilości żartów sytuacyjnych mam wrażenie, że cała historia została jeszcze lepiej dopracowana i dopieszczona przez autorkę. Nic dziwnego, dochodzi ona do wprawy, rozwija się. Akcja też znacznie przyspieszyła, nie ma nawet pół strony przestoju czy nudy. Cały czas coś się dzieje, bohaterowie wpadają w nowe kłopoty, a punkt kulminacyjny nie dość, że wywoła łzy u największego twardziela to jeszcze wprowadza takie zawirowanie w akcji, że nie mogę doczekać się kolejnego tomu.

            Po raz kolejny odnalazłam w tej książce ogromny nacisk położony na najważniejsze wartości w życiu. Rodzina, która jest opoką każdego człowieka i przyjaźń, która sprawia, że wszystko ma sens.

            Czy polecam? Oczywiście, że tak. Nieczęsto zdarza się znaleźć książkę, która z jednej strony potrafi odprężyć i zrelaksować swoim humorem i ciekawą historią, a z drugiej wzruszyć swoją dojrzałością i wrażliwością. Jeśli dodatkowo lubicie mitologię grecką w innym wydaniu to jest to historia dla was. A może macie w rodzinie kogoś komu moglibyście sprezentować dwa pierwsze tomy na Dzień Dziecka?
Ocena:5/6
Tytuł: 410.Po prostu misja
Autor: Maz Evans
Stron: 388
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję WydawnictwuLiterackiemu

23 maj 2018

Shinrin-yoku Hector Garcia, Francesc Miralles

recenzja książki
Shinrin-yoku oznacza dosłownie leśne kąpiele. Tak naprawdę to po prostu zanurzenie się w roślinności, zieleni, zapomnienie o troskach dnia codziennego i rozkoszowanie się naturą. To wspaniałe, że powstają nurty i książki przypominające nam o łączności z przyrodą i o jak najczęstszym wyjściu z domu. Z drugiej strony to po prostu przerażające, że w tym zabieganym, szybkim świecie zapominamy o czymś tak prozaicznym i powszednim jeszcze kilka lat temu. Ja mam to ogromne szczęście, że mieszkam na wsi. Tam o kontakt z naturą łatwiej, chociaż czasami też po prostu nie mam czasu by wyrwać się do lasu na dłużej i bardziej pokontemplować otaczający mnie świat.

Powyższa książka to poradnik wyjaśniający nam ideę shinrin-yoku. Autorzy tłumaczą dokładnie na czym polegają leśne kąpiele i jaka jest ich historia. Odwołują się też do konkretnych utworów literackich, które wyjaśniają związek człowieka z naturą i jego miejsce na świecie. Znajdziemy tu też praktyczne zasady shinrin-yoku, ponieważ bardzo ważne by podczas naszych leśnych spacerów nic nas nie rozpraszało. Nie można myśleć o problemach, a oderwać się od nich i uspokoić.

Książka zachwyca swoim wydaniem, przepięknymi zdjęciami z leśnych spacerów, które się w niej znajdują. Przez to jest idealną lekturą do odprężenia się z kubkiem ulubionego napoju w ręce i nasycenia oczu jej pięknem. Jednocześnie przeczytałam ją w ciągu jednego wieczoru i poczułam pewien niedosyt. Jest w niej rozdział poświęcony roślinnym fitoncydom oraz wpływowi leśnych spacerów na organizm człowieka. To jednak zaledwie wstęp i brakuje mi dokładniejszych wyjaśnień naukowych, konkretnego rozwinięcia dlaczego spacery obniżają ciśnienie krwi i tętno. Myślę, że przekonałyby jeszcze większą rzeszę osób do leśnych kąpieli. 

Podsumowując, Shinrin-yoku to książka, która może przypomnieć o konieczności obcowania z naturą i relaksowaniu się poprzez słuchanie dźwięków natury, wdychanie charakterystycznego leśnego aromatu czy dotykanie faktury kory drzew. Myślę jednak, że można by bardziej rozwinąć część naukową i w pełni usatysfakcjonować wszystkich ciekawskich.
Ocena:3+/6
Tytuł: 409.Shinrin-yoku
Autor: Hector Garcia, Francesc Miralles
Stron: 204
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak


21 maj 2018

Niedźwiedź i słowik Katherine Arden

recenzja książki
Do dzisiejszej opinii podchodzę z pewną dozą stresu i niepokoju. Zawsze gdy jakaś książka mocno się podoba, niesie to ze sobą ryzyko nieumiejętności odpowiedniego dobrania słów i łatwy by z podekscytowania wyszedł niezrozumiały bełkot. Postaram się jednak opowiedzieć wam dlaczego uważam książkę Niedźwiedź i słowik za najlepszą powieść przeczytaną w 2018 roku.

 XIV-wieczna Ruś. Ludzie wierzą tu w duchy opiekujące się gospodarstwem, lasem, rzeką i ludźmi. W Babę Jagę i Mroza, demona zimy i śmierci. Wasilisa kocha słuchać opowieści o bóstwach. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że w niej samej drzemie ogromnie silna magiczna moc. Spokój w wiosce kończy się gdy ojciec Wasi przywozi z Moskwy nową żonę. Anna jest chorobliwie pobożna i nie pozwala na składanie ofiar domowym duszkom. Bez och ochrony zło zaczyna rosnąć w silę i wszyscy są w niebezpieczeństwie.

Morozko, leśne rusałki, boginki, bóstwa opiekujące się końmi czy domowym ogniskiem. Cieszę się, że po raz pierwszy mogłam przeczytać powieść opartą na kanwie rosyjskich wierzeń i legend. To ta baśniowa otoczka nadaje jej charakteru i jest największą zaletą. Bez niej ta historia byłaby taka jak wiele na rynku. To nie jest zdecydowanie bajka dla dzieci, ale wywołująca ciarki na plecach powieść dla dorosłych. Upiory powstają tu z martwych, a mocne, naturalistyczne opisy sprawiają, że po lekturze czułam ogromny strach i niepokój przed wyjściem do łazienki.

Niedźwiedź i słowik to powieść, która nie zachwyca szybkością akcji, a wprost przeciwnie swoim gawędziarskim stylem. Wolno rozwijająca się fabuła na każdej stronie staje się trochę bardziej niepokojąca, atmosfera gęstsza i cięższa aż do pasjonującego zakończenia, które wiele obiecuje w kolejnych tomach. Autorka wie jak prawidłowo budować klimat grozy w powieści i zrobiła to znakomicie. Podoba mi się dodanie tu subtelnych wątków erotycznych. Tak delikatnych, że nie opierają się na opisach scen seksualnych, a na napięciu pomiędzy bohaterami, fascynacji i często możemy je odczytywać z niewypowiedzianych słów, drobnych gestów. Przekonuje mnie to znacznie bardziej niż wulgarne opisy.

Powieść ta pokazuje odchodzenie dawnych bogów w zapomnienie. Ruś jest już w tej książce prawosławna, ale jednak dawne obrzędy i zwyczaje dalej tkwią w umysłach ludzi. Wszak w naszych czasach też obchodzimy jeszcze wiele pogańskich zwyczajów, a zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero pojawienie się macochy Wasi i popa Konstantego sprawia, że ludzie boją się czcić domowe bóstwa. Zło ma wtedy szansę zatriumfować. Spodobał mi się wątek wzajemnego subtelnego przenikania się dawnych bóstw, z religią chrześcijańską.

Pora wspomnieć też o bohaterach, ponieważ trzej z nich zawładnęli moimi myślami na długo. Są wyraziści, dobrze wykreowani i z pewnością tak łatwo się ich nie zapomina. Wasilisa to mądra, zadziorna i niezwykła dziewczyna. Dla jej pobratymców po prostu czarownica. Kocham czytać o tak wyjątkowych, silnych i dzikich kobietach.  
Konstanty to pop, który jest ogarnięty żądzą zbawienia całego świata. Szaleniec, który straszy ludzi mękami piekielnymi. Wspaniały orator, a tak naprawdę człowiek zagubiony i pokonany.
Morozko. Demon śmierci i zimy. Czarny charakter, który został opisany w tak magnetyczny sposób, że zakochałam się w tej postaci i chciałabym aby powstała ekranizacja tej powieści, abym mogła zobaczyć go w kinie.

Podsumowując, Niedźwiedź i słowik to książka, którą musicie przeczytać. Nie chciałam odkładać jej na półkę tak mnie fascynowała w trakcie czytania, a jednocześnie czytałam dziennie po kilkadziesiąt stron, aby nie skończyć jej zbyt szybko. Większość książek czyta się by poznać zakończenie. Ją, aby jak najdłużej pozostać w tym mrocznej, magnetycznej baśni, która oblepia magią, żądzą i dzikością pełną rosyjskich wierzeń i demonów.
Ocena:6/6
Tytuł: 408. Niedźwiedź i słowik
Autor: Katherine Arden
Stron:
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwuMuza

Czym są dla was książki? 📚Dla mnie to ogromna pasja. Pewne wydawnictwo zacytowało dzisiaj fragment mojej recenzji 😍nauczyciel z podstawówki opublikował na moim Facebooku czy to przypadkiem nie moje słowa 😍zaczęły się komentarze znajomych o co chodzi z tymi recenzjami. I wiecie co? Choć te moje opinie i zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia jestem strasznie dumna z tego, że mam swoją pasję. Dzięki niej życie nie jest szare i smutne 📚 #książka #books #bookstagram #bookstagrampl #bookstagramtopasja #booklove #bookadict #bookadiction #czytanietopasja #czytaniejestsexy #chabrowa #mojeukochaneczytadelka #instabook #instapic #instaphotography #photography #photooftheday #may #polishgirl #polskadziewczyna #spring #polish #goodvibesonly#goodvibes #niedźwiedźisłowik
Post udostępniony przez @ chabrowacczytelniczka

16 maj 2018

Pensjonat Muszelka Fanny Joly

Wydawnictwo Znak
Fanny Joly to bestsellerowa autorka książek dla dzieci. Napisała już blisko 300 książek. W trakcie moich poszukiwań  odnalazłam 13 wydanych w Polsce. Co sprawia, że bajki spod jej pióra są tak chętnie czytane przez dzieci na całym świecie? Wspólnie z moim synkiem postanowiliśmy rozwikłać tę zagadkę dzięki lekturze niedawno wydanego Pensjonatu Muszelka.

Niesforni bohaterowie
Pensjonat Muszelka to pięć opowieści, każda składająca się z kilkunastu rozdziałów. Opowiadają o dziesięcioletnim Janie-Albercie, synu właściciela nadmorskiego pensjonatu. Chłopak kocha się uczyć i jest naprawdę mądry i zdolny. W przeciwieństwie do jego osiągnięć sportowych. Rózia to wnuczka ogrodnika pracującego w pensjonacie Muszelka. Jest przeciwieństwem Jana-Alberta. Wysoka, ale nie lubi jak mówi się o niej tyczka. Kocha sport i jedynym przedmiotem, z którego dostaje dobre stopnie w szkole jest W-F. Tak odmienne charaktery muszą zaowocować mnóstwem  niespodziewanych wydarzeń i przygód. Od razu podczas czytania dziecku na głos do głowy przyszło mi jedno skojarzenie – Mikołajek. Rzeczywiście, chociaż główny bohater nie jest aż tak psotny, to odnalazłam tutaj klimat z książek czytanych przeze mnie podczas mojego dzieciństwa. Przedstawia ten okres tak jaki powinien być, pełen śmiechu, beztroski i zabawy. Nawet jeśli trzeba przyrządzić smaczny obiad dla hotelowych gości  nasi bohaterowie doskonale sobie poradzą i będą się przy tym świetnie bawić. Jestem pewna, że dzieci wolą słuchać opowieści o niesfornych postaciach niż ich ugrzecznionych wersjach.

Zabawne ilustracje
Christophe Besse opatrzył opowieści pięknymi, zabawnymi ilustracjami. Lekka kreska i karykaturalne wręcz postaci urozmaicają lekturę i bawią czytelnika.

Czy polecam? Jak najbardziej i nie tylko do czytania dzieciom. Równie dobrze możecie sięgnąć po nią sami, ponieważ gwarantuje dobrą zabawę i relaks. Z pewnością odnajdziecie w niej echo bajek czytanych w dzieciństwie. Mam wrażenie, że ostatnio powstaje wiele powieści z klimatem książek sprzed lat. To piękne, że dzięki nim mogę poczuć się jak mała dziewczynka oczarowana opowieścią o niesfornych dzieciach mieszkających w nadmorskim pensjonacie, z którego okna nie widać niestety morza. Tego lata wakacje musicie spędzić koniecznie w Pensjonacie Muszelka. Niezapomniane przygody gwarantowane!
Ocena:5/6
Tytuł: 407.Pensjonat Muszelka
Autor: Fanny Joly
Stron: 374
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak :)




14 maj 2018

Architekci natury Mario Ludwig

wydawnictwo Znak
Piramida w Gizie, Burdż Chalifa. To tylko dwie z fenomenalnych budowli, które są dziełem człowieka i którymi się szczycimy. Uważamy, że posiedliśmy monopol na budowanie i architekturę. Mało kto zdaje sobie sprawę, że niejednokrotnie to człowiek jest tylko naśladowcą, a w świecie zwierząt są prawdziwi fachowcy w dziedzinie budownictwa.

Książka Architekci natury to opowieść o genialnych twórcach w świecie zwierząt. Każdy rozdział to inna grupa zwierząt połączona podobnymi usprawnieniami w świecie budownictwa czy przynależeniem do określonej rodziny w środowisku. Mamy tu zręczne ptaki, które tworzą misterne dziuple i gniazda. Jeden z gatunków zamurowuje dziuplę, w której zostaje partnerka. Samiec ma za zadanie dostarczać pożywienie przez pozostawiony otwór. To się nazywa dopiero zaufanie w związku. Są tu też ssaki np. bobry oraz stawonogi, mięczaki. Przegląd przez zróżnicowany świat zwierząt.

Po raz kolejny książka tego typu wprawia mnie w ogromne zdumienie. To niesamowite jak zręczne i przewidujące są zwierzęta. Traktujemy je jako naszych mniejszych braci, nierozumiejących praw rządzących środowiskiem, a jednak okazuje się, że nawet bardzo proste organizmy potrafią tworzyć budowle, które posłużą im przez lata. Zapewnią miejsce odpowiednie do bytowania, przyciągną partnerkę czy obronią przed drapieżnikiem.

Architekci natury to mnóstwo rzetelnej wiedzy. O ile czytana przeze mnie ostatnio Rzecz o sowach była książką opisującą w dużej mierze praktyczne aspekty obserwowania zwierząt, to tutaj znajdziemy masę informacji o różnorodnych organizmach. Do jej napisania potrzeba było naprawdę ogromu wiedzy i intensywnych poszukiwań w artykułach naukowych. Niech nikogo to jednak nie zraża, ponieważ cała książka została napisana naprawdę przystępnym i prostym językiem. Można być zupełnym laikiem w dziedzinie biologii i śmiało po nią sięgać.

Książka została też po prostu przepięknie wydana i nie sposób tutaj o tym nie wspomnieć. Została opatrzona ciekawymi zdjęciami, ilustracjami oraz ciekawostkami umieszczonymi w ramkach. Twarda okładka sprawia, że książka będzie zajmowała zaszczytne miejsce na półce.

Architekci natury to książka dla każdego kto chce rozszerzyć swoją wiedzę z zakresu biologii. Ciekawiło was kiedyś jak wygląda proces budowania gniazda czy co jest w środku mrowiska, jak daleko w głąb sięga? Odpowiedzi na wszystkie te pytania z pewnością znajdziecie w książce. Po raz kolejny będę przekonywać was, że warto sięgać po takie lektury, poznawać otaczający nas świat i przekazywać te informacje dalej.
Ocena:5/6
Tytuł: 406.Architekci natury
Autor: Mario Ludwig
Stron: 319
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak :)

11 maj 2018

Kto wypuścił bogów Maz Evans

Wydawnictwo Literackie
Mitologia grecka to najczęściej czytana przeze mnie książka w dzieciństwie. Wypożyczałam ją przynajmniej raz w roku w bibliotece, by rozgrzewać umysł wyczynami herosów i grzeszkami bogów i bóstw.

Kto wypuścił bogów? to historia oparta na kanwie mitologii. Trzynastoletni Elliot Hooper nie ma łatwego życia. Jego matka jest ciężko chora, mają ogromne długi, a do tego wszystkiego są zdani tylko i wyłącznie na siebie. Jeśli tego byłoby mało, pewnej nocy, w stodole ląduje zodiakalna Panna. Wywoła to mnóstwo niespodziewanych wydarzeń, z uwolnieniem bożka śmierci- Tanatosa włącznie. Czy Elliot i Panna zdołają uratować ludzkość? Czy siwy boski Zeus, który przynajmniej raz w tygodniu bierze ślub i rozwód, w czymś im pomoże?

Kochani, w tym miesiącu już chyba nic śmieszniejszego nie przeczytam. No, może kolejny tom tej powieści. Nie jest to arcydzieło, które odmieni wasze życie, ale historia, która ubawi was do łez i zapewni wam wiele godzin rozrywki na naprawdę wysokim poziomie. Czasami nic innego do szczęścia nie potrzeba. Maz Evans przedstawia nam świat bogów, który został przeniesiony do realiów nam współczesnych. Długowłosy Zeus adorujący każdą napotkaną kobietę, czy uzależniony od telefonu Hermes w markowych ubraniach. Pewne jest, że będziecie płakać ze śmiechu.

Kto wypuścił bogów? to historia podobna do powieści Ricka Riordana z racji osadzenia osi powieści na wątkach mitologicznych we współczesnej wersji. Myślę, że to jednak znacznie dojrzalsza, a przez to wartościowsza pozycja. Maz Evans kładzie nacisk na wyeksponowanie wartości ważnych w życiu każdego człowieka. Miłość, przyjaźń, rodzina i odpowiedzialność za drugą osobę. Urzekło i rozczuliło mnie jak Elliot opiekuje się swoją chorą matką. To przepiękna i dojrzała relacja jakiej każdy z nas chciałby doświadczyć w chwilach słabości. Elliot to też poważny chłopak. Ma też wady, co tylko nadaje mu realistyczności.

Najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że w przypadku tej książki cały dzień tylko czekałam, aż wieczorem będę mogła przeczytać kilka stron. Dzięki dużej dawce humoru i ciekawej historii oferuje psychiczny relaks i odprężenie. Dawno żadna lektura nie zaoferowała mi po prostu oderwania się od rzeczywistości, zapomnienia o troskach i problemach. To powieść na sytuacje kryzysowe.
Ocena:5/6
Tytuł: 405.Kto wypuścił bogów?
Autor: Maz Evans
Stron: 376
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu :)

8 maj 2018

Przekroczyć rzekę Anna J. Szepielak

wydawnictwo Filia

Powieści Anny J. Szepielak już od paru lat należą do jednych z moich ulubionych. Zawierają wszystko to co cenię sobie w sagach rodzinnych. Jak jest z najnowszą książką Przekroczyć rzekę?

Julia Zarzewska niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa. Tylko urywki jakiś przerażających wydarzeń, które zmusiły ją do opuszczenia rodzinnego pałacu i zatrzymania się u dalekiej krewnej – Barbary. Obecnie właśnie straciła posadę guwernantki, a więc przeniesienie się w rodzinne strony i rozwikłanie dręczących ją tajemnic wydaje się odpowiednim pomysłem. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy jakie niebezpieczeństwo czeka ją w galicyjskim dworze.

Lubicie sagi rodzinne? Pewnie wiecie, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków i musi zawsze spełniać określone kryteria, aby powieść miała szansę mi się spodobać. Przekroczyć rzekę okazała się strzałem w dziesiątkę. Jest to przede wszystkim historia, którą ciężko odłożyć póki nie przeczyta się pokaźnej ilości stron. Mocno wciąga w klimat Polski pod zaborami gdzie żyło się niezwykle ciężko, a ludzie w dalszym ciągu przejmowali się konwenansami i pozorami. Szacunek i przyzwoitość ogromnie się liczyły, a więc dziewczyna nie pamiętająca swojej przeszłości, w dodatku sierota miała życie pod górkę. Julia wyparła ze swojej pamięci straszne wydarzenia z przeszłości, a teraz musi składać je z poszarpanych wspomnień i koszmarów. Spodobał mi się ten zabieg autorki. Nadał całej opowieści tajemniczości i niepokoju. Przeszłość nierozerwalnie wiąże i przenika się tutaj z teraźniejszością.

Przekroczyć rzekę to też miłość. Ludzie zawsze szukają czułości i zatracenia się w ramionach ukochanej osoby, gdy przyszłość jest niepewna tym bardziej. Julia też spotka mężczyzn, którym nie będzie obojętna. Czy powoli rodzące się uczucie będzie miało szansę przetrwać podczas licznych prób?

W książce tego typu oczywiście nie mogło zabraknąć rodzinnych tajemnic. Jest ich całkiem sporo, zdrady, skrywane choroby, namiętności, morderstwa. Mam wrażenie, że tym razem Anna J. Szepielak napisała coś znacznie mroczniejszego i bardziej niepokojącego niż poprzednie powieści. Główna bohaterka próbuje na własną rękę prowadzić śledztwo dotyczące jej rodziców, co w tamtych czasach było praktycznie niewykonalne. Z przyzwoitą panienką po prostu nie wypadało mówić o niektórych sprawach, zwłaszcza o brutalnych zabójstwach.

Podsumowując, Przekroczyć rzekę to niezwykle lekka powieść obyczajowa z językiem stylizowanym na czas Polski pod zaborami. Z mnóstwem emocji, rodzinnych intryg i tajemnic. Saga rodzinna, której kolejnego tomu już nie mogę się doczekać tak przyjemnie mi się ją czytało. Polecam każdemu kto szuka lekkiej lektury na letni czas. Nie zawiedziecie się.
Ocena:5/6
Tytuł: 404.Przekroczyć rzekę
Autor: Anna J. Szepielak
Stron: 472
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Filia

2 maj 2018

Zbrodnie i skandale na królewskich dworach Leslie Carroll

Recenzja książki
Lubiliście lekcje historii w szkole? Ja tak, ale należałam do wyjątków. Zwykle większość klasy zajmowała się innymi sprawami. Tylko, gdy nauczyciel zaczynał opowiadać o tragicznych zbrodniach i skandalach wywołanych przez członków rodzin królewskich wszyscy odrywali się od swoich zajęć i wsłuchiwali w opowieść. Książka Zbrodnie i skandale na królewskich dworach to właśnie takie najciekawsze i najbardziej pasjonujące legendy i wydarzenia sprzed lat.

            Leslie Carroll to autorka kilkunastu książek. Pod pseudonimami wydaje romanse historyczne. W Polsce ukazały się Królewskie romanse jej autorstwa.

            Władza, pieniądze, prestiż. Większość ludzi marzy o ich posiadaniu. Czy dają szczęście? Życiorysy słynnych królewskich rodów potwierdzają, że przywileje te przynoszą często mnóstwo cierpienia, doprowadzają do obłędu i niezwykłego okrucieństwa. Książka została podzielona na 12 rozdziałów. Od najwcześniej panujących okrutników i skandalistów aż po tych, których mogliśmy poznać z współczesnej telewizji. Od Włada Palownika aż po zmarłą w 2002 księżniczkę Małgorzatę.

            Smutny obraz wyłania się z tej książki. Małżeństwa w królewskich rodach, które niejednokrotnie zawierano pomiędzy bliskimi krewnymi sprzyjały popadaniu na różnorodne choroby, często psychiczne. Surowa etykieta, która wymagała od władców zachowywania się niezgodnie z ich przekonaniami. Nic dziwnego, że wszystkie frustracje miały odzwierciedlenie w okrucieństwach i wybrykach seksualnych, które wywoływały skandale. Mamy to osoby stosujące na swoich poddanych różnorodne tortury. Najbardziej zdumiał mnie życiorys Elżbiety Batory, zwanej jako Krwawa Hrabina. Kobieta ta zażywała kąpieli w krwi dziewic. Najpierw zabijano ubogie służki, jednak później zaczęto mordować nawet bogato urodzone szlachcianki. Takie historyczne smaczki wywołują jeszcze większe zdumienie niż najlepszy kryminał, ponieważ są prawdziwe, potwierdzone różnorodnymi źródłami historycznymi, mimo prób tuszowania ich przez rodziny królewskie. Czasami podczas czytania było mi aż trudno uwierzyć w istnienie osób tak okrutnych i bezwzględnych w swoim postępowaniu.

            Zbrodnie i skandale na królewskich dworach to porządna lektura historyczna. Autorka przedstawia nam historię tylko z perspektywy największych skandalistów wszech czasów, jednak robi to bardzo rzetelnie i dokładnie. Nie znajdziemy tutaj dialogów, jedynie ciągły tekst, a więc nie czyta się wcale tak prosto i szybko. Gdyby nie wciągające historie musiałabym poświęcić jej znacznie więcej czasu.

            Czy polecam? Myślę, że każdy kto interesuje się historią, historycznymi smaczkami i ciekawostkami będzie usatysfakcjonowany. Warto poświęcić jej trochę czasu, pochylić się nad tragicznymi losami wielu koronowanych głów i stwierdzić, że władza i pieniądze nie zawsze idą w parze z życiowym szczęściem.
Ocena:4/6
Tytuł:403. Zbrodnie i skandale na królewskich dworach
Autor: Leslie Carroll
Stron: 413
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza

30 kwi 2018

Podsumowanie kwietnia 2018

Kwiecień zauroczył nas przepiękną pogodą, kwitnącymi kwiatami i śpiewającymi ptakami na drzewach. Od razu człowiekowi zrobiło się znacznie lżej na duszy, zachciało się żyć. Czytanie książek, zwłaszcza na dworze stało się też dużo przyjemniejsze. W moim wypadku, w przeciwieństwie do pisania recenzji. Miałam napisać opinie do przodu, a jednak zawsze coś jest ważniejsze, a gdy już mam czas to po prostu słowa nie chcą przyjść. Zauważyłam też, że blogi książkowe powoli tracą na popularności. Mnóstwo osób przenosi się na Instagram, aby tam zamieszczać swoje opinie. Pewnie tam jest ciekawiej, barwniej, żywiej. Z resztą nasz świat jest coraz szybszy, wszystkie informacje chcemy mieć w zasięgu jednego kliknięcia palca, a więc coraz mniej osób chce czytać tradycyjne recenzje na bloga. Zrobiłam ankietę i praktycznie 100 % osób stwierdziło, że blogi książkowe lata swojej świetności mają już za sobą. Będę dalej pisać, póki będą czytelnicy. Gdy ich zabraknie będę pisać na Instagramie, a później na tym co tam jeszcze zostanie wymyślone i będzie popularne. Trzeba iść z duchem czasu. Z resztą ogromną frajdę sprawia mi pstrykanie zdjęć każdej książce, którą czytam. Świat od razu wydał mi się jakiś piękniejszy, oferujący więcej cudów i piękna. Na koniec tego podsumowania dodam zdjęcie ze swojego Instagrama, po kliknięciu w nie możecie odnaleźć mój profil. Lub po prostu podajcie w komentarzu swoje linki do swoich profili, chętnie je obejrzę.

W  kwietniu przeczytałam 9 książek. Kolejny miesiąc z takim samym wynikiem. To chyba taka moja średnia. Od stycznia nie udało mi się przeczytać więcej lub mniej. 
 Święta spędziłam z wciągającym thrillerem 13 minut. Czytało mi się po prostu ekspresowo.  Poźniej przeczytałam również najnowszą część Jeżycjady - Ciotka Zgryzotka. Powróciły wspomnienia sprzed lat. 
Romans Wszystko przed nami wywołał przyjemny dreszcz emocji i podniecenia. Intymne życie zwierząt, które przeczytałam dla Czytamwszędzie zaspokoiło moją ciekawość. Zachwyciłam się śmiesznymi ilustracjami, wielokrotnie zdziwiłam. Dawid Waszak w swojej książce Mroczny układ udowodnił, że Polacy potrafią tworzyć wciągające thrillery, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Leigh Calvez w książce Rzecz o sowach pokazała, że sowy nie bez powodu są symbolem mądrości. To fascynujące stworzenia, które każdego dnia walczą o przetrwanie. Nie bój się życia to jedyny poradnik jaki przeczytałam w tym miesiącu. Czy warto po niego sięgnąć? Odsyłam do recenzji. Oprócz tego przeczytałam jeszcze Zbrodnie i skandale na królewskich dworach oraz Przekroczyć rzekę. Moje opinie będziecie mogli przeczytać jeszcze w tym tygodniu. 

Moje plany na maj to przede wszystkim przygotowywanie się do obrony, napisanie recenzji do przodu oraz tak jak w kwietniu cieszenie się z życia i jego piękna. :)
A wy jak spędziliście kwiecień?
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.