23 lut 2018

Dachołazy Katherine Rundell

Recenzja książki
Podobno dobra recenzja nie powinna od razu zdradzać naszego stanowiska co do opisywanej książki. W przypadku historii, która tak mocno mnie oczarowała nie da się długo wytrzymać bez napisania, że musicie ją przeczytać, a ja gorąco polecam. Dlaczego?

Sophie została znaleziona w futerale na wiolonczelę pływając w kanale La Manche po katastrofie statku. Nikt jej nie szukał, a więc dziewczynką zaopiekował się Charles - samotny naukowiec. Mężczyzna wychowuje dziecko na swój sposób, co nie podoba się opiece społecznej. Przecież dziewczynka musi być czysta i ułożona, a chodzenie po drzewach nie jest mile widziane. Gdy okazuje się, że matka dziewczyny może żyć i mieszkać w Paryżu, Sophie i Charles czym prędzej tam uciekają. Tym bardziej, że opieka społeczna depcze im po piętach i chce umieścić dziecko w sierocińcu.

Współczesne wychowanie dzieci znacznie różni się od tego sprzed paru lat. Czasami od najmłodszych lat dorośli odbierają dzieciom szansę na beztroskę i zabawę. Nawet niektóre pozycje literackie dla dzieci są ugrzecznione i wygładzone. Przecież klasyki takie jak Tajemniczy ogród czy Dzieci z Bullerbyn były zupełnie inne. Tam dzieci psociły, miały podrapane kolana i dłonie. Jak w Dachołazach.

Ta historia to właśnie echo klasyki literatury dla dzieci i młodzieży. Znajdziecie w niej ten sam klimat, który nie tylko nie pozwala oderwać się od lektury, ale też przywołuje wspomnienia dziecięcej beztroski i niewinności. Sophie wyrusza w podróż życia. Od najmłodszych lat wyobrażała sobie jak mogłaby wyglądać jej matka. Teraz. gdy spotkanie wydaje się możliwe towarzyszy jej ogromne podekscytowanie. Nic się nie uda bez tytułowych dachołazów - zamieszkujących dachy paryskich domów.

Dla dzieci będzie to baśniowa opowieść o przygodach, ucieczkach, wspinaczkach i obdrapanych kolanach. Napisana prostym, trafiającym absolutnie do każdego językiem, który jednocześnie znakomicie rozbudza wyobraźnię.
Matki to coś potrzebnego jak powietrze i woda (...). Matka to miejsce, gdzie można odłożyć serce. Przystanek, na którym można odzyskać oddech.
Dla dorosłego będzie to historia o sile marzeń. O tym, że świat narzuca nam, aby każdy był taki sam i niczym się nie wyróżniał. Każdy przejaw inności czy własnego pomysłu na życie zostaje szybko udaremniony. Dzieci są jeszcze nieskażone takimi poglądami. To też piękna historia o miłości, macierzyństwie, przyjaźni i samotności. Rundell pisze z ogromną subtelnością i wnikliwością. Pod pozorem prostej historii kryje się wartościowa i poruszająca historia, która może wywołać łzy wzruszenia.

Nie sposób nie wspomnieć też o Paryżu, który z perspektywy Dachołazów jawi się zupełnie inaczej niż znany nam ze słodkich i romantycznych pocztówek. Brudny, brutalny. Zachwycają mnie te naturalistyczne opisy, które pewnie niejednego zszokują. Krew lejąca się z kolan czy zabijanie i skubanie piór z gołębia to tematy jakich pewnie nie spodziewalibyście się w książce dla dzieci i młodzieży. Przeczytajcie, a zrozumienie dlaczego dodają jej tyle charakteru.

Po raz pierwszy książka, która została uhonorowana kilkoma nagrodami literackimi na całym świecie, zachwyciła nie tylko jury, ale też mnie. Mam nadzieję, że zdobędzie też nagrodę w plebiscycie LubimyCzytać. To mądra, napisana z wyczuciem i smakiem baśniowa opowieść pełna przygód. Jeśli jako dziecko zaczytywaliście się w Dzieciach w Bullerbyn, Przygodach Tomka Sawyera czy powieściach Frances Hodgson Burnett to musicie sięgnąć i po Dachołazy.
Ocena:6/6
Tytuł:387.Dachołazy
Autor: Katherine Rundell
Stron: 264
Wydawnictwo: Poradnia K
Rok wydania:2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Poradnia K

19 lut 2018

Raz, dwa, trzy, zaśnij ty! Dorota Kassjanowicz

wydawnictwo Znak, recenzja książki
Dzisiejszy dzień mojej rodziny miał być bardzo aktywny. Mieliśmy spotkać się z innymi dziećmi, pobawić. Jak zwykle to nasz syn miał ostateczną decyzję i postanowił spać cały dzień. Takie leniwe dni mogłyby być częściej, jednak po całym dniu wylegiwania się, wieczorne zasypianie okazało się koszmarem. W takich i innych sytuacjach niezwykle pomocna okazuje się książka Doroty Kassjanowicz Raz, dwa, trzy, zaśnij ty! Skoro okazała się tak pomocna to postanowiłam od razu napisać o niej kilka słów.

Książeczka ta to jedenaście dłuższych i krótszych wierszyków opowiadających o spaniu. Są napisane niezwykle łatwym i przyjemnym dla ucha językiem. Powstały z prostych rymów, które tworzą wyliczankę. Podczas jej słuchania dziecko ma szansę się wyciszyć i uspokoić, przygotować do snu. Starsze pociechy będą wyłapywać żartobliwe słowne gry i porównania. Tak przez dziesięć wierszyków, adresowanych do dzieci, jamnika czy nawet guzika. Jedenasty jest niespodzianką. 

Warto wspomnieć o odrobinę futurystycznych i śmiesznych ilustracjach Gosi Herby, które znakomicie wpasowują się w klimat wierszy. To one od razu zaciekawiły mojego synka. Nie byłam pewna czy postacie w odcieniach niebieskiego, szarego i zielonego są w stanie skupić jego uwagę, a okazało się, że każda buźka narysowana na wklejce musiała zostać wycałowana i pokazana paluszkiem. Od tej pory książeczka jest przeglądana przynajmniej raz dziennie.

Podsumowując, to kolejna ciekawa propozycja do czytania dzieciom przed snem. Rozbudza wyobraźnię pięknymi wierszami i ilustracjami, wycisza, uspokaja przed snem. Minus właściwie tylko ze względu, że są w niej zwykłe papierowe kartki, które po kilku dniach w moim łobuzem już noszą ślady używania. Mnie jako książkoholika już trochę boli serce :)
Ocena:5-/6
Tytuł: 386.Raz, dwa, trzy, zaśnij ty!
Autor: Dorota Kassjanowicz, ilustracje Gosia Herba
Stron: 48
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękujemy wydawnictwu Znak

14 lut 2018

Conviction Corinne Michaels

Wydawnictwo Szósty Zmysł, erotyka, romans, recenzja książki
Conviction to drugi tom duetu Consolation Corinne Michaels, który po prostu złamał mi serce, a zakończenie wbiło w fotel. Czy tym razem też otrzymałam tyle emocji?

Życie Natalie skomplikowało się jeszcze bardziej. Myślała, że wszystko co złe już dawno za nią i teraz będzie mogła prowadzić szczęśliwe życie z córeczką i ukochanym mężczyzną. Nic nie jest jednak tak jakbyśmy chcieli. Dziewczyna musi jak najszybciej podjąć decyzję, która zaważy o jej przyszłości i pozwoli rozliczyć się z przeszłością.

Znów mam ogromny problem z napisaniem jakiegoś konkretnego opisu, ponieważ nie chcę wam nic zdradzić i muszę pisać ogólnikami. Zakończenie Consolation rzeczywiście sprawiło, że cała historia nabrała innego znaczenie i przeczytanie kolejnego tomu było koniecznością. Mam jednak wrażenie, że Corinne Michaels jak wielu autorów przed nią, nie do końca podołała pokładanym w niej nadziejom i napisała coś trochę innego i słabszego. Cała ta historia jest ogromnie zagmatwana, los nie szczędzi bohaterom ciosów i doskonale rozumiem, że mogą czuć się zagubieni i zdruzgotani. Ich zachowanie jednak wielokrotnie mnie denerwowało. Miotali się, nie potrafili wyznać swoich uczuć szczerze przez co nic nie szło po ich myśli. Na szczęście taki stan rzeczy nie trwał przez całą powieść, więc później mogłam skupić się tylko na powieści i zawartych w niej emocjach.

Emocji znów jest sporo, jednak zachowanie bohaterów trochę zmieniło moje odczucia. Autorka po raz kolejny gra na uczuciach poprzez sypiące się jak asy z rękawa zwroty akcji. Zmusza do zastanowienia się czy postępowanie głównej bohaterki jest uzasadnione czy jednak powinna dokonać całkowicie innego wyboru. Myślę, że tyle ile osób tyle decyzji.

Podsumowując, Convicton nie jest złą książką, jednak po przeczytaniu bardzo dobrego pierwszego tomu moje oczekiwania były naprawdę wygórowane. To historia o trudnych wyborach, namiętności i miłości. Myślę, że jeśli ktoś przeczyta pierwszy tom, to nie przejdzie obojętnie obok tego. Warto sięgnąć po obie części w Walentynki.
Ocena:4-/6
Tytuł:385.Conviction
Autor: Corinne Michaels
Stron: 357
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Szósty Zmysł 

8 lut 2018

Kindness Boomerang Orly Wahba

Recenzja książki
Kindness Boomerang to chyba najbardziej specyficzna książka jaką czytałam ostatnim czasem. Jest absolutnie wyjątkowa i myślę, że każdy powinien chociaż zajrzeć do niej w księgarni i zdecydować czy dzięki niej zmieni coś w swoim życiu.

Idea Kindness Boomerang zakłada, że każdy najmniejszy przejaw życzliwości wraca do nas w pewnym momencie naszego życia. Zastanówmy się. Jesteśmy mili dla kierowcy autobusu czy taksówki. Nie robimy nic wielkiego, wystarczy, że się uśmiechniemy czy życzymy miłego dnia. Ten pan jest później niezwykle uprzejmy dla kolejnej osoby, która może biegnie na przystanek, ponieważ myśli, że nie zdąży. Autobus na nią czeka. To skutecznie poprawia jej humor, a że pracuje w urzędzie nie jest niemiła dla petentów jak to zwykle bywa. Gdybyśmy na nią trafili nasza życzliwość ma szansę bardzo szybko do nas wrócić. To w takim ogromnym uproszczeniu, ale gdyby każdy kierował się zasadami wzajemnej życzliwości to świat byłby po prostu lepszy, piękniejszy i prostszy dla wszystkich ludzi. Wielka szkoda, że o takich sprawach po prostu się zapomina.

Powyższa książka została bardzo intrygująco napisana. Autorka proponuje nam dokładnie 365 ćwiczeń życzliwości, na każdy dzień roku. To zadania dotyczące serdeczności w stosunku do nas samych, ludzi w pracy, szkole czy nieznajomych w mieście. Każde polecenie zostało opatrzone odpowiednim motywującym cytatem i refleksją autorki. To zbiór naprawdę trafiających do człowieka zdań, które nawet jeśli nie zmienią całego świata, to mają szansę przemeblować nasze najbliższe środowisko. W moim wypadku najmocniej najmocniejsze wrażenie robią zadania ćwiczące życzliwość do nas samych. Mam ogromny problem z samoakceptacją, a tutaj znajduję naprawdę mnóstwo zadań i cytatów zmuszających do zmian.

Jak ją czytać? Tak naprawdę możecie ją czytać tak jak tylko chcecie. Autorka zakłada, że codziennie przeczytamy jedno zadanie. Można też kartkować ją i wybierać najciekawsze dla nas fragmenty. W moim wypadku sprawdziło się, że po prostu przerabiam ją jak podręcznik. Gdy mam czas czytam, zastanawiam się, zaznaczam ciekawe miejsca karteczkami, a na innych piszę swoje notatki. Po dwóch tygodniach od jej otrzymania mój egzemplarz aż spuchł od tych moim odniesień i myśli. A wy jak będziecie ją czytać?

Kindness Boomerang doskonale wpisuje się w panującą ostatnio modę na podręczniki kształtujące naszą świadomość oraz zmuszające do zmieniania świata i siebie. Wyróżnia ją z pewnością ciekawa forma i mnóstwo sposobów  w jakich można ją czytać. Myślę, że warto się nią zainteresować.
Ocena:5/6
Tytuł: 384.Kindness Boomerang
Autor: Orly Wahba
Stron: 381
Wydawnictwo: Buchmann
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal 

6 lut 2018

Znajdź mnie jeszcze raz Monika Sawicka

Recenzja książki
Monika Sawicka to polska autorka powieści obyczajowych. Jak sama pisze, jej historie nie są zwykłymi opowieściami o miłości. Porusza też tematy społeczne, trudne do przełknięcia. O Znajdź mnie jeszcze raz mówi nawet, że to historia, która nie pozwoli czytelnikowi się tak zwyczajnie zrelaksować. Czasami warto jednak sięgnąć po coś co nas zmęczy emocjonalnie i zmusi do przemyśleń. 

Znajdź mnie jeszcze raz to kilka z pozoru niepowiązanych ze sobą historii. Jest kobieta, która chce by nazywać ją Marylin Monroe. Jest przepiękna i przyciągająca do siebie ludzi. Oprócz niej jest tu też historia Marie, Laury, Marcina i Kasi. Jest też Mona - postać spajająca tę historię jak klamra.

Pierwszy raz mam tak ogromny problem z napisaniem opisu jakiejś książki, ponieważ nie chcę wam zbyt dużo zdradzić. Musicie uwierzyć mi na słowo, że ta historia wywróci wasze myślenie do góry nogami. Z pewnością będziecie zaskoczeni, że to o czym czytacie zostało udokumentowane medycznie i rzeczywiście ma miejsce. Zdradzę wam tylko tyle, że mowa tutaj o chorobie psychicznej wywołanej ciężką traumą w dzieciństwie. Jestem głęboko poruszona i wstrząśnięta tym, jakie zmiany mogą powstać w naszym mózgu i psychice na skutek głębokich przeżyć. Mamy zdumiewającą technologię i postęp w dziedzinie medycyny, a tak naprawdę niektóre przypadki zostają do tej pory niewyjaśnione. 

Gdy zaczęłam czytać Znajdź mnie jeszcze raz, czyli moją pierwszą powieść Moniki Sawickiej zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam, że znajdę tu emocje, jednak myślałam, że będą dotyczyły wątku miłosnego. Jestem bardzo zadowolona z faktu, że okazało się zupełnie inaczej. Romansów się jeszcze w swoim życiu naczytam, a o tak poruszających serce i duszę tematach już nie. Ponadto, podczas czytania pierwszych stron byłam odrobinę zawiedziona, a nawet skonfundowana. Historie się mieszały, były chaotyczne. Nagle wszystko się wyjaśniło, połączyło w jedną spójną całość i okazało celowym zabiegiem autorki. 

Kolejnym problemem jaki porusza powieść jest molestowanie seksualne dziecka. Ma destrukcyjny wpływ na młodą psychikę. Podczas czytania pewnego fragmentu miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Tak poruszyła mnie podłość naszego świata i fakt, że niektórzy ludzie są w stanie zrobić taką krzywdę drugiemu człowiekowi. Dziecku, które jest niewinne i bezbronne i nie ma pojęcia co się dzieje. Jeśli wywołała u mnie takie emocje to jest jej najlepsza rekomendacja.

Nie pozostaje mi nic innego jak polecić tę mocną powieść. Gwarantuję, że was zdziwi i zaskoczy. Nie powala gabarytowo, ponieważ ma trochę ponad 200 stron, jednak zmiata swoim ładunkiem emocjonalnym. Nie łatwo się po niej otrząsnąć, ja musiałam zrobić sobie przerwę pomiędzy kolejną lekturą. Takich książek szybko się nie zapomina. 
Ocena:5+/6
Tytuł:383.Znajdź mnie jeszcze raz
Autor: Monika Sawicka
Stron: 239
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania:2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Replika :)

1 lut 2018

Podsumowanie stycznia

podsumowanie stycznia
Styczeń. Miesiąc, w którym miałam czytać tylko i wyłącznie dla przyjemności, bez spinania się. Nie myśląc o tym, że coś muszę. W listopadzie miałam taki moment, że chciałam dodawać recenzje regularnie trzy razy w tygodniu. Męczyłam się, czytanie nie sprawiało mi wtedy radości. W styczniu dodawałam już raz na jakiś czas. Okazało się, że ilość wejść i komenatrzy też się zwiększyła.
Paradoksalnie im mam mniej przeczytać, tym czytam więcej. W styczniu udało się przeczytać 9 książek. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ten wynik mnie cieszy, ponieważ w tym miesiącu zaczęłam też więcej ćwiczyć i realizować moje noworoczne postanowienia. Udało mi się nawet wyjść do kina na film ,,Narzeczony na niby", a kolejne trzy wyjścia już są w niedalekich planach.
W styczniu przeczytałam:
Mroczne zakamarki
Przepis na drugą szansę
My mieliśmy szczęście
Kobieta w oknie
Swing time
Węzeł prawdy
Cudowny chłopak
Komisarz Gordon.Pierwsza sprawa
Znajdź mnie jeszcze raz
Po kliknięciu na tytuł zostaniecie przeniesieni do recenzji.
Przewiduję, że w lutym nie będzie już tak dobrze. Mam do zdania mnóstwo zaliczeń i egzaminów, a do tego chciałabym powoli zbliżać się ku końcowi z pracą licencjacką. Jakie są wasze plany?
W styczniu udało mi się też pstryknąć kilka takich zdjęć.
Post udostępniony przez @ chabrowacczytelniczka


29 sty 2018

Pierwsza sprawa Ulf Nilsson

Recenzja książki dla dzieci. Wydawnictwo Literackie
Gdy dowiedziałam się o kolejnej premierze książeczki dla dzieci od Wydawnictwa Literackiego wiedziałam, że będzie to coś co mogę brać w ciemno. Razem z synkiem zapoznaliśmy już wiele opowieści z tego krakowskiego wydawnictwa i moja latorośl zawsze była zaintrygowana, a ja kompletnie oczarowana. Jak było tym razem?

W lesie zapanowało nie lada poruszenie, ponieważ ktoś ukradł wiewiórce wszystkie orzechy. Z chaotycznych zeznań ofiary wynika, że podejrzanym może być każdy albo...nikt. Rozwiązania sprawy podejmuje się miejscowy komisarz – ropuch Gordon, który jednak z niczym się nie spieszy. Najpierw musi jeszcze wypić spokojnie herbatkę i zjeść ciastko. Później można ruszyć w teren, jednak pada śnieg zasypujący wszystkie ślady. Rozwikłanie tej zagadki nie będzie takie proste.

Jak widać skandynawscy autorzy nie gustują tylko w kryminałach i thrillerach. Tworzą też ciekawe zagadki kryminalne dla najmłodszych. Muszę przyznać, że podczas głośnego czytania dziecku sama zastanawiałam się nad rozwiązaniem zagadki. Miałam swoje podejrzenia, myślę jednak, że taka opowieść doskonale pobudza wyobraźnię dziecka i rozbudza w nim zdolność logicznego myślenia, kojarzenia pewnych faktów, które czasami wydają się zupełnie ze sobą niezwiązane. To piękne, że obecnie możemy przebierać w takim ogromie różnorodnych treści dla dzieci, które są nie tylko intrygującymi historiami, ale też takimi pozwalającymi lepiej się rozwijać.

Pierwsza sprawa to też magiczny, bajkowy klimat, którego po prostu nie mogło tutaj zabraknąć. Komisarz Gordon to urzekająca postać. Jest opieszały, czasami rozbrajająco niezdarny, ale w sposób, który jest po prostu słodki i sprawiający, że takiego książkowego bohatera nie da się nie lubić. Jego przygody są śmieszne, ciekawe, czasami niebezpieczne.

Widzę, że wydawnictwo wybiera historie, które nawet jeśli napisane współcześnie, to jednak mają w sobie klimat opowieści z dawnych lat. Tak jest i tutaj. Podczas lektury Pierwszej sprawy można przenieść się do czasów dzieciństwa i rozpieścić dziecko, które przecież drzemie w każdym z nas.
Ocena:5/6
Tytuł: 382.Pierwsza sprawa
Autor: Ulf Nilsson
Stron: 100
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackie :)

26 sty 2018

Węzeł prawdy Iwona Wej

Recenzja książki. Zima
Węzeł prawdy to thriller polskiej autorki Iwony Wej. Z moim czytaniem naszych rodzimych pisarzy było różnie. Najważniejsze, że coraz bardziej się do nich przekonuję, a gdy jeszcze gwarantują emocje takie jak w przypadku tej historii to już w ogóle będę sięgać po nich częściej.

Maria ma szczęśliwą rodzinę. Kochającego, idealnego wręcz męża i czteroletniego synka. Kobieta od lat nie może otrząsnąć się po śmierci ukochanego brata bliźniaka, a gdy odejdzie jeszcze jej mama, uporządkowane życie zaczyna sypać się jak domek z kart. Problemów przybywa, a Maria nie ma pojęcia co jest prawdą, a co wytworem jej wyobraźni. A gdyby okazało się, że światem rządzi ściśle tajna Organizacja, która ma wpływ na każdego człowieka? Szalone, ale nie nieprawdopodobne. Czy Maria zdoła ocalić tych, których kocha?

Polscy autorzy nie mają się czego powstydzić. Niech będzie to tytuł przewodni mojej opinii, ponieważ po przeczytaniu tej powieści rzeczywiście tak sądzę. Iwona Wej stworzyła thriller, który trzyma w napięciu i nie pozwala o sobie zapomnieć. Zakładałam, że skoro wywołuje u mnie tyle niepokoju, że boję się iść do łazienki to raczej nie będę czytać go w nocy. Ciekawość zwyciężyła ze strachem i kilka godzin później czytałam już zakończenie.

Węzeł prawdy to niezwykle sugestywna i prawdopodobna wizja, gdzie światem rządzi Organizacja. Mało kto zdaje sobie sprawę z jej istnienia, chociaż członkowie rządzą absolutnie każdym aspektem życia, od polityki aż po Kościół i służbę zdrowia. Spore wrażenie wywarło na mnie takie wytłumaczenie sytuacji panującej w naszym kraju.

Gdzieś w tym wszystkim jest Maria – kobieta, która po tragicznej śmierci brata bliźniaka straciła wiarę w Boga. Kocha swojego synka bezgranicznie i zrobi dla niego wszystko. Sny, które ma z Oliwierem w roli głównej są niezwykle realistyczne i mroczne. Autorka naprawdę wie jak wprowadzić grozę do swojej opowieści. Na tyle, że zawsze podczas ich czytania miałam dreszcze na plecach. Spodobała mi się ta postać i ogromna przemiana jaka się w niej dokonała.

Jedyne do czego można by się tutaj przyczepić to kilka zbyt szczegółowych opisów ubioru bohaterów czy wystroju wnętrz. To jednak taki minus, który w żaden sposób nie wpłynął na mój odbiór powieści, a więc i na ostateczną ocenę.

Oprócz pasjonującego thrillera historia ta przepięknie opowiada o Bogu, wierze i zaufaniu. Kwestie te zostały mądrze zaprezentowane. Zachęcają do wielu refleksji.

Podsumowując, jeśli szukacie thrillera pełnego mroku i grozy, tajemniczych obrzędów i świetnie poprowadzonej intrygi to sięgnijcie po tę książkę. Rzeczywiście nie ustępuje w niczym popularnym ostatnio na rynku thrillerom, a warto sięgnąć po coś co stworzył polski autor. Długo nie pozwoli wam o sobie zapomnieć.
Ocena:5/6
Tytuł: 381.Węzeł prawdy
Autor: Iwona Wej
Stron: 400
Wydawnictwo: Novae res
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Novae Res :)


23 sty 2018

Swing time Zadie Smith

Wydawnictwo Znak Recenzja książki
Po prozę Zadie Smith sięgnęłam już ładnych kilka lat temu, chyba w gimnazjum. Autorka wcale nie pisze łatwo, nad jej powieściami należy się skupić, a więc trochę dziwi mnie, że jak na tamtą chwilę z O pięknie czy Białych zębów wyciągnęłam mnóstwo wniosków i refleksji. Jak wyglądało nasze spotkanie po latach?

Tracey i narratorka powieści, której imienia autorka nie zdradzi aż do ostatniej strony poznały się na lekcjach tańca. Obie były czarnoskóre, a więc od razu się sobą zainteresowały. Ich przyjaźń miała wiele wzlotów i upadków, tyle ile różnic je dzieliło. Tracey ma prawdziwy talent do tańca, natomiast narratorka nadrabia pasją. Jedna ma ładny i bogaty dom zamieszkiwany przez nią i jej rodziców, natomiast druga tylko zaniedbane mieszkanie i samotnie wychowującą ją matkę. Wkrótce różnice stają się tak widoczne, że jakakolwiek znajomość pomiędzy dziewczynami wydaje się być już niemożliwa.

Swing time to książka, nad którą należy się pochylić. Czyta się ją niełatwo, ponieważ jak to w przypadku tej autorki jest naprawdę mało dialogów, które mogłoby wszystko przyspieszyć. Jedynie mnóstwo tekstu, któremu trzeba poświęcić należytą uwagę, przegryźć go, wysnuć odpowiednie wnioski i refleksje. Kolejna książka Zadie Smith to po raz kolejny historia o przynależności. Każdy z nas należy do jakiejś mniejszej lub większej społeczności, grupy etnicznej. Czy człowiek zawsze musi się z kimś utożsamiać? Swing time pokazuje jakie te wszystkie pojęcia są płynne. Narratorka, która swoje dziecięce lata spędziła w Londynie zawsze była postrzegana jako czarnoskóra, spotykała się z niesprawiedliwością i nietolerancją. Jednocześnie jako córka białego człowieka podczas wyjazdu do afrykańskiej wioski została potraktowana jako ktoś zupełnie obcy, ponieważ z jaśniejszym kolorem skóry. 

To też historia o kobiecości. Najwięcej refleksji wysnułam na temat małżeństwa rodziców narratorki. Zadie Smith zastanawia się jaka jest rola kobiety w społeczeństwie i rodzinie. Po narodzinach dziecka część życia zmienia się już nieodwołalnie. U mężczyzny często nie jest to tak zauważalne, jednak kobieta musi wyszarpywać czas tylko dla siebie i swoich przyjemności. Czy dobra matka to taka, która będzie szczęśliwa, czy ta, która całkowicie odda się wychowywaniem swojego potomka i czy da się odnaleźć złoty środek?

W powieści tej odnalazłam też smutny bilans naszych czasów. Żyjemy szybko i byle jak. Zapominamy co tak naprawdę ważne i poświęcamy czas jaki został nam podarowany na błahostki i głupoty, które nie przynoszą nam szczęścia. 

Podsumowując, Swing time to historia, której trzeba poświęcić trochę czasu. Proza Zadie Smith nie jest czymś co czyta się dla szybkiej akcji. Ona po prostu pięknie pisze o ludziach, społeczeństwie, przyjaźni i nietolerancji rasowej. Stosuje ciekawe zabiegi pisarskie, jak chociażby nienadanie swojej głównej bohaterce imienia, które mają na celu zmuszenie do wysnuwania mnóstwa refleksji. Myślę, że to po prostu ambitniejsza lektura, której warto dać szansę.
Ocena:5/6
Tytuł: 380.Swing time
Autor: Zadie Smith
Stron: 475
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak

21 sty 2018

Kobieta w oknie A.J. Finn

Recenzja książki. Wydawnictwo W.A.B
Kobieta w oknie to historia, którą rekomenduje wielu słynnych autorów. Zwykle boję się takich poleceń, jednak tym razem miałam przeczucie, że na punkcie tej książki oszaleje po premierze świat blogów książkowych i Instagrama.

Doktor Anna Fox była kiedyś psychologiem. Miała własny gabinet, rodzinę. Obecnie cierpi na agorafobię - lęk przed otwartą przestrzenią. Mieszka sama, mając za towarzysza jedynie kota. Od kilku miesięcy nie wychodziła z domu. Jej jedyną rozrywką jest podglądanie sąsiadów przez okna. Pewnego dnia, wydaje jej się, że w domu naprzeciwko zamordowano kobietę. Co tak naprawdę widziała?

Kobieta w oknie to thriller, który rozpoczyna się niezwykle spokojnie. Poznajemy kobietę z ciężką fobią, która zmusza ją do spędzania czasu tylko w dobrze znajomych czterech ścianach. Wnikamy do jej umysłu - cała powieść została poprowadzona w formie pierwszoosobowej. Jesteśmy tak jak ona podglądaczami zwykłego, codziennego życia. Dla kogoś mogłoby wydawać się to nudne, jednak w tej historii po prostu jest to coś. Nikły szczegół, który ciągle nam umyka. Podszept podświadomości uświadamiający, że coś w tej historii jest nie tak i wywołujący w nas uczucie niepokoju.

Im dalej czytamy tym jest tylko lepiej. Autor wiele razy nas zwodzi, splata ze sobą wydarzenia, mąci je. Na tyle, że po prostu nie mamy pojęcia co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni. Ta historia jest po prostu nieprzewidywalna. Nawet czytelnik, który czyta mnóstwo kryminałów i thrillerów w pewnym momencie zostanie po prostu wgnieciony w fotel. Autor wiele razy wywraca całą fabułę, zaskakuje, zmienia wyobrażenie o bohaterach i wydarzeniach. Tutaj nie można być niczego pewnym, przez co czyta się wprost ekspresowo.

Trudno napisać coś o samej bohaterce, ponieważ mimo faktu ciekawie i porządnie rozbudowanej psychiki postaci autor nigdy nie wykłada wszystkich kart na stół. Manipuluje naszymi wyobrażeniami o Annie, zdradza tylko tyle ile musi. Doktor Fox jawi się jako osoba niezrównoważona psychicznie, nieradząca sobie z problemami. Nadużywająca alkoholu i leków. Czy jest taka naprawdę czy to celowy zabieg autora abyśmy tak pomyśleli?

Koniecznie muszę wspomnieć o zakończeniu. Było idealnie w punkt. W tak zagadkowej historii można przekombinować z jej finałem i sprawić, że stanie się nieprawdopodobna. Na szczęście autor znakomicie wybrnął z sytuacji i udało mu się tego uniknąć.

Podsumowując, thriller ten zapewni wam kilka godzin znakomitej rozrywki. Zamiesza w waszych zmysłach i odczuciach. Wprawi was w osłupienie i zdumienie. Poza tym przedstawiając kobietę praktycznie odciętą od świata, z silną fobią staje się powiewem świeżości na rynku thrillerów.
Ocena:5/6
Tytuł:379.Kobieta w oknie
Autor: A.J. Finn
Stron: 416
Wydawnictwo: W.A.B
Data premiery: 02.02.2018
Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

16 sty 2018

My mieliśmy szczęście Georgia Hunter

Recenzja książki Czarna Owca
Wydawać by się mogło, że o losie Żydów w czasie II wojny światowej napisano już wszystko. Powstało mnóstwo lepszych i gorszych książek. Mam nadzieję, że dzisiaj przekonam was do sięgnięcia po jeszcze jedną lekturę tego typu.

Jest wiosna 1939 roku. W Radomiu mieszka żydowska rodzina Kurców. Żyją normalnie, codziennie spotykają się przy wspólnym stole. Los rzuci ich jednak w zakątki całego świata. Od Brazylii po Syberię. Okaże się, że w czasach wojny, gdy człowiek człowiekowi wilkiem liczy się rodzina i lojalność.

Każda przeczytana przeze mnie powieść traktująca o Holocauście to zawsze ogrom emocji. Tak było i tym razem. Georgia Hunter przenosi nas w czasy II wojny światowej. Okazuje się, że cała powieść została oparta na faktach - rodzina Kurców to przodkowie autorki. Znów oczywiste staje się zdanie, że tylko życie może wymyślić tak mrożące krew w żyłach i porywające historie. Przez to, że to prawdziwe wydarzenia powieść zyskuje na autentyczności i ogromie ładunku emocji jaki ze sobą niesie.

Historia ta udowadnia, że jedynymi istotnymi i ponadczasowymi wartościami w życiu człowieka są miłość i rodzina. To zdumiewające przez co musieli przejść Kurcowie. Niemieckie prześladowania, więzienie, zsyłki na Syberię. Niektórzy członkowie tej rodziny brali udział w walce. Zawsze wychodzili ze wszystkiego obronną ręką. Może mieli szczęście jak napisano to w tytule. Myślę, że to też ogromna zasługa niezwykłej i rzadko spotykanej w naszych czasach lojalności i oddania. Kurcowie zawsze myśleli o reszcie członków swojej rodziny, umieli sobie pomagać. Zostały wpojone im tradycyjne wartości, a więc oprócz niezwykle porywającej historii ta powieść to też przypomnienie o tym, co naprawdę w życiu ważne.

Trudno ocenić mi bohaterów mając z tyłu głowy informację, że to prawdziwe postacie, istoty z krwi i kości. Mogę jedynie wspomnieć, że Georgia Hunter ciekawie ich wykreowała. Mimo ich mnogości czyta się szybko, każda z osób jest warta uwagi i pochylenia się nad jej postępowaniem. Najmocniej w pamięć zapadły mi losy Genka i Herty, bo oni chyba najwięcej wycierpieli. Zostali zesłani na Syberię, do katorżniczej pracy, gdzie kobieta dowiedziała się, że jest w ciąży. Wstrząsające, co ludzie tacy ludzie musieli przeżywać.

Kolejnym plusem przemawiającym za poleceniem wam tej powieści jest jej rozmach. Obserwujemy wojnę z wielu stron. Niektórzy bohaterowie żyli pod okupacją niemiecką, inni rosyjską. W Radomiu, Lwowie, Warszawie, a nawet w Brazylii. Podoba mi się przedstawienie Holocausttu i II wojny światowej z tylu stron i perspektyw, a jednocześnie znów zdumiewa, że to samo życie, a nie wymyślona fikcja.

Ostatnim atutem, o którym muszę wam wspomnieć jest budowa tej powieści. Większość rozdziałów poprzedza notka historyczna osadzająca fabułę w odpowiednim przedziale czasowym, Przez ten zabieg obserwujemy wpływ wielkich wydarzeń nie tylko w aspekcie globalnym, ale też tym dotyczącym każdego maluczkiego, zwykłego człowieka.

Podsumowując, nie sposób nie polecić tej powieści. Jednocześnie uważam, że jej premiera trochę zaginęła w natłoku nowości i za cel wzięłam sobie zainteresowanie nią choć kilku osób. To powieść o Holocauście, którą z rozmachem napisało życie. Zdolna do wywołania łez i uśmiechu. Pokazująca jak ważna w życiu jest rodzina i miłość. Pasjonująca lekcja historii jakich nigdy dość.
Ocena:5+/6
Tytuł:378.My mieliśmy szczęście
Autor: Georgia Hunter
Stron: 560
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czarna Owca :)
Egzemplarz książki Szachownica Mariana Wichary wygrywa Marzena Jaroszek :)

11 sty 2018

Przepis na drugą szansę J. D. Barrett

Wydawnictwo W.A.B. Recenzja książki

Powieści obyczajowe z wątkiem paranormalnym to historie, po które zawsze chętnie sięgam. Mają zawsze w sobie odrobinę nierealności, ale czy zawsze powinniśmy czytać tylko ściśle trzymające się realiów lektury?

J. D. Barrett to scenarzystka i redaktorka scenariuszy telewizyjnych. Pasjonuje się gotowaniem. Przepis na drugą szansę to jej debiutancka historia. 

Lucy Muir to utalentowana szefowa kuchni i właścicielka restauracji Circle, którą prowadzi razem z mężem. Kobieta ma jednak dość licznych skoków w bok z jego strony oraz podkradania jej autorskich przepisów. Los prowadzi ją do Fortune - kultowego przed laty miejsca, które obecnie służy za noclegownię dla bezdomnych. Lucy postanawia wynająć lokal i przywrócić mu dawną świetność. Problem w tym, że jest w nim niespodziewany lokator - niezwykle przystojny i seksowny duch poprzedniego właściciela. 

Romans z duchem? Niektórym takie pomysł umieszczony w powieści obyczajowej może wydawać się zupełnie nietrafiony, a nawet szalony. Nic bardziej mylnego, przecież wątki tego typu pojawiają się w kulturze od lat, a w tej powieści jest to temat niezwykle zgrabny i trafiony. Historia ta jest po prostu lekka, przyjemna i odprężająca. Idealna na długi zimowy wieczór pod kocem gdy chcemy wyleczyć chandrę i rozładować napięcie po całym dniu. Historia Lucy i jej miłosnych rozterek związanych z przystojnym duchem ogromnie mnie zainteresowała, wiele razy nawet wywołała uśmiech na twarzy, ponieważ autorka zawarta w swojej powieści mnóstwo humoru. 

Oprócz wątku miłosnego jest tu też odrobina sensacji. Okazuje się, że dawny właściciel legendarnej restauracji Fortune to niezłe ziółko. Wiele osób mogło źle mu życzyć, czego dowiadujemy się podczas czytania licznych retrospekcji z jego życia. Wątek sensacyjny można by lepiej poprowadzić, rozbudować, a przede wszystkim popracować nad jego zakończeniem. To umieszczone w powieści trochę mnie rozczarowało, zostało zbyt szybko i prosto ucięte.

Ogromnym atutem tej historii jest magiczny aromat potraw wydobywający się z jej kart. Ja byłam oczarowana tym klimatem przez całą lekturę. Autorka umieściła w niej też kilka przepisów na potrawy, które koniecznie muszę wypróbować. 

Podsumowując, to niezwykle lekka, ciepła, aromatyczna i smaczna historia miłosna. Do potraktowania nie do końca serio przez jej wątek paranormalny. Może nie idealna, ale zdolna przywrócić uśmiech na twarzy po ciężkim dniu w pracy.  A wy jesteście zdolni do uwierzenia w ducha?
Ocena: 4+/6
Za egzemplarz dziękuję  Grupie Wydawniczej Foksal
Tytuł: 377.Przepis na szczęście
Autor: J. D Barrett
Stron: 400
Wydawnictwo: W.A.B 
Rok wydania: 2017

9 sty 2018

List do mnie starszej o rok

Postanowienia noworoczne
Droga Chabrowa,
Piszę do ciebie list, abyś przeczytała go sobie za rok i zastanowiła się nad tym, które z postanowień udało ci się zrealizować. Zwykła lista do ciebie nie trafia, a więc może ten list okaże się strzałem w dziesiątkę. W 2018 roku masz w końcu zaakceptować siebie. Masz być sobą, ale lepszą wersją siebie. Wersją, która w końcu nie będzie miała ciągłych zastrzeżeń do swojego wyglądu. Zaakceptuj to czego nie da się zmienić, a z resztą po prostu działaj. Regularnie ćwicz, zdrowiej się odżywiaj. Regularnie używaj kosmetyków. Ich kupowanie i ustawianie na półce jeszcze nie znaczy, że coś się zmieni. Balsamuj się! Przed ciążą, kilka lat temu mogłaś używać kremów raz w miesiącu. Teraz to trochę się zmieniło i niedługo będziesz przypominać sucharek.

Lepiej się organizuj. Najpierw praca później przyjemność. Fajnie jest czytać książkę w trakcie czasu przeznaczonego na pisanie pracy licencjackiej. Później jednak już nie jest tak fajnie, gdy goni cię termin spotkania z panią promotor :) Rób wszystko dokładnie. Gdy się spieszysz to robisz niektóre rzeczy po łebkach, a później musisz je poprawiać i tracisz dwa razy czas.

Maksymalnie wykorzystuj czas. Ciesz się drobnostkami. Wyłączaj internet gdy masz wolny czas. Lepiej spożytkować do na czytanie książki. To ci się opłaci, ponieważ twoim kolejnym postanowieniem jest zmniejszenie stosików książek czekających na przeczytanie. Rób zdjęcia do przodu na bloga i Instagrama, żebyś później nie narzekała, że mogłabyś napisać recenzję, ale nie masz z czym je opublikować. 

Jeszcze więcej czytaj dziecku. Wykorzystuj chwile kiedy akurat chce cię słuchać, ponieważ później są te okresy kiedy tylko bieganie mu w głowie. 

3 razy w kinie z mężem przez rok to dość słaby wynik. W tym roku postaraj się być w kinie raz w miesiącu, a co tydzień obejrzyjcie razem jakiś film w domu. Tylko wy i wasz niesforny synek. 
Za rok o tej porze przeczytaj ten list i dobrze się nad nim zastanów!

A wy macie jakieś postanowienia noworoczne?

5 sty 2018

Mroczne zakamarki Kara Thomas

Recenzja książki
Mroczne zakamarki to powieść, która wyczekała na mojej półce aż od wakacji. Niepotrzebnie przeczytałam kilka niepochlebnych opinii na jej temat, zraziłam się i sądziłam, że w moim przypadku wrażenia będą takie same. Lektura tej powieści udowodniła mi, że nie warto na nic nigdy się nastawiać i kierować odczuciami innych.

Tessa i Callie były dawniej nierozłącznymi przyjaciółkami. Do czasu, gdy w wieku ośmiu lat były świadkami zbrodni, w której ich zeznania odegrały kluczową rolę. Później dalsza przyjaźń nie miała już sensu. Tessa wyjechała z miasta i miała nadzieję nigdy do niego nie powrócić. Życie toczy się jednak inaczej niż byśmy chcieli i dziewczyna musi w końcu zmierzyć się z przeszłością. Tym bardziej, że w miasteczku znowu zaczyna dziać się coś dziwnego.

Kara Thomas to młodziutka autorka, która ma na swoim koncie już kilka dobrze przyjętych na całym świecie powieści. Mroczne zakamarki to jej pierwsza powieść wydana w Polsce.

Już podczas czytania stało się dla mnie jasne skąd pojawiające się od czasu do czasu niepochlebne opinie na temat tej książki. Niektórzy czytelnicy są nastawieni na mroczny, pełnokrwisty thriller. Okazuje się później, że otrzymują powieść, która jest jednak łagodniejszą wersją i mocno się rozczarowują. Ja mogę stwierdzić tylko jedno - spędziłam z nią niezwykle przyjemne pierwsze dni nowego roku i sądzę, że to udane rozpoczęcie moich literackich przeżyć.

To historia, która posiada w sobie ten specyficzny amerykański klimat. Małe miasteczko, gdzie wszyscy się znają. Szkoła, w której tworzą się różne grupki przyjaciół. Wypady na lody czy kąpielisko. Kto choć jeden raz przeczytał podobną książkę doskonale wie o co mi chodzi. Gdzieś w tym wszystkim jest Tessa - dziewczyna, która nie wie praktycznie nic o swoim pochodzeniu i rodzinie. Mieszka z babcią, która jednak unika rozmów na temat jej krewnych. Matki nie widziała od lat. Ojciec siedzi w więzieniu, a przyrodnia siostra zaginęła kilka lat temu. Człowiek bez przeszłości nie może stworzyć żadnej przyszłości. Tessa próbuje dowiedzieć się więcej na swój temat, a jednocześnie tego co zdarzyło się podczas pamiętnej nocy i przerwało jej przyjaźń z Callie. Książka ta udowadnia, że nasza pamięć potrafi często płatać nam figle. Są w niej liczne mroczne zakamarki, które być może są tylko tworem umysłu.

Mroczne zakamarki to historia, przez którą się po prostu płynie. Chociaż stwierdziłabym, że jest to wygładzony thriller to po prostu świetnie się go czyta. Fabuła gna od pierwszej strony, gdy Tessa wraca do swojego znienawidzonego, rodzinnego miasteczka aż po porywające zakończenie jakiego z pewnością się nie spodziewacie. Kara Thomas w odpowiednim momencie zaskakuje nas punktem kulminacyjnym i licznymi zwrotami akcji. W tej lekturze nie ma miejsca na nudę. Ponadto jest w niej dość dużo dialogów, a styl autorki jest prosty i przyjemny, dlatego jest szansa, że przeczytacie ją przez jeden długi wieczór. 

Podsumowując, to lekka i przyjemna rozrywka w iście amerykańskim stylu. Wiek autorki i ilość napisanych przez nią książek obiecuje nam, że jeszcze wiele książkowych wrażeń przed nami. Przed jej przeczytaniem polecam nastawiać się tylko na odprężenie, ciekawą akcję i mnóstwo tajemnic jakie skrywa małe miasteczko w Pensylwanii. A wasze umysły mają jakieś mroczne zakamarki?
Ocena:4/6
Tytuł: 376.Mroczne zakamarki
Autor: Kara Thomas
Stron: 415
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Akurat
Zupełnie zapomniałam, że powinnam dzisiaj dodać wyniki konkursu z Jojo Moyes :)
Nie wiedziałam kogo wybrać, ale jeśli Sylwia  ma dzięki niej przekonać się do Moyes to jestem na tak :)

3 sty 2018

Podsumowanie roku 2017

Kolejny rok już za nami. Z jednej strony jest mi niezwykle smutno z faktu tego szybko upływającego czasu. Z drugiej czuję ogromne podekscytowanie. Nie wiem co przyniesie życie, za to jestem pewna mnóstwo książkowych zapowiedzi, których nie mogę się doczekać.
Rok 2017 to mój pierwszy rok w całości z synkiem. Mieliśmy wzloty i upadki. Upadków chyba więcej, ponieważ urodziłam sobie prawdziwego łobuza-akrobatę. Ostatnio na czasie jest stanie na głowie, a to przecież dziecko, które niedawno skończyło rok.

 Przyznam, że jestem zdziwiona ilością przeczytanych przeze mnie książek. Było ich aż 87. Myślę, że mogę być dumna z takiej liczby i mam ogromną nadzieję, że rok 2018 przyniesie mi mnóstwo książkowych przeżyć. 
Gdybym miała jakieś powieści specjalnie wyróżnić to będą to:
W nowym roku życzę wam spełnienia wszystkich marzeń i planów, zdrowia, szczęścia i mnóstwa ciekawych książek :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.