20 lis 2018

Przemilczane Joanna Ostrowska

Przemilczane to książka trudna z wielu powodów, to trzeba przyznać już na samym wstępie. Po pierwsze ma niełatwy, kontrowersyjny oraz niewygodny temat jakim jest przymusowa praca seksualna w czasach II wojny światowej. Na całość tej książki składają się cierpienia wielu setek kobiet różnych narodowości, a tak naprawdę nigdy nie dowiemy się ile było ich dokładnie. Tutaj nigdy nic nie było czarno-białe, kobiety trafiały do burdeli z różnych powodów. Niektóre popchnął do tego głód, strach czy nędza. Inne niewłaściwie się zakochały, a przecież gdy ktoś zobaczył je z niemieckim żołnierzem droga do domu publicznego była już bardzo prosta. Jeszcze inne znalazły się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i ich trudna historia rozpoczynała się podczas łapanki. Później były już tylko dni, które zlewały się w jedną całość. Odwiedziny w ciasnych pokoikach, badania na obecność chorób wenerycznych, upokorzenie i strach. Ogrom cierpienia, o którym się nie mówi, bo jest niewygodny i niejednoznaczny, a przez to nie pasuje do wojennego stereotypu ofiary. Przyznam, że fakt, że o pracy kobiet w domach publicznych nie mówiło się w czasie samej wojny mogłabym zaakceptować, ale tego, że nie zrobiono tego również później już nie. Nikt nigdy nie zastanawiał się jakie decyzje kierowały tymi kobietami, nie zapytał jak trafiły do burdelu. Seks z wrogiem traktowany był jednoznacznie – jako zdrada. Prościej było próbować zepchnąć te dni w głąb umysłu i nie szukać żadnego wsparcia, by przypadkiem nikt nie dowiedział się o ich przeszłości.
W związku z tym, że praktycznie nie zachowały się żadne relacje ofiar z życia w domach publicznych czy o okolicznościach pojawienia się w nich autorka wykonała ogrom pracy, aby napisać tę książkę. Ze skrawków, strzępków informacji, książek, wspomnień udało jej się choć w małym stopniu przywrócić głos wielu ofiarom. Ta książka pełna jest liczb, raportów. Krótkich, bezdusznych i bezosobowych. Jakie to przerażające. Istniał cały aparat do werbowania prostytutek, określone regulaminy, zasady działania, a jednak oprócz kilku nazwisk, raportów z badań na obecność chorób wenerycznych i rozkazów nie zostało prawie nic.  Autorka wiele razy podkreśla obecność tych luk w naszej historii. Właśnie dlatego ta książka jest tak trudna. Nie może opisywać losów kobiet, a więc skupia się na samej metodzie działania nazistów. Nam pozostaje zastanowienie się nad ich życiem. Ile z nich do samej śmierci nie powiedziało nawet swoim najbliższym o tym co przeżyło?

Ta książka nie jest dla każdego, ja czytałam ją ponad tydzień. Przerywałam, zaczęłam nawet czytać coś innego, prostszego. Mnóstwo tu dat, miejsc, liczb. Trzeba ją czytać z maksymalnym skupieniem. Myślę jednak, że skoro to pierwsza książka podejmująca temat seksualnej pracy przymusowej II wojny światowej to warto ją przeczytać ze względu na ofiary. Nigdy nie dowiemy się o nich wszystkiego, a więc chociaż w takim stopniu zainteresujmy się przez co przeszły. Najgorsze to zostać zapomnianym. Dzisiaj wyjątkowo bez oceny, nie wiem jak miałabym przyznać jej jakąkolwiek notę.
Tytuł: 453.Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej
Autor: Joanna Ostrowska
Stron: 461
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

16 lis 2018

Miś zwany Paddington Michael Bond

Miś Uszatek, Kubuś Puchatek czy właśnie Miś Paddington. Dzieci kochają misie, a więc nic dziwnego, że powstaje o nich tak wiele różnorodnych opowieści. Ostatnio mieliśmy z synkiem okazję poznać Misia Paddingtona, niedźwiedzia pochodzącego z najmroczniejszego zakątka Peru, który zupełnie przypadkiem znalazł się na stacji Paddington i spotkał małżeństwo Brownów. Nasz świat jest dla misia pełen niespodzianek i nowości, a więc przeżywa on mnóstwo przygód i wypadków. Prawie zatapia dom podczas kąpieli i stawia na równe nogi wszystkich pracowników domu handlowego. Jedno jest pewne, dzieci razem z nim przeżyją mnóstwo ciekawych historii.

Miś Paddington. Myślę, że to książka dla dzieci, ale równie mocno docenią ją dorośli. Opowieści mają świetny klimat, który znakomicie oddaje to specyficzne angielskie poczucie humoru i przesadną grzeczność i uprzejmość. Czytanie opowieści przed snem razemz z dzieckiem sprawiało mi ogromną przyjemność. Za sprawą misia, który w tym roku obchodzi już 60 urodziny poczułam się przez chwilę jak mała dziewczynka, która przeniosła się do Anglii. Jakbym zwiedzała razem z nim zatłoczone dworce kolejowe, wybierała się na zakupy.

Dla dzieci będzie to z kolei książka o uroczym, odrobinę gapowatym i śmiesznym niedźwiadku, który zawsze przeżywa jakieś śmieszne przygody. Pod pozorem tych historii dziecko uczy się podstawowych wartości, zasad grzeczności i dobrego wychowania. W książce odnajdziemy osiem opowieści o misiu kochającym marmoladę, jedną czytaliśmy przez dwa lub trzy wieczory.

Na uwagę zasługuje również wydanie. Twarda oprawa, delikatne ilustracje. Właśnie jest czas na poszukiwanie takich książek. Jedyne do czego mam zastrzeżenia to obwoluta. Jest przepiękna, robi wrażenie i oczarowała mnie od razu po wyjęciu z paczki. Niestety po dłuższym użytkowaniu się ściera.

Podsumowując, Miś zwany Paddington to prawdziwa klasyka książek dla dzieci i myślę, że spodoba się zarówno najmłodszym i dorosłym. Zwłaszcza dzięki prawdziwemu angielskiemu klimatowi i uroczemu bohaterowi jakim jest miś Paddington.

Ocena: 4/6
Tytuł:452.Miś zwany Paddington
Autor: Michael Bond
Stron: 142
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak


12 lis 2018

Nie ma złej pogody na spacer Linda Åkeson McGurk

Żyjemy w dziwnych czasach. Praktycznie całe dnie spędzamy przed ekranami. Najpierw w pracy, w domu przenosimy się przed telewizor, smartfon czy komputer. Wyjście na dwór nie jest już dla dzieci atrakcyjne. Przecież w domu mogą oglądać bajki czy grać w gry. Nie ma złej pogody na spacer to książka szwedzkiej autorki mówiąca o skandynawskim modelu wychowania dzieci i ich dość radykalnych poglądach. Autorka przeprowadziła się ze Szwecji do Stanów Zjednoczonych i tam urodziła dwoje dzieci. Dzięki swojemu powrotowi do Skandynawii miała ogromną szansę na zaobserwowanie jak różni się model wychowania dzieci w tych dwóch regionach świata w wielu aspektach.

Mam dwuletniego synka i staram się każdego dnia wyjść z nim na spacer. Teraz nawet nie mam wyboru, bez spaceru nie ma drzemki, a bez niej cały dzień schodzi na płaczu i marudzeniu. W tym roku pogoda jest dla nas łaskawa, ale już zaliczyliśmy mżawkę, deszcz i zimno. Na tyle, że zainteresowali się nami sąsiedzi zaniepokojeni naszymi codziennymi podróżami. Jestem ogromnie ciekawa jak zareagowaliby gdybym wprowadziła wszystkie ze skandynawskich poglądów na wychowanie dzieci na łonie natury. Niektóre z nich są, delikatnie mówiąc, radykalne. Drzemki na dworze podczas gdy mama gotuje w domu obiad, zostawianie wózka przed sklepem czy samotne wędrówki małych dzieci do parku i z powrotem. Przyznam, że przecierałam oczy ze zdumienia. Zauważyłam jednak, że wynika to z mentalności Skandynawów i chociaż pewnie nie wprowadzę tych zasad u siebie w domu to zgadzam się, że niosą ze sobą wiele pożytku. Za to pod tymi mniej kontrowersyjnymi poglądami podpisuję się całą sobą. Przebywanie na dworze ma zbawienny wpływ, nie tylko na dzieci. Na dorosłych także i powinniśmy jak najwięcej czasu poświęcać zabawie na powietrzu. Sama zauważyłam, że dziecko dość szybko przywiązuje się do ekranu. Bajki, gry są dla niego ogromnie atrakcyjne, a więc to rodzice powinni wymyślać na tyle ciekawe zajęcia na dworze, aby przebywać na nim jak najczęściej. Czasami wystarczy posłuchać dziecka i razem z nim zachwycić się kamyczkiem lub motylem. Taka nauka wpłynie na rozwój bardziej niż wożenie dziecka na niekończące się dodatkowe zajęcia. Tutaj kolejne zdanie, z którym bardzo się zgadzam. W Skandynawii dzieci bawią się jak najwięcej, nawet w przedszkolach, bo przecież na tym polega dzieciństwo. My dążymy raczej do wychowania idealnych ludzi, którym wtłoczymy do głowy jak najwięcej książkowej wiedzy już od najmłodszych lat. Niestety przynosi to więcej szkody niż pożytku, ponieważ najmłodsi nie mają czasu na ciekawość świata i odkrywanie swoich talentów. Ogromnie podoba mi się też podejście Skandynawów do natury. Dzieci są wychowane jako część przyrody. Mogą wszystkiego dotknąć, poznać, na wiele się im pozwala. Dzięki temu czują się odpowiedzialne za środowisko. Od najmłodszych lat znają zasady ekologii, segregują i sprzątają śmieci, dbają o lasy, wodę i zwierzęta. Czy taka nauka ma sens? Wystarczy spojrzeć na wyniki. Skandynawowie tak skutecznie segregują śmieci, że muszą je kupować, aby wykorzystać w spalarniach.
Jak widzicie można by mnożyć przykłady opisujące pozytywne cechy tego modelu wychowania najmłodszych. Olbrzymią zaletą jest fakt, że wszystko to zostało potwierdzone odpowiednimi naukowymi badaniami. Autorka musiała przeprowadzić naprawdę szeroki research. Powołała się na różnorodne opinie naukowców, zarówno z dziedzin biologicznych, psychologicznych czy społecznych. Wszystkie one zgodnie twierdzą, że jako świat dążymy w złym kierunku i musimy zmienić nasze podejście.

Komu polecam tę książkę? Myślę, że rodzice chcący wychować świadomych, wrażliwych i mądrych ludzi mogą czerpać z tych modeli i wzorów pełnymi garściami. Od Skandynawów można się wiele nauczyć, zwłaszcza podejścia do przyrody. Nie ma złej pogody na spacer to też możliwość wniknięcia w inną kulturę, poznanie mentalności i kontrowersyjnych poglądów. Jestem usatysfakcjonowana lekturą i podbudowana, ponieważ czuję, że moje rodzicielstwo podąża w naprawdę ciekawym kierunku.

Ocena: 5/6
Tytuł: 451.Nie ma złej pogody
Autor:  Linda Åkeson McGurk
Stron: 380
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu

9 lis 2018

Więcej warzyw na talerzu Magdalena Gembacka

O tym, że warzywa warto, a nawet trzeba jeść wszyscy wiemy, a jednak w praktyce nie jest to wcale tak oczywiste. Zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Ja na szczęście mam synka, który je praktycznie wszystko i nie jest jakoś szczególnie wybredny, ale nie chciałabym popaść w rutynę w kuchni. Z resztą jeśli chodzi o warzywa to najczęściej występują u nas jako dodatek, nie grają głównych skrzypiec. Dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po Więcej warzyw na talerzu Magdaleny Gembackiej.
Magdalena Gembacka to autorka bloga ammniam.pl, którego prowadzi już 8 lat. Jest psychologiem społecznym, pasjonatką zdrowej żywności. Prywatnie jest żoną i matką dwójki dzieci.

Więcej warzyw na talerzu to książka kucharska, która na początku zauroczyła mnie rzetelnym i ciekawym wstępem. Autorka dzieli się w nim sposobami i trikami mającymi na celu wprowadzenie do naszej codziennej diety większej ilości warzyw i zachęcenia do nich dzieci. Tłumaczy też jakie produkty wybierać w sklepie, oswaja nas z niektórymi ,,egzotycznymi” produktami. Dalej przechodzimy do przepisów podstawowych, które są bazą do tych zaprezentowanych dalej. Znajdziemy tu zarówno warzywne śniadania, pasty do chleba, zupy, dania główne oraz surówki i sałatki. Ogromnie spodobały mi się przepisy na słodkości, ponieważ to z nimi mam największy problem jeśli chodzi o zdrowe gotowanie. Na uwagę zasługują też wszelkie pasty do chleba i dania główne, przecież nie musimy zawsze jeść dań mięsnych, co w moim domu jest jeszcze do wypracowania.
Przepisy są proste, ich przygotowanie dokładnie i zrozumiale wytłumaczone. Każdy przepis został opatrzony wskazówkami dotyczącymi zamienników niektórych składników i trikami na ich przygotowanie. Przepisy są naprawdę ciekawe, połączenia smakowe niekiedy zaskakujące i na pierwszy rzut oka nawet do siebie nie pasujące, ale okazuje się zupełnie inaczej. Jedyne co muszę zaznaczyć to dość duża ilość ,,egzotycznych” składników. Kiedyś jakiś czytelnik mojego bloga pisał mi, że dla niego najważniejszym kryterium jest fakt czy przepisy można wykonać praktycznie od razu, czy trzeba robić jakieś szczegółowe zakupy i poszukiwać składników. Podczas kartkowania odnajduję od razu tahini, daktyle czy syrop klonowy. Produkty znane, ale jednak nie w każdym domu możemy je tak od razu znaleźć. Dla jednej osoby będzie to duży minus, dla innej zaleta. Ja byłabym bardziej usatysfakcjonowana gdyby znalazło się w niej jeszcze więcej naszych, polskich smaków, ale w jakiś innych odsłonach. Takie pół na pół. Z drugiej strony to może egzotyczne klimaty sprawią, że warzywa nam rzeczywiście zasmakują. W tych aranżacjach nabierają zupełnie nowej głębi i wyrazu, które zbyt szybko się nie znudzą i z pewnością będzie to kopalnia pomysłów dla rodziców niejadków. Tutaj wszystko pozostaje do waszej decyzji i tego co mocniej wam w kuchni odpowiada.

Podsumowując, Więcej warzyw na talerzu to książka kucharska, która odczarowuje warzywa i rzeczywiście ma ogromny potencjał na zwiększenie ich udziału w naszej diecie. Ja namiętnie kolekcjonuję takie pozycje, ponieważ to dla mnie zawsze ogromna inspiracja na codzienne dania, by zawsze nie gotować tylko zwykłej zupy jarzynowej czy by warzywa nie pojawiały się na obiad tylko pod postacią puree ziemniaczanego.

Ocena: 4/6
Tytuł: 450.Więcej warzyw na talerzu
Autor: Magdalena Gembacka
Stron: 229
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Marginesy

7 lis 2018

Spadek Kasia Bulicz-Kasprzak

Spadek kojarzy nam się przede wszystkim z majątkiem dziedziczonym po ukochanych bliskich. Pieniądze, nieruchomości, kosztowności. W książce Kasi Bulicz-Kasprzak tytułowy spadek nabiera zupełnie innego znaczenia.

Dorota jest na życiowym zakręcie. Właśnie rozstała się z chłopakiem, a do tego zgłasza się do niej pani z opieki społecznej twierdząca, że musi zająć się dziadkiem. Jest tylko jeden problem. Nigdy nie miała okazji tego człowieka poznać. Z resztą identyczna sytuacja dotyczy jej biologicznego ojca. Co przyniosą te wszystkie zmiany?

Listopad, grudzień to dla mnie zwykle czas powieści obyczajowych, a gdy w opisie przeczytałam, że w historii znajdę rodzinne tajemnice i pokręcone losy już wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Co otrzymałam? Bardzo zgrabną, życiową i realistyczną opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Spadek w tej powieści to nasz wygląd, cechy charakteru i upodobania, które dziedziczymy po naszych przodkach. Chyba nie ma na świecie człowieka, którego nie ciekawiłyby jego korzenie. Historia Doroty pokazuje, że taka niewiedza rzutuje na całe życie, a zwłaszcza relacje z ludźmi. Trudno nawiązać trwałą przyjaźń, solidny związek. Łatwo wtedy odsunąć się od bliskich, ponieważ być może oni wiedzą więcej i coś przed nami ukrywają. Jak matka głównej postaci. Cała książka została napisana w narracji pierwszoosobowej z perspektywy głównej bohaterki. Nie przepadam za taką formą, a tu nie tylko nie miałam żadnych zastrzeżeń, ale nawet czerpałam z lektury ogromną przyjemność. Dorota to typowa dziewczyna z miasta. Ma pracę, która nie przynosi jej satysfakcji i trudne relacje z matką, która nie chce zdradzić jej zbyt wiele na temat jej biologicznego ojca. Punktem zwrotnym staje się poznanie dziadka mieszkającego w ubogim domu na wsi na Lubelszczyźnie. Podobało mi się przedstawienie ich szorstkiej, opryskliwej relacji i powolne dokopywanie się przez Dorotę do przeszłości. Spadek pokazuje prawdziwe życie z jego smutkami i radościami, ale jednocześnie nie gra na naszych emocjach tanimi dramatami. To taka historia, która mogłaby się przydarzyć każdemu. Prosta, ale jednak niepozbawiona głębi powieść.
Ogromnym plusem tej książki i pewnie też całej twórczości autorki jest jej język. Gdy powieść już z założenia ma być lekka czasami słownictwo autora staje się proste, by nie napisać prostackie. Tutaj było wprost przeciwnie. Lekko, poetycko i płynnie. Opisy z przepiękną, bardzo poprawną polszczyzną, a dialogi wzorujące się na naszej potocznej mowie. Czytanie opisów klimatycznej i charakternej Lubelszczyzny po prostu sprawia czytelnikowi przyjemność.

Spadek to książka o odkrywaniu siebie, swojej tożsamości i korzeni. Te tematy mogłyby wydawać się schematyczne gdyby nie sposób napisania jej przez autorkę. Książkę się zachłannie pochłania i nie chce się opuszczać tej historii. Na uwagę zasługuje również fakt, że kładzie nacisk na wartość jaką jest rodzina, a wątek miłosny jest tu jedynie subtelnie zaznaczony. To całkiem miła odmiana.

Ocena: 5-/6
Tytuł: 449.Spadek
Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak
Stron: 310
Wydawnictwo: Edipresse
Data wydania: 03.10.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.