2 kwi 2020

Rytuały wody Eva García Sáenz de Urturi

Przed drugimi tomami każdej książkowej serii stoi zawsze ogromna odpowiedzialność. Tym bardziej, gdy autor zdążył już  wcześniej zachwycić czytelników. Miałam spore obawy przed sięgnięciem po tę książkę, długo z nią zwlekałam. Czy Rytuały wody porwały mnie tak mocno jak Cisza Białego Miasta?

Autorka nie pozwala zbyt długo wypoczywać Krakenowi i umieszcza akcję kolejnej książki niedługo po wydarzeniach z poprzedniego tomu. Główny bohater jeszcze nie wydobrzał, jest wrakiem człowieka i właściwie nie chce mu się już walczyć o siebie. Dowiaduje się też, że podkomisarz Alba spodziewa się dziecka, a ktoś zaczyna mordować ciężarne kobiety. Zostaje odnalezione ciało młodej dziewczyny, powiązanej z Krakenem. Kto będzie kolejny?

Wystarczyło tę książkę po prostu otworzyć, dalej już całkowicie w niej przepadłam i przepłynęłam przez kolejne strony. Po raz kolejny znalazły się tu bardzo wyraziste wątki historyczne, archeologiczne. Morderca działa według bardzo starych celtyckich rytuałów, używa do tego celu muzealnych eksponatów. Według mnie to ten mały szczególik, który tak wyróżnia kryminały Evy García Sáenz de Urturi i sprawia, że czyta się je z czystą ciekawością i rosnącym zachwytem. Czegoś takiego jeszcze nie miałam okazji czytać.

Czy autorka podołała i nie zabrakło jej pomysłów na kryminalne intrygi? Muszę stwierdzić, że nie do końca, ale jest jeden ważny aspekt, który sprawia, że te potknięcia są zupełnie nieistotne. Już po przeczytaniu 100 stron w mojej głowie zaczął klarować się możliwy zamysł mordercy i nawet już wytypowałam sprawcę. Autorka oczywiście wywiodła mnie w pole, jednak mam wrażenie, że mimo oparcia swojej książki na motywie rodziny, odpowiedzialności ciążącej na rodzicach, nie wyzbyła się wielu podobieństw do Ciszy białego miasta. Mimo tego, jej pióro cechuje taka lekkość, historyczne konotacje pobudzają ciekawość na tyle, że zupełnie mi to nie przeszkadzało. Tę książkę po prostu świetnie się czyta, genialnie spędza przy niej czas i zarywa noce.

Sprawne czytanie zapewniają też z całą pewnością burzliwe losy głównego bohatera. Już przy okazji czytania pierwszego tomu mocno go polubiłam i wiele razy drżałam o jego życie. Teraz dzieje się jeszcze więcej, ponieważ Kraken jeszcze nie wylizał ran po poprzednich wydarzeniach, dodatkowo bezpośredni wpływ na morderstwo mają jego lata dzieciństwa i młodości. Podoba mi się sposób w jaki autorka spina to wszystko w jedną całość, jak lawiruje pomiędzy historią, przeżyciami bohaterów, a współczesnymi dramatami i morderstwami.

Polecam, zwłaszcza komuś kto już przeczytał Ciszę białego miasta. Wtedy koniecznie musi sięgnąć. Jeśli jeszcze nie znacie prozy tej autorki gorąco zachęcam was do przeczytania. Rzadko sięgam po kryminały, ale takie mogłabym czytać codziennie.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 566.Rytuały wody
Autor: Eva García Sáenz de Urturi
Stron: 539
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2020
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza

26 mar 2020

Prawda. Krótka historia wciskania kitu Tom Phillips



Ogromnie cieszę się, że trafiłam na tę książkę akurat w tak trudnym dla nas wszystkich momencie. Czytałam ją dwa wieczory i był to czas kiedy zapomniałam o całym świecie, zostałam całkowicie porwana przez trafiający w moje poczucie humoru styl autora i jego opowieść o kłamstwach, krętactwach i fake newsach w historii ludzkości.

Toma Phillipsa miałam już okazję poznać przy okazji jego wcześniejszej książki Ludzie. Krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko. Już wtedy nie mogłam nachwalić się jego lekkości w przekazywaniu informacji i swobodnemu meandrowaniu pomiędzy różnorodnymi historycznymi ciekawostkami, anegdotkami oraz wydarzeniami z współczesności. Tak było i tym razem. Autor za każdym razem bierze sobie na warsztat coś świeżego, zupełnie nowego wśród znanych książek popularnonaukowych. W Prawdzie opowiada o kłamstwach, krętactwach i nieporozumieniach. Jak się okazuje, ludzie kręcą i kłamią od zawsze, czasami zupełnie o tym nie wiedząc, innym razem działając z pełną premedytacją. Często myślimy sobie, że żyjemy w dziwnych czasach, gdzie szczególnie często musimy zastanawiać się czy informacje, o których czytamy w Internecie są prawdą. Niestety, w tym też nie jesteśmy tak wyjątkowi jak nam się wydaje. Kilkadziesiąt i kilkaset lat temu też istniały fake newsy, które krążyły po całym świecie, ukazywały się w gazetach czy publikacjach naukowych.

Pasmo górskie w Afryce, które tak naprawdę nie istniało? Niektórzy podobno się na nie wspinali. Ludzie-nietoperze zamieszkujący Księżyc? Obserwowano je przez teleskop…Tych przypadków można by mnożyć tysiące. Szczególnie spodobała mi się historia o naciągaczu, który żył blisko cztery tysiące lat temu i gdy archeologowie odkopali jego dom odnaleźli kilkadziesiąt tabliczek z zażaleniami od niezadowolonych klientów. W połączeniu z ciętym językiem i humorem autora ten fragment wywołał u mnie po prostu łzy rozbawienia, aż mąż musiał zapytać o czym z takim zapałem czytam. To chyba najlepsza rekomendacja – książka budzi rozbawienie, pozwala oderwać się od rzeczywistości przy czym jest naprawdę rzetelnie napisana i można dowiedzieć się z niej bardzo wiele na temat kłamstw i najsłynniejszych w historii blag i pomyłek.

Polecam wam tę książkę z całego serca. To coś nowego, świeżego na rynku, ponieważ nawet wśród książek popularnonaukowych można odnaleźć obecnie wiele powtórzeń i odgrzewanych kotletów. Ta jest lekka, ciekawa, zabawna, a przede wszystkim ciężko się od niej oderwać. Z resztą, przecież musicie dowiedzieć się jakim krętaczem i po prostu jajcarzem był Benjamin Franklin. Pojawia się na kartach tej lektury dość często.
Ocena: 5/6
Tytuł: 565. Prawda. Krótka historia wciskania kitu
Autor: Tom Phillips
Stron: 316
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2020
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Albatros

22 mar 2020

Zbieranie kości Jesmyn Ward

Miasteczko Bois Sauvage w stanie Missisipi w przededniu rozpętania się prawdziwego piekła na ziemi – huraganu Katrina. Gdzieś w tym rozgardiaszu rodzina – czternastoletnia Esch, która właśnie dowiaduje się, że jest w ciąży, jej trzej bracia oraz nieudolny ojciec alkoholik.

Była morderczą matką siekącą do kości, ale pozwoliła nam przeżyć, choć zostawiła nas gołych, zdumionych, pomarszczonych jak niemowlęta, ślepych jak szczeniaki i wygłodniałych słońca jak świeżo wyklute małe węże. Zbieranie kości – Jesmyn Ward

Ten zaledwie jednozdaniowy fragment książki zagnieździł się w mojej głowie i nie pozwala mi przestać go analizować już od kilku dni. Myślę, że już to krótkie zestawienie słów pozwala zauważyć niezwykły kunszt autorki, która pisze dość surowo, naturalistycznie, nie szczędzi  prostych, ale mocnych porównań i opisów przez co trafnie wwierca się w serce. O Jesmyn Ward słyszałam sporo dobrego przy okazji opinii o jej poprzedniej książce wydanej w Polsce – Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie i teraz wiem już, że koniecznie będę musiała ją nadrobić.

Akcja książki toczy się w ciągu dwunastu dni, w trakcie których śledzimy codzienne życie Esch i jej rodziny powiązanych bardzo szorstkimi sznurkami relacji oraz przygotowania do Katriny, która na początku wydaje im się huraganem jakich przeżyli już wiele. Wydawać by się mogło, że mało się w niej dzieje, jednak na płaszczyźnie ludzkich odczuć mamy tutaj ogrom, który czasami miażdży swoją prostotą i surowością. Z książki Jesmyn Ward wyziera ogromna bieda, ubóstwo, brutalność ojca alkoholika, który najmocniej interesuje się znalezieniem kolejnego napitku, jednak silne relacje panujące pomiędzy rodzeństwem są niczym przedzierający się przez chmury promyk nadziei. Mnóstwo ich różni, są pełni żalu i wzajemnych pretensji, ale w poczuciu silnego braterstwa walczą razem ze światem. Choć książka opowiada o przerażającym żywiole, który zabrał wiele ludzkich istnień, majątków, zniszczył całe miasta, to jednak jest to przede wszystkim historia o nowych początkach i to budujące poczucie towarzyszyło mi ciągle podczas czytania tej książki.

Nie byłabym sobą, gdyby nie ujął mnie zupełnie inny aspekt niż resztę czytelników. Nie tylko wśród zgryzot Esch związanych z kiełkującym w niej życiem, ale nawet mocnych opisów rodzących się szczeniaków czy walk psów odnalazłam dające mi do myślenia fragmenty dotyczące macierzyństwa i kobiecości. Mimo uderzających różnic oddzielających mnie od bohaterki wystarczyło kilka zdań, bym zaczęła kiwać głową, analizować i czuć więź z dziewczyną. Esch to jeszcze dziecko, które łaknie ciepła, miłości i zrozumienia, ale totalnie rozumiem większość z jej obaw związanych z ciążą, macierzyństwem. Z tym, że w momencie pojawienia się na teście ciążowym dwóch pasków wszystko się zmienia łącznie z zachowaniem kobiety i jej spojrzeniem na świat, choć dzieje się to w zaledwie kilka minut.  

Zbieranie kości to proza specyficzna, być można nie dla każdego, ale wiem, że każdy powinien jej choć spróbować. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem surowości i prostoty tego języka, tego jak wwiercił mi się w pamięć i czuję, że wszystkie emocje zamiast słabnąć, ciągle się potęgują i pozwalają mi lepiej zrozumieć tę lekturę. Polecam!
Ocena: 6/6
Tytuł: 564.Zbieranie kości
Autor: Jesmyn Ward
Stron: 365
Wydawnictwo: Poznańskie
Rok wydania: 2020
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu

17 mar 2020

Sekrety ogrodu Anne-France Dautheville

Kocham przebywać w ogrodzie. Uwielbiam brudzić paznokcie ziemią, wysiewać nasiona, podlewać i z niecierpliwością wypatrywać pierwszych roślin. Jakby tych wszystkich ciepłych, wiosennych uczuć było mało, cenię sobie jeszcze podczytywanie książek o roślinach i ogrodnictwie. Lubicie pracować w ogrodzie? A może jeszcze nie odkryliście w sobie tej pasji z racji nie posiadania miejsca na rośliny?

Anne-France Dautheville to francuska dziennikarka, pisarka, która jako pierwsza kobieta na świecie obyła podróż dookoła świata na motocyklu. Wyłania wam się z tego zdania niezwykle charakterna i barwna osobowość? Po przeczytaniu książki Sekrety ogrodu myślę tak samo.

Sekrety ogrodu. Dramaty z rabaty i różane perypetie to książka składająca się z kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset krótszych i dłuższych tekstów dotyczących ogrodów, roślin i ich licznych wpływów na człowieka i kulturę. Dlaczego jesienią europejskie drzewa zmieniają kolor na żółto, a te w Ameryce Północnej na czerwono? Jak migrowały niektóre dobrze znane nam rośliny? Kiedy zaczęto uprawiać winorośle i dlaczego egipskie mumie mają czasami w dłoniach główki cebuli? Któż nie kocha dowiadywać się takich ciekawostek, którymi można później błysnąć w towarzystwie. Ja przeczytałam powyższą książkę z prawdziwą przyjemnością. Bezsprzecznie największą zaletą jest specyficzny styl autorki, który pozwala nam sądzić, że niezły z niej charakterek. Anne-France Dautheville tworzy swoje teksty z dużą lekkością, swadą i przede wszystkim ogromnym humorem, który pozwala spojrzeć nam na świat roślin i zwierząt jej oczyma.

Mnóstwo się z tej niepozornej książki dowiedziałam i świetnie bawiłam podczas czytania. Niestety czuję pewien niedosyt. Mianowicie nie pogniewałabym się, gdyby teksty były znacznie dłuższe. Niektóre mają zaledwie kilka zdań, inne stronę lub dwie i myślę, że można by w tych tematach napisać więcej. Autorka ma talent do wynajdywania prawdziwych ciekawostek, zagadnień, o których czytelnik pragnie dowiedzieć się jak najwięcej. Oczywiście mogę je rozszerzyć i poszukać o nich informacji w innych źródłach, ale jednak ja nad taką książką mogłabym spędzić znacznie więcej czasu. Dla innych osób to pewnie nie będzie minus.

Nie sposób nie wspomnieć też o pięknym wydaniu tej książki, uzupełnieniu jej w ilustracje, ryciny. Przyjemnie się to ogląda i z lekkością czyta. Jestem usatysfakcjonowana.

Podsumowując, Sekrety ogrodu to prawdziwa gratka dla osób, które lubią dowiadywać się nowych rzeczy lub tak jak ja kochają rośliny i ogrodowe prace. Rok temu zaczytywałam się w książce Rok w ogrodzie. Też warto zwrócić na nią uwagę.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 563. Sekrety ogrodu
Autor: Anne-France Dautheville
Stron: 137
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2020
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu

15 mar 2020

Totalna magia Alice Hoffman



Sally i Gillian to dwie siostry, które mógł poznać każdy kto przeczytał już prequel tej powieści – Zasady magii. Po śmierci rodziców dziewczyny trafiły do dwóch ciotek mieszkających przy ulicy Magnolii i dorastały w atmosferze wrogości i nietolerancji ze strony członków społeczności. Od zawsze były wytykane placami, samotne. Gillian jako pierwsza uciekła z domu, kilka lat po niej znacznie rozważniejsza Sally i jej dwie córeczki. Teraz siostry spotykają się znowu i jak się dowiadują – od magii i ciążącej na nich klątwy rodu Owensów nigdy nie da się uciec.

Zasady magii były dla mnie jedną z najlepszych powieści ubiegłego roku, dlatego do tej historii podeszłam ze sporymi oczekiwaniami. Niestety na początku zupełnie nie mogłam wciągnąć się w opowieść o Gillian, Sally i jej dwóch dorastających córkach. Na 30-40 pierwszych stronach autorka rysuje konstrukcję całej książki, opisuje te wszystkie lata, które minęły od wydarzeń z prequelu i w moim odczuciu to zdecydowanie najsłabsza część powieści. Musiałam nawet odłożyć ją na kilka dni, na szczęście później zostałam porwana przez główne wydarzenia.

Totalna magia to historia, którą możecie znać z filmu o tym samym tytule. Ja nie miałam jeszcze okazji go oglądać, ale teraz nic nie stoi mi już na przeszkodzie. To opowieść o klątwie, który od lat dotyka rodzinę Owensów – nikt z nich nie może się szczęśliwie zakochać, a jak wiemy życie bez miłości jest niepełne, traci barwy i swój smak. To także historia o ludziach, których zawsze dotykała wielka niesprawiedliwość, nietolerancja, odsunięcie się od nich reszty społeczeństwa. Po raz kolejny nad całą historią ciąży fatalizm i smutek. Czytelnik odczuwa niekończący się niepokój, ze strachem obserwuje zbierające się nad rodziną czarne chmury zwiastujące nieszczęście. Charakterystyczny klimat i styl pisania autorki sprawia, że powieść wyróżnia się na tle klasycznych historii o miłości i ludzkich pragnieniach.

Podczas czytania opinii innych czytelników wiele razy natrafiałam na stwierdzenia, że tytułowej magii nie znalazło się  w niej zbyt wiele. Ja jestem usatysfakcjonowana. Drobinki magii wirują w tej opowieści niczym kurz rozświetlony promieniami słońca. Znajdują się w drobnostkach zwiastujących zbliżające się nieszczęścia. Chrząszcz zapowiadający śmierć, oszałamiająco pachnące bzy przyciągające zakochane kobiety. To jest właśnie cały klimat tych dwóch książek Alice Hoffman i bez nich te historie nie odnalazłyby nawet połowy dotychczasowych urzeczonych na całym świecie czytelników.

Podsumowując, Totalna magia jest dobrą książką, która znów pozwoliła zanurzyć mi się w niepokojącym klimacie czarów, niespełnionych pragnień i rodzinnych tajemnic. Nie okazała się lepsza niż jej prequel – Zasady magii, ale z pewnością będę poszukiwała powieści, które już się ukazały.
Ocena: 4/6
Tytuł: 562.Totalna magia
Autor: Alice Hoffman
Stron: 318
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2020
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Albatros

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.