19 cze 2018

Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator Andy Riley

Wydawnictwo Literackie
Poznajcie króla Edwina, który jest władcą idealnym. W każdy piątek kupuje ogromną ilość słodyczy i rozdaje je swoim poddanym. Gdy pewnego dnia królewski skarbiec okazuje się pusty na dworskich doradców pada cień strachu. Imperator Urwison tylko czeka na potknięcie Edwina i przejęcie jego tronu.

Dawno nie ubawiłam się tak podczas czytania książki razem z synkiem. Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator to pierwsza część serii o królu Edwinie – małym chłopcu, który tak jak nasze dzieciaczki kocha słodycze i zabawę. Różni go tylko jedno – nosi na głowie koronę i musi sprawować rządy nas swoim państwem. Dzielnie wspierają go trzy dorosłe kobiety. Minister Julia, która ma na głowie królewskie wydatki, Trefnisia Marysia zajmująca się rozbawianiem króla i Centurion Alicja – dowódca straży. Wszystkie przedstawione dość stereotypowo, absurdalnie i po prostu śmiesznie. Jednym z kluczowych zalet tej opowieści jest humor autora. Na tyle prosty, aby trafić do dziecka, jednak będący dla dorosłego miłą odskocznią po całym dniu pracy.

Oprócz rozrywki znajdziemy tu też problem, który musimy wraz z bohaterami i naszym dzieckiem rozwiązać i przedyskutować. Bez niego opowieść byłaby pusta i bezwartościowa. Wszystkie problemy Edwina rozpoczynają się przez jego rozrzutność. Pieniądze wydane na słodycze, a pusty skarbiec to tylko pretekst do ataku dla Imperatora. Może to wstęp do rozmów o pieniądzach i o tym, że czasami warto oszczędzać, aby kupić sobie coś atrakcyjniejszego. Nie mogę się doczekać takich dyskusji z moim synem.
Myślę, że ta książka to też dobra pierwsza czytanka. Duża czcionka, ciekawe ilustracje, podkreślone wyrazy dźwiękonaśladowcze urozmaicające tekst – wszystko to sprawia, że historia jest po prostu atrakcyjna dla dziecka. Podczas czytania rodzic też może się wykazać i ciekawie ją zaprezentować.

Podsumowując, Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator to rozrywka dla dużych i małych. Jest śmiesznie, ciekawie, akcja pędzi do przodu, a ilustracje autora urozmaicają lekturę. Pora abyście wy dowiedzieli się czemu Edwin zyskał przydomek Jaskrawe Gatki.

Ocena:4/6
Tytuł:414. Król Jaskrawe Gatki i Podły Imperator
Autor: Andy Riley
Stron: 206
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu

15 cze 2018

Dziecko dla odważnych Leszek L. Talko

wydawnictwo Znak
-Twoje dziecko jest niegrzeczne. Wchodzi ciągle na stół, krzesło, szafkę i wszystkie zabawki jeśli zdoła na nich postawić stopę. Nie to co moja córcia. Grzecznie się bawi i jeszcze później przesypia całą noc. Jako matka urwisa mam czasami ochotę zapytać się czy ta idealna córcia też sprząta, pierze i gotuje, ale zazwyczaj gryzę się w język. Razem z mężem zastanawialiśmy się wiele razy gdzie robimy błąd. Po przeczytaniu tej książki wiem jedno. Nie jesteśmy osamotnieni w swoich rozterkach, a idealne dzieci idealnych rodziców to tylko mit.

Media wykreowały obraz szczęśliwego rodzicielstwa gdzie zawsze jest zdrowe, pyszne jedzonko na stole, dziecko nie ogląda telewizji tylko bawi się zabawkami edukacyjnymi. Tak też się zdarza, ale Leszek Talko obala wszystkie mity i opowieścią o swoich dzieciach zwraca uwagę, że trzeba znaleźć balans, który pozwoli też nie zwariować w tym rozgardiaszu rodzicom, a ich pociechom być po prostu szczęśliwym.

Dziecko dla odważnych to blisko 70 opowieści z życia autora. Od pojawienia się na świecie pierwszego dziecka – Pitulka, aż po narodziny Kudłatej i wspólne życie z dwójką dzieci. Rodzicom nie jest łatwo, ale nam czytelnikom z całą pewnością przezabawnie. Wiele razy po prostu płakałam ze śmiechu. Gdzieś czytałam, że historie są absurdalne. Tak, ale przebywanie z małym dzieckiem właśnie czasami takie jest. Zdarzają się chwile gdy po prostu nie wierzysz co taki mały człowiek jest w stanie wymyślić.

Ogromnym plusem tej książki jest jej szczerość i jednocześnie fakt, że trzeba traktować ją z przymrużeniem oka. Myślicie pewnie teraz, że coś mi się pomieszało, a wszystkie te stwierdzenia się wzajemnie wykluczają. Już wyjaśniam.
Szczera, ponieważ nie jest niczym dziwnym, że rodzic jest zmęczony, czasami zasypia szybciej niż dziecko i ma czasami po prostu wszystkiego dość. Powiedzenie tego na głos często spotyka się jednak z krytyką innych ludzi. Jak to? Przecież chciałeś dziecka, a teraz masz dość? Autor zupełnie nie boi się dezaprobaty ze strony społeczeństwa i po prostu mówi to co myśli. 
A czemu trzeba traktować ją z przymrużeniem oka? Ponieważ nawet jeśli mamy ochotę wystrzelić swoje dziecko w kosmos to za chwilę się opamiętamy i znów kupimy batonika lub lizaczka i po raz 50 tego dnia złapiemy nasze dziecko spadające ze stołu. Wcześniejsze myśli były tylko wyrazem emocji.

Warto też wspomnieć o ilustracjach Ksenii Potępy. Jej kreska jest tak charakterystyczna, że nie musiałam zerkać na okładkę, aby wiedzieć kto jest autorem. Obrazki znakomicie pasują do tych lekkich, humorystycznych, a jednak życiowych opowieści.

Komu poleciłabym tę książkę? Każdemu.
Osobom, które mają dzieci. Niech się pocieszą, że nie są idealnymi rodzicami, bo tacy nie istnieją i najważniejsze to zachować rozsądek i pozwolić dzieciom być po prostu dziećmi.Ci, którzy planują dzieci niech wiedzą co ich czeka. Autor twierdzi na swoim Facebooku, że ta książka to najlepszy środek antykoncepcyjny. Myślę, jednak, że nie będzie tak źle. Trzeba tylko czytać ją z dystansem i poczuciem humoru.Wszystkim innym polecam jeśli chcą przeczytać coś lekkiego co skutecznie poprawi im humor. Polecam i zmykam do mojego szkraba, który ćwiczy nową umiejętność – skok na główkę do wanny. Pustej!

Ocena:5/6
Tytuł:413. Dziecko dla odważnych
Autor: Leszek L. Talko
Stron: 414
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

11 cze 2018

Dziewczynka, która wypiła księżyc Kelly Barnhill

Wydawnictwo Literackie
Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami, mieścił się Protektorat. Miejsce, gdzie ludzie każdego roku składają najmłodsze niemowlę w ofierze okrutnej czarownicy. Okazuje się jednak, że wiedźma jest dobra i ratuje każde dziecko przed niechybną śmiercią. Pewnego dnia jednej z uratowanych dziewczynek podaje do wypicia światło księżyca. W taki sposób mała Luna zostaje wypełniona magią, która może być zagrożeniem dla niej samej i jej bliskich.

Kelly Barnhill to amerykańska pisarka. Ma na swoim koncie już kilka powieści, które zostały bardzo dobrze przyjęte na całym świecie, jest laureatką kilku prestiżowych nagród.

Lubicie powieści z baśniowym klimatem? Ja sięgam po nie ostatnio coraz częściej i ogromnie mi się podobają. Dziewczynka, która wypiła księżyc to historia, która zajęła moje serce i myśli na kilka dni. To piękna, magiczna opowieść o dziewczynie, w której drzemie ogromna moc i ma ona szansę na uratowanie całego Protektoratu od strasznego losu. Powieść łączy w sobie wiele znanych nam z dzieciństwa wątków. Są dzieci składane w ofierze złej wiedźmie. Jest magia, smoki i potwory. Z tym wyjątkiem, że nasza czarownica – Xan okazuje się być niezwykle prawą i uczciwą kobietą, a cała historia zostaje poprowadzona w zaskakującym kierunku. Właśnie ta innowacyjność spodobała mi się najmocniej. Nie jest to kolejny odgrzewany kotlet w dziedzinie fantastyki dla dzieci i młodzieży, ale historia, która może zachwycić wiele osób, niezależnie od wieku. Baśń o złej czarownicy została opowiedziana na nowo i całkowicie inaczej niż byśmy się spodziewali.

Bohaterowie również zasługują na osobny akapit. Polubiłam Xan – czarownicę, która poświęciła swoje życie na ratowanie dzieci składanych w ofierze w lesie. Jakie niebezpieczeństwo grozi niemowlakom będziecie musieli dowiedzieć się w trakcie czytania książki.
Mieszkaniec Protektoratu – Antain to również bardzo ciekawa postać, która odgrywa ważną rolę w całej opowieści.
Polubiłam ich jednak chciałabym, aby byli jeszcze lepiej wykreowani, dostarczyli mi większej dawki emocji swoim udziałem w tej opowieści. Nie jest to jednak minus, ponieważ nie zapominajmy, że to powieść skierowana do dzieci i młodzieży. Psychologiczne niuanse charakterów postaci tu raczej nie występują.
 
Kolejnym ważnym aspektem tej powieści jest jej piękny, urzekający baśniowy klimat. Magia oblepia nas jak drobne pajęcze sieci, jak te nici księżycowego światła i sprawia, że chcemy pozostać w tej historii i delektować się każdym jej rozdziałem. Autorka pisze prostym, niewyszukanym językiem, który jednak mocno wpływa na wyobraźnię. Miałam wrażenie, że cała historia toczy się przed moimi oczami, a ja jestem uczestnikiem wydarzeń.

Oprócz ciekawej historii fantasy znalazłam tu piękną, liryczną i nostalgiczną opowieść o miłości matki i dziecka. O tym, że takie uczucie zawsze trwa, nigdy nie słabnie i nie jest w stanie zniszczyć go choroba czy rozłąka. Odkąd sama jestem matką częściej zauważam takie wątki, ale sprawiło to, że z chęcią poczytam ją razem z moim synkiem.

Czy polecam? Oczywiście! Każdemu kto szuka mądrej, wciągającej i lirycznej baśni dla dzieci i dorosłych. Jej nostalgiczny, magiczny klimat sprawia, że lektura to prawdziwa przyjemność. Ja czytałam ją w idealnych warunkach, wieczorem przy otwartym oknie słuchając odgłosów burzy i stukających o parapet kropel deszczu. Historia się toczyła, a magiczna nić łącząca matkę i dziecko przybliżała główną bohaterkę Lunę i jej rodzicielkę do siebie. Chwila idealna.

Ocena:5+/6
Tytuł: 412.Dziewczynka, która wypiła księżyc
Autor: Kelly Barnhill
Stron: 355
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu :)

6 cze 2018

Wyhoduj i zjedz Barbara Chronowska-Cholewa

uprawa warzyw i owoców na balkonie

W życiu każdego człowieka przychodzi prędzej czy później taki moment, że chce żyć zdrowiej, bardziej świadomie podchodzić do kwestii odżywiania. W moim przypadku wielkie zmiany przyszły wraz z pojawieniem się na świecie mojego synka. Zbiegło się to też z moimi biologicznymi studiami, dowiedziałam się mnóstwo o wykorzystywanych do uprawy nawozach i ich tragicznym wpływie na organizm człowieka i nasze środowisko. Nie wyobrażam sobie karmić dziecko tylko kupionymi warzywami i owocami, a więc zażyczyłam sobie od męża szklarnię.

Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki Wyhoduj i zjedz wiedziałam, że to lektura idealna dla mnie. Wprawdzie ja nie hoduję warzyw na balkonie, mam znacznie więcej miejsca, ale możecie być pewni, że po tę książkę może sięgnąć każdy kto tylko chce rozpocząć z samodzielną uprawą warzyw i owoców. Niezależnie od miejsca gdzie chcecie to robić.

Ten poradnik to prawdziwe kompendium wiedzy o uprawie warzyw i owoców dla każdego, nawet zupełnego laika, który nie ma o tym żadnego pojęcia, ale jednak chce zacząć żyć zdrowo lub po prostu szuka swojego hobby. Jednocześnie jeśli już znacie się trochę na uprawie roślin to jestem pewna, że ta książka znacznie poszerzy waszą wiedzę. Autorka niezwykle jasno i przystępnie przeprowadza nas przez cały proces. Od wyboru odpowiedniego miejsca na nasze uprawy, przecież niektóre rośliny lubią rosnąć w pełnym słońcu, a inne jednak w cieniu. Po pielęgnację roślin, odpowiednie podlewanie czy stosowanie różnorodnych ekologicznych nawozów i środków do ochrony i wzmacniania roślin. Ten rozdział zaciekawił mnie chyba najmocniej. Wyprodukowałam nawet gnojówkę z pokrzyw z przepisu autorki. Zapach zdecydowanie niezapomniany dla całej mojej rodziny i pewnie sąsiadów też, ale pomidory rosną. Myślę, że jeszcze w czerwcu spróbuję pierwsze dojrzałe sztuki. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Satysfakcja, że z małej roślinki powstał pyszny owoc wyhodowany samodzielnie przez nas, a nie kupiony w sklepie.
Wyhoduj i zjedz to nie tylko poradnik o uprawie owoców i warzyw. Autorka przekonuje nas, że takie hobby może być świetnym pretekstem do nawiązania sąsiedzkich relacji czy wspólnej zabawy z dziećmi. Potwierdzam, moje dwuletnie dziecko siało i sadziło razem ze mną większość warzyw. Nie mogę się doczekać gdy wspólnie spróbujemy pierwszych plonów.
Podsumowując…
Na potrzebę recenzji przeczytałam Wyhoduj i zjedz od deski do deski, jednak jest to poradnik do którego będę jeszcze mnóstwo razy wracać. Pewnie za rok też i za kolejne. Autorka przemyciła w nim tyle informacji, że za pierwszym razem zdecydowanie ich wszystkich nie zapamiętam. Polecam ją każdemu kto chciałby rozpocząć własną uprawę owoców i warzyw, zwłaszcza pomidorów, bo to one są ulubionymi roślinami autorki. Barbara Chronowska-Cholewa udowadnia, że nie trzeba mieć wcale ogromnego ogródka, wystarczy mały balkonik, aby cieszyć się latem pysznymi, zdrowymi i ekologicznymi darami natury.
Ocena:4/6
Tytuł:411. Wyhoduj i zjedz
Autor: Barbara Chronowska-Cholewa
Stron: 255
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak 

31 maj 2018

Podsumowanie maja

Dzień dobry kochani!
Pora na podsumowanie maja, który okazał się najgorszym jak dotąd czytelniczo miesiącem. Stres związany z obroną pracy licencjackiej daje o sobie znać i po prostu mnie paraliżuje. Nie potrafię za bardzo o niczym innym myśleć, a więc o czytaniu też. W maju przeczytałam 7 książek. 
Dodałam recenzje kilku z nich.
Kto wypuścił bogów i Po prostu misja to książki, które sprawiły, że na kilka godzin zapomniałam o troskach i zaśmiewałam się do łez. Kocham mitologię grecką, a więc musiało mi się spodobać.
Architekci natury to piękna książka opowiadająca o sposobach zwierząt na przetrwanie i przedłużenie gatunku dzięki budowaniu wymyślnych domów i fortyfikacji.
Shinrin-yoku przypomina, że warto regularnie zażywać leśnych kąpieli i relaksować w lesie.
Niedźwiedź i słowik to perełka, w której się zakochałam. Polecam ją absolutnie każdemu. Koniecznie przeczytajcie recenzję, ponieważ mam nadzieję, że jak najwięcej osób do niej przekonam. Okazuje się, że jeśli sprzedaż będzie słaba to kolejne tomy nie zostaną opublikowanie w Polsce. Bardzo bym nad tym ubolewała.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.