9 gru 2019

Nieświęty Mikołaj Magdalena Kordel

Znacie to uczucie gdy po ciężkim dniu w końcu nic już nie musicie, przebieracie się w ulubione ,,domowe” ubranie, parzycie ciepły napój i zapadacie się we fotelu? A może wchodzicie do wanny wypełnionej ciepłą wodą i wszelkie troski wyparowują wam z głowy? W moim przypadku lektura bożonarodzeniowych książek Magdaleny Kordel to zawsze takie beztroskie poczucie szczęścia i ciepła. Pamiętam, że były one jednymi z pierwszych powieści obyczajowych w tym klimacie i już od kilku lat mam tę przyjemność sięgnięcia po opowieść o kolejnej bohaterce. Zawsze zostawiam je sobie na spadek nastroju, gdy uświadamiam sobie o szybko upływającym czasie przed końcem roku lub przygniata mnie mnogość zajęć przed świętami. Pomagają zawsze.

Tym razem bohaterką kolejnej bożonarodzeniowej powieści Magdaleny Kordel została dziewczyna o wdzięcznym imieniu Jaśmina. Kiedyś miała wiele marzeń i głowę pełną pomysłów niczym Ania z Zielonego Wzgórza. Chciała otworzyć własną pracownię, w której mogłaby sprzedawać swoje wyroby z mięciutkiej wełny : ciepłe rękawiczki, dodające uroku czapki i szaliki. Niestety, poznała Radka – mężczyznę, dla którego kompletnie straciła głowę, a który okazał się niestety ogromnym oszustem. Pewnego listopadowego wieczoru mały chłopczyk zostaje posłańcem – ma dostarczyć list, który zburzy całe dotychczasowe życie Jaśminy. Czy dziewczyna jeszcze kiedyś uwierzy w drugiego człowieka?

Właściwie po przeczytaniu pierwszego akapitu powinniście już wiedzieć – podobało mi się. Chyba nawet nie zakładałam innego scenariusza. Dla niektórych czytelników są to zbyt lekkie i banalne historie, a ja zapominam podczas czytania o całym świecie. Przez kilka godzin żyję tylko wydarzeniami toczącymi się w książce, w tym przypadku kompletnie zrujnowanym życiem Jaśminy, która boi się mieć nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek będzie dobrze. Poczułam z tą bohaterką nić sympatii gdy tylko przeczytałam, że jej ulubioną bohaterką jest Ania z Zielonego Wzgórza i jest odrobinę naiwna i marzycielska. Wypisz, wymaluj moja osoba! Gorąco jej kibicowałam, wyobrażałam sobie jak mogłaby się zakończyć ta książka i przyznam, że zostałam nawet całkowicie zaskoczona. Myślałam, że wszystko wiem, udało mi się domyślić w jakim kierunku podąża wyobraźnia autorki, a jednak w pewnym momencie pojawił się taki twist, który zawrócił fabułę w zupełnie innym kierunku. To tylko zaleta.

Po raz kolejny autorka umieszcza w swojej książce dziecko, które wprowadza wiele emocji, zwłaszcza poczucia bezsilności i wzruszenia. Urzekło mnie opanowanie tak małego chłopczyka. Nie chcę tutaj za wiele zdradzić, więc powiem tylko, że jego zawiłą historię i rolę w życiu Jaśminy musicie poznać sami.

Nieświęty Mikołaj to książka napisana prostymi, nieudziwnionymi słowami, ale jednak wprowadzająca nas w klimat zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Magdalena Kordel zawsze umieszcza w swoich książkach wiele czaru i magii dzięki opowieściom, obecności jakiś nadnaturalnych bytów, które sprawują nad nami pieczę, i tutaj tego wszystkiego także nie zabrakło. W jej prozie odnajdziemy też zawsze przedmioty, czynności, dzięki którym człowiek odczuwa błogość na sercu. Wcześniej było to na przykład pieczenie słodkości, tym razem miękka wełna, z której Jaśmina potrafi wyczarować cuda i miałam podczas czytania wrażenie, że moje serce mimo ostatnich przykrych dla mnie i dziwnych wydarzeń zostało otulone takim przytulnym kocykiem. Nawet teraz w trakcie pisania tej opinii na twarzy gości mi szeroki uśmiech, dziękuję autorce za te miłe chwile spędzone z książką i już wyczekuję kolejnej świątecznej historii, a w międzyczasie jeszcze kilku chwytających ze serce lektur.
Ocena: 5/6
Tytuł: 539. Nieświęty Mikołaj
Autor: Magdalena Kordel
Stron: 393
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak

6 gru 2019

Idą święta oraz Dobranocki na Gwiazdkę

Z okazji Mikołajek przygotowałam dla was tekst o dwóch urzekających i absolutnie przepięknych świątecznych książkach dla dzieci od wydawnictwa Nasza Księgarnia. Jedna z nich jest świeża, wydana w tym roku, natomiast druga jest z roku ubiegłego, ale myślę, że warto sobie o niej przypomnieć, ponieważ to niezwykle wartościowa pozycja.

W ubiegłym roku w świąteczny klimat wprowadziła mnie książka Dobranocki na Gwiazdkę. Jest to zbiór opowiadań autorów znanych nam już książek dla dzieci, m.in.: Justyny Bednarek, Grażyny Bąkiewicz czy Agnieszki Tyszki. Każde z nich, oprócz tego, że jest bajecznie dopracowane i ozdobione pięknymi świątecznymi ilustracjami to jest po prostu bardzo klimatyczne, poruszające i mądre. Spotkamy się tutaj z magicznymi zwierzętami, ubogimi ludźmi, dla których Boże Narodzenie jest szczególnie przykrym czasem w roku czy Świętym Mikołajem i jego pomocnikami. Ja jestem zachwycona tymi opowiadaniami i ogromnie wam je polecam, ponieważ uczą wrażliwości, spojrzenia na drugiego człowieka i pochylenia się nad jego problemami, empatii. To w świętach powinno być najważniejsze, nie wypasione i drogie prezenty.

Za to w tym roku podczas przeglądania jesiennych zapowiedzi moją uwagę zwróciła szczególnie książka Idą święta. O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie. Przeczuwałam, że będzie to ciekawa lektura i nie pomyliłam się. Z jakiej tradycji wywodzi się ubieranie bożonarodzeniowej choinki, jak powstała pierwsza bombka czy szopka? A może jesteście ciekawi z czego zrobiona była czarodziejska różdżka Harrego Pottera? Znajdziecie tu odpowiedzi na te i wiele, wiele więcej okołoświątecznych pytań. Muszę się przyznać, że lektura tej książki jest też bardzo ciekawa dla mnie, ponieważ o wielu tradycjach czy ich rodowodzie nie miałam zielonego pojęcia. Rozdziały są krótkie, napisane żartobliwym tonem trafiającym do dzieci. Nic tylko się zachwycać, ponieważ dla mnie to taka encyklopedia świąt Bożego Narodzenia dla dzieci i dorosłych. Jej lektura sprawi, że grudzień będzie dla nas wyjątkowym i magicznym czasem w roku, a Wigilia będzie wytęsknionym i wyczekanym dniem kiedy wszystko jest możliwe. Ważne, aby nie obchodzić i kultywować tradycji, bo tak wypada czy trzeba, ale naprawdę wiemy o ich znaczeniu. Ta książka ułatwi odpowiedzi na niekończące się pytania dzieci.

Którą z nich wybieracie ? Zimowe opowiadania z bożonarodzeniowym klimatem czy pięknie zaprezentowane świąteczne tradycje z całego świata? 

Za egzemplarze książek serdecznie dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia :)

4 gru 2019

Ani złego słowa Uzodinma Iweala

Lubię książki, które się czymś wyróżniają. Czy to niezwykłą formą, stylem, czy też samą konstrukcją i poprowadzeniem całej historii. Sprawia to, że powieść zyskuje na wyrazistości, staje się wyjątkowa i godna zapamiętania. To właśnie cechy Ani złego słowa.

Niru to syn emigrantów nigeryjskiego pochodzenia. Mieszka w całkiem bogatej dzielnicy, dobrze mu się wiedzie. Dobrze się uczy, odnosi sukcesy sportowe, uczęszcza do kościoła. Ma jednak bardzo konserwatywnego ojca, który jest oburzony tajemnicą skrywaną przez chłopaka. Gdy Niru uświadamia sobie prawdę o swoich uczuciach nic nie będzie takie samo, rozpoczyna się podróż prowadzącego do tragicznego w skutkach finału.

Styl pisania autora to coś o czym trzeba napisać już w pierwszym zdaniu opinii. Według mnie, to najważniejsza cecha tej powieści, która jest w całości monologiem głównego bohatera. Dialogi bez wyróżnienia, zaznaczenia na początku mocno zwróciły moją uwagę, myślałam, że na lekturę tej książki będę musiała poświęcić mnóstwo czasu. Nic bardziej mylnego, gdy już się wczytałam mogłabym pochłonąć ją podczas jednego wieczoru, ponieważ towarzyszące czytaniu emocje sprawiają, że zachłannie przewraca się kolejne strony. Niru to bohater, z którym nie sposób się nie zżyć i nie kibicować mu, nawet mimo przeczucia, że wszystko skończy się fatalnie. Styl pisania autora pozwala całkowicie wniknąć do umysłu bohatera, dzielić razem z nim wszystkie jego wątpliwości, smutki i ogromne niepowodzenia. Poszukiwać własnej tożsamości i odczuwać wszystko to co jego osobiście dotyka. Wszelkie niepowodzenia w szkole, zagubienie, ogromne odrzucenie jakie spotkało go ze strony rodziny oraz jest częścią życia każdego czarnoskórego młodego mężczyzny. Specyficzny styl sprawia, że tekst odbiera się jako chaotyczny, poszarpany, nadaje mu mnóstwo dynamiki. Idealnie odwzorowuje to myśli młodego mężczyzny, który intensywnie poszukuje własnej drogi w życiu, spotyka go wiele krzywd i niesprawiedliwości. Ten zabieg literacki powoduje, że nie jest to książka, o której zapomnimy od razu po odłożeniu na półkę. Ja będę miała ją w głowie jeszcze przez długi czas.

 Ani złego słowa to książka, która na zaledwie niecałych 300 stronach porusza problem odrzucenia, poszukiwania własnej tożsamości, nietolerancji, segregacji rasowej i wszystkich rozterek dotyczących dojrzewania. Niczego nie traktuje po macoszemu, każdy aspekt jest pełny i poruszający w czytelniku czułe struny. To historia, która doskonale obrazuje współczesne społeczeństwa, gdzie niby twierdzimy, że nie godzimy się na jakąkolwiek nierówność, a jednak dajemy przyzwolenie na niezwykle krzywdzące zachowania. Zwłaszcza jednego fragmentu nie potrafię wyrzucić z głowy – tego gdzie bohater boi się, że podczas zwyczajnej kontroli drogowej, policjanci pomyślą, że posiada broń tylko ze względu na jego kolor skóry. Przeczytanie o tym w sposób jakbym to ja była uczestnikiem tych wydarzeń naprawdę robi wrażenie.

Powieść Ani złego słowa okazuje się dla mnie jedną z najlepszych przeczytanych w tym roku. To niezwykle ciekawie napisana, zapadająca w pamięć fatalistyczna opowieść o młodym człowieku poszukującym własnej tożsamości. Wywołuje poczucie niesprawiedliwości, bezsilności, mnóstwo smutku i uświadamia wiele spraw. Warto po nią sięgnąć, ponieważ nie jest duża gabarytowo, a jednak niesie ze sobą sporo treści.
Ocena: 5/6
Tytuł: 539. Ani złego słowa
Autor: Uzodinma Iweala
Stron: 272
Wydawnictwo: Poznańskie
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu

28 lis 2019

Podaruj mi szczęście Lidia Liszewska Robert Kornacki

Podaruj mi szczęście to czwarty tom serii Matylda i Kosma polskiego duetu pisarzy Lidii Liszewskiej i Roberta Kornackiego. Nie lubię zaczynać od końca, zwłaszcza w przypadku powieści obyczajowych, ale dla tej książki musiałam zrobić wyjątek. Jak najszybciej musiałam poznać losy bohaterów i nie ukrywam zobaczyć jak poradzili sobie autorzy związani z moim miastem – Bełchatowem.

Córki Kosmy planują zrobić ojcu w tym roku wielką niespodziankę. Plany rozpoczynają się już latem i wieczór wigilijny ma być czasem bez żadnych niespodzianek, gdzie wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik, a uczestnicy wieczerzy mają pamiętać go do końca życia. Z pewnością tak się stanie, chociaż przy zwariowanej, patchworkowej rodzinie wiele może się zdarzyć.

Czwarty tom serii Matylda i Kosma to powrót do bohaterów, których mnóstwo osób zdążyło już polubić, gorąco im kibicować lub przeklinać ich chybione wybory. Minęło już kilka lat od wydarzeń z poprzedniego tomu, a więc obawiałam się czy zdołam się wczytać w tę historię, zapoznać wszystkich bohaterów. Wszystkie obawy były na szczęście bezpodstawne, ponieważ autorzy dokładnie malują losy każdego z bohaterów, tkają sieć wzajemnych powiązań i zależności, które cechują się naprawdę dużą zawiłością. Wszystko zrozumiałam, tylko podczas lektury cały czas towarzyszyło mi rozczarowanie, że poprzednie tomy jeszcze nie stoją na mojej półce i nie będę mogła w najbliższych dniach się za nie zabrać. Nie sposób nie polubić rodziny Kosmy, jego córek, nawet byłej żony i tych wszystkich powiązanych z nimi osób, ponieważ są oni po prostu ludzcy, nie papierowi. Właściwie każdy z nich mógłby być nami, członkami naszej rodziny czy przyjaciółmi. To ogromnie mi się spodobało.

Podaruj mi szczęście to historia gdzie bożonarodzeniowego klimatu odnajdziemy mało, ponieważ święta są tylko pretekstem do zorganizowania niezapomnianego wieczoru wigilijnego, który poprzedza kilka miesięcy przygotowań. Ten magiczny czas pojawia się tylko na kilkudziesięciu ostatnich stronach. Zupełnie mi to nie przeszkadzało, ponieważ odnalazłam tutaj samo życie, prawdziwość. To bardzo dojrzała opowieść, o tym, że życie potrafi czasami z nas zadrwić i rzucać nam trudne do przeskoczenia kłody pod nogi. Niejednokrotnie tracimy bliskie nam osoby i koniecznością jest podnieść się i otworzyć na nowe doświadczenia, jednocześnie pielęgnując pamięć o najbliższych. Nie ma tutaj banału, infantylności czy bajkowości, raczej słodko-gorzka historia o ludziach, którzy muszą radzić sobie z przeciwnościami losu. Też o tym, że rodzina jest siłą, której nie do się porównać do niczego innego. Przyznam, że podczas czytania byłam nawet dumna z tego, że autorzy z mojego miasta stworzyli tak dojrzałą i co trzeba jeszcze napisać – dobrze napisaną książkę. Historię, której lektura sprawiła mi prawdziwą przyjemność.

Czy polecam? Jeśli nie boicie się rozpocząć od czwartej części serii to jak najbardziej. Innych zachęcam do nadrobienia razem ze mną poprzednich tomów i oczekiwania na zapowiedzianą przez autorów kolejną serię.
Ocena: 5/6
Tytuł: 538. Podaruj mi szczęście
Autor: Lidia Liszewska, Robert Kornacki
Stron: 300
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

27 lis 2019

Wieczór gwiazdkowy na placu budowy Sherri Duskey Rinker

Jest Wigilia. Do pierwszej gwiazdki coraz bliżej. Prace na placu budowy powolutku się kończą. Maszyny wykonują ostatnie prace i zmęczone zjeżdżają, aby odpocząć. Ale co to? Każda z maszyn otrzymuje wymarzony prezent. Przecież jest Wigilia, wszystko się może zdarzyć.

Byłam ogromnie ciekawa co takiego tkwi w książeczkach autorstwa Sherri Duskey Rinker. Snów kolorowych, placu budowy doczekało się całego mnóstwo pozytywnych opinii, zdjęć i zadowolonych czytelników. Gdy dowiedziałam się o bożonarodzeniowej kontynuacji wiedziałam, że muszę ją przeczytać i dobrze poznać.

To wierszowana kołysanka opowiadająca o zapadającym zmroku, pierwszej gwiazdce i zmęczonych maszynach, które kończą pracę i powoli szykują się do zaśnięcia. Jest taka delikatna, wyciszająca i uspokajająca. Myślę, że w tym przypadku słowa uznania należą się też Joannie Wajs, która przetłumaczyła tę opowiastkę. Trzeba dużo wyczucia, aby przełożyć na nasz język tę zwalniającą z każdą kolejną linijką akcję, by odgadnąć i dopasować się do zamysłów autorki. Powstała książeczka, która jest idealna do usypiania dzieci, do tego by zrozumiały, że harce i zabawy muszą się kiedyś skończyć i nawet maszyny, które ciężko pracują na placu budowy są zmęczone i muszą odpocząć. Wszystko to oprószone padającymi płatkami śniegu, blaskiem księżyca i pierwszej bożonarodzeniowej gwiazdki. Nie brakuje tutaj magii i wielkiego oczekiwania na prezenty, które towarzyszy dzieciom i dorosłym w okresie świątecznym.

Całość uzupełniają ładne, charakterystyczne dla tej publikacji ilustracje koparek, dźwigów i ogromnych samochodów ciężarowych w ich pracy. Kolory tej książki na tyle utkwiły mi w pamięci, że pewnie bezbłędnie odgadłabym skąd pochodzą gdybym zobaczyła je gdzieś indziej. Całość zamknięta jest w porządnej, twardej oprawie, a więc jest to ciekawy pomysł na gwiazdkowy prezent już dla najmłodszych dzieci jak i tych troszkę starszych.
Ocena: 5/6
Tytuł: Wieczór gwiazdkowy na placu budowy
Autor: Sherri Duskey Rinker
Stron: 32
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.