17 sty 2020

Słuchaj głosu serca Natalia Sońska

Zakopane to miejsce, w którym zakochałam się już ładnych parę lat temu podczas wakacji. Nie bez powodu to tam wyjeżdżałam z obecnie mężem, a wtedy jeszcze chłopakiem. Kocham widok delikatnie ośnieżonych szczytów i oddychanie charakterystycznie chłodnym powietrzem. W przypadku tej książki moja ocena była już z góry przesądzona – główna bohaterka kocha Zakopane, jej babcia jest góralką, która uwielbia gotować tradycyjne podhalańskie potrawy, a dodatkowo czytałam pierwszy tom tej serii i bardzo mi się podobało. Tu nie mogło być inaczej.

Jagna mieszka w Katowicach, ma dobrą pracę, która sprawia jej satysfakcję, kochającą rodzinę. Brakuje jej tylko towarzysza życia, kogoś kto obdarzy ją gorącym uczuciem i pomoże we wspólnym pokonywaniu przeciwności losu. Tym bardziej, że podczas każdego spotkania rodzinnego, ciotki i babcia zadają jej mnóstwo nietaktownych pytań o dalsze plany na życie i ustatkowanie się. Gdy na horyzoncie pojawia się przystojny przedstawiciel medyczny, który z miejsca potrafi zjednać sobie ludzi, Jagna myśli, że w końcu uśmiechnęło się do niej szczęście. Czy aby na pewno?

Słuchaj głosu serca to ostatnia ze świątecznych książek od wydawnictwa Czwarta Strona. Już w listopadzie wiedziałam, że zostawię ją sobie na koniec i zupełnie się nie pomyliłam. Książka opowiadająca o jednym z moich ukochanych miejsc – polskich górach, z całym ich urokiem, magią, czasem przywarami jak komercja to moje klimaty. Historia Jagny i jej miłosnych podbojów, szczodrze okraszona podhalańską tradycją i pysznym jedzeniem wciągnęła mnie bez reszty. Zabrałam ją nawet do autobusu, by móc jeszcze dłużej zaczytywać się w tej opowieści.

To klasyczna historia o tym, aby nigdy nie szukać szczęścia na siłę. Ono samo przyjdzie – wtedy gdy jest najbardziej niespodziewane. Jagna po usłyszeniu słów, które choć wypowiedziane z dobrej woli, sprawiły jej mnóstwo przykrości, rozpoczęła intensywne poszukiwania idealnego mężczyzny. Zupełnie zapomniała o tym co w życiu najważniejsze i nie zauważyła tego co otacza ją na co dzień. Choć nie spotkało jej tyle absurdalnych wydarzeń to od razu przed oczyma stanęła mi sylwetka Johanne z serialu Facet na święta i jej poszukiwania.

Polecam wam, jeśli ktoś lubi takie klasyczne opowieści o miłości, kocha góry i jest zakochany w ich widoku i całej podhalańskiej kulturze. Ja z Zakopanym mam same dobre wspomnienia, a więc tak jest i z tą powieścią.
Ocena: 5/6
Tytuł: 548. Słuchaj głosu serca
Autor: Natalia Sońska
Stron: 303
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

13 sty 2020

Tylko raz w roku Agnieszka Lingas-Łoniewska

Dawno nie czytałam już żadnej książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Ostatnią pewnie blisko 5 lub 6 lat temu. Pamiętałam jednak, że twórczość tej autorki wywołuje mnóstwo emocji, wzruszeń i łez. Tym razem zapomniałam o jednej ważnej sprawie.

Kamil i Ela to dwoje młodych ludzi, którzy spotykają się w ten jeden najbardziej magiczny wieczór w roku – Wigilię. Oboje są poranieni przez los i wybuchająca gwałtownie miłość wydaje im się obietnicą wspólnego szczęścia i świetlanej przyszłości. Niestety, los ma inne plany i postanawia ich rozdzielić. Od teraz każdy wigilijny wieczór będzie wywoływał mnóstwo bolesnych wspomnień. A może mają szansę jeszcze kiedyś się spotkać?

Dwoje młodych ludzi, mnóstwo traumatycznych przeżyć i kłód rzucanych im pod nogi. Do tego przeskoki czasowe obrazujące kilka lat z życia bohaterów. Na zaledwie nieco ponad 200 stronach. Czy taka ilość kartek ze sporą ilością dialogów ma szansę w pełni opowiedzieć historię? Wydaje mi się, że nie, a przynajmniej w tym przypadku tak się nie stało. Sama fabuła i pomysł na nią miał bardzo mocny potencjał. Tylko raz w roku to książka, która od razu przywołała w mojej pamięci Ten jeden dzień. Jej konstrukcja też jest podobna – bohaterowie spotykają się lub zaledwie wspominają o sobie właśnie w dzień, w który się zapoznali – Wigilię. To według mnie wielka zaleta, sprawia, że o książce trudno zapomnieć, czymś się wyróżnia. Mam jednak wrażenie, że zabrakło to głębi, lepszego opracowania całej tej opowieści. Czytając miałam cały czas poczucie, że nie jest to powieść, a zaledwie powiastka, którą później należy uzupełnić w odpowiednie opisy. Zwłaszcza w wypadku wspomnień bohaterów, poznawania ich przeżyć i życiorysów. Streszczenie tego co wydarzyło się w ciągu kilku lat w paru zdaniach to dla mnie zbyt mało, abym mogła utożsamić się z postacią, kibicować jej czy poczuć emocje. Dodatkowo natłok wszystkich przykrych wydarzeń sprawił, że w moim odczuciu historia straciła mnóstwo realności. Wiem, że życie jest trudne i często realnie też następuje taki natłok złych zdarzeń, jednak tutaj pobieżne potraktowanie tematów wywołało takie, a nie inne odczucia. Wzięłam tę książkę z półki, przeczytałam i bez głębszych emocji odłożyłam. Szkoda, ponieważ oczekiwałam naprawdę świetnej historii, która przeczołga mnie emocjonalnie i przy lepszym wykonaniu miało się to szansę stać.

Tym razem musicie sami zdecydować czy macie ochotę na tę książkę. Tylko raz w roku to opowieść o miłości. O tym, że w każdym związku najmocniejszym filarem powinna być szczerość, rozmowa i chęć walki o drugą osobę. Miała szansę mocno mi się spodobać, jednak natłok wydarzeń bez większego ich opisu mocno mnie przygniótł i sprawił, że nie odebrałam historii Eli i Kamila tak emocjonalnie jakbym mogła. Zachęcam was za to do sięgnięcia po wcześniejsze książki autorki – tych sprzed lat jestem pewna, podobały mi się.
Ocena: 3/6
Tytuł: 547.Tylko raz w roku
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Stron: 229
Wydawnictwo: Burda
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Burda

8 sty 2020

Zielony kapelusz i jego czereda Weronika Kurosz

Gdy byłam mała to kochałam wszystkie książki dla dzieci, które opowiadały o zwierzętach. Dzięki nim sporo wiedziałam o otaczającej mnie florze i faunie, chętnie spacerowałam po lesie i łąkach. Nie bez powodu studiuję teraz biologię. Myślę, że warto, aby każde dziecko zainteresowało się choć troszkę naturą. Zwierzętami i roślinami, na które można natknąć się w lesie. Tylko tak wychowamy ludzi, którzy będą wrażliwi i delikatni, będą mieli oczy szeroko otwarte na przyrodę i nie będą jej bezmyślnie niszczyć.

Dlatego też Zielony kapelusz i jego czereda to w jakimś stopniu spełnienie moich dziecięcych marzeń. Książka została napisana przez polską autorkę, a więc dotyczy naszej rodzimej flory i fauny. Znajdziemy tu dziesięć opowiadań, między innymi o rodzinie rysiów, żurawi czy budującym gniazdo remizie. Muszę przyznać, ze nie umiem wybrać tekstu, który spodobał mi się najmocniej. Każde z nich pokazuje ciekawą i prostą do zrozumienia dla dziecka historię z życia zwierząt. Możemy zauważyć i podyskutować z dzieckiem, że zwierzęta tak jak my pracują, zakładają rodziny, troszczą się o swoje potomstwo.

Na uwagę zasługuje też piękny sposób tworzenia opisów przez autorkę. Podczas czytania dziecku na dobranoc przed moimi oczami jak żywe stawał gęsty las czy ukryte wśród trzcin gniazdo żurawi. Ta historia przywodzi na myśl wakacyjne przygody sprzed lat i spacery po lesie, i tak samo pozytywne odczucia wywołuje. Jest też pięknie wydana, opatrzona kolorowymi ilustracjami. Dodatkowo każdy rozdział zawiera wiadomości i ciekawostki, które z pewnością spodobają się każdemu małemu przyrodnikowi.

Jestem z tej książki ogromnie zadowolona i myślę, że razem z dzieckiem sięgnę też po kolejne opowieści tej autorki. Być może uda mi się spełnić kolejne książkowe marzenie z dzieciństwa?
Tytuł: 546.Zielony kapelusz i jego czereda
Autor: Weronika Kurosz
Stron: 115
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

6 sty 2020

Choinka cała w śniegu Joanna Szarańska

W bloku przy ulicy Weissa rozpoczyna się świąteczna krzątanina. W ubiegłych latach cała społeczność mieszkańców zjednoczyła się na czas Bożego Narodzenia, jednak w tym roku zupełnie się na to nie zanosi. Pani Michalska – dozorczyni jeszcze nie ma pomysłu, co zrobić, aby jej sąsiedzi poczuli ducha świąt, ale z pewnością dziarska staruszka wpadnie na jakiś genialny pomysł.

Choinka cała w śniegu to już trzeci tom serii Cztery płatki śniegu opowiadający o mieszkańcach bloku przy ulicy Weissa. Zaczęłam od końca serii, ale podczas czytania zupełnie nie odczułam jakiegokolwiek dyskomfortu, autorka stworzyła całkowicie nową historię, dodała zaledwie krótkie wstawki dotyczące wydarzeń sprzed lat. Tym razem jest to książka osadzona mocno w klimacie świąt Bożego Narodzenia, wszystko bohaterowie w ten czy inny sposób przygotowują się do tego czasu. Najpierw muszą jednak rozwiązać mnóstwo problemów i dowiedzieć się, co jest naprawdę ważne.

W powieści Choinka cała w śniegu obserwujemy kilku bohaterów. Są małżeństwa, które borykają się z mniejszymi lub większymi problemami, zwłaszcza tymi dotyczącymi teściów, kilku bohaterów pobocznych i pani Michalska – spoiwo łączące całą społeczność przy ulicy Weissa 5. Problemy dotyczące świąt oraz charaktery niektórych postaci możemy traktować zupełnie poważnie. Są też tacy, których sylwetki zostały narysowane bardzo grubą, nawet przerysowaną kreską i, które należy odbierać z przymrużeniem oka. Marzena wraz z mężem borykają się z trudnościami przy wychowywaniu małego dziecka i jednoczesnym niezaniedbaniu tego starszego. Anna czuje, że zupełnie nie pasuje do rodziny swojego ukochanego, natomiast Zuzanna wpadła w wir instagramowych, wystylizowanych zdjęć i każdą wolną chwilę poświęca na złapanie idealnego kadru. Problemy poważne i te mniej, wszystkie okraszone taką dawką humoru i szczerego spojrzenia na świat, że podczas czytania po prostu śmiałam się w głos. Lektura tej książki rozładowała cały mój stres i napięcie. Zwłaszcza fragmenty dotyczące Zuzanny i jej męża powodowały u mnie niekontrolowane wybuchy śmiechu i łzy w oczach. Polubiłam każdego z bohaterów i koniecznie będę musiała nadrobić poprzednie tomy opowiadające o tej społeczności, ale nawet gdyby tak się nie stało, to dla duetu małżeństwa Fijusów warto po tę powieść sięgnąć.

Choinka cała w śniegu to historia przedstawiająca święta w krzywym zwierciadle, delikatnie przerysowane, aby uwypuklić, że często zapominamy o tym co jest w życiu ważne. Nie tylko w święta chcemy być idealni, spędzamy czas w świecie wirtualnym lub z głową w chmurach zupełnie nie zauważając naszych najbliższych, którzy potrzebują tylko naszej uwagi. Nie potrafimy otworzyć się na drugiego człowieka. Mnie ta powieść do siebie przekonała, pokazała próbkę możliwości Joanny Szarańskiej. Teraz czeka mnie sporo nadrabiania jej książek.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 545.Choinka cała w śniegu
Autor: Joanna Szafrańska
Stron: 363
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

3 sty 2020

Bądź moim światłem Agata Przybyłek

Ostatnio pisałam wam o książce świątecznej z najbardziej porywającą fabułą, natomiast dzisiaj przychodzę z czymś zupełnie innym. Z książką, którą trudno mi jednoznacznie ocenić, zakwalifikować i sama nie wiem, czy jestem w jej przypadku bardziej na tak czy nie.

W pewien listopadowy, ponury wieczór jakich wiele ma miejsce niecodzienne wydarzenie. Następuje awaria prądu, w wyniku której nie tylko miasto pogrąża się w ciemności, ale też przestają jeździć tramwaje. W takich nietypowych okolicznościach Magda poznaje Michała, który szarmancko użycza jej latarki w telefonie. Niby nic takiego, a jednak rodzi się między nimi głębokie uczucie. Zakazane, ponieważ kobieta ma niepełnosprawnego męża, unieruchomionego w domu.

Bądź moim światłem to najbardziej kontrowersyjna świąteczna powieść od wydawnictwa Czwarta Strona. Główną osią całej tej historii jest zdrada – czyn, który według mnie nie ma zbyt wiele powodów do wyjaśniania i wybielania. Tutaj w grę wchodzą moje subiektywne odczucia i przekonania. Myślę, że absolutnie każdy człowiek sądzi troszkę inaczej i w jego wyobrażeniu historia Magdy, Michała i Pawła wybrzmi troszkę inaczej. Rozumiem Magdę, jej chęć wyjścia do ludzi, uciążliwość ciągłego przebywania z mężem, który niczego jej nie ułatwiał i wykazywał wyjątkowo paskudny charakter, ale jednocześnie nie mogę zrozumieć całego jej postępowania. Nawet nie mam tutaj na myśli samej zdrady, ale wydarzeń z końca tej historii, których zupełnie się nie spodziewałam i które pozostawiły mnie w stanie zdumienia.

Największy paradoks tkwi w tym, że nie mogę napisać, że ta książka zupełnie mi się nie podobała. Było by to duże przekłamanie, ponieważ mimo tego, iż nie pochwalam postępowania Magdy to czytanie o nieśmiało kiełkującym uczuciu, pierwszych spotkaniach i bajkowo zimowych sceneriach sprawiało mi prawdziwą przyjemność. Podoba mi się sposób pisania autorki, fakt, iż nie mogłam się od tej książki oderwać. Jestem rozdarta w moich odczuciach, ponieważ gdyby cała ta opowieść poszła w innym kierunku, a główna bohaterka byłaby bardziej szczera w stosunku do bliskich osób z pewnością zakochałabym się w tej powieści.

A może taki był zamysł? Bądź moim światłem to nietypowa powieść świąteczna i to jej zdecydowana zaleta. Akcja toczy się zimą, w trakcie przygotowań do świąt, ale Boże Narodzenie zajmuje w niej bardzo mało miejsca. Można czytać ją o każdej innej porze roku. Dodatkowo Agata Przybyłek nie podążyła dobrze utartym szlakiem, nie zaserwowała nam słodko-mdłej książki. Powyższa historia to opowieść, która niczym drzazga tkwi w człowieku, zmusza do wielu refleksji. Pokazuje, że każdy związek potrzebuje celebracji codzienności, pielęgnowania go, spędzania ze sobą czasu na wspólnej rozmowie. To ważna lekcja, którą można z niej wyciągnąć.

Czy polecam? Myślę, że tak. To taki typ lektury, gdzie opinia jest bardzo uzależniona od konkretnego czytelnika. Jedni będą zachwyceni, innym się nie spodoba, a znajdą się też tacy, którzy jak ja będą rozdarci  i odnajdą w niej wady i zalety.
Ocena: 3+/6
Tytuł: 544.Bądź moim światłem
Autor: Agata Przybyłek
Stron: 362
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.