22 lis 2017

Lab girl Hope Jahren

Książka o kobiecie naukowcu. Książka o roślinach. Recenzja książki.
Była już książkowa moda na wampiry, paranormal romance, literaturę erotyczną. Obecnie obserwuję szerzący się trend gdzie prym wiodą wszelkie powieści dotyczące świata przyrody. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, ponieważ podczas lektury takiej książki można naprawdę wiele się dowiedzieć. Dodatkowo studiując biologię staram się czytać nie tylko podręczniki akademickie o tematyce botanicznej czy zoologicznej. 

Drewno jest wytrzymałe, lekkie, giętkie, nietoksyczne i odporne na warunki pogodowe; potrzeba tysięcy lat, by ludzka cywilizacja była w stanie stworzyć lepszy uniwersalny budulec.
Jeszcze przed rozpoczęciem czytania wiedziałam, że to lektura dla mnie. Od zawsze interesowałam się roślinami, studia pozwoliły mi tę pasję rozwinąć. Wraz z rozpoczęciem powieści zdumiał mnie jednak fakt jak przepięknie autorka o nich pisze. Drzewa, krzewy, rośliny zielne to całe jej życie. Poświęciła wiele lat na mnóstwo rozmaitych badań z ich udziałem, wiele razy kosztem życia prywatnego. Opisuje je z ogromną czułością i delikatnością. Nawet miłością. Pokazuje nam, że roślinom zawdzięczamy wszystko. Bez tych jedynych w swoim rodzaju nie byłoby na Ziemi żadnego życia, a jednak codziennie tyle drzew jest przez nas brutalnie zabijanych. 
Autorka postarała się, aby przeczytanie jej powieści było czasem spędzonym produktywnie. Tak aby wynieść z niej jak najwięcej. Dobrze znane mi procesy zostały przedstawione w ciekawy, obrazowy sposób. Gdyby takim językiem napisać podręczniki wszystko od razu stałoby się łatwiejsze i bardziej zrozumiałe nawet dla laika. 

Lab girl to też opowieść o naukowcu. O powtarzaniu kilkadziesiąt, a czasami nawet kilkaset razy tego samego doświadczenia by uzyskać jak najdokładniejsze wyniki. Znużenia, zmęczenia. Spędzania w laboratorium czasu przeznaczonego na rodzinę i obowiązki domowe. Ogromnej satysfakcji z faktu, że dokonało się odkrycia, które być może zapisze się w historii. Radości z dobrze wykonanej pracy. Hope Jahren to też kobieta. W świecie naukowców panują jeszcze skostniałe przekonania sprzed lat, że płeć piękna nie nadaje się do laboratorium. Autorka tak jak wiele jej podobnych musi to udowadniać każdego dnia.

Podsumowując, myślę, że każdy z was powinien przeczytać tę książkę, jedyną w swoim rodzaju autobiografię kobiety-naukowca. To przepiękny, napisany z czułością traktat o świecie roślin i jego współistnieniu z światem ludzi. Z pewnością sprawi, że inaczej spojrzycie na otaczające nas drzewa i krzewy.
Ocena:5/6
Tytuł: 365.Lab girl
Autor: Hope Jahren
Stron: 432
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

20 lis 2017

Kuchenny Kredens. Polska kuchnia przedwojenna Monika Śmigielska

Książka kucharska. Polskie przepisy przedwojenne.
Od niepamiętnych czasów lubię spędzać czas w kuchni. Gotować i sprawiać uśmiech na twarzy bliskich jakąś pyszną potrawą. Brakuje mi jednak czasami pomysłów. Wtedy z pomocą przychodzą książki kucharskie, których ostatnio na rynku pojawiają się dziesiątki.
Możemy do woli przebierać w książkach o kuchni orientalnej, włoskiej, francuskiej, wegetariańskiej, a nasze polskie, rodzime dania gdzieś giną w tym całym natłoku nowości. Ta pozycja jest dla wszystkich osób, którym już znudziły się te nowoczesne, modne smaki. 

Ja jestem zachwycona tą książką kucharską. To odpowiedź na moje oczekiwania. Wspólnie z mamą przekartkowałyśmy ją już kilkakrotnie. Nie wyląduje na półce z innymi książkami, zostaje w kuchni, aby być pod ręką. To chyba najlepsza z możliwych rekomendacji. 
Przed wojną jadano inaczej, myślę jednak, że ówczesne dania były bardziej wyrafinowane i eleganckie niż to co przygotowujemy obecnie. Paradoksalnie wtedy dostępność składników była mniejsza, a jednak na stół trafiały wyrafinowane i smaczne potrawy. Dzięki tym przepisom mogłam przenieść się do czasów z opowieści mojej babci. Podobno jej kuzynka przyrządzała właśnie takie dania.

Aby nie być gołosłowną od razu przygotowałam dwa dania. Były przepyszne i bajecznie proste. Myślę, że praktycznie każdy jest w stanie poradzić sobie z prezentowanymi przepisami, czasami wystarczy trochę praktyki. Zdecydowałam się na leniwe, możecie widzieć je na powyższym zdjęciu. Zdecydowanie nie wyglądają tak jak na zdjęciu w książce, były jednak bardzo smaczne. Przypadły do gustu mojemu synkowi, a to najobiektywniejszy degustator.

Każdy przepis został dokładnie opisany. Autorka wprowadza nas w historię powstania tego dania, później tłumaczy jak je przygotować. Każdy rozdział także został poprzedzony niezwykle ciekawymi opowieściami i anegdotami z historii przedwojennej kuchni. Jak na dłoni widać, że wyszukiwanie starych receptur i odwzorowywanie smaków z tamtych lat to pasja autorki.

Podsumowując,Kuchenny kredens to książka kucharska, która będzie przeze mnie intensywnie użytkowana. Znalazłam w niej polskie i smaczne przepisy, które cała moja rodzina zje bez marudzenia. To dania ze składników, które praktycznie zawsze mamy pod ręką. Wystarczy otworzyć lodówkę. Uczy oszczędnego i ekonomicznego gotowania, a przy tym prezentuje sycące dania jakie pamiętamy z wakacji u babci.
Ocena:5/6
Tytuł: 364.Kuchenny kredens. Polska kuchnia przedwojenna
Autor: Monika Śmigielska
Stron: 299
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

19 lis 2017

Niedzielnik #3/2017

Kuchenny Kredens. Lab girl. Dzikusy.
Dzisiejszy dzień spędzam praktycznie w całości na studiach, a więc ten post musiał powstać dużo wcześniej. Kocham funkcję planowania postów do przodu i mam nadzieję, że uda mi się napisać kilka recenzji do przodu. Tak, aby zawsze się tutaj coś pojawiało, a ja nie poczułabym, że czytam na siłę czy na wyścigi.
Wydawnictwo Znak przysłało mi już jakiś czas temu książkę kucharską Kuchenny kredens. To właśnie o niej będziecie mogli poczytać w poniedziałek. Mogę wam zdradzić jedynie to, że ugotowane z tych przepisów leniwe czy naleśniki były cudowne.
Środa to recenzja Lab girl. Może wiecie, a może nie, ale studiuję biologię. Zawsze ciekawiła mnie anatomia, zoologia. Po dwóch latach studiów okazało się, że chyba swoją dalszą drogę zwiążę z roślinami, botaniką. Tak jak bohaterka tej książki. Mam nadzieję, że dzięki temu mi się spodoba :)
W piątek będę miała dla was recenzję pierwszego tomu Dzikusów. Francuskie wesele. Drugi już czeka na półce, trzeci i czwarty jeszcze nie zostały wydane. Na blogach i na Instagramie święcą triumfy. Myślę, że fance sag rodzinnych powinny przypaść do gustu.

Książkowy Instagram już kilka miesięcy szaleje na punkcie lampeczek na druciku. Ja sprawiłam sobie troszkę inne, większe, na baterie i jestem nimi zachwycona. Jest ich tylko 10, a potrafią wyczarować w pokoju magiczny klimat. Ja już czuję Boże Narodzenie. :)

17 lis 2017

Z popiołów Martyna Senator

Recenzja książki
Jeszcze cztery lata temu nie sądziłam, że można jednocześnie żyć i być martwym.
Dotychczasowe życie Sary to właśnie wegetowanie, stagnacja. Chodzi na zajęcia, uczy się, wypija hektolitry kawy. Wydarzenie sprzed lat odcisnęło na niej tak silne piętno, że przysięgła już nigdy nikomu nie zaufać. Zwłaszcza mężczyźnie. Czy ma szansę wytrwać w tym postanowieniu gdy los postawi na jej drodze przystojnego i troskliwego Michała?

Ona po przejściach, skrzywdzona przez los. Nie potrafi już nikomu zaufać. On niezwykle czarujący, typ niegrzecznego chłopca, który ma na swoim koncie wiele miłostek. Gdy ktoś przeczyta ten opis może stwierdzić, że to wszystko już było. To prawa, jednak z tej historii tchnie młodzieńcza siła i energia, która sprawia, że czyta się ją w ekspresowym tempie. Autorka zapowiedziała już, że jest to pierwszy tom trylogii. Z jednej strony jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, a z drugiej to życzę im jak najlepiej i nie chciałabym by w ich życiu się namieszało, co pewnie jest nieuniknione jeśli mają powstać druga i trzecia część tej historii.

Z popiołów to historia, która spodobała mi się dzięki swojej autentyczności. Sara i Michał to postacie, których długo nie musimy szukać w naszym otoczeniu. A może jak w moim przypadku sami się z nimi utożsamimy? Ich losy sprawią, że jak wydawać by się mogło, dawno zapomniane wspomnienia i emocje wrócą do nas ze zdwojoną siłą. 

Powyższa książka to opowieść o sklejaniu roztrzaskanego serca. O młodych ludziach po traumatycznych przejściach. Pokazuje, że potrzeba mnóstwo czasu, wyczucia i troskliwości by ktoś skrzywdzony przez los mógł znów zaufać drugiej osobie. Jest realistyczna. Miłość to zawsze nie grom z jasnego nieba - takie może być zauroczenie. To mozolne budowanie, cegiełka po cegiełce związku pomiędzy dwojgiem ludzi. Tylko tak można stworzyć coś trwałego. Pani Martyna Senator pięknie konstruuje uczucie rodzące się między Sarą, a Michałem. Przez całą opowieść możemy odczuć magnetyczne napięcie panujące pomiędzy bohaterami, namiętność, która wywołuje przyspieszone bicie serca.

Podsumowując, Z popiołów to książka, którą jesteście w stanie przeczytać w ciągu jednego wieczoru. Wywołuje emocje, sprawia, że wszystko wydaje się możliwe - nawet zapomnienie o trudnej przeszłości. Udowadnia, że kobiety to wcale nie taka słaba płeć, wiele zależy od poczucia pewności siebie. Będę bardzo miło wspominać tę historię i z całą pewnością sięgnę po kolejne tomy opowiadające o Sarze i Michale.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 363.Z popiołów
Autor: Martyna Senator
Stron: 335
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

15 lis 2017

Raki pustelniki Anne B. Ragde

recenzja książki, Saga rodu Neshov
Nie znała swojego ojca. Nie miała pojęcia kim on jest.
To już drugi tom sagi rodu Neshov - książek na którym punkcie oszalał świat blogów książkowych. Co jest w nich tak szczególnego, że tak mocno podobają się czytelnikom. Poprzedni tom mnie zachwycił. Jak było tym razem?

Członkowie rodu Neshov dopiero niedawno nawiązali ze sobą jakikolwiek kontakt. Córka jednego z braci - Torunn nie potrafi pogodzić życia, które już sobie urządziła w Oslo z próbami pomocy na rodzinnej farmie. Jej ojciec zupełnie nie zauważa, że gospodarstwo popadło w ruinę. Margido także chciałby ułożyć kiedyś swoje życie osobiste, a przed Erlenem stoi obowiązek dokonania wielu ważnych życiowych wyborów.

Nie wiem czy to możliwe, ale drugi tom słynnej już sagi podobał mi się jeszcze mocniej. Zdaję sobie sprawę, że to specyficzny typ literatury i z pewnością każdemu nie przypadnie do gustu. Jest to literacka pochwała życia. Prostej, zwyczajnej egzystencji, której uczestnikami jesteśmy każdego dnia. Nie znajdziemy tutaj sensacyjnej i pędzącej z zawrotnym tempem akcji. Jej fani nie będą usatysfakcjonowani. Nie trzeba jednak bać się nudy, ponieważ autorka posługuje się słowem w taki sposób, że codzienne problemy Torunn czy Erlena czyta się jak najznakomitszą powieść sensacyjną. 

Bohaterowie stają przed wieloma życiowymi wyborami. Po raz kolejny autorka z niecodzienną dbałością o szczegóły i delikatnością pozwoliła nam wniknąć w skórę każdej z postaci. Każdy z nich ma rozbudowaną psychikę, nie jest tylko papierową postacią. Wydarzenia z poprzedniego tomu wywróciły ich uporządkowane życia do góry nogami. Żadne z nich sobie z tym nie radzi. Ich najsłabszą stroną jest umiejętność zdrowej międzyludzkiej komunikacji, co doprowadzi do mnóstwa nieporozumień i wypadków.

Raki pustelniki to historia o rodzinie i domu. O tym, że każdy z nas chciałby mieć piękne i bezpieczne dzieciństwo. Dom rodzinny, który będzie wspominał przez całe życie i na jego wzorze budował swoje własne dorosłe gniazdo. Autorka utkała przepiękną opowieść o ludziach, których dzieciństwo w olbrzymi sposób wpłynęło na ich dorosłe życie. 

Po raz kolejny mogłam się z niej rozsmakowywać, upajać się czytaniem tak pięknej i prostej prozy. Poczuć ten surowy, Skandynawski klimat. Surową zimę, która spaja ziemię okowami mrozu. Polecam ją każdemu z was! Dodatkowo jeśli już ją przeczytacie to po tym co autorka zaserwowała nam w zakończeniu jestem pewna, że czym prędzej sięgniecie po kolejny tom.
Ocena:6/6
Tytuł: 362.Raki pustelniki
Autor: Anne B. Ragde
Stron: 312
Wydawnictwo: Smak Słowa
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.