27 wrz 2018

Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty Maciej Szymanowicz

Ręka do góry, kto w dzieciństwie wierzył w krasnoludki! Ja oczywiście tak. Po lekturach wielu opowieści o tych psotnych ludkach lubiłam wyobrażać sobie, że te wszystkie dziejące się w naszym domu niewyjaśnione rzeczy to właśnie ich sprawka. Maciej Szymanowicz stworzył książkę właśnie dla takich ludzi jak ja. Dorosłych, którzy oczarowani opowieściami z dzieciństwa o krasnoludkach chcieliby pokazać tych małych pociesznych ludzików swoim dzieciom.

Książka ta została wydana z niezwykłą starannością co rzuca się nam w oczy od razu po otworzeniu. Jest podobna do znanych chyba większości rodziców książek o Puciu czy z serii Rok w … . Twarde strony sprawiają, że książka przetrwa naprawdę wiele zabaw z dziećmi, a zaokrąglone rogi gwarantują im bezpieczeństwo. Grupa docelowa została określona na powyżej 6 lat. Z doświadczenia wiem, że spodoba się również młodszym dzieciom. Im trochę starszym rodzicom także . Wszystko zależy od naszej inwencji i kreatywności, ponieważ książkę można przeglądać na wiele sposobów, wymyślać z nią różnorodne zabawy.

Powiedziałabym, że to encyklopedia krasnoludków. Znajdziemy w niej absolutnie wszystko co chcielibyśmy wiedzieć i opowiedzieć naszym pociechom. Skąd biorą się krasnoludki? Jakie mają zajęcia? Jak spędzają wolny czas, jakie uprawiają sporty i na jakie choroby chorują? Gratuluję autorowi świetnego pomysłu na przetworzenie naszych ludzkich realiów na te krasnoludzkie. Wiedzieliście, że wśród krasnoludków też są himalaiści? Jak myślicie na co się wspinają? Maciej Szymanowicz przedstawił to w tak ciekawy sposób, że nawet dorosły pośmieje się z żartów stworzonych z ilustracji i ich podpisów. To jest największa zaleta tej książki. Świetna zabawa i pomysł na spędzenie czasu z dzieckiem, który będzie później lepiej wspominany niż najdroższe urodzinowe prezenty.

Jak już pisałam książkę zadedykowanao sześciolatkom, ale ja z moim dwulatkiem również świetnie sobie z nią radzimy. Nie ma w niej dużo tekstu, raczej te śmieszne podpisy, które wspólnie czytamy. Później opowiadam synkowi co dzieje się na obrazkach, pytam o niektóre przedmioty. Tak, aby próbował samodzielnego nazywania niektórych rzeczy ( do czego jeszcze nie przejawia chęci), czy aby rozwijać spostrzegawczość (tutaj już zdecydowanie lepiej). Obrazki są bardzo kolorowe, żywe i łatwe do zrozumienia. Szczegółowe, ale w wyważony sposób.

Co mogę jeszcze napisać? Może tylko to, że inne książeczki do oglądania właśnie poszły w odstawkę. Myślę, że to świetny pomysł na zbliżające się wielkimi krokami święta Bożego Narodzenia, wcześniej Mikołajki czy inne rodzinne uroczystości. Już teraz warto rozglądać się za prezentami, a przecież książka to zawsze trafiony wybór. Liczę, że w ciągu tych kilku miesięcy do grudnia będę miała dla was jeszcze mnóstwo takich ciekawych propozycji, które tak jak Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty będę mogła autentycznie polecić.

Ocena: 5/6
Tytuł: 439.Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty.
Autor: Maciej Szymanowicz
Stron: 28
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia

24 wrz 2018

Bez słowa Rosie Walsh przedpremierowo

Bez słowa to powieść, która jeszcze przed polską premierą zebrała mnóstwo pozytywnych opinii. To książka zajmująca pierwsze miejsca na listach bestsellerów. Z jednej strony ta medialna otoczka bardzo mnie kusiła, a z drugiej trochę się jej obawiałam.

Sarah i Eddie spędzili ze sobą siedem idealnych dni jak z bajki. Później przyszła szara rzeczywistość i trzeba było się rozstać. Oboje twierdzili, że będę się dalej spotykać, a więc dlaczego mężczyzna przepadł jak kamień w wodę? Zdrowy rozsądek i przyjaciele podpowiadają Sarah, że była tylko zabawką w rękach znudzonego mężczyzny, ona uparcie twierdzi, że jest inaczej. Co się stało? Czy wspólne życie jest im pisane?

Miałam ogromne oczekiwania wobec książki Bez słowa. Liczyłam zwłaszcza na element zaskoczenia tak wychwalany we wszystkich opiniach. Przez to początek nieznacznie mnie zawiódł. Czytało się szybko dzięki sporej ilości dialogów, a historia Sarah była bardzo ciekawa, jednak nie fenomenalna. Dość szybko okazało się, że po prostu autorka uśpiła moją czujność by w najmniej oczekiwanym momencie dać mi prztyczka w nos i pokazać, że nie wiem nic. Później Rosie Walsh jeszcze kilka razy zawraca akcję o 180 stopni. Pozwala nam myśleć, że już jesteśmy pewni jak historia się zakończy i za chwilę burzy nasze wszystkie domysły. Dawno nie zostałam wyprowadzona w pole aż tyle razy i myślę, że to ogromny, jeśli nie największy plus tej książki.

Jeśli chodzi o bohaterów: Sarah i Eddie to podoba mi się fakt, że nie są oni czarno-biali. W tej historii nic nie jest szablonowe i takie jak nam się wydaje. Zawsze podczas czytania zastanawiamy się nad charakterami postaci, szufladkujemy je i przypisujemy im cechy. W tej historii okazuje się, że przez pryzmat różnych wydarzeń dana osoba jawi nam się zupełnie inaczej i nigdy nie wolno z góry przesądzać kto jest tutaj dobry, a kto zły. Autorka świetnie manipuluje naszymi odczuciami co do bohaterów i zakończenia całej historii. Wprowadza nas nawet w złość i rozdrażnienie.
Ciężko zakwalifikować mi tę książkę do jakiegokolwiek gatunku. Z jednej strony obserwujemy tutaj próbę wyjaśnienia przez Sarah zagadki dotyczącej zniknięcia Eddiego. Czy coś się mu przytrafiło? To brzmi jak ciekawy thriller i rzeczywiście możemy znaleźć tutaj podobne wątki. Jednocześnie to też piękna opowieść o miłości, która nie zna absolutnie żadnych barier czy konwenansów. Ona nie zwraca uwagi na to co się powinno, ale zmusza do posłuchania głosu swojego serca.

Podsumowując… Do książki zostały dołączone chusteczki higieniczne, które rzeczywiście znajdują zastosowanie podczas czytania. Bez słowa to prawdziwy rollercoaster emocji zawierający mnóstwo zwrotów akcji wprawiających czytelnika w konsternację. Nic nie jest tu czarno-białe, nie można jednoznacznie zakwalifikować tej powieści do określonego gatunku czy zauważyć podobieństwa do innej przeczytanej książki. Świeże spojrzenie na lekkie i wciągające powieści, które są obecnie tak popularne.

Ocena: 4+/6
Tytuł: 438.Bez słowa
Autor: Rosie Walsch
Stron: 442
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 01.10.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

17 wrz 2018

Czarownice z Manningtree Beth Underdown

Motyw czarów, czarownic i polowań na nie rozgrzewa ludzkie umysły już od dawna. Bardzo często swoją premierę mają powieści o tych tematach. Lubicie takie lektury? Ja z przyjemnością sięgnęłam po Czarownice z Manningtree.

Alice jest młodą wdową, która po latach wraca do rodzinnego miasteczka, do domu brata. Oprócz niego nie ma już nikogo. Okazuje się też, że Matthew ogromnie się zmienił. Spotyka się z dziwnymi ludźmi, spisuje coś w swoim notatniku. W miasteczku zaczynają krążyć plotki o czarownicach i organizowanym na nie polowaniu. Jednocześnie Alice dowiaduje się, że ich życie zostało zbudowane na kłamstwach i tajemnicach.

Historia przedstawiona w książce została osnuta na kanwie losów realnej postaci Matthew Hopkinsa działającego w XVII wieku. Człowiek ten sam nazwał się łowcą czarownic. Co sprawiło, że postać ta nosiła w sobie aż tyle nienawiści by zadać tyle okrucieństw? Muszę przyznać, że autorka bardzo zgrabnie łączy realne fakty i fikcję. Przekonująco opowiada o dzieciństwie Mathhew’a i jego siostry Alice. Snuje przypuszczenia o wpływie lat dziecięcych na osobę jaką stał się przyszły łowca czarownic. Podoba mi się, że z tych strzępków informacji jakie pozostawił po sobie Mathhew udało stworzyć się tak ciekawą powieść o obsesji i tragedii wielu kobiet. To przerażające, że często sąsiedzkie niesnaski w rękach takiego człowieka jak Hopkins przeradzały się w skazanie na śmierć kilkudziesięciu kobiet.

Alice – narratorka całej historii to postać stworzona przez autorkę. Jej losy pozwalają nam zobaczyć jakie zacofanie i brak wiedzy w dziedzinie ludzkiej seksualności panowały w tamtych czasach. Kobiety, które wiedziały więcej, znały się na ziołolecznictwie tępiono i nazywano po prostu czarownicami. Myślę jednak, że kreacja głównej bohaterki to coś o co mogłabym się doczepić. Realia były wtedy inne, doskonale to rozumiem. Wiele kobiecie po prostu nie przystało. Alice mogłaby być jednak bardziej charakterna czy zadziorna. Taka, która walczyłaby choć troszkę o swoje, ponieważ miała ważny powód. Ostatecznie wyszło trochę nijako. Książka ta to debiut autorki i myślę, że jeszcze się w tej dziedzinie podszkoli. Za to Mathhew, mimo tego, że to czarny charakter został znacznie lepiej i ciekawiej wykreowany. Ta postać nie daje o sobie zapomnieć. Być może zadziało się to przez fakt, że człowiek ten żył naprawdę.
Przejdźmy jednak do zalet i subtelnej atmosfery niepokoju i grozy, która czytana w nocy stwarza ciekawy klimat. Matthew obsesyjnie wierzy w demony i diabliki. Alice wątpi, jednak wielu z wydarzeń nie da się racjonalnie wyjaśnić i ten niepokój, wątpliwości udzielają się również czytelnikowi.

Podsumowując, Czarownice z Manningtree to ciekawa historia o człowieku ogarniętym olbrzymią obsesją i szaleństwem oraz o rodzinnym środowisku, które go ukształtowało. Przez klimat jest to książka idealna na długie jesienne wieczory. Takie historie chyba nigdy mi się nie znudzą i nie przestanę czuć rozgoryczenia na myśl jak traktowano kobiety kilka setek lat temu.Ocena: 4/6
Tytuł: 437.Czarownice z Manningtree
Autor: Beth Underdown
Stron: 374
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

12 wrz 2018

Namaluj mi słońce Gabriela Gargaś

Gabriela Gargaś to jedna z moich ulubionych polskich autorek. Jej historie zawsze doprowadzają mnie do łez, troszkę emocjonalnie męczą. Jak było tym razem?

Sabina ma dość nietypową pracę. Jest przyjaciółką do wynajęcia. Nic zdrożnego, po prostu rozmawia, wysłuchuje, towarzyszy w kawiarni czy restauracji samotnym, smutnym ludziom, którzy w życiu się pogubili. Sama również jest podobna do swoich klientów. Codziennie towarzyszy jej ogromna samotność, do której nikomu się nie przyznaje. Pewnego dnia w parku poznaje Marysię – dziewczynkę jak promyk słońca, która nie ma mamy, a jej ojciec Maks okazuje się niezwykle przystojnym mężczyzną.

Namaluj mi słońce to sprawczyni mojego rozkojarzenia i niewyspania. Przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, a właściwie nocy. Dziecko smacznie spało, mąż też, a ja zagłębiałam się w pokręcone losy Sabiny i Maksa. Oboje są ludźmi poranionymi przez życie, zwłaszcza trudne dzieciństwo. Ojciec Maksa był alkoholikiem, który nie potrafił okazywać uczuć i zaszczepił tę wadę w swoim dziecku. Z Sabiną utożsamiłam się całym sercem. Dziewczyna z mnóstwem kompleksów. W czasach szkolnych walczyła z nadwagą i chociaż teraz wygląda zupełnie inaczej to ta zakompleksiona dziewczynka ciągle w niej siedzi. Czy na takich ruchomych posadach da się zbudować miłość? Dla ludzi, którzy nie pokochali jeszcze samych siebie będzie to ogromnie trudne.

Największym plusem tej opowieści jest jej realność, nie oczywistość. Jak to w życiu bywa nic nie jest czarno-białe. Po okresach słońca i spokoju przychodzi burza i zawirowania. Autorka pokazuje prawdziwy związek, w którym ludzie popełniają błędy mogące wszystko zniszczyć. Niejednokrotnie po prostu przeklinałam w myślach bohaterów, ich zachowanie, a jednak po przeczytaniu całości jestem usatysfakcjonowana rozwojem wypadków. Dlaczego? Ponieważ każde uczucie czeka wiele niepowodzeń, wzlotów i upadków i często sami nie zdajemy sobie sprawy jak zachowamy się w danej sytuacji.

Kolejnym atutem historii jest jedna z postaci – Marysia. Skradła moje serce od pierwszych stron. To rezolutna, wrażliwa i zabawna dziewczynka, bez której cała historia nie byłaby już taka sama. Jeśli chodzi o kreacje Sabiny i Maksa to nie ma tutaj co liczyć na rozbudowane psychologiczne rysy, jednak autorka daje nam odczuć jakby byli to ludzie z krwi i kości. W trakcie czytania mamy wrażenie, że to nasi dobrzy znajomi, jesteśmy z nimi zżyci na tyle, że w pewnym momencie nie sposób nie uronić kilka łez wzruszenia.

Ogromnie lubię styl pisania autorki. Lekki, sporo w nim dialogów, na tyle, że byłam w stanie przeczytać ją trakcie jednego dnia, a jednocześnie mnóstwo tu pięknych, poetyckich cytatów o miłości, życiu i samotności. Zmuszają do refleksji i zastanowienia się nad tym co w życiu ważne.

Namaluj mi słońce to namiętna historia o miłości i samotności w tłumie ludzi tak często spotykanej w naszych czasach. O tym, że ludzie często popełniają błędy. Emocjonalna, poruszająca. Do zadumania się i popłakania. Autorka na swoim Instagramowym profilu poinformowała, że skończyła prace nad kolejną powieścią, a ja już wiem, że będę chciała ją przeczytać. Te emocje, łzy, denerwowanie się na bohaterów, które serwuje mi Gabriela Gargaś są czasami potrzebne.

Ocena: 5/6
Tytuł: 436.Namaluj mi słońce
Autor: Gabriela Gargaś
Stron: 446

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2018 (wznowienie)
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Filia

10 wrz 2018

Kąpielisko Libby Page

Publiczne kąpielisko. Dziura w ziemi wypełniona wodą. Czy książka o nim opowiadająca ma szansę zachwycić i zaciekawić czytelnika? Coś jest w tej historii, jej opisie, że od początku mnie do siebie przyciągała. Jaka była to lektura?

Katy to samotna młoda kobieta, dziennikarka. Mieszka w Londynie, dzielnicy Brixton i jest w tym miejscu nieszczęśliwa i zagubiona. Rosemary ma za to 86 lat i żyje pełnią życia. Każdego dnia spotyka się ze swoimi przyjaciółmi i pływa na pobliskim kąpielisku. Gdy miejsce to przestaje przynosić dochody władze miasta postanawiają ją sprzedać lokalnemu deweloperowi. Kobiety chcą wspólnie walczyć o pływalnię, a dzięki temu zyskują ogromną przyjaźń i życiową naukę.

Lubicie czytać ciepłe, optymistyczne i pozytywne historie? Takie, które oblepiają naszą duszę niczym kojący syrop i sprawiają, że jest nam po prostu dobrze, jesteśmy zrelaksowani i wyciszeni. Ich czytanie sprawia przyjemność i wprawia w miłe odrętwienie. Nie wiadomo czy tę dobroć sobie dawkować czy połknąć ją od razu. Właśnie takie emocje towarzyszyły mi podczas lektury Kąpieliska i właściwie mogłabym tutaj już mój wywód zakończyć. To książka, którą nazwałabym mianem komfortowej.

Kąpielisko nie jest historią o dziurze w ziemi, ale o ludziach, ich relacjach i społeczności, która potrafi się zjednoczyć w ważnej sprawie. We współczesnym świecie ludzie utracili zdolność rozmawiania ze sobą, zwłaszcza młodzi. Katy żyje w wielkim mieście, nikogo tam nie zna. Po pracy szybko przemyka do mieszkania, aby podgrzać w mikrofalówce jakieś gotowe danie. Nie zauważa, że w jej dzielnicy istnieje pływalnia, która jest spoiwem łączącym wielu ludzi. Każdy z nich przychodzi pływać z innego powodu. Jeden jest samotny, Rosemary wspomina minione lata. To przepiękne, że jeszcze istnieją miejsca gdzie ludzie się spotykają i ze sobą rozmawiają i wspaniale o nich czytać.
Kąpielisko to ciepła opowieść o wielkiej przyjaźni, samotności i starości. Dla mnie to też przepiękna historia wielkiej i dojrzałej miłości. Retrospekcje traktujące o Rosemary i jej mężu byłe genialne i wywołały u mnie łzy wzruszenia. Kąpielisko odgrywa w tej relacji zawsze ogromną rolę. Ta książka pokazuje, że miłość trzeba pielęgnować bez względu na staż, zawsze okazywać sobie czułość i zdobywać na szaleństwa. Przepiękna relacja.

Prosty język, temat też, a jednak autorka stworzyła magiczną opowieść o codzienności. Kreacje dwóch głównych bohaterek zostały ciekawie nakreślone, zwłaszcza Kate jest postacią zmuszającą do zastanowienia się nad swoim życiem.

Czy polecam? Oczywiście. Nie ma tu wartkiej akcji, nie jest to też lektura, która odmieni wasze życie. To po prostu komfortowa jak już określiłam wcześniej, ciepła i optymistyczna powieść. Książka jak balsam na duszę traktująca o społeczności, ludzkich skomplikowanych relacjach, samotności i wielkiej miłości. Cieszę się, że mogłam po nią sięgnąć.

Ocena:5/6
Tytuł: 435.Kąpielisko
Autor: Libby Page
Stron: 405
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

4 wrz 2018

Królowa cukru Natalie Baszile przedpremierowo

recenzja przedpremierowa
Czarne skrzydła, Sekretne życie pszczół, Podmorska wyspa. Lubię książki tego typu i już wiele razy was do nich przekonywałam. Gdy dowiedziałam się o premierze Królowej cukru wiedziałam, że będę musiała po nią sięgnąć, a gdy dotarł do mnie egzemplarz przedpremierowy od razu zaczęłam lekturę. Jak mi się spodobało?

Charley Bordelon jest wdową, wychowuje samotnie swoją córkę. Pewnego dnia otrzymuje niezwykły spadek – plantację trzciny cukrowej na Południu Stanów Zjednoczonych. Postanawia się przeprowadzić i nie dopuścić, aby własność została jej odebrana. Nie zastanawia się nad tym, że nie dość, że jest kobietą, której będzie bardzo ciężko samej na farmie, to jest jeszcze czarnoskóra, co z pewnością nie spodoba się wielu mieszkańcom Południa. Czy Charley sobie poradzi? Jakie trudności będzie musiała przezwyciężyć?

Epicka, klimatyczna, poruszająca. Powieść Królowa cukru nie miała jeszcze swojej premiery, a już można wiele o niej przeczytać. Muszę zgodzić się z tymi słowami, ponieważ to książka, która ogromnie wciąga i nie daje o sobie zapomnieć. Najlepiej niech odwzoruje to fakt, że czytałam ją już wieczorem i nie miałam serca odłożyć dopóki nie przeczytam ostatniej strony. Na uwagę zasługuje przede wszystkim fakt, że to debiut autorki. Jestem ciekawa jak się rozwinie i kiedy będziemy mogli przeczytać jej kolejną powieść. Natalie Baszile posługuje się prostym językiem, ale jednak barwnym i wspaniale opisującym pracę na plantacji, umiłowanie ziemi. Przyjemnie się to czyta.

Królowa cukru to klimatyczna opowieść o tożsamości, różnicach społecznych i rasizmie. Myślimy, że czasy niewolników, plantacji i okrucieństwa odeszły w zapomnienie. Autorka na podstawie swojej książki pokazuje, że po prostu przejawia się to inaczej niż kilkadziesiąt lat temu. W małych społecznościach osoba o innym kolorze skóry niż większość jest jeszcze traktowana z nieufnością, a często nawet pogardą. Charley, która wcześniej żyła w wielkim mieście, gdzie żyli ludzie wywodzący się absolutnie z każdej kultury świata przeżywa ogromny szok gdy widzi jak traktowani są czarnoskórzy mieszkańcy Luizjany. Ona sama spotyka się z wieloma niesprawiedliwościami i ma po prostu pod górkę. Podoba mi się, że autorka pokazuje czasy nam współczesne. Spora ilość książek tego typu traktuje o przeszłości, a jak się okazuje w dziedzinie uprawy trzciny cukrowej zbyt wiele przez lata się nie zmieniło i historia dotycząca takiej plantacji może być również niezwykle barwna i poruszająca.

Problemy z nietolerancją, wspaniały klimat, odrobina miłości – wszystko to znajdziemy w tej książce. Ja, odnalazłam tu jedynak przepiękną opowieść o kobiecej sile. Charley to dziewczyna z miasta, nie ma pojęcia o pracy na plantacji. A jednak chce pokazać jaka jest silna. To niezwykle charyzmatyczna i charakterna postać, nie boi się bronić swojego honoru i racji. W świecie zdominowanym przez mężczyzn jest to kilkukrotnie trudniejsze. Nasza bohaterka musi mierzyć się z szowinizmem i rasizmem. Jak mężczyzna każdego dnia wstaje i pracuje aż do utraty sił. Ogromnie lubię takie silne kobiece charaktery, które nie dadzą sobie w kaszę dmuchać, a jednocześnie można się od nich czegoś nauczyć. Udała się ta postać autorce.
W Królowej cukru odnalazłam też przepiękną miłość do ziemi, jej pochwałę, która to w wielkim stopniu tworzy klimat całej powieści. Dla plantatora ziemia, działka to coś co ma najważniejsze. To ona jest w stanie zapewnić mu godziwy byt. Szansę na sukces ma jednak tylko wtedy gdy ją zrozumie i pokocha. Ci, którzy nastawiają się tylko na zysk mało osiągną. Urzekł mnie w szczególności fragment traktujący o smakowaniu ziemi, wąchaniu jej zapachu, aby dowiedzieć się jaką historię ma nam do opowiedzenia i co trzeba zrobić, aby należycie się nam odwdzięczyła.

Czy polecam? Oczywiście, że tak. To piękna, klimatyczna, epicka opowieść o kobiecie, która nie bała się iść swoją ścieżką w życiu. Wszyscy spisali ją już na straty, skazali na porażkę, rzucali kłody pod nogi. Na podstawie książki powstał serial i rzeczywiście podczas czytania myślałam sobie, że ma ona ogromny potencjał, aby ją zekranizować. Z chęcią też go obejrzę. Myślę, że po książkę może sięgnąć absolutnie każdy. Fan książek tego typu będzie miło zaskoczony współczesnymi realiami. Ci, którzy lubią klimatyczne powieści o poszukiwaniu własnej tożsamości i drogi w życiu także się nie zawiodą. Inni dzięki niej zastanowią się nad problemem nietolerancji nie tylko na tle rasowym, ale też dotyczącej płci. Polecam!
Ocena: 5+/6
Tytuł: 434.Królowa cukru
Autor: Natalie Baszile
Stron: 512
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 19.09.2018
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackie 😊

3 wrz 2018

Podsumowanie sierpnia

Uczniowie mają dzisiaj rozpoczęcie roku szkolnego, a więc najwyższa pora podsumować sierpień i powziąć odpowiednie plany na wrzesień.
We sierpniu przeczytałam 8 książek. Nie jest to wynik nawet przypominający ten świetny z lipca, ale jak zwykle jestem z niego zadowolona. Sierpień był czasem przygotowań do 2 urodzin mojego synka, a więc było mnóstwo zakupów, gotowania i to pochłonęło mnóstwo czasu. W sierpniu starałam się też bardziej regularnie pisać nowe posty. Jestem na dobrej drodze do tego, aby było tu coś nowego aż trzy razy w tygodniu. 
W sierpniu zaproponowałam wam 3 klimatyczne książki, które świetnie nadają się do czytania podczas jesiennych wieczorów. 
Przeczytałam dwie książki od wydawnictwa Marginesy. Jedna i druga opowiadają o rodzinnych tajemnicach, namiętnościach i zdradach, poszukiwaniu własnej tożsamości, czyli absolutnie moje klimaty - Pół życia i Wszystkie kwiaty Alice Hart.
Życie bez ciebie to książka z mojej ulubionej serii Kobiety to czytają. Jak zwykle było mnóstwo refleksji i emocji.
Dla wielbicielek lekkich i śmiesznych lektur mam dwie książki od Penny Reid - Randka z homo sapiens i Przyjaciele bez bonusu.
W końcu przeczytałam leżakującą na mojej półce najnowszą powieść Mai Lunde - Błękit
Miałam też swój pierwszy raz z współczesną poezją. Nie było idealnie, ale z pewnością sięgnę po kolejne tomiki poezji - Depresja i inne magiczne sztuczki.
Miałam również przyjemność przeczytania książki przyrodniczej o drzewach, która trzymała w napięciu jak thriller - O drzewach, które wybrały Tatry. 
Na wrzesień mam zaplanowane przede wszystkim zadbanie o swoje zdrowie. Wiecie, wakacje -więcej czasu i miałam odwiedzić kilku lekarzy. Obudziłam się teraz. Nie ma już odwrotu i zwlekania, bo jako kobieta, matka i żona mam dla kogo badać się regularnie. Chciałabym też znów zabrać się za dietę, ćwiczenia. Oczywiście zaplanować kilka wpisów na zapas, bo gdy zacznę studia magisterskie czasu pewnie znów zrobi się mniej. 
Jakie są wasze sierpniowe wyniki? A plany na wrzesień?

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.