29 gru 2015

Podsumowanie roku 2015

Koniec roku.Chyba nie tylko mi towarzyszy wtedy moment zadumy i takiego anielskiego spokoju. Nie myślę o tym co się nie udało, raczej co się zmieniło. 
W ciągu roku tego wszystkiego nie zauważamy. Sylwester 2013/14. Było wiele łez,smutku, rozczarowania i tęsknoty za kimś.By później w ciągu roku przypomnieć sobie o tym jedynym, zaręczyć się i zacząć planować ślub.To już za pół roku. 
Sylwester 2015/16 też będzie wielkim podsumowaniem. Matura poprzedzona wielkim stresem została zdana bez problemu, wymarzone studia biologiczne są. Piątka z ćwiczeń z botaniki ogólnej na koniec studiów już jest. W końcu uczę się tego co naprawdę mnie ciekawi. I chociaż egzamin z chemii przeraża to wiem, że muszę dać radę.Dla małego bąbelka we mnie.:)
Co do książek to ten rok mnie zaskoczył. Pojawiło się wiele współpracy. Dwie tak owocne, że mogliście podziwiać moje nazwisko w ,,Pulse"  i ,,Wyspie". Oby kolejny rok był taki sam.
w 2010 przeczytałam 99 książek.
w 2011 97
w 2012 78
w 2013 90
w 2014 81

a w tym roku?

Całe 119 książek. Tego jeszcze nie było. Teraz czytałam dłuższe książki niż 5 lat temu. Jak pisałam był to rok w którym wiele się działo. Teraz będzie jeszcze więcej. Uda mi się go pobić? Wątpię, jednak z każdego wyniku będę dumna. 

W nadchodzącym roku życzę wam, żeby nie był on gorszy od poprzedniego, tradycyjnie. Wielu sukcesów. Dużo zdrówka,szczęścia i spokoju. A jeśli uniesień to tylko tych pozytywnych. Udanego Sylwestra gdziekolwiek go spędzacie. Ja w domu i już nie mogę się tego doczekać. W spokojnym gronie najbliższych, z lampką Piccolo o smaku brzoskwini. 
Recenzja ,,Królowej Lodów z Orchard Street" w Sylwestra lub Nowy Rok.

23 gru 2015

Świąteczne przepisy i moje życzenia

Czekałam z tą recenzją ta ten piękny dzień. Beata Pawlikowska to z pewnością znana przez was postać. Podróżniczka, autorka wielu książek nie tylko traktujących typowo o tym czym się zajmuje ale też publikacji do nauki języków czy właśnie książek kucharskich. 

Tym razem proponuje nam coś na święta. W naszej rodzimej tradycji potrawy wigilijne i świąteczne są dość tłuste, słodkie i kaloryczne. 12 potraw, z których nie każda jest zdrowa. Autorka podsuwa nam zamienniki, które możemy wykorzystywać też w ciągu roku. Nie używa w ogóle produktów przetworzonych, dużo ziół, gotuje zgodnie z filozofią pięciu przemian. Mnóstwo tu ciasteczek i kasz. One muszą znaleźć się na świątecznym stole. Zupa z soczewicy została wypróbowana i mogę poświadczyć, że jest ona bardzo pyszna. 
Co mnie przekonuje do kuchni pani Pawlikowskiej to fakt, że każde z tych dań jest wprost niewiarygodnie leciutkie. Jest świeżo, możemy być pewni, że w te święta się nie przejemy. 
Format książki to strzał w dziesiątkę. Malutkie książeczki, z których da się jednak wszystko odczytać, a zdjęcia kuszą potrawami. Widzę je na kuchennej półce, nie zajmą dużo miejsca, a są niezwykle kolorowe. Będą się świetnie prezentowały. 

Dla wielu osób zrezygnowanie z niektórych wigilijnych czy świątecznych potraw może być nie do przyjęcia. Warto jednak wypróbować jakąś z potraw, może się akurat przyjmie. Jeśli chodzi o nasze zdrowie to chyba warto kombinować. Ja będę wracać do niej w ciągu całego roku, jest tego warta.
Ocena:5/6

Tytuł: 256.Szczęśliwe garnki
Autor : Beata Pawlikowska
Stron: 94
Wydawnictwo: Edipresse
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Edipresse

Z nową recenzją przyjdę do was po świętach. Razem z tym rosnącym maleństwem we mnie życzę wam dużo zdrówka, szczęścia i pomyślności. Żeby te święta były prawdziwie rodzinne i spokojne, spędzone tak jak chcecie. Czy to w gronie wielkiej rodziny, czy tej najbliższej. Z książką czy bez. Żeby wam się darzyło, plany się spełniały, a cele same przybliżały. Rozwiązania wszystkich problemów. Spełnienia marzeń. 
:* 

22 gru 2015

Konsekwencje miłości i zdrady

Louise Candlish to brytyjska pisarka. Studiowała filologię angielską. Jej książki są już cenione na całym świecie.
Tabby przeżywa miłosne rozczarowanie. Trochę przypadkiem, trochę przy udziale podstarzałego męża i ojca z którym spędza noc trafia na wyspę u wybrzeży Francji. Spotyka tam młodą Angielką, która dzieli się z nią domem. Pomaga znaleźć pracę. Kim jest? Przed kim lub czym się ukrywa?

Dziwna książka. Praktycznie przez cały czas jej trwania głowimy się, zastanawiamy o co w tym wszystkim chodzi, a na koniec autorka daje nam bolesnego prztyczka w nos i pokazuje, że wszystko co sądziliśmy jest nieprawdziwe. Piszę o tym już na początku, ponieważ zakończenie to główny atut tej powieści. Mogę być całkowicie pewna, że nie domyślicie się tego co przygotowała dla was autorka.

 Sama historia to niezwykle ciekawy i nowatorski pomysł. Zdrada i jej bolesne konsekwencje. Opowieść o potrzebie bliskości jaką odczuwamy każdego dnia nawet jeśli czasami otacza nas tłum ludzi. Brakuje nam jednak osoby, która nas pocieszy i poprawi humor. Sprawi, że życie nabierze sensu. 

Jedyne co moim zdaniem nie zagrało to wykonanie. Trochę za mało tutaj dopracowania, emocji. Tego, żeby czytelnik utożsamił się z bohaterką. Mnóstwo przeżyła, a jednak zupełnie nie wczułam się w jej historię i sytuację. Brak takiej siły napędowej, która sprawiłaby, że czytelnik będzie ze zniecierpliwieniem przerzucał kolejną stronę.
To mieszanka sensacji, dramatu, obyczajówki i romansu. Może w tym wypadku połączenie to się nie sprawdziło? Oceniłabym ją jako poprawną. Fajerwerki pojawiają się dopiero na koniec. Może dla tego zaskakującego zakończenia warto czytać?
Ocena:4/6

Tytuł: 255. Zniknięcie Emily Marr
Autor: Louise Candlish
Stron: 494
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję księgarni Empik
Wróciłam :)I lecę ubierać choinkę. 

16 gru 2015

Krótka przerwa w blogowaniu

Dwie kreski na teście. Szok, płacz, ogromne niedowierzanie. Od razu przychodzi strach bo te kreski jakieś takie rozlane, rozmyte. Może cieszę się za wcześnie? Wizyta u lekarza. USG. Widzisz maleńki pęcherzyk gdzieś w tobie. Później jeszcze niepokój jak dam radę z taką kruszynką. Nie zrobię jej krzywdy? Jak dam radę pogodzić ciążę ze studiami? Z przygotowaniami do ślubu? Z półtora roku zrobiło się tylko pół.Czas pędzi jak szalony, a ja najchętniej cały dzień bym spała.

Z pewnością będzie tutaj mnie troszkę mniej. Daję sobie tydzień wolnego. Na początku przyszłego tygodnia możecie spodziewać się recenzji. Muszę uporządkować kilka spraw w głowie, przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Tego, że cały czas muszę być ostrożna o tą siedmiomilimetrową istotkę, którą noszę pod serduszkiem. Studia w ciąży to pewnie też nie łatwa sprawa. Okaże się. 
Właściwie dlaczego to publikuję? Długo biłam się z myślami. Chyba muszę. Blog to moje drugie życie, odskocznia i miejsce gdzie poznałam wielu fantastycznych ludzi. Takich, którzy mnie teraz nie odrzucą. Mam nadzieję. Dla wielu to może być głupota, nieodpowiedzialność. Ciąża w wieku 20 lat. Kto tak robi? Oprócz najbliższej rodziny wsparcia więcej nie będzie. Moje koleżanki nie mogły zrozumieć tego, że się zaręczam i planuję ślub. Teraz powinnam robić karierę, a nie bawić się w kupki i pieluszki. Może właśnie tego chcę? 

Jedyne co wiem to fakt, że jestem ogromnie szczęśliwa i dumna. 

15 gru 2015

I że cię nigdy nie opuszczę..

Sabina Waszut to chorzowianka. Propagatorka śląskiej kultury i tradycji.Za ,,Rozdroża" otrzymała ona główną nagrodę Festiwalu Literatury Kobiecej ,,Pióro i Pazur". Zasłużenie?

Górny Śląsk na kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej. Już teraz nastroje są napięte, brakuje pożywienia. Sophie zakochuje się we Władku dla którego jest tylko małą dziewczynką. Z resztą jak tu zaakceptować taką miłość. Córka Niemców i syn polskiego powstańca. A jednak. Ich życie układa się wspólnie, a w tle jątrzy się wojna.

Książka, którą gdy zaczniecie już czytać przestaniecie dopiero po ostatniej stronie. To co, że miałam mnóstwo innych obowiązków. Ma krótkie rozdziały, które zmuszają do połknięcia jej na jeden raz.
Piękna opowieść o wojnie i miłości. Na początku z pozoru zwykła historia, o prawdziwej rodzinie i miłości pomiędzy podziałami. Później rozpoczyna się wojna. Sophie i Władek zostają rozdzieleni. Nie jest im łatwo. Trzeba walczyć każdego dnia o przeżycie. Ich dojmująca tęsknota po prostu wylewa się z kartek i przenika czytelnika na wskroś. Przecież nie wiedzą co przyniesie los. Czy się jeszcze kiedyś zobaczą?

Nigdy nie miałam okazji czytać książki z akcją toczącą się na Górnym Śląsku w trakcie trwającej wojennej zawieruchy. To przecież dość specyficzny obszar Polski. Kulturowe przemieszanie Polaków i Niemców, ich historii i tradycji. Jakie nastroje tam panowały? Autorka doskonale to odwzorowała. 
Nie można się dziwić, że za swoją pracę otrzymała nagrodę. Powieść chwyta za serce i gardło, wywołuje emocje, jest dopracowana, a przede wszystkim język nie traci na lekkości i gibkości. 

Sophie to pozytywna bohaterka, dobrze przemyślana. Ma swój honor, walczy o życie swoje i najbliższych. Bohaterka, z której każda kobieta powinna brać przykład. Daleko jej jednak do ideału i zbytniej doskonałości, nieprawdziwości. Jak każdy ma swoje słabości.

Książka jest nawet trochę niepozorna, mogła zaginąć w natłoku nowości. Niesie ze sobą wielką treść i ładunek emocji. Poza tym to po prostu świetna historia. Zajmie na mojej półce zasłużone miejsce, a ja nie mogę się doczekać drugiego tomu, który został wydany w tym roku.
Ocena:5/6

Tytuł: 254. Rozdroża
Autor: Sabina Waszut
Stron: 317
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza oraz Business & Culture

12 gru 2015

Czas na dyskusję

Jakiś czas temu zobaczyłam pewną reklamę. W oczy rzuciło mi się hasło, że można zgłaszać psy i koty aby zostały one ambasadorami marek Pedigree i Whiskas. Na początku nie wierzyłam, później zaczęłam troszkę czytać o co tam chodzi, odpowiedziałam na kilka pytań. Po jakimś czasie przyszedł email, że Cleo się dostała i otrzyma paczkę z żywnością. Wczoraj odwiedził nas listonosz z ogromną paką.
Oczom nie wierzyłyśmy, a pies jakby wiedząc, że to jego położył się w samym środku. 
Pięć paczek suchej karmy i siedem saszetek karmy mokrej. Kurczaczek z ryżem. 
Jemy akurat produkty Pedigree, więc możemy powiedzieć, że bardzo nam smakują. Rośniemy jak na drożdżach. Cleo miała być malutka, a już teraz wskakuje bez problemu na fotel czy łóżko. Ma taaakie długie nogi, że zamiast głowę kłaść na przednich nogach to układa na tylnych. Cały czas jest aktywna, czasami chyba aż za bardzo.Wtedy robi mi masaż głowy, pleców w połączeniu z akupunkturą pazurkami. Sierść na zimę z brązowej zrobiła się przypalana, pięknie się błyszczy. 
Akcja Pedigree i Whiskas ma na celu przypomnienie niektórym posiadaczom czworonogów, że nie jedzą one tego samego co człowiek. Potrzebują trochę innych składników. Nawet nie wspomnę o tym, że psy nie powinny jeść soli i czekolady. Znam przypadek gdy pies jadł dosłownie wszystko i jego serce urosło do takich rozmiarów, że nie mieściło się w klatce piersiowej. 
Pamiętam, że gdy byłam mała, a dostępność takich karm nie była zbyt dobra babcia psom zawsze gotowała osobne dania. Bez soli, bez trujących rzeczy. To też był jakiś sposób. Teraz mamy ten komfort, że jeśli ledwo mamy czas na zrobienie sobie posiłku dla psa kupujemy coś gotowego, zbilansowanego do jego wieku i wielkości. 

Nie chcę, żeby dzisiejszy post był tylko moim poleceniem jakieś produktu. Zapraszam was do dyskusji. Jakie macie zwierzaki? Psa, kota, rybkę, karalucha w łazience? Cokolwiek. Piszcie. Jak go karmicie, jakie zabawy są waszymi ulubionymi, co akurat porabiają? :)
Moja Cleo akurat jest chwilę na podwórku. Siedzi na czubku głowy owczarka podhalańskiego- Cezara. Kleopatra, bo Cezar musi mieć swoją Kleopatrę. I tyle :) Jemu coraz zimniejsza pogoda w końcu odpowiada. Zimą nie chce wejść do budy, ponieważ woli leżeć na plecach na wielkiej zaspie śniegu. Jej nie marzną łapki :) Trzeci kundelek siedzi sobie obok nich. Murzynek. Nazwa niepoprawna politycznie jednak jeszcze nie chodziłam do szkoły, nie wiedziałam co to znaczy. Staruszek z czternastoletnim stażem. Zębów coraz mniej, mordka osiwiała, głuchy jak pień jednak radzi sobie na swój sposób i kocha zabawy :)

11 gru 2015

Co czyha w samym sercu morza

Książka, która od razu po przeczytaniu opisu przypominała mi ,,Terror" Simmons'a. Czy tutaj też panowały takie emocje?

Nantucket to osada wielorybnicza. Każdy każdego zna, tworzą zamkniętą społeczność. Chłopcy od małego uczeni są i przygotowywani do fachu wielorybnika. Dziewczynki do faktu, że ze wszystkim będą musiały radzić sobie same- ich mężczyzn nigdy nie ma w domu. W roku 1820 statek wielorybniczy Essex naprawdę został staranowany przez ogromnego kaszalota. Załoga próbowała wrócić do domów jednak powoli padali oni ze zmęczenia, głodu czy pragnienia. 

Książka, na której podstawie powstał wchodzący właśnie do kin film. Zaczyna się przedmową autora i właściwie prawie nie wiemy kiedy się kończy. Na początku przypomina bardziej jakiś reportaż. Wprowadza nas w strukturę społeczeństwa, opowiada o tym jak wyglądało polowanie na kaszaloty. W kolejnym momencie niezwykle płynnie przechodzi w powieść przygodową. Opisuje katastrofę statku. Dalej to już horror i  wszechobecna makabra. Głód i nasuwające się pytania. Czy jeśli umrze jeden z nas to wyrzucimy go za burtę na pastwę morskich stworzeń czy zjemy go tym samym ratując swoje życie. Jakimi torturami musiało być  dryfowanie wśród odmętów słonej wody podczas gdy tej zdatnej do picia nie było już wcale?

Jeśli chodzi o bohaterów to żadnego z nich jakoś szczególnie nie polubiłam. Autor skupił się na nich raczej jako na społeczności, pokazał wiążące ich więzi i to co nimi w tamtym momencie kierowało.

Niezwykle sugestywne i obrzydliwe opisy podczas gdy ich ton pozostawał beznamiętny. Autor nie używa zbyt wielu emocji, nie chce nikogo oceniać. To wszystko zależy tylko i wyłącznie od czytelnika. Czy w skrajnych warunkach zrobilibyśmy to samo?
Ta książka to historia opowiadająca o ludziach u kresu ich wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Do czego jesteśmy w stanie się posunąć jako ten ucywilizowany gatunek. Może nie czyta się porywająco szybko. Są takie momenty gdy książkę trzeba odłożyć i po prostu zapomnieć co się tam wydarzyło. Po odsapnięciu jeszcze szybciej do niej wrócicie. 

Co mnie ogromnie ciekawi to film. Tam też jest tak mocno i drastycznie? Będę musiała przekonać się na własnej skórze.Dla osób o mocnych nerwach lektura na zimowe wieczory.
Ocena:5/6

Tytuł: 253.W samym sercu morza
Autor: Nathaniel Philbrick
Stron: 287
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz kolejnej mocnej książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins

Przypominam, że będę bardzo wdzięczna za każde kliknięcie w baner reklamowy u góry strony :)

9 gru 2015

365 stron życia

Około miesiąc temu pisałam wam trochę o organizacji, moich rozterkach związanych z prawidłowym planowaniem nauki i obowiązków domowych. Zaczęłam poszukiwania. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w trakcie przeglądania różnych stron była okładka tego kalendarza. Akurat wyświetliła mi się na granice.pl. Delikatny, zielony kolor, piękny kwiecisty motyw i spływający z góry anioł. Zdecydowanie jest to coś co z chęcią wyjmiemy z torebki i pokażemy innym ludziom.

Znajdziecie tutaj dosłownie wszystko. Jedność to wydawnictwo katolickie. W swoim kalendarzu umieścili święta, fragmenty Pisma Świętego, mnóstwo cytatów i zagadek z różnych dziedzin życia. Z pewnością niezwykłym przeżyciem będzie czytać to co jej przypisane do danego dnia i zastanawiać się nad znaczeniem. Tradycyjnie mamy tu też wschody i zachody Słońca, imieniny.

Co mnie absolutnie urzekło to ogromna różnorodność przepisów. Na każdy dzień coś innego. Są one umieszczane w czasie, w którym są najczęściej używane. Keks- wielkanocne ciasto jest u mnie zawsze na Boże Narodzenie. Teraz wykorzystam przepis z tej książki.To taka stara szkoła kulinarna- przepisy czytelników, bez udziwnień i niewypróbowanych smaków, na to najmocniej liczyłam. Znajdziemy tu też porady zdrowotne i domowe.
Ciekawym faktem jest  to, że mamy tu dodatkową rubrykę na pilnowanie domowych zakupów, wydatków i budżetu. Świetna sprawa. Kalendarz jest dość napakowany i dlatego mocno mi się podoba. Wbrew pozorom znalazło się tu jeszcze dużo miejsca na notatki, rodzinne rocznice i wydarzenia. 

Z racji ilości stron, wielkości i wagi jest to raczej planner do użytku domowego. Do noszenia codziennego mógłby okazać się zbyt ciężki. Ja jednak i tak korzystam z kalendarzu w domowym zaciszu. Wszystko notuję w brudnopisie, a dopiero później przenoszę na czysto. Mi mocno się spodobał, to planner do ciągłego wertowania, przegryzania się z nim, zaznaczania i zakreślania.
Ocena:5/6

Tytuł:252.365 dni życia
Autor: Praca zbiorowa
Stron: 448
Wydawnictwo: Jedność
Rok wydania:2015
Za kalendarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jedność

7 gru 2015

Miejsce, w którym troski znikają

Leniwa niedziela. Seria książek z magicznymi okładkami. Odkąd pojawiła się na rynku zawsze chciałam się z nią zapoznać. Czy był to dobry wybór?
Vanessa Greene napisała już jedną książkę ,,Klub porcelanowej filiżanki" również wydaną w tej serii.

Charlotte to recenzentka restauracyjna i dziennikarka. Czeka ja awans, a na swój wielki numer szykuje przegląd najbardziej urokliwych herbaciarni. Kat to samotna matka, która kocha herbatę, lubi pisać i nie ma pracy. Seraphine przyjeżdża do Wielkiej Brytanii do pracy. Będzie uczyć języka francuskiego pewną dziewczynką. Wszystkie one spotykają się w Herbaciarni Nadmorska i rozpoczynają fascynującą przygodę, która zmienia ich życie.

Trzy kobiety. Każda inna, a jednak ich problemy je łączą. Charlotte to pracoholiczka. Nie umie stworzyć po zdradzie normalnego związku. Kat tak samo, oprócz tego ma problemy finansowe. Seraphine pochodzi z niezwykle szanowanej i konserwatywnej rodziny z tradycjami i przez to jej rozterki okażą się największe. Bardzo podobało mi się to w jaki sposób autorka przedstawiła każdą z tych postaci i ukazała niezwykle, delikatną i kruchą więź, która je połączyła. Bohaterowie drugoplanowi też są niezwykle ważni, tworzą barwną społeczność nadmorskiego miasteczka gdzie każdy każdego zna i stara się mu pomóc. Takie klimaty kocham.

To niezwykła opowieść o odkrywaniu siebie i swoich potrzeb. O tym, że mamy być prawdziwi dla świata. Niczego nie udawać, po prostu być sobą. Chociaż raz postawić na swoim i nie przejmować się opinią drugiej osoby. Ludzie są zawsze krytycznie nastawieni.Opisywana historia jest niezwykle ciepła, optymistyczna i taka kojąca, po prostu balsam dla duszy. Któż nie lubi czytać o malutkich, nadmorskich miejscowościach, herbaciarniach, pieczeniu ciasteczek i piciu herbaty? Niech was jednak nie zwiedzie myśl, że książka jest tylko o tym. 

Zakończenie mocno mnie zaskoczyło i ogromnie się spodobało. Gorąco kibicowałam tym bohaterom i to takie zwieńczenie wszystkich ich przygód i rozterek. Ostatnie strony to przepisy, którymi kusiły nas bohaterki w trakcie czytania. Z całą pewnością możecie wyczekiwać zdjęć :)

Czyta się niezmiernie szybko, rzeczywiście jest to książka do poczytania przy filiżance herbaty i do celebrowania chwili. To ciepła opowieść, która zachwyci każdą fankę obyczajówek. Opowiada o zwykłym i codziennym życiu w poetycki sposób. Chyba to jest w niej tak niezwykłe. Już chcę czytać kolejną książkę z serii. 
Ocena: 5/6

Tytuł: 251. Sekretna herbaciarnia
Autor: Vanessa Greene
Stron: 351
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Świat Książki

Wracam do świata żywych. Już po zjeździe, kolejne dwa kolokwia przede mną. Mam dużo nowych pomysłów. Ta książka zainspirowała mnie do stworzenia blogowego cyklu. Muszę go jednak dopracować. Jeszcze nie widziałam czegoś podobnego na blogach, to tylko i wyłącznie mój pomysł, a więc mam nadzieję, że uda mi się go dopieścić. Może już na święta :) Połączę tam swoje dwie pasje. Ktoś zgadnie jakie? 
Zapraszam do klikania w baner reklamowy u góry strony :)

4 gru 2015

Kolejna odsłona magazynu English Matters

Kolejny numer popularnego magazynu dla chcących nauczyć się języka angielskiego szybko, łatwo i bardzo przyjemnie. W szkole czytaliśmy pod przymusem, często były to teksty o wszystkim i niczym. Takie, które nie dość, że nie wnosiły nic do naszego życia to jeszcze nas nudziły. Tutaj tematy są niezwykle różnorodne, szybko się je czyta i każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie.

Będzie tekst jakby stworzony dla moli książkowych- artykuł o J.K. Rowling, później między innymi trochę o wschodzących gwiazdach muzyki w Skandynawii, skąd pochodzą nasze imiona. Nowej Zelandii, USA. Jeden z artykułów jest dość kontrowersyjny i bardzo na czasie - opowiada o legalizacji małżeństwo homoseksualnych i podejściu władz do tego problemu.Wzbudza emocje, skłania do refleksji.

To tylko kilka z tematów jakie pojawiły się w tym numerze. Gdybym miała ocenić go i porównać z innymi dotychczasowymi egzemplarzami to ten jest najciekawszy. Może sprawiło to rozpoczęcie roku szkolnego. Przynajmniej takie jest moje odczucie. Jeśli chodzi o słowniczki, które umieszczane są pod każdym tekstem to więcej tam słówek typowo użytkowych, przydatnych w codziennym życiu jak chociażby wizycie u lekarza. Dobrze sobie ten fragment zachowam i poćwiczę przed egzaminem z lektoratu na drugim roku studiów. 

Naprawdę polecam, nawet, a może zwłaszcza osobom ze słabą znajomością języka angielskiego. Dacie radę. Do kilku tekstów można pobrać darmowe MP3 i zaznajomić się z wymową. Magazyn można kupić w Empiku, kioskach i sklepie internetowym wydawnictwa.
Ocena:5/6
Tytuł: 250. English Matters #55
Autor: Praca zbiorowa
Stron: 42
Wydawnictwo: Colorful Media
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Colorful Media

Was zostawiam z recenzją, a ja od jutra wracam do szarej codzienności mojego zjazdu. Mam wrażenie, że pstryk i mijają dwa tygodnie. Stresujące, ale moje życie nabrało rozpędu. Może to dobrze. Łatwiej docenić chwilę z ulubionym napojem i książką. 
W niedzielę wracam do was z recenzją książki z serii Leniwa Niedziela. Sprytnie to sobie obmyśliłam co? Tekst już się tworzy. Później możecie spodziewać się coś na temat plannera Wydawnictwa Jedność. 
Udanego weekendu kochani :) Troszkę do przodu.
Przypominam, że będę bardzo wdzięczna za każde kliknięcie w baner reklamowy u góry :)

2 gru 2015

Magia mazurskiej wsi

Druga z propozycji Wydawnictwa Kobiecego. Wcześniej byłam zachwycona. A teraz? Adrianna Trzepiota to polska autorka, pochodzi ze Szczytna, a aktualnie mieszka we Warszawie. ,,Zwilczona" to jej literacki debiut.

Jaśmina ma 35 lat, jest nauczycielką języka polskiego, matką, żoną, przyjaciółką. Mieszka na Mazurach, w malowniczym miejscu jednak jej życie stoi w miejscu. Co zmieni się gdy zacznie słyszeć podszepty Wilczycy? Zacznie walczyć o siebie i swoje życie?

Magia, Mazury, przesądy, szeptuchy, tarot, ludowość. Taka mieszanka kusi zawsze, kobietę szczególnie. Ja też byłam jej ciekawa. Miałam wielką nadzieję, że klimat czarów i poszukiwania tego witalnego, kobiecego pierwiastka mocno przypadnie mi do gustu.To nie jest jednak lektura dla mnie. Może jestem na nią za młoda?

Przede wszystkim denerwowało mnie zachowanie głównej bohaterki. Oczywiście, można walczyć o swoje. Kobieta to nie tylko kucharka i sprzątaczka mająca wysłuchiwać narzekań Pana i władcy. Może wziąć się za siebie, spełniać swoje pasje. Tylko czy koniecznie muszę robić to kosztem całego dotychczasowego życia? Kosztem dziecka i faceta? Muszę odciąć się od tych aspektów, które przecież także kocham? Przez to wszystko zupełnie nie mogłam poczuć tej specyficznej więzi łączącej bohatera i czytelnika. Wtedy odbiór jest jeszcze gorszy. Szkoda też, że wątek z poszukiwaniami przeszłości Jaśminy, tajemniczą księgą został właściwie zepchnięty na margines. Tutaj liczyłam na niezwykle ciekawe rozwinięcie. Mocno mi go zabrakło. 

Czasami autorka próbowała też trochę na siłę wpleść niektóre wiadomości, wyszło przemądrzale. Bohaterka coś gotuje, a tu nagle zaczyna nam szczegółowo opowiadać o pochodzeniu danej przyprawy i jej historii. Gdyby było to lżejsze dowiedziałabym się wielu ciekawych rzeczy.

Nie będę jednak tylko i wyłącznie narzekać. Książka ma plusy. Temat magii, która aż wypływa z kartek w połączeniu z całkowitą zmianą życia głównej bohaterki, wątek Wilczycy są naprawdę ciekawe . Wątek pokazujący więź pomiędzy Jaśminą, a jej przyjaciółkami również należy do udanych. Okładka to jedna z piękniejszych jakie mogłam ostatnio podziwiać.

Coś nam jednak nie zagrało. Katarzyna Enerlich napisała, że książka jest ciężka od magii.Dla mnie zbyt ciężka. Wierzę jednak, że są tutaj osoby, którym się spodobała albo chciałyby ją przeczytać. Skuście się i zmierzcie z nią.
Ocena:3-/6
Tytuł: 249. Zwilczona
Autor: Adrianna Trzepiota
Stron: 281
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece
Zapraszam do klikania w baner reklamowy u góry strony, jeśli go oczywiście widzicie :)

29 lis 2015

Podsumowanie listopada

źródło: pinterest
Listopad. Przez wiele osób miesiąc wprost znienawidzony. Ja zaczęłam go lubić i właściwie jakoś tak smutno, że już mija. Jeszcze tylko święta, miesiąc tego roku i 2016. Studia co dwa tygodnie sprawiają, że jakoś tak czeka się cały czas na te trzy dni i wydaje się, że czas pędzi jeszcze szybciej. Dlatego zaczęłam doceniać takie malutkie sprawy- jeden plus. Drugi plus to fakt, że studia nauczyły mnie cierpliwości. Wszyscy ze zniecierpliwieniem spoglądają na tablicę z rozkładami jazdy, a ja niewzruszenie czekam. I tak kiedyś przyjedzie. Nie przyspieszę go.

Nauki jest tyyyyle, pierwsze kolokwium za mną, pierwsza 4 + też. Emocje były niesamowite, radość jeszcze większa. Nie spoczywam jednak na laurach. Mam swój cel i tego się trzymam.

Co do podsumowania to zacznę chyba od książek. Wydawało mi się, że w tym miesiącu jest ich bardzo malutko. Zaczęłam liczyć i okazało się, że przeczytałam 10 książek. Wynik piękny. Jestem z niego dumna :)

Dużo w tym miesiącu kombinowałam z jedzeniem. Spróbowałam pieczonego tofu :( Może nie jest tak źle ze smakiem, przecież tofu nabiera smaku tego w czym akurat je zamarynujemy. Konsystencja jest taka gumowata, zupełnie mi nie odpowiada. Dalsze eksperymenty zakończyły się już powodzeniem. 


Jakość tych zdjęć mówi wyraźnie, że były robione kalkulatorem. Trudno, może mniej więcej zobrazuję o co mi chodzi.
Narzeczony kocha kurczaka z KFC. Praktycznie potrafi zjeść jeden kubełek całkiem sam. Żeby było troszkę taniej postanowiłam zrobić coś takiego w domu. Zabawy jest na kilka godzin, efekt satysfakcjonuje.
Pierś z kurczaka, może być też udko z indyka jak w moim przypadku kroimy na cieniutkie paseczki. Polewamy łyżką oleju, sypiemy ulubionymi przyprawami, wrzucamy zgnieciony ząbek czosnku, który później wyjmiemy.

Odstawiamy na kilka godzin. Robimy ciasto naleśnikowe. Troszkę mąki, mleka, soli, pieprzu, jajko. Ma być gęste. Na drugim talerzu rozsypujemy najzwyklejsze płatki kukurydziane. W małym garnku rozgrzewamy tłuszcz. Obtaczamy mięso najpierw w cieście, później w płatkach. Smażymy w głębokim tłuszczu :)

Do tego możemy zrobić sosy. U mnie był to ketchup + majonez oraz majonez+ jogurt + pieprz i sól + posiekany czosnek. 

 Też macie tak, że pierś z kurczaka jest dla was za sucha?
Ten przepis jest idealny, nigdy lepszej nie jadłam.
Pierś z kurczaka polewamy łyżką oleju, obtaczamy w ulubionych przyprawach.
Pomidory z puszki dusimy razem z podsmażoną cebulką i czosnkiem. Doprawiamy do smaku.
Pierś z kurczaka układamy w naczyniu żaroodpornym, każdą pierś polewamy dużą łyżką jogurtu naturalnego. Rozsmarowujemy. Na to wylewamy pomidory. Przykrywamy plasterkami boczku. Pieczemy 25 minut w temp. 200 stopni, później wysypujemy na wierzch starty ser i pieczemy kolejne 20 minut. W życiu nie jedliście bardziej soczystej piersi. 

Paluszki grissini. Pyszna przekąska do książki. Jedną czwartą drożdży rozpuszczamy w ciepłej wodzie, razem z łyżką cukru i szczyptą soli. odstawiamy na 10 minut. 
W tym czasie przesiewamy dwie szklanki mąki, pół łyżeczki soli. Można troszkę mniej. Dolewamy drożdże i wyrabiamy. Pod koniec dolewamy troszkę oleju. Wyrabiamy aż będzie gładkie. Czekamy do wyrośnięcia, około 2 godziny. 
Później na blaszce wyłożonej papierem robimy takie drobniutkie wałeczki z ciasta. Sypiemy ulubionymi przyprawami, startym serem, sezamem czy słonecznikiem. Pieczemy 10-15 minut w temp. 200 stopni :)

Miesiąc temu Chabrowa się zarzekała. Nie pije kawy, nie lubi. Do pierwszego kolokwium kiedy jasność umysłu była potrzebna, a nic już nie skutkowało. Popróbowałam troszkę ze zwykłymi kuchennymi przyprawami i zrobiłam kawę piernikową i cynamonową. O dziwo, mocno mi posmakowała :) Myślałam nad kawami smakowymi Douwe Egberts dopóki nie zobaczyłam ceny. Ponad 20 złotych za 95 gram? W internecie kawy są dużo tańsze. Ciekawi mnie jak z jakością. Tutaj moje pytanie do was. Kupowaliście kawy czy herbaty przez internet? Coś polecacie? Mnie zainteresował ten sklep. Oprócz najtańszych cen mają oni możliwość najtańszej przesyłki. Nie chcę mi się płacić więcej ze przesyłkę niż za produkt. Znacie ich?

To tyle na dzisiaj. Uciekam do jakże pasjonującej mykologii popijając tym razem nie kawę, a herbatę o pięknej nazwie Hiszpańska Mandarynka. Business & Culture mocno mnie zaskoczyło. Herbatka z różą i mandarynką jest delikatna i odprężająca :)
Przypominam, że jeśli chcecie możecie klikać w baner u góry strony.
Udanej niedzieli, kochani :)

28 lis 2015

Stosik #36

Ostatni stosik w tym roku, musi być dlatego wypasiony i bogaty w same dobre lektury.
1. Vanessa Greene ,,Sekretna herbaciarnia". Od dawna marzyłam o jakiejś książce z serii Leniwa Niedziela. Trochę się już ich chyba ukazało, a ja lubię wszelkie obyczajówki. Myślę, że spodoba mi się.
2. 365 stron życia.Niedawno pisałam o planowaniu, moich rozterkach i poszukiwaniach dobrego plannera. Post zyskał mnóstwo dyskusji i komentarzy, a ja nie spoczęłam na laurach. Naprawdę szukałam. Znalazłam ten od wydawnictwa Jedność. Po pierwszym przejrzeniu jest prawie idealny. Czemu prawie? Dowiecie się niebawem.
3.Nathaniel Philbrick ,,W samym sercu morza". Przy okazji recenzji innego thrillera napisałam, że Harper Collins to mój pewniak jeśli chodzi o mocniejsze lektury. Gdzieś podczas wyboru zawsze mnie do nich ciągnie. Teraz zapowiada się typowo męska książka. Nie mogę się doczekać :)
4. Sabina Waszut ,,Rozdroża". Książka została wydana już jakiś czas temu. W tym roku jej kontynuacja. Książka zapowiada się na taką typowo w moim guście.

5. Louise Candlish ,,Zniknięcie Emily Marr". Kolejna propozycja od WAB, która tak jak ,,Przemilczenia" kusiła mnie podczas przeglądania zapowiedzi. Obyczajówka.
6. Susan Jane Gilman ,,Królowa lodów z Orchard Street". Potężne tomisko. Myślę, że będzie to mocno niejednoznaczna i mądra lektura. Na to liczę.
7. Harper Lee ,,Idź, postaw wartownika". Kusi, chcę przeczytać. Dla niektórych największe odkrycie XXI wieku, a ja się boję. Tego, że tyle od niej wymagamy, a jednak nie będzie tak idealnie.
8. Lucy Ribchester ,,Sufrażystki"Kolejna głośna książka. Temat prawa kobiet, silne postacie to ciekawe połączenie. Ciekawe jaką tutaj mieszankę otrzymam?

Coś was zaciekawiło? Post miał zostać dodany w sobotę, oczywiście nie wytrzymałam. Muszę się pochwalić takimi kąskami. Przypominam, że będzie mi miło jeśli klikniecie w baner reklamowy u góry strony. Oczywiście jeśli go widzicie :)

27 lis 2015

Słowa niewypowiedziane

Wzburzone morze. Ciemna, butelkowa zieleń. Wyróżniająca się na tym tle kobieta. Owinięta w czerwony koc? Już okładka mówiła mi, że po raz kolejny w tym tygodniu otrzymam emocjonalny wstrząs. Jak było?

Susan Elliot Wright to brytyjska pisarka. Rzuciła szkołę, wyszła za mąż. Później przyszedł czas zastanowienia. Zaczynała do pisania do gazet. ,,Przemilczenia" to jej literacki debiut.

1964. Maggie budzi się pewnego dnia w szpitalu psychiatrycznym. Nie wie nic na temat swojego dotychczasowego życia.
2008. Jonathan to dobry mąż i nauczyciel. Właśnie dowiaduje się, że wkrótce zostanie ojcem- długo starali się o dziecko, a więc to dla niego prawdziwy szok. Jego spokój burzy też fakt, że on sam nigdy dobrze się ze swoimi rodzicami nie dogadywał. Jeśli okaże się taki sam? Wizyta detektywa wypytującego o zbrodnie sprzed lat także jest niepokojąca.

Dwie historie. Dzieli je po prostu wszystko. Temat, lata, w którym mają miejsce i bohaterowie. Nawet ich płeć. A jednak w pewnym momencie zaczynają się zazębiać. Coraz mocniej. Do tego stopnia, że możemy pogratulować autorce pomysłu jak to wszystko wykombinowała. Po raz kolejny odnalazłam wiele emocji. To opowieść o przeszłości, która wpływa na dotychczasowe życie i kształtuje każdego człowieka. O tych drobnych i większych przemilczeniach. Na początku prosto wypowiedzieć te kilka zdań, po jakimś czasie rosną do rangi wielkich kłamstw do których wstydzimy i boimy się przyznać. Najbardziej wstrząsający był jednak opis dawnego szpitala psychiatrycznego dla kobiet. Autorka pozbierała informacje i okazało się, że rzeczy, które miały tam miejsce są niewyobrażalne i nieludzkie. Aż włos się na głowie jeży. Ciekawe czy gdzieś w świecie w zamkniętych ośrodkach dalej praktykowane są podobne procedury?

Jedyny minus, który zabrał mi tę pełnię szczęścia to fakt, że troszkę zabrakło mi lepszego wczucia się w bohaterów i ich sytuacje. Chociaż były emocje to nie poczułam więzi z postaciami, czy to z Jonathanem czy Maggie. Tak jakby byli gdzieś boku. 

Przypominam jednak, że opisywana historia wywołała na mnie duże wrażenie i przeczytałam ją w jeden wieczór. Jak na debiut literacki to jest bardzo dobrze i będę polować na kolejne dzieła autorki.
To opowieść o tytułowych przemilczeniach, słowach, które gdy są niewypowiedziane ciążą nad całym naszym życiem. Jest w niej pewien smutek i nostalgia, pasujący do klimatu sztormu i wzburzonego morza z okładki.
Ocena: 5-/6
Tytuł: 248. Przemilczenia
Autor: Susan Elliot Wright
Stron: 398
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2015

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Księgarni Empik
Przypominam, że będzie mi bardzo miło jeśli klikniecie baner reklamowy u góry strony. Jeśli go oczywiście widzicie. W sobotę mam dla was stosik, a w nim same ciekawe lektury :)

25 lis 2015

,,Czy można żyć normalnie, kiedy dotychczasowe życie legło w gruzach"



Katarzyna Misiołek to polska autorka. W swoich powieściach stawia zwykłe kobiety w niezwykle trudnych i ekstremalnych sytuacjach. Mieszka w Krakowie. W 2014 roku ukazała się jej powieść ,,Niekochana".

Sylwestrowy wieczór. Wszyscy szykują się na bale. Kobiety robią błyszczące makijaże, niektórzy już zaczynają rozpakowywać fajerwerki i pierwsze trunki. Tak samo chce spędzić ten czas Magda. Jest młoda, studiuje, ma chłopaka, razem mieszkają. Nagle do mieszkania wpada rozgorączkowany szwagier i mówi, że jej siostra po prostu zapadła się po ziemię. Wyszła do sklepu i nie wróciła. Od tego pamiętnego wieczoru nic nie będzie już takie samo.

Ludzie giną codziennie. Po prostu. Wychodzą na zakupy, które miały trwać zaledwie pięć minut po czym już nigdy się nie odnajdują. Tak samo było z Moniką. Książka opowiada o destrukcyjnym w skutki wydarzeniu. O rodzinie, która kompletnie się rozsypuje. Każdy jej członek stara się na swój sposób radzić sobie z tą ogromną tragedią. Odsuwają się od siebie, ponieważ każdy przypomina o ukochanej Monice. Chwytają się też każdej poszlaki. Nie brakuje jednak ludzkich hien, które próbują tylko wyłudzić pieniądze jednocześnie rozbudzając uśpione nadzieje. 

To emocjonalny rollercoaster, który przez cały czas trwania książki nie odpuszcza. Autorka wczuła się w sytuację Magdy i jej rodziny, doskonale pokazuje tę ogromną niepewność. O zaginionej nie wiemy nic tak jak i oni. Nie wiedzą oni czy opłakiwać jej śmierć, czy to przystoi, czy szukać dalej. Zacząć normalnie żyć, czy w dalszym ciągu tkwić w zawieszeniu. Jak tu cieszyć się każdym kolejnym dniem skoro napięta sytuacje ciągle nie jest wyjaśniona. 

Magda to jedna z najciekawszych bohaterek jakie ostatnio spotkałam na mojej czytelniczej drodze. Pełna sprzeczności. Zmienia się, miota. Nie umie sobie z tym wszystkim poradzić chyba najmocniej z całej rodziny. Rzuca studia, łapie się dorywczych prac. A jej życie tak naprawdę stoi w miejscu- od pamiętnego Sylwestra.

To książka ważna i potrzebna. Zwróciła mi uwagę na przykry fakt. Czemu odsuwamy się od ludzi, którzy mają jakieś problemu? Zarazimy się?
Ta książka to taki jesienny niezbędnik. Przepiękna, klimatyczna okładka. Brawo. Do poczytania pod kocem z kubkiem herbaty. Do pomyślenia i przyspieszenia bicia serca z emocji.
Ocena:5/6

Tytuł: 247.Ostatni dzień roku
Autor: Katarzyna Misiołek
Stron: 445
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2015

Za egzemplarz książki i niezwykle pyszną herbatę- Hiszpańską Mandarynkę dziękuję Wydawnictwu Muza oraz Business & Culture
Oczywiście w dalszym ciągu zapraszam do klikania w baner reklamowy u góry strony :)

23 lis 2015

O humorach pewnego jamnika słów kilka

Gdy byłam mała to bez książki lepiej było po prostu do mnie nie przychodzić. Duża, mała. Więcej tekstów czy może jednak obrazków. Obojętnie. Zdziwiłam się jaką radość sprawiła mi ta książeczka dla dzieci.

 Wydawnictwo Adamada miało swoją oficjalną premierę na Targach Książki w Krakowie. Już teraz oferuje ono szeroki wybór książek dla dzieci w różnym wieku, mnóstwo historii i łamigłówek.

,,Humory Hipolta Kabla" to lektura dedykowana dzieciom powyżej czwartego roku życia. To osiem króciutkich opowieści o pewnym niezwykle sympatycznym i śmiesznym jamniku miewającym swoje humory- Hipolicie Kablu. Od rozpaczy aż po złość. Ma on najlepszego przyjaciela Kocioła. 

Pierwsze co w tej książce zachwyca to jej wydanie. Książki dla dzieci to bogaty rynek kolorów i urozmaiceń. Ta pozycja zwraca uwagę grubą okładką- nic nam się nie zniszczy podczas tysiąckrotnego oglądania i bardzo zabawnymi ilustracjami. Hipolit Kabel wyłania się nam jako postać bardzo pozytywna, mimo tych jego humorów. Każde dziecko go polubi. Ostatni obrazek przedstawiający naszego bohatera w czepku i zabawką do basenu to mistrzostwo świata. Przesłodkie. Dodatkowo sprytnie umieszczono tutaj numery stron- gdzieś w ilustracji. Dla mnie takie poszukiwania  były zawsze wielką frajdą.

Co do treści to jej ilość jest wyważona. Tak żeby opowiedzieć jakąś ciekawą historię, a jednak nie zanudzić zbyt dużą ilością tekstu pisanego. Urywki z życia jamnika poruszają wiele problemów, są lekkie, a jednocześnie trzeba mieć jakąś zdolność kojarzenia żeby się nad nimi zastanowić. Myślę, że nawet starsze dzieci będą usatysfakcjonowane.

Ja Hipolita Kabla mocno polubiłam. Mam nadzieję, że z waszymi dziećmi będzie tak samo. Swoją drogą chyba zacznę czytać więcej tego typu książek- naprawdę dobrze się bawiłam.
Ocena: 5/6

Tytuł: 246.Humory Hipolita Kabla
Autor: Roksana Jędrzejewska-Wróbel
Stron: 39
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Adamada

20 lis 2015

Drugie śledztwo Kruka




Pierwszy tom mnie zachwycił, dostarczył dawkę emocji kiedy to razem z detektywem Krukiem śledziłam przestępców handlujących ludźmi. Kolejna część to zawsze duży niepokój. Będzie równie dobrze? Lepiej? Może autor nie ma już o czym pisać, a książka powstała tylko na fali popularności. Jak było?

Michael Katz Krefeld to bardzo znany w książkowym świecie skandynawski autor. Kryminały pochodzące z tego regionu świata są mroczniejsze, mocniejsze. Po proste lepsze.

Ravn jeszcze niedawno zakończył prywatne śledztwo i odnalazł Maszę, a już zgłasza się do niego kolejna osoba. Piękna Louise poszukuje brata. Pewnego dnia cichy i spokojny księgowy ukradł z sejfu ogromną sumę i ślad po nim zaginął. Trop prowadzi aż do Berlina i w jakiś sposób łączy się z burzliwą historią muru berlińskiego.

Po raz kolejny jestem mocno usatysfakcjonowana. Duński autor zdecydowanie zasługuje na wszelkie pochwały i nagrody którymi jest obsypywany. Dlaczego?

Po pierwsze pisze bardzo dosadnie. Chyba nie znajdziemy tutaj nawet jednego zbędnego opisu. Wszystko jest na swoim miejscu, autor nie pisze emocjonalnie. Ten chłodny osąd wszystkich brutalnych czynów sprawi, że czytelnik otrzyma jeszcze więcej niepokoju i strachu. Nie znajdziemy tutaj lania wody. Przynajmniej jeśli chodzi o styl autora, ponieważ morderca będzie stosował okropne tortury połączone bezpośrednio właśnie z wodą.

Kolejny plus to główny bohater. Kiedyś gwiazda policji, po śmierci żony alkoholik nie mogący przeżyć jednego dnia bez małego piwka. To dobrze dopracowana postać, autor stawia na jego drodze piękną kobietę. Co z tego wyniknie?

Trzeci plus to dopracowanie całej historii i jej bogaty wątek historyczny. Śledzimy go dzięki licznym retrospekcjom sprzed upadku muru berlińskiego. Do końca nie mogłam domyślić się co łączy zwykłego duńskiego księgowego z tymi wydarzeniami. Okazało się, że to bardzo banalne.

Czytało mi się bardzo szybko. Rozdziały nie są długie, jest ich większa ilość- tak jak lubię. Jak najszybciej chcę przeczytać kolejny tom serii. Obiecuję, że z wami będzie tak samo. Jeśli poszukujecie dobrego kryminału na jesień to radzę wam wszcząć poszukiwania.
Ocena:5/6

Tytuł:245. Zaginiony
Autor: Michael Katz Krefeld
Stron: 413
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2015
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
Książka wpasowana w dzisiejszy klimat.
Zapraszam do klikania w baner reklamowy u góry strony. Ja uciekam do nauki na kolokwium z botaniki. 


17 lis 2015

A gdyby tak chrześcijaństwo przestało istnieć?


Paul L. Maier to autor, którego poznałam stosunkowo niedawno. ,,Coś więcej niż ślad" był zarazem moją pierwszą książką z wydawnictwa Promic i serii Corpus Delicti. Autor to amerykański pisarz i profesor. Napisał już wiele nagradzanych powieści i artykułów naukowych.

Po raz kolejny czytamy tutaj o naszym profesorze, doktorze Jonathanie Weberze. Jeszcze przed wydarzeniami, które sprawiły, że stał się tak sławny na całym świecie. Dopiero rozpoczyna wykopaliska. To właśnie na nich odkryje coś tak przerażającego, że wstrząśnie to ludzkością i rozsypie w proch całe chrześcijaństwo. 

Te książki mają w sobie coś takiego, że ilekroć byśmy ich nie czytali to nie możemy sobie wyobrazić, żę Promic- wydawnictwo, które opublikowało tę książkę jest katolickie. Tyle tutaj intryg, sprzeczności.  Dla kogoś kto tylko czyta, a nie wyciąga żądnych wniosków mogłyby być to nawet bluźnierstwa. Polecam ją osobom o chłonnych umysłach, ponieważ autor zawsze mąci, miesza i odwraca kota ogonem. Tylko po to, żeby zwykły czytelnik miał możliwość zastanowienia się nad sensem swojej wiary i całego chrześcijaństwa. Zwłaszcza w obliczu tego co aktualnie dzieje się na świecie.

Co jeśli raczej nie szukamy książki religijnej? Wtedy możemy potraktować ją po prostu jako świetny thriller. Religia, tajemnice Kościoła i wykopaliska archeologiczne to zawsze świetne połączenie. Intryguje bardziej niż podobne książki, a akcja gna do przodu jak szalona i nie pozwala nam nie polubić naszego sympatycznego pana profesora. To niezwykle dopracowana i dopieszczona lektura. Po prostu widać podczas czytania, że autor nie jest w tych dziedzinach laikiem. Na spokojnie i bez nadęcia wprowadza nas w świat archeologii, różnorodnych testów badawczych i odkryć. Miło i z zaciekawieniem się to wszystko czyta.

Lektura na jesienny wieczór, ciekawy, trzymający w napięciu thriller. Ucieczki, morderstwa, miłość i religijne refleksje. Po prostu mieszanka wybuchowa, które przecież mole książkowe lubią.
Ocena: 5/6

Tytuł: 244. Ślad życia, ślad śmierci
Autor: Paul L. Maier
Stron: 507
Wydawnictwo: Promic
Rok wydania: 2012
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Promic
Z recenzją akurat trafiłam w niedzielę, fajnie się złożyło. Zachęcam do klikania w baner reklamowy u góry strony. Dziękuję :)

14 lis 2015

Powody dla których uczę się planować


Co roku oglądam nowe kalendarze. Zawsze jakiś wybieram i kupuję. Później sobie leży, leży, czeka na lepsze czasy kiedy będę go używała. Tak było i tego roku. Jakoś ogarnęłam maturę bez notowania wszystkiego. Musiałam się nauczyć i już. Myślałam, że ten system mam wypracowany do perfekcji, wszystko zapamiętuję i po prostu to robię. Byłam w takim rytmie gdzie nic nie mogło pójść nie tak. Okazało się, że teraz coś jednak zgrzyta.
Powoli, spokojnie uczę się planowania. Jakie były powody mojej zmiany?
 Studia zaoczne. Nie chodzisz codziennie, a jednak egzaminów masz tyle samo. No fajnie. Zjazdy co dwa tygodnie. Wpadłam w coś takiego, że myślałam,, przecież to aż tyle czasu. Kończyłam ostatnie ćwiczenia i jechałam do domu ze świadomością, że od razu wyciągam zeszyt i chociaż poukładam sobie notatki. Po czym wracałam, szłam spać. W poniedziałek byli goście, przecież nie będę się uczyć. We wtorek zakupy, w środę sprzątanie całego domu, w weekend to w ogóle nie. Mam jeszcze tydzień, spokojnie. Po czym nagle tego tygodnia nie było, a ja jechałam z sercem w gardle bo się nie przygotowałam. 
Przełomem był dla mnie ten wpis Niebałaganki. Powpisywałam najważniejsze rzeczy do kalendarza. Od razu jest coś co mnie pilnuje. Chociaż nie jest to osoba to jednak wiem, że gdzieś tam na kartce czekają sprawy, które mam załatwić. Łatwiej mi się za to wszystko zabrać, już nie odkładam na kiedyś. 

Myślałam, że to głupie żeby zapisywać tam rzeczy oczywiste jak chociażby sprzątanie. Okazało się, że samo wykreślenie tego zdania w kalendarzu jest mocno motywujące.
A teraz chciałabym was zapytać jakie wy macie patenty na planowanie?
Robicie to dzień wcześniej, czy od razu na cały tydzień? Na osobnych kartkach czy macie jakieś swoje super kalendarze i planery? Preferujecie zapisywanie elektroniczne czy tradycyjnie na kartce? Podzielcie się ze mną :)
Zapraszam do klikania w baner na górze strony :)
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.