Tytuł: Świt Czarnego Słońca
Autor: C.S. Friedman
Stron: 500
Wydawnictwo: MAG
Rokwydania: 2008
Mojezdanie: Książka ta to pierwsza część ,,Trylogii Zimnego Ognia”. Podobno najbardziej znanej z całego dorobku pisarskiego autorki. Ziemianie skolonizowali już najdalszą planetę w galaktyce- Ernę. Nie wiedzieli jednak, że istnieje na niej niezwykła siła- fae. Może ona urzeczywistniać wszelkie emocje, lęki, koszmary. Gdy demony zaczynają coraz bardziej zagrażać ludziom czworo z nich staje, aby ostatecznie zmierzyć się z demonami i własnymi słabościami.
Taksiążka to naprawdę kawał dobrej fantastyki, godny polecenia . Już sam temat fabuły jest bardzo ciekawy. Nie spotkałam się z pojęciem siły, która wraz z mózgiem, rozumem potrafi wytworzyć wszystko to czego się lękamy. Autorka stworzyła też ciekawy świat, bardzo dobrze go wykreowała. Wydaje się być to bardzo możliwe, że kiedyś ludzie zaczną kolonizować inne planety, stracą łączność z Ziemią i będą żyć na własną rękę.
Dużo tu miast, krain przez które podążają nasi bohaterowie, ale nic mi się nie myliło. Mogła by się tu znaleźć jakaś mapka, ale nie jest to zbyt duży błąd. Akcja dzieje się jak to najczęściej w fantastyce w czasach przypominających nasze średniowiecze. Chyba dlatego tak lubię ten gatunek.
Bohaterowiebyli bardzo dobrze wykreowani. Każdy z nich( Damien, Ciani, Gerald, Zen i inni) miał zalety jak i wady, słabości z którymi starał się walczyć. To dobrze, że nie są oni tak idealni. Czyta się bardzo szybko, ponieważ do końca nie wiadomo czy wyprawa się powiedzie czy też nie. Ja, gdy już do niej zajrzałam nie mogłam się oderwać. Już niedługo sięgnę po kolejny tom.
Ocena: 5/6
P.S. Muszę Wam bardzo podziękować. Pod moim ostatnim postem pojawiło się tyle komentarzy dotyczących nowej szkoły, że byłam w szoku. Podniosłyście mnie na duchu i wierzę, że w tej nowej szkole wszystko będzie dobrze.