Nie poruszaj się
głośno, nie szeleść, skul się jakby cię nie było i pod żadnym pozorem nie nuć
melodii. Dla pięciolatka to zadanie wydaje się prawie niewykonalne, a jednak
Szira musi mocno się starać. Jest rok 1941, jest Żydówką i razem z matką ukrywa
się w stodole przed Niemcami.
Każdy dzień jest
podobny, monotonny, składający się ze stałych punktów. Przyniesiony przez
gospodarzy ziemniak jedzony na spółkę. Baśń o śpiewającym ptaszku i
zaczarowanym ogrodzie. Wieczorne wizyty gospodarza, który chciałby zaspokoić
swoje żądze. Nie ma tu szybkiej, porywającej akcji, a jednak z tej monotonności
wyłania się prawdziwy obraz ludzi, którzy czasami przez wiele dni cierpieli skrajny
głód, cierpienie i niewyobrażalne przerażenie.
Żółty ptak
śpiewa to wzruszająca opowieść o miłości matki i córki, woli przetrwania za
wszelką cenę. Historia, w której ogromnie ważną rolę odgrywa muzyka i która
jest jakby stworzona z pojedynczych nut i wybrzmiewająca nam w głowie
przenikliwym zawodzeniem skrzypiec. Wątek muzyki, którą słychać na każdej
stronie, w każdym pojedynczym zdaniu jest w niej niezwykle wyrazisty i myślę,
że to za sprawą osobistych przeżyć autorki, która jak możemy przeczytać na
skrzydełku okładki – jest matką głuchych córek. Dźwięki są dla bohaterek czymś,
co pozwala przetrwać im w tych skrajnie trudnych warunkach. To na nich Róża
buduje opowieść dla swojej córeczki, aby choć chwilę pozwolić jej zapomnieć o
uwierającym sianie, niewygodnej pozycji i zachowywaniu ciszy.
Moją uwagę mocno
zwrócił wątek matki – córki i pewnie gdybym sama nie miała dziecka tak mocno by
do mnie nie trafił, nie sprawił, że musiałam się zatrzymać, przemyśleć sobie o
tym co przeczytałam, uronić kilka łez. Jako matka często jestem tak po ludzku
zmęczona, czuję presję, wielką odpowiedzialność za drugą osobę. Postać Róży
udowadnia, że zmieniają się czasy, człowiek bierze udział w mniej i bardziej
traumatycznych wydarzeniach, a jednak pewne odczucia nigdy się nie zmieniają.
Najmocniej do myślenia dał mi fragment, w którym Róża czuje w pewnym momencie
ulgę, że córeczki nie ma już z nią. Zbyt wiele nie zdradzę, ale jestem
przekonana, że każdy czytelnik z tej alegorycznej historii wyłuska dla siebie
coś jeszcze innego.
Powieść Jennifer
Rosner to być może nie powieść wybitna, ale w zalewie różnorodnych książek o
tematyce II wojny światowej, zwłaszcza obozowej, historia, która się wyróżnia.
Na jej korzyść przemawia przede wszystkim temat – matka i córka, które ukrywają
się na polskiej wsi przed Niemcami, choć mam wrażenie, że wojna jest tutaj
tylko tłem. Pierwsze skrzypce gra cieniutki kwietny łańcuch miłości, który
łączy każdą matkę z jej dzieckiem. W mojej głowie wybrzmiała, sprawiła, że chociaż
mknęłam przez kolejne rozdziały pochyliłam się nad historią Róży i Sziry,
zatrzymałam, uroniłam kilka łez. Historia tej relacji będzie w mojej głowie
jeszcze na długo.
Ocena: 4/6
Tytuł: 560.Żółty
ptak śpiewa
Autor: Jennifer
Rosner
Stron: 344
Wydawnictwo:
Otwarte
Rok wydania:
2020
Za egzemplarz
dziękuję wydawnictwu Otwarte