Tytuł: W pierścieniu ognia
Autor: Suzanne Collins
Stron: 358
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2009
Moje zdanie: Uwaga, jest to druga część, a więc ci którzy nie czytali jeszcze pierwszego niech uważają. Nie chcę Wam odbierać przyjemności. Katniss i Peeta jako zwycięzcy muszą wziąć udział w Tournee Zwycięzców po wszystkich Dystryktach. Zauważają, że dziewczyna stała się czymś na kształt symbolu, a ludzie są już gotowi na powstanie. Zbliżają się kolejne Głodowe Igrzyska oraz Ćwierćwiecze Poskromienia. Co 25 lat ich reguły zostają trochę zmienione. Sytuacja uczuciowa dziewczyna też nie jest łatwa, ma przecież dawnego przyjaciela Gale i jeszcze Peetę.
W seriach zawsze istnieje ryzyko, że po bardzo dobrej pierwszej części kolejne pisane są już tylko z przyzwyczajenia z tomu na tom coraz słabsze. ,,Igrzyska śmierci” mnie zachwyciły. Jak autorka poradziła sobie teraz?
Pierwszorzędnie. Kontynuacja jest wspaniała. Pani Collins tak zmanipulowała wątkami, że po przeczytaniu siedziałam oszołomiona nie mogąc o niczym innym myśleć. Nie umiem wybrać który tom był lepszy, mam nadzieję, że ,,Kosogłos” im dorówna. Fabuła w szybkim tempie gna do przodu. Myślałam, że poświęcę na nią ze cztery dni, aby za szybko nie skończyć. Tak się nie stało, nie mogłam się oderwać i po dwóch wieczorach już mam ją za sobą.
Zakończenie też daje duże nadzieje, że kolejna część będzie niesamowita. Ciekawi mnie jak rozwinie się wątek miłosny. Bohaterowie się cały czas zmieniają, dorośleją, a my to obserwujemy. Wiem, że wielu osobom kontynuacja nie przypadła do gustu. Cieszę się, że ja nie jestem w tej grupie i z niecierpliwością czekam na tom trzeci, który już leży na półce.
Ocena: 6/6