Dawno nie było tu recenzji kosmetyku. Ogólnie zaniedbałam Was i bloga, ale miałam trudny okres w życiu, teraz mniej więcej się unormowało.
Lakiery Safari to jedne z najtańszych na rynku, chociaż ostatnio chyba trochę podrożały jak wszystko. Ten kolor jest ze mną już dość długo, a więc trochę wam o nim opowiem.
Aplikacja nie stanowi problemu, jest średnio rzadki, nie rozlewa się po skórkach. To tylko moje nieumiejętne malowanie. Gdy zużyjemy już połowę gęstnieje w buteleczce, ale to jak większość lakierów.
Trwałość nie jest jakaś niesamowita, zależy. U mnie jest różnie, jednak mnie zadowala, gdyż często zmieniam kolory.
Ten w rzeczywistości jest bardziej brzoskwiniowy, pięknie wygląda na opalonych dłoniach, jest delikatny, nie agresywny.
Nie jest kremowy, ale ma delikatny srebrny brokat, którego na paznokciach prawie nie widać. Uchwyciło? Kryje bardzo dobrze, dwie warstwy w zupełności wystarczą.
Tutaj jeszcze zdjęcie w naturalnym świetle.
Wielkim minusem jest brak numerów.
Lakier kosztuje od 3 do 6 złotych. Można go kupić na bazarach, sklepach chińskich, tych po 4, 5 złotych. Sama w kolekcji mam 6 lakierów z tej firmy.