Znacie to
uczucie gdy po ciężkim dniu w końcu nic już nie musicie, przebieracie się w
ulubione ,,domowe” ubranie, parzycie ciepły napój i zapadacie się we fotelu? A
może wchodzicie do wanny wypełnionej ciepłą wodą i wszelkie troski wyparowują
wam z głowy? W moim przypadku lektura bożonarodzeniowych książek Magdaleny
Kordel to zawsze takie beztroskie poczucie szczęścia i ciepła. Pamiętam, że
były one jednymi z pierwszych powieści obyczajowych w tym klimacie i już od
kilku lat mam tę przyjemność sięgnięcia po opowieść o kolejnej bohaterce.
Zawsze zostawiam je sobie na spadek nastroju, gdy uświadamiam sobie o szybko
upływającym czasie przed końcem roku lub przygniata mnie mnogość zajęć przed świętami.
Pomagają zawsze.
Tym razem
bohaterką kolejnej bożonarodzeniowej powieści Magdaleny Kordel została dziewczyna
o wdzięcznym imieniu Jaśmina. Kiedyś miała wiele marzeń i głowę pełną pomysłów
niczym Ania z Zielonego Wzgórza. Chciała otworzyć własną pracownię, w której
mogłaby sprzedawać swoje wyroby z mięciutkiej wełny : ciepłe rękawiczki, dodające
uroku czapki i szaliki. Niestety, poznała Radka – mężczyznę, dla którego
kompletnie straciła głowę, a który okazał się niestety ogromnym oszustem. Pewnego
listopadowego wieczoru mały chłopczyk zostaje posłańcem – ma dostarczyć list,
który zburzy całe dotychczasowe życie Jaśminy. Czy dziewczyna jeszcze kiedyś
uwierzy w drugiego człowieka?
Właściwie po
przeczytaniu pierwszego akapitu powinniście już wiedzieć – podobało mi się. Chyba nawet nie zakładałam innego scenariusza. Dla niektórych czytelników są to zbyt
lekkie i banalne historie, a ja zapominam podczas czytania o całym świecie. Przez kilka
godzin żyję tylko wydarzeniami toczącymi się w książce, w tym
przypadku kompletnie zrujnowanym życiem Jaśminy, która boi się mieć nadzieję, że
jeszcze kiedykolwiek będzie dobrze. Poczułam z tą bohaterką nić sympatii gdy tylko
przeczytałam, że jej ulubioną bohaterką jest Ania z Zielonego Wzgórza i jest odrobinę
naiwna i marzycielska. Wypisz, wymaluj moja osoba! Gorąco jej kibicowałam, wyobrażałam sobie
jak mogłaby się zakończyć ta książka i przyznam, że zostałam nawet całkowicie
zaskoczona. Myślałam, że wszystko wiem, udało mi się domyślić w jakim kierunku
podąża wyobraźnia autorki, a jednak w pewnym momencie pojawił się taki twist,
który zawrócił fabułę w zupełnie innym kierunku. To tylko zaleta.
Po raz kolejny
autorka umieszcza w swojej książce dziecko, które wprowadza wiele emocji,
zwłaszcza poczucia bezsilności i wzruszenia. Urzekło mnie opanowanie tak małego
chłopczyka. Nie chcę tutaj za wiele zdradzić, więc powiem tylko, że jego zawiłą
historię i rolę w życiu Jaśminy musicie poznać sami.
Nieświęty
Mikołaj to książka napisana prostymi, nieudziwnionymi słowami, ale jednak
wprowadzająca nas w klimat zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Magdalena
Kordel zawsze umieszcza w swoich książkach wiele czaru i magii dzięki
opowieściom, obecności jakiś nadnaturalnych bytów, które sprawują nad nami
pieczę, i tutaj tego wszystkiego także nie zabrakło. W jej prozie odnajdziemy
też zawsze przedmioty, czynności, dzięki którym człowiek odczuwa błogość na
sercu. Wcześniej było to na przykład pieczenie słodkości, tym razem miękka wełna,
z której Jaśmina potrafi wyczarować cuda i miałam podczas czytania wrażenie, że
moje serce mimo ostatnich przykrych dla mnie i dziwnych wydarzeń zostało
otulone takim przytulnym kocykiem. Nawet teraz w trakcie pisania tej opinii na
twarzy gości mi szeroki uśmiech, dziękuję autorce za te miłe chwile spędzone z
książką i już wyczekuję kolejnej świątecznej historii, a w międzyczasie jeszcze
kilku chwytających ze serce lektur.
Ocena: 5/6
Tytuł: 539. Nieświęty
Mikołaj
Autor: Magdalena
Kordel
Stron: 393
Wydawnictwo:
Znak
Rok wydania:
2019
Za egzemplarz
serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak