Przejdź do głównej zawartości

Posty

Stosik #47

Książkowe stosiki to coś co najbardziej lubię oglądać na waszych blogach, a jednak ostatnio mało pojawiają się u mnie. Czas to nadrobić, ponieważ zbliża się majówka, z pewnością będzie więcej czytane. Do tego dostałam od męża cudowne kolorowe róże. Aż żal ich nie obfotografować ze wszystkich stron. Dzisiejszy stosik to taki misz-masz. Trochę lektur które już dawno za mną. Dwie które pewnie będą umilać mi czas na początku maja. Tradycyjnie jeśli recenzja już się pojawiła po kliknięciu w tytuł zostaniecie do niej odesłani. 1.The Call. Wezwanie.    Zapowiadała się na taką typową młodzieżówkę, a sprawiła, że bałam się w nocy wyjść do łazienki. Dużo mi nie potrzeba żeby się wystraszyć, a tutaj autor wyjątkowo sugestywnie i barwnie opisuje te wszystkie okropności dokonywane na ludziach przez elfy. Ludzie-pająki czy konie. Coś przerażającego. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu. 2.Azyl   Książka nie jest zła. Myślę jednak, że opis jest trochę mylący. Sugeruje nam, że t...

317.The Call. Wezwanie

  Nastolatkowie. Ludzie, którzy żyją beztrosko. W większości decydują o nich rodzice, a więc sami nie znają jeszcze życia, jego bólu i trosk. W świecie wykreowanym przez Peadar'a O' Guilin'a zaledwie nikły odsetek z nich ma szansę na dożycie wieku dorosłego. Zupełnie niespodziewanie każdy z nich budzi się w przerażającej krainie. Bezwzględni Łowcy wyruszają za nimi w pościg. Jeśli przez cały dzień, podczas gdy u nas mijają zaledwie trzy minuty i cztery sekundy nie da się zabić może wrócić do domu. Co z Nessą, która cierpi na porażenie nóg? Nie może biegać, a jednak kiedyś z całą pewnością zostanie wezwana i będzie musiała przejść swoją próbę.  Elfy. Współczesna literatura wykreowała je na urocze, magiczne stworzenia w kusych spódniczkach. Autor tej powieści dla nastolatków sięga do dawnych i zapomnianych legend i na ich kanwie osadza tę naprawdę mroczną, a przy tym przede wszystkim dobra powieść. Elfy z The Call. Wezwanie  to bezwzględni mordercy, którzy mszczą się...

Ulubione herbaty po które sięgam podczas czytania

Wielkanoc ( a właściwie patrząc na pogodę za oknem Boże Narodzenie) już za nami. Po raz pierwszy nie złożyłam wam życzeń. Wpadłam w szał pieczenia ciast, siekania sałatek i jakoś obudziłam się dopiero dzisiaj. Synek kompletnie nie dopuszcza mnie teraz do komputera. Żadna przeszkoda nie jest nie do pokonania odkąd nauczył się raczkować, a oczywiście kable są dla niego najciekawsze. Przez święta czytałam niezwykle pasjonującą i ciekawą książkę. Napiszę o niej w piątek. Chciałam dodać recenzję dzisiaj ale oczywiście nie zdążyłam nic nasmarować.  Dzisiejszy post to absolutnie nie żadna zapchaj dziura. Odkąd zaczęłam celebrować każdą chwilę i wypicie ciepłej herbaty przy dziecku stało się małym sukcesem moja kolekcja napojów ogromnie się rozrosła. Na tyle, że jeśli was zaciekawię wystarczy mi na wiele, wiele takich postów. Kawy nie piję, nie odpowiada mi jej smak. Próbowałam się do niej przyzwyczaić ale jednak nie wyszło. Po co ostatnio sięgam gdy mam chwilę na czytanie? 1.Teka...

3 książki na wiosnę

Tak to już jest, że jedne książki bardziej lub mniej pasują nam do konkretnego klimatu i panującej na dworze pogodzie. Niektóre świetnie czyta się pod kocem przy kubku gorącej herbaty, a inne w pierwszym ciepłym powiewie wiatru. Jakie książki polecam wam na tę wiosnę szczególnie? Z czym mi się kojarzą? Ania z Zielonego Wzgórza Polecam wam nie tylko tę książkę ale każdą jaka wyszła spod pióra mojej ukochanej autorki Lucy Maud Montgomery. Czytałam ją w podstawówce, w domku na dworze. Pamiętam jak razem z tatą najpierw budowaliśmy domek, który miał być tylko mój, miałam tam nawet paprotkę wiszącą na ścianie i okienko. Później mama zagrabiała podwórko, a ja dosłownie przepadłam w całej serii o rudowłosej Anii. Jestem pewna, że gdyby fragment tej książki nie pojawił się w moim szkolnym podręczniku, a ja nie wpadłabym najpierw na pierwszą część, a później resztę serii być może nie byłabym takim zagorzałym molem książkowym. To wtedy zaczęła się moja miłość i pasja do książek, która trw...

Podsumowanie marca

Wprost ciężko uwierzyć w to, że kolejny miesiąc już za nami. Działo się jak zwykle wiele, chyba już się do tego przyzwyczaję, że wprost nie mam czasu na nudę. W końcu pogoda zrobiła się wiosenna. Spacerujemy przynajmniej raz dziennie, czasami częściej i czuję jak życie we mnie wraca. Na tyle, że nawet zaczęłam regularne ćwiczenia. Dzisiejsze podsumowanie będzie naprawdę króciutkie. Piszę je gdy obok mnie malutki leży na brzuszku w swoim samochodziko-macie. Muzyczka gra, a matce ciężko się skupić. Pod względem czytelniczym było słabiutko. Tylko cztery przeczytane książki. Z czego dwie dziecięce gdzie naprawdę nie było dużo literek :) Gniew i świt Wszyscy ziewają Nie chcę być duży Chata Którą oceniam najlepiej? Zdecydowanie Chatę. Jeszcze podrzucę wam do niej link gdy pojawi się na Czytamwszędzie. Poleciłabym ją w czasie Wielkiego Postu. Zmusza do wielu refleksji. Gniew i świt zapewniło mi mnóstwo porywów serca i emocji. Mam też dla was kilka pytań. Jak odbierzecie cał...

316.Gniew i świt

Jest kilka typów książek. Takie, że wasze recenzje mnie zaciekawią, wyrażę chęć ich przeczytania, a później i tak zginą gdzieś w natłoku innych ważnych spraw. Są i takie lektury gdzie zobaczenie okładki, przeczytanie opisu sprawia, że wręcz obsesyjnie zaczynam o niej myśleć. Wiem, że to takie must read - do przeczytania koniecznie. Tak było właśnie z powyższą pozycją. Czy słusznie? A może wielkie oczekiwania okazały się porażką? Chalid, osiemnastoletni kalif Chorasanu każdego ranka zabija swoje kolejne żony. Jest rządnym krwi potworem, wydaje się, że nie ma serca. Wkrótce jego kolejną ofiarą pada przyjaciółka szesnastoletniej Szahrzad, która przysięga zemstę. Wie, że musi być sprytna. Zamierza co noc opowiadać kalifowi baśnie by w dogodnym dla niej momencie odebrać mu życie. Co jednak gdy okazuje się, że Chalid skrywa wiele tajemnic i nic nie jest tym czym się wydaje. Ostatnio mało u mnie czasu na czytanie. Dom, dziecko, egzaminy. A jednak coś jest w tej lekturze, jakiś przy...

315.Nie chcę być duży

Kolejną lekturą, którą wybrałam do recenzji od wydawnictwa Adamada jest dość duża książka. Ma ona nietypowy rozmiar, który od razu zachęca nas do wygodnego rozłożenia się na brzuszku i wspólnego czytania oraz śledzenia tego co dzieje się na ilustracjach. A jest co oglądać. Duże, kolorowe obrazki były moim głównym kryterium przy wyborze. Dziecko w wieku siedmiu miesięcy nie skupi się jeszcze przecież na samej historii. Dla niego najbardziej atrakcyjne są oglądane zwierzątka. Śledzimy tutaj mozolne próby mamy Kangurzycy nauczenia swojego dziecka samodzielności i spróbowania wyjścia z wygodnej maminej torby. Wędrujemy razem z nimi, oglądamy wesoło bawiące się zwierzątka, podziwiamy piękno otaczającej nas przyrody. Takie książeczki uczą dzieci wrażliwości, obserwacji. Żywe i intensywne kolory, roześmiane kangury, małpki i słoniki przyciągają wzrok dziecka.  W tej historii drzemie też ogromny potencjał, który został w pełni wykorzystany. Niesie ona przez to ze sobą mnóstwo wa...