Tytuł: Hinduskie zaślubiny
Autor: Sharon Maas
Stron: 774
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Moje zdanie: Ostatnio w bibliotece miałam szczęście do książek po blisko 800 stron. Ta jest jedną z nich. Chociaż była trochę niewygodna w czytaniu pochłonęłam ją w kilka dni.
Autorka urodziła się w Gujanie i tam też przeniosła jedną ze swoich bohaterek. Wiele podróżowała. Jest autorką trzech książek.
Powieść ta ma trzech głównych bohaterów. Nata, który został zabrany z sierocińca przez człowieka dobrego serca doktora. Savitri, która mieszka w przedwojennych Indiach w domu dla służby i zjednuje sobie serce każdego człowieka. Sarojini, która zamieszkuje Gujanę Brytyjską i która nie chce żyć tak jak kobiety w Indiach, chociaż właśnie takie ma korzenie.
Najbardziej ze wszystkich gatunków książkowych lubię historie rodzinne, sagi. Miło mi, że ta książka taka się okazała.
Od początku śledzimy losy trzech zupełnie różnych osób, żyjących z dala od siebie. Nagle ich losy zaczynają się splatać, zazębiać. Powstaje wielowątkowa saga rodzinna, którą z przyjemnością się czyta.
Wszystko toczy się właśnie wokół tych tytułowych hinduskich zaślubin. Są one w tej kulturze niezmiernie istotne. W książce pokazano odchodzenie od aranżowanych małżeństw, gdzie pana młodego wybierała rodzina oblubienicy. O miłości nie mogło być mowy, a czystość była najważniejszą wartością. Tutaj jednak znalazło się dużo miłości, namiętności i nienawiści, jak to w rodzinie.
Klimat tej książki został okraszony odrobiną magii, dzięki której lektura jeszcze bardziej mi się spodobała. Z bohaterami się zżyłam, bardzo ich polubiłam. Okładka jest po prostu piękna.
Ocena:6/6