Tytuł: Wyspy Legerdy. Żelazny Łuk
Autor: Kamil Kasprzak
Stron: 285
Wydawnictwo: Poligraf
Rok wydania: 2013
Moje zdanie: Książkę dostałam do recenzji od autora za co serdecznie dziękuję i zaznaczam, że fakt ten nie wpłynął na moją ocenę.
Fantastyka w polskim wykonaniu to coś co bardzo sobie cenię. Jak było tym razem? Na wstępie koniecznie muszę zaznaczyć, że autor jest bardzo młody. Pokazuje, że po prostu trzeba zebrać się w sobie i realizować swoje marzenia. Ja też chciałam napisać własną książkę, ale jednocześnie zawsze mam słomiany zapał.
Przenosimy się wraz z Agranem i Auliną Reivonsonami i ich kuzynostwem do tajemnego świata zwanego Legerdą. Ich opiekunka Kate znika, a nasi młodzi bohaterowie dostaną misję odnalezienia Żelaznego Łuku. Na drodze stanie im zła Alvana i mnóstwo bestii.
Ciekawy opis co? Muszę przyznać, że ta historia rzeczywiście jest bardzo wciągająca. Autor powymyślał nowe nadnaturalne postacie, stworzył swój własny świat, który rządzi się swoimi prawami. Czytało mi się szybko. Do dyspozycji miałam tylko e-booka, nie lubię takiej formy, a jednak przez kolejne strony po prostu płynęłam. To coś znaczy. Bohaterowie się różnią. Każdy z nich ma coś charakterystycznego, dzięki czemu bardzo ich polubiłam.
W książce dużo się dzieje, momentami aż za dużo i przez to było trochę chaotycznie. Wystarczy się jednak skupić. To debiut autora i musi jeszcze podszlifować swój warsztat. Wiadome. Ja bym chciała tak pisać. Widać w nim ogromny potencjał. Jestem ciekawa kolejnych tomów tej serii. Umiał mnie zaciekawić, wciągnął do swojego świata i przeżyłam z jego książką wiele chwil kiedy drżałam o życie bohaterów. Zakończenie jest zaskakujące i sprawia, że chcemy więcej. Okładka jest po prostu fantastyczna.
Ocena:5/6