Przejdź do głównej zawartości

Sekrety urody babuszki Raisa Ruder Susan Campos

Pewnego pięknego dnia przyszła do mnie tajemnicza przesyłka. Odpakowałam i moim oczom ukazał się przepiękny egzemplarz Sekretów urody babuszki - słowiański elementarz pielęgnacji. Kosmetyki rosyjskie znam i chwalę sobie od dawna, prawdziwy bum na nie był już kilka lat temu, a więc z przyjemnością ją przejrzałam. Jak ją oceniam?

Pierwsze o czym po prostu nie sposób nie wspomnieć to wydanie. Książka jest w miękkiej oprawie jednak jest ona tłoczona w drobniutkie kropeczki. Poradnik ten miło trzyma się w rękach, jest solidnie wykonany. Nie ma w nim żadnych zdjęć, raczej rysunki przywodzące na myśl stary podręcznik do botaniki. Do tego pomarańczowo-brązowa kolorystka i mamy przepis na bardzo klimatyczną książkę.

Raisa Ruder mieszka obecnie w Kalifornii jednak pochodzi z Ukrainy. To tam razem ze swoją babcią wypróbowywała przepisy na kosmetyki z naturalnych składników, takich, które każdy z nas może odnaleźć w swojej kuchni. To z pewnością gratka dla wszystkich tych, którzy choć raz w życiu szukali maseczek z domowych składników. Ja robiłam to wiele razy, miałam nawet pomysł na stworzenie własnego segregatora z przepisami i pomysłami. Tutaj mam wszystko w jednym miejscu, dokładnie wytłumaczone i ciekawie napisane. Raisa Ruder z powodzeniem stosuje te wszystkie przepisy w swoim salonie, w Kalifornii, gdzie klientki są raczej wybredne. Obecnie wszędzie otacza nas chemia, a więc może niepotrzebnie truć się jeszcze kosmetykami, które są nią naszpikowane? Ja sama odeszłam od znanych marek kosmetyków po uczuleniu na lakier hybrydowe gdzie prawie pozbyłam się paznokci. Wróciłam do dokładnego czytania i analizowania składów. Ta książka tylko przypomniała mi jak lubię tworzyć wszystko sama i nakierowała na temat pracy licencjackiej. Będą to naturalne wyciągi z roślin.

Raisa Ruder pogrupowała swoje przepisy na kosmetyki nie tylko ze względu na obszar, na który je stosujemy czy problem, który nas dotyka, ale też ze względu na rodzaj dnia, na który chcemy wyglądać szczególnie. Znajdziemy tu więc maseczki na randkę czy ważne spotkanie. To co podoba mi się w tych przepisach to fakt, że wykona je nawet kompletny laik. Nie tworzymy samodzielnie kremów, do wykonania specyfiku najczęściej potrzebny jest nam blender i jakieś naczynie. Nasze składniki to jajka, owoce, warzywa, mleko. Wszystko to czego używamy praktycznie każdego dnia. Do tego autorka przekonuje nas do urządzania sobie od czasu do czasu domowego spa. Okazuje się, że możemy nie tylko wykonać je w swoim domu, ale też użyć własnoręcznie zrobionych kosmetyków. Satysfakcja podwójna. 

Czy polecam? Jeśli masz problemy z cerą, a drogeryjne specyfiki już nie działają, a może po prostu nie chcesz używać tej całej chemii na swoim ciele lub po prostu interesujesz się naturalnymi kosmetykami warto po nią sięgnąć. Pozaznaczać ciekawe przepisy i stosować. Autorka podkreśla, że czerpanie z natury musi być regularne i dość częste. To sposób może nie na natychmiastową poprawę wyglądu, ale na taką, która jest długotrwała. We mnie ta książka obudziła pasję do samodzielnego tworzenia kosmetyków i być może w przyszłości napiszę wam coś więcej o tym co właśnie stosuję.
Ocena:5/6
Tytuł: 327.Sekrety urody babuszki
Autor: Raisa Ruder, Susan Campos
Stron: 301
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjadacz czerni 8 Katarzyna Grochola

Czym jest miłość? Jaki ma dla ciebie kolor, zapach, fakturę? Myślę, że ile osób, tyle odpowiedzi na te pytania, ponieważ to uczucie, które występuje w różnorodnych kolorach i można odmieniać je przez wszystkie przypadki. Jest niejednoznaczna i nieprzewidywalna, a autorce Katarzynie Grocholi udało się idealnie nakreślić to w swojej najnowszej i niezwykłej książce Zjadacz czerni 8. Na pierwszy rzut oka to zbiór opowiadań, a jednak to powieść, w której każdy rozdział to inna historia, która tylko pozornie nie łączy się z kolejnymi, jest nawet napisana w charakterystycznym dla siebie i bohaterów stylu. Mogłoby się wydawać, że zostały tutaj umieszczone zupełnie przypadkowo, a jednak im głębiej się zastanowić i wniknąć w ich sens tym bardziej okazuje się, że wspólną składową jest barwna różnorodność miłości. Niektóre historie są w lepsze, inne gorsze, a może to tylko moje odczucia, okoliczności w jakich obecnie się znajduję i bagaż doświadczeń, który każdy z nas nosi? Pole do interpretacji j...

251.Diamentowy plac

Tytuł: Diamentowy plac Autor: Merce Rodoreda Stron: 316 Wydawnictwo: Pascal Rok wydania: 2014 Moje zdanie: Serdecznie dziękuję wydawnictwu i portalowi wiadomosci24.pl za możliwość przeczytania tej książki.  Merce Rodoreda urodziła się w Barcelonie. ,,Diamentowy plac” powstał w 1962 roku i od razu zyskał międzynarodową sławę i uznanie. Jest najsłynniejszą powieścią autorki, przetłumaczono ją na ponad 30 języków.  Wszystko zaczyna się od tego jak Quimet prosi do tańca Natalię. Chociaż widzą się po raz pierwszy to mężczyzna obiecuje jej, że w ciągu roku zostanie jego żoną. Biorą ślub, rodzą się dzieci. Zwyczajne życie, a w tle trwa właśnie Hiszpańska wojna domowa. Czy da się jeszcze wrócić do normalności?  Ta książka to klasyczny przykład, że to co jest na okładce to czasami kompletne bzdury. Znalazłam tam mnóstwo porównań do Zafóna, którego znam i cenię. Może ja tego podobieństwa po prostu nie widzę. Nie oznacza to, że książka mi się nie spodobała, po pro...

102.Cujo

Tytuł: Cujo Autor: Stephen King Stron: 349 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Rok wydania: 2008 Moje zdanie: Długo nie mogłam się przekonać, aby sięgnąć po książkę tego autora. Martwiłam się jak zareagują moje słabe nerwy. Czy słusznie?  Chyba większość osób słyszało o tym autorze, królu horrorów. Wiele z jego książek zostało zekranizowanych. Jest bardzo płodnym pisarzem, napisał już ponad 60 książek, a jeszcze wiele opowiadań.  Castle Rock to małe, ciche miasteczko. Ludzie żyją w nim spokojnie. Wszystko trwa jednak do czasu. Ogromny, ale bardzo spokojny bernardyn Cujo przez przypadek zaraża się wścieklizną i staje się żądnym krwi bezlitosnym potworem.  Niesamowicie mi się podobało. O dziwo, nie bałam się na tyle, żeby nie zostawać sama w domu czy w nocy cierpieć koszmary. To nie znaczy jednak, że książka mną nie wstrząsnęła. Autor rozkręca się dość wolno i prawdziwa akcja rozpoczyna się dopiero w drugiej połowie. Nie sprawiło mi to jednak zupełnie problemu...