

Tytuł: Dziecko Noego
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Stron: 130
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2005
Moje zdanie: Wstyd mi się do tego przyznać, ale to dopiero moja pierwsza książka tego autora. Jest on znany głównie z ,,Oskara i pani Róży”. Po tę książkę też wkrótce sięgnę, ponieważ ta bardzo mi się spodobała. Opowiada o małym, żydowskim chłopcu- Josepie. W czasie drugiej wojny światowej, podczas prześladowań Żydów dziecko musi rozstać się ze swoimi ukochanymi rodzicami. Ukrywa go katolicki ksiądz- ojciec Pons. Ten wspaniały człowiek nie tylko ratuje życie wielu osób, ale też uczy ich wielu wspaniałych rzeczy.
Eric-Emmanuel Schmitt ma niezwykły dar. Zauważyłam to już od pierwszych stron tej niezwykłej książki, a właściwie książeczki, bo ma ona tylko 130 stron. Potrafi w prostych i bardzo zwięzłych słowach uchwycić ważne sprawy. Nie rozpisuje się niepotrzebnie, nie zanudza, ale przekazuje to co ma do powiedzenia w danej sprawie. A jest ona bardzo ważna.
Tolerancja. Na przykładzie Żydów, którzy przecież tyle wycierpieli tylko dlatego, że byli sobą, Żydami autor przekazuje uniwersalne przesłanie. Wszyscy jesteśmy tacy sami, chociaż mamy inny kolor skóry, porozumiewamy się różnymi językami, wyznajemy skrajnie różne religie. W piękny sposób pan Schmitt pisze o Bogu, który może inaczej czczony, nazywany, jest tym samym dobrym i miłosiernym Panem, który czuwa nad nami i całym światem. Prosta okładka z małym nagromadzeniem szczegółów bardzo mi się podoba. Książkę bardzo szybko się czyta. Jest to raczej lektura, którą przeczyta się w godzinę, a później należy usiąść i się nad nią zastanowić. Prosta, ale przez to przemówi do serca każdego z was.
Ocena: 5