Święta, święta i po świętach.Pewnie większość z was jest przejedzona, nie może wprost patrzeć na jedzenie. Ja jednak przychodzę z propozycją na słodko. Ciasto, które robiłam w piątek i właściwie dopiero dzisiaj przypomniało mi się o zdjęciu. Jutro pewnie byłoby to już niewykonalne.
Nie jest to propozycja dla kompletnych laików, ponieważ trzeba się z nim troszkę nabawić, nagimnastykować jednak efekt jest boski :) Znacie wafla Princessa? To właśnie ten smak :)
Zaczynamy od upieczenia biszkoptu.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Wykładamy blachę papierem. Szykujemy 4 jajka. Oddzielamy białka od żółtek.
Białka ubijamy. Stopniowo dodajemy 100 g cukru. Później po jednym żółtku. Dodajemy łyżeczkę cukru waniliowego.
Do masy przesiewamy wymieszane 65 g mąki tortowej z 2/3 łyżeczki proszku do pieczenia.
Pieczemy ok. 25 min.
Studzimy ciasto.
Robimy galaretkę z białej czekolady.
12 g żelatyny zalewamy wodą i odstawiamy.
Dalej wszystko robimy w kąpieli wodnej. Rozpuszczamy 170 g białej czekolady. Dodajemy do niej 300 ml mleka skondensowanego. Cały czas mieszamy. Dodajemy rozpuszczoną żelatynę i odstawiamy. Cały czas w kąpieli wodnej. W tym czasie ubijamy 150 ml śmietany kremówki.
Łączymy wszystko, wylewamy na ciasto.
120 g wiórków kokosowych łączymy z czterema łyżkami miodu. Dodajemy 300 g bardzo miękkiego masła. Dodajemy 185 g śmietanki kremówki cały czas miksując. Będzie to rzadkie do czasu gdy dodamy 110 g mleka w proszku. W moim przypadku było go troszkę więcej.
Powstały krem rozsmarowujemy na ostygniętej galaretce z białej czekolady. Posypujemy według uznania wiórkami kokosowymi.
Skomplikowane co? Dla uznania gości warto czasami zaszaleć :)