20 lis 2019

Félix i niewidzialne źródło Eric-Emmanuel Schmitt

Eric-Emmanuel Schmitt. Jeden z czołówki moich ulubionych autorów, który całkowicie skradł moje serce powieścią Oskar i Pani Róża ładnych kilka lat temu, gdy byłam uczennicą gimnazjum. Od tego pory przeczytałam już kilka jego powieści, stwierdziłam nawet, że jest dla mnie mistrzem zawierania maksymalnej ilości treści w minimalnych i całkiem prostych słowach. Jak było tym razem?

Félix i niewidzialne źródło to książka z cyklu o Niewidzialnym, gdzie autor w każdym kolejnym utworze bierze na warsztat różne formy wierzeń, duchowości. W Oskarze i Pani Róży było to chrześcijaństwo, w Dziecku Noego judaizm, natomiast tutaj mamy do czynienia z animizmem – poglądem, gdzie wierzy się, że wszystko co nas otacza – rośliny, zwierzęta, przedmioty - posiadają duszę.

Félix mieszka w Paryżu i razem z ukochaną mamą prowadzi kawiarnię, w której spotykają się ludzie o charakterach niczym z gabinetu osobliwości. Chłopak nie zastanawia się nad swoim życiem i pochodzeniem dopóki nie zauważa, że blask w oczach jego matki gaśnie, a ta popada w coraz głębszą depresję. Jedynym ratunkiem wydaje się podróż do Afryki, odkrycie wstrząsającej prawdy i powrót do jej korzeni.

Potwierdzasz moją diagnozę. Fatu odcięła się od własnych korzeni. Dryfuje. Pragnęła przekreślić swoją historię, swoje pochodzenie. Tymczasem gdy nie ma się już przeszłości, nie ma się również teraźniejszości, a tym bardziej przyszłości.

Z powieściami tego autora mam tak, że gdy już jakaś pojawi się na mojej półce czym prędzej muszę przygotować sobie plik karteczek indeksujących, usiąść we fotelu i zanurzyć się w lekturze. Nie inaczej było i tym razem. Dość szybko po otrzymaniu książki zaczęłam ją czytać i po raz kolejny zostałam wciągnięta w historię, która zmusiła mnie do myślenia, wyciągania wniosków, refleksji i zadumy. Félix i niewidzialne źródło to przede wszystkim historia o korzeniach, o naszej tożsamości, o tym, że ciężko cokolwiek zbudować jeśli nie posiada się trwałych fundamentów w postaci naszych przodków i ich historii, która nas definiuje.

To też opowieść o relacji panującej pomiędzy matką, a synem. Fatu żyła w otoczeniu sporej ilości osób, była podziwiana, szanowana i powszechnie poważana. Jednak to jej syn miał możliwość poznać ją najlepiej i to on jako jedyny wiedział jak jej pomóc. Ta książka pokazuje jak niezwykła, trwała i magiczna jest to relacja. Myślę, że postać Félix to niezwykle ciekawy bohater, autor w niezwykły sposób przedstawia nam świat widziany jego oczyma. Razem z nim poznajemy Paryż – jego ukochane miasto i mnóstwo intrygujących osób, które każdego dnia odwiedzają kawiarnię Fatu. Chłopiec ma dopiero 12 lat, nie wszystko jeszcze rozumie, ale odbiera życie bardzo dojrzale i mądrze jak na swój wiek, spodobała mi się ta postać. Mimo tego, mam wrażenie, że przeczytałam ją z większym dystansem niż Oskar i Pani Róża czy Dziecko Noego. Zdaję sobie sprawę, że tamte historie poruszały inne, bardziej emocjonalne tematy i pamiętam, że czytałam je praktycznie mało widząc przez łzy. Tym razem było inaczej, opowieść okazała się troszkę inna, ale i tak uważam, że to po prostu kolejna udana lektura w tym roku.

Powieść jest dla mnie wartościowa jeśli znajdzie się w niej choć jedno zdanie, cytat, nad którym będę musiała się pochylić i zastanowić. Takie, które czymś przykuje moją uwagę. W prozie Erica-Emmanuela Schmitta odnajduję mnóstwo takich fragmentów i po raz kolejny jestem usatysfakcjonowana jego książką. Tym razem może nie wywołał targających mną emocji, ale nadrobił to ciekawymi postaciami, które umieścił w tej historii.
Ocena: 4+/6
Tytuł: 535. Félix i niewidzialne źródło
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Stron: 176
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2019
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.