Znajdziesz mnie tutaj

Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno Raphaelle Giordano

Po poradniki sięgam niezwykle rzadko. Kilka z nich tylko przekartkowałam, stwierdziłam, że nic dzięki nim w moim życiu nie zmienię. Gdy dowiedziałam się, że ta książka jest jedyna w swoim rodzaju - to poradnik w formie powieści, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jak wrażenia?

Camille ma więcej niż większość ludzi na całym świecie. Kochający ją mąż, wspaniały synek, stabilna praca. Powinna być szczęśliwa. Czuje jednak, że jej życie dawno straciło swój smak, popadła w rutynę, w ogóle się nie rozwija i nie czerpie żadnej przyjemności z nieubłaganie biegnących dni. W wyniku zbiegu przypadkowych okoliczności Camille poznaje Claude - rytunologa, który proponuje jej udział w nietypowej sesji terapeutycznej. Czy kobieta odmieni swoje życie?

Po przeczytaniu pierwszego rozdziału już wiedziałam, że to książka dla mnie. Niby wszystko mam, gdy dopadają mnie jakieś czarne myśli bliscy mówią mi, że przecież powinnam być wdzięczna. Dziecko, rodzinę, dom, zdrowie. Powinnam się cieszyć, a jednak nie potrafię, Nie gdy te dni  są ciągle takie same, przeciekają nam przez palce, a my w zabieganiu i natłoku spraw w ogóle tego nie zauważamy. Popadamy w rutynę w związkach i życiu. Problemem wielu par jest to, że po kilku latach, randki wyglądają zawsze tak samo. Gdy mieszkamy ze sobą to w ogóle dopada nas szarość codziennego dnia. Rutyna.

To książka to właśnie coś dla osób, które chciałyby żyć pełniej, bardziej świadomiej. Cieszyć się każdym dniem. Przecież życie mamy tylko jedno, musimy zbierać wrażenie i wspomnienia. Nie muszą być spektakularne, wystarczy spacer w pięknych okolicznościach przyrody. Nasza główna bohaterka musi przejść kilka kroków, które pozwolą wyrwać się jej z rutyny dnia codziennego i pozwolą odetchnąć pełną piersią. Reguły, które musimy wykonać, by całkowicie odmienić swoje postępowanie zostały odpowiedni wytłuszczone i zaznaczone nie tylko w tekście, ale i na końcu książki. Każda z nich jest bardzo sensowna, o wielu już słyszałam. Zdradzę wam pierwszy krok. Jest to całkowite wyczyszczenie bałaganu panującego w naszym najbliższym otoczeniu, odgruzowanie mieszkania by później starać się pozbyć brudów panujących w naszej duszy. Od razu dało mi to mnóstwo motywacji do działania, a im dalej podczas czytania tym pomysłów na to co mogę zrobić dodatkowo było tylko więcej.

Nie jest to ambitna lektura, czasami nawet trochę naiwna. Camille od razu ochoczo przystaje na zastosowanie na sobie nowoczesnych metod terapeutycznych, wszystko jej się dość łatwo udaje. W zwyczajnym życiu pewnie bylibyśmy dużo ostrożniejsi gdybyśmy spotkali się z takim ekscentrycznym nieznajomym. Czyta się ją szybko, warto jednak podczas lektury zaznaczać ciekawe cytaty by później do nich wracać i czerpać motywację. 

Podsumowując, nie mogę napisać, że to wybitna lektura. Podczas czytania odnajdą się wszystkie osoby, którym w życiu brakuje spontaniczności i porywczości. Odczuwają skutki nudy i rutyny. Do mnie bardzo mocno trafiła. Dała mi mnóstwo sił na odmianę mojego życia. Mam nadzieję, że taki stan potrwa dłużej. Być może teraz zacznę bardziej interesować się pojawiającymi się na naszym rynku tradycyjnymi poradnikami o sztuce lepszego życia i minimalizmu. Jeśli z każdego z nich wyniosę chociaż jedną rzecz, która pozytywnie na mnie wpłynie to będzie to ogromny sukces.
Ocena:4/6
Tytuł:347.Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno
Autor: Raphaelle Giordano
Stron:270
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza
Czytaj dalej...

Połówka żółtego słońca Chimamanda Ngozi Adichie

Długie, jesienne wieczory sprzyjają w moim wypadku czytaniu ambitniejszych lektur. Klimat jest zupełnie inny, ciepła herbata z cytryną pozwala rozsmakować się i skupić na lekturze. Właśnie w takim czasie sięgnęłam po Połówkę żółtego słońca, blisko 800 stron, prawdziwy kolos na mojej półce. 

Połówka żółtego słońca to książka, która została okrzyknięta jedną z dwunastu najlepszych powieści XXI wieku. Jej akcja toczy się w latach 60. XX wieku. W Nigerii wybucha wojna domowa. Etniczne ludy, które do tej pory zamieszkiwały obok siebie mordują się nawzajem. Właśnie na tle takich wydarzeń historycznych autorka umieszcza swoich bohaterów. Służącego Ugwu, dwie siostry bliźniaczki, które porzucają dostanie życie w Lagos na rzecz postępowania według własnych ideałów oraz Richarda - Anglika, który został oczarowany kulturą jednego z plemion i ma nadzieję napisać o niej książkę.

Dawno nie miałam okazji przeczytać powieści tak ogromnej objętościowo. Tak rozbudowanej i pełnej szczegółów. Przez to podczas pisania tej opinii ciężko mi rozpocząć. Wszystko jest tutaj ważne, na wiele problemów został położony nacisk. Oś fabularna i tło historyczne mają w niej taki sam udział i są tak samo istotne. Rozpocznę od tego na co zawsze kładę największy nacisk i na co najmocniej zwracam uwagę podczas czytania. Emocje. Tutaj aż od nich kipi. Historia ta opowiada o wojnie domowej gdzie ludność cywilna nie miała żadnego zaopatrzenia w żywność. Panował okropny głód. Uprawy nie dość, że marne z powodu braku wody i nawozu były jeszcze niszczone. Zawsze taki niedostatek pożywienia, witamin i podstawowych składników odżywczych najmocniej odbija się na dzieciach. Chorowały one na kwashiorkor. Autorka postawiła na naturalistyczne opisy ich wyglądu i cierpienia jakie musiały znosić. Nic nie ubarwiła, nie wygładziła. Zupełnie nie przejmowała się zniesmaczeniem czytelnika. Napisała książkę, która jest szczera, prawdziwa i realistyczna aż do bólu. Przez to byłam wstrząśnięta tym ogromem cierpienia i bólu. Do tej pory czuję złość na ludzkość, że w niektórych wypadkach zachowujemy się gorzej niż zwierzęta. Jesteśmy egoistami, którzy myślą tylko o własnej korzyści. 

Kolejnym plusem tej powieści jest jej fabuła. Osadziła w niej ludzi, którzy ogromnie się różnią. Siostry bliźniaczki o praktycznie przeciwstawnych charakterach. Młode kobiety, które mogły mieć mnóstwo wygód i pieniędzy, a jednak odrzuciły je w imię poglądów. Połówka żółtego słońca udowadnia, że takie osoby też istnieją, nie każdy wierzy tylko w siłę władzy i pieniądza. Niektórzy w życiu kierują się ideałami. Jest też Ugwu - służący, który dzięki zrządzeniu losu dostaje się do domu wykładowcy akademickiego. Ciągle to tylko biedny, młody chłopak, ale jednak już nie pasuje do swojej rodziny - ludzi z wioski. Jest już bardziej wykształcony, więcej rzeczy zdążył poznać i zrozumieć. Za to Richard to Anglik zafascynowany afrykańską kulturą. Oczarowały go przede wszystkim dzbany oplecione sznurem, postanowił je zbadać i opisać. W dzikim kraju znalazł miłość do kobiety o trudnym charakterze. Każdy z tych bohaterów jest zupełnie inną osobą. Żyją w ogromnie trudnych czasach, a jednak zakochują się i zdradzają. Potrzebują bliskości i zrozumienia. Są zagubieni. Wojna domowa to tym trudniejsze zjawisko, że wrogiem może okazać się sąsiad. Jak wtedy na wzajemne relacje wpływa przynależność do konkretnego plemienia?

Chimamanda Ngozi Adichie włożyła w tę powieść dużą część serca. Napracowała się podczas jej tworzenia. To widać od pierwszych stron. Rozbudowała tło historyczne tak aby nawet laik mógł wszystko zrozumieć, każdy aspekt przedstawiła z wielu stron, a przy tym tę powieść lekko się czyta.  Opowiada o przemianach społecznych w ubiegłym wieku, ale jest ponadczasowa i uniwersalna. Przemawia do naszego sumienia i moralności. Każe się zastanowić czy takie pojęcia w ogóle mają jeszcze sens.Gdy zobaczyłam na okładce, że to podobno najlepsza powieść XXI wieku w głowie zapaliły mi się ostrzegawcze lampki, że będę się z nią męczyć i będzie ciężka w odbiorze. Jest zupełnie inaczej. Została napisana lekkim i przyjemnym językiem, jak już napisałam bardzo plastycznym i naturalistycznym. Rozpalającym wyobraźnię i bogatym w makabryczne opisy. Lekko czyta się też dlatego, że historia jest na każdym kroku nierozerwalnie spleciona z losami naszych bohaterów. To oni są w centrum wszystkich wydarzeń.

Na koniec ukłony w stronę wydawnictwa Zysk i S-ka za to przepiękne wydanie. Zagraniczne nie robią takiego wrażenia. Jest w twardej oprawie, taka ilość stron podczas czytania łatwo się niszczy. Ta oprawa jest solidna, piękna i będzie zdobiła moją półkę.

Podsumowując, ogromnie cieszę się, że przeczytałam tę powieść. Nie jest dla każdego. Niektórzy wymiękną już po zobaczeniu ilości stron. Jeśli poszukujecie do bólu szczerej historii opowiadającej o miłości, zdradzie, namiętności i próbach normalnego życia w trakcie przemian politycznych to koniecznie po nią sięgnijcie. To kolejna ambitna, napisana z prawdziwym rozmachem historia jaką przeczytałam tej jesieni. Jej lektura daje ogromną satysfakcję, szokuje i wywołuje emocje oraz refleksje. Polecam! Nie bez powodu została okrzyknięta najlepszą powieścią XXI wieku.
Ocena:5+/6
Tytuł:346.Połówka żółtego słońca
Autor: Chimamanda Ngozi Adichie
Stron:798
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
Czytaj dalej...

Kocham jesień

Pamiętacie te wypracowania w szkole podstawowej na temat ulubionej pory roku? Ktoś mi wtedy podsunął myśl, żeby pisać o wiośnie. Jest ładnie, coraz cieplej, przyroda budzi się do życia. Teraz to wszystko już nie jest takie proste. Jako dorosły mól książkowy każdego roku coraz mocniej zakochuję się w jesieni. Dla mnie to idealna pora roku.
Dlaczego tak ją lubię?
🍂 Jesienią panuje idealny klimat dla mola książkowego. Wieczory robią się coraz dłuższe. Moje dziecko coraz wcześniej chodzi spać, a więc mama może zakopać się pod kocem z kubkiem ulubionej herbaty i czytać do woli. Pogoda panuje raczej deszczowa, a więc w ogóle jest idealnie. Zwłaszcza na ambitniejszą literaturę i kryminały. Jeśli chodzi o napoje towarzyszące mi wieczorami to ostatnio poluję na herbatę Muminków. Znacie? Piliście?
🍂 Ciepłe, duże swetry. Któż ich nie kocha? Mam kilka sztuk. W połączeniu z mocno przetartymi jeansami i wysokimi botkami to dla mnie ubiór numer 1 na wszystkie wyjścia z domu już od kilku lat. W sweter warto trochę zainwestować. Te najgrubsze kupiłam już jakieś cztery, pięć lat temu. Nic się z nimi nie dzieje. Teraz co roku tylko dokupuję nowe sztuki.
🍂Jesienne poranki też mają urok. Już czuć zapowiedź mroźnego powietrza, a ty biegniesz na grzyby. Kocham to i ostatnio najczęściej można spotkać mnie w lesie. Wchodzę w największą gęstwinę i po takiej gimnastyce nie mam już sił na Chodakowską. A mama już nie chce obierać i przetwarzać tego wszystkiego co jej przynoszę, a więc teraz będę uszczęśliwiać ciocię.
🍂 Jesienne liście. Przepiękne, nasycone barwy. Blisko domu mam całą aleję, która zawsze robi wrażenie. Nie mogę doczekać się tych kilku dni, kiedy będą dominować tam prawdziwie ogniste kolory.
🍂 Świece zapachowe. Zapalanie ich latem to dla mnie nie to. Otulenie się subtelnym zapachem przywołującym na myśl deszczowy poranek to idealna chwila. Ja zachwycam się właśnie Kiss in the rain Bridgewater Candle. Piżmo, porzeczka, truskawka. Rzeczywiście przywodzi na myśl słodki pocałunek w deszczu.
🍂Jesienne rytuały dla urody. Kiedy jak nie teraz nałożyć na włosy olej, na twarz maseczkę. Wykąpać się w słodkim, czekoladowym żelu pod prysznic. Ostatnio zachwycam się też olejowaniem paznokci olejkiem z Alterry o przepięknym pomarańczowym zapachu.
A wy kochacie jesień tak jak ja?
Czytaj dalej...

Franciszek, strachliwy myszek Odile Baillœul

Małe Myszki to nowa seria, której wydawanie rozpoczęło właśnie Wydawnictwo Literackie. Są to książeczki na grubym, solidnym papierze. Urzekły już mnóstwo dzieci i ich rodziców.

Franciszek to najstrachliwszy z myszek. Wielu rzeczy się boi, ale przecież jest tylko małym dzieckiem. Gdy wymaga tego sytuacja okazuje się niezwykle dzielny.

Małe Myszki zauroczyły mnie i mojego synka od pierwszego otworzenia tej historyjki. Chociaż to książeczki typowe dla maluszków - nie ma tu wiele tekstu, to jednak mają w sobie ogromny potencjał, który absolutnie nie został zmarnowany. Każda książeczka z serii to historia jednej myszki, którą ma jakąś szczególną, wyróżniającą ją cechę charakteru. Franciszek praktycznie wszystkiego się boi. To jednak prawo każdego dziecka, które czasem trzyma się kolan mamy, ponieważ przy niej czuje się bezpiecznie. W piwnicy jest ciemno, a do tego niedługo ma urodzić się malutki braciszek lub siostrzyczka i naszego szkraba paraliżuje strach. Ta książeczka oswaja z lękami, a przy tym jest po prostu urocza.

Odile Baillœul stworzyła z gałganków rodzinkę słodkich myszek. Odwzorowała dokładnie ich świat. W piwnicy mają one nawet skrzynkę pełną drobnych jabłuszek. Clarie Curt ssporządziła fotografie tych scenek. Mogę sobie tylko wyobrazić ile pracy kosztowało wykonanie tej książeczki.

Podsumowując, to nie tylko piękna i słodka, ale i wartościowa książeczka dla najmłodszych. Warto pokazywać je dzieciom jak najwcześniej się da. Rozwija to umysł i wyobraźnię co zaprocentuje w przyszłości. Książeczki z serii Małe Myszki otwierają też oczy na piękno świata oraz uczą wrażliwości. Franciszka, strachliwego myszka przeglądamy ostatnio z synkiem codziennie.
Ocena:5/6
Tytuł:345.Franciszek, strachliwy myszek
Autor:Odile Baillœul
Stron: 16
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękujemy wydawnictwu Literackiemu
Czytaj dalej...

Ziemia kłamstw Anne B. Radge

O sadze rodu Neshov zrobiło się głośno już jakiś czas temu. Długo się wzbraniałam, a gdy już zaczęłam czytać to zatraciłam się w tym klimacie i znakomitej prozie.

Tydzień do Bożego Narodzenia. Wszyscy powoli przygotowują się do świąt, kupują prezenty i myślą nad menu. Anna Neshov właśnie w tym czasie dostaje wylewu i zostają jej już tylko dni życia. Jej trzej synowie nie utrzymują ze sobą kontaktów, a teraz muszą wspólnie stać przy jej łóżku. Tor jest hodowcą świń i jako jedyny posiada córkę. Chciałby, aby poznała swoją babkę. Erlend jest słynnym dekoratorem wystaw sklepowych, a Margido prowadzi własny zakład pogrzebowy.

Przeczytałam połowę powieści i pomyślałam sobie, że właśnie zapoznałam głównych bohaterów. Kocham taką dokładność. Autorka pozwala nam w szczegółach poznać każdego z trzech braci, wniknąć w ich rozbudowaną psychikę, zobaczyć i przekonać się jak obecnie wygląda ich życie. Tor, Margido i Erlend to trzy zupełnie różne osobowości. Ludzie, na których miejscu nikt z nas nie chciałby być. Ci mężczyźni są pełni sprzeczności, bólu i poczucia winy, ponieważ ich życia toczą się dalej, a oni jakby stoją w miejscu. Nie rozwijają się, nie walczą o swoje marzenia. Poranieni przez życie. Cały czas zastanawiałam się co sprawiło, że ich losy potoczyły się w takich kierunkach. Jakieś traumatyczne wydarzenie? Trudne dzieciństwo? Autorka wiele już wyjaśniła, pod koniec powieści zrzuciła prawdziwą bombę jednak myślę, że w kolejnych tomach dowiemy się jeszcze dużo o przeszłości.

Ziemia kłamstw to opowieść o rodzinie. O korzeniach, które ma każdy z nas. Chociażby ktoś zarzekał się, że nie chce wiedzieć kim byli jego przodkowie to w głębi duszy jest zupełnie inaczej. Zastanawiamy się po kim w genach odziedziczyliśmy trudny charakter, a po kim intrygujący wygląd. Drzewo genealogiczne to coś gdzie możemy odkryć starannie tuszowane rodzinne zdrady i intrygi. Ludzie są tylko ludźmi, kierują nimi namiętność i ciekawość. Czasami grzeszą. W tej powieści możemy odnaleźć wiele intryg sprzed lat, które dopiero teraz wychodzą na jaw.

Ziemia kłamstw to też po prostu bardzo dobra powieść pod względem warsztatowym. Piękny, plastyczny język pozwala wniknąć w tej surowy, skandynawski klimat gdzie ludzie przez cały rok śpią przy otwartym oknie by hartować ducha i ciało. Opisy działają na wyobraźnie identycznie gdy autorka opisuje krajobraz czy kolejne etapy oporządzania krów i świń. Za ogromny plus uważam niezwykłą szczegółowość przy pisaniu, tak abyśmy mogli sobie wszystko wyobrazić. Scena pogrzebu organizowanego przez Margido jest ogromnie realistyczna, wiemy nawet, że wokół trumny stały błękitne świece, a na niej niezwykła ozdoba z drewna w kształcie łabędzia.

To powieść, w którą trzeba się wczytać, wchłonąć ją i pozwolić by całkowicie nami zawładnęła. Ambitniejsza niż połowa obecnych na tynku historii. Literacka uczta do powolnego delektowania się i rozsmakowywania w pięknie słów. Zwłaszcza dla osób, które tak jak ja potrafią zachwycić się przyrodą, tym szczególnym zapachem świeżo pooranej ziemi pachnącej o każdej porze roku inaczej. Ta saga rodzinna wywołała u mnie przyjemną nostalgię i chyba będzie odkryciem tego roku.
Ocena:6/6
Tytuł: 344.Ziemia kłamstw
Autor: Anne B. Radge
Stron: 304
Wydawnictwo: Smak Słowa
Rok wydania: 2017
Za literacką ucztę dziękuję wydawnictwu Smak Słowa
Czytaj dalej...

Stosik #54

Naprawdę podziwiam wszystkich, którzy często dodają takie zdjęcia. Na to straciłam mnóstwo czasu i energii. Wspólnie z synkiem zrobiliśmy bałagan w całym pokoju, Wyszło jedno ostre zdjęcie. Przejdźmy może do tego co będę w najbliższej przyszłości czytać. Stosik na wrzesień to dwa naprawdę grube tomiska. Aż miło na nie popatrzeć. To koniec moich wakacji, niedługo będzie trzeba myśleć o studiach. Można czytać takie grube lektury. Obie zabiorą mnie też w egzotyczne podróże, a więc na długie jesienne wieczory po prostu idealnie.
Saga rodu Neshov to coś co chciałam przeczytać od dłuższego czasu. Kuszą mnie przede wszystkim opisy krajobrazów i ten specyficzny skandynawski klimat. Przeczytałam już kilka stron i muszę przyznać, że to książka, którą można się naprawdę delektować. Czwarty tom sagi ma swoją premierę 20 września. Trzy są już na mojej półce, oby wszystkie się spodobały.
To książka wydana przez Zysk i S-ka. Jest naprawdę gruba, została okrzyknięta jedną z najlepszych powieści XXI wieku. Ogromnie lubię historie opowiadające o niewolnictwie. Nie dość, że są mądre i wartościowe to jeszcze panuje w nich świetny, niepowtarzalny klimat. Pewnie będę musiała jej poświęcić trochę czasu. Zbiera jednak same dobre opinie, a więc pewnie warto.
Myślałam, że uda mi się napisać ten tytuł bez zerkania w podpowiedź wyżej na zdjęciu. Nie udało się. Po poradniki raczej nie sięgam. Tutaj najpierw urzekła mnie okładka, później doczytałam opis. To nietypowy poradnik, ponieważ to powieść o rozwoju osobistym, Może taka forma trafi do mnie bardziej i w końcu coś wprowadzę w życie.
Za sprawą tego kolosa przeniosę się do Chin. Wiecie, że tam ta powieść jest zakazana? Porusza ważne problemy polityczne i społeczne, a przy tym to po prostu saga rodzinna. Wiecie, że lubię takie książki. Z nią też spędzę dłuższy czas, jednak niech będzie to czas wykorzystany ambitnie.
Aby stosik nie zrobił się zbyt ciężki pojawiła się w nim ta powieść obyczajowa z akcją w Nowym Jorku. 
Co was dzisiaj zaciekawiło? Coś już znacie?



Czytaj dalej...

Wernisaż Oskar Salwa

Jakiś czas temu informowałam was o nowym na naszym rynku wydawnictwie. Specjalizuje się ono w powieściach obyczajowych oraz historycznych opowiadających o polskich królowych.

Kiełki, smoothie, napój owsiany. To kilka produktów z lodówki naszej głównej bohaterki - Marty. Żyje według tego co jest akurat modne, mieszka w dzielnicy, która jest na czasie z dość ekscentrycznym malarzem. Są ze sobą już ładnych parę lat i nic nie zapowiada, że ta miłość mogłaby nie przetrwać. Uporządkowane życie burzy wernisaż, który Marta musi przygotować praktycznie z dnia na dzień. 

Ogromnie żałuję, że po tę powieść nie sięgnęłam podczas mojej wizyty w Kazimierzu Dolnym. Przecież to stolica artystów, a w Wernisażu panuje ten specyficzny klimat bohemy, ekscentrycznych ludzi dla których liczy się sztuka, wena i chęć stworzenia czegoś co sprawi, że ludzie zapamiętają nas na wiele lat. 

Wernisaż to niezwykle lekka lektura, którą jesteśmy w stanie przeczytać w trakcie jednego długiego jesiennego wieczora. Nie jest to powieść najwyższych lotów jednak po prostu na coś takiego nie liczyłam. Potrzebowałam historii, która pozwoli miło spędzić czas, zrelaksować się i pośmiać. Tutaj sprawiła się bardzo dobrze. 

Perypetie Marty potraktowałam z przymrużeniem oka. To osoba, która jeszcze nie wie czego chce od życia. Tkwi w związku z mężczyzną, który z jednej strony jest męski, potrafi stanąć w jej obronie, a z drugiej jest zadufanym w sobie egoistą. Gdyby główna bohaterka nie odmieniła swojego życia i sposobu myślenia to pewnie w końcowym rozrachunku napisałabym, że jej nie polubiłam. Na szczęście stało się inaczej. To historia o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu. Odnalezienie go wcale nie musi przyjść z osiągnięciem dorosłego wieku. Czasami jak w przypadku bohaterki dopiero wtedy gdy trochę życia mamy już za sobą, jesteśmy wykształceni, mamy stabilną pracę.

Jedyne czego mi tutaj zabrakło to emocje. W moim przypadku to jednak ważny element, czy to czytam powieści obyczajowe, sagi rodzinne czy thrillery. Cieszę się, że pozwoliła oderwać mi się od rzeczywistości jednak byłabym bardziej zadowolona gdyby nie pozostawiała mnie obojętną na wydarzenia zawarte w powieści. Kolejne lektury spod szyldu tego wydawnictwa już na mojej półce, teraz pewnie będzie jeszcze lepiej.

Podsumowując, nie jest to lektura, która odmieni w znaczący sposób wasze życie. Miło spędzicie przy niej czas, wnikniecie do świata ekscentrycznych artystów i ekskluzywnych galerii sztuk. Przecież nie musimy cały czas czytać ambitnych i poważnych lektur. Czasami sprawdza się coś lekkiego i nie całkiem na poważnie.
Ocena:4-/6
Tytuł: 343.Wernisaż
Autor: Oskar Salwa
Stron: 296
Wydawnictwo: Lira
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lira
Czytaj dalej...

O Kamilu, który patrzy rękami Tomasz Małkowski

Niepełnosprawność. Słowo, które jest raczej rzadko spotykane w książeczkach dla najmłodszych. Jako dorośli wolimy czytać im o słodkich zwierzątkach myśląc, że nie warto zaprzątać ich młodych umysłów problemami. Później dziwimy się, że nowy, niepełnosprawny kolega w szkole został potraktowany jak przybysz z obcej planety. Ta książeczka to niezwykle lekki wstęp do poważnych rozmów.

Kamil jest niewidomy od urodzenia. Nie jest jednak kaleką. Nie chce udawanego współczucia i żalu. Jest samodzielny tak jak każde dziecko w jego wieku. Ma też mnóstwo pomysłów na psoty i zabawy.

Książeczkę czytaliśmy z synkiem dłuższy czas. Jedną historyjkę dziennie. Jest ich 20, nie są długie. Takie by dziecko się nie znudziło, a jednocześnie przekazać jednak jakąś ciekawą historię z morałem. Myślę, że to jedna z najwartościowszych książeczek dla dzieci na rynku. Traktuje o ważnych sprawach, a jednocześnie psoty Kamila przypomniały mi niesfornego Mikołajka, z którym to ja spędziłam dzieciństwo. 

Historyjki mówią nam o tym, że niepełnosprawność nie jest tym co definiuje drugiego człowieka. Niewidoma osoba może być świetnym kumplem, z którym można świetnie spędzać czas na psotach. Takie dzieci nie powinny odczuć, że w jakikolwiek sposób różnią się od swoich rówieśników. Tak jak oni chcą spędzać czas, pomagać w domu. Nakrycie stołu do kolacji sprawia im ogromną dumę i przyjemność. Nawet jeśli czasami coś się nie uda. Dziecko, które jest niepełnosprawne musi odczuć, że jest potrzebne.

Z każdą kolejną historią byłam bardziej zadowolona z tej lektury. Mój synuś na razie jeszcze tylko słucha mojego głosu, jednak mam nadzieję, że w przyszłości wyciągnie z niej ważną lekcję, która pomoże mu w życiu. Będzie wiedział, że każdy człowiek jest inny, ale to nie sprawia, że mamy kogoś inaczej traktować. O Kamilu, który patrzy rękami uczy akceptacji, tolerancji i współczucia. Pokazuje, że te cechy są czasami bardzo do siebie podobne i wzajemnie się zazębiają. Współczucie nie powinno objawiać się w ciągłym wyręczaniu i traktowania drugiej osoby jak kogoś słabszego, a na akceptowaniu jego wad i zalet, dyskretnym pomaganiu w codziennym życiu. Pamiętajmy, że każdy z nas ma swoją dumę, aby nikogo nie urazić. Te opowiadania to wstęp do rozmowy o niepełnosprawności. Są napisane prostym językiem, przystępnym dla każdego szraba. Warto mieć ją w domowej biblioteczce.
Ocena:5/6
Tytuł: 342.O Kamilu, który patrzył rękami
Autor: Tomasz Małkowski
Stron: 63
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Adamada
Czytaj dalej...

Przyszłość ma twoje imię Elżbieta Rodzeń

Recenzje, które przypominają laurki wychwalające jakąś powieść pod niebiosa zwykle wzbudzają moją podejrzliwość.  Trochę zawsze boję się, że się za dobrze nastawię, a później rozczaruję. Tak było właśnie z tą historią. Niepotrzebnie - nie wiem czy coś lepszego we wrześniu przeczytam.

Przyszłość ma twoje imię to już kolejne dzieło, które wyszło spod pióra Elżbiety Rodzeń. Mam ogromną nadzieję, że uda mi się przeczytać wszystkie jej powieści. Ma wielki talent do pisania historii, które mogłyby przytrafić się każdemu z nas.

Blanka rozpoczyna dorosłe życie. Studia, pierwsze mieszkanie, praca. Mogłoby się wydawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Niestety przeżyła kiedyś ogromną traumę, która zniszczyła wszystkie jej marzenia i sprawiła, że dziewczyna panicznie boi się ludzi, sklepów, zamyka się w sobie. Studia mają być początkiem nowego życia i próbą wyjścia z ogromnej depresji.
Mateusz też nie miał łatwego życia. Ojciec alkoholik to szczegół z jego życia, który zostawił w nim bolesny ślad. Nie miał dzieciństwa, musiał troszczyć się o młodszego brata. Tych dwoje poranionych młodych ludzi spotyka się na skutek zrządzenia losu. Czy mają szansę na znalezienie ukojenia w swoich ramionach?

Jakie to było dobre. Piszę tę recenzję pod wpływem emocji, które targały mną podczas czytania lektury i po jej zakończeniu jakoś nie myślą mnie opuścić. Ta historia całkowicie mną zawładnęła na kilka dni. Sprawiła, że mogłam myśleć tylko o tym czy bohaterom się uda i jakie jeszcze niespodzianki zaserwuje im autorka. O tym, że to zrobi po prostu wiedziałam. Nie można nawet przez chwilę się znudzić, ponieważ występują w niej częste zwroty akcji, które przyprawiają nas czasami o dreszcze niepokoju, a innym razem musimy odłożyć książkę i szybko biec po paczkę chusteczek higienicznych, ponieważ płaczemy nad losem Blanki i Mateusza.

Co spodobało mi się absolutnie najbardziej w tej historii to fakt, że to mogło przydarzyć się każdemu. Na tyle, że w historii Blanki i Mateusza znalazłam dużo podobieństw do własnego życia. Czasami w takich historiach wszystko jest zbyt nieprawdopodobne. Tutaj problemy i historie są realne. Nie chodzi mi tylko o to, że główna postać to imiennik mojego męża. Może właśnie dlatego odbieram ją tak emocjonalnie. Przecież w trakcie zapoznania drugiej osoby nikt z nas nie jest białą kartą. Każdy ma jakąś przeszłość i historię do opowiedzenia. Nierzadko kosztuje nas ona wiele łez smutku i wstydu, wielu rzeczy byśmy w życiu nie powtórzyli. Blanka i Mateusz mieli za sobą ciężkie życie i jak się okazuje jeszcze więcej przeżyć musiało ich kosztować odnalezienie własnej drogi. To opowieść o tym czym tak naprawdę jest miłość. O ciągłym wspieraniu i podtrzymywaniu drugiej osoby, pomaganiu jej w spełnianiu marzeń. 

Przyszłość ma twoje imię ma ponad 500 stron, ale czyta się ją błyskawicznie. Autorka od czasu do czasu podsyca atmosferę naprawdę gorącymi i oddziałującymi na wyobraźnię i zmysły scenami erotycznymi. Znów bardzo spodobało mi się, że były nie tylko subtelne, ale też bardzo realistyczne. Nie ma mowy o fragmentach rodem z tanich romansów gdzie kochankowie są idealni. Tutaj jest mowa o wstydzie podczas pierwszego razu czy o tym, że nie zawsze wszystko idealnie się udaje. 

Podsumowując, Przyszłość ma twoje imię to wzruszająca opowieść o ludzkich losach. Pięknej, a co najważniejszej realistycznej miłości, która porusza i wywołuje mnóstwo emocji i łez. To też po prostu ciekawa historia z wieloma zwrotami akcji sprawiającymi, że nie można się od niej oderwać. Polecam wszystkim romantyczkom, wielbicielkom emocji i romansów. Nie zawiedziecie się, a tylko przypomnicie sobie za co tak mocno kochacie swoją drugą połówkę i jak ważne, aby jak najczęściej okazywać jej czułość. Polecam!
Ocena:6/5
Tytuł: 341.Przyszłość ma twoje imię
Autor: Elżbieta Rodzeń
Stron: 544
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka
Czytaj dalej...

Podsumowanie sierpnia + cykliczny konkurs u Chabrowej #4

Sierpień na początku nie zapowiadał się inaczej niż zwykle, a okazał się bardzo intensywny. Wszystko z powodu roczku mojego synka, który organizowaliśmy sami w domu. Pierwszy i zdecydowanie ostatni raz dałam się na coś takiego namówić. 50 gości. Kilka dań ciepłych, przystawki, sałatki i surówki. Impreza pod namiotem, a właśnie zaczyna padać deszcz. Powinnaś zająć się dzieckiem i jednocześnie siekać cebulę do jakiegoś dania. Goście właśnie zaczynają przyjeżdżać, a ty myślisz, że fajnie byłoby iść się wykąpać. Później malowanie i ubieranie. Przedsięwzięcie trudne do ogarnięcia i cieszę się, że mam je już za sobą.

Po roczku przypomniało nam się, że lato się kończy, a my nie pojechaliśmy na wakacje. Szybkie rezerwowanie hotelu, pakowanie i kierunek Kazimierz Dolny, który pamiętałam z wycieczki szkolnej. Przepiękne, klimatyczne miasteczko. Raczej na romantyczne zwiedzanie niż rodzinną wyprawę. Pełno tu restauracji, w których można posiedzieć sobie i chłonąć atmosferę tej miejscowości artystów. Niestety Kazimierz Dolny jest zupełnie nieprzygotowany na zwiedzanie z wózkiem. Osoba niepełnosprawna już kompletnie nic nie zobaczy. Pełno tu kamieni i schodów. Ja musiałam dźwigać dziecko, mąż wózek. Weszliśmy na zamek, basztę, do pięknego wąwozu, płynęliśmy statkiem. Wrażenia wspaniałe, dziecko szczęśliwe, że cały czas na rączkach, my po trzech dniach padliśmy, ale w ogólnym rozrachunku było cudownie. Oby więcej takich wypraw w przyszłości. 

Jak zwykle rozwlekłe te moje podsumowania, a nawet jeszcze nie dotarłam do tematu książek. W sierpniu przeczytałam 9 książek. Ależ mnie cieszą te rosnące każdego miesiąca liczby.
Co oceniłabym najlepiej? Zdecydowanie w tym miesiącu jest to Nigdy nie zapomnę. Wzruszyła mnie, wywołała emocje, pochłonęłam ją w dwa dni. 
Jedną po drugiej czytałam We wspólnym rytmie i Dziewczynę z Brooklynu. Ku mojemu zaskoczeniu tym razem starcie wygrał Musso. W powieści Jojo Moyes zabrakło mi trochę ciepła i optymizmu. Tak jakby bohaterka była za sztywna i zbyt poważna. Za to Musso postawił na thriller i świetnie mu to wyszło. Trzymał mnie w napięciu do ostatniej strony. Zła droga to klimatyczna historia przyprawiająca o dreszcze niepokoju. Poleca się na jesień! Rozłąka to egzotyczna historia o miłości matki do dziecka. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać inne powieści tej autorki. W sierpniu przeczytałam również dwie wspaniałe młodzieżówki. Milion odsłon Tash bardziej dla zakręconych na punkcie blogowego świata i niezwykle wartościowa, uniwersalna historia o śmierci i żałobie w lekkiej oprawie Indeks szczęścia Juniper Lemon. Do gustu w tym miesiącu nie przypadła mi za to Majorka w niebieskich migdałach. Z synkiem czytaliśmy starsze bajki i  oglądaliśmy w tym miesiącu ciekawy komiks Ariol. Jak ostatnie prosię.

Na Instagramie wydawnictwa Papierowy Księżyc była kiedyś informacja, że można zgłaszać się do babskiego projektu. Zaciekawiło mnie to, wysłałam zgłoszenie. Ostatnio otrzymałam odpowiedź, że się dostałam. Rozszerzają oni ofertę o literaturę typowo kobiecą. Będą wielkie emocje, pewnie chusteczki higieniczne będą stałym elementem wyposażenia podczas czytania ich książek. Powstało wydawnictwo Szósty Zmysł, które należy do grupy wydawniczej Papierowy Księżyc. Jesienią będzie się dużo działo. Wystarczy zobaczyć na ich Facebooku.  





Najpierw zupełnie nieświadomie zapomniałam o cyklicznym konkursie. Później już pomyślałam, że nie będę dodawać osobnych postów - zgłaszać będzie się można pod podsumowaniem. 
W tym miesiącu książka wędruje do Małgorzaty -  marchewkowemysli@gmail.com
Gratuluję :)
Co będziecie mogli wygrać we wrześniu. Jest to Milion odsłon Tash lub Lirogon. Obie raz czytane.
Macie miesiąc na działanie :)
1. Organizatorem cyklicznego i comiesięcznego konkursu jest Chabrowa ( Klaudia Kasznicka), właścicielka bloga www.moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
2. Warunkiem przystąpienia do konkursu jest dodanie bloga do Obserwowanych, podanie adresu mailowego w komentarzu poniżej, napisanie którą książkę wybieracie oraz
udzielanie się. Oceniana będzie wasza aktywność. Chodzi mi o regularne komentowanie ukazujących się postów. Mam nadzieję, że będziecie mnie dzięki temu regularnie odwiedzać.
3.Do wygrana jest egzemplarz książki ,,Milion odsłon Tash" Kathryn Ormsbee lub ,,Lirogon" Cecelii Ahern do wyboru ( obie raz czytane)
4.Konkurs trwa od 04.09 do 04.10.2017
5.Konkurs wyłącznie dla pełnoletnich
6.Koszty wysyłki na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pokrywam ja.
7. Zgłoszenie w rozdaniu jest równoważne z akceptacją warunków rozdania i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych.
Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.E-mail:
3.Wybieram:
A dalej według waszego uznania ślady działalności i aktywności na blogu. Jeśli będziecie aktywni to z pewnością to zauważę. Miło widziane udostępnienia tego posta czy blogowego facebook'a. Pełna dowolność.
Czytaj dalej...

Nigdy nie zapomnę Kerry Lonsdale

Chilli Books to najnowsza seria wydawnictwa Znak. Najpierw ukazało się w niej Miasteczko kłamstw, a teraz Nigdy nie zapomnę - powieść, która zyskała mnóstwo czytelniczek na całym świecie. W czym tkwi jej sukces? Spodobało mi się.

Miał być ślub. Aimee miała właśnie iść do ołtarza, ale zamiast na ślubie znajduje się na pogrzebie swojego narzeczonego. Znali się od kilkunastu lat. Najpierw bawili się razem jako dzieci. Później ich relacja zaczęła dojrzewać i zmieniać się w miłość. Ślub miał być tylko kolejnym krokiem dalej, a jednak los postanowił sobie z nich zadrwić. Zaraz po pogrzebie do Aimee podchodzi nieznajoma kobieta, która twierdzi, że ma dowody na to, że jej narzeczony żyje. Czy dziewczyna będzie umiała ruszyć do przodu i rozpocząć nowe życie?
W dniu naszego ślubu James, mój narzeczony, dotarł do kościoła w trumnie. 
Takie zdanie rozpoczyna tę powieść i sprawia, że już podczas czytania pierwszej kartki nasze emocje są napięte jak postronki, a my jesteśmy rozłożeni na łopatki. Poznajemy Aimee, która dokładnie zaplanowała sobie jak ma wyglądać najważniejszy dzień w jej życiu. Okazuje się, że staje się on najtragiczniejszym. Dniem, w którym musi pochować miłość swojego życia. Nie spodziewałam się tego, że od razu zostanę tak emocjonalnie zaatakowana. To wszystko ogromnie podsyciło moją ciekawość. Na tyle, że powieść pochłonęłam w ciągu dwóch dni, co raczej ostatnio rzadko mi się zdarza.

Nigdy nie zapomnę to powieść, która znakomicie łączy różnorodne gatunki. Czytamy ją z rosnącym niepokojem jak porywający thriller by za chwilę mieć wypieki na twarzy podczas scen miłosnych. Autorka doskonale lawiruje pomiędzy wątkami i sprawia, że tworzą one mieszankę wybuchową.  Nie boi się scen, które wyciskają z oczu łzy, a jednocześnie nie popada w przesadę. Gdy pisze się o śmierci i żałobie łatwo popaść w melodramatyczny ton. Tutaj udało się tego uniknąć.

Powieść ta to przede wszystkim historia o przeżywaniu żałoby i miłości. Została napisana w przewrotny sposób i doskonale pokazuje, że czasami jeśli kogoś bardzo kochamy to po prostu musimy pozwolić mu odejść. Są przypadki kiedy tak jest lepiej, a ciągłe rozpamiętywanie przeszłości może zniszczyć wiele osób. Trzeba umieć ruszyć z kopyta do przodu, walczyć o swoje, tworzyć życie według własnego uznania. W przeszłości nie należy tkwić tylko ją wspominać i wyciągać z niej wnioski. 

Jedynym mankamentem do którego mogłabym się przyczepić to bohaterowie. Kerry Lonsdale mogłaby bardziej dopracować kreację głównej bohaterki. Można by ją lepiej rozbudować, pokusić się o wniknięcie do jej psychiki. Jako czytelnik chciałabym poczuć tę niepewność i rozdarcie, które jej towarzyszyło. Jednocześnie muszę zaznaczyć, że to debiut autorki. Skoro teraz napisała taką udaną historię i odniosła tak ogromny sukces mam nadzieję, że kolejna powieść będzie jeszcze lepsza.

Podsumowując, to lektura, która nie tylko wywoła w was mnóstwo emocji, ale też po prostu lekko i przyjemnie się czyta. Autorka cały czas nas zaskakuje, mnoży pytania przez co od Nigdy nie zapomnę ciężko się oderwać. Zakończenie powieści może wbić w fotel nawet czytelnika, który na nie jednym thrillerze zjadł zęby. Polecam nie tylko najlepszej przyjaciółce!
Ocena: 5-/6
Tytuł: 340.Nigdy nie zapomnę
Autor: Kerry Lonsdale
Stron: 425
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak

Czytaj dalej...
Recenzje książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka