Tytuł: Dziennik Mai
Autor: Isabel Allende
Stron: 428
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2013
Moje zdanie: Isabel Allende to moja muza wśród pisarek. Jej książki są niesamowicie ciepłe, kojące. Balsam i opatrunek dla duszy w jednym.
Maya dorasta wychowywana przez dziadków- ekscentryczną Nini i ukochanego Popo. Ojciec lata samolotem i nie ma dla niej czasu, a matka nigdy się nią nie zainteresowała. Po śmierci dziadka dziewczyna stacza się na samo dno. Bierze narkotyki, pije zbyt dużo alkoholu, pracuje dla groźnego przestępcy. Czy uda się jej wrócić do dawnego życia?
Czy każda książka tej autorki to arcydzieło? Z lektury na lekturę przekonuję się, że raczej tak. Książki, które wychodzą spod jej pióra to dzieła sztuki. Podobało mi się chociaż tutaj odchodzimy trochę od sagi rodzinnej, mamy jej bardzo mało, a skupiamy się na problemach jednego jej członka- Mai. Dziewczyna prowadzi dziennik, który ma być lekarstwem dla jej udręczonej duszy. Jej życiorys nie tylko pokazuje jak zgubne działanie mają narkotyki, ale po prostu zapiera dech w piersiach i z napięciem przerzucamy kolejne kartki.
Widzimy drogę Mai, która stacza się po równi pochyłej. Czy się podniesie? Zabrakło mi trochę miłości, namiętnych uniesień, ale w zamian tak dużo się działo. Inne książki tej autorki są spokojne, ciepłe, klimatyczne, jak leniwa rzeka. Ta tutaj jak porywisty potok rwie do przodu i z powodzeniem mogłaby być jakimś pasjonującym thrillerem.
Autorka jak zwykle wplata tutaj dużo polityki, która w takim wydaniu mnie nie nudzi tylko pasjonuje. Bohaterowie są z krwi i kości, każdy ma w sobie coś innego. Maya to buntowniczka zagubiona w tym świecie. Bardzo polubiłam babcię Nini- taką babcię każdy chciałby mieć. Okładka bardzo mi się podoba. Książki tej autorki polecam wam z całego serca.
Ocena:6/6