Tytuł: Starcie królów
Autor: George R.R. Martin
Stron: 915
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2011
Moje zdanie: Saga ,,Pieśń Lodu i Ognia” to cykl, w którym pomiędzy kolejnymi tomami muszę robić przerwy. Książki są niezwykle obszerne i chyba niemożliwością jest czytać jedną po drugiej. Tom pierwszy przeczytałam w styczniu. Teraz byłam gotowa na kolejny.
Po śmierci króla Roberta w królestwach zaczyna siać się zamęt. Każdy kto chce ogłasza się królem. Są to ludzie, którzy mają faktyczne prawa do tronu jak i ci, którym władza z pewnością się nie należy. Poddani są zdezorientowani, nie wiedzą co się dzieje. Jednocześnie lato dobiega końca. Wielu ludzi nigdy nie poznało zimy, która będzie ich kolejnym wrogiem.
Ufff… Przeczytałam. Tak już mam, że książki tego autora chociaż niebywale mnie ciekawią i trzymają w napięciu to jednak nie przeczytam więcej niż 100 stron na raz. Panuje tu takie nagromadzenie dat, postaci, nazwisk i wydarzeń, że trzeba robić przerwy żeby trochę poukładać sobie wszystko w głowie. Jednocześnie po raz kolejny chylę czoło przed geniuszem jakim jest Martin. Napisać jeden tom sagi na prawie 1000 stron i się w tym wszystkim nie pogubić to prawie niemożliwe. Świat, który stworzył jest logiczny, ma historię, rządzi się swoimi prawami. Zawsze mnie to najbardziej zdumiewa. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby od podstaw stworzyć inną krainę, tak trochę zabawić się w Boga.
W książce dużo się dzieje, więcej niż w pierwszym tomie. W dalszym ciągu moimi ulubionymi bohaterami są Starkowie i Daenerys. Zwłaszcza dziewczyna, która jest niebywale silna duchem i z zaciekawieniem będę śledziła jej dalsze poczynania. Okładka nie jest zachęcająca, spodziewałabym się czegoś lepszego. Podsumowując, z tym trzeba się zmierzyć albo sagę pokochacie albo znienawidzicie.
Ocena:5+/6